Reklama


(WYNIKI) Piłkarski weekend: Od 0:2 do 2:2, ale z niedosytem

13/08/2016 13:28

W pewnym momencie drugiej połowy Naroże Juszczyn przegrywało z Huraganem Inwałd 2:0, lecz potrafiło doprowadzić do wyrównania. Ba, w doliczonym czasie gry podopieczni Jakuba Jeziorskiego stworzyli trzy doskonałe okazje do przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść. Wynik nie uległ jednak już zmianie. Na wyjeździe z Cedronem Brody wygrało Tempo Białka. Pierwszego gola zdobył w zamieszaniu podbramkowym Paweł Mentel, a drugiego z najbliższej odległości dołożył Mateusz Balcer. Dwie asysty zanotował Szymon Marek. Niesamowity dreszczowiec w Suchej Beskidzkiej - Babia Góra przegrywała 1:0 i 3:2, a i tak sięgnęła po trzy punkty. Niespodzianka w Wysokiej, gdzie Żuraw Krzeszów zgarnął pełną pulę - gola zdobył Dawid Klimowski po podaniu od Bartłomieja Targosza. Zimny prysznic spotkał Jordana Jordana w Lipnicy Wielkiej - po 17 minutach Babia Góra prowadziła 3:0. Jordan przebudził się zdecydowanie za późno. Wysoka porażka Garbarza w Gromcu.

RELACJE Z MECZÓW W NIEDZIELĘ

V-LIGA:

Przyjechali, zobaczyli, zwyciężyli

Jeden gol przed przerwą, jeden po przerwie - do tego kilka okazji do podwyższenia rezultatu. Tempo Białka, które od kilku sezonów występuje w lidze okręgowej pokazało beniaminkowi tej ligi, jaka jest różnica poziomów między A-klasą i ligą numer pięć. - Graliśmy też sparing przed sezonem i Cedron nie miał przed nami wielu tajemnic. Gospodarze starali się grać długimi podaniami, lewym skrzydłem szarpał Łukasz Kryjak. Nie ustrzegliśmy się jednak też błędów, które skutkowały podwyższeniem ciśnienia - powiedział trener gości, Maciej Melzer.

Reklama

Wynik mógł otworzyć Szymon Marek, lecz w dogodnej pozycji strzelił obok bramki strzeżonej przez grającego trenera Cedronu, Marka Szubę. To co nie udało się Markowi, udało się za to Pawłowi Mentlowi. Po dośrodkowaniu w pole karne Jakuba Korby, Marek sprytnie odegrał futbolówkę do Mentla, który bardzo mocnym strzałem wyprowadził gości na prowadzenie. Potem dwukrotnie nie potrafił pokonać Szubę Jan Woźny - za pierwszym razem strzelił nad poprzeczką, za drugim razem trafił w słupek. 

W końcówce pierwszej połowy debiutant w barwach Tempo - Mateusz Balcer znalazł się w idealnej okazji. - Bramkarz wyczuł jego intencje. Szkoda, że Mateusz nie starał się go ominąć - przyznał Melzer.

Reklama

Balcer dopiął swego w drugiej połowie - na uderzenie z dystansu zdecydował się Bartłomiej Goryl. Szuba wybił piłkę do boku - dopadł do niego Marek i zagrał idealnie do Balcera. Temu nie pozostało nic innego jak skierować futbolówkę do pustej już bramki. 

W końcówce nieco zagotowali się gospodarze, którzy domagali się podyktowania rzutu karnego. Sędzia główny pozostał jednak niewzruszony. - Karny dla Cedronu? Przyznam, że nie wiem, w którym momencie miałby zostać podyktowany. Nie będę jednak dyskutował, bo żadnej takiej okazji nie widziałem - podsumował szkoleniowiec Tempo.

Reklama

- Gospodarzom może i należał się jeden gol, ale wtedy nam trzeba by dopisać też co najmniej jednego (śmiech). Cieszę się, że mimo słabszej gry, udało się nam wygrać. Liczę, że z meczu na mecz będziemy się rozkręcać - dodał Melzer.

Na ostatni kwadrans na murawie zameldował się sprowadzony z Halniaka Maków Podhalański, Dariusz Szymoniak. - Darek jest po kontuzji. Przez piętnaście minut nic mu się nie stało i w środę w meczu pucharowym z Babią Górą powinien zagrać jeszcze dłużej - powiedział Maciej Melzer.

Reklama

Cedron Brody - Tempo Białka 0:2 (0:1)

Gole dla Tempo: Mentel, Balcer.

Składy:

Cedron: Szuba - Dobisz, Wyka, Klimas, Kołodziej, Łężniak, Kryjak, Ziaja (46" Kraus), Paździorko, Zieliński, Filipek (46" Boczkaja). Rezerwowy: Pawłowski.

Skład Tempo: Kłapyta - Lenik, M. Bielarz, Mentel, Woźny (75" Szymoniak), Korba, Pacyga, Marek(65" Murzyn), Gwiazdoń, Goryl (80" J. Bielarz), Balcer. Rezerwowi: Rusin.

Nadwiślanin Gromiec - Garbarz Zembrzyce 4:2 (1:1)

Gole dla Garbarza: Sałapatek, Balogun.

Skład Garbarza: Bruzda - Marek, Burliga (60" Bańdura), Sałapatek, Ł. Puda, Mitka, Talaga, Pęczek, Abubakar (61" Oladoja), Balogun, S. Puda (75" Harańczyk).

Reklama

Z piekła do nieba

Lepiej być nie może - tak pomyślał trener Halniaka Maków Podhalański, Paweł Krzeszowiak i jego podopieczni, gdy w pierwszej! minucie wyjazdowego spotkania z Dębem Paszkówka na listę strzelców wpisał się Piotr Bagnicki. Halniak nie zamierzał zwalniać tempa i stwarzał okazje do podwyższenia rezultatu - w 10. minucie minimalnie głową przestrzelił Bagnicki. Kolejnych okazji nie wykorzystali Wiktor Maziarka i Maciej Pęczek.

Tymczasem w 35. minucie sędzia wyrzucił z boiska Krzysztofa Krauza za faul i Halniak musiał grać w dziesiątkę. 

Reklama

W drugiej połowie Halniak przeszedł na ustawienie 4-4-1, a do obrony został cofnięty Bagnicki. I to właśnie były napastnik Korony Kielce i Cracovii na początku drugiej połowy tak niefortunnie interweniował po dośrodkowaniu z rzutu wolnego w pole karne gości, że wbił piłkę do własnej bramki! 

Ostatnie słowo w tym meczu należało jednak do gości. Na strzał z 30 metrów zdecydował się Jacek Bobek i piłka odbijając się od poprzeczki wpadła do bramki gospodarzy.

- Dąb nie umiał wykorzystać stworzonych sytuacji. Fizycznie moi podopieczni byli o wiele lepiej przygotowani. Przez długi czas graliśmy w osłabieniu, a jednak na ambicji, na walce potrafiliśmy sięgnąć po trzy punkty. To było nerwowe spotkanie, bo mieliśmy wiele okazji, żeby zdobyć więcej goli. Potem czerwona kartka, na początku drugiej połowy samobójcze trafienie... Wracamy do Makowa z trzema punktami i to jest najważniejsze - podsumował Paweł Krzeszowiak.

Reklama

Dąb Paszkówka - Halniak Maków Podhalański 1:2 (0:1)

Gole dla Halniaka: Bagnicki, J. Bobek.

Skład Halniaka: Kobiałlka - Krauz, Gruca, Furman, Sobala, J. Bobek, Pęczek, Maziarka (55" Malina), Łukawski, Sz. Bobek (55" Pająk), Bagnicki. Rezerwowi: Korczak, Bryndza, Piątek, Gruszeczka.

Niwa Nowa Wieś - KS Chełmek 1:0

LKS Jawiszowice - LKS Żarki 2:0

Victoria Zalas - Brzezina Osiek 1:2

Kalwarianka Kalwaria Zebrzydowska - Orzeł Ryczów 0:4

Zagórzanka Zagórze - Górnik Libiąż / pon. 15.08.2016 godz. 17:00

Reklama

A-KLASA WADOWICE:

Żal punktów

  -  Kiedy odrabia się dwubramkową stratę to trzeba chwalić chłopaków za charakter i walkę do końca. Problem w tym, że dla nas ten remis to strata dwóch punktów. Nie mówię, że Huragan to zła drużyna. Na pewno jeszcze urwie punkty niejednemu zespołowi, lecz fizycznie od sześćdziesiątej minuty goście nie mieli nic powiedzenia – podsumował zremisowane 2:2 spotkanie z Huraganem Inwałd trener Naroża Juszczyn, Jakub Jeziorski .

Mecz miał rozpocząć się o godzinie 10. Wszystko to z powodu planów weselnych trzech zawodników Naroża. Jak się jednak okazało, w tym dniu na podobne uroczystości śpieszno było także piłkarzom z Inwałdu. Pierwszy gwizdek sędziego nastąpił jednak kwadrans później niż początkowo planowano – arbiter nakazał większości zawodnikom gospodarzy wymienić getry. 

Reklama

Spotkanie od początku do końca przebiegało pod dyktando gospodarzy. – Przyjechaliśmy po punkt , nie ma co ukrywać . Naroże prezentuje poziom ligi okręgowej i dla nas ten wynik jest dużym sukcesem – nie owijał tymczasem w bawełnę trener gości Jakub Adamus .

Dwóch świetnych okazji nie wykorzystał dla Naroża w pierwszej połowie Karol Pietrzak -  za każdym razem przenosił piłkę nad bramką strzeżoną przez Dominika Pietrzaka. Bramkarz gości świetnie zachował się także po uderzeniu z rzutu wolnego pośredniego z ośmiu metrów autorstwa Rafała Drobnego – wybił piłkę, a dobitka jednego z zawodników Naroża była niecelna.

Reklama

Piłkarze z Inwałdu w pierwszej połowie stworzyli dwie okazje do zdobycia gola – najpierw Wojciech Stuglik uderzył mocno, ale niecelnie w kierunku bramki strzeżonej przez Michała Fidelusa.  Druga sytuacja została już zamieniona na gola – na listę strzelców wpisał się Kamil Chrapkiewicz.

Niebawem po wznowieniu gry w drugiej połowie do wyrównania mógł doprowadzić Rafał Drobny, który po podaniu od Marcina Drobnego przeniósł z kilku metrów piłkę wysoko nad poprzeczką. Za chwilę nastąpiła kolejna konsternacja w szeregach gospodarzy – po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Macieja Dybała wychodzącego do piłki Fidelusa uprzedza Wojciech Stuglik i Huragan obejmuje dwubramkowe prowadzenie! Biernie zachowali się w tej sytuacji defensorzy Naroża, którzy pozwolili Stuglikowi dobiec do tej piłki. – Plan był taki, że w przypadku zdobycia kolejnej bramki mieliśmy wytrzymać dziesięć, piętnaście minut bez straty gola. Wtedy zwycięstwo w Juszczynie byłoby realne – powiedział Adamus.

Pech gości polegał na tym, że już dwie minuty po wznowieniu gry, Naroże zdobyło kontaktowego gola. Świetnie zachował się Marcin Drobny, który przyjął piłkę tyłem, następnie mimo asysty jednego obrońcy gości, a w końcowej fazie akcji nawet trzech, zdołał umieścić piłkę w bramce Huraganu. Dwie minuty później groźnie zrobiło się po przeciwnej stronie boiska – dośrodkowanie z lewej strony Alberta Brusika trafiło wprost na głowę Michała Rymarczyka. Sekundy później piłka mknęła już obok bramki Naroża.

Tymczasem w 70. minucie sędzia podyktował rzut karny za faul na Rafale Drobnym. Jego pewnym egzekutorem był jego brat – Marcin. Od tego momentu na stadionie w Juszczynie trwała już prawdziwa kanonada – na bramkę Pietrzaka sunęły ataki za atakiem, lecz na nieszczęście dla gospodarzy – po żadnym z nich golkiper gości nie musiał wyjmować piłki z siatki. Po dośrodkowaniu Marcina Kuszyka nad poprzeczką główkował Marcin Drobny. Paweł Romaniak będąc już w polu karnym podał do Grzegorza Ferka, lecz ten tylko dziubnął czubkiem buta piłkę, a ta znalazła się w rękach Pietrzaka.

Sędzia doliczył do drugiej połowy aż sześć minut – w ich trakcie Naroże stworzyło trzy wyborne okazje do przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść. Najlepszej z nich nie wykorzystał Romaniak, który z dwóch metrów trafił prosto w Pietrzaka. Wcześniej świetnie dośrodkował z lewej strony Kuszyk. Niebawem świetnej okazji nie wykorzystał Sebastian Kulka. I na zakończenie po akcji trio Romaniak-Marcin Drobny-Rafał Drobny ten ostatni strzela, piłka odbija się jeszcze od zawodnika Huraganu lecz rykoszet był zbyt lekki i Dominik Pietrzak pewnie przytula futbolówkę.

- Nie mogłem wymyślić niczego nowego na ten mecz, bo nie miałem w Juszczynie dwóch podstawowych zawodników-obrońcy i napastnika. Gramy zawsze dwójką z przodu, ale z Narożem musieliśmy zagrać bardziej defensywnie z trzema środkowymi pomocnikami i jednym napastnikiem. Z tego powodu nie mogliśmy grać atakiem pozycyjnym. Nasz bramkarz dobrze wywiązał się ze swoich zadań, ale na ten remis zapracowała cała drużyna  - podsumował mecz trener Huraganu, Ireneusz Adamus.

- Niedosyt… Graliśmy naprawdę dobrze, a zastrzeżenia można mieć tylko do skuteczności. W pierwszej połowie mieliśmy więcej strzelać z dystansu, ale nie przynosiło to spodziewanych efektów. Po przerwie mieliśmy grać więcej skrzydłami i stwarzaliśmy tak okazje. W ostatnich dziesięciu minutach to już był żywioł, lecz mimo to szanse na wygraną pojawiły się. Szkoda tego remisu – powiedział Jakub Jeziorski.

Naroże Juszczyn - Huragan Inwałd 2:2 (0:1)

Gole dla Naroża: M. Drobny (dwa).

Gole dla Huraganu: K. Chrapkiewicz, W. Stuglik

Składy:

Naroże: Fidelus - Gąstała, R. Drobny, Baziński, Kulka, M. Ferek, Pietrzak (60" Krystian Kwaśniewski), Romaniak, G. Ferek (86" Madziała), Kardaś (63" Kuszyk), M. Drobny. Rezerwowi: Kamil Kwaśniewski, Guzik, Traczyk.

Huragan: Pietrzak - M. Stuglik (75" Sikora), Rymarczyk (46" M. Kuropatwiński), Szafran, Brusik, Ł. Chrapkiewicz, K. Chrapkiewicz, Dybał, Sz. Kuropatwiński, W. Stuglik, Krupnik. Rezerwowi: Rusinek, A. Trzaska, Z. Trzaska.

 

Dreszczowiec na Mickiewicza

Od 0:1 i 2:3 do wygranej 4:3 – Babia Góra Sucha Beskidzka dwukrotnie wracała do gry z Orłem Wieprz. Po końcowym gwizdku sędziego radości i na murawie (w szatni też) w wykonaniu piłkarzy i na trybunach wśród kibiców nie było końca. – Może dzięki takim spotkaniom jeszcze więcej ludzi będzie przychodziło na nasze mecze? – zastanawia się trener Babiej Góry Sławomir Bączek.

Przed rozpoczęciem meczu podziękowano ustępującemu prezesowi Wiesławowi Sroce za pełnienie tej funkcji w suskim klubie poprzez wręczenie mu koszulki z numerem 1, z jego imieniem i nazwiskiem i dumnym napisem "Prezes". Potem zaczęły się już emocje stricte piłkarski – a tych nie brakowało do końca. Dla Orła Wieprz była to druga inauguracja sezonu – pierwsza, czyli ubiegłotygodniowy mecz z Dębem Paszkówką, została anulowana (Dąb został przesunięty do okręgówki po tym, jak wycofała się z niej Soła II Oświęcim. Orła czeka tymczasem mecz z przywróconą do A-klasy Burzą Roczyny).

Gospodarze mogli wyjść na prowadzenie w 13. minucie – po podaniu z głębi pola, Dawid Choczyński minął bramkarza gości Szymona Kubicę , lecz nie zdecydował się na natychmiastowy strzał. Niebawem zdążyli wrócić obrońcy Orła i z groźnej sytuacji nic nie wyszło. Trzy minuty później fatalny w skutkach popełnił błąd bramkarz Babiej Góry Artur Kachnic, który zbyt długo zwlekał z wybiciem piłki, aż w końcu został zmuszony do błędu i niejako do wyłożenia jak na tacy piłki Mateuszowi Penkali. Ten z prezentu skrzętnie skorzystał i Orzeł zdobył premierowego w tym sezonie gola.

Chwilę później najładniejszą akcję w tej części gry przeprowadziła Babia Góra – Tomasz Ścieszka zagrał prostopadle na lewym skrzydle do wychodzącego Rafała Magiery, ten dośrodkował w pole karne. Piłkę głową zgrał Michał Stróżak, a nadbiegający Dawid Sumera strzelił w kierunku bramki gości. Kubic był jednak na posterunku. W 24. minucie odpowiedzieli goście – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego nad poprzeczką główkował Paweł Kajfasz. W końcówce pierwszej połowy dwukrotnie w dogodnej okazji znalazł się Choczyński – najpierw przegrał pojedynek sam na sam z Kubicem, a za chwilę po nieporozumieniu w defensywie gości ponownie znalazł się oko w oko z bramkarzem gości. Tym razem futbolówkę przeniósł nad poprzeczką.

- Czasem zdarzają się słabsze dni. Po to mam chłopaków w rezerwie, żeby weszli i pociągnęli drużynę! O to chodzi. Zmienia się dwóch zawodników i można zmienić oblicze całego zespołu – powiedział Bączek.

Druga połowa rozpoczęła się idealnie dla Babiej Góry – Choczyński zdobył kontaktowego gola.  Kubic był w tym momencie bez szans tym bardziej, że wcześniej piłka odbiła się jeszcze od wewnętrznej strony słupka i wpadła do bramki. – Nie można dawać takich prezentów rywalowi. Nasz obrońca zamiast zagrać piłkę po linii, to źle ją przyjął i wybił na aut. Babia Góra szybko wznowiła grę i zrobiło się 2:1 – powiedział trener Orła, Tomasz Gwiżdż.

Orzeł jeszcze nie ochłonął po tym golu, a już mógł być remis. Na strzał z dystansu zdecydował się Sebastian Tłok i Kubic musiał ratować się efektowną robinsonadą wybijając piłkę na rzut rożny. Chwilę później po akcji Magiery, Michała Chrząszcza i Kuby Kociołka, ten ostatni „zatrudnił” Kubica – także i tym razem górą był bramkarz gości. W 60. minucie nawet i on musiał jednak skapitulować – piłka chodziła jak po sznurku między zawodnikami Babiej Góry, aż w końcu na strzał zdecydował się Tłok. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i przeszła linię bramkową!

Trener gości zareagował na taki obrót sprawy dwoma zmianami. W sumie niewiele by one dały, gdyby nie kolejny prezent od bramkarza Babiej Góry, który przepuścił łatwy wydawało się strzał z dystansu Krzysztofa Gawędy. Remis 2:2 mógł i powinien utrzymać się zaledwie minutę – Artur Rzepka zagrał do Chrząszcza, który dośrodkował w pole karne. Tam nieczysto trafił w piłkę Ścieszka wprost pod nogi Przemysława Burligi. Obrońca Babiej Góry przeniósł jednak futbolówkę nad poprzeczką!

Na kwadrans przed końcem błąd w wyprowadzaniu piłki popełnił Michał Talaga, przejął ją Grzegorz Dyrcz i pokonał Kachnica. – Błędy się zdarzają i będą zdarzać, bo taka jest piłka. Z Arturem jeszcze jest tak, że nie miał ostatnio treningu bramkarskiego, bo mam kontuzjowaną rękę. Może to też moja wina? Piłka nożna to też gra błędów. Rywal zdobył wszystkie gole nie po pięknych akcjach, lecz po naszych błędach.  W Babiej Górze jeden walczy za drugiego i stara się naprawiać też i błędy. Nie ma się co załamywać. Taka jest piłka– podsumował w sumie trzy gole, trzy prezenty, jakie suszanie sprawili zawodnikom Orła, w sobotnie popołudnie na stadionie przy ulicy Mickiewicza.

W końcówce piłkarze Babiej Góry dalej konsekwentnie zagrażali bramce Kubica. I opłaciło się. W 81. minucie Magiera podał do Chrząszcza, ten wpadł przy linii końcowej w pole karne, minął jednego z defensorów gości i zagrał płaską piłkę na 6. metr. Dokładnie tam, gdzie nabiegał Ścieszka, który doprowadził do remisu 3:3. A to nie był koniec emocji!

W 85. minucie piłkę meczową miał Orzeł Wieprz – Gawęda z bliskiej odległości jednak przestrzelił. Tymczasem na minutę przed końcem Tłok podał w pole karne do Choczyńskiego. Napastnik Babiej Góry za pierwszym razem nie trafił w piłkę, ale wobec biernego zachowania rywali, dopadł do futbolówki i oddał strzał z ostrego kąta. Jak się okazało, na wagę trzech punktów dla Babiej Góry.

- Pamiętam, gdy byłem jeszcze zawodnikiem, to potrafiliśmy przegrywać do przerwy 2:0, grać w osłabieniu, a w drugiej połowie zdobyć cztery gole i wygrać. Albo przegrywać 3:0 do 70. minuty i zremisować 3:3. Trenerem jestem jednak krócej, bo 5-6 lat, ale tak szalonego meczu sobie nie przypominam – przyznał opiekun Orła Wieprz. – Naszą porażką jest to, że zespół nie żyje do końca meczu – podsumował Tomasz Gwiżdż.

- Wygrać takie spotkanie jest sztuką. Nikt nie mówił, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie. Chwała chłopakom, że się podnieśli. Takie mecze też trzeba umieć wygrywać. Piłka nożna jest fajna, gdy emocje są w jedną i drugą stronę – dodał na zakończenie Sławomir Bączek.

Babia Góra Sucha Beskidzka - Orzeł Wieprz 4:3 (0:1)

Gole dla Babiej Góry: Choczyński (dwa), Ścieszka, Tłok.

Gole dla Orła: Penkała, Gawęda, Dyrcz.

Składy

Babia Góra: Kachnic - Rzepka, Burliga, Talaga, Ścieszka, Stróżak (46" Chrząszcz), Sumera (46" Tłok), Wójtowicz, Kociołek, Magiera, Choczyński (90" Mika). Rezerwowi: Steczek, Żmuda, Bielarz, Dyduch.

Orzeł Wieprz: Kubic - Niedziela, Grzybek, Polak (63" Wróbel), Jałowy (63" Szymański), Kadłubski, Kajfasz, Gawęda, Penkała (76" Rolka), Dyrcz, Walczak. Rezerwowi: Żydek, Najbor, Kozioł, Stokłosa.

 

Szczęście z nimi

- Wynik na pewno jest niespodzianką. Dopisało nam w wielu momentach szczęście, bo przeciwnik trzykrotnie trafiał w słupek, raz w poprzeczkę. Rezultat idzie jednak w świat - powiedział trener Żurawia Krzeszów, Jacek Kudzia po sensacyjnym zwycięstwie Żurawia w Wysokiej 1:0.

Goście nie przyjechali do Wysokiej zagrać w "otwarte karty", bo to mogło skończyć się tragicznie. - Chcieliśmy powtórzyć taktykę z Babią Górą, ale już popełniania takich błędów. Chciałem zobaczyć z boku, jak prezentują się zawodnicy na tle mocnego rywala, stąd usiadłem na ławce rezerwowych. Mamy w składzie 3-4 nowych zawodników i musi upłynąć trochę czasu, zanim się wkomponują - wyjaśnia Kudzia.

W składzie Relaksu w ataku wystąpił Krzysztof Studnicki, który w przeszłości napsuł sporo krwi jeszcze w barwach Sosnowianki Stanisław Dolny, gdy ta grała przeciwko Babiej Górze z Kudzią w składzie. - Uczulałem chłopaków na szybkość tego zawodnika. Studnicki i tak miał okazje do zdobycia gola, lecz nie trafił na nasze szczęście do bramki - mówi Kudzia.

- Relaks dochodził na trzydziesty metr przed naszą bramką, ale potem nie miał wiele pomysłów na przebicie się przez naszą obronę. Czas działał na naszą korzyść, bo gospodarze zaczęli się niecierpliwić. Czekaliśmy na swoją szansę i ta nadeszła w drugiej połowie - dodaje Kudzia.

Żuraw wyprowadził szybką kontrę - Bartłomiej Targosz prostopadłym podaniem uruchomił Dawida Klimowskiego, który podholował jeszcze kilkanaście metrów piłkę i uderzeniem zaskoczył Marcina Brózdę. 

Ostatni kwadrans to klasyczne "walenie głową w mur" w wykonaniu zawodników Relaksu. I okazje do podwyższenia wyniku dla Żurawia. - Przy lepszej skuteczności, mogliśmy zwyciężyć dwa, a nawet trzy do zera. Nasza cierpliwość i konsekwencja i tak zostały jednak wspaniale nagrodzone - dodał Jacek Kudzia.

Relaks Wysoka - Żuraw Krzeszów 0:1 (0:0)

Gol dla Żurawia: Klimowski.

Skład Żurawia: Pająk - Nowak, Zawora, Pilarczyk, Sala, Skrzypek (60" G. Kawończyk), Chorąży (75" Mętel), Klimowski, Łuczak, Targosz, Wajdzik (46" M. Kawończyk). Rezerwowi: Kotlarz, Kudzia.

Dwa gole w dwie minuty!

Jednostronne spotkanie obserwowano tw Grzechynii, gdzie po pierwsze bramki i pierwsze punkty na A klasowych boiskach pojechali piłkarze z Chocznia. Pierwszy cel udało się zrealizować. W pierwszej połowie Olimpia objęła prowadzenie po golu Adama Bodziocha, ale jeszcze przed przerwą straciła dwa gole za sprawą Mateusza Pająka i Piotra Surmiaka. Podopieczni Marka Mirochy zdobyli te dwa gole w 120 sekund!

Po zmianie stron goniący wynik goście nadziewali się na kontrataki. Pierwszy już na początku drugiej połowy - na 3:1 podwyższył Krzysztof Chłapek. Grom ostatecznie pokonał Olimpię 4:1, a dzieła zniszczenia dopełnił Piotr Surmiak.

Grom Grzechynia - Olimpia Chocznia 4:1 (2:1)

Gole dla Gromu: Piotr Surmiak (dwa), Chłapek, Pająk.

Skład Gromu: S. Krupczak - Białończyk, Ceremuga (55" Toczek), Zguda, Paweł Surmiak, Marcin Surmiak (86" Polak), Chłapek (65" Paleczny), Ł. Krupczak (78" Bogacz), Kurdas, Pająk, Piotr Surmiak. Rezerwowi: Mirocha, Dyrcz. 

Lodowaty prysznic

Gdyby mecz Jałowca z Leskowcem Rzyki można było obstawiać u bukmachera, zdecydowanym faworytem byliby gospodarze. To podopieczni Tomasza Sali wygrali w pierwszej kolejce 3:0, z kolei Leskowiec uległ na swoim stadionie, który w ostatnich latach jest przecież jego najmocniejszą stroną, Zniczowi Sułkowice-Bolęcinie 3:1.

Katem Jałowca okazał się 33-letni Marcin Misiek. Zawodnik z numerem 10 na koszulce w barwach Leskowca zdobył wszystkie trzy gole - dwa przed i jednego po przerwie. 

Jałowiec Stryszawa - Leskowiec Rzyki 0:3 (0:2)

Skład Jałowca: Pępek - Harańczyk, Sala, Szklarczyk, Mentel, Biela, Sabliash, B. Iciek, Polak (72" Janik), Stachnik (55" K. Iciek), Kotlarczyk. Rezerwowi: Porębski, Sikora.

Skawa Wadowice - Znicz Sułkowice-Bolęcina 0:1

Halniak Targanice - Sokół Przytkowice 1:1

Burza Roczyny - Astra Spytkowice / niedz. 14.08.2016 godz. 17:00

A-KLASA PODHALAŃSKA:

Kwadrans do zapomnienia

Babia Góra Lipnica Wielka przegrała w pierwszej kolejce aż 10:1. Jordan Jordanów chciał na własnej skórze przekonać się, co się z drużyną z Lipnicy Wielkiej najlepszego "porobiło" i pozwolił gospodarzom od pierwszej minuty sobotniego spotkania prowadzić grę. Efekt? Po kilkunastu minutach gospodarze prowadzili 3:0! Potem mecz się wyrównał, ale w pierwszej połowie ponownie ukłuli gospodarze. Podopieczni Zdzisława Gacka honorowe trafienie zdobyli w końcówce tej części gry - w 38. minucie Łukasza Bandyka zmusił do kapitulacji Mariusz Figura, który wykorzystał zamieszenia w polu karnym.

Po przerwie Jordan prezentował się zdecydowanie lepiej, ale trzy bramkowej przewagi gospodarzy nie udało się mu zniwelować. Przy lepszej dyspozycji strzeleckiej tego dnia, udałoby się! W 70. minucie Tomasz Lach zdobył trzeciego swojego gola w tym spotkaniu i było pozamiatane. Jordanowi udało się wyjść z twarzą z tej potyczki - najpierw w 80. minucie rezerwowy Kamil Kalemba wykorzystał długie, prostopadłe podanie od Marka Hodany i było 5:2. Trzeciego gola dla zespołu z Jordanowa zdobył Mariusz Korbel, który wykorzystał prosty błąd w wyprowadzeniu piłki przez jednego z defensorów Babiej Góry.

Zimny prysznic dla piłkarzy z Jordanowa stał się zatem faktem.

Babia Góra Lipnica Wielka - Jordan Jordanów 5:3 (4:1)

Gole dla Babiej Góry: T. Lach (trzy), Moniak, Wontorczyk.

Gole dla Jordana: Figura, Kalemba, Korbel.

Składy:

Babia Góra: Bandyk (85" Ignaciak) - Węgrzyn (65" Dziadoń), Antosiak, Dyrda, S. Skoczyk, G. Skoczyk, Kudzia, T. Lach, Borowy, Wontorczyk, Moniak (75" Lichosyt). Rezerwowi: Piosek.

Jordana: Rypel - Kołodziejczyk (85" Chorąży), Wójtowicz, Hodana, F. Tyrpa, Kulak, Sroka (46" G. Tyrpa), Samek (66" Kalemba), Bury, Korbel, Figura (55" Kowalcze). Rezerwowi: Gacek.

Czarni Czarny Dunajec - Szarotka Rokiciny Podhalańskie 4:2

Lubań Tylmanowa - Podhale II Nowy Targ 1:4

Granit Czarna Góra - Huragan Waksmund 2:1

Spisz Krempachy - Skałka Rogoźnik 1:1

Przełęcz Łopuszna - Skalni Zaskale 2:4

Zawrat Bukowina Tatrzańska - Wierchy Rabka 2:3

B-KLASA PODHALAŃSKA:

Do przerwy 0:1

... ale w drugiej połowie już 3:0 dla Unii i wygrana 3:1. Podopieczni Franciszka Gacka ostatniego, pieczętującego zwycięstwo gola autorstwa Jarosława Proszka zdobyli na sekundy przed końcem spotkania (sędzia nawet nie wznawiał już gry od środka). W końcowym fragmencie gry, Unia musiała grać w 10-tkę, chociaż miała na ławce trzech zdrowych zawodników. - Za szybko chciałem dać pograć kolejnemu zawodnikowi. Moja wina. Taką sytuację trudno było jednak przewidzieć - powiedział Gacek.

Właśnie moment, kiedy Unia musiała grać w 10-tkę, był najbardziej emocjonujący w całym spotkaniu. Grel Trute zwietrzył szansę na doprowadzenie do remisu - jeden z zawodników gości trafił piłką w słupek, za chwilę minimalnie niecelnie główkował kolejny. Unia nastawiła się na kontry mając z przodu niezwykle szybkiego Pawła Cieżaka. I to właśnie on mógł już wcześniej zapewnić gospodarzom podwyższenie prowadzenia. Po jego strzale głową piłka przełamała rękawice bramkarza gości Marcina Truty, lecz golkiper Grelu w porę naprawił swój błąd. 

Chwilę później świetnie z lewej strony w pole karne gości wpadł Cieżak, podał do Proszka, lecz ten nieczysto trafił w piłkę i Truty nie musiał nawet się wysilać. W ostatnich sekundach meczu Truty wybronił strzał Cieżaka do boku, lecz piłkę przejął Proszek, ładnie zwiódł jednego z obrońców i popisał się niezwykle precyzyjnym i mocnym strzałem.

- Mówi się, że szczęście sprzyja lepszym. Do przerwy przegrywaliśmy 1:0, chociaż goście tylko dwukrotnie nam zagrozili. Raz trafili w poprzeczkę, za drugim po wznowieniu piłki z autu zawodnik Grelu przepchał naszego obrońcę i pokonał Stanleya (Stanisława Rypel - przyp. red.). W tej części gry zupełnie nam nie szło, wszystko chcieliśmy grać górą. Niepotrzebnie, bo goście byli dobrze zbudowani fizycznie i wszystkie takie pojedynki wygrywali - mówi Franciszek Gacek.

Druga połowa nie mogła rozpocząć się lepiej dla Unii. Najpierw na listę strzelców wpisał się wypożyczony ze Świtu Osielec Artur Babik (- Na treningach pokazuje niesamowitą szybkość i ciąg na bramkę - dodaje Gacek), a chwilę później po prostopadłym podaniu od Krystiana Panka, Cieżak.

Dużym wzmocnieniem Unii w tym sezonie powinien być powrót do gry Marcina Żeglenia i Dawida Żura. - To nasi byli zawodnicy, którzy z różnych względów nie grali w Unii od dłuższego czasu. Bardzo na nich liczymy - powiedział Franciszek Gacek.

- Pierwsze spotkania zawsze są nerwowe, do tego Grel nie jest typowym beniaminkiem. Nie grają na hurra do przodu, lecz szanują piłkę i rozgrywają. Wiedzą, na czym ta gra polega. Tym bardziej cieszymy się, że z taki dobrze fizycznie zbudowanym rywalem, jak Grel Trute, udało się nam wygrać - podsumował Gacek.

Unia Naprawa - Grel Trute 3:1 (0:1)

Gole dla Unii: Babik, Cieżak, Proszek.

Skład Unii: Rypel - Sutor, Molus, Mirek, Nowak, Gacek (70" Żur), Panek (80" Wójciak), Masłowski (46" Żegleń), Proszek, Święchowicz (46" Babik), Cieżak. Rezerwowi: Wyka, Trojak, Mlekodaj.

Lepienica Klikuszowa - Korona Piekielnik 0:2

Wiatr Ludźmierz - Delta Pieniążkowice 1:1

Podgórki Krauszów - Janosik Sieniawa 3:0

Skawianin Skawa - Grom Morawczyna / niedz. 14.08.2016 godz. 17:30

Luboń Skomielna Biała - KS Chabówka / pon. 15.08.2016 godz. 17:00

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama