Na kwadrans przed zakończeniem spotkania Skawy Wadowice z Babią Górą Sucha Beskidzka skutecznie rzut karny wykonał Tomasz Ścieszka i suszanie zdobyli, jak się kilkanaście minut później okazało, gola na wagę trzech punktów. Bez goli było w Białce w spotkaniu Tempo z Brzeziną Osiek. I bez przysłowiowych setek w tym starciu również. Garbarz Zembrzyce nie sprostał liderowi z Ryczowa.
V-LIGA:
Nie da się wygrać? To zremisuj, proste
Z nieprzyjemnym rywalem, ale też i kontuzjami, kartkami i innymi okolicznościami przyrody musieli zmierzyć się w sobotnie popołudnie zawodnicy Tempo Białka. Po wygranej w derbowym spotkaniu z Halniakiem Maków Podhalański przyszedł niespodziewany mimo wszystko bezbramkowy remis z Brzeziną Osiek.
Za kartki pauzował Mariusz Bielarz, obowiązki szkolne wykluczyły z gry Łukasza Raczka, do tego z urazem grał Jan Woźny (i wytrzymał do 75. minuty), a po pół godzinie gry z boiska powinien zejść też z powodu kontuzji Tomasz Murzyn (dotrwał do przerwy na placu gry). - Mieliśmy swoje problemy przed i w trakcie spotkania. Kiedy nie można meczu wygrać, to trzeba zremisować. Podział punktów uważam za zasłużone, sprawiedliwe rozstrzygnięcie - powiedział trener Tempo Białka Maciej Melzer.
Zadaniem numer jeden dla defensorów gospodarzy było zatrzymanie Tomasza Dubieli. Grający z numerem siedem na koszulce zawodnik Brzeziny był jednym z wyróżniających się na boisku. I sporo krwi napsuł gospodarzom w dniu dzisiejszym. - Bardzo dużo potrafi dać drużynie w ofensywie, potrafi wyjść na pozycję i zgubić obrońców - komplementuje zawodnika rywali Melzer.
Właśnie Dubiel w pierwszej połowie oddał bardzo mocny strzał z ostrego kąta - bramkarz Tempo Piotr Kłapyta wybrał w tym momencie zabezpieczenie dalszego słupka, a piłka tymczasem zmierzała w ten bliższy. Na szczęście dla gospodarzy trafiła w boczną siatkę.
Po drugiej stronie w niemal identycznej okazji pomylił się Dariusz Szymoniak - identyczna była odległość i kąt oddanie strzału, ale samo uderzenie, było już płaskie, przy słupku.
W drugiej połowie do uderzenia z półobrotu złożył się Szymoniak, lecz trafił w boczną siatkę. Niezłej okazji nie wykorzystał Jakub Korba - pomocnik Tempo zdecydował się na uderzenie z dwudziestu metrów, piłka jeszcze skozłowała przed bramkarzem Brzeziny, a ten nie namyślając się długo, wybił ją na rzut rożny. Losy spotkania mógł odmienić rezerwowy w dniu dzisiejszym w barwach Tempo Mateusz Balcer - po akcji prawą stroną nie zdecydował się jednak na zakończenie jej strzałem, a miał ku temu czas i sposobność.
Tempo Białka - Brzezina Osiek 0:0
Skład Tempo: Kłapyta - Sala, Mentel, M. Marek, Woźny (75" Rusin), Drobny, Pacyga, Korba, Murzyn (46" Balcer), Szymoniak, Goryl.
Optymizm szybko zgasł
Kiedy w 5. minucie na prowadzenie w spotkaniu Orzeł Ryczów - Garbarz Zembrzyce wyszli zawodnicy gości (trafienie kapitana Sławomira Pudy) to wydawało się, że sensacja, czyli pierwsza strata punktów przez Orła w tym sezonie na własnym stadionie, jest jak najbardziej realna.
Radość z prowadzenia bardzo szybko zgasła w zawodnikach Garbarza. Dwie minuty później gospodarze już wyrównali - na listę strzelców wpisał się piłkarski obieżyświat (Wanda Kraków, Bronowianka Kraków, Lotnik Kryspinów, Orzeł Piaski Wielkie, Sosnowianka Stanisław) czyli Rafał Lisowski. Inna sprawa, że jak sami gospodarze potem przyznali, gol został zdobyty z pozycji spalonej...
Drugi gol dla Orła to gapiostwo zawodników Garbarza, którzy nie wybili futbolówki z własnego pola karnego. A tak, to dopadł do niej Lisowski i zrobiło się 2:1.
Zwycięstwo Orła przypieczętował strzałem z dystansu Klemens Drobniak.I na koniec taka ciekawostka - w 50. minucie na murawie pojawił się w barwach gospodarzy 48-letni, były zawodnik Wisły Kraków i reprezentacji Polski Ryszard Czerwiec.
Orzeł Ryczów - Garbarz Zembrzyce 3:1 (2:1)
Gol dla Garbarza: S. Puda.
Skład Garbarza: Bruzda - Abubakar, Marek, Sałapatek, Ł. Puda, Burliga, Mitka (63" Kania), Marcelo, Pęczek, Talaga, S. Puda.
Nie dojechali
Po dwudziestu minutach wszystko było jasne w spotkaniu LKS Jawiszowice z Halniakiem Maków Podhalański. Gospodarze prowadzili... 5:0! - Nie weszliśmy w ogóle w mecz, byliśmy wystraszeni... Jawiszowice to najlepsza drużyna, z jak ą w tym sezonie graliśmy, ale różnica między nami i nimi nie wynosi aż sześć goli. Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu dramatyczna - powiedział trener Halniaka Maków Podhalański Paweł Krzeszowiak.
Od początku drugiej połowy w składzie Halniaka zaszły dwie zmiany co, plus rozmowa w szatni, dały o wiele lepszy obraz Halniaka w drugiej połowie. - Z drugiej strony gospodarze prowadzili 5:0 i nie musieli forsować tempa. I wbili nam jeszcze jednego gola. O tym meczu lepiej zapomnieć - dodał Krzeszowiak.
LKS Jawiszowice - Halniak Maków Podhalański 6:0 (5:0)
Skład Halniaka: Kobiałka - Krauz, Gruca, Kaczmarczyk, Pęczek, Sobala, Sz. Bobek (46" Paj ąk), Furman (68" Maziarka), Łukawski (46" Musiał), J. Bobek, Bagnicki.
Górniki Libiąż - Cedron Brody 0:3
Victoria Zalas - Kalwarianka Kalwaria Zebrzydowska 0:0
Niwa Nowa Wieś - Nadwiślanin Gromiec 1:4
Dąb Paszkówka - KS Chełmek 1:1
Zagórzanka Zagórze - LKS Żarki -:-
A-KLASA WADOWICE:
Odfajkowane zwycięstwo
Przyjechali, zobaczyli, zwyciężyli... Piłkarze Babiej Góry odnoszą drugie z rzędu zwycięstwo na wyjeździe i przynajmniej na kilkanaście godzin wracają na pozycję lidera tabeli wadowickiej A-klasy. Do formy najlepszej drużyny, lidera daleko im jednak było w sobotnie popołudnie na boisku w Wadowicach.
O pierwszej połowie spotkania Skawy z Babią Górą najlepiej napisać, że się odbyła. Niedokładność, nerwowość w grze, proste błędy, niecelne podania - tymi słowami można śmiało opisać poczynania obu zespołów. Lepiej w tym chaosie czuli się gospodarze - w 9. minucie po dośrodkowaniu w pole karne Babiej Góry do strzału głową doszedł Szymon Żuk , lecz przeniósł piłkę nad poprzeczką. Sześć minut później po fatalnym błędzie Tomasza Ścieszki piłkę przejął Żuk i zdecydował się na strzał (niecelny) z 17. metrów.
- Co wy to gracie?! – nie dowierzał zza linii bocznej boiska trener Babiej Góry Sławomir Bączek .
Pewnie gdyby mógł w tym momencie wprowadzić wszystkich rezerwowych, to by to uczynił. Babia Góra grała po prostu słabo, a gospodarze, którzy przed tym meczem byli na przedostatnim miejscu w tabeli też udowadniali, że nieprzypadkowo znajdują się tam, gdzie się znajdują… Pierwszą akcję godną uwagi suszanie przeprowadzili w 18. minucie – Piotr Pacyga przerzucił piłkę na prawą stronę do Michała Chrząszcza , a ten dośrodkował w pole karne Skawy. Kilka sekund później piłka znalazła się ponownie pod nogami Pacygi, a ten oddał strzał – bardzo niecelny.
W 20. minucie z dystansu przymierzył Kamil Bucki – nad poprzeczką, dziesięć minut później ponownie szczęścia próbował Żuk – z takim samym skutkiem, jak wcześniej.
Nadzieję dla kibiców Babiej Góry, że coś w jej grze wreszcie drgnie, wlały w ich serca dwie sytuacje z 30 i 31 minuty. Ścieszka podał do Kamila Dyducha , ten zgrał piłkę głową do Dawida Choczyńskiego . Napastnik Babiej Góry mógł znaleźć się oko w oko z Michałem Pietrzakiem , ale odskoczyła mu piłka i to by było tyle, jeżeli chodzi o zagrożenie pod bramką Skawy. Po chwili ponownie piłkę dograł Ścieszka – tym razem Choczyński ją wycofał na 18. metr, a tam Dyduch z pierwszej piłki oddał mocny, ale jednak niecelny strzał.
W 41. minucie ładnie w pole karne wpadł z prawej strony wpadł Żuk i wycofał do Szymona Szydłowskiego . Pomocnik Skawy nie trafia jednak w bramkę.
Pierwszą połowę kończy jedyny celny strzał w tej części gry Babiej Góry… Dyduch zagrywa do Pacygi, ten bierze na zamach jednego z zawodników Skawy i oddaje strzał. Przynajmniej celny, ale niezbyt groźny, bo Pietrzak żadnego problemu z interwencją nie miał.
Co się działo w przerwie w szatni Babiej Góry, można sobie tylko wyobrazić… W sumie lepiej sobie tylko pozostawić to w sferze domysłów. Faktem jest, że po przerwie suszanie zagrali nieco lepiej – zdobyli gola na wagę zwycięstwa i stworzyli trzy świetne okazje do podwyższenia rezultatu. Ale po kolei.
Ta część gry rozpoczęła się do sprytnego uderzenia jednego z zawodników Skawy, który zauważył, że za daleko od bramki wyszedł Artur Kachnic . Na szczęście dla suszan, przeniósł piłkę nad poprzeczką.
W 48. minucie odpowiedziała Babia Góra – po akcji na jeden kontakt (wreszcie!) Sebastiana Tłoka i Ścieszki, ten drugi znalazł się w dogodnej sytuacji do oddania strzału. Trafił jednak w będ ącego akurat na linii strzału … swojego kolegę z zespołu Michała Wójtowicza .
Stuprocentowej okazji nie wykorzystał w 65. minucie Choczyński – górą w pojedynku jeden na jednego z bramkarzem Skawy był golkiper gospodarzy. Dziesięć minut później na kolejną solową akcję zdecydował się Choczyński – minął dwóch obrońców Skawy, a zatrzymał go, nieprzepisowo, ten trzeci. Rzut karny pewnie wykonał Ścieszka – piłka w prawym dolnym rogu, bramkarz w przeciwnym.
Sześć minut później mogło być po meczu – Ścieszka wycofuje do Choczyńskiego, ten uderza z kilku metrów, ale świetną interwencją popisuje się Pietrzak.
Skoro nie kwapiła się z podwyższeniem rezultatu Babia Góra, to Skawa ruszyła do ataku. W przeciągu dwóch minut po dośrodkowaniach z rzutu rożnego zrobiło się gorąco na przedpolu bramki Kachnica. Raz świetnie nad poprzeczką przerzucił piłkę bramkarz Babiej Góry, za drugim razem niecelnie z półobrotu strzelał Szydłowski.
W 90. minucie Babia Góra wyprowadziła klasyczną kontrę. Tłok wpadł w pole karne gospodarzy, mógł zrobić wszystko – strzelać, próbować iść jeszcze jeden na jednego z obrońcą Skawy i może sprowokować kolejnego karnego, lecz zdecydował się na najgorsze z możliwych rozwiązań. Podał nie w tempo do kolegi z drużyny…
Sytuacja ta mogła się zemścić na suszanach. Sędzia doliczył trzy minuty do regulaminowego czasu gry. W ostatniej akcji spotkania Skawa wykonywała rzut wolny. W piątce Babiej Góry doszło do sporego zamieszania, lecz żaden z zawodników Skawy nie zdołał skierować do siatki gości.
Babia Góra wraca zatem na fotel lidera. Nie ważne na ile, bo w niedzielę grają Naroże Juszczyn i Huragan Inwałd. Dla suskiej drużyny ważniejsze jest to, jak będzie wyglądała ligowa tabela po następnym weekendzie – w piątek do Suchej Beskidzkiej na zaległy ligowy mecz przyjedzie wspomniane Naroże, w niedzielę na stadion przy ulicy Mickiewicza zawita Relaks Wysoka.
Skawa Wadowice - Babia Góra Sucha Beskidzka 0:1 (0:0)
Gol dla Babiej Góry: Ścieszka (k.).
Skład Babiej Góry: Kachnic - Rzepka (46" Tłok), Burliga, Magiera, Ścieszka, Sumera (46" Wójtowicz), Dyduch, Kociołek (75" Szarlej), Chrząszcz, Pacyga, Choczyńki (88" Żmuda).
Dopóki starczyło sił
Kiedy w 10. minucie po trafieniach Marcina Drobnego i Pawła Romaniaka, Naroże Juszczyn wyszło na dwubramkowe prowadzenie w spotkaniu z Żurawiem Krzeszów to mogło się wydawać, że w Krzeszowie będziemy świadkami brutalnego pogromu gospodarzy. Ostatecznie i tak mecz zakończył się wysokim, pewnym i zasłużonym zwycięstwem Naroża 6:1, ale do przerwy beniaminek A-klasy trochę krwi jednak napsuł drużynie z Juszczyna.
W 15. minucie Żuraw zdobył kontaktowego gola - rzut karny wykorzystał Józef Łuczak. - Prezentowaliśmy się do przerwy całkiem nieźle na tyle, na ile nas stać - powiedział trener Żurawia Jacek Kudzia. Jeszcze przed przerwą do wyrównania mógł doprowadzić Paweł Wajdzik, lecz przegrał pojedynek jeden na jednego z bramkarzem Naroża Michałem Fidelusem.
- Dopóki Żuraw miał siły, prezentował się bardzo ambitnie - przyznał szkoleniowiec Naroża Juszczyn, Jakub Jeziorski.
Ta ambicja gospodarzy zakończyła się wraz z golem na 3:1 autorstwa Marcina Drobnego. - Naroże strzelało nam gole, dzięki umiejętnościom poszczególnych zawodników. Wystarczyło zostawić trochę miejsca na 18-20 metrze zawodnikom gości, a ci trafiali do naszej bramki - dodał Kudzia.
Ostatecznie po przerwie Marcin Drobny wpisał się aż trzykrotnie na listę strzelców, a jednego gola dołożył Gabriel Traczyk. - Boisko było naprawdę ciężkie, ale mimo to udało się nam przeprowadzić wiele zespołowych, składnych akcji - podsumował Jeziorski.
Żuraw Krzeszów - Naroże Juszczyn 1:6 (1:2)
Gol dla Żurawia: Łuczak (k.).
Gole dla Naroża: M. Drobny(cztery), Romaniak, Traczyk.
Składy:
Żuraw: Kotlarz - Pilarczyk, Zawora, Nowak, Kudzia, Łuczak, Wójcik, Targosz, Kawończyk, Wala (70" Barzycki), Wajdzik.
Naroże: Fidelus - R. Drobny, G ąstała, Baziński, Kulka, M. Ferek, Pietrzak, G. Ferek (75" Kwaśniewski), Kuszyk (65" Kardaś), Romaniak (83" Traczyk), M. Drobny (80" Uczniak).
Najważniejsza pierwsza połowa
Gol dla Astry na wagę wygranej, niewykorzystane okazje Gromu do wyrównania - wszystko to, co zaważyło na losach spotkania Astra Spytkowice-Grom Grzechynia wydarzyło się w pierwszej odsłonie. Gospodarze wyszli na prowadzenie po świetnym strzale z dystansu - piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki gości. Piłkarze ze Spytkowic w tej części gry zmarnowali jedn ą sytuację stuprocentow ą do podwyższenia wyniku. Po płaskim zagraniu z prawej strony wysoko nad poprzeczk ą przeniósł piłkę jeden z piłkarzy Astry.
Grom nie stwarzał nie wiadomo ile okazji, ale był równorzędnym partnerem do gry - raz został zablokowany Tomasz Czubin, który zdecydował się na strzał z ostrego kąta. W kolejnej akcji po wrzutce Rafała Toczka do strzału głow ą doszedł Daniel Bogacz. Wynik pozostał jednak bez zmian.
Po przerwie gospodarze oddali inicjatywę gościom i ograniczali się do kontr. Po jednej z nich dobr ą interwencj ą popisał się powracaj ący do bramki Gromu po urazie Sebastian Krupczak. Piłkarze Gromu starali się przedostawać w okolice pole karnego Astry, ale żadnej klarownej okazji do zmiany rezultatu nie stworzyli.
Astra Spytkowice - Grom Grzechynia 1:0 (1:0)
Skład Gromu: S. Krupczak - Białończyk, Paweł Surmiak, Kurdas, Marcin Surmiak, M. Pająk, Ł. Krupczak, Kudzia, Toczek, Bogacz, Czubin.
Huragan Inwałd - Jałowiec Stryszawa 0:0
Skład Jałowca: Janik - Biela, Harańczyk, Sala, Iciek, Mentel, Okrzesik (85" Gawron), Kotlarczyk, Polak, Sabliash, Stachnik.
Orzeł Wieprz - Halniak Targanice 1:1
Sokół Przytkowice - Znicz Sułkowice Bolęcina 1:2
Relaks Wysoka - Burza Roczyny 6:0
Olimpia Chocznia - Leskowiec Rzyki 4:1
A-KLASA PODHALAŃSKA:
Porażka wkalkulowana
Spotkanie Podhala II Nowy Targ z Jordanem Jordanem przeszło do historii piłki podhalańskiej. Po raz pierwszy na poziomie A-klasy rozegrano w całości mecz przy sztucznym oświetleniu. Z tego powodu Jordan musiał wcześniej podpisać specjalne oświadczenie, że w przypadku porażki nie będzie się odwoływał, że została ona poniesiona ze względu na grę w takich warunkach. Inna sprawa, że data i godzina rozpoczęcia spotkania zostały zmienione na prośbę zespołu z Jordanowa (pierwotnie mecz miał się odbyć w niedzielę 6. listopada - przyp. red.).
Stuprocentowym faworytem tego spotkania byli gospodarze. Odkąd kilka tygodni temu nastąpiła zmiana na ławce trenerskiej rezerw Podhala, założono w Nowym Targu awans do okręgówki za wszelką cenę. Oznacza ona m.in. grę w A-klasie zawodników z szerokiego składu III-ligowego Podhala. W starciu z Jordanem wystąpiło takich zawodników ośmiu, którzy trenują pięć razy w tygodniu. - Różnica była, bo musiała być, zauważalna. Ci zawodnicy trenują pięć razy w tygodniu! W wyszkoleniu czy umiejętnościach takiej przepaści nie było, ale w zgraniu, szybkości przeprowadzanych akcji już tak - mówi trener Jordana Zdzisław Gacek.
Początek spotkania Podhale II Nowy Targ z Jordanem Jordanem był całkiem niezły dla drużyny gości. W 2. minucie świetnej okazji nie wykorzystał Mariusz Figura, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem Podhala Kaisem Al-ani trafił prosto w niego. Osiem minut później fantastycznym strzałem z trzydziestu metrów popisał się Gaweł Tyrpa i Jordan objął prowadzenie. Radość nie trwała w obozie Jordana długo - dwie minuty później do wyrównania doprowadził Rafał Gadzina. I potem poszło....
- W przerwie powiedziałem chłopakom, że w innych meczach straty w środku pola nie muszą od razu oznaczać stratę bramki. Z Podhalem tak jednak było. Legia też traciła gole w Madrycie po stratach w środku pola i szybkich kontrach Realu - mówi Gacek.
Do przerwy Podhale zdobyło jeszcze dwa gole. Najpierw po stracie w środku pola i szybkiej akcji, a potem po niefortunnej interwencji Adama Pioska, który sparował piłkę na słupek, a ta znalazła się chwilę później pod nogami kolejnego z zawodników gospodarzy.
Po przerwie "tylko jedna" strata przez zawodników z Jordanowa zakończyła się golem dla Podhala. I ustaliła wynik na 4:1. W tej części gry Jordan mógł się odgryźć - niezłych okazji nie wykorzystali Kamil Kalemba i Gaweł Tyrpa.
- Nie ma się co oszukiwać, że porażka z rezerwami Podhala nie była przez nas wkalkulowana w wyniki. Bardziej bolą straty punktów w innych spotkaniach - dodał Zdzisław Gacek.
Podhale II Nowy Targ - Jordan Jordanów 4:1 (3:1)
Gol dla Jordana: G. Tyrpa.
Skład Jordana: Piosek - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, Kulak (53" Paś), Kowalcze, Samek, G. Tyrpa, Bury, Kalemba, Figura (70" Chorąży).
Lubań Tylmanowa - Zawrat Bukowina Tatrzańska 0:2
Czarni Czarny Dunajec - Wierchy Rabka 3:3
Granit Czarna Góra - Szarotka Rokiciny Podhalańskie 1:2
Spisz Krempachy - Huragan Waksmund 2:4
Przełęcz Łopuszna - Skałka Rogoźnik/Stare Bystre 7:0
Babia Góra Lipnica Wielka - Skalni Zaskale 5:1
B-KLASA WADOWICE:
Lachy Lachowice - Strzelec Budzów / Ze względu na zalane boisko sędziowie zdecydowali o przełożeniu meczu
KS Leńcze - Błyskawica Marcówka 2:3 (1:1)
Gole dla Błyskawicy: K. Rak (dwa), Nosal.
Skład Błyskawicy: Brańka - Kaczmarczyk, Klimasara, Wróbel, Pilch, Stasik (84" Kasprzycki), Jacek Pindel, Paczka, Jakub Pindel, Nosal (70" Urbański), Rak.
Mniej błędów = wygrana!
Strzelić pięć goli w warunkach, w jakich rozgrywany był mecz Watry Zawoja z Dębem Sidizna, było sztuką. Dąb wywozi cenne trzy punkty i pozostaje jedyną bez porażki w lidze drużyną.
- Kiedy przyjechaliśmy do Zawoi, to od razu gospodarz obiektu starał się mnie zniechęcić do przeprowadzenia meczu. Sprawdziłem murawę i nie była zła. Tyle z mojej strony, a wiadomo, że o wszystkim zadecydował sędzia główny - mówi Mariusz Zawiła, sędzia Dębu. - Owszem, z każdą minutą spotkania stawało się coraz cięższe, ale musiało (śmiech) - dodał.
Mecz rozpoczął się dla Dębu niemal fantastycznie. Niemal, bo z trzech stuprocentowych okazji do zdobycia goli, goście wykorzystali dwie. Najpierw po faulu na Grzegorzu Krupie sędzia podyktował pierwszego w to niedzielne popołudnie karnego. Bramkarz Watry Mateusz Staszak wygrał jednak ten pojedynek z Grzegorzem Motorem. Kilka minut później w polu karnym padł Marek Szczurek i druga jedenastka stała się faktem. Tym razem do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł Mariusz Lipa i pokonał Staszaka. To była 16. minuta spotkania. 120 sekund później oko w oko ze Staszakiem znalazł się Jacek Malada, który przerzucił piłkę nad bramkarzem Watry. Efekt to dwubramkowe prowadzenie Dębu.
Kontaktowego gola dla Watry zdobył po pół godzinie gry Piotr Basiura. Nie popisali się w tej sytuacji obrońcy gości, którzy nie doskoczyli do składającego się już do uderzenia zawodnika gospodarzy.
Osiem minut później był już remis - sędzia podyktował kolejny rzut karny, tym razem dla Watry. Strzał Bartłomieja Listwana obronił Sebastian Motor, lecz przy dobitce Sławomira Hutniczaka był już bez szans.
Do przerwy zatem sporo emocji, trzy rzuty karne (a mogło być ich jeszcze dwa więcej na korzyść drużyny z Sidziny) i nie rozstrzygnięty wynik.
Gola na piątego w tym sezonie dla Dębu (a trzeciego na wyjeździe) zdobył w drugiej połowie Lipa. Tomasz Jaromin ładnie przyjął piłkę i wyłożył piłkę Lipie, który strzałem z szesnastu metrów po raz drugi wpisał się w tym meczu na listę strzelców.
W samej końcówce Watra mocniej przycisnęła, a Dąb skupił się na zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki. I przetrwał.
- Kiedy w takim twardym, męskim spotkaniu tracisz dwa gole po indywidualnych błędach, to trudno jest nawet zremisować. Z przebiegu spotkania podział punktów byłby bardziej zasłużony - podsumował trener Watry Łukasz Stopka.
Watra Zawoja - D ąb Sidzina 2:3 (2:2)
Gole dla Watry: Basiura, Hutniczak.
Gole dla Dębu: Lipa (dwa), Malada.
Składy:
Watra: Staszak - Stopka, Bach, Trybała, Zguda (70" Brytan), Wróblewski, Ficek, Listwan (70" Dyrcz), Antosiak, Basiura, Hutniczak.
D ąb: S. Motor - J. Kostka, K. Kostka, Pelcel, Krupa, Jaromin, G. Motor, Ł. Kolaniak, Szczurek (83" A. Kolaniak), Malada (70" Staszczak), Lipa (88" G. Kolaniak).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze