Reklama


(WYNIKI) Piłkarski weekend: Emocje w Makowie, Strzelec zgodnie z planem

29/10/2016 14:16

W szlagierze tego weekendu do przerwy, i w całym meczu też, gorą Tempo Białka. Bartłomiej Goryl i Dariusz Szymoniak po stronie Tempo oraz Jacek Bobek po stronie Halniaka trafiali do przerwy do bramki. Tempo mogło prowadzić wyżej, ale nie wykorzystało rzutu karnego. Zgodnie z planem wygrał Strzelec Budzów pokonując Tarnawiankę Tarnawę 3:0. I otrzymał także prezent od Huraganu Skawica - ten podzielił się punktami z dotychczasowym liderem tabeli Stanisławanką Stanisław remisując 2:2. Remis także w spotkaniu Błyskawicy Marcówki z Jubilatem Izdebnik - dwukrotnie gospodarze skutecznie gonili wynik.

V-LIGA:

Zaspali i przegrali

Pierwszą porażkę poniósł Halniak Maków Podhalański w derbowym starciu z Tempo Białka jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Chodzi o udział, w zasadzie o jego brak, w meczu Krzysztofa Krauza. - Rozgrzewał się z nami i do końca wierzyliśmy, że wystąpi. Podjęliśmy jednak decyzję, że nie będziemy ryzykować - powiedział trener Halniaka, Paweł Krzeszowiak.

Z związku z tym parę stoperów stworzyli w drużynie gospodarzy Paweł Kaczmarczyk oraz Michał Gruca. - Nie mam do nich pretensji. Nie popisaliśmy się jako całość drużyny w defensywie przy bramkach dla Tempo. Goście nie wykorzystali jeszcze rzutu karnego - dodał trener Halniaka.

Reklama

Tymczasem po stronie Tempo Białka o wiele większy optymizm, jeżeli chodzi o wyjściową jedenastkę - do składu wrócili nieoglądany od dwóch spotkań lider środkowej formacji Jakub Korba oraz Paweł Mentel.

- Pierwsze dwadzieścia minut, które przespaliśmy, zadecydowało o końcowym wyniku - powiedział Paweł Krzeszowiak.

W tym fragmencie gry został ustanowiony także końcowy rezultat.  Wynik otworzył w 10. minucie Bartłomiej Goryl, który wykorzystał podanie od Dariusza Szymoniaka. Dwie minuty później podanie z głębi pola od Pawła Kozieła trafiło do Jacka Bobka, ten ładnie opanował piłkę i zdecydował się na strzał z 20 metrów. Celny i skuteczny jak się okazało! Mamy remis 1:1.

Reklama

Mijaj ą kolejne sekundy, a przed szansą na podwyższenie rezultatu stają zawodnicy z Białki - pp zagraniu piłki ręką sędzia dyktuje rzut karny dla Tempo. Jakub Korczak broni jednak jedenastkę wykonywaną przez Goryla. - Sądziłem, że to może być moment przełomowy, który sprawi, że dostaniemy wiatr w żagle - dodał Krzeszowiak. Nie był.

Na 2:1 po zgraniu piłki przez Goryla podwyższa Szymoniak. Od tego momentu mecz już bardziej wyhamował - oczywiście okazje do zmiany rezultatu były z obu stron, ale już nie tak klarowne jak w pierwszych fragmentach spotkania.

Reklama

- Pozbieraliśmy się w drugiej połowie. Tempo, co jest zupełnie zrozumiałe, cofnęło się i czekało na kontry. Musieliśmy się otworzyć, bo nie mieliśmy już nic do stracenia - powiedział Krzeszowiak.

Okazję do wyrównania miał Piotr Bagnicki, lecz piłka po jego strzale głową minęła bramkę gości. Po zamieszaniu w polu karnym futbolówka ostatecznie wylądowała w rękawicach Kłapyty.

Nadzieję na korzystny rezultat mógł tymczasem gospodarzom wybić z głowy Goryl. Nie wykorzystał jednak dwóch dośrodkowań. - Za bardzo chciał - usprawiedliwiał swojego podopiecznego Maciej Melzer. Z dystansu z rzutu wolnego przymierzył Mentel, lecz jego próba, choć mocna, okazała się niecelna. 

Reklama

- W tym meczu było wszystko: kontry, gra atakiem pozycyjnym. Kibice na pewno nie byli rozczarowani. Oczywiście zawiedzeni byli fani Halniaka, że nie udało się wygrać. Cieszy mnie to, że wielu młodych chłopaków, moich podopiecznych: Dorian Łukawski, Michał Malina, Maciej Pęczek czy Jacek Bobek gra w seniorach. Także to, że na trybunach było wielu kibiców. Na pewno Halniak Maków Podhalański jeszcze niejednej urwie punkty - powiedział Maciej Melzer.

- Chcieliśmy, staraliśmy się i nie można żadnemu z chłopaków odmówić ambicji. Tempo ma stabilniejszy skład, ci chłopcy grają ze sobą w większości od dawna. Nasza drużyna dopiero niedawno powstała. Powtórzę się, ale o wyniku dzisiejszych derbów zadecydowała nasza gorsza postawa w początkowym fragmencie gry - przyznał Paweł Krzeszowiak.

Reklama

Halniak Maków Podhalański  -  Tempo Białka 1:2 (1:2)

Gol dla Halniaka: J. Bobek.

Gole dla Tempo: Goryl, Szymoniak.

Składy:

Halniak: Korczak - Gruca, Kaczmarczyk, Musiał, Pęczek, Sobala (72" Tkachenko), Kozieł, Łukawski (55" Paj ąk), Malina (68" Furman), Bagnicki, J. Bobek.

Tempo: Kłapyta - M. Marek, Bielarz, Mentel, Woźny, Balcer (75" Drobny), Pacyga, Korba (85" Ficek), Raczek, Goryl, Szymoniak.

Wygrana kontuzjami okupiona

W 119. minucie gola na wagę zwycięstwa 2:1 dla Garbarza Zembrzyce  z jedną z najsłabszych ligowych drużyn, czyli Dębem Paszkówka, zdobył Jakub Talaga. Młody pomocnik Garbarza był bohaterem drużyny do spółki z kapitanem Garbarza Sławomirem Pudą - obaj trafili raz do bramki, obaj zanotowali asysty.

Reklama

Emocji w tym meczu nie powinno być zbyt wiele - Garbarz w pierwszej połowie stworzył masę okazji do objęcia prowadzenia, lecz ich nie wykorzystał. Przy strzałach Pudy, Ismali Baloguna oraz Pawła Marka albo refleksem wykazywał się bramkarz Paszkówki (częściej), albo piłka nie trafiała w światło bramki (rzadziej). Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy sytuacji sam na sam nie wykorzystał Grzegorz Bańdura.

Druga połowa zaczęła się dla gospodarzy lepiej - w 52. minucie podanie od Talagi na gola zamienił Puda. Goście doprowadzili do wyrównania po strzale z dystansu - nie popisał się w tej sytuacji bramkarz Garbarza Bartłomiej Bruzda.

Reklama

Futbol odszedł w tym spotkaniu w pewnym momencie na bok, kiedy to fatalnej kontuzji głowy, dokładniej szczęki, po starciu z zawodnikiem z Paszkówki doznał Bańdura. Na około dwadzieścia minut mecz został przerwany, gdyż oczekiwano na karetkę. Bańdura nie był jedynym zawodnikiem, który w to sobotnie popołudnie trafił do szpitala. Znalazł się tam inny kontuzjowany zawodnik Garbarza - Balogun.

Garbarz Zembrzyce - Dąb Paszkówka  2:1 (0:0)

Gole dla Garbarza: S. Puda, Talaga.

Skład Garbarza: Bruzda - Abubakar Sani, Sałapatek, Oladoja Marcelo, Marek, Talaga, Bańdura (60" Harańczyk), Mitka (80" Kania), S. Puda, Gajewski, Ismalia Balogun (30" Pęczek).

Reklama

Nadwiślanin Gromiec - Orzeł Ryczów 1:1

Brzezina Osiek - Zagórzanka Zagórze 2:1

Niwa Nowa Wieś - Górnik Libiąż 5:0

UKS KS Chełmek - Victoria Zalas 6:1

Kalwarianka Kalwaria Zebrzydowska - LKS Jawiszowice 0:6

LKS Żarki - Cedron Brody 1:5

A-KLASA WADOWICKA:

Naroże Juszczyn - Relaks Wysoka  0:1

Jałowiec Stryszawa - Astra Spytkowice 0:4 (0:1)

Do przerwy spokój, po przerwie pogrom!

Po pierwszej połowie lepsze wrażenie sprawiała drużyna Gromu Grzechynia. Ale nie takie, żeby wygrać mecz różnicą aż pięciu goli! A jednak.

Reklama

Do przerwy był zatem remis 1:1 - sędzia dwukrotnie wskazywał na rzut karny w szesnastce Gromu i Orła po zagraniach piłki ręką. Po stronie Gromu jedenastkę w 4. minucie wykorzystał Bartłomiej Kudzia.

W drugiej połowie gospodarze w przeciągu zaledwie siedemnastu minut zdobyli pięć goli i przypieczętowali najwyższe w tym sezonie zwycięstwo! Zaczął Rafał Toczek, który wykorzystał zamieszanie w polu karnym Orła. Na 3:1 podwyższył rezerwowy Rafał Dyrcz, a asystę przy tym golu zanotował bramkarz Gromu Adam Pająk.

Reklama

Kolejne trafienie dla podopiecznych Marka Mirochy było ponownie dziełem Toczka (asysta Pawła Surmiaka. Rafał Toczek wpisał się na listę strzelców w tym meczu golem na 5:1 wykorzystując podanie od Kudzi i celnie trafiając po ziemi do bramki gości.

Wielkie strzelanie w Grzechyni zakończył Bartłomiej Kudzia - napastnik Gromu przymierzył z rzutu wolnego, piłka odbiła się od jednego z zawodników stojących w murze i kompletnie zaskoczyła bramkarza przyjezdnych.

Grom Grzechynia - Orzeł Wieprz 6:1 (1:1)

Gole dla Gromu: Toczek (trzy), Kudzia (dwa), Dyrcz.

Skład Gromu: A. Pająk - Białończyk, Paweł Surmiak, Kurdas (70" Bogacz), Zguda, Marcin Surmiak, Kudzia, Mateusz Pająk, Ł. Krupczak, Czubin (46" Dyrcz), Toczek.

Trzy punkty zdobyte w doliczonym czasie gry

Największym wygranym tego weekendu w A-klasie wadowickiej jest Babia Góra Sucha Beskidzka. W sobotę przegrał Leskowiec Rzyki, a w niedzielę niespodziewanych porażek doznał Jałowiec Stryszawa i Naroże Juszczyn. - Mieliśmy tym razem szczęście, a inni niekoniecznie (śmiech). W czołówce wszystko wyjaśni się na wiosnę, teraz jest zbyt duże spłaszczenie tabeli, a do tego pozostały już tylko trzy mecze do końca zmagań w tym roku - powiedział trener Babiej Góry, Sławomir Bączek.

Od trzech spotkań Babia Góra nie potrafiła przywieźć kompletu punktów z boiska przeciwnika. Burza Roczyny, czyli jedna z najsłabszych ligowych drużyn z bardzo słabymi statystykami zwłaszcza na własnym terenie (jeden remis, pięć porażek!) wydawała się do przełamania niemocy idealna. Babia Góra ostatecznie wygrała 2:1, ale gola na wagę trzech punktów zdobyła dopiero w 93. minucie!!!

Suszanie wyszli na prowadzenie za sprawą Michała Wójtowicza, który otrzymał dobre, prostopadłe zagranie od Łukasza Miki i nie zmarnował okazji sam na sam z bramkarzem gospodarzy. - Graliśmy fajnie w pierwszej połowie, lecz w pewnym momencie w nasze szeregi wkradł się minimalizm. Sądziliśmy, że grając na stojąco spokojnie wygramy - powiedział Bączek.

Po przerwie goście zaprezentowali szeroki wachlarz... niewykorzystanych sytuacji! Do meczowego protokołu po stronie trafień mogli spokojnie wpisać się: Dawid Choczyński (dwukrotnie), Dawid Sumera, Mika, Piotr Pacyga czy Sebastian Tłok.

Tymczasem po błędzie w wyprowadzeniu piłki z własnej połowy przez Tomasza Ścieszkę, gospodarze doprowadzili do wyrównania. Była to końcówka spotkania.

Babia Góra w doliczonym czasie gry zdobyła jednak gola na wagę trzech punktów. Tłok podał do Choczyńskiego, a ten nie zmarnował okazji sam na sam z bramkarzem Burzy. 

- W całym meczu stworzyliśmy kupę sytuacji! Więcej spokoju i już do przerwy losy meczu powinny być rozstrzygnięte o wiele wcześniej - powiedział Bączek.

Burza Roczyny -  Babia Góra Sucha Beskidzka 1:2 (0:1)

Gol dla Babiej Góry: Wójtowicz, Choczyński.

Skład Babiej Góry: Kachnic - Rzepka, Talaga (55" Bielarz), Burliga, Ścieszka, Sumera (60" Choczyński), Kociołek, Wójtowicz (77" Pacyga), Chrząszcz, Mika (80" Tłok), Dyduch.

Nie zapunktowali, a mogli i powinni

W spotkaniu awizowanym jako mecz o sześć punktów, trzy oczka dla Halniaka Targanice. - Do 75 minuty wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów. Boisko było trudne, a sam mecz mało widowiskowy - powiedział trener Żurawia Krzeszów Jacek Kudzia, który tym razem wystąpił na środku obrony w miejsce Michała Zawory.

Goście przyjechali do Targanic w bardzo mocno okrojonym składzie. - Kontuzje, wyjazdy, obowiązki w pracy... Wszystko to sprawiło, że nie mogłem skorzystać z usług sześciu zawodników. Kadrowo prezentowaliśmy się fatalnie, było nas zaledwie trzynastu - dodał Kudzia. Na ostatnie dwadzieścia minut wpuścił do ataku nominalnego bramkarza Przemysława Barzyckiego.

Halniak zdobył gola na wagę pierwszej w tym sezonie wygranej na własnym stadionie (a drugiej w ogóle) wykorzystując niefrasobliwość w obronie Żurawia - najpierw strzał z dystansu do boku sparował Tomasz Kotlarz, a do odbitej piłki szybciej od obrońcy gości dotarł jeden z piłkarzy Targanic. I nie zmarnował tej okazji.

Żuraw mógł i powinien doprowadzić do wyrównania - Łukasz Wala minął rozpaczliwie interweniującego bramkarza i mając przed sobą pustą bramkę i próbującego zastopować akcję obrońcę Halniaka trafił... właśnie w tego obrońcę.

- Mimo takich braków kadrowych, przeprowadziliśmy kilka akcji w ofensywie. Najlepszą miał Łukasz Wala, ale bliscy powodzenia byli również Bartłomiej Targosz, Michał Kawończyk i Paweł Wajdzik. Szkoda, że w spotkaniach, w których powinniśmy punktować, tego nie robimy - dodał Jacek Kudzia.

Halniak Targanice -  Żuraw Krzeszów  1:0 (0:0)

Skład Żurawia: Kotlarz - Pilarczyk, Skrzypek, Kudzia, Nowak, Łuczak, Wajdzik, Kawończyk, Targosz, Wajdzik, Wala (70" Barzycki).

Leskowiec Rzyki - Sokół Przytkowice 1:2

Znicz Sułkowice Bolęcina - Huragan Inwałd 1:2

Olimpia Chocznia - Skawa Wadowice 1:0

A-KLASA PODHALAŃSKA:

Idealny początek, idealne zakończenie

Jordan Jordanów to tego rodzaju drużyna, która potrafi stworzyć sześć świetnych okazji do zdobycia gola i nie wykorzystać żadnej. Niedzielny mecz z zespołem z Tylmanowej ułożył się dla podopiecznych Zdzisława Gacka jednak idealnie. W 2. minucie w polu karnym faulowany był Dominik Kulak, a sędzia wskazał na rzut karny. Jedenastkę wykorzystał Szymon Wróbel.

Po kwadransie gdy dobrej sytuacji na podwyższenie rezultatu nie wykorzystał Bartłomiej Bury. W 20. minucie wszystko było już tak jak należy zgodnie z piłkarskim podręcznikiem wzorowo przeprowadzanej akcji - prostopadłe zagrania z głębi pola  od Pawła Samka trafiło do Mariusza Figury, ten w pełnym biegu minął bramkarza gości i skierował piłkę do pustej bramki. 

Niebawem na strzał z dystansu zdecydowali się goście - piłka zatrzymała się jednak na poprzeczce. Na 3:0 podwyższył Kamil Kalemba.

- Do przerwy powinniśmy prowadzić zdecydowanie wyżej. Uczulałem chłopaków, żebyśmy nie stracili gola - powiedział Gacek. Do przerwy Adam Piosek zachował czyste kontro. Po przerwie pod tym względem już tak różowo nie było.

Lubań zdobył gola na 3:1, lecz szybko prowadzenie Jordana znowu wynosiło goli w ilości trzy. Samek ponownie uruchomił Figurę, a ten nie zmarnował stuprocentowej okazji. Goście postanowili z honorem pożegnać się z boiskiem w Jordanowie i zdobyli bramkę na 4:2.

Ostatnie trafienie dla Jordana to strzał z najbliższej odległości Krzysztofa Pasia, który wykończył bardzo ładną akcję prawym skrzydłem Kulaka. W doliczonym czasie gry prowadzenie Jordana mogli podwyższyć Bury oraz Mariusz Rypel - nominalny bramkarz Jordana pojawił się na placu gry w drugiej połowie!

- Szkoda straconych goli, ale najważniejsze było zwycięstwo - podsumował Gacek. - Boisko było naprawdę trudne, grząskie i chłopcy zostawili na nim sporo zdrowia. Chylę za to przed nimi czoło. Czy chcemy grać dwie kolejki awansem? Szczerze, to mamy dość. Nie chodzi o to, że się boimy spotkania np. z Podhalem Nowy Targ. Ogólnie lepiej by było, żeby granie w tym roku już się zakończyło - dodał trener Jordana.

Jordan Jordanów - Lubań Tylmanowa 5:2 (3:0)

Gole dla Jordana: Figura (dwa), Paś, Wróbel, Kalemba.

Skład Jordana: Piosek - Kołodziejczyk, Hodana, G. Tyrpa, Kulak, Samek, Kowalcze (65" Wójtowicz), Wróbel, Bury, Figura (71" Rypel), Kalemba (77" Paś). 

Podhale II Nowy Targ - Skalni Zaskale 0:0

Czarni Czarny Dunajec - Zawrat Bukowina Tatrzańska 2:1

Babia Góra Lipnica Wielka - Skałka Rogoźnik/Stare Bystre 12:2

Przełęcz Łopuszna - Huragan Waksmund 0:1

Spisz Krempachy - Szarotka Rokiciny Podhalańskie 1:4

Granit Czarna Góra - Wierchy Rabka 0:3

B-KLASA WADOWICKA:

Strzelec Budzów -  Tarnawianka Tarnawa Dolna  3:0 (0:0)

Gole dla Strzelca: Kacper Burliga (dwa), Janiczak.

Błyskawica Marcówka - Jubilat Izdebnik 2:2 (0:1)

Gole dla Błyskawicy: Paczka, Jacek Pindel.

Na ratunek Gryboś!

W 46. minucie wydawało się, że jest już po wszystkim. Lider Stanisławianka Stanisław zdobyła drugiego gola w meczu z Huraganem Skawica. Na nieszczęście dla gości, na mecz do Skawicy na drugą połowę dojechał Ireneusz Gryboś - w ostatnim czasie kluczowy zawodnik w szeregach Huraganu.

To właśnie Gryboś zdobył kontaktowego gola na 2:1 - pewnie chciał dośrodkować w pole karne gości, lecz wyszedł z tego piękny gol! W same końcówce do wyniku na 2:2 doprowadził Majkel Snochowski - 16-latek wykorzystał podanie ze skrzydła i celnym strzałem z pięciu metrów ustalił wynik spotkania.

Huragan Skawica - Stanisławianka Stanisław 2:2 (0:1)

Gole dla Huraganu: Gryboś, Snochowski.

Antosiak-Lachy 1:0

Mariusz Antosiak zdobył gola na wagę zwycięstwa dla Watry Zawoja w spotkaniu z Lachami Lachowice. Napastnik Watry wpisał się na listę strzelców w drugiej połowy, która była o wiele bardziej wyrównana niż pierwsza połowa i która wcale nie musiała zakończyć się wygraną gospodarzy.

Pierwsza jednak jak najbardziej tak. Antosiak nie wykorzystał dwóch sytuacji sam na sam z bramkarzem Lachów w tej części gry, a po dośrodkowaniu z rzutu rożnego przestrzelił z bliskiej odległości Bartłomiej Listwan.

W ostatnim kwadransie Lachy rzuciły się do jeszcze bardziej szaleńczych ataków, lecz z ich przewagi niewiele wynikło.

Watra Zawoja -  Lachy Lachowice 1:0 (0:0)

Gol dla Watry: Antosiak.

Skład Watry: Staszak - Stopka, Bach, Zięba, Zguda (60" Świtek), Wróblewski (46" Ficek), Warmuz, Trybała, Listwan, Basiura, Antosiak (75" Pietrusa).

Męskie, prawdziwe derby

Derby gminy Bystra-Sidzina swoim poziomem nie zawiodły. Piłkarze obu drużyn stanęli na wysokości zadania i zaprezentowali to, co z czego słyną. Dąb to konsekwencja w grze i dobre przygotowanie fizyczne. Bystra to z kolei nieustępliwość i twardość w grze, o czym chociażby tydzień temu przekonał się Huragan Skawica.

Piłkarskich szachów na stadionie w Sidzinie nie oglądaliśmy. Ba, po kwadransie kibice zobaczyli już dwa gole. Na szczęście dla fanów miejscowych, oba dla Dębu. W 5. minucie sędzia podyktował rzut karny po zagraniu piłki ręką. Krzysztof Gałka obronił co prawda strzał Grzegorza Motora, ale wobec dobitki tego samego zawodnika był już bezradny.

Drugie trafienie było dziełem Mariusza Lipy - piłka dość szczęśliwie spadła pod nogi napastnika Dębu, a ten zdecydował się na natychmiastowy strzał. Piłka przełamała ręce Gałka i wpadła do bramki.

W 20. minucie mogło być "po zawodach" - w sytuacji sam na sam z Gałką Jacek Malada zdecydował się na rozwiązanie siłowe akcji, chociaż aż się prosiło o techniczny, płaski strzał w lewą lub w prawą stronę.

Osiem minut później Bystra zdobyła kontaktowego gola. Podopieczni Marka Hodany przerwali akcję gospodarzy i sami wyprowadzili błyskawiczny kontratak zakończony golem Piotra Błachuta.

Goście mogli pójść za ciosem, lecz dogodnej okazji do wyrównania nie wykorzystał Grzegorz Witkowski.

Piłkarze z Bystrej nie mieli wiele do stracenia i w pewnym momencie drugiej połowy śmielej ruszyli do ataków. Mogli ich skarcić Lipa strzałem głową (niecelnie) oraz Malada (również niecelne uderzenie), mogli też sami pokusić się o trafienie na 2:2. Z rzutu wolnego w poprzeczkę przymierzył Bartłomiej Mikołajczyk, minimalnie nad poprzeczką, także po strzale z wolnego, przeniósł piłkę nad poprzeczką Witkowski.

Najlepszej okazji na doprowadzenie do remisu nie wykorzystał Szymon Sroka. Po akcji prawą stroną i dośrodkowaniu w pole karne piłka trafiła do zamykającego akcję (zupełnie niepilnowanego trzeba zaznaczyć) Sroki, lecz ten z siedmiu metrów przestrzelił.

Losy spotkania rozstrzygnęły się w 87. minucie - złe wyprowadzenie piłki przez zawodników z Bystrej, przejęcie futbolówki przez gospodarzy i podanie Tomasza Jaromina do Sławomira Pastwy, który nie marnuje okazji sam na sam z Gałką.

- Mecz był twardy, jak to w derbach bywa. Nie zasłużyliśmy na porażkę - powiedział Hodana.

- To była dopiero druga wygrana w tym sezonie na naszym stadionie. Z tego się najbardziej cieszymy. Losy meczu mogliśmy rozstrzygnąć przed 87. minutą - przyznał Mariusz Zawiła, szkoleniowiec Dębu Sidzina.

Dąb Sidzina -  KS Bystra 3:1 (2:1)

Gole dla Dębu: G. Motor, Lipa, Pastwa.

Gol dla Bystrej: Błachut.

Składy:

Dąb: S. Motor - J. Kostka, K. Kostka, Korbel, Krupa, Jaromin, G. Motor, Kolaniak, Szczurek, Malada (60" Pastwa), Lipa (87" P. Kostka).

Bystra: K. Gałka - Morawka, Kulka, Basiura, Mikołajczyk, A. Gałka, Sroka, Szewczyk, Błachut, Bisaga, Witkowski

LKS Bieńkówka - KS Leńcze 2:4

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama