W sobotę o ligowe punkty zagrają: Garbarz Zembrzyce, Halniak Maków Podhalański, Jałowiec Stryszawa i Naroże Juszczyn!
IV-LIGA:
Cud się nie powtórzył
Nie mieli wiele do powiedzenia piłkarze Garbarza Zembrzyce w starciu z liderem tabeli Wiślanami Jaśkowice. Ba, porażka mogła być jeszcze wyższa.
Gospodarze (mecz odbył się na stadionie Skawinki Skawina) podeszli bardzo wysoko pod zawodników Garbarza, do tego grali bardzo agresywnie. I to, w powiązaniu oczywiście z oczywistą siłą lidera tabeli (w jego składzie wystąpili m.in. znani z występów w pierwszej lidze w Cracovii – Paweł Szwajdych , Krzysztof Radwański ) wystarczyłoby na o wiele mocniejszą niż Garbarz Zembrzyce drużynę.
Do przerwy Wiślanie prowadzili 3:0, a mogli goli zdobyć co najmniej pięć. Po przerwie lider tabeli dołożył jeszcze dwa trafienia, mógł dwa kolejne. Garbarzowi mecz nie wyszedł po prostu.
W środę piłkarzy z Zembrzyc czeka o wiele ważniejsze spotkanie – zaległe starcie z Górnikiem Wieliczką. Kto wie, może w tym spotkaniu w barwach Garbarza zadebiutują kolejni czarnoskórzy zawodnicy - Ismail Ishola Baloguna i Oladoja Nurudeena Marcelo. Obaj byli w sobotę w Skawinie w towarzystwie swojego menedżera Ibrahima Sundaya. Bo, że Garbarzowi potrzebna jest jakość, nie trzeba nikogo przekonywać.
Wiślanie Jaśkowice - Garbarz Zembrzyce 5:0 (3:0)
Skład Garbarza: Bruzda - Ł. Puda, Mitka, Marek, Harańczyk, Tomczak, Kasiński, Sałapatek, Sani, Sadowski, S. Puda.
Wiślanie Jaśkowice - Garbarz Zembrzyce 5:0 (3:0) Foto Łukasz Razowski
Opublikowany przez Sucha24.pl na 3 kwietnia 2016Na 1:0, nie udało się...
Spotkanie Halniaka z Jutrzenką z pewnością mogło zadowolić tych kibiców piłkarskich, którzy uwielbiają dyscyplinę taktyczną. Tych, którzy lubią grę na hurra z dużą ilością podbramkowych sytuacji - niekoniecznie. Gospodarze w poprzednich meczach stwarzali kilka sytuacji do zdobycia goli, lecz ze skutecznością było momentami na bakier. W starciu z wiceliderem tabeli - Jutrzenką najważniejsze było zabezpieczenie tyłów i czekanie na swoją szansę.
Trener Krzysztof Wądrzyk zmienił ustawienie zespołu na 1-4-1-4-1 i przez długi czas zdawało ono egzamin. Odważnym posunięciem było postawienie w bramce na Adama Pająka. I było to bardzo dobre posunięcie, bo pochodzący z Grzechyni zawodnik uchronił Halniaka od porażki broniąc sytuację sam na sam z jednym z zawodników gości.
O pierwszej połowie sobotniego spotkania najlepiej napisać, że się odbyła. Po stronie gospodarzy warto odnotować strzał w słupek Dawida Szymuli, po stronie gości zagrożenie na przedpolu bramki Halniaka powstawało głównie po stałych fragmentach gry.
Właśnie stałe fragmenty gry przyniosły w tym meczu wszystkie gole. Najpierw w 73. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Pawła Kozieła celnym strzałem głową w krótki słupek popisał się Grzegorz Talaga. Kilka minut później z rzutu wolnego przymierzył Szymon Kiwacki, notabene były zawodnik Halniaka, i Pająk mógł tylko patrzeć, jak piłka wpada w same widły. Bohaterem Halniaka mógł zostać Kamil Dyduch - chwilę po pojawieniu się na murawie mógł zaliczyć prawdziwe wejście smoka. Były zawodnik Babiej Góry ładnie przyjął piłkę w polu karnym, lecz zamiast próbować uderzenia z pierwszej piłki, zbyt długo składał się do strzału i zostało ono zablokowane przez jednego z ofiarnie interweniujących graczy Jutrzenki.
Halniaka czekają teraz dwa spotkania z rzędu u siebie - z o wiele niżej notowanymi niż Jutrzenka drużynami - Górnikiem Wieliczka i Iskrą Klecza Dolna. Może tam uśmiechnie się do gospodarzy szczęście?
Halniak Maków Podhalański - Jutrzenka Giebułtów 1:1 (0:0)
Gol dla Halniaka: Talaga.
Składy:
Halniak: Pająk - Gruca, Lozniak, Kozieł, Talaga, Mokwiński, Kaczmarczyk, Moskała, Furman (46" J. Bobek), Szymula, Szymoniak (70" Dyduch). Rezerwowi: Rechul, Dyduch, J. Bobek, Sz. Bobek, Malina, Polak, Bryndza.
Jutrzenka: Mucha - Bieszczanin, Brud, Michalec, Bizoń, Litewka, Kaczor, Tabak, Kiwacki, Kęska, Balawender. Rezerwowi: Kowalczyk, Gorgoń, Szaroń, Wszołek, Dobosz, Kardas, Ciastoń.
Halniak Maków Podhalański - Jutrzenka Giebułtów 1:1 Foto. Mateusz Wilczek
V-LIGA:
Szkoda to chyba zbyt łagodne słowo
Jałowiec prowadził w Zagórzu 2:0, do tego miał rzut karny i sytuację stuprocentową. A wyjechał z Zagórza tylko z jednym punktem.
Trener Szymon Burliga ponownie zamieszał w składzie Jałowca. Tym razem nie w obronie, ale w ataku wystąpił Tomasz Świerkosz (na początku drugiej połowy z powodu kontuzji musiał przedwcześnie opuścić boisko). W Jałowcu zadebiutował 22-letni Ukrainiec Oleksandr Panov.
Goście na prowadzenie wyszli w 32. minucie, kiedy to z rzutu wolnego przymierzył Patryk Brytan. Piłka po drodze odbiła się od jednego z zawodników gości i kompletnie zaskoczyła Dawida Madeję. Brytan w pierwszej połowie mógł i powinien mieć dwa gole na swoim koncie - w 45. minucie nie wykorzystał jednak rzutu karnego.
Kiedy w 58. minucie Robert Głuszek celnym strzałem głową podwyższył wynik na 2:0 dla Jałowca wydawało się, że goście przywiozą do Stryszawy pełną pulę. Ba, Głuszek niebawem stanął oko w oko z Madeją i przegrał ten pojedynek. W samej końcówce Zagórzanka zdołała jednak doprowadzić do remisu - w 86. minucie Łukasz Cichoń zdobył kontaktowego gola, w doliczonym czasie gry Łukasza Kobiałkę pokonał Jakub Bujakiewicz.
Zagórzanka Zagórze - Jałowiec Stryszawa 2:2 (0:1)
Gol dla Jałowca: Brytan, Głuszek.
Gole dla Zagórzanki: Cichoń, Bujakiewicz.
Składy:
Zagórzanka: Madeja - Biesek (75" Rejdych), Bujakiewicz, Cichoń, Jarczyk (70" Tokarek), Kądziołka, Paliwoda (46" Jedynak), Pieczka, Prażmowski, Radosz, Woźniak (46" Kikla).
Jałowiec: Kobiałka - Biela, Brytan, Szklarczyk, B. Iciek, Porębski (88" Okrzesik), Panov, Starowicz, Głuszek (90" Janik), Świerkosz (47" Kłapyta), Stachnik (75" K. Iciek). Rezerwowi: Marosek, Szwed, Rakoczy.
Za mało było tempa w Tempie
Trenerowi Tempo Białka Maciejowi Melzerowi obce jest stwierdzenie, że zwycięskiego składu się nie zmienia. W porównaniu do wygranego na inaugurację spotkania z Chełmkiem dokonał w wyjściowej jedenastce na mecz z Sokołem Przytkowice kilku roszad. – Gdyby nasza gra w Chełmku była świetna, to może bym się zastanawiał czy wystawić tych samych chłopaków. Mam jednak ten komfort, że o miejsce w składzie rywalizują zawodnicy o zbliżonym potencjale. Michał Marek zagrał poprawnie w Chełmku, ale Marcin Sala, który pojawił się wtedy na ostatni kwadrans, spisał się nie gorzej. W bramce postawiłem dziś na Łukasza Białończyka, choć Piotrek Kłapyta był zdrowy i mógł grać. Mam dwóch wyrównanych bramkarzy i każdy dostanie swoją szansę – wyjaśnia Melzer.
- Oczywiście, że odczuwamy niedosyt po tym remisie. Tabela w okręgówce w tym sezonie jest bardzo płaska, Sokół miał na pewno większy nóż na gardle niż my przed tym spotkaniem – dodaje Melzer.
W pierwszej połowie niedzielnego spotkania Tempo miało trzy dobre okazje do objęcia prowadzenia. Najpierw na strzał z ostrego kąta zdecydował się Łukasz Raczek, lecz nieznacznie chybił. Tak samo uderzenie Bartłomieja Goryla, które przeszło między nogami obrońcy z Przytkowic nie trafiło w światło bramki (golkiper Sokoła jak to się mówi – odprowadzał w tym momencie piłkę tylko wzrokiem). I wreszcie za mocno do strzału złożył się Grzegorz Motor i piłka przeszła nad poprzeczką.
- Powiedzieliśmy sobie w przerwie, że ruszamy od początku drugiej połowy na przeciwnika. To jednak nie było to, co zaprezentowaliśmy w drugiej połowie poprzedniego spotkania z Chełmkiem. Za mało była tempa w Tempie. Zagraliśmy na 75 procent możliwości – uważa Melzer.
Goście wyszli na prowadzenie, gdy wykorzystali zamieszanie w polu karnym gospodarzy. Piłka odbiła się najpierw od słupka, a następnie spadła pod nogi Wiktorowi Maziarce, który miał przed sobą w tym momencie tylko pustą bramkę.
Tempo ruszyło do jeszcze bardziej skomasowanych ataków. Piłka po strzale Szymona Marka odbiła się od słupka i trafiła wprost w rękawice Krzysztofa Żaka. – Kilka centymetrów w drugą stronę i byłby gol – żałował Melzer
Gospodarze ostatecznie dopięli swego – fantastyczne trafienie zanotował Sebastian Młynarczyk. W pełnym biegu z 20. metrów uderzył prostym podbiciem i Żak był bez szans.
Za tydzień Tempo Białka jedzie do Stryszawy na derbowy pojedynek z Jałowcem. – Gdyby w obu drużynach grali tylko zawodnicy z Białki i Stryszawy, to może wywoływałby taki mecz duże emocje i nie trzeba by było nikogo specjalnie nastawiać? Popatrzmy np. na derby Halniaka z Garbarzem – jak zawodnicy z Krakowa mają czuć klimat takiego meczu? Co to są za derby? Pojedziemy do Stryszawy, żeby się zrewanżować za porażkę na jesieni w Białce. A o wszystkim i tak zadecyduje dyspozycja dnia – dodaje Maciej Melzer.
Tempo Białka - Sokół Przytkowice 1:1 (0:0)
Gol dla Tempo: Młynarczyk.
Gol dla Sokoła: Maziarka.
Składy:
Tempo: Białończyk - Bielarz, Sala (46" M. Marek), Mentel, Lenik, Raczek (46" Pacyga), Motor, Korba, Drobny (70" Sz. Marek), Goryl, Młynarczyk. Rezerwowi: Kłapyta, Harańczyk, Woźny.
Sokół: K. Żak - M. Żak (65" Barcik), M. Waga, Godawa, Flaka, Konica, Ostafin (87" Mlak), Stróżyk, K. Waga (80" Czara), Maziarka, Smajek (75" Rzeszutko). Rezerwowi: Janas, Bogacz, Guguła.
Tempo Białka - Sokół Przytkowice 1:1 (0:0)
Opublikowany przez Sucha24.pl na 3 kwietnia 2016A-KLASA:
Wyborny początek
Lepiej nie mógł się zacząć dla Naroża Juszczyn mecz z Astrą Spytkowice. Po dośrodkowaniu Ukraińca Ihora Lyvki w 3. minucie celnym strzałem głową popisał się Marcin Ferek . Od tego momentu to piłkarze gospodarzy zaczęli sprawiać jednak o wiele lepsze wrażenie. – Dopiero po pół godzinie gry wróciliśmy na właściwe tory – mówi trener Naroża, Jakub Jeziorski .
Do końca pierwszej połowy Naroże stworzyło miało trzy sytuacje do podwyższenia rezultatu – z dystansu szczęścia próbowali Marcin Ferek i Jarosław Madziała . Wreszcie w swoim stylu akcję przeprowadził najskuteczniejszy zawodnik Naroża, Marcin Drobny. Mając obrońcę na plecach zdołał się odwrócić w kierunku bramki Astry, strzelił z ostrego kąta, lecz bramkarz ze Spytkowic Piotr Chuderski był na posterunku.
Po przerwie Naroże mogło i powinno pokusić się o zdobycie kolejnych goli. Po zagraniu Lyvki i strzale Marcina Drobnego piłka otarła się tylko o słupek bramki gospodarzy. Kolejne dwie okazje dla Naroże powstały po wykonaniu rzutów rożnych – strzał Marcina Ferka broni bramkarz, a dobitka tego samego zawodnika zostaje zablokowana na linii bramkowej przez jednego z defensorów Astry. Po kolejnym kornerze do strzału doszedł Rafał Drobny, ponownie świetnie interweniował golkiper Astry. Piłka spadła na 8. metr ponownie pod nogi Drobnego, a piłkę nieuchronnie zmierzającą do bramki wybił w sobie tylko wiadomy sposób golkiper Astry.
Gospodarze, w których barwach zagrał m.in. były zawodnik Halniaka Piotr Balonek (najpierw występował w linii obrony, potem w środku pola), stworzyli tylko jedną groźną okazję. Także po rzucie rożnym strzałem z 12. metrów próbował zaskoczyć Michała Fidelusa jeden z piłkarzy gospodarzy. Piłka zmierzała w sam środek bramki i nie sprawiła Fidelusowi większych kłopotów.
- Nie był to wielki mecz. Może trochę moich podopiecznych sparaliżowało to, że był to pierwszy mecz na wiosnę, związana z oczekiwaniami kibiców presja, to, że już na początku objęliśmy prowadzenie? Nie zapominajmy, że Astra do dobra drużyna. W drugiej połowie graliśmy na szczęście tak, jak powinniśmy zawsze się prezentować – dodał Jakub Jeziorski.
Astra Spytkowice - Naroże Juszczyn 0:1 (0:1)
Gol dla Naroża: M. Ferek.
Składy:
Astra: Chuderski – Rąpel, Cyzio, Balonek, Panek, Rokowski, Babiuch (82" Stanek), Borowczyk, Wrona (75" Dębski), P. Grondalczyk (83" B. Grondalczyk), Sendera.
Naroże: Fidelus - Gąstała, R. Drobny, Baziński, Kulka, M. Ferek, Lyvka, G. Ferek (70" Kryjak), Kardaś, Madziała (75" Lipka), M. Drobny (90" Ceremuga). Rezerwowi: Chorąży, Sala, M. Kwaśniewki, P. Kwaśniewski.
{gallery width="250" height="300" }news/2016/kwiecien/juszczyn3{/gallery}
Pech gonił pech
W mocno okrojonym składzie dotarli do Roczyn piłkarze Lachów Lachowice. Z powodu stłuczki nie dotarł "zaciąg" czterech zawodników z powiatu żywieckiego. W składzie Lachów nie było także Szymona Stachnika, który przeszedł do Jałowca Stryszawa. - Trenował z nami przez cały okres przygotowawczy i w ostatniej chwili odszedł. Jałowiec musiał zaproponować mu lepsze warunki. Cóż, szkoda, że w taki sposób się z nami Szymek rozstał. Z powodu jednego zawodnika nasz klub nie przestanie przecież istnieć - mówi trener Lachów Krzysztof Chorąży.
Kolejny pech był już czysto sportowo - pierwsza akcja Burzy przyniosła gospodarzom prowadzenie. Goście mogli doprowadzić tuż przed zakończeniem pierwszej połowy do wyrównania - w słupek trafił jednak Daniel Kachel.
Po przerwie obraz gry wyglądał podobnie jak w pierwszej odsłonie - Lachy posiadały optyczną przewagę, z której niewiele wynikało. Mecz rozstrzygnęła sytuacja z 85. minucie, kiedy to ręką w polu karnym gości zagrał Krystian Kubieniec i sędzia wskazał na punkt oddalony o jedenaście metrów od bramki Łukasza Nowaka. Po chwili było 2:0.
- Był to słaby mecz w wykonaniu dwóch drużyn, które głównie opierają się na młodzieżowcach. Nie będę jednak czarował, nie przepracowaliśmy solidnie okresu przygotowawczego i najpewniej spadniemy. Z drugiej strony mamy bardzo inteligentną drużynę, bo roi się w niej od magistrów i inżynierów (śmiech) - dodał Krzysztof Chorąży.
Burza Roczyny - Lachy Lachowice 3:0 (1:0)
Skład Lachów: Nowak - Banaś, Kubieniec, Kąkol, Urbanek, T. Kachel, Daniel Kachel, Dawid Kachel, Małysiak, Piecha, Ponikwia. Rezerwowy: Lasik.
Babia Góra Sucha Beskidzka - Leskowiec Rzyki / przełożony na 26.05.2016 godz. 17:00
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze