Reklama


(RELACJE+ZDJĘCIA) Piłkarski weekend: Pokaz siły ofensywnej Naroża

20/08/2016 15:39

Fantastyczny mecz rozegrało Naroże Juszczyn w Przytkowicach. Pięć goli zdobył Marcin Drobny, jedno trafienie zanotował Paweł Romaniak. Sokół tylko raz zmusił do kapitulacji Michała Fidelusa. Warto też dodać, że bramkarz Naroża obronił rzut karny! Rozczarowanie w Jordanowie, gdzie Jordan mimo dużej przewagi podzielił się punktami z Przełęczą Łopuszna. Pierwszą wygraną w sezonie ma Garbarz Zembrzyce.

NA KOLEJNE RELACJE ZAPRASZAMY WE WTOREK :)

V-LIGA:

Przewaga udokumentowana

W meczu spadkowiczów z IV-ligi górą Garbarz Zembrzyce. I to zdecydowanie. Już pierwsze fragmenty spotkania pokazały, która drużyna jest lepsza. Dogodnych okazji dla gości nie wykorzystali jednak Sławomir Puda, Ismalia Balogun i Marcin Pęczek. Ten ostatni, który wrócił do Garbarza po dłuższej przerwie, zagrał w środku pola.

Tymczasem pierwszy wypad gospodarzy na połowę Garbarza zakończył się golem. Na listę strzelców wpisał się Damian Lickiewicz. Przewaga czysto piłkarska i w posiadaniu piłki cały czas była po stronie gości. Jeszcze przed przerwą została udokumentowana dwoma golami. Do bramki trafił Sławomir Puda, a na 2:1 ładnym lobem nad Krzysztofem Smokiem popisał się Balogun. 

Reklama

Mecz był ostry, twardy. Sędzia pokazał w nim osiem żółtych kartek, boisko w szeregach gospodarzy w 60. minucie musiał opuścić Mateusz Domagała. W jego ślady pięć minut później podążył Balogun. 

Na kwadrans przed zakończeniem spotkania błąd popełniła obrona gospodarzy. Piłkę przejął Sławomir Puda i jak na tacy wyłożył ją Pęczkowi. Ten nie miał problemu z umieszczeniem jej w pustej już bramce.

W doliczonym czasie gry rzutu karnego nie wykorzystał jeszcze Bartłomiej Sałapatek.

Po kiepskiej inauguracji i porażce z Nadwiślaninem Gromiec 4:2, Garbarz Zembrzyce znacznie poprawił sobie humory wygrywając 3:1. 

Reklama

Górnik Libiąż -  Garbarz Zembrzyce 1:3 (1:2)

Gol dla Górnika: Lickiewicz.

Gole dla Garbarza: S. Puda, Balogun, Pęczek.

Składy:

Górnik: Smok - Bogacz, Domagała, Kułaga, Lewarczyk, Lickiewicz, Mendak (57" Kania), Szczurek, Wilczak (75" Wilk), Wojtaczka (46" Rusiniak), Żegleń. Rezerwowi: Dębski, Policht.

Garbarz: Bruzda - Marek, Mitka (78" Kania), Sałapatek, Ł. Puda, Oladoja, Pęczek, Bańdura (65" Harańczyk), Talaga (46" Burliga), Balogun, S. Puda. Rezerwowy: Abubakar.

Doświadczenie Orła górą

Kontuzja doświadczonego Piotra Bagnickiego na rozgrzewce pokrzyżowała szyki trenerowi Halniaka Maków Podhalański tuż przed rozpoczęciem spotkania z Orłem Piaski Wielkie. - Do składu wszedł Wojtek Pająk. Średnia naszej ofensywy oscylowała w granicach 19-20 lat. Chłopcy dali z siebie wszystko, nie tylko ci odpowiedzialni za atak, ale i za pozostałe formacje, z czego jestem jednak bardzo zadowolony - powiedział Paweł Krzeszowiak.

Reklama

Na tle Orła Ryczów, w którego składzie na mecz w Makowie znalazł się m.in. doskonale znany z gry w Makowie Dawid Szymula czy były napastnik Tempo Białka, Klemens Drobniak, nie mogło to wróżyć sukcesu. Odmłodzony Halniak jednak mocno postawił się rywalowi, którego poczynania obserwowali Ryszard Czerwiec oraz Grzegorz Pater

W pierwszej połowie goście mieli jedną idealną okazję do objęcia prowadzenia - sytuacji sam na sam z Jakubem Korczakiem nie wykorzystał zawodnik gości. 

Fatalnie zaczęła się dla Halniaka druga połowa - Paweł Kozieł zagrał do środka do debiutującego w barwach Halniaka, Ukraińca Antona Tkachenko, lecz ten nie zdołał sięgnąć piłki. Wykorzystał to jeden z piłkarzy Orła, który prostopadłym podaniem obsłużył Macieja Zębala. Wprowadzony od początku drugiej połowy napastnik pokonał Korczaka.

Reklama

Radość gości z prowadzenia nie trwała długo - za faul na Pająku sędzia podyktował rzut karny. Na gola zamienił go Michał Gruca. Była 55. minuta. 120 sekund później Orzeł już prowadził - na listę strzelców wpisał się drugi ze zmienników w barwach gości - Piotr Włosiak.

Halniak nie rezygnował z doprowadzenia do wyrównania. W ostatnich dwudziestu minutach to gospodarze przejęli inicjatywę. Najlepszej okazji do doprowadzenia do remisu nie wykorzystał Jacek Bobek. W sytuacji sam na sam z Danielem Świergoszem trafił... prosto w niego.

Reklama

Orzeł czyhał na kontry i jedna z nich przyniosła mu powodzenia - Maciej Furman ratował się faulem, a sytuacja ta miała miejsce już w polu karnym Halniaka. Drugi w tym meczu karny, ale tym razem dla Orła Ryczów, stał się zatem faktem. Okazji tej nie zmarnował Drobniak.

- Zespół z Ryczowa to bardzo mocna drużyna, jedni z faworytów do wygrania ligi. Przeciwnicy przewyższali nas warunkami fizycznymi - w naszym przypadku w takim spotkaniu brak możliwości wystawienia do gry doświadczonego Bagnickiego czy Krzysztofa Krauza był sporym osłabieniem - podsumował Krzeszowiak.

Reklama

Halniak Maków Podhalański - Orzeł Ryczów 1:3 (0:0)

Gol dla Halniaka: Gruca.

Gole dla Orła: Zębala, Włosiak, Drobniak.

Składy:

Halniak: Korczak - Gruca, Sobala, Tkachenko, Furman, Sz. Bobek (68" Maziarka), Kozieł, Pęczek (60" Malina), Łukawski, J. Bobek, Pająk. Rezerwowi: Kobiałka, Bryndza, Gruszeczka, Bagnicki, Piątek. 

Orzeł: Świergosz - Ł. Chlebicki (58" Drobniak), P. Chlebicki, Żuraw, Folga (47" Włosiak), Główczak, Jędrzejczyk (46" Zębala), Lisowski (46" Gołdowski), Matejko, Pluta, Szymula. Rezerwowi: Tyrała, Biela, Pater.

Reklama

Sinusoidalnie, więc jest remis

Pierwsza połowa nie zapowiadała straty punktów przez drużynę z Białki. - Mecz był dla nas w tym fragmencie gry bezpieczny. Mieliśmy wynik i kontrolowaliśmy grę - mówi trener Tempo Maciej Melzer .

Pod słowem "mieliśmy bezpieczny wynik) kryje się sytuacja, po której Jakub Korba został nieprzepisowo powstrzymany w polu karnym i sędzia podyktował rzut karny. Na gola zamienił go Bartłomiej Goryl.

Zagórzanka dopiero pod koniec pierwszej połowy oddała strzał w kierunku bramki gości.

Reklama

Pod kontrolą Tempo było również dziesięć minut po wznowieniu gry w drugiej odsłonie. Wtedy to doskonałej okazji do podwyższenia na 2:0 nie wykorzystał Dariusz Szymoniak. Sprowadzony z Halniaka zawodnik uderzył z ostrego kąta w kierunku bramki gospodarzy, lecz golkiper Zagórzanki zażegnał niebezpieczeństwo interwencją.

Gospodarze stopniowo zaczęli zarzucać gościom swoje warunki gry, które w niedzielne popołudnie oznaczały daleką piłkę do przodu. Jedna z takich akcji zakończyła się dla nich sukcesem.

Reklama

W ostatnich dziesięciu minutach Tempo ponownie doszło do głosu. Doskonałej okazji nie wykorzystał ponownie Szymoniak.

Mogło to zemścić się na gościach w 88. minucie - sędzia podyktował rzut karny za spięcie obrońcy Tempo z jednym z przeciwników. Zawodnik Zagórzanki oddał mocny strzał z punktu oddalonego o jedenaście metrów od bramki gości w sam jej środek. Piotr Kłapyta poszybował co prawda do boku, lecz obronił ten strzał... nogą. 

Zagórzanka Zagórze -  Tempo Białka 1:1 (0:1)

Gol dla Tempo: Goryl (k.).

Reklama

Skład Tempo: Kłapyta - M. Bielarz, Mentel, Gwiazdoń, Lenik, Korba, Pacyga, Marek (46" Szymoniak), Woźny (70" Sala), Goryl, Balcer. Rezerwowi: Szymoniak, J. Bielarz, Sala, Murzyn.

KS Chełmek - Nadwiślanin Gromiec 1:0 

Kalwarianka Kalwaria - Niwa Nowa Wieś 1:1

Brzezina Osiek - Dąb Paszkówka 4:1

Cedron Brody - LKS Jawiszowice 0:7

LKS Żarki - Victoria Zalas 3:1  

  Okręgówka wadowicka
  Drużyna mecze punkty b.zdobyte b.stracone
1. LKS Jaroszowice 2 6 9 0
2. Orzeł Ryczów 2 6 7 1
3. Brzezina Osiek 2 6 6 2
4. Zagórzanka Zagórze 2 4 3 1
5. Tempo Białka 2 4 3 1
6. Niwa Nowa Wieś 2 4 2 1
7. Nadwiślanin Gromiec 2 3 4 3
8. KS Chełmek 2 3 1 1
9. LKS Żarki 2 3 3 3
10. Halniak Maków Podhalański 2 3 3 4
11. Garbarz Zembrzyce 2 3 5 5
12. Kalwarianka Kalwaria  2 1 1 5
13. Viktoria Zalas 2 0 2 5
14. Dąb Paszkówka 2 0 2 6
15. Górnik Libiąż 2 0 1 5
16. Cedron Brody 2 0 0 9

 

A-KLASA WADOWICE:

Duet marzeń

Kiedy potwierdziła się wiadomość, że do drużyny Naroża Juszczyn trafi Paweł Romaniak można było spodziewać, że ofensywnie usposobiony zawodnik zajmie miejsce w ataku u boku Marcina Drobnego i razem stworzą najgroźniejszy duet w całej A-klasie. Zresztą gra w A-klasie to zdecydowanie za mało dla Drobnego, który grał przecież w III-lidze w Porońcu Poronin czy IV-lidze w Turbaczu Mszana Dolna. I tam zdobywał gole. Za mało także dla Romaniaka, który jeszcze za czasów gry Jordana w okręgówce był jego czołową postacią. 

- Wreszcie Marcin i Paweł zagrali tak, jakbym sobie tego życzył. Jeden wychodził do grania, drugi na pozycję. To był atak marzeń - powiedział Jakub Jeziorski.

Naroże wygrało wysoko z Sokołem Przytkowice 6:1. Drobny zdobył pięć goli, Romaniak jednego - ten drugi zanotował jeszcze dwie asysty! 

Pierwszy kwadrans nie wskazywał jednak na wysoką wygraną gości. Ba, nie wskazywał w ogóle na ich wygraną. - Graliśmy w tym czasie bardzo słabo. Naszą taktyką była wówczas gra długą piłką. Paradoksem jest to, że właśnie w ten sposób zdobyliśmy pierwszego gola. Potem moi podopieczni prezentowali się już tak, jakbym zawsze sobie tego życzył - powiedział Jeziorski.

Gości na prowadzenie wyprowadził Marcin Drobny, który w swoim stylu, mimo asysty jednego z obrońców Sokoła, zdecydował się na uderzenie. Piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki.

- Które gole zapadły mi szczególnie w pamięci? Numer dwa i trzy - mówi szkoleniowiec Naroża.

Gol na 2:0 to piękna, zespołowa akcja Naroża. Zaczęła się od Marcina Ferka, który dośrodkował do Marcina Drobnego. Ten głową zagrał do Karola Pietrzaka i chwilę później piłka zmierzała już w kierunku bramki Sokoła. Świetnie wybronił ten strzał Arkadiusz Janas, ale wobec bomby Romaniaka pod poprzeczkę był bezradny. Bramka nr 3 dla gości to indywidualna akcja Marcina Drobnego, który z prawej strony strzałem lewą nogą trafił idealnie w okienko bramki Sokoła.

W drugiej połowie Sokół zdobył honorowego gola - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Michała Fidelusa pokonał Mirosław Pilch. Spore ożywienie w szeregi Naroża wniósł rezerwowy Marcin Kuszyk. - Zagrał tylko kilka minuty, ale w tym czasie zdążył przeprowadzić trzy akcji. W takiej formie Marcin może poważnie myśleć o miejscu w pierwszym składzie - przyznał Jeziorski. Ostatnia z tych akcji zakończyła się dla wychowanka Naroża mocno niefortunnie - został sfaulowany w polu karnym, lecz nie dość, że sędzia nie odgwizdał rzutu karnego, to jeszcze Kuszyk nie mógł kontynuować gry.

Kiedy na 4:1 po podaniu od Romaniaka do siatki trafił Marcin Drobny wydawało się, że jest już pozamiatane. Niebawem jednak Sokół stanął przed szansą kolejnego zmniejszenia prowadzenia przez przybyszów z Juszczyna. Pilch nie pokonał jednak Fidelusa z rzutu karnego - bramkarz gości wyczuł intencję strzelającego i odbił piłkę.

W ostatnich fragmentach meczu Marcin Drobny jeszcze zdobył gole numer cztery i pięć w tym spotkaniu i Naroże mogło już obrać kurs na szatnię, bus i wracać do domu. Zadanie w pełni bowiem zostało wykonane.

Sokół Przytkowice -  Naroże Juszczyn 1:6 (0:3)

Gol dla Sokoła: Pilch.

Gole dla Naroża: M. Drobny (pięć), Romaniak.

Składy:

Sokół: Janas - Godawa, Flaka, Stokłosa (42" Janicki), Monica, Rzesztuko (75" Faber) , Smajek, Pacułt (70" Guguła), Mirocha (80" Baran), Pilch.

Naroże: Fidelus - Gąstała, R. Drobny, Baziński, Kulka (65" Krystian Kwaśniewski) , M. Ferek, Pietrzak (75" Uczniak), G. Ferek, Kardaś (60" Kuszyk, 65" Kamil Kwaśniewski), Romaniak, M. Drobny.

 

Ruszyli za późno

Dopiero po stracie drugiego gola w 57. minucie, drużyna Gromu Grzechynia mocniej zaatakowała zespół Leskowca Rzyki. Bardzo szybko przyszedł tego bramkowy  efekt – po dobrym podaniu od Rafała Toczka na listę strzelców wpisał się Piotr Surmiak. Kilka minut później ten sam zawodnik mógł doprowadzić do wyrównania. Niemal kopia sytuacja, po której Grom zdobył kontaktowego gola, lecz tym razem strzał Piotra Surmiaka w ostatniej chwili został zablokowany przez zawodnika rywali.

W 80. minucie wydawało się, że jest już po meczu – sędzia podyktował drugi w tym spotkaniu rzut karny dla gospodarzy. Co ciekawe, sędzia boczny, który miał kilka metrów do zdarzenia nie widział zagrania ręką w polu karnym Gromu, a sędzia główny będący z drugiej strony boiska na ok 30 m bez wahania wskazał na wapno….

Była to druga jedenastka podyktowana dla Leskowca w drugiej połowie – pierwszą na bramkę zamienił Łukasz Kowala właśnie we wspomnianej na wstępie 57. minucie gry, chociaż Sebastian Krupczak wyczuł jego intencję. Podobnie było przy drugim karnym – bramkarz Gromu rzucił się w róg, w który zmierzała piłkę i tym razem, nogą, wybronił to uderzenie.

Sam mecz rozpoczął się dla beniaminka A-klasy pechowo – już w 2. minucie pozostawiony bez opieki w polu karnym Gromu Sebastian Misiak strzałem głową otworzył wynik. Ta sytuacja ustawiła mecz – Grom bardzo szybko musiał gonić wynik. Obie drużyny postawiły na ofensywną grę i atak za atak – przodowali w takiej grze zawodnicy gospodarzy, którzy lepiej się czuli na doskonale im znanym małym i nierównym boisku.  Do tego Leskowiec miał dobrze zbudowanych fizycznie zawodników, którzy bez zbędnej kalkulacji próbowali przedostawać się w kierunku bramki gości.

Na pocieszenie dla Gromu po porażce 2:1 zostają słowa trenera Leskowca Wojciecha Serugi , który przyznał, że dawno w starciu z żadną drużyną, jak właśnie z beniaminkiem z Grzechyni, nie „śmierdziało na boisku Leskowca remisem”. 

Leskowiec Rzyki -  Grom Grzechynia 2:1 (1:0)

Gol dla Gromu: Piotr Surmiak.

Skład Gromu: S. Krupczak - Białończyk, Toczek, Paweł Surmiak, M. Surmiak, Chłapek (55" Paleczny), Ł. Krupczak (85" Bogacz), Kurdas,  Pająk, Kudzia, Piotr Surmiak. Rezerwowi: Dyrcz, Zguda.

Wygrana, przegrana, WYGRANA!

Łatwa wygrana na wyjeździe z Olimpią Chocznia, równie łatwa porażka u siebie z Leskowcem Rzyki - przed wyjazdowym spotkaniem ze Zniczem Sułkowice Bolęciną mogli być fani Jałowca pełni obaw o formę ich zawodników. 

Znicz w pierwszej kolejce wygrał na wyjeździe w Rzykach - z tym samym Leskowcem, który przed tygodniem gładko wywiózł trzy punkty ze Stryszawy.

Tymczasem po pierwszej połowie niedzielnego spotkania to Jałowiec prowadził i to 2:0! Dwa gole zanotował wychowanek Jałowca, Bartłomiej Iciek. W 22. minucie prawą stroną rajd przeprowadził Dawid Polak i wyłożył na piąty metr piłkę nadbiegającemu Ićkowi, który zmusił do kapitulacji Łukasza Wiktora. Na minutę przed zakończeniem pierwszej połowy powracający do składu Jałowca Tomasz Świerkosz wygrał pojedynek główkowy z jednym z przeciwników i tym samym wyłożył piłkę Ićkowi - a ten wygrał rywalizację sam na sam z Wiktorem.

Kiedy w drugiej połowie Bartłomiej Iciek podał do Polaka, a ten płaskim uderzeniem z 16. metrów w długi róg pokonał Wiktora, losy spotkania wydawały się rozstrzygnięte. Gospodarzy stać było tylko na honorowe trafienie - w doliczonym czasie gry po dośrodkowaniu z rzutu rożnego trafił Michał Śliwa.

Znicz Sułkowice Bolęcina -  Jałowiec Stryszawa 1:3 (0:2)

Gole dla Jałowca: B. Iciek (dwa), Polak.

Czerwona kartka: Ogiegło (Leskowiec), Sabliash (Jałowiec).

Skład Jałowca: Pępek - Harańczyk, Szklarczyk (58" Kotlarczyk), Sala, Okrzesik (80" Janik), Mentel, K. Iciek, Sabliash (70" Gawron), Polak, B. Iciek, Świerkosz (84" Sikora). 

Lepiej było po przerwie

Na in plus pozytywnie zaskakuje w A-klasie Żuraw Krzeszów. Po trzech kolejkach ma na koniec cztery punkty. W niedzielę zremisował 1:1 ze Skawą Wadowice. - Nasz start w A-klasie oceniam pozytywnie. Mamy przecież zerowe doświadczenie w tych rozgrywkach - mówi trener Żurawia, Jacek Kudzia.

W pierwszej połowie lepiej na boisku w Krzeszowie prezentowali się goście. Pierwsi gola zdobyli jednak gospodarze. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Bartłomieja Targosza głową strzał Michał Zawora. Piłka odbiła się od słupka i trafiła pod nogi Radosława Pilarczyka, który nie miał problemu z pokonaniem Michała Pietrzaka. Goście odpowiedzieli klasycznym golem "do szatni" w 44. minucie. 

Obraz gry zmienił się po przerwie - to Żuraw przejął inicjatywę i był o wiele bardziej groźniejszy od doświadczonego rywala. Ataki gospodarzy spełzły jednak na niczym. 

Żuraw mógł jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, bo miał dwa rzuty wolne z 16 i 20 metrów od bramki Skawy. - Gdyby na boisku był Krzysiek Ćwiertnia, wtedy pewnie przynajmniej jeden gol z takiej okazji by padł - powiedział Kudzia. Na razie Żuraw musi sobie jednak radzić bez kontuzjowanego kapitana.

Żuraw Krzeszów - Skawa Wadowice 1:1 (1:1)

Gol dla Żurawia: Pilarczyk.

Skład Żurawia: Pająk - Zawora, Nowak, Skrzypek, Pilarczyk, Klimowski, Chorąży, Kawończyk (70" Wajdzik), Sala, Łuczak, Targosz (75" Mętel). 

Ułatwili im zadanie

Jedyną drużyną w A-klasie, która po trzech spotkaniach ma komplet punktów jest Babia Góra Sucha Beskidzka. Początek niedzielnego starcia w Spytkowicach fortunny dla podopiecznych Sławomira Bączka jednak nie był. Szybko stracony gol w 3. minucie, do tego niewykorzystany rzut karny przez Tomasza Ścieszkę. W drugiej połowie Babia Góra zdobyła jednak aż pięć goli i zabrała trzy punkty do domu. Gospodarze kończyli mecz w dziewiątkę!

Idealnie zaczęła się dla Babiej Góry druga połowa. Po indywidualnej akcji na listę strzelców wpisał się Dawid Choczyński. Chwilę później czerwoną kartkę za dwie żółte kartki (pierwsza za zagranie ręką, po którym Babia Góra miała jedenastkę w pierwszej połowie, druga za faul na Choczyńskim) zobaczył obrońca Astry. Na 2:1 podwyższył Choczyński, który wykorzystał podanie od Kamila Bielarza. Bardzo mocno protestował w tej sytuacji bramkarz Astry, że napastnik Babiej Góry był na pozycji spalonej. Tak mocno, że na tyle nawrzucał sędziemu bocznemu, że ten powiadomił o tych epitetach głównego rozjemcę spotkania. Chwilę później golkiper ze Spytkowic szedł już w kierunku szatni.

Na 3:1 podwyższył Ścieszka, który tym razem wykorzystał rzut karny. Faulowany był Bielarz, który wpadł w pole karne i tam został nieprzepisowo powstrzymany.

Trener Bączek wprowadzał kolejnych młodych, świeżych i dynamicznych zawodników do gry, którzy mieli właśnie zajechać grającą w dziewiątkę Astrę. Kolejne trafienie dla Babiej Góry to mocny strzał Piotra Pacygi, po którym piłka odbiła się jeszcze od zawodnika gospodarzy i wpadła do bramki. Strzelaninę w Spytkowicach zakończył Amadeusz Żmuda, który popisał się celnym strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.

To było trzynaste spotkanie bez porażki Babiej Góry w lidze!!!

Astra Spytkowice -  Babia Góra Sucha Beskidzka 1:5 (1:0)

Gole dla Babiej Góry: Choczyński (dwa), Ścieszka, Żmuda, samobójczy.

Skład Babiej Góry: Kachnic - Rzepka, Talaga, Burliga, Ścieszka, Kociołek, Wójtowicz (80" Stróżak), Chrząszcz (46" Bielarz), Magiera (75" Żmuda), Sumera (65" Pacyga), Choczyński. Rezerwowi: Steczek, Mika.

Orzeł Wieprz - Relaks Wysoka 3:1

Huragan Inwałd - Burza Roczyny 3:1

Olimpia Chocznia - Halniak Targanice 2:1

  A klasa wadowicka
  Drużyna mecze punkty b.zdobyte b.stracone
1. Babia Gora Sucha Beskidzka 3 9 11 4
2. Huragan Inwałd 3 7 11 6
3. Naroże Juszczyn 3 7 9 3
4. Leskowiec Rzyki 3 6 6 4
5. Znicz Sułkowice 3 6 5 4
6. Jałowiec Stryszawa 3 6 6 4
7. Żuraw Krzeszów 3 4 2 3
8. Sokół Przytkowice 3 4 5 8
9. Grom Grzechynia 3 3 6 6
10. Oczeł Wieprz 2 3 6 5
11. Relaks Wysoka 3 3 5 4
12. Olimpia Chocznia 3 3 3 8
13. Burza Roczyny 2 1 2 4
14. Astra Spytkowice 3 1 2 7
15. Halniak Targanice 3 1 5 9
16. Skawa Wadowice 3 1 1 6

 

A-KLASA PODHALAŃSKA:

Głową w mur

- Po zakończeniu sezonu usiądziemy i będziemy liczyć, w jakich meczach traciliśmy pewne wydawałoby się punkty... - powiedział mocno zawiedziony bezbramkowym remisem z Przełęczą Łopuszna trener Jordana Jordanów, Zdzisław Gacek.

Jordan miał wszystkie atuty, żeby mecz z Przełęczą Łopuszna rozstrzygnąć na swoją korzyść. Pierwsze atuty dali im goście, którzy do Jordanowa przyjechali w osłabionym składzie - w bramce wystąpił m.in. nominalny trzeci bramkarz gości, Łukasz Chowaniec. Przełęcz przyjechała gołą jedenastką do Jordanowa - kiedy w końcówce urazu doznał Kamil Chowaniec, musiała grać w osłabieniu. 

Jednak najważniejszymi z atutów miały być okazje stwarzane przez gospodarzy. Te oczywiście były - tylko w pierwszej połowie Mariusz Korbel nie wykorzystał dwóch dogodnych okazji. Najpierw w sytuacji sam na sam z Chowańcem trafił w boczną siatkę, za drugim razem górą był Młynarczyk. Bramkarza gości nie potrafili także pokonać: Dominik Kulak czy Tomasz Sroka.

O wiele większa przewaga Jordana zaznaczyła się w drugiej połowie. Goście, co zrozumiałe, stopniowo opadali z sił. Na ich szczęście na brutalną momentami wręcz grę pozwalał sędzia i nadrabianie właśnie braków czysto piłkarskich poprzez ostre wejścia uchodziły im na sucho. - Punkt Przełęczy jest jej dużym sukces. Symulowali, grali na czas, opóźniali grę. Mieli takie prawo - podsumował Gacek.

Albo sytuacja najbardziej z kontrowersyjnych - po najładniejszej akcji Jordana, poprzedzonej wymianą kilku podań z pierwszej piłki w całym meczu, Figura wyszedł sam na sam z Młynarczykiem i został ewidentnie przez niego sfaulowany. Karnego zdaniem sędziego głównego, nie było... - Nie powiem, że przez sędziego nie wygraliśmy ten mecz, ale takie karne się gwiżdże! - mówił Gacek.

Kolejna sytuacja to faul bez piłki na Figurze przez Artura Błacharczyka. Sędzia musiał to widzieć, skoro odgwizdał przewinienie. Ale czy tylko żółta kartka należała się zawodnikowi gości?

- Chcieliśmy wygrać i to bardzo. Z każdą minutą coraz większa nerwowość wkradała się w nasze szeregi. Waliliśmy głową w mur. Mieliśmy kilkanaście rzutów rożnych, zalecałem grę skrzydłami, bo każe dośrodkowanie w pole karne gości śmierdziało golem - dodał Gacek.

Po jednym z takich dośrodkowań rezerwowego Kamila Kalemby przestrzelił Kulak. Zawodnik Jordana sygnalizował w tej sytuacji faul przez rywala.

Właśnie - Kalemba, Figura czy Michał Ryś to miały być kolejne atuty po stronie Jordana w tym meczu. Młodzi zawodnicy wchodzący z ławki rezerwowych nie potrafili jednak odmienić losów spotkania. Ryś strzałem głową przeniósł piłkę nad poprzeczką. Mocny strzał Kalemby z lewej strony minął minimalnie słupek bramki gości. - Jeden gol załatwiłby sprawę, bo Przełęcz musiałaby się otworzyć - skomentował trener Jordana.

Jordan Jordanów - Przełęcz Łopuszna  0:0

Składy:

Jordan: Piosek - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, Kulak, Wójtowicz, Sroka (80" Kalemba), Wróbel, Samek (65" Figura), Korbel (46" Ryś), Bury (65" Kowalcze). Rezerwowi: Chorąży, Dudek.

Przełęcz: Młynarczyk - B. Chowaniec, Władysław Chowaniec, Szymczak, Blacharczyk, Witold Chowaniec, Brzyżek, Kamoń, D. Chmielak, Sz. Chowaniec, K. Chowaniec.

Skalni Zaskale - Spisz Krempachy 7:3

Podhale II Nowy Targ - Babia Góra Lipnica Wielka 2:3

Szarotka Rokiciny Podhalańskie - Zawrat Bukowina Tatrzańska 3:3

Skałka Rogoźnik - Granit Czarna Góra 0:5

Wierchy Rabka - Lubań Tylmanowa 9:0

Huragan Waksmund - Czarni Czarny Dunajec 8:1

B-KLASA WADOWICE:

Jak sparing, ale trzy punkty Błyskawica ma

Okazale wypadł debiut Dariusza Klimasary na stanowisku trenera Błyskawicy Marcówka. Inna też sprawa, że Bieńkówka w sobotnie popołudnie zrobiło wiele, żeby mu go ułatwić.

Najbardziej odczuwalny z pewnością w drużynie gości był brak grającego trenera Jarosława Gąstały. Ten jeszcze jest na urlopie. Lista nieobecnych w szeregach gości była jeszcze dłuższa - w składzie zabrakło m.in. Marka Cholewy czy Tomasza Chromego.

Z tego powodu między słupkami stanął 16-letni zaledwie Mateusz Lenik, który przed sezonem przyszedł do Bieńkówki ze Strzelca Budzów. I był debiut w bardzo dobrym stylu - Lenik wybronił między innymi rzut karny autorstwa Krzysztofa Raka. Debiutów w składzie gości było więcej - na murawie pojawił się m.in. wychowanek Babiej Góry Sucha Beskidzka, w poprzednim sezonie zawodnik Watry Zawoja - Kuba Sajnog. Bieńkówka przyjechała do Marcówki bez żadnego rezerwowego - z tego powodu po kontuzji Tomasza Knapczyka, przez całą drugą połowę goście musieli radzić sobie w osłabieniu. Jeżeli do tego dodamy, że jeszcze przy stanie 1:0 dla gospodarzy w drugiej  odsłonie rzutu karnego nie wykorzystał kapitan gości Dariusz Lewandowski, a w 75. minucie ten zawodnik z powodu drugiej żółtej i w konsekwencji czerwonej kartki też musiał przedwcześnie udać się do szatni, to po prostu dowiemy się, że w tym dniu Bieńkówka nawet na punkt nie zasłużyła. 

Wspomniany wcześniej Rak przypomniał o sobie w końcówce zdobywając dwa gole. Wcześniej, bo w pierwszej połowie, wynik otworzył Arkadiusz Nosal.

Mecz przypominający bardziej sparing zatem dla Błyskawicy. Prawdziwe ligowe przetarcie dla obu drużyn nadejdzie bardziej w kolejnych tygodniach.

Błyskawica Marcówka -   LKS Bieńkówka 3:0 (1:0)

Gole dla Błyskawicy: K. Rak (dwa), Nosal.

Składy:

Błyskawica: Brańka - Jacek Pindel, J. Rak, Cepak, K. Rak, Kaczmarczyk, Jakub Pindel, Nosal, Urbańczyk, Paczka, Porębski. Rezerwowi: Pilch, Zgudziak, Kasprzycki, M. Rak.

Bieńkówka: Lenik - Pęcek, Lewandowski, K. Sałapat, Sarna, Gaura, Stawowy, G. Sałapat, Sajnog, Burliga, Knapczyk.

Boisko, boisko gdzie jesteś?

Na dwadzieścia minut przed rozpoczęciem spotkania, trener Dębu Mariusz Zawiła musiał myśleć nie o taktyce na mecz lecz o tym, gdzie jest jego pięciu zawodników, którzy na mecz pojechali na własną rękę. - Okazało się, że pojechali na stadion Sosnowianki i nie mogli znaleźć stadionu Stanisławianki. Wsiadłem w samochód i zacząłem ich szukać. Ostatecznie na trzy minuty przed rozpoczęciem gry pojawili się na właściwym stadionie. Nie było mowy o normalnej rozgrzewce, przebrali się i wyszli na mecz - mówi trener Dębu.

Zatem prolog do inauguracyjnego starcia niezbyt fortunny. Im dalej w mecz tym było już lepiej jednak dla Dębu. W 8. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w poprzeczkę trafił Mariusz Lipa, a celną dobitką, również głową, popisał się Jarosław Malada.

Goście mogli i powinni podwyższyć prowadzenie jeszcze w pierwszej połowie - Lipa z 25. metrów przelobował bramkarza gospodarza, lecz piłka zatrzymała się tylko na poprzeczce. W poprzeczkę! trafił też niebawem Grzegorz Motor. Teraz wypada napisać coś o niewykorzystanych sytuacjach i o tym, jak to lubią się mścić... Złe podanie Pawła Kostki przejął Bartłomiej Grudniewicz i w Stanisławiu był już remis 1:1.

Świetnie dla Dębu zaczęła się pierwsza połowa, świetnie także i druga. Podanie od Grzegorza Motora na gola zamienił Lipa. Goście nie cieszyli się długo z prowadzenia - w 56. minucie dobra okazja Malady nie została wykorzystana, a szybka kontra z tej samej akcji gości zakończyła się faulem Sebastiana Motora na zawodniku gospodarzy. Bramkarz Dębu mógł mówić o sporym szczęściu, że nie musiał przedwcześnie zakończyć gry w tym momencie. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się tymczasem Maciej Kołodziej.

 W doliczonym czasie gry goście mieli rzut wolny. Marek Szczurek trafił w... poprzeczkę.

- To był bardzo dobry mecz jak na B-klasę. Szkoda wyniku, bo dwukrotnie prowadziliśmy i jeszcze te poprzeczki. Cieszę się, że chłopcy wytrzymali spotkanie pod względem kondycyjnym - podsumował Zawiła.

Stanisławianka Stanisław -  Dąb Sidzina 2:2 (1:1)

Gole dla Dębu: Malada, Lipa.

Skład Debu: S. Motor - J. Kostka, P. Kostka, K. Kostka, Jaromin, Szczurek, Krupa, G. Motor, Malada (65" Kolaniak), Handzel (75" Pelcel), Lipa. Rezerwowi: Binkuś, Chorąży.

Od początku nie tak...

Mocno osłabiony Huragan Skawica przyjechał na pierwsze w sezonie 2016/2017 spotkanie z Leńczami. I już w pierwszej minucie stracił gola po trafieniu Szymona Gębali. 29-letni zawodnik gospodarzy okazał się katem Huraganu - w tej części gry jeszcze dwukrotnie wpisał się na listę strzelców pokonując Mateusza Dyrcza.

Goście tuż przed zakończeniem pierwszej odsłony zdobyli gola - na listę strzelców wpisał się Sławomir Pacyga. Myliłby się jednak ten kto sądził, że sytuacja ta podziała po przerwie mobilizująco na gości. Dwa gole w drugiej połowie zdobyli, ale gospodarze - konkretnie Damian Oleś i Michał Kołodziej.

Leńcze -  Huragan Skawica 5:1 (3:1)

Gol dla Huraganu: S. Pacyga.

Skład Huraganu: M. Dyrcz, Kudzia, Kawulak, Marek, Ł. Dyrcz (I), Wojtyczko, K. Kudzia, S. Pacyga, Ł. Dyrcz (II), Kozina, Sumera. Rezerwowy: Żywczak.

Surowa lekcja beniaminka

Bez żadnego zawodnika rezerwowego, do tego w połowie z juniorami w składzie - Watra Zawoja mogła obawiać się losów spotkania z beniaminkiem B-klasy, Tarnawianką Tarnawą Dolna. Był to także debiut dla Witolda Romanowskiego w roli szkoleniowca Tarnawianki.

- Wychodzi na to, że zmiany w składzie wyszły nam na dobre - powiedział po zakończeniu spotkania trener Watry, Łukasz Stopka.

Wynik meczu otworzył Eryk Wróblewski, który na gola zamienił strzał z rzutu wolnego. Kolejne gole dla Watry padły już w drugiej połowie. Najpierw Piotr Basiura minął dwóch rywali i strzałem z 20. metrów w samo okienko zapewnił gościom dwubramkowe prowadzenie. Kolejny gol również był jego zasługą - zawodnik Watry przytomnie zachował się w polu karnym i było 3:0.

Wcześniej doskonałą okazję do zdobycia kontaktowego gola zmarnowała Tarnawianka. Przy stanie 2:0 rzutu karnego nie wykorzystał Ukrainiec Oleksandr Faida

Kiedy na 4:0 podwyższył Radosław Warmuz, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego na dalszy słupek popisał się celnym uderzeniem głową, było już pewne, że trzy punkty pojadą do Zawoi. 

Gospodarzy stać było tylko na honorowe trafienie w końcówce spotkania.

Tarnawianka Tarnawa -  Watra Zawoja 1:4 (0:1)

Gol dla Tarnawianki: Borawski.

Gole dla Watry: Basiura (dwa), Wróblewski, R. Warmuz.

Składy:

Tarnawianka: W. Ficek - Borawski, Faida, Madej (60" Miś), Pacek (30" M. Ficek), Paczka, Rybak, D. Sitarz, Ł. Sitarz, Stopka (55" Fujak), Żmudka. 

Watra: Staszak - Stopka, Bach, Zguda, Czarny, R. Warmuz, Wróblewski, Antosiak, Gałuszka, B. Warmuz, Basiura.

KS Bystra -   Strzelec Budzów 2:5 (1:3)

Gol dla Bystrej: Różycki, Błachut.

Skład Bystrej: Pustuła - Kulka, Morawka, Urbański, Mikołajczyk, Sroka (46"  Gałka, Różycki (75" Targosz), Ciapała, Błachut, Wójtowicz, Pociąg (60" Bednarz).

Lachy Lachowice  - Jubilat Izdebnik 7:2 (3:0)

Gole dla Lachów: Daniel Kachel (cztery), Dawid Kachel, T. Kachel, Małysiak.

Czerwona kartka: Bogdanik (Lachy).

Skład Lachów: Nowak - Banaś, Bogdanik, Chorąży, Kąkol (85" Piecha), Daniel Kachel, Dawid Kachel, T. Kachel (46 Rzepka), Kubieniec (85" Kubielas), Małysiak, Ponikwia (60" M. Kachel). 

B-KLASA PODHALAŃSKA:

Punkt ok, ale...

- Tylko zwycięstwo nas w pełni zadowalało w Ludźmierzu, chociaż szanujemy wywalczony punkt – powiedział Franciszek Gacek po zremisowanym 2:2 spotkaniu Wiatru Ludźmierz z Unią Naprawa.

Początek meczu należał co prawda do gospodarzy, lecz zawodnicy Unii bardzo szybko złapali wiatr w żagle i zaczęli śmielej atakować bramkę Wiatru. Wynikiem tego był m.in. rajd Pawła Cieżaka, który został nieprzepisowo powstrzymany w polu karnym. Decyzja sędziego mogła być tylko jedna – jedenastka dla gości. Do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł grający trener Unii i po chwili goście z Naprawy prowadzili 1:0.

W 25. minucie boisko musiał opuścić z powodu kontuzji Artur Babik. – Szkoda, bo liczyłem na jego szybkość w tym meczu – żałował Gacek.

Druga połowa zaczęła się niefortunnie dla Unii. W polu karnym sędzia odgwizdał rzut karny na tzw. krzyk i kilkadziesiąt sekund później było już 1:1. Nie mijają trzy minuty, a gospodarze po raz drugi stają przed szansą pokonania Stanisława Rypla z rzutu karnego – tym razem kontrowersji nie było, bo faul był ewidentny. Tę szansę również wykorzystują zawodnicy spadkowicza z A-klasy.

-  To były jedyne dwa celne strzały gospodarzy po przerwie. Graliśmy bezbłędnie w obronie. Brawa dla chłopaków, bo się nie załamali i atakowali cały czas bramkę rywala. Opłaciło się – dodał Gacek.

Do wyrównania doprowadził niezawodny Cieżak, który wygrał pojedynek biegowy z trzema! obrońcami Wiatry i strzałem z ostrego kąta pokonał bramkarza gospodarzy.

Obie drużyny dążyły w końcówce do zdobycia bramki na wagę trzech punktów. Gościom z Naprawy należał się w tym czasie rzut karny, ale sędzia nie odważył się zniszczyć gospodarzom niedzieli.

Wiatr Ludźmierz -  Unia Naprawa 2:2 (0:1)

Gole dla Unii: F. Gacek  (k.), Cieżak.

Skład Unii: Rypel - Mirek , Gacek F, Trojak, Nowak, Żegleń , Gacek K , Żur , Babik (25" Wójciak) , Proszek( 85" Święchowicz) , Cieżak.

Korona Piekielnik - Luboń Skomielna Biała 5:2

Janosik Sieniawa - Lepietnica Klikuszowa 1:2

Grom Morawczyna - Podgórki Krauszów 1:1

Delta Pieniążkowice - KS Chabówka 1:1

Grel Trute - Skawianin Skawa 3:2

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama