Dwa miesiące temu (26 stycznia) przedwcześnie, w tragicznych okolicznościach zmarł Jan Wydra, niezwykle utalentowany biegacz górski i długodystansowy. Do dziś ze śmiercią klubowego kolegi nie może się pogodzić mieszkający w Grzechyni Janusz Sarnicki.
Pochodzący z Mszany Dolnej Jan Wydra był wybitnym sportowcem z sekcji biegów górskich i długodystansowych przy Miejskim Ośrodku Kultury w Mszanie Dolnej. Karierę sportową rozpoczął w szkole średniej, gdzie pod kierunkiem nauczyciela Zygmunta Łyżnickiego rozwijał swoje umiejętności, początkowo w duathlonie, a później w biegach górskich.
Od przełomu wieków, gdy sekcja rowerowa „Cyklo-Centrum” przekształciła się w sekcję biegową, Jan Wydra zaczął odnosić sukcesy, szczególnie w biegach górskich, gdzie specjalizował się w biegach pod górę w stylu alpejskim. Od 2001 roku rozpoczęły się właśnie takie starty – stałą bazą wypadową dla zawodników była Słowacja, tam sekcja pojawiała się praktycznie na każdym znaczącym biegu. Jako anegdotę, która świadczyła o randze sekcji i jej wybitnych zawodnikach, można przytoczyć z przymrużeniem oka historię, iż na wieść o wizycie i starcie zawodników z Mszany słowaccy organizatorzy biegów rezerwowali już z wyprzedzeniem puchary, medale i miejsca na podium.
Talent i pracowitość Jana Wydry pozwoliły mu na zdobycie licznych tytułów i osiągnięć na arenie krajowej i międzynarodowej, w tym zwycięstw w prestiżowych zawodach takich jak „Krynicka Setka”, którą wygrał z ogromną przewagą nad resztą stawki. W maratonie górskim „Gorce” nigdy nie dał się nikomu wyprzedzić. Kilkukrotnie triumfował także w Międzynarodowym Biegu Ulicznym po Ziemi Makowskiej, a także Biegu Górskim im. Wojciecha Pazdura. – Był tytanem pracy. Biegał codziennie popołudniami lub wieczorami. Pomimo licznych sukcesów zawsze był bardzo skromny. Nigdy nie przechwalał się wynikami, prezentując postawę fair-play. Wszyscy go lubili – wspomina kolegę utytułowany maratończyk z Grzechyni Janusz Sarnicki.
Poza pasją do biegania, Jan był aktywnie zaangażowany w organizowanie wydarzeń biegowych i propagowanie sportu w swojej miejscowości. Jego zaangażowanie w lokalne inicjatywy, w tym w akcję „Polska Biega”. Organizował spotkania i treningi w „Akademii Biegania” dla dzieci, młodzieży i dorosłych z Mszany Dolnej. Przejął opiekę nad sekcją biegów po Zygmuncie Łyżnickim – czyli organizację startów i funkcjonowanie sekcji. Był również stałym uczestnikiem wydarzeń biegowych odbywających się w ramach Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Niestety tegoroczny okazał się ostatnim. – Jak co roku nie mogło go zabraknąć. Potem pojechał z żoną i dwójką dzieci do Wilczyc. Prawdopodobnie tego dnia nie zdążył wykonać planu treningowego. Żona i dzieci wróciły do domu samochodem, a on zdecydował, że przybiegnie. Po drodze miał odcinek 1 km na którym nie ma chodnika. Miał na sobie kamizelkę i inne elementy odblaskowe. Warunki były bardzo dobre. Może się potknął, może kierowca nie zachował ostrożności. Wielki pech i ogromna strata dla środowiska – mówi łamiącym się głosem grzechyński maratończyk. – Do mnie to wciąż nie dociera. Cały czas widzę go przed oczami – dodaje.
Po chwili zastanowienia Janusz Sarnicki ze śmiertelną powagą dodaje, że sam mógł podzielić los kolegi. – Teraz biegam głównie po lesie, ale dawniej wielokrotnie biegałem z Makowa przez Suchą Beskidzką, Zembrzyce do Skawców. Nierzadko po nocach. Ostrzegano mnie, że to niebezpieczne. Powtarzałem innym i sobie, że zdążę odskoczyć. Janowi się nie udało – mówi Sarnicki.
A Jan Wydra mając 49 lat był niepokonany w swoim roczniku. 31 stycznia skończyłby 50 lat i kolejne sukcesy były na wyciągnięcie jego ręki. Wszedłby bowiem do nowej kategorii wiekowej i byłby w niej najmłodszy. – Przebiegał 10 km w 33 minuty. Młodzi mu nie dorównywali, a miał niemal 50 lat – mówi Janusz Sarnicki.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze