W ciągu swojego życia przejechał pociągiem, i to nie jako pasażer, ale maszynista dziesiątki tysięcy kilometrów. Podczas tych kilkudziesięciu lat pracy przeżył wiele. Do dziś jednak białczanin Zdzisław Wróbel, bo o nim mowa, pamięta dzień, w którym wyruszył z Zakopanego z choinką podarowaną przez Górali papieżowi Janowi Pawłowi II.
Zdzisław Wróbel swoją kolejarską drogę rozpoczął w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, krok po kroku przechodząc wszystkie szczeble zawodowej kariery – od pomocnika, przez młodszego maszynistę, aż po zdobycie w 1988 roku pełnych uprawnień maszynisty. Zaczynał od pociągów towarowych, później prowadził popularne EZT (elektryczne zespoły trakcyjne), by od 1991 roku zasiąść za nastawnikiem składów dalekobieżnych, które przemierzają kraj od świtu do nocy. W trakcie wieloletniej służby zdobył uprawnienia do prowadzenia aż 43 rodzajów pojazdów trakcyjnych, co najlepiej świadczy o jego doświadczeniu i pasji do kolei. Jak sam podkreśla, o pracy na torach mógłby opowiadać godzinami, przypominając jednocześnie, że pociąg to nie samochód – przy prędkości 160 km/h jego droga hamowania sięga około kilometra, dlatego w tej profesji wszystko trzeba przewidywać z ogromnym wyprzedzeniem, a najdrobniejszy błąd może mieć katastrofalne konsekwencje.
Każdego roku, gdy zbliżają się święta Bożego Narodzenia, Zdzisław Wróbel wraca myślami do 1997 roku. Był to czas wyjątkowy i na długo zapadł w pamięć wielu Polaków. Latem tamtego roku do ojczyzny z pielgrzymką przybył papież Jan Paweł II. Wszędzie witały go tłumy wiernych, jednak szczególnie gorące i pełne emocji było powitanie na Podhalu. Na kartach historii zapisał się zwłaszcza niezwykły hołd Górali złożony Ojcu Świętemu pod Wielką Krokwią w Zakopanem. To właśnie wtedy ówczesny burmistrz zimowej stolicy Polski, Adam Bachleda-Curuś, podjął symboliczną decyzję. Postanowił, że zimą na placu Świętego Piotra w Watykanie – na ikonicznym, rozległym placu przed Bazyliką św. Piotra – stanie choinka z Podhala. Miała być ona wyjątkowym prezentem od Górali dla Jana Pawła II, znakiem wdzięczności, wiary i góralskiego serca.
– Przyszedłem rano do pracy jak każdego dnia. Gdy dowiedziałem się od dyspozytora, że nazajutrz będą wieźć choinkę dla papieża, to po prostu mnie zamurowało. Byłem bardzo zaskoczony, że to mnie przypadł w udziale ten zaszczyt – mówi emerytowany maszynista, który pełen emocji poprowadził… pociąg pospieszny do Zakopanego. Gdy pod Tatrami pasażerowie opuścili skład, przystąpił do przygotowania udziału w załadunku świątecznego drzewka na trzy platformy, którymi było ono przewożone do Watykanu. – Na trzech platformach jechała ogromna choinka, a w czwartym, już zamkniętym, mniejsze drzewka, które zapewne trafiły do pomieszczeń. Zainteresowanie mieszkańców było ogromne. Każdy chciał dotknąć drzewka i urwać kawałek gałązki na pamiątkę, więc Straż Ochrony Kolei musiała dobrze go pilnować – opowiada.
Po załadunku białczanin wrócił do domu i dopiero kolejnego dnia ponownie udał się do Zakopanego. Transport ruszył rano, ale nie bladym świtem. Symbolicznego pożegnania choinki dokonał burmistrz Bachleda–Curuś w asyście muzyków regionalnych. – Czułem ciężar ładunku, który przyszło mi wieźć, i to nie ze względu na jego wagę. Aż do Chabówki przy torach stał niemal szpaler ludzi, bo każdy chciał zobaczyć tę choinkę. A i dalej tłumów nie brakowało. Wszyscy machali. Czułem się jak gwiazda – śmieje się Zdzisław Wróbel, który nawet nie miał czasu sam zrobić sobie pamiątkowego zdjęcia przy najcenniejszym ładunku, jaki przyszło mu w życiu przewozić. W domowym archiwum ma jedynie kasetę VHS z relacją z tego wydarzenia, zarejestrowaną przez Telewizję Polską, której dziennikarka towarzyszyła mu w lokomotywie.
Białczanin, prowadząc lokomotywę, z jednej strony mógł oglądać wiwatujące tłumy. Z drugiej musiał cały czas być skupiony na „robocie”. Wszak nie mógł dopuścić do uszkodzenia drzewa, które przecież znajdowało się na kilku wagonach. Dlatego, pokonując rozjazdy i łuki, należało zwolnić, aby przejechać przez nie jak najbardziej łagodnie.
Rzecz jasna Zdzisław Wróbel nie pokonał całej trasy z Zakopanego do Rzymu. W położonych nieopodal Cieszyna Zebrzydowicach skład przejęła czeska załoga. Wcześniej z uwagi na koniec czasu pracy białczanin został zmieniony przez kolegę. - Gdy zdałem pociąg mija misja się zakończyła. Potem mogłem zobaczyć w telewizji, jak choinka została ustawiona na placu Świętego Piotra i jak prezentowała się na nim w pełnej okazałości – mówi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze