Reklama


(WYNIKI) Piłkarski weekend: Halniak odpalił po przerwie

12/11/2016 18:15

Do przerwy pachniało sensacją na stadionie w Makowie Podhalańskim, gdzie Halniak przegrywał 2:1 z Victorią Zalas. Po przerwie gospodarze pokazali jednak lwi pazur i zaaplikowali rywalowi aż sześc goli! W wyrównanym meczu w Zembrzycach padł zasłużony remis 2:2. Niespodziewanej porażki w Żarkach doznało Tempo Białka.

 

 

V-LIGA:

Petarda w drugiej połowie

Nerwowość, niedokładność - te dwa przymioty charakteryzowały Halniaka Maków Podhalański w spotkaniu z Victorią Zalas w pierwszej połowie. Ochy i achy były za to w drugiej części.

Na szczęście warunki atmosferyczne nie przeszkodziły w rozegraniu tego meczu. - Było mokro, bardzo grząsko i wiadomo, że w takim otoczeniu nie można kombinować. Źle weszliśmy w mecz, po raz kolejny możemy mieć do siebie pretensje o pierwszą połowę. Mocniejsza rozmowa w szatni pomogła. Byliśmy skoncentrowani, szybko zdobyliśmy gole i zasłużenie wygraliśmy - powiedział trener Halniaka Maków Podhalański, Paweł Krzeszowiak.

Reklama

Halniak przystąpił do spotkania po dwóch porażkach z rzędu i chciał godnie pożegnać się ze swoimi kibicami przed przerwą zimową. Zagrał na siódemkę, a mógł co najmniej na ósemkę, bo w drugiej połowie rzutu karnego nie wykorzystał Michał Gruca.

Świetne zawody rozegrał Bartosz Musiał, który zanotował dwie asysty, sam dołożył do tego dwa trafienia i to po faulu na nim sędzia podyktował w drugiej połowie jedenastkę.

Na początku Halniaka spotkał jednak zimny prysznic - w dziesiątej minucie goście wyszli na prowadzenie. Wyrównał dwie minuty później Musiał, który wykorzystał dośrodkowanie ze skrzydła i pokonał golkipera gości. Na przerwę z prowadzeniem schodziła Victoria, która w końcówce pierwszej odsłonu wykorzystała nieporozumienie w defensywie gospodarzy.

Reklama

Pięć minut zajęło Halniakowi w drugiej połowie wyjście prowadzenie! Już w 46. minucie po dośrodkowaniu Musiała ładnym strzałem głową popisał się Piotr Bagnicki i był remis. Trzy minuty później wprowadzony od początku drugiej połowy Wojciech Pająk wykorzystał zamieszanie przed polem karnym gości i celnym uderzeniem w długi róg zapewnił Halniakowi prowadzenie 3:2.

Taki niespodziewany obrót sprawy mógłby zawrócić w głowach każdemu rywalowi, nawet wyżej notowanemu niż Victoria. W 55. minucie karnego nie wykorzystał jeszcze Gruca.

Reklama

Kolejne dwa trafienia, w krótkim odstępie czasu, bo w przeciągu czterech minut, zanotowali Musiał i Jacek Bobek. W 71. minucie ten pierwszy popisał się skutecznym strzałem w krótki róg bramki Victorii. Z kolei wychowanek Halniaka zachował się najsprytniej w polu karnym po uderzeniu z rzutu wolnego Pawła Kozieła - bramkarz Victorii nie utrzymał piłki w rękach, a z dobitką zdążył właśnie Bobek.

Na dziesięć minut przed zakończeniem spotkania kolejnym golem zdobytym po strzale głową w protokole meczowym zapisał się Bagnicki. Gości dobił w doliczonym czasie gry Łukasz Zajda - po ładnej akcji z lewej strony wprowadzony zaledwie pięć minut wcześniej Zajda popisał się celnym plasowanym strzałem. Sędzia po tym golu zakończył spotkanie.

Reklama

- Po dwóch porażkach zakończenie rundy zwycięstwem staje się o wiele milsze. Zdobyliśmy dwadzieścia trzy punkty, co moim zdaniem, jest dobrym prognostykiem na przyszłość - podsumował trener Halniaka Maków Podhalański.

Halniak Maków Podhalański - Victoria Zalas 7:2 (1:2)

Gole dla Halniaka: Bagnicki, Musiał (obaj po dwa trafienia), Pająk, J. Bobek, Zajda.

Skład Halniaka: Korczak - Gruca, Krauz, Kaczmarczyk, Sobala (75" Maziarka), Pęczek, Musiał (85" Zajda), Kozieł, Bach (46" Pająk), Bobek, Bagnicki (80" Łukawski).

Reklama

Sąsiedzi na remis

Konsternacja nastąpiła na stadionie w Zembrzycach, gdy w 30. minucie bezpośrednio dośrodkowaniem z rzutu rożnego Bartłomieja Bruzdę pokonał Żmuda. Piłkarze z Nowej Wsi nie cieszyli się długo z prowadzenia - po błędzie obrońcy piłka trafiła pod nogi Sławomira Pudy (goście reklamowali pozycję spaloną kapitana Garbarza), a ten popisał się celnym strzałem w dług róg. Puda jeszcze przed przerwą wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem Niwy i zapewnił Garbarzowi prowadzenie 2:1.

Reklama

Ta część spotkania mogła przynieść jeszcze co najmniej dwa gole. W poprzeczkę bramki Garbarza trafił Michał Sordyl, a po stronie Garbarza do pustej bramki!!! nie potrafił skierować po dośrodkowaniu ze skrzydła Oladoja Marcelo.

Po przerwie Marcelo mógł się zrehabilitować, lecz tym razem drogę do bramki piłki po jego strzale zastopował bramkarz Niwy. Po przeciwnej stronie ładną paradą po mocnym strzale popisał się Bruzda.

Ostatecznie Garbarz i Niwa, czyli sąsiedzi z tabeli (szósty Garbrz, siódma Niwa), podzieli się punktami. Niefortunnie piłka odbiła się od Bartłomieja Sałapatka, przejął ją zawodnik Niwy i doprowadził do remisu 2:2.

Reklama

Garbarz Zembrzyce - Niwa Nowa Wieś  2:2 (2:1)

Gole dla Garbarza: S. Puda (dwa)

Skład Garbarza: Bruzda - Ł. Puda, Sałapatek, Marek, Abubakar Sani, Talaga (75" Harańczyk), Mitka (65" Gajewski), Burliga, Oladoja Marcelo (86" Kania), S. Puda, Pęczek.

LKS Żarki -  Tempo Białka 4:2 (2:2)

Gole dla Tempo: Szymoniak (dwa).

Skład Tempo: Kłapyta - Bielarz, M. Marek, Sala, Raczek, Balcer (75" Sz. Marek), Pacyga, Korba, Drobny (65" Woźny), Ficek (75" Goryl), Szymoniak.

Cedron Brody - Zagórzanka Zagórze 3:2 

Reklama

Brzezina Osiek - LKS Jawiszowice 1:0 

Kalwarianka Kalwaria Zebrzydowska - Dąb Paszkówka 1:5

KS Chełmek - Orzeł Ryczów 3:3

Nadwiślanin Gromiec - Górnik Libiąż 3:0

A-KLASA WADOWICE:

 

Komplet był blisko

- Zawsze wychodzę z założenia, że jeżeli są jakieś ustalenia, to trzeba je respektować - tak na pytanie, czy spotkanie Naroża Juszczyn z Orłem Wieprz powinno dojść do skutku odpowiedział trener gospodarzy  Jakub Jeziorski. Data 13. listopada była zatem umówiona, więc gramy!

 

Po sześćdziesięciu minutach, po których to piłkarze Juszczyna prowadzili 2:0 i mieli kolejne okazje do podwyższenia rezultatu wydawało się, że nic groźnego nie może ich spotkać w niedzielne popołudnie. A jednak.

Reklama

 

Gospodarze prowadzenie mogli objąć błyskawicznie, bo już w pierwszej minucie. Marcin Kuszyk nie zdecydował się jednak na zakończenie akcji strzałem, lecz próbował jeszcze podawać do Pawła Romaniaka. Piłka zatrzymała się jednak w błocie/śniegu.

 

- Przytrzymywać piłkę, ale bez zabawy, bez rozgrywania lecz gra długą piłką na Pawła Romaniaka i Marcina Drobnego. Tak mieliśmy grać w pierwszej połowie, a założenia na drugą połowę się nie zmieniły. Przyszła jednak feralna sześćdziesiąt minuta... - mówi Jeziorski.

Reklama

 

Naroże wyszło na prowadzenie po golu Romaniaka w minucie piątej. Na 2:0 podwyższył dziesięć minut później również Romaniak – po rzucie rożnym… Orła, były zawodnik Jordana wyłuskał piłkę na szesnastym metrze i pognał w kierunku bramki gości. Po drodze wymienił jeszcze podanie z Marcinem Drobnym i wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem gości.

 

Pierwsza połowa i kwadrans drugiej nie zapowiadał nieszczęścia Naroża. Tak nieszczęścia, bo strata punktów w spotkaniu z Orłem Wieprz na swoim stadionie nie jest powodem do dumy dla mistrza półmetka sezonu, a takim jest drużyna z Juszczyna.

 

Właśnie pierwsze piętnaście minut drugiej połowy zaważyło o losach spotkania. – Gdybyśmy zdobyli trzeciego gola, to goście raczej by nas nie dogonili – żałował Jeziorski.

 

Najpierw po podaniu od Karola Pietrzaka mocnym dośrodkowaniem w pole karne Orła popisał się Kuszyk. Szymon Kubic sparował piłkę na trzeci metr, ale tam nie było żadnego z zawodników Naroża, żeby ten prezent wykorzystać. W kolejnej akcji bramce Kubicy zagroził ponownie Kuszyk, lecz bez spodziewanego efektu. I wreszcie świetną interwencją popisał się bramkarz gości po próbie przelobowania go przez Pietrzaka. – Tylko golkiper Orła wie, dlaczego w tej sytuacji nie było gola – pochwalił zawodnika gości Jeziorski.

 

Tymczasem nadeszła 60 minuta i strata w środku pola Krystiana Kwaśniewskiego. Orzeł przeprowadził błyskawiczną kontrę zakończoną dośrodkowaniem w pole karne i celnym uderzeniem Adriana Niedzieli. Piłka jeszcze odbiła się od słupka i wpadła do bramki Naroża.

 

Kontaktowy gol podziałał mobilizująco na gości i spowodował „zamieszanie” w szeregach zawodników z Juszczyna. – Orzeł uwierzył w siebie i nas przycisnął. Przez kwadrans nie mogliśmy sobie z tym poradzić – mówi Jeziorski.

 

W tym czasie ponownie na listę strzelców wpisał się Niedziela i w Juszczynie był remis 2:2. Goście mieli świetną okazję do podwyższenia rezultatu, lecz znakomicie między słupkami bramki gospodarzy spisał się Michał Fidelus.

 

Mecz zaostrzył się w ostatnich minutach, czego efektem było osiem żółtych  (5:3 dla Orła) i jedna czerwona (1:0 dla Orła) kartka. Naroże w tym fragmencie było bliższe zdobycia zwycięskiego gola – dwukrotnie jednak zawodników z Wieprza uchronił od porażki Kubic.

Naroże Juszczyn - Orzeł Wieprz 2:2 (2:0)

Gole dla Naroża: Romaniak (dwa).

Skład Naroża: Fidelus - R. Drobny, Gąstała, Kwaśniewski (66" Baziński), Kulka, M. Ferek, Pietrzak, Ceremuga (46" G. Ferek), Kuszyk, Romaniak (88" Kardaś), M. Drobny.

W śniegu lepszy Relaks

Dwoma porażkami z rzędu zakończyła rundę jesienną drużyna MKS Babia Góra  Sucha Beskidzka. W piątek suszanie musieli uznać wyższość Naroża Juszczyn, a w niedzielę przegrali z Relaksem Wysoka 2:0.

- Sądziłem, że mecz się nie odbędzie. Nie my jednak o tym decydujemy. Warunki do gry były trudne, ale oczywiście takie same dla obu drużyn - powiedział trener Babiej Góry, Sławomir Bączek.

O wiele lepiej radzili sobie w nich zawodnicy z Wysokiej. Co prawda w pierwszym kwadransie piłkarze obu drużyn bardziej badali boisko i miejsca, gdzie mogą swobodnie biec z piłką lub bez i nie narazić się na przymusowy upadek, ale szybciej na boisku zaaklimatyzowali się zawodnicy gości. Efektem były dwa rzuty rożne, rzut wolny, lecz zagrożenia dla bramki Artura Kachnica w zasadzie nie było.

Pierwsza godna odnotowania akcja Babiej Góry miała miejsce dopiero w 23. minucie - Kamil Dyduch zagrał na wolne pole do Michała Bałosa, a ten będąc w polu karnym gości ni to strzelił, ni to dośrodkował. Zagrożenia pod bramką Marcina Brózdy nie stwierdzono.

Dwie minuty później goście objęli prowadzenie - rzut wolny wykonał Wiktor Serwin. Piłkę chciał złapać Kachnic, lecz ta wyślizgnęła mu się z rąk i wpadła do bramki.

Po pół godzinie gry Relaks mógł mieć dwie bramki na koncie - po ładnym dośrodkowaniu w pole karne Babiej Góry nie sięgnął piłki Kamil Mazurek.

Chwilę później bliski doprowadzenia do wyrównania był Artur Rzepka - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przez Kubę Kociołka, obrońca Babiej Góry strzelał głową, a zmierzającą do bramki futbolówkę wybił jeden z obrońców Relaksu. 

Refleksem na trudnej nawierzchni stadionu przy ulicy Mickiewicza popisał się w 38. minucie Rafał Magiera. W sytuacji jeden na jednego z Mazurkiem zaryzykował wślizg i... ryzyko się opłaciło. Gdyby nie ta interwencja, napastnik Relaksu znalazłby się sam na sam z Kachnicem.

Momentami zwrotnymi w tym meczu były dwie sytuacje z 40. minuty - najpierw piłkarze Babiej Góry sygnalizowali faul w polu karnym na Piotrze Pacydze, potem sędzia podyktował jedenastkę ale dla Relaksu po nieprzepisowym zagraniu Magiery. Nie minęło kilkadziesiąt sekund, a Serwin zdobył drugiego w tym spotkaniu gola, a boisko musiał opuścić Magiera za dwie żółte kartki (pierwszą dostał za faul, po którym Relaks objął prowadzenie, a drugą za słowo - zadowolony, pod adresem arbitra).

Mimo przeciwności losu, Babia Góra dążyła do zdobycia kontaktowego gola. Trener postanowił zostawić w obronie trzech zawodników, bo w sumie co za różnica przegrać 2:0 czy 5:0? Tam i tam jest zero punktów. W 50. minucie Dyduch podał do Kamila Bielarza, który co prawda postraszył zawodników gości, lecz celnego strzału w tej sytuacji nie było.

Jeszcze trzykrotnie kotłowało się w tej części gry w szesnastce gości - z czego dwukrotnie zawodnicy Babiej Góry sygnalizowali karny (ręka, faul). Po jednej z akcji omal nie doszło do bijatyki, gdy leżący zawodnik gospodarzy został kopnięty (nie mocno, coś na zasadzie cudownej nogi Kamila Glika - kto nie wie, to sobie znajdzie w internecie), lecz obyło się bez kolejnych wykluczeń. No może poza kierownikiem drużyny Babiej Góry, który został odesłany na trybuny za mocniejsze słowa skierowane pod adresem rozjemcy tego meczu.

Relaks oczywiście wychodził z kontrami - dwukrotnie sytuacji sam na sam z Kachnicem nie wykorzystał Mazurek.

- Straciliśmy dwa gole po indywidualnych błędach. Goście grali dokładniej, w naszej postawie było zbyt dużo chaosu i strat. Cieszę się, że runda się już kończy, bo widoczne jest u chłopaków zmęczenie. Patrząc na tabelę, to po drugiej części sezonu okaże się, czy lepiej być goniącym czy uciekającym - powiedział Bączek.

Relaks Wysoka odhaczył zatem kolejnego reprezentanta z powiatu suskiego. Wcześniej wygrał z Narożem Juszczyn, Gromem Grzechynia i Jałowcem Stryszawa, a w niedzielne wczesne popołudnie do tego grona dołączyła Babia Góra. Ciekawostką jest to, że w Wysokiej w tym sezonie wygrał... Żuraw Krzeszów!

Babia Góra Sucha Beskidzka - Relaks Wysoka  0:2 (0:2)

Gole dla Relaksu: Serwin (dwa).

Czerwona kartka: Magiera (Babia Góra).

Składy:

Babia Góra: Kachnic - Rzepka, Magiera, Burliga, Ścieszka, Wójtowicz, Kociołek, Bałos (75" Szarlej), Pacyga, Bielarz (70" Chrząszcz), Dyduch.

Relaks: Brózda - Kalinowski, P. Gaudyn, Sarapata, Sumera (82" Kawiak), Wiecheć, Michorczyk, M. Gaudyn (60" Studnicki), Kubas (86" Rzepka), Serwin, Mazurek.

Jałowiec Stryszawa - Sokół Przytkowice 1:0 (1:0)

Gol dla Jałowca: Stachnik.

Skład Jałowca: Pępek - K. Iciek, Harańczyk, Kotlarczyk, Biela, Polak (73" Sala), Mentel, Okrzesik, Stachnik, Sabliash (46" Porębski), B. Iciek (78" Janik).

Nerwówka jak to w Grzechyni bywa

Warunki atmosferyczne we wszystkich spotkaniach w niedzielę powodowały jedno - styl trzeba było odłożyć na bok i szukać jak najprostszego, i skutecznego sposobu, na przedostanie się w okolice pola karnego rywala. Nie inaczej było podczas spotkania Gromu Grzechynia z Huraganem Inwałd.

Mimo przenikliwego zimna i śniegu na boisku, mecz w Grzechyni mógł się podobać. Żadna z drużyn ani myślała o zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki w myśl zasady "atak za atak".

Wynik otworzył Bartłomiej Kudzia, który w 16. minucie pognał lewą stroną i z 20-25 metrów oddał strzał z lewej nogi w długi róg bramki gości. Trafił idealnie! Goście odpowiedzieli 12 minut później, kiedy to efektownym szczupakiem z 11 metrów popisał się Dariusz Chowaniec.

Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie, chociaż okazje ku temu oczywiście były. Dobrze między słupkami Gromu spisywał się jednak Adam Pająk.

Druga połowa rozpoczęła się od efektownej robinsonady Sebastiana Krupczaka w bramce Gromu po uderzeniu Chowańca. Tak, w przerwie spotkania doszło do zmiany między słupkami w drużynie gospodarzy, bo takie były przedmeczowe ustalenia.

Po 17 minutach gry po przerwie na murawie zameldował się w drużynie Gromu Grzegorz Ceremuga. I nie trzeba było długo czekać, jak zaczął prezentować swoje firmowe zagranie - dalekie wznowienia piłki z autu, po których piłka ląduje w szesnastce przeciwnika. Za pierwszym razem... piłka wyślizgnęła się mu z rąk. Za drugim futbolówka trafiła już w pole karne Huraganu. Bramkarz gości próbował złapać piłkę, lecz ta wyleciała mu z rąk. Tylko na taką okazję czyhał Tomasz Czubin, który wyprowadził Grom na prowadzenie 2:1.

Huragan bardo szybko odpowiedział - po zbyt płaskim wybiciu futbolówki przez jednego z obrońców Gromu, goście z Inwałdu przeprowadzili szybką kontrę zakończoną wykorzystaniem sytuacji sam na sam z Krupczakiem.

Na prowadzenie gości mógł wyprowadzić Chowaniec, który niebawem strzelił obok słupka Gromu. Przed nim był w tym momencie tylko Sebastian Krupczak.

Trzy minuty później (69. minuta) Grom po raz trzeci, i ostatni, wyszedł na prowadzenie. Po faulu na Czubinie sędzia podyktował rzut wolny z 17-18 metrów. Świetnie przymierzył Kudzia trafiając w samo okienko.

Goście jeszcze bardziej zdecydowanie zaczęli atakować gospodarzy. Ci z kolei nastawili się na kontry. Na nieszczęście dla zawodników z Grzechyni bardzo szybko, bo już w 76. minucie z powodu kontuzji musiał zejść lider ofensywy, zdobywca dwóch goli Kudzia.

Poprzeczka uratował Grom od utraty kolejnego gola w 80. minucie. Pięć minut później czerwoną kartkę w konsekwencji dwóch żółtych otrzymał stoper Gromu Krystian Białończyk. O nerwowości, jaka w tym momencie zapanowała w szeregach gospodarzy najlepiej świadczy fakt, że do szatni chciał zejść trener Gromu Marek Mirocha byle tylko nie widzieć na żywo, jak jego podopieczni rozpaczliwie się bronią, a Huragan raz za razem posyła piłkę w pole karne gospodarzy. Obrona Częstochowy w wykonaniu beniaminka z Grzechynii okazała się jednak skuteczna.

19 pkt po rundzie jesiennej - chyba najwięksi optymiści w szeregach Gromu nie przewidzieli takiego dorobku po pierwszej części sezonu w A-klasie.

Grom Grzechynia - Huragan Inwałd 3:2 (1:1)

Gole dla Gromu: Kudzia (dwa), Czubin.

Czerwona kartka: Białończyk (Grom).

Skład Gromu: A. Pająk (46" S. Krupczak) - Białończyk, Paweł Surmiak, Zguda, Marcin Surmiak, Ł. Krupczak, M. Pająk, Dyrcz, Kudzia(76" Bogacz), Toczek(62" Ceremuga), Czubin.

Potrzebny reset

Na początek miła niespodzianka - na boisku w Roczynach w niedzielne popołudnie więcej było zielonej trawy niż śniegu. - Murawa była lepsza od tej na naszym stadionie w meczu z Gromem Grzechynia - powiedział grający trener Żurawia Jacek Kudzia.

Potem całkiem niezły początek, kiedy to w pierwszych dziesięciu minutach Paweł Wajdzik i Łukasz Wala nie wykorzystali dwóch sytuacji sam na sam z Patrykiem Sordylem.

Niebawem mecz się wyrównał i trudno było wskazać zespół, który może pierwszy objąć prowadzenie. Padło na Burzę, bo piłkarze gospodarzy potrafili wykorzystać prezent od jednego z przeciwników (niedokładne wybicie wprost pod nogi zawodnika Burzy) i wyjść na prowadzenie. Była to 41. minuta i trafienie autorstwa Marcina Janosika.

Druga połowa zaczęła się pechowo dla Żurawia, bo z powodu kontuzji boisko musiał niemal natychmiast po wznowieniu gry opuścić Michał Zawora. Sama w sobie też była bardzo pechowa. Gol na 2:0 jeszcze po akcji, ale na 3:0 po rykoszecie, na 4:0 po rzucie karnym. - Paradoksem jest to, że mogliśmy wygrać 6:4, bo po przerwie mieliśmy pięć sytuacji sam na sam! - nie dowierzał Kudzia. - Trzeba to powiedzieć wprost, że brakuje nam umiejętności. Popełniamy proste błędy w sytuacjach, gdy nie odczuwamy presję ze strony rywala. Musimy zrobić natychmiastowy reset i liczyć na lepszą wiosnę - dodał trener Żurawia.

Burza Roczyny -  Żuraw Krzeszów  4:0 (1:0)

Skład Żurawia: Kotlarz - Zawora (46" Baca), Kudzia, G. Kawończyk, Skrzypek, Pilarczyk, M. Kawończyk, Wajdzik, Targosz, Wala (60" Korczak), Wójcik.

Znicz Sułkowice-Bolęcina - Olimpia Chocznia 5:1

Leskowiec Rzyki - Skawa Wadowice 3:0

Halniak Targanice - Astra Spytkowice 2:3

B-KLASA:

Jubilat Izdebnik -  Watra Zawoja / ODWOŁANY!

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama