Reklama


Gabriel Borowy: Emocje związane z Valvoline Rajdem Małopolski jeszcze nie opadły i długo nie opadną

07/08/2021 12:02

Mija właśnie tydzień od zakończenia największej w tym roku imprezy sportowej na terenie naszego powiatu. Przez dwa dni na trasach w Makowie Podhalańskim, Zawoi, Grzechyni i Suchej Beskidzkiej można było obserwować ponad 100 załóg startujących w Valvoline Rajdzie Małopolski. - Po tym, jak zamkniemy oficjalnie Rajd Małopolski 2021, pomyślimy o jego kolejnej edycji. Mam nadzieję, że również z pozytywnym skutkiem i samochody rajdowe ponownie zawitają do naszego regionu - mówi Gabriel Borowy, pomysłodawca Rajdu Małopolski.

(Maciej Krzyśków) Rozmawiamy kilka dni po zakończeniu Valvoline Rajdu Małopolski. Emocje już opadły czy jeszcze długo nie opadną?

Gabriel Borowy: - Nie opadły i jeszcze będą nam chwilę towarzyszyć, chociaż staram się do organizacji zawodów podchodzić bez zbędnych emocji. Cały czas pracujemy i najbliższe dwa tygodnie, na nieco mniejszych obrotach niż wcześniej oczywiście, poświęcimy na zamknięcie spraw organizacyjnych, sprzątanie trasy. To, że dojechaliśmy do mety, kończy rajd dla widzów i kibiców, ale nie dla organizatorów.

Reklama

Kiedy rozpoczęły się do niego przygotowania?

- Przygotowania do rajdu rozpoczęliśmy w listopadzie. Najbardziej intensywne były ostatnie dwa miesiące, a trzy tygodnie przed startem już śmiało można nazwać ultra intensywnymi (śmiech). Po tym, jak zamkniemy oficjalnie Rajd Małopolski 2021, pomyślimy o jego kolejnej edycji. Mam nadzieję, że również z pozytywnym skutkiem i samochody rajdowe ponownie zawitają do naszego regionu.

Zanim o kolejnej edycji czy o podsumowanie obecnej... Kiedy zaczęła się twoja przygoda z motosportem i jak trafiłeś do tego świata?

Reklama

- W wieku 3-4 lat trafiłem zupełnie przypadkowo na pierwszy odcinek specjalny…

Chodzi o Rajd Krakowski?

- Tak, oczywiście. Podczas podróży samochodem na wakacje, rodzice zobaczyli przez przypadek taśmy koło drogi. Zatrzymali się, żeby zobaczyć, co się dzieje. Kiedy przejechały samochody WRC z najlepszymi zawodnikami w Polsce jak na tamte czasy czyli z Krzysztofem Hołowczycem, Pawłem Przybylskim czy Robertem Gryczyńskim (którego córka Balbina startowała w naszym rajdzie!), po prostu zakochałem się w tym sporcie. Zaczęliśmy jeździć na rajdy, byliśmy w fan klubie Leszka Kuzaja. W 2006 roku, czyli w wieku 13 lat, zadebiutowałem na rajdach z kamerą i od tego momentu zacząłem też rozwijać serwisy internetowe związane z motosportem. Resztę już znasz, bo od tamtego momentu się kojarzymy (śmiech).

Reklama

W ostatnich latach  intensywnie starałeś się, żeby rajdy na naszym terenie były obecne. W 2015 roku odbyła się pierwsza edycja Rajdu Makowskiego, następnie dwie edycje Rajdy24 Cup. Sprowadziłeś do Makowa Podhalańskiego nawet Kajetana Kajetanowicza!

- Z dużym sentymentem wspominam również zawody zorganizowane z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie ukrywam, że chciałbym, żeby „ orkiestra” wróciła do Makowa. Była to świetna impreza, której udało się zorganizować pięć edycji i w tym czasie zebrać ponad 100 tysięcy złotych. Mam nasz region cały czas w sercu. Jestem góralem, kocham swoje miasto i okolice. Moim celem od zawsze było zrobienie, nie ważne czy dużej czy małej, ale jednak imprezy motosportowej. Valvoline Rajd Małopolski była największą z dotychczasowych, lecz nie ostatnią. W tym roku zresztą w naszym powiecie fani motosportu będą jeszcze mieli powody do radości...

Reklama

?

- W listopadzie przez Maków Podhalański przejedzie Rajd Polski Historyczny. Do tej pory był on rundą eliminacyjną do pucharu świata, więc brało w nim udział dużo załóg także spoza Polski.  W tym roku, z racji dziesiątej edycji, Rajd Polski Historyczny będzie rundą finałową pucharu świata (wcześniej zostanie przeprowadzonych siedemnaście turniejów kwalifikacyjnych w dwunastu różnych krajach europejskich, a czołowi zawodnicy z każdego z turnieju otrzyma zaproszenie do udziału w PRH - przyp. red). Mogę ogłosić, że po kilku latach przerwy rajd wróci do Makowa Podhalańskiego. To będzie duże wydarzenie, w trakcie którego zobaczymy najlepsze zabytkowe samochody startujące w rozgrywkach FIA Trophy for Historic Regularity Ralles 2021. To będzie inna forma rajdów, bo tam  chodzi o jazdę na regularność (dokładne pokonanie wyznaczonej trasy przestrzegając określonej przez organizatora średniej i zgodnej z przepisami prędkości na trasie – przyp. red.). Na pewno zobaczenie z bliska takich  samochodów jak porsche, mercedes czy też historycznych pojazdów z naszej polskiej motoryzacji, zrobi na kibicach duże wrażenie.

Reklama

Może przyjedzie wielki fan motoryzacji David Hasselhoff?

- Chciałbym, ale jeszcze się nie zgłosił (śmiech). Rajd odbędzie się na terenie naszego województwa w dniach 11-14 listopada. Będzie się składał z około 953 kilometrów otwartych dróg, z czego około 633 km będą odcinkami jazdy na regularność. Do Makowa rajd zawita w sobotę 13 listopada.

Wróćmy do teraźniejszości i do najtrudniejszego momentu Valvoline Rajdu Małopolski dla ciebie jako organizatora zawodów. A może do najtrudniejszych momentów?

-  Trudnym momentem były tematy związane z poinformowaniem i wytłumaczeniem mieszkańcom, że rajd nie jest niczym strasznym. Niektóre drogi po raz pierwszy gościły rajdowców, stąd nie wszyscy wiedzieli, jak to wszystko będzie wyglądać. Od razu powiem, że nie wszystko się nam udało i jesteśmy świadomi, że gdzieś pojawiły się problemy np. z dojazdami i stanowiło to utrudnienie dla mieszkańców. Doskonale to rozumiem i za to przepraszam. Skala imprezy była wielka i nie udało się nam nad wszystkim zapanować. Jesteśmy już po kilkugodzinnej analizie rajdu z naszym sztabem, gdzie zajmowaliśmy się m. in. punktami zapalnymi, czyli newralgicznymi miejscami, gdzie „coś się działo”. Wyciągnęliśmy wnioski i jeżeli w przyszłym roku odbędzie się druga edycja Rajdu Małopolski, to organizacja ruchu dla mieszkańców będzie całkowicie inaczej wyglądała. Na ten moment wiem jednak, że zdecydowana większość mieszkańców powiatu jest zachwycona rajdem. Odbieramy takie głosy przez internet, a dodatkowo słyszymy takie komentarze, kiedy jeździmy po odcinkach i sprzątamy trasę. Jeżeli osoba, tak na oko w wieku 70-80 lat siedzi sobie na krzesełku przed domem w Grzechyni i mówi do nas, że „w końcu coś się dzieje w jego miejscowości i można wyjść i obejrzeć coś interesującego”, to jest to dla nas najlepsza nagroda za cały trud związany z organizacją rajdu.

Reklama

Co zapisałeś po stronie plusów?

- Bardzo mnie cieszy to, że mieliśmy duże wsparcie od lokalnych władz. Mam tutaj na myśli włodarzy Makowa Podhalańskiego, Suchej Beskidzkiej, Zawoi czy starostwa. Wierzę w to, że doceniają to wydarzenie. Udało się nam „sparaliżować” całą bazę noclegową w okolicy, bo przyjechało w tych dniach nie tylko kilkaset osób związanych tylko z samym rajdem, ale jeszcze do tego pojawili się kibice, również i z zagranicy. Restauracje mogły pracować na najwyższych obrotach, a za pośrednictwem internetu, radia czy telewizji, docieraliśmy z przekazem o rajdzie, ale też i z reklamą powiatu, to kilkudziesięciotysięcznej widowni.  Liczę, że przyniesie to wymierne korzyści nie tylko podczas tygodnia rajdowego, lecz także w przyszłości. Wiem, że sporo osób ma takie plany, żeby wrócić do powiatu suskiego, bo podczas tych kilku dni odkryli przepiękne tereny turystyczne.

Reklama

Osobiście bardzo zbudowała mnie lista sponsorów, na której znalazło się wiele firm z naszych okolic. Musiało kosztować to dużo energii i czasu, żeby ich pozyskać.

- Podczas rajdu mieliśmy ponad dwudziestu partnerów, z których większość faktycznie stanowiły firmy lokalne. Nie mam 115 rąk, żeby to wszystko samemu ogarnąć,  stąd czuwał nad tym sztab bardzo zaangażowanych i uzdolnionych ludzi. Z racji kontaktów i znajomości terenu oraz tego, że jako jedna z nielicznych osób ze sztabu pochodzę z powiatu suskiego, w dużej mierze kontakty z firmami czy samorządami spoczywały na moich barkach. Cieszę się, że wiele z nich zdecydowało się wesprzeć Rajd Małopolski. Już po jego zakończeniu odebrałem kilka telefonów z gratulacjami za przeprowadzenie udanej imprezy i chęcią kontynuowania współpracy w przyszłości. Sponsorzy cieszyli się również, że byli reklamowani w telewizji. Było to dla nich ważne. Transmisja w Motowizji trwała 2,5 godziny, jest ona dostępna na youtube, a powstanie jeszcze reportaż, podczas którego pokażemy, jak wyglądały kulisy rajdu i sama jego organizacja. Z racji tego, że mamy „apetyt na więcej” i nie chcemy poprzestawać na imprezie tej rangi, lecz stworzyć już w przyszłym roku „coś” większego , to zapraszam już teraz do współpracy kolejnej firmy z powiatu suskiego.

Reklama

Wywołałeś do tablicy sztab, więc powiedz, skąd byli ci ludzie?

- Trzon sztabu stanowi około dwudziestoosobowa grupa wywodząca się z  Automobilklubu Śląskiego, z którą organizowałem w przeszłości Rajd Makowski i inne imprezy. Znamy się od lat, mamy do siebie zaufanie, a każda z osób jest fachowcem w swojej dziedzinie. Kolejne  80 osób odpowiadało za zabezpieczenie imprezy, a byli to ludzie z naszych okolic, ale tez i z innych województw: podkarpackiego, śląskiego oraz dolnośląskiego. Czasami nie musieliśmy szukać profesjonalistów daleko, bo np. za zabezpieczenie medyczne odpowiadała firma FastMed Przemka Fludra, która ma doświadczenie z wielu imprez sportowych na terenie całego kraju. Wielkim wsparciem byli dla nas strażacy ochotnicy z jednostek w Makowie Podhalańskim, Grzechyni, Suchej Beskidzkiej-Miasto, Błądzonki oraz Juszczyna. Wielkie ukłony należą się również kilkudziesięciu policjantom, bo chociaż to na naszych barkach spoczywało zabezpieczenie imprezy, to wspierali nas, jak tylko mogli. Dziękuję naczelnikowi wydziału ruchu drogowego, nadkomisarzowi Grzegorzowi Sikorze i policji wojewódzkiej, którą reprezentował Michał Burdak.  Pomagały nam również lokalne firmy w mniejszych rzeczach, np. poprzez udostępnienie prądu podczas makowskiego odcinka specjalnego. Jeżeli podsumowałbym liczbę osób, która w mniejszy lub większy sposób pomogła nam przy organizacji rajdu, to wyniosłaby ona około 300. Do tej pory mówiłem o liczbie 200 osób, ale z perspektywy czasu wiem, że była ona zdecydowanie większa.

Reklama

Nie będę oceniał Rajdu Małopolskiego pod kątem organizacyjnym, bo nigdy na takiej imprezie nie byłem. Widziałem za to podstronę dla mediów i porównując ją i ścieżkę otrzymania akredytacji do zawodów pucharu świata w Zakopanem, meczów ekstraklasy czy reprezentacji Polski, to mogę stwierdzić, że była na najwyższym poziomie. Zapytam zatem ciebie, czy Rajd Makowski to był organizacyjny top?

- Nie mnie to oceniać. Mogę za to powiedzieć, że na podstawie głosów od zawodników czy kibiców dotyczących zawodów, możemy być z siebie dumni. Padło wiele miłych słów, że pod kątem organizacyjnym ten rajd nadawał się na wyższej rangi imprezę niż mistrzostwa śląska. Nie wiemy na chwilę obecną, w którą stronę pójdziemy w przyszłym roku, ale do organizacji imprezy jeszcze bardziej znaczącej, będziemy dążyć. Wiem jednak, że jeżeli popatrzymy pod kątem promocji, to w tym sezonie tylko dwa rajdy były puszczone na żywo w telewizji. Jeden to odcinek Karowa podczas Rajdu Polski, który stanowił też rundę mistrzostw Europy. Drugi to właśnie odcinek w Makowie Podhalańskim

Reklama

Oba te wydarzenia spiąłeś ty, bo komentowałeś jedne i drugie zawody.

- (śmiech) Staram się przeszkadzać, gdzie mogę.

Odejdźmy od spraw organizacyjnych i teraz przejdźmy do spraw sportowych. Po zapoznaniu z trasą Michał Kuśnierz powiedział, że odcinki te  można porównać do tych najbardziej wymagających z rund MP – OS Michałkowa. Powiedział, że to jest jeszcze trudniejszy poziom.

- To są trasy moich marzeń. Byłem na około 500-600 rajdach różnych lig, widziałem wiele odcinków na całym świecie i wiedziałem od początku,  o czym tez informowałem w przekazach medialnych, że oesy Rajdu Małopolski będą wymagające. Okazało się, że nasi lokalni zawodnicy nawet nie wiedzieli, że jest taka droga łącząca Grzechynię z Suchą Beskidzką. Cieszę się, że udało się nam taką trasę wyznaczyć, wiele załóg  tym samym zaskoczyć, chociaż wiem, że momentami była ona nieprzyjemna ze względu na zmienność asfaltu. Pogoda również zrobiła swoje. Na pewno zaproponowaliśmy coś ciekawego i świeżego.

W głowie masz już wizję przyszłorocznego rajdu, a w niej jeszcze inne trasy?

- Tegoroczne odcinki miały średnią długość 3 kilometrów. Z jednej strony chciałbym je wydłużyć, lecz wcale nie musi się tak stać, bo mamy pomysły też na jeszcze inne oesy. Na pewno zostanie prolog w Makowie, którego nie chcę zmieniać. Jestem z niego bardzo dumny, bo to była perełka, którą mam nadzieję, docenili wszyscy zawodnicy. Nie był to typowy prolog, bo te zazwyczaj są typowo miejskie. Tymczasem Valvoline Rajd Małopolski zaproponował w prologu mieszankę rajdu miejskiego z typowym odcinkiem rajdowym, czyli wjazdem na Makowską Górę. Rozmowy na temat kolejnej edycji rajdu nie mają jeszcze sensu, bo nie wiemy, czy w ogóle będzie nam dane ją organizować.

Wspomnieliśmy Michała Kuśnierza, który wraz z Hubertem Laskowskim jechał jako załoga vipowska. Szkoda, że nie wystartował nasz drugi powiatowy reprezentant z najwyższej klasy mistrzowskiej rajdów w Polsce, Szymek Gospodarczyk.

- Nie wystartował, co nie oznacza, że go na trasie nie było. Szymek na odcinku Przysłop pomagał wyciągać rajdówki, które wypadły z trasy. W ogóle mieliśmy dużo gości, jadąc po trasie rajdu widziałem m.in. Kacpra Wróblewskiego, który na co dzień walczy w mistrzostwach Polski. Bardzo mnie to ucieszyło!

Wymieniliśmy dwóch, najbardziej eksportowych reprezentantów naszego powiatu w świecie motosportu, ale w Rajdzie Małopolski pokazali się także inni mieszkańcy naszych okolic.

- Najszybszą załogą spośród wszystkich startujących był duet makowsko-jordanowski Rafał Pochłopień-Bartłomiej Wątroba. Pojechali peugeot 208 R2 i był to bardzo udany debiut w tym samochodzie. Inne teamy z powiatu suskiego stworzyli: Rafał Kwak i Rafał Steczek, czyli duet stryszawsko-suski czy Maciej Jędrzejak i Grzegorz Duda.  W fiacie 126p pojechali dwaj reprezentanci Suchej Beskidzkiej – Michał Sumera i Marcin Wojtyłko. Wszyscy oni ukończyli rajd. Niestety, z powodu awarii technicznej do mety nie dojechała załoga z Juszczyna w składzie Marcin Mosur i Paweł Borowy

Ostatnie słowo?

- - Dziękuję bardzo wszystkim partnerom rajdu za zaufanie. Było ich tylu, że nie wymienię ich po kolei, ale odsyłam na stronę internetową Rajdu Małopolski i fanpage na facebooku, gdzie można znaleźć pełną ich listę. Jeszcze raz dziękuję lokalnym władzom za wsparcie i wydanie zgody na przeprowadzenie rajdu.  Proszę także o wyrozumiałość wszystkich tych, którym rajd przez te dwa dni utrudniał życie. Rajd pozwolił kilku tysiącom osób wziąć udział we wspaniałym widowisku sportowym czy to w roli kibica czy zawodnika. Napędza również finanse płynące do naszego regionu w czasie, który dla całej polskiej gospodarki nie jest łatwy.  Staniemy na głowach i rękach, żeby w przyszłym roku zrobić taką imprezę jeszcze  lepiej.

Miało być ostatnie słowo, ale jak wspomniałeś o staniu na rękach…

- (śmiech) Moja ręka w gipsie to szkoda rajdowa, ale bynajmniej nie w samochodzie… Przy plakatowaniu przewróciłem się i na szczęście, tylko ręka ucierpiała. Trochę bolało, jak to złamanie, ale bardziej targało mną wewnętrznie i nie ukrywam, że byłem wściekły na siebie, bo utrudniło to pracę nie tylko mnie, ale i innym. Przepraszam Was i dziękuję za pomoc, szczególnie mojej żonie. Taka jest tylko jedna na świecie. I co ona ze mną musi przeżywać…

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama