Skromniejsza niż w poprzednich latach była 36. Babiogórska Jesień w Zawoi. Koronawirus i związane z nim obostrzenia zrobiły swoje. Niemniej atrakcji i żelaznych punktów imprezy nie mogło zabraknąć.
Babiogórska Jesień” przywraca pamięć o pasterskiej przeszłości regionu. Odbywa się u schyłku sezonu wypasowego, którego koniec wyznacza dzień św. Michała Archanioła. Głównym zaś punktem Babiogórskiej Jesieni jest powitanie jesiennego redyku, czyli pasterzy powracających z owcami do wsi po trwającym od wiosny wypasie. Trudno byłoby wyobrazić sobie imprezy bez redyku. I ten się odbył. Wzorem lat ubiegłych przed stadkiem owiec podążały zespoły regionalne przygrywając i śpiewając na góralską nutę. Nie mogło też zabraknąć widowiskowego dzielenia owiec. Ci, którzy w tym roku byli jego świadkami mieli więcej swobody niż w poprzednich latach, gdyż wokół koszaru (zagrody) nie panował tak wielki ścisk.
I choć w tym roku odbyło się mniej koncertów, zrezygnowano z budowania dużej sceny to Babiogórska Jesień miała swój klimat. Szereg warsztatów, pokaz „Na szałasie" urzekły widzów. Podobnie jak koncerty, które goszczący w Zawoi śledzili na żywo, a ci, którzy zostali w domach mogli również oglądać je na żywo, tyle tylko, że na ekranach swoich komputerów, laptopów i telefonów komórkowych. Te bowiem były transmitowane drogą internetową.
Fot. Michał Sośnicki
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze