W Jordanowie nazwisko Roberta K. Leśniakiewicza znają wszyscy, ale na tym niewielkim miasteczku jego sława bynajmniej się nie kończy. Z jego publikacjami musiał zetknąć się każdy, kto interesuje się ufologią i pokrewnymi tematami. Ze świecą można bowiem szukać w naszym kraju drugiej osoby, która ma tak rozległą wiedzę na temat wszelkich zagadkowych fenomenów.
Od najmłodszych lat fascynowały go trudne do wyjaśnienia zjawiska. Pragnął je zgłębiać, zrozumieć, poznać ich przyczyny. Jednym z najbardziej tajemniczych, a co za tym idzie – szczególnie dla niego ciekawych, były niezidentyfikowane obiekty latające. Pierwsze spotkanie z UFO przeżył we wrześniu 1973 roku, podczas wycieczki do Zakopanego. Ponad wierzchołkami Tatr ujrzał trójkątny obiekt powolutku przesuwający się w kierunku Krakowa.
– Pewnie szybko bym o tym zjawisku zapomniał, gdybym następnego dnia nie przeczytał o nim w gazecie. Jak się okazało, obserwowało go dwóch astronomów, Kazimierz Kordylewski i Tadeusz Zbigniew Dworak. Do dziś nie wiadomo, co to było, choć mam pewną hipotezę. Przypuszczam, że Rosjanie mogli przeprowadzać podobny eksperyment jak Amerykanie, polegający na tym, iż rakiety wznoszono przy pomocy balonów na wysokość kilkunastu tysięcy metrów, gdzie odpalano ich silniki. Ale nikt się do tego nie przyznał i nie mam na to żadnych dowodów – mówi jordanowianin Robert K. Leśniakiewicz. Później jeszcze kilkukrotnie zdarzyło mu się obserwować podobne zjawiska, jednak tylko tego z 1973 roku nie udało się w żaden logiczny sposób wyjaśnić. Opisał je w jednej ze swoich książek poświęconych tematyce UFO.
TO NIE KOSMICI
Robert K. Leśniakiewicz podkreśla, że nie wszystkie obiekty latające, które obserwatorzy uważają za niezidentyfikowane, rzeczywiście zasługują na takie miano. Jak zapewnia, około 85 procent z nich to w istocie samoloty, helikoptery, balony, sterowce reklamowe czy nawet ptaki lub nietoperze. – Zwykła mucha, gdy znajdzie się blisko obiektywu aparatu fotograficznego, poza głębią ostrości, a jeszcze dodatkowo zostanie oświetlona lampą błyskową, może na zdjęciu wyglądać jak zjawisko nie z tej ziemi. Kolejne dziesięć procent doniesień o UFO to niewątpliwie obserwacje zabawek chłopców w mundurkach, na przykład rakiet, dronów, samolotów hiperdźwiękowych i innych nowinek technologicznych. I dopiero pozostałe pięć procent to tak zwane TRUFO, czyli prawdziwe UFO – wyjaśnia jordanowianin.
Jest wiele teorii próbujących wyjaśnić, czym są te tajemnicze obiekty i skąd przybywają. Robert K. Leśniakiewicz nie zgadza się najpopularniejszą, wedle której są to pojazdy pozaziemskiej cywilizacji. Co prawda wierzy, że nie jesteśmy jedyną inteligentną formą życia we wszechświecie, ale nie zgadza się z koncepcją Ericha von Dänikena, iż obcy w przeszłości odwiedzali Ziemię i przekazywali wiedzę naszym przodkom. Jak podkreśla, jest to mało prawdopodobne ze względu na ogrom kosmosu. Do sąsiedniego układu planetarnego mamy ponad 4 lata świetlne, zaś do galaktyki Andromedy, która znajduje się najbliżej Drogi Mlecznej, około 2,5 mln lat świetlnych. W dodatku każda galaktyka zawiera kilkaset miliardów gwiazd! – Nasze Słońce jest we wszechświecie malutkim pyłkiem. Jeżeli nawet kosmici bywali na Ziemi, to nie częściej niż raz na sto tysięcy, a może milion lat – twierdzi Robert K. Leśniakiewicz.
WEHIKUŁ CZASU
Jordanowianin uważa, iż obiekty określane jako UFO są wytworem ziemskiej cywilizacji, aczkolwiek nie tej współczesnej. Jego zdaniem zostały zbudowane albo przez naszych dalekich potomków, albo nawet antenatów, którzy opanowali technikę przemieszczania się w przeszłość i przyszłość. Jest to rodzaj pojazdów poruszających się zarówno w czasie, jak i w przestrzeni. – Są na to dowody, które opisałem w moich książkach. Na przykład z relacji osób, które w jakiś sposób zetknęły się z UFO wynika, że wszystkie przeżywały tak zwane zjawisko zgubionego czasu. Miałyproblem z odnalezieniem się w teraźniejszości, wrażenie, iż brakuje im fragmentu życia. Znalazłem też inne przypadki potwierdzające moją teorię. Jeden z nich zaobserwowano bardzo blisko Jordanowa, w Spytkowicach. Na miejscu lądowania UFO powstały tam kręgi świeżej, zielonej trawy. Nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie zdarzyło się to w lutym. Moim zdaniem najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego zjawiska jest przesunięcie czasowe obszaru wewnątrz kręgów. Soczysta zieleń wyrosła pewnie w maju, ale została niejako wepchnięta do lutego – tłumaczy Robert K. Leśniakiewicz.
Wiele tajemniczych zagadnień zgłębiał razem z doktorem Milošem Jesenským, którego poznał ponad 20 lat temu, podczas zjazdu ufologiczego w Koszycach na Słowacji. Szybko zorientowali się, że są pokrewnymi duszami i mają podobne poglądy na wiele spraw. Wspólnie napisali niejedną książkę, nie tylko na temat UFO. Dwie poświęcili Księżycowej Jaskini, która – o ile istnieje naprawdę – została wykonana tysiące lat temu przez istoty dysponujące zaawansowaną technologią i nieznanymi dziś materiałami. Przyjaciele ustalili, że ów bezskutecznie szukany na Słowacji fenomen znajduje się najprawdopodobniej w Polsce, a konkretnie Beskidzie Sądeckim. Aczkolwiek nigdy nie sprawdzili, czy rzeczywiście tam jest...
PÁN TRAGÁČIK
Oprócz zainteresowania UFO i innymi niezwykłymi zjawiskami, Robert K. Leśniakiewicz i dr Miloš Jesenský dzielą też zamiłowanie do serii przygodowych powieści Zbigniewa Nienackiego o Panu Samochodziku, a zwłaszcza tomu, w którym tytułowy bohater poszukuje skarbów templariuszy. Gdy kilka lat temu Słowak zaproponował swemu jordanowskiemu przyjacielowi, by przetłumaczył na język polski jego prace na temat działalności tego zakonu rycerskiego na Słowacji, Robert K. Leśniakiewicz nie wahał się długo.
– Templariuszy kojarzy się głównie z Francją, Portugalią, Hiszpanią czy Anglią, a tymczasem okazuje się, że byli również zacznie bliżej nas, dosłownie za miedzą, choć do dwa tysiące ósmego roku nikt nie miał o tym zielonego pojęcia. Na Słowacji pozostały po nich liczne zamki i kościoły. To jedna z najbardziej fascynujących spraw, z jakimi miałem w życiu do czynienia – opowiada Robert K. Leśniakiewicz.
Nie ograniczył się tylko do dokonania przekładów dzieł przyjaciela, znanego wśród rodaków jako slovensky Pán Tragáčik, czyli słowacki Pan Samochodzik. Musiał na własne oczy obejrzeć te miejsca u naszych południowych sąsiadów, które były w jakiś sposób związane z Zakonem Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona. Pierwszym i jednym z najbardziej niezwykłych zabytków, które odwiedził w czasie swoich podróży śladami templariuszy był kościół w miejscowości Ludrová. Świątynia niewielka i pozbawiona wszelkich ozdób, jeśli nie liczyć niezwykle interesujących fresków. – W środku nie ma nawet ławek. Jest tylko prosty, kamienny ołtarz, ale tam się naprawdę czuje sacrum, świętość. Wrażenie jest niesamowite – wspomina rozmarzonym głosem jordanowianin.
FOKI I BLOGI
W 2012 roku Robert K. Leśniakiewicz wyruszył na Hel, by spełnić ostatnią wolę swojej mamy, która swego czasu gorąco pragnęła przyłączyć się do akcji ratowania fok bałtyckich, ale ze względu na stan zdrowia nie mogła tego marzenia zrealizować. Zaczął pracować jako wolontariusz w fokarium Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego. – To, co tam zobaczyłem, było dla mnie swego rodzaju objawieniem. W tym kraju, gdzie panuje powszechny tumiwisizm, gdzie każdy dba o własne korzyści i patrzy, jak wykorzystać innych, istnienie miejsca, w którym bezinteresownie robi się wszystko, by odtworzyć populację szarych fok, jest godne podziwu i najwyższego szacunku – podkreśla jordanowianin.
W fokarium musiał między innymi dbać o to, by turyści nie wrzucali żadnych przedmiotów do basenów. Zdarzyło się bowiem, że ciskane do wody monety doprowadziły do śmierci jednej z fok - Krysi, która namiętnie wyłapywała i połykała błyszczące krążki. Prawdopodobnie brała je za małe rybki. Zmarła na skutek zatrucia metalami ciężkimi. W czasie sekcji zwłok z jej wnętrzności wydobyto prawie 700 monet!
Ostatnimi czasy Robert K. Leśniakiewicz zajmuje się głównie prowadzeniem dwóch blogów: www.wszechocean.blogspot.com oraz www.grzybypl.blogspot.com. Na pierwszym z nich pisze o wszystkich pasjonujących go sprawach, począwszy od niezwykłych obiektów oraz zagadkowych zjawisk po templariuszy i foki, natomiast drugi poświęcony jest pogodzie, przyrodzie i wydarzeniom w Jordanowie. Niekiedy można posłuchać jego intrygujących prelekcji w jordanowskim Miejskim Ośrodku Kultury.
Edyta Łepkowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze