Reklama


(RELACJE+FOTO) Piłkarski weekend: Siódemka Tempo, Babia ogrywa wicelidera

27/08/2016 19:18

Z bagażem aż siedmiu goli wracają do Libiąża zawodnicy Górnika po sobotniej wizycie na stadionie w Białce. O dużym pechu może mówić Halniak, który do 78. minuty prowadził na wyjeździe w Nowej Wsi 2:1. A do Makowa wraca z niczym. Drugą czerwoną kartkę w tym sezonie zobaczył Krzysztof Krauz! Jałowiec wygrywa z klubem swojego byłego trenera, czyli ze Skawą Wadowice. Babia Góra lepsza od wicelidera A-klasy, chociaż Huragan napsuł gospodarzom sporo krwi.

ZAPRASZAMY NA KOLEJNE RELACJE W ŚRODĘ :)

Plan runął w pięć minut

Do 78. minuty niewiele zapowiadało, że Halniak Maków Podhalański straci punkty w spotkaniu z Niwą Nowa Wieś. To goście kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku, częściej posiadali piłkę. Dwukrotnie obejmowali także prowadzenie! We wspomnianej minucie po starciu  Łukasza Kobiałki  z zawodnikiem gospodarzy, sędzia podyktował rzut karny dla piłkarzy z Nowej Wsi. Nie mógł się z tą decyzją pogodzić  Krzysztof Krauz  - chwilę później goście grali już w 10-tkę, a 40-letni zawodnik otrzymał już drugą w tym sezonie czerwoną kartkę (pierwszą zobaczył w Paszkówce za przewinienie jeszcze w pierwszej połowie). Gospodarze wykorzystali jedenastkę i zrobiło się 2:2. 

Reklama

Kilka minut później błąd popełnił  Michał Gruca, który chciał podać piłkę do bramkarza. Ta jednak stanęła na trawie, dopadł do niej napastnik gospodarzy i Niwa objęła prowadzenie 3:2! W samej końcówce w polu karnym Niwy został popchnięty bez piłki Anton Tkachenko, lecz sędzia nie zauważył tej sytuacji.

- Żal mi chłopaków, bo grali dobry mecz. Takich błędów, jak w Nowej Wsi, nie możemy jednak popełniać – powiedział Paweł Krzeszowiak.

Mecz zaczął się dla Halniaka idealnie. Nie minęło 120 sekund, a goście prowadzili – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Jacka Bobka gola strzałem głową zdobył Paweł Kozieł. – Teraz możemy żałować niewykorzystanych okazji na 2:0 – dodał trener Halniaka. A miał na myśli szansę Wojciecha Pająka, który wobec kontuzji Piotra Bagnickiego po raz kolejny dostał szansę gry w ataku makowian. Nie trafił on jednak czysto w piłkę. Do meczowego protokołu po stronie bramek mógł się wpisać Tkachenko, lecz również i on nie miał szczęścia pod bramką Niwy.

Reklama

Gospodarze tymczasem doprowadzili do wyrównania – jeden z zawodników Niwy minął… czterech zawodników Halniaka i wyłożył piłkę jak na tacy koledze z drużyny.

W drugiej połowie lewą stroną akcję przeprowadził Dorian Łukawski, a zakończył ją celnym strzałem Jacek Bobek.

- Za wrażenia artystyczne nie przyznaje się w lidze punktów – dodał Paweł Krzeszowiak.

Niwa Nowa Wieś -  Halniak Maków Podhalański 3:2 (1:1)

Gole dla Halniaka: Kozieł, J. Bobek.

Czerwona kartka: Krauz (Halniak).

Skład Halniaka: Kobiałka - Gruca, Kozieł, Krauz, Furman, Malina (64" Maziarka), Tkachenko, Sobala, Łukawski, Pająk (64" Sz. Bobek), J. Bobek.

Reklama

Siódemeczka Tempo

Kiedy zdobywa się siedem goli w ligowym spotkaniu i nie traci przy tym żadnego, trzeba powiedzieć krótko - jest to sztuka. Tak właśnie w sobotnie popołudnie potraktowali piłkarze Tempo zawodników Górnika Libiąż. – Sztuka? I tak i nie. Nie chcę umniejszać zespołowi Górnika, ale mam dobry zespół i z każdym meczem podążamy w kierunku, w który chcemy iść. Górnik przegrał dwa ligowe mecze, do tego graliśmy z nimi sparing i nie przewidywaliśmy, że bardzo zmieni się ich skład na ligę – powiedział trener Tempo, Maciej Melzer .

Reklama

Już w 2. minucie gospodarz objęli prowadzenie. Po zamieszaniu w polu karnym gości nieczysto uderzał Mateusz Balcer , była jeszcze odrobina „futbolowego bilardu”, a najsprytniej zachował się w tym wszystkim Grzegorz Pacyga , który wślizgiem skierował piłkę do bramki gości.

Gol zdobyty przez Tempo paradoksalnie podziałał lekko demobilizująco na gospodarzy. Mnożyły się niedokładne zagrania w szeregach gospodarzy, z których nie skorzystali jednak goście. – Chyba za szybko zdobyliśmy tego gola – przyznał Melzer.

Reklama

Ten okres gry był jedynym, gdy kontakt z piłką miał Piotr Kłapyta . Raz musiał przenieść piłkę nad poprzeczką po uderzeniu rywala, następnie Górnik próbował jeszcze postraszyć gospodarzy strzałami z dystansu. Bez oczekiwanego rezultatu.

Tempo w końcu się przebudziło – na 2:0 podwyższył Dariusz Szymoniak po podaniu z lewej strony od Tomasza Murzyna . Zawodnik ten pojawił się na murawie w miejsce kontuzjowanego Pawła Mentla . – Tomek wniósł sporo ożywienia w nasze poczynania ofensywne. Dobrze ze swoich zadań wywiązał się również Janek Woźny , który został przesunięty do defensywy – pochwalił swoich podopiecznych trener gospodarzy.

Reklama

Trzeci gol to piękne uderzenie z rzutu wolnego autorstwa Bartłomieja Goryla.

- Powiedzieliśmy sobie parę słów w szatni i po przerwie prezentowaliśmy się lepiej. Zdobyliśmy cztery gole, chociaż nie wykorzystaliśmy jeszcze kilku dwustuprocentowych okazji – powiedział Melzer.

Strzelanie w drugiej połowie rozpoczął Goryl, który wykorzystał prostopadłe podanie z głębi pola Gol nr 5 to zasługa całej drużyny Tempo i bardzo ładnej akcji, którą w końcowej fazie wykończył Balcer. Asystę zanotował wprowadzony kilka chwil wcześniej Jarosław Bielarz . Kolejne trafienie w sobotnie popołudnie dla Tempo to gol Woźnego z rzutu wolnego. Ostatniego, siódmego gola zdobył Bielarz – tym razem ostatnim podaniem popisał się Balcer. 

Reklama

Tempo Białka - Górnik Libiąż 7:0 (3:0)

Gole dla Tempo: Goryl (dwa), Pacyga, Szymoniak, Woźny, Balcer, Bielarz.

Skład Tempo: Kłapyta - Lenik, Marek, Mentel (30" Murzyn), Gwiazdoń (75" Sala), Woźny, Pacyga (65" Bielarz), Korba, Balcer, Szymoniak, Goryl (55" Raczek). 

Do pierwszego błędu

Chełmek przyjechał do Zembrzyc z nadzieją, że wywiezie z boiska spadkowicza z IV-ligi chociaż punkt. Indywidualny błąd Łukasza Pudy w pierwszej połowie i niewykorzystane okazje przez gospodarzy w drugiej sprawiły, że sięgnął po punktów trzy.

Reklama

Po kwadransie gry w niegroźnej wydawało się sytuacji, piłkę stracił właśnie Puda. Jeden z zawodników gości podał piłkę na prawą stronę, a po chwili Bartłomiej Bruzda musiał wyciągać ją z siatki.

To był jedyny celny strzał gości w tej części spotkania. Szału nie było także pod bramką Chełmka - Garbarz również zanotował jedynkę w kierowaniu piłki do bramki gości.

Bardzo łatwo było zatem przewidzieć scenariusz na drugą połowę - goście się bronili, Garbarz starał się atakować. Nad poprzeczką z bliskiej odległości przeniósł piłkę Bartłomiej Sałapatek, futbolówka po strzale głową rezerwowego Ismalii Baloguna również nie trafiła w światło bramki. Wreszcie idealnej okazji na doprowadzenie do rezultatu nie wykorzystuje Grzegorz Bańdura.

Reklama

Garbarz Zembrzyce - KS Chełmek 0:1 (0:1)

Skład Garbarza: Bruzda - Ł. Puda (72" Talaga), Sałapatek, Marek, Oladoja (65" Balogun), Burliga, Pęczek, Mitka (46" Kania), Abubakar, S. Puda, Bańdura. Rezerwowy: Harańczyk

LKS Jawiszowice - Zagórzanka Zagórze 1:2

Victoria Zalas - Cedron Brody 0:1

Brzezina Osiek - Orzeł Ryczów 0:2

Nadwiślanin Gromiec - Kalwarianka Kalwaria Zebrzydowska 2:3

Dąb Paszkówka - LKS Żarki 1:6

A-KLASA WADOWICE:

Uniwersalne chłopaki

Do Suchej Beskidzkiej przyjechał wicelider tabeli Huragan Inwałd, ale większego wrażenia na gospodarzach pozycja w tabeli gości nie zrobiła. Babia Góra po prostu gra swoją, ofensywną piłkę i to nawet, kiedy trener Sławomir Bączek ma takie problemy, jak przed sobotnim meczem. Pod nieobecność Rafała Magiery , Michała Talagi , wobec niedyspozycji Michała Chrząszcza rolę ostatniego obrońcy pełnił Kuba Kociołek . – Powiedział, że kiedyś grał na tej pozycji , do tego Kuba jest doświadczonym zawodnikiem. Spisał się bardzo dobrze – powiedział Bączek. Rolę podwieszonego napastnika pełnił tymczasem Piotr Pacyga .

Reklama

Nawet takie roszady nie przeszkodziły suszanom w realizowaniu założeń taktycznych. Ich przewaga z początku meczu została udokumentowana golem Dawida Choczyńskiego . Z dystansu przymierzył Dawid Sumera , piłka odbiła się od poprzeczki, a Choczyński popisał się skuteczną dobitką. Przy okazji – ciekawa statystyka z Dawidem Choczyńskim w roli głównej. Z nim w składzie Babia Góra jeszcze w lidze czy w Pucharze Polski nie przegrała!

Serca kibiców Babiej Góry zamarły kilka chwil później, gdy błąd Artura Kachnica na szczęście dla miejscowych nie zakończył się utratą gola – piłka skozłowała i wyszła na aut bramkowy. Po pół godzinie gry Kachnic… uratował Babiej Górze skórę – wygrał pojedynek sam na sam z Wojciechem Stuglikiem i goście mieli tylko rzut rożny. Po jego wykonaniu piłka przeszła przez pole karne gospodarzy, a żaden z zawodników Huraganu nie przeciął jej toru lotu.

W końcówce pierwszej połowy mocniej przycisnęła Babia Góra – ładną, indywidualną akcję przeprowadził Michał Wójtowicz , który wpadł z lewej strony w pole karne, lecz za głęboko dośrodkował w pole karne i Dominik Pietrzak pewnie złapał futbolówkę.  Bramkarz Huraganu uratował swoją drużynę chwilę później – po świetnej, zespołowej akcji Babiej Góry instynktownie, nogą, broni strzał Pacygi.

Pierwsza część zatem dla Babiej Góry, która przewyższała gości kulturą gry. Warto jednak dodać, że jak Huragan już stwarzał okazje, to były one bardzo groźne. – W niektórych sytuacjach dopisało nam szczęście, ale ono sprzyja lepszym. Huragan to niezła drużyna, która zwłaszcza w ofensywie ma sporo atutów – powiedział Bączek.

Mecz ustawiła sytuacja z 50. minuty, gdy świetnie do końca naciskał obrońcę Huraganu Choczyński. Minął defensora gości, położył Pietrzaka i kiedy miał już przed sobą pustą  bramkę, został powalony przez golkipera Huraganu. Rzut karny ewidentny, ale tylko żółta kartka dla zawodnika z Inwałdu wywołała niemałą konsternację. Tak jednak jest od 1 lipca, kiedy to próba ataku na piłkę nawet w sytuacji jeden na jednego w polu karnym jest karany tylko żółtym kartonikiem. Obowiązek wyrzucenia z boiska zawodnika, który fauluje w tzw. czystej sytuacji , w połączeniu z rzutem karnym, uważany był dotąd również za zbyt ostrą karę. Zespół, który tracił potem bramkę z rzutu karnego, musiał dodatkowo odrabiać straty w osłabieniu.  

Ostatecznie Pietrzak kończy tę sytuację z żółtym kartonikiem, a Babia Góra miała rzut karny. W poprzeczkę trafia Tomasz Ścieszka , a kilka chwil później po zamieszaniu w polu karnym piłka po uderzeniu tego samego zawodnika znajduje już drogę do bramki gości.

Od tego momentu Babia Góra postanowiła grać z kontry, a goście mieli zdecydowanie więcej luzu zwłaszcza w środkowej części boiska. Świetnej okazji do zdobycia kontaktowego gola nie wykorzystał Dariusz Chowaniec . Z kilku metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką! Chwilę później po podaniu od Bartosza Krupnika ten sam zawodnik zdecydował się już na płaskie uderzenie w kierunku bramki Babiej Góry. Kachnic był jednak na posterunku.

Trener Bączek wprowadzał kolejnych zawodników na placu gry – pojawił się na niej m.in. wracający z Halniaka Maków Podhalański Kamil Dyduch . Zajął miejsce w środku pola. – Kamil to inteligentny zawodnik, który miał dłuższą przerwę w grze. Czas będzie działał na jego korzyść. Z konieczności wystąpił w środku pomocy, docelowo planuję go ustawiać w roli ofensywnego pomocnika – przyznał Bączek.

Na kwadrans przed zakończeniem spotkania po dwóch stałych fragmentach gry zrobiło się gorąco na przedpolu Babiej Góry. Bez efektu bramkowego. Po drugiej stronie tymczasem inny rezerwowy gospodarzy Sebastian Tłok podał do Radosława Dyducha , lecz jego strzał został zablokowany. Z najwyższym trudem Pietrzak wybił na rzut rożny piłkę po strzale z rzutu wolnego Przemysława Burligi. Po dośrodkowaniu Tłoka nad poprzeczką główkował Kamil Dyduch.

W doliczonym czasie gry Kachnica pokonał uderzeniem z rzutu wolnego Bartosz Krupnik. Na coś więcej gościom zabrakło już czasu.

- Wygraliśmy z dobrą drużyną i możemy się z tego cieszyć. Do tego chłopaki pokazali, że mogą występować na kilku pozycjach w razie takiej konieczności. Są uniwersalni, to też nasza siła – dodał na zakończenie Sławomir Bączek

Babia Góra Sucha Beskidzka - Huragan Inwałd 2:1 (1:0)

Gole dla Babiej Góry: Choczyński, Ścieszka.

Gol dla Huraganu: Krupnik.

Składy:

Babia Góra: Kachnic - Rzepka, Kociołek, Burliga, Ścieszka, Wójtowicz (65" K. Dyduch), Sumera, Pacyga (70" Tłok), R. Dyduch (80" Mika), Żmuda (75" Stróżak), Choczyński. Rezerwowi: Steczek, Chrząszcz. 

Huragan: Pietrzak - Sikora, Szafran, Brusik, Pindel, Chrapkiewicz (83" M. Kuropatwiński), Bodzioch (90" Trzaska), Sz. Kuropatwiński, Stuglik, Chowaniec (80" Rymarczyk), Krupnik. Rezerwowy: Rusinek.

Szczęśliwy numer to trzy

W trzecim spotkaniu na wyjeździe w tym sezonie, Jałowiec odniósł swoje trzecie zwycięstwo. Ponownie wbił przeciwnikowi trzy gole! Drużyna ze Stryszawy pojechała do pogrążonej w kryzysie organizacyjnym i sportowym Skawy Wadowice. I ten kryzys wykorzystała.

Pierwsi gola w tym spotkaniu zdobyli jednak gospodarze. Bramkarz Jałowca musiał skapitulować po strzale z rzutu wolnego. Do końca meczu trafiali już tylko goście. Najpierw rajd prawą stroną przeprowadził sprowadzony przed sezonem z Tempo Białka Mateusz Harańczyk i dośrodkował w pole karne. Tam szczupakiem gola zdobył Bartłomiej Iciek

Kolejne gole dla Jałowca zostały zdobyte w drugiej połowie. Premierowe trafienie w barwach Jałowca zanotował Przemysław Kotlarczyk - wychowanek Garbarza Zembrzyce wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego Mykhalo Sabliasha. Wygraną Jałowca przypieczętował Sabliash. Z rzutu rożnego dośrodkował ponownie Bartłomiej Iciek - głową strzelał Karol Iciek. Piłka po tym strzale jeszcze nie trafiła do bramki Skawy, ale po uderzeniu ukraińskiego pomocnika Jałowca, już tak.

Dzięki trzeciemu zwycięstwu w czterech kolejkach, Jałowiec awansował do ścisłej ligowej czołówki.

Skawa Wadowice -  Jałowiec Stryszawa 1:3 (1:1)

Gole dla Jałowca: B. Iciek, Kotlarczyk, Sabliash.

Skład Jałowca: Pępek - Brytan, Sala, Harańczyk, K. Iciek, B. Iciek, Mentel (65" Stachnik), Okrzesik (46" Kotlarczyk), Sabliash, Świerkosz (81" Gawron). Rezerwowi: Janik, Sikora.

Wymarzony początek i końcówka

Pierwsza akcja w meczu i gol – piłkarze Gromu Grzechynia pokazali, że także w A-klasie są w stanie w każdej chwili zaskoczyć przeciwnika. Wyglądało to mniej więcej tak – piłka wznowiona od środka boiska, podanie do obrońcy, następnie zagranie do przodu do napastnika Krzysztofa Chłapka . Ten wycofuje piłkę do nadbiegającego Rafała Toczka , który strzałem w długi róg wyprowadza Grom na prowadzenie.

Kilka minut później zawodnicy Znicza Sułkowice-Bolęcina wykorzystali nieporozumienie w obronie gospodarzy i mecz de facto zaczął się od początku. Od tego momentu to goście przejęli inicjatywę i dominowali na boisku. Grom przebudził się w końcówce tej części gry – z bramkowym skutkiem! Dynamicznie, i co najważniejsze – odważnie, między dwóch defensorów gości wszedł Mateusz Pająk i mocnym strzałem w długi róg wyprowadził po raz drugi w tym spotkaniu Grom na prowadzenie.

Po przerwie zarysowała się przewaga Znicza. Przyniosła mu ona dwa gole. W rolę kata Gromu wcielił się znany m.in. z występów w III-lidze  w barwach Beskidu Andrychów, Włodzimierz Kierczak . Mimo że to Znicz prowadził 3:2, to dalej posiadał przewagę i stwarzał groźne okazje do podwyższenia rezultatu. A, że kiedy się ich nie wykorzystuje, to mogą się one zemścić, wiadomo nie od dziś…  Lewą stroną urwał się Bartłomiej Kudzia i uderzeniem po długim rogu doprowadził do wyrównania. W samej końcówce Grom mógł przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść – piłka po strzale Piotra Surmiaka o centymetry minęła słupek bramki gości. Bramkarz Znicza stał jak zaczarowany i odprowadzał tylko futbolówkę wzrokiem

Pierwszy remis w sezonie 2016/2017 Gromu stał się zatem faktem. Przez większą część spotkania zapowiadało się, że to goście wywiozą z Grzechyni komplet trzech punktów. Tymczasem w końcówce to podopieczni Marka Mirochy mogli przypieczętować wygraną. 

Grom Grzechynia - Znicz Sułkowice Bolęcina 3:3 (2:1)

Gole dla Gromu: Toczek, Pająk, Kudzia.

Skład Gromu: S. Krupczak - Białończyk, Toczek (75" Mirocha), M. Surmiak Kurdas (46" Ceremuga), Ł. Krupczak, Kudzia, Pająk, Paweł Surmiak, Chłapek (46" Paleczny), Piotr Surmiak. Rezerwowi: Dyrcz, Polak, Bogacz.

Kolejne frycowe

- Jeszcze czekają nas mecze, w których będziemy płacić za brak doświadczenia w A-klasie - mówił całkiem niedawno trener Żurawia Krzeszów,  Jacek Kudzia . Kolejny taki mecz spotkał beniaminka w niedzielne popołudnie.

Orzeł Wieprz napsuł sporo krwi w tym sezonie Babiej Górze (Suszanie wygrali 4:3), więc w Krzeszowie mogli mieć obawy przed tą konfrontacją. Goście od początku postawili na fizyczny, stykowy futbol. Chociaż to niewiele mogło im dać, gdyby nie prezent, jaki zafundowali gościom zawodnicy Żurawia, po którym Orzeł objął prowadzenie.

W drugiej połowie gospodarze w pewnym momencie mocniej przycisnęli. Zaczęli też stwarzać sytuacje - w krótki słupek przymierzył  Józef Łuczak , w boczną siatkę z ostrego kąta przymierzył  Michał Zawora . W ostatnich dziesięciu minutach goście grali już tylko na przetrwanie - Żuraw raz po raz posyłał piłki w ich pole karne. Ale Orzeł tę nawałnicę przetrzymał i wyjechał z boiska beniaminka z kompletem trzech punktów.

Żuraw Krzeszów - Orzeł Wieprz 0:1 (0:1)

Skład Żurawia: Pająk - Pilarczyk, Zawora, Nowak, Skrzypek (60" G. Kawończyk), Chorąży (75" Wójcik), Łuczak, Targosz, Sala, M. Kawończyk (70" Wala), Mentel (60" Wajdzik).

Łatwo, za łatwo

Bez większego trudu kolejne trzy punkty do swojego dorobku dopisało Naroże Juszczyn. Beniaminek z Choczni zawiódł w niedzielne późne popołudnie na całej linii. Już po piętnastu minutach gospodarze prowadzili 2:0. 

Prowadzenie gospodarzom dał Marcin Drobny, który w swoim stylu trafił do bramki - czytaj otrzymał piłkę na 20 metrze, mimo asysty obrońcy gości wyszedł sam na sam z bramkarzem Olimpii i otworzył wynik. Dziesięć minut później Naroże miało rzut wolny. Jego wykonawcą był Drobny - tor lotu piłki niefortunnie przeciął jeden z rywali i po raz drugi futbolówka zatrzepotała w siatce gości.

Strzelanie w tym spotkaniu zapoczątkował Marcin Drobny i on też je zakończył. W 65. minucie po podaniu od Pawła Romaniaka wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem Olimpii.

- Cała drużyna dobrze funkcjonowała. Stworzyliśmy wiele okazji do podwyższenia rezultatu i równie dobrze mogliśmy mieć sześć goli na swoim koncie. Rywal nie zmusił nas do większego wysiłku - powiedział trener Naroża, Jakub Jeziorski.

Coraz lepiej wygląda współpraca w ataku Romaniaka z Drobnym. - Z każdym spotkaniem lepiej się rozumieją. Liczę na jeszcze lepszą ich współpracę - dodał.

Na czele wadowickiej A-klasy zatem sami znajomi z powiatu - Babia Góra Sucha Beskidzka, Naroże i Jałowiec Stryszawa. - Nie jest to zaskoczeniem. Kluczowe mogą okazać się bezpośrednie starcia - powiedział Jakub Jeziorski.

Naroże Juszczyn - Olimpia Chocznia 3:0 (2:0)

Gole dla Naroża: M. Drobny (dwa), samobójczy.

Skład Naroża: Fidelus - R. Drobny, Gąstała, Krystian Kwaśniewski, Baziński, M. Ferek, Pietrzak (12" Traczyk), G. Ferek (80" Guzik), Kardaś (65" Kamil Kwaśniewski), Romaniak (72" Uczniak), M. Drobny.

Halniak Targanice - Leskowiec Rzyki 1:1

Burza Roczyny - Sokół Przytkowice 1:2

Relaks Wysoka - Astra Spytkowice 7:0

A-KLASA PODHALAŃSKA:

Tylko sześć! 

Wyjątkowym miłosierdziem wykazali się w niedzielnym spotkaniu piłkarze Jordana Jordanów. Trudno w to uwierzyć patrząc na wynik 6:0, ale tak było.

- Po kwadransie gry powinniśmy prowadzić 5:0. Spokojnie mógł być w tym meczu rezultat dwucyfrowy. Wygrana cieszy, determinacja jaką się wykazaliśmy również. Nieskuteczność w naszym wykonaniu była jednak ogromna - powiedział trener Jordana, Zdzisław Gacek.

Jordan wrócił  w Krempachach do starego, sprawdzonego systemu z trójką obrońców. Nie to jednak było największym zaskoczeniem w szeregach drużyny z Jordanowa w niedzielne popołudnie. W bramce wystąpił nominalny... napastnik Michał Ryś. - Dwóch bramkarzy wyjechało, a trzeci jest kontuzjowany. Michał nie miał wiele pracy w tym meczu. Podsumowaniem niemocy gospodarzy jest to, że Michał w doliczonym czasie obronił rzut karny - dodaje Gacek.

Goście objęli prowadzenie w 2. minucie. Po dobrym rozciągnięciu akcji z prawej na lewą stronę, do bramki trafił Bury. Potem festiwal nieskuteczności zaprezentowali: Dominik Kulak (trzykrotnie stawał przed świetną szansę na zmianę wyniku), ponownie Bury i Mariusz Korbel.

Po przerwie worek z bramkami rozwiązał się już na dobre. Hattricka ustrzelił Korbel, kolejne trafienie dołożył Bury oraz Szymon Wróbel.

Spisz Krempachy -  Jordan Jordanów 0:6 (0:1)

Gole dla Jordana: Korbel (trzy), Bury (dwa), Wróbel.

Skład Jordana: Ryś - Kołodziejczyk (85" Chorąży), Hodana, F. Tyrpa, Kulak, Samek (75" Sroka), G. Tyrpa (70" Dudek), Wróbel, Bury, Figura (58" Kowalcze), Korbel.

Granit Czarna Górna - Skalni Zaskale 1:2

Skałka Rogoźnik - Czarni Czarny Dunajec 1:7

Lubań Tylmanowa - Babia Góra Lipnica Wielka 0:6

Przełęcz Łopuszna - Podhale II Nowy Targ 2:2

Wierchy Rabka - Szarotka Rokiciny Podhalańskie 3:2

Zawrat Bukowina Tatrzańska - Huragan Waksmund 0:3

B-KLASA WADOWICE:

Huragan Skawica -  Błyskawica Marcówka 0:2 (0:1)

Gole dla Błyskawicy: Paczka, Jacek Pindel.

Składy:

Huragan:  Kozina - M. Dyrcz (46" Wojtyczko), Gasek, Kudzia, K. Marek, Mariusz Pacyga, Mirosław Pacyga, T. Pacyga (80" Kudzia), W. Pacyga (75" D. Dyrcz), S. Pacyga.  D. Pacyga (60" Sumera). Rezerwowi: Ł. Dyrcz, Kuta, D. Marek. 

Błyskawica: Brańka - Cepak (68" Stasik), Kaczmarczyk, Urbański, Kasprzycki (60" Pilch), M. Paczka (74" Kubasiak), P. Paczka (87" M. Rak), Jacek Pindel, Jakub Pindel, J. Rak, K. Rak. Rezerwowy: Zgudziak.

Strzelec Budzów - Stanisławianka Stanisław 5:2 (2:1)

Gole dla Strzelca: Konrad Burliga, Kordyl, (obaj dwa gole), Łuczak.

Skład Strzelca: Wicherek (85" Bukowski) - Nosal, Wrzodek (46" P. Burliga), Łuczak, Marek Daniel, Konrad Burliga, Kacper Burliga, Kordyl, Gielata, Janiczak (75" Reciak), Korczak (60" Mateusz Daniel). 

Jubilat Izdebnik -  LKS Bieńkówka  1:2 (0:2)

Gole dla Bieńkówki: G. Sałapat, Chromy.

Skład Bieńkówki: Lenik - K. Sałapat, Pęcek, Sarna, Gaura, Gąstała (75" Żołnierek), Sajnog, A. Sałapat, G. Sałapat, Burliga, Chromy.

Watra Zawoja -  KS Bystra 1:0 (1:0)

Gol dla Watry: Basiura.

Składy:

Watra: Staszak - Bach, Stopka, Gałuszka (70" Świtek), Zguda, Wróblewski, R. Warmuz, Trybała, Antosiak, B. Warmuz (75" Czarny), Basiura.

Bystra: Pustuła - Kulka, A. Gałka, Mikołajczyk (55" Bednarz), Błachut, Bisaga, Morawka, Urbańczyk, Sroka, Ciapała, Wójtowicz (80" Targosz).

Zamiast sześciu, są punkty dwa

Jeszcze długo po zakończeniu spotkania z Leńczami (1:1) żałował kolejnej straty punktów w tym sezonie trener Dębu Sidzina, Mariusz Zawiła. - Po tych dwóch meczach (tydzień temu Dąb zremisował ze Stanisławianką Stanisław 2:2) odczuwamy duży niedosyt. Zwłaszcza w drugiej połowie niedzielnego meczu stworzyliśmy wiele okazji do zdobycia gola. Wiem, nad czym skupimy się na najbliższych treningach. Z drugiej strony cieszy mnie to, że w drugim mecze świetnie prezentujemy się fizycznie. Kiedy wydaje się, że z minuty na minutę będziemy słabnąć, my jeszcze podkręcamy grę - tyle od trenera gospodarzy Zawiły.

Leńcze zaskoczyły Dęba na długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Przyjechało bowiem do Sidziny już o godzinie 15:40 (początek spotkania zaplanowano na godzinę 17).

Tydzień temu Leńcze zdeklasowały Huragan Skawica wygrywając aż 5:1, lecz wobec wielu nieobecności w składzie zespołu ze Skawicy, trudno uznać tamten mecz za miarodajny, jeżeli chodzi o formę podopiecznych Gabriela Kolasy.

O pierwszej połowie niedzielnego spotkania najlepiej napisać, że się odbyła. Z boiska wiało nudą, gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. O wiele ciekawiej było po przerwie - głównie za sprawą Dębu, który wziął sprawy w swoje ręce nie czekając na to, co zaserwuje rywal.

- Nie pamiętam wszystkich okazji, które powinny zakończyć się golami dla nas, bo było ich tak wielu! - mówi Zawiła.

Tymczasem w 60. minucie nastąpiła konsternacja na stadionie w Sidzinie. Po dośrodkowaniu w pole karne gospodarzy i dużym nieporozumienie w szeregach piłkarzy Dębu, na listę strzelców wpisał się Szymon Gębala.

- Nie mieliśmy już nic do stracenia i mocno podkręciliśmy tempo. W wielu przypadkach waliliśmy niestety głową w mur. Nic nie chciało wpaść - żałował Mariusz Zawiła.

Sytuacji sam na sam z Damianem Moskałą nie wykorzystał Mariusz Lipa. Do wyrównania doprowadził dopiero rezerwowy w tym spotkaniu Jacek Malada - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Sławomira Pastwy, popisał się celnym strzałem głową.

Do zakończenia meczu pozostało w tym momencie około dziesięciu minut. Wystarczająco dużo, by zdobyć gola na wagę pierwszego w tym sezonie zwycięstwa dla Dębu. Piłkarze gospodarzy marnowali jednak na potęgę kolejne sytuacje. Leńcze tymczasem przetrwały nawałnicę Dębu i wywiozły punkt z gorącego terenu.

Dąb Sidzina - LKS Leńcze 1:1 (0:1)

Gol dla Dębu: Malada.

Skład Dębu: Motor - J. Kostka, P. Kostka (43" Pastwa), Korbel, Krupa, K. Kostka, Jaromin, Ł. Kolaniak, A. Kolaniak (75" Malada), Lipa, Szczurek. Rezerwowi: Chorąży, Czarny, Sokołowski, Zawiła. 

Lachy Lachowice -  Tarnawianka Tarnawa 0:1 (0:0)

Gol dla Tarnawianki: Ł. Sitarz.

Czerwone kartki: Urbanek (Lachy) i Ficek (Tarnawianka).

Składy:

Lachy: Nowak - Chorąży, Banaś, Małysiak, Kąkol, M. Kachel (80" Kubielas), T. Kachel (46" Urbanek), Dawid Kachel, Daniel Kachel, Rzepka, Ponikwia (65" Piecha). Rezerwowi: Bogacz, Stachnik.

Tarnawianka: W. Ficek - Borawski, M. Ficek, Ł. Miś, M. Miś, Paczka, Rybak, D. Sitarz, Ł. Sitarz (88" Madej), Stopka (46" Szczygieł), Żmudka. Rezerwowi: Pacek, Talaga.

B-KLASA PODHALAŃSKA:

Do góry marsz

Unia Naprawa i Delta Pieniążkowice były przed 3. kolejką rozgrywek B-klasy podhalańskiej niepokonanymi drużynami. Po niedzielnym spotkaniu miano to zachowali tylko podopieczni Franciszka Gacka.

Zespół z Naprawy pokazał charakter zwłaszcza w drugiej połowie - w 53. minucie Delta doprowadziła do wyrównania 2:2 (przed przerwą gole dla Unii zdobyli Krystian Panek i Artur Babik), a od 63. minuty po drugiej żółtej kartce dla Pawła Mirka (pierwszą zobaczył na początku drugiej połowy) Unia musiała grać w osłabieniu.

Nie przeszkodziło to jej w odniesieniu drugiego, ligowe zwycięstwa. Wygraną zapewnił Panek, który strzałem zza pola karnego pokonał Pawła Chorążego.

Unia Naprawa - Delta Pieniążkowie 3:2 (2:1)

Gole dla Unii: Panek (dwa), Babik.

Czerwona kartka: Mirek.

Skład Unii: Rypel - Molus, Suter, Mirek, K. Gacek (60" Wójciak), F. Gacek, Masłowski (85" Mlekodaj), Proszek, Panek, Trojak, Babik (77" Cieżak). Rezerwowi: Wyka, Święchowicz.

Lepietnica Klikuszowa - Grom Morawczyna 3:0

Janosik Sieniawa - Luboń Skomielna Biała 11:0

Podgórki Krauszów - Grel Trute 3:2

KS Chabówka - Korona Piekielnik 3:5

Skawianin Skawa - Wiatrd Ludźmierz / niedz. 06.11.2016 godz. 13:00

C-KLASA:

Posiłki się przydały

Spore roszady nastąpiły w drużynie Świtu Osielec przed rozpoczęciem nowego sezonu. Spadek do C-klasy wcale nie spowodował, że wielu graczy po prostu zawiesiło buty na kołkach - sytuacja wygląda wprost przeciwnie. - Bardzo długo pozostajemy w treningu,  do tego do składu dołączyło kilku zawodników. Zobaczymy, jak przełoży się to na naszą grę i osiągane wyniki - mówił przed startem sezonu trener Świtu,  Marcin Kopacz .

Chełm Stryszów w poprzednim sezonie zajął trzecie miejsce w C-klasie, więc już na dzień dobry Świt mógł się zmierzyć z czołową drużyną tej ligi. I to starcie było jak najbardziej dla gospodarzy korzystne.

W 23. minucie po krótko rozegranym rzucie rożnym dośrodkował w pole karne  Wojciech Traczyk , a celnym strzałem głową popisał się  Grzegorz Herman . Po dwunastu minutach był już remis - z rzutu wolnego przymierzył  Wojciech Stawowy . - Naszego bramkarza można nieco rozgrzeszyć, bo oślepiało go w tej sytuacji słońce - powiedział Kopacz.

Świt "załatwił sprawę" w drugiej połowie. W rolach głównych wystąpili byli zawodnicy Dzikich Wieprzy, którzy jeszcze w poprzednim sezonie rywalizowali w rozgrywkach ALPS. Na solową akcję na skrzydle zdecydował się  Rafał Drobny , minął zawodników Chełma i strzałem po długim rogu pokonał  Wojciecha Bruzdę . Kolejny gol to trafienie  Arkadiusza Bachula   po prostopadłym podaniu od Drobnego.

W międzyczasie Chełm zdobył jeszcze drugiego gola i... końcówka zrobiła się już mocno nerwowa. - Od 80 minuty walczyliśmy z czasem, żeby nie dopuścić do utraty bramki. Udało się i wygrywamy na inaugurację - cieszył się Kopacz.

Świt Osielec - Chełm Stryszów 3:2 (1:1)

Gole dla Świtu: G. Herman, Drobny, Bachul.

Pogoń Bugaj - Filkówka Barwałd 2:3

Korona Skawinki - Jastrzębianka Jastrzębie 3:0

Zryw Lanckorona - Olimpia Zebrzydowice 3:3

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama