Co i rusz media podają informacje o nierozważnych turystach, który zabłądzili w górach i wezwali na pomoc GOPR lub TOPR. A każda taka akcja ratownicza na nowo wywołuje dyskusję o tym, że pomoc świadczona w takich sytuacjach powinna być odpłatna. W Polsce jest ona bowiem darmowa. Za wezwanie ratowników nie zapłacimy nawet wtedy, gdy zrobimy to bez uzasadnionej potrzeby…
Również na Babiej Górze, nie bez powodu nazywanej Diablakiem, lekkomyślni turyści często wpadają w tarapaty. Kapryśna Królowa Beskidów znana jest bowiem z gwałtownych zmian pogody, które szczególnie niebezpieczne są zimą. O ostatniej prowadzonej tam akcji ratowniczej pisaliśmy wczoraj (4 lutego). Dwie osoby wędrujące granią Babiej Góry zgubiły szlak i nie umiały na niego wrócić, bowiem intensywnie padał śnieg, wiatr szybko zacierał odciski stóp, a widoczność była bardzo ograniczona. Na ratunek turystom wyruszył najpierw dyżurny ratownik z Markowych Szczawin, a niewiele później w jego ślady udało się również sześciu ochotników Sekcji Babiogórskiej Grupy Beskidzkiej GOPR.
I znowu, jak bumerang, wrócił temat wprowadzenia w Polsce odpłatności za pomoc w górach albo obowiązkowego ubezpieczenia, które trzeba by było wykupić przed wyruszeniem na szlak. Jeden z internautów w komentarzu do naszego artykułu o akcji ratowniczej napisał: „Jak co roku zespół idiotów potrzebuje pomocy od GOPR!!!! Niech zapłacą za ratunek, to następnym razem zastanowią się dwa razy, zanim w taką pogodę wyjdą w góry!!!”. Inny dodał: „Wystawić rachunek za akcję ratowniczą albo wprowadzić obowiązkowe ubezpieczenie, jak jest na Słowacji. Inaczej ludzie nigdy tego nie zrozumieją... GOPR ostrzega, a ludzie swoje...”
Polska jest jednym z nielicznych krajów w Europie, gdzie ratownictwo górskie jest bezpłatne. Na Słowacji, w Austrii, Czechach, Francji, Niemczech, Szwajcarii czy we Włoszech turysta, który wezwie pomoc w czasie wyprawy górskiej, a nie zaopatrzył się wcześniej w odpowiednią polisę ubezpieczeniową, za akcję ratunkową zapłaci z własnej kieszeni. I to słono – na przykład w Austrii może to być 2000-8000 euro. We Włoszech, jeśli konieczne okaże się wykorzystanie śmigłowca, koszty mogą być bez porównania wyższe. Za minutę pracy helikoptera trzeba tam zapłacić 150 euro (co daje 9000 euro za godzinę). Posiadanie Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ) nie chroni przed koniecznością zapłacenia za akcję ratownictwa górskiego.
Ale myli się ten, kto myśli, że może bez obaw wybrać się na Babią Górę w każdych warunkach pogodowych, bo w razie czego przyjadą po niego GOPR-owcy i za darmo przetransportują go w bezpieczne miejsce. Turysta, który zabłądzi na Diablaku, może w każdej chwili nieświadomie przekroczyć granicę państwa i znaleźć się na Słowacji. Jeśli wezwie wtedy ratowników, nie pomogą żadne usprawiedliwienia. Za udzieloną pomoc będzie musiał zapłacić…
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Niektóre akcje są skutkiem ludzkiej głupoty ale zdarzają się faktycznie konieczne obejrzyjcie https://tiny.pl/936wc
Niektóre akcje są skutkiem ludzkiej głupoty ale zdarzają się faktycznie konieczne obejrzyjcie https://tiny.pl/936wc