Najpierw była choroba, fizyczna niemoc i oczekiwanie na rehabilitację, która ma rozpocząć się dopiero w październiku. Potem pojawiły się krótkie, codzienne próby wracania do sił – najpierw chodzenie do kościoła, później smaczne obiady u rodziców, „bo jak wiadomo moja Mama gotuje najlepiej”, następnie powrót jeszcze samochodem, kolejne odcinki pieszo i droga do Suchej Beskidzkiej.
W pewnym momencie przyszła myśl o wyprawie. Iwona Staśkiewicz zrozumiała, że ma za co dziękować, ma o co prosić i ma za co przepraszać. Dwa lata temu była już w tym miejscu z dwiema kobietami – Agatą i Ewą. Wtedy szły z Porto. Tym razem postanowiła ruszyć inaczej: bez presji, bez wielkich deklaracji, jako własną drogę rehabilitacji i powrotu do sił.
Iwona Staśkiewicz to osoba doskonale znana w lokalnym środowisku kulturalnym, społecznym i charytatywnym, wyruszyła 2 maja z Juszczyna. Dziś opuściła już Opole i kieruje się dalej na zachód. Jej droga prowadzi w stronę Santiago de Compostela, jednak najważniejszy w tej historii nie jest sam cel podróży, ale każdy kolejny krok.
Dla wielu mieszkańców regionu Iwona Staśkiewicz to kobieta od lat związana z kulturą i lokalnymi inicjatywami. Została uhonorowana Laurem Babiogórskim – wyróżnieniem przyznawanym osobom szczególnie zasłużonym dla rozwoju kultury, pielęgnowania tradycji regionalnych oraz działalności społecznej. Przez lata współtworzyła i prowadziła liczne wydarzenia regionalne, folklorystyczne i charytatywne. Jest kojarzona z Centrum Kultury w Makowie Podhalańskim, Tygodniem Kultury Beskidzkiej, koncertami, festynami, Powiatowym Hubertusem i wieloma wydarzeniami, które integrowały lokalną społeczność.
Iwona Staśkiewicz od 2012 roku choruje na guza mózgu – glejaka. Przeszła operacje, leczenie, konsultacje, radioterapię i chemioterapię. Choroba wiele razy zmieniała jej plany, wymuszała zatrzymanie, uczyła cierpliwości i pokory.
Dlatego ten marsz nie jest wyścigiem z kilometrami ani próbą udowodnienia komukolwiek czegokolwiek. To droga rehabilitacji, odzyskiwania sprawności i szukania w sobie siły do kolejnych dni. Iwona podkreśla, że chce się tą drogą cieszyć, a nie forsować organizm. Gdy trzeba – odpoczywa. Gdy trzeba – zmienia plan. Bo w tej podróży najważniejsze nie jest tempo, ale powrót do sił.
Pierwszy etap rozpoczął się 2 maja. Iwona wyszła z Juszczyna w stronę Kalwarii Zebrzydowskiej. Jak relacjonowała, już początek pokazał, że nie będzie to łatwa droga. Najpierw przeszła 6,5 kilometra z Juszczyna do rodziców, a później kolejne 29 kilometrów z Makowa Podhalańskiego do Kalwarii.
Już pierwszego dnia pojawił się też pierwszy „poważny” błąd na trasie. Zamiast kierować się na północ, Iwona poszła na południe i wybrała szlak Jakubowy do Wadowic. Do tego, jak pisała z humorem, przez „wspaniałą radę starej babci” wydłużyła trasę o dodatkowe 5 kilometrów.
Po pierwszych kilometrach bolało ją ciało, szczególnie nogi i kolana. Ale już wtedy pojawiło się coś, co w jej relacjach wraca niemal każdego dnia – ludzie.
– Ten tydzień pokazał mi, jak różnych ludzi można spotkać po drodze – relacjonowała.
Jej zapiski z trasy nie są tylko opisem marszu. To opowieść o spotkaniach, rozmowach, samotności, życzliwości, zmęczeniu i małych gestach, które potrafią zmienić dzień. Sama Iwona często nazywa takich ludzi „Aniołami”.
Jednym z ważnych etapów był Sławków. Już samo wyjście z miasta zaczęło się od kolejnej pomyłki – zamiast iść w stronę Dąbrowy Górniczej, zaczęła wracać w kierunku Olkusza. Na szczęście znajoma, którą w relacjach nazywa Borówką, szybko pomogła jej wrócić na właściwy szlak.
Na końcu miasta usłyszała okrzyk: „Camino!”. Okazało się, że rozpoznał ją mężczyzna, który sam dwa lata wcześniej jechał rowerem z Ukrainy do Santiago. Zdradził ją charakterystyczny plecak. Później przyszły kolejne spotkania – z człowiekiem zmagającym się z problemami rodzinnymi, z 73-letnią kobietą opłakującą zmarłego męża, z młodzieżą w autobusie, z przypadkowymi osobami w sklepie i na dworcu.
Szczególnie zapadło jej w pamięć spotkanie z pracownicą Żabki, która zrobiła jej kawę, pożyczyła małą drabinkę, by mogła usiąść, i po prostu okazała ludzką życzliwość.
– Po prostu Anioł. To dobry człowiek – pisała Iwona.
Bywały też momenty trudniejsze. Nie każdy nocleg okazywał się komfortowy, nie każda sytuacja była spokojna, a zmęczenie i pogoda dawały o sobie znać. Mimo tego Iwona podkreśla, że chce iść dalej we własnym tempie i słuchać organizmu.
Kolejny etap prowadził przez Będzin i Sączów. Przed wyjściem Iwona poszła na poranną mszę świętą. Jak napisała, pierwszy raz w życiu była na porannej mszy w kościele tylko z jedną osobą. To bardzo ją poruszyło.
– Aż mi się zachciało płakać – relacjonowała, dodając, że tego dnia jej intencją było, aby kościół Świętej Trójcy nie stał się pustym, pięknym muzeum, ale miejscem, do którego wrócą parafianie.
Na trasie pojawiały się kolejne historie. 13 maja spotkała m.in. biegających wdowców, kobiety spacerujące z psami, młodych ludzi z problemami, właściciela piekarni oraz emerytów, którzy okazali jej ogromną gościnność. To właśnie u nich mogła zjeść, wykąpać się i przespać w czystej, pachnącej pościeli.
W dalszej części drogi dotarła do Toszka. Tam postanowiła zatrzymać się na cały weekend i odpocząć. Zwiedziła miejscowy zamek z XIV wieku, w którym dziś mieszczą się Dom Kultury i Biblioteka. Spotkała osoby zaangażowane w projekty międzynarodowe, wspominała też własne doświadczenia z goszczeniem studentów z Indii, Kanady, Chin, RPA, Francji czy Anglii.
Z typowym dla siebie dystansem napisała, że marsz w deszczu do Zimnej Wódki „to jednak nie dla niej”. Wybrała odpoczynek, bo ta droga ma ją wzmacniać, a nie odbierać siły.
Po Toszku przyszedł czas na kolejne etapy. Jednym z ważnych punktów na trasie było Opole. Dziś Iwona Staśkiewicz opuściła już to miasto i kontynuuje swoją drogę dalej na zachód. Przed nią kolejne kilometry, miejscowości, rozmowy i nieprzewidziane sytuacje.
Jej wyprawa zaczęła się w Juszczynie, Makowie Podhalańskim i Kalwarii Zebrzydowskiej – ale od początku miała przede wszystkim wymiar osobisty. Jest w niej choroba, oczekiwanie na rehabilitację, próba odzyskiwania sił, wdzięczność, modlitwa i przekonanie, że każdy krok może mieć znaczenie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze