Nie było wielkich emocji w derbowym spotkaniu Babiej Góry z Tempo - szybko zdobyty gol po rzucie rożnym w 11. minucie przez Michała Puzika ustawił przebieg gry. Gospodarzy dobił chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy Bartłomiej Goryl. Zgodnie z zapowiedziami do Makowa przyjechały rezerwy Cracovii z ekstraklasowym zaciągiem. - Nie mieliśmy szans, wynik mówi wszystko. Tak grająca Cracovia to spokojnie zespół na III-ligę - powiedział szkoleniowiec Halniaka Piotr Balonek. Niespodziewany przebieg miał mecz Orła Piaski Wielkie z Jałowcem - niespodziewany, bo optyczną przewagę miał zespół ze Stryszawy, a nie piąty w tabeli Orzeł. - Czujemy z tego powodu niesmak, co zrobić? Zabrakło nam szczęścia - powiedział grający trener Jałowca, który nie pozostawił suchej nitki na sędzim głównym spotkania. - Mała patologia - przyznał. W sobotę grali też nasi A-klasowicze - Grom poległ wysoko w Brodach, Strzelec o jedną bramkę okazał się gorszy od Orła Wieprz. W B-klasie Błyskawica (ponownie z Januszem Suwadą na ławce rezerwowych) nie dała rady Dębowi Sidzina przegrywają 2:0. Bez bramek w Zembrzycach, gdzie Tarnawianka podzieliła się punktami z Żarkiem.
Raz, dwa trzy i koniec zabawy
Pokaz siły, gry, wypełniania założeń taktycznych czy umiejętności – wszystkie te przymioty pasują do postawy rezerw Cracovii w sobotnie popołudnie w Makowie Podhalańskim. Do przerwy Pasy prowadziły 3:1 i myliłby się ten kto sądził, że taki wynik spowoduje zmasowany atak gospodarzy w drugiej połowie. – Gdybyśmy zagrali z nimi otwartą grę, wynik byłby o wiele wyższy. Cracovia II w takim zestawieniu to zespół na III-ligę – powiedział opiekun gospodarzy Piotr Balonek.
Trudno nie zgodzić się ze szkoleniowcem Halniaka – Brazylijczyk Deleu, Mateusz Cetnarski czy Przemysław Kita rozegrali łącznie ok. 300 spotkań w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Zestawienie Halniaka i Cracovii II pod względem dorobku gry w ligach poszczególnych zawodników można było porównać do niedawnej rywalizacji Lecha Poznań z Błękitnymi Stargard Szczeciński w Pucharze Polski. – (śmiech) Coś w tym jest – przyznał Piotr Balonek. Czasami niespodzianki się jednak zdarzają jak w przypadku pierwszej konfrontacji Błękitnych z Lechem i do momentu wykluczenia jednego z zawodników Błękitnych w rewanżowym spotkaniu. Nie miało to jednak miejsce w Makowie Podhalańskim.
Pod nieobecność Balonka oraz Ukraińca Andriya Sukhetskyiego przemeblowaniu uległa defensywa oraz środkowa linia makowian. – Andriy miał anginę i przez dwa dni 40 stopni. Musiałem trochę poeksperymentować. Andriy jest naszym ważnym ogniwem, gra na pozycji defensywnego pomocnika więc kibice mają prawo nie dostrzegać czasem pracy, która wykonuje na boisku. Na lewą obronę wszedł Paweł Kozieł, do środka pola Tomasz Borowczyk. Z jednej strony nie ma się co usprawiedliwiać, bo Cracovia była zespołem lepszym i zasłużenie wygrała, ale z drugiej Paweł i Tomek nie wystąpili na swoich nominalnych pozycjach. Szkoda, że w takim meczu nie mogłem skorzystać z usług wszystkich zawodników z kadry, bo w sobotę mieliśmy okazję zmierzyć się z naprawdę wymagającym rywalem – mówi Balonek.
Nie minęło dwadzieścia minut, a było „po zabawie”. Cracovia w tym czasie zdobyła trzy gole – najpierw niefortunnie piłkę wybił Kamil Talaga i nabił swojego kolegę z obrony. Chwilę później perfekcyjnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Mateusz Panek. Na 3:0 gola zdobył Krzysztof Szewczyk po samotnym, czterdziesto metrowym rajdzie zakończonym wykorzystaniem sytuacji sam na sam z Talagą. – Mieliśmy inne założenia. Chcieliśmy zagrać średnim pressingiem, blisko siebie, wiedząc, że Cracovia lubi grać systemem 3-5-2, który płynnie może przejść na 3-4-3. Życie jednak nasze plany szybko zweryfikowało – tłumaczy Balonek.
Jeszcze przed przerwą Halniak zdobył gola – po faulu na Krzysztofie Zającu sędzia podyktował rzut karny. Jedenastkę wykorzystał Dariusz Szymoniak.
Obraz gry niewiele zmienił się po przerwie. Halniak nie chciał zakończyć mecz jeszcze wyższą porażką i nie miał zamiaru rzucić się do ataku. Cracovia tymczasem spokojnie poprawiała wynik – z karnego trafił Szewczyk, piątą bramkę dołożył Cetnarski. Wynik ustalił w końcówce spotkania Kozieł, który dobił „wyplutą” przez bramkarza Cracovii Krystiana Stępniowskiego.
- To była dla nas lekcja futbolu. Na pewno ta porażka martwi mnie mniej niż ta z Górnikiem Libiąż. Tam daliśmy ciała na całego. Z Cracovią chłopaki zostawili sporo zdrowia na boisku, byliśmy po prostu słabsi piłkarsko – mówi Piotr Balonek.
Halniak Maków Podhalański - Cracovia 2:5 (1:3)
Gole dla Halniaka: Szymoniak (karny), Kozieł.
Skład Halniaka: Talaga - Gruca, Kaczmarczyk, Lozniak, Kozieł (90" Adamski), Ryszawy, Wojtan, Borowczyk (70" Panuś), Kuszyk (82" Furman), Zając, Szymoniak.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/halniakcracowia{/gallery}
Pozostał żal i niesmak
Z duszą na ramieniu jechał Jałowiec Stryszawa do Orła Piaski Wielkie. Beniaminek w tej rundzie dopisał do swojego dorobku zaledwie punkt, Orzeł co prawda żadnego, lecz jego rywalami były rezerwy Cracovii (2:0) i wiceliderzy przed 20. kolejką Wiślanie Jaśkowice. A w tabeli Jałowiec ostatni – Orzeł piąty.
Gdyby na spotkaniu pojawił się postronny kibic, to mógłby sądzić, że drużyny zamieniły się koszulkami (albo zawodnikami, można to dowolnie interpretować). To Jałowiec był stroną dominującą, prowadził grę, ale… - Zabrakło piłkarskiego szczęścia. Co tu mówić? – rozkłada ręce grający trener Jałowca Krzysztof Jodłowiec.
Do składu Jałowca wrócił Arkadiusz Bach i od razu poprawiła się jakość gry całej drużyny. – Arek był zagranicą, nie trenował. Dałem go do składu, ze względu na jego doświadczenie i po prostu mu zaufałem – wyjaśnia Jodłowiec.
Sytuacji do zdobycia goli po obu stronach było jak na lekarstwo. Gra toczyła się głównie w środku pola. Lepiej piłką operowali stryszawianie – cóż jednak z tego, skoro po końcowym gwizdku „sędziego” nie mogli do swojego dorobku dopisać niczego – ani punktu, ani trzech punktów. Słowo sędzia nieprzypadkowo znalazło się w cudzysłowie – rozwiązania zagadki w przedostatnim akapicie relacji.
- Najlepszą okazję miał Piotrek Pindel. Piłka niespodziewanie spadła mu pod nogi po rykoszecie, mógł zdobyć gola, szkoda. Z drugiej strony mogę go rozgrzeszyć z tej sytuacji, bo wszystko działo się bardzo szybko. Pozostał żal – mówi Jodłowiec.
Decydującego gola gospodarze zdobyli, jakże by inaczej, po kontrze. Jałowiec miał rzut rożny – wykonał go jednak tak niefortunnie, że rozpoczął akcję gospodarzy… A ta skończyła się jedynym w meczu golem… W końcówce spotkania z boiska wyleciał Krzysztof Jodłowiec. – Poziom sędziowania był niski, to była mała patologia. Nie spotkałem się jeszcze z tak wulgarnym sędzią. Jak można do kogoś mówić – poczekaj do 90. minuty, wylecisz z boiska? – przyznaje grający trener Jałowca. Jak się okazało, były to prorocze słowa. – To była moja druga żółta kartka. Nie wiadomo, za co. Wszyscy sądzili, w tym ja i obserwator spotkania, że za dyskusję z sędzią. Tymczasem w protokole jest napisane, że za faul. Nikogo nie faulowałem w tamtej sytuacji!
- Zostaliśmy wykartkowani (oprócz dwóch żółtych kartek Krzysztofa Jodłowca upomniani zostali: Bach, Jacek Bartyzel, Grzegorz Jodłowiec, Daniel Bachorczyk). Nie boję się tego powiedzieć o pracy sędziego. Jestem zawodnikiem, człowiekiem, mam swoje ambicje. Tak nie można sędziować i karać żadnej drużyny – mówi Krzysztof Jodłowiec.
Za tydzień do Stryszawy przyjedzie Kalwarianka z byłym trenerem Jałowca Damianem Pawlikowskim w roli szkoleniowca. Może wtedy uda się przełamać klątwę swojego boiska i wreszcie w tym sezonie zwyciężyć? – Liczymy na to. Jesteśmy w trudnej sytuacji, ale czujemy wsparcie zarządu. Po spotkaniu z Orłem Piaski Wielkie pozostał niesmak – przyznał Jodłowiec.
Orzeł Piaski Wielkie - Jałowiec Stryszawa 1:0 (0:0)
Skład Jałowca: Pająk - K. Jodłowiec, Bach, Bartyzel, D. Bachorczyk, Starowicz, Pindel, Szklarczyk (72" Okrzesik), Iciek (70" Głuszek), Świerkosz, G. Jodłowiec.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/orzeljalowiec{/gallery}
Gra się tak jak przeciwnik pozwala...
- ... a Babia Góra pozwoliła nam dzisiaj na wiele – słowa szkoleniowca Tempo Białka Macieja Melzera po sobotnim derbowym spotkaniu z Babią Górą Suchą Beskidzką mówią wszystko. Białczanie zwyciężyli 2:0, powinni wyżej. Najlepszą okazję do zdobycia gola Babia Góra miała po błędzie obrońców Tempo, którzy mogli skierować piłkę po dośrodkowaniu Artura Rzepki do własnej bramki… To też wymowny komentarz do tego spotkania.
Nie brakowało kłopotów szkoleniowcowi Babiej Góry Pawłowi Krzeszowiakowi przed tym starciem. Nie mógł skorzystać z usług Tomasza Ścieszki, Roberta Starowicza, Sebastiana Tłoka, a w trakcie meczu kontuzji nabawili się Łukasz Mika i Kuba Kociołek. Na ławce rezerwowych gospodarzy zasiedli bramkarz Tomek Starowicz, Paweł Starowicz i juniorzy. Tempo tymczasem wystąpiło w tradycyjnym zestawieniu.
W 5. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Grzegorz Pacyga i Artur Kachnic efektownie wybił piłkę na rzut rożny. Pięć minut później dośrodkował Pacyga i głową strzelał Michał Puzik – także i ten strzał zdołał na róg sparować Kachnic. Do ustawionej w narożniku piłki podszedł Łukasz Kryjak, dośrodkował w pole karne, a tam strzałem głową „metr nad ziemią” skierował do bramki piłkę Puzik.
Babia Góra próbowała się odgryźć – w polu karnym ładnie znalazł się Kamil Dyduch, chciał przelobować Piotra Kłapytę, ale na chęciach się skończyło. W odpowiedzi kolejna dwójkowa akcja Pacygi z Puzikiem zakończyła się dobrą interwencją Kachnica. Po pół godzinie gry w okolice pola karnego Tempo zapędził się Rzepka – miała miejsce opisana na wstępie sytuacja, po której Babia Góra wywalczyła jedyny w tej części gry rzut rożny. Minutę później doskonałą okazję do podwyższenia rezultatu zmarnował Kryjak. W sytuacji sam na sam z Kachnicem przeniósł piłkę nad poprzeczką. – Szkoda, że nie zdobyliśmy wtedy bramki – żałował Maciej Melzer.
Druga połowa zaczęła się idealnie dla Tempo – podanie od Mariusza Bielarza, nieporozumienie Kachnica z Jackiem Kudzią i na listę strzelców wpisuje się Bartłomiej Goryl. Pięć minut później mocno z dystansu strzela Kryjak – Kachnic odprowadza piłkę wzrokiem, na szczęście dla niego i gospodarzy poza bramkę. W 63. minucie po kolejnym rzucie rożnym dla Tempo niecelnie główkuje Szymon Marek.
60 sekund później postanowił podnieść sobie i kibicom gości ciśnienie bramkarz Piotr Kłapyta. A może chciał się przypomnieć fanom z Suchej Beskidzkiej – w końcu Peter jest wychowankiem Babiej Góry? Kuba Kociołek zagrał do Krzyśka Raka, tego do końca naciskał właśnie Kłapyta, wybiegł za nim poza pole karne i o mało co, a ta szarża zakończyłaby się golem dla gospodarzy. Piłka spadła pod nogi Kociołka, który przytomnie zdecydował się na natychmiastowy strzał na pustą bramkę. Pomylił się niewiele, a na trybunach stadionu przy ulicy Mickiewicza rozległy się pierwsze w tym meczu brawa po akcji gospodarzy. A była to 65. minuta spotkania… Babia Góra zatem zmarnowała okazję do zdobycia kontaktowego gola, niebawem szanse na podwyższenie rezultatu (i to trzy) nie wykorzystali goście. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Goryla piłka spadł pod nogi Sebastiana Młynarczyka – zawodnik Tempo próbował przelobować Kachnica. To mu się udało, ale przelobował też bramkę. W 70. minucie odważną interwencja Michał Stróżak uprzedza składającego się już do strzału Kryjaka. I wreszcie z dystansu uderza mocno zza pola karnego Goryl – kolejną kapitalną interwencja popisuje się Kachnic.
Na kwadrans przed końcem na solowa akcję decyduje się Rak. Napastnik Babiej Góry ładnie ucieka obrońcy Tempo, lecz mając przed sobą tylko Kłapytę przenosi piłkę wysoko nad poprzeczką. Jeszcze w 80. minucie Kachnic wychodzi obronną ręką w sytuacji sam na sam z Dariuszem Owsiakiem i sędzia może kończyć spotkanie.
- Można się z tego śmiać lub nie, ale staramy się grać taką naszą tiki-takę. Lubimy utrzymywać się przy piłce. Kiedy jednak trzeba potrafimy wykorzystać indywidualne umiejętności naszych zawodników. Patrząc na cały mecz to był to nasz najlepszy występ w tym roku. Najlepiej jednak prezentowaliśmy się w drugiej połowie meczu z Zagórzanką Zagórze – cieszył się po meczu Maciej Melzer, którego kibice w Suchej Beskidzkiej doskonale pamiętają zwłaszcza z sezonu 2008/2009, gdy objął niemal skazaną na spadek drużynę w A-klasie i po barażach z Sosnowianką ją uratował. – Mam nadzieję, że teraz sytuacja w Suchej się nie powtórzy i nie będzie Babia Góra aż tak musiała walczyć o utrzymanie – dodał Melzer.
Babia Góra Sucha Beskidzka - Tempo Białka 0:2 (0:1)
Gole dla Tempo: Puzik, Goryl.
Składy:
Babia Góra: Kachnic - Kudzia, Rzepka, Listwan (80" Chrząszcz), Kociołek (70" Bąk), Bałos, Gach, Świerkosz (60" P. Starowicz), Mika (60" Stróżak), Dyduch, Rak.
Tempo Białka: Kłapyta - Woźny, Bielarz, Sz. Marek, M. Marek (75" Raczek), Pacyga, Motor, Puzik (75" Lewandowski), Kryjak, Młynarczyk (68" Owsiak), Goryl (85" Ficek).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/babiatempo{/gallery}
Nic do gadania
Nie udało się sprawić kolejnej niespodzianki drużynie z Grzechyni. O ile w meczu z Orłem Wieprz, który Grom zremisował bezbramkowo szczęście było z beniaminkiem A-klasy, o tyle o wyniku starcia z Cedronem Brody szczęście już miało niewiele „do powiedzenia”. Zadecydowała klasa rywala. – Dopóki mieliśmy siły to walczyliśmy – mówi trener Gromu Stanisław Klimala. – Nie można jednak przeciwstawić się rywalowi, który ma siedmiu zawodników z okręgówki w składzie, w bramce broni grający swego czasu w III-lidze w Dalinie Myślenice Marek Szuba, kiedy nie trenuje się w pełni przez całą zimę, a dodatkowo nie ma kto wejść z ławki – wylicza Klimala.
Grom dostał klasycznego gola do szatni – doliczany czas gry do pierwszej połowy, rzut rożny dla Cedronu, zamieszanie w polu karnym i gol. W drugiej połowie nieudana pułapka ofsajdowa zawodników z Grzechyni kończy się sytuacją sam na sam Gabriela Wolskiego z Sebastianem Krupczakiem. Napastnik Cedronu jest górą i jest 2:0. – Kolejne gole to nasza ewidentna wina, bo chłopaki zawsze chcą grać do przodu i nie potrafią się powstrzymać przed taką grą. Brakowało im sił, w pewnym momencie grali w chodzonego, a oni cały czas do przodu. Nie można tak grać z tak mocnym rywalem – tłumaczy Stanisław Klimala.
Cedron Brody - Grom Grzechynia 4:0 (1:0)
Skład Gromu: S. Krupczak - Dyrcz, Białoński, Paweł Surmiak, Urbański, Bogacz, Ł. Krupczak, M. Surmiak, Kudzia, Piotr Surmiak.
Pozwólcie grać...
Strzelec Budzów przeszedł metamorfozę w porównaniu do spotkania z Orłem Ryczów, ale niestety nie przyniosło to żadnej punktowej zdobyczy. Do przerwy spotkania w Wieprzu plan trenera Sławomira Bączka zdawał egzamin – po dośrodkowaniu z lewej strony Tomasza Polaka przytomnym strzałem głową przy krótkim słupku wykończył Marek Daniel. – Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie, stwarzaliśmy okazje, szkoda, że wróciliśmy do domu bez punktów – żałował trener Strzelca. – Szkoda, że na drugą połowę wyszedł też „inny sędzia”. Niby wyglądał tak samo jak przed przerwą, ale gwizdał zupełnie inaczej – dodał.
Szkoleniowiec Strzelca mówiąc o sędzim zwłaszcza miał na myśli sytuację z drugiej połowy, w której Orzeł nie tyle wywalczył rzut karny, co boisko musiał opuścić Józef Boczkaja. – Ręka była, zgoda. Ale to nie był strzał na bramkę, tylko dośrodkowanie. Nasz zawodnik nie powinien dostać czerwonej kartki, ale żółtą – żałował trener Strzelca. Zawsze jednak, gdy napastnik pojawia się we własnym polu karnym, to grozi to katastrofą… - Jednemu z naszych zawodników była udzielana pomoc za linią końcową. Boczkaja wrócił zatem w nasze pola karne – wyjaśnia Bączek.
Drugi gol to efekt zbyt krótko wybitej piłki przez zawodników Strzelca w ich polu karnym. Ta trafiła na 16. metr, skąd celnym strzałem popisał się jeden z piłkarzy Orła.
- Jeżeli chłopaki będą zawsze grać z takim zaangażowaniem, a sędziowie nie będą nam przeszkadzać, to będziemy z optymizmem podchodzili do każdego kolejnego spotkania – podsumował Sławomir Bączek.
Orzeł Wieprz - Strzelec Budzów 2:1 (0:1)
Gol dla Strzelca: Mateusz Daniel.
Skład Strzelca: Kozak - Mateusz Daniel, Kąkol, Pawlica, Marek Daniel, Burliga (85" Reciak), Rygiel, Gałuszka, Gielata, Boczkaja, Polak (65" Trzop).
Twardziele z Sidziny
Ci, którzy liczyli na solidną, twardą grę z obu stron, i to bez zbędnych fajerwerków, nie mogli czuć się zawiedzeni po spotkaniu Błyskawicy z Dębem. Przybysze z Sidziny w pierwszej połowie nastawili się na uważną grę w defensywie i szybkie wyprowadzanie kontr. Egzamin został zdany na 6! Jedna z trzech dobrych okazji Dębu została zamieniona na gola - Karol Kostka zgrał piłkę przed polem karnym do Marka Szczurka, ten minął obrońcę gospodarzy i mocnym strzałem pod poprzeczkę otworzył wynik. To była ta wykorzystana sytuacja dla Dębu - a drogi do bramki Błyskawicy w dogodnych okazjach nie potrafili znaleźć Mariusz Lipa i ponownie Szczurek.
W drugiej połowie do śmielszych ataków ruszyła Błyskawica. - Pojawiła się nerwowość w naszych szeregach, ale na szczęście po jednej z kontr Adrian Handzel podał do Mariusza Lipy, a ten nie zmarnował sytuacji sam na sam z bramkarzem Błyskawicy. Cieszą trzy punkty, które zabieramy ze sobą do domu - powiedział szkoleniowiec Dębu Sidzina Adam Wójtowicz.
Błyskawica Marcówka - Dąb Sidzina 0:2 (0:1)
Gole dla Dębu: Szczurek, Lipa.
Skład Dębu: Sitarz- Polowski, Pelcel- P. Kostka, K. Kostka, Chorąży, J. Kostka, Szczurek (60" Handzel), Jaromin, Lipa, Kulka.
Tarnawianka Tarnawa Dolna - Żarek Barwałd 0:0
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze