Sześć goli, konkurs rzutów karnych, a na końcu wielka radość Argentyny. Finałową parę w naszej sondzie wytypowało dwóch jej uczestników: Krystian Krzeszowiak oraz Marek Witkowski. Czytamy.
Krystian Krzeszowiak - Przez osiemdziesiąt minut wydawało się, że Francja nie dojechała na mecz o mistrzostwo świata. W przerwie musiało być gorąco w szatni Francuzów. Druga połowa przez długi czas niewiele różniła się od pierwszej, ale w końcu w dwie minuty Francja odrobiła straty i zaczęło się wielkie spotkanie. Nie pamiętam tak otwartego spotkania o mistrzostwo świata, w którym byłoby tyle akcji, padło tyle goli. Pamiętam za to, poprzedni finał, w którym rzuty karne decydowały o mistrzostwie świata (mecz Brazylii i Włochami w 1994 roku). Argentyna udowodniła, że statystyki, jakie miała przed turniejem, czyli 36 spotkań bez porażki, nie były przypadkowe. Porażka z Arabią Saudyjską była wypadkiem przy pracy. Trzeba też wrócić do meczu Argentyny z Polską, bo po nim zaczęła się nakręcać spirala, że Polska zagrała słaby turniej. Z Meksykiem było zgodnie z planem, z Arabią oczekiwana wygrana, a z Francją całkiem niezła postawa. Argentyna nas zweryfikowała, zresztą Francja przez długi czas też była dla niej tłem. Turniej był świetnym ukoronowaniem kariery reprezentacyjnej Leo Messiego. To był jego czas, jego "Last dance". Bardzo dobrze prowadził zawody Szymon Marciniak.
Marek Witkowski: - Nie oglądałem całego finału, bo miałem trening. Zacząłem oglądać od stanu 1:0. Byłem ciekawy pojedynku dwóch wielkich zawodników: Leo Messiego i Kyliana Mbappe. Nie spodziewałem się takich emocji, bo przez długi czas Francja była w tym meczu bezradna. Od stanu 2:1 dla Argentyny zaczęło się wielkie spotkanie. Wygrana i tytuł mistrza świata należała się Messiemu. Nie było trudno wytypować skład finału, bo Francja i Argentyna to dwie najlepsze drużyny. Ktoś może powiedzieć, że jest jeszcze Brazylia, ale uważam, że w jej składzie za bardzo wpływ na jej grę mają indywidualności. Bezbłędnie zawody prowadził Szymon Marciniak, Wytrzymał ciśnienie, nie dał się sprowokować zawodnikom, chociaż ci chcieli swoje ugrać. Ocena jego pracy w skali 1-10? 9. Szacunek. Na koniec coś o Polsce. Jestem kibicem reprezentacji Polski, oglądam jej mecze. Nie jestem za to zwolennikiem Czesława Michniewicza, bo wiedziałem, jaki preferuje futbol. Byłem sceptycznie nastawiony do gry Biało-Czerwonych na mundialu. To się potwierdziło.
foto: Getty Images (tvp.sport)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze