Od 1 stycznia 2026 roku w Krakowie rozpoczęło się obowiązywanie Strefy Czystego Transportu (SCT) – rozwiązania mającego na celu ograniczenie emisji zanieczyszczeń transportowych w stolicy Małopolski. Jej wprowadzenie wywołało falę oburzenia mieszkańców całego województwa, w tym także Krakowian, którzy rozpoczęli zbieranie podpisów w sprawie rozpisania referendum o odwołanie prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego.
SCT obejmuje ok. 60% obszaru miasta, głównie wewnątrz IV obwodnicy i wiąże się z nowymi zasadami wjazdu dla samochodów. System został wprowadzony przez Radę Miasta Krakowa już w czerwcu 2025 r. i zyskał finalną formę po szeregu przygotowań i kampanii informacyjnej.
Nowe przepisy określają, jakie pojazdy mogą wjechać do strefy swobodnie, a jakie z ograniczeniami. Samochody osobowe z silnikami benzynowymi muszą spełniać normę Euro 4 lub być z roku produkcji 2005 i nowsze, natomiast diesle – Euro 6 lub produkcja od 2014 r. Jeśli pojazd spełnia normy i ma polskie rejestracje, jest automatycznie dopuszczany do strefy bez dodatkowych formalności.
Celem wprowadzenia SCT jest poprawa jakości powietrza i zdrowia mieszkańców Krakowa, gdzie wielokrotnie przekraczano normy zanieczyszczeń (m.in. NO₂) i które obecnie klasyfikuje się jako jedno z najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie.
Jednak mimo tych celów, wprowadzenie Strefy Czystego Transportu budzi kontrowersje i sprzeciw – nie tylko wśród samych mieszkańców Krakowa, lecz także wśród osób dojeżdżających do miasta z okolicznych miejscowości.
W miniony weekend działacze partii Nowa Nadzieja z różnych miejscowości Małopolski – m.in. z Chrzanowa, Suchej Beskidzkiej, Oświęcimia, Wadowic i Myślenic – włączyli się w zbiórkę podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa. Ta inicjatywa ma związek właśnie z niezadowoleniem wobec polityki transportowej miasta, zwłaszcza wdrożenia SCT.
Przedstawiciele Nowej Nadziei argumentują, że decyzje podejmowane przez władze Krakowa wykraczają poza granice miasta i bezpośrednio uderzają w mieszkańców całej Małopolski. Według nich Strefa Czystego Transportu stała się problemem regionalnym, a nie lokalnym, ponieważ dotyczy także osób, które codziennie dojeżdżają do Krakowa do pracy, szkoły czy na zakupy, i muszą się teraz zmierzyć z ograniczeniami wjazdu lub dodatkowymi opłatami.
Członkowie Nowej Nadziei podkreślają, że Francuscy deputowani i senatorowie porozumieli się w sprawie zniesienia obowiązku funkcjonowania stref czystego transportu, które obowiązywały w największych miastach. Zmusił ich do tego sprzeciw społeczny zwykłych Francuzów, którzy czuli się dyskryminowani. STC wykluczało ludzi mniej zamożnych i było olbrzymim utrudnieniem komunikacyjnym dla milionów obywateli. STC miało być ułatwieniem dla komunikacji w miastach, a okazały się gigantycznym problemem i zwykłą nieuczciwością.
Decyzja Francuzów powinna dać do myślenia władzom polskich miast. STC utrudniają życie w Krakowie i Warszawie, niedługo będą problemem dla mieszkańców Wrocławia, a w planach ich wprowadzenie mają chociażby Katowice czy Szczecin. Jak przekonuje Nowa Nadzieja - Trzeba z tym skończyć.
"To nie jest normalne, że do STC nie można wjechać Volkswagenem Lupo z '99 roku z silnikiem 1,2 w dieslu, który pali 3l, za to można wjechać nowym Dodgem RAMem z silnikiem 6,2 w benzynie palącym 21l. Na tem drugi samochód stać tylko bogatych, więc oni wjadą do centrum miasta, chociaż ich maszyna spala o wiele więcej CO2 niż zwykłe auto. Czy to jest fair?!" - grzmią działacze Nowej Nadziej.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze