„Dzik jest dziki, dzik jest zły! Dzik ma bardzo ostre kły!” pisał Jan Brzechwa, a jego wierszyk spopularyzował film „Akademia Pana Kleksa”. Niestety, niedawno jeden z mieszkańców Makowa Podhalańskiego przekonał się o prawdziwości tych słów!
Od wielu lat dziki są utrapieniem rolników, gdyż często wchodzą im w szkodę, niszcząc nierzadko efekty wielomiesięcznej pracy. Leśna zwierzyna do tego stopnia przyzwyczaiła się do obecności człowieka, że osiedliła się w wielu miastach, urządzając sobie niekiedy beztroskie spacery ich ulicami. W powiecie suskim dziki regularnie pojawiały się między innymi w Suchej Beskidzkiej, która celem eliminacji zjawiska zakupiła specjalną klatkę, która pozwala wychwytywać zwierzęta i wywozić je do lasu.
I o ile dziki były utrapieniem, to nie dochodziły głosy aby doszło do ataku z ich strony. Tymczasem na ostatniej sesji makowskiej Rady Miejskiej radny Łukasz Klimasara bez ogródek oznajmił, że „jest wniosek mieszkańców odnośnie dzików, które atakują ludzi na Zawodziu”, dopytując burmistrza Pawła Salę, kto odpowiada za bezpieczeństwo mieszkańców. – Jeden mieszkaniec został zaatakowany. Był w szpitalu na obdukcji – mówił radny Łukasz Klimasara, podkreślając że mieszkańcy zgłaszali problem wojewodzie, gminie i policji.
Odpowiadając na pytanie, burmistrz Paweł Sala zaznaczył, że choć problem z dzikami występuje, to gmina nie ponosi za nie odpowiedzialności. – Staramy się współpracować w tym zakresie z kołami łowieckimi. Koła nie mogą prowadzić odstrzału w obszarach zamieszkałych. Zwiększają co roku ilość odstrzałów, ale tych dzików jest dużo – wyjaśniał burmistrz Paweł Sala.
W ocenie włodarza makowskiej gminy problemem nie jest ilość dzików, ale -jak stwierdził- ich bezczelność. Zauważył, że traktują przydomowe śmietniki jak stołówki. Wystarczy, że ktoś wyrzuca gdzieś resztki jedzenia, to dziki się momentalnie uczą, iż w takim miejscu mogą liczyć na łatwy posiłek. – Jak już zjadł gdzieś jakieś odpadki, to on tam przyjdzie i będzie ich szukał, bo to jest łatwy łup – mówił Paweł Sala. – W Suchej odławiają dziki i robi to Straż Miejska. Słyszę, że jest to trochę syzyfowa praca i nie przynosi skutku. My nie mamy straży miejskiej i posiłkujemy się kołami łowieckimi – kontynuował.
Makowski burmistrz przypomniał, że jeżeli są straty, wchodzą w pola uprawne i je niszczą to następuje wycena szkód i są płacone odszkodowania przez koła łowieckie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze