Czy przegrany po rzutach karnych mecz może w dłuższej perspektywie okazać się "zwycięski"?
- Mogę teraz przyznać w stu procentach, że dobrze się stało, że akurat dziś graliśmy z Beskidem. Taki mecz był nam potrzebny, bo w starciu z dobrą drużyną udowodniliśmy sobie, że potrafimy z trudnych sytuacji wyjść obronną ręką nie przez dalekie wybicie piłki, ale przez grę - powiedział po zakończeniu meczu z Beskidem Andrychów, trener Marcin Sadko.
Kilka dni po meczu z Jutrzenką Giebułtów, w którym to Tempo oddało rekordową ilość strzałów na bramkę co by nie było, aktualnego lidera V-ligi, białczanie po raz kolejny pokazali ofensywną moc i postraszyli wyżej notowanego na dziś przeciwnika. Rywal był zupełnie innego kalibru, bo Beskid to czołowa drużyna IV-ligi.
Jeszcze przed rozpoczęciem meczu, prorokowaliśmy w relacji, że ewentualny remis oznaczać będzie konkurs rzutów karnych. I faktycznie tak się stało. Lepiej jedenastki wykonywali podopieczni Tomasza Moskały i to oni awansowali do dalszej fazy i są dalej w grze o finał Pucharu Polski na Stadionie Narodowym w Warszawie.
Mecz poprzedziła minuta ciszy ku pamięci zmarłego kilka dni temu byłego prezesa OZPN Wadowice (1992-2002), Aleksandra Cimera.
Od pierwszej minuty, vide wspomniany mecz z Jutrzenką, oba zespoły poszły na wymianę ciosów. Po stronie Beskidu ładnie z lewej strony dośrodkował Wiktor Kołodziej (prawdziwy wiatr w akcje przybyszów z Andrychowa nastąpił, gdy zawodnik ten przeszedł w pewnym momencie na prawą stronę), lecz żaden z jego kolegów nie przeciął lotu futbolówki. Po stronie Tempa w pole karne wpadł Dawid Janeczek, ładnie ograł kapitana gości Dariusza Kaperę, ale Łukasz Zaremba nie miał problemu z zatrzymaniem tego uderzenia.
W kolejnej akcji na niesygnalizowany strzał z dystansu zdecydował się Norbert Jaszczak. Piłka minęła od pół metra słupek bramki gości, a my mieliśmy zagwozdkę, czy gracze Beskidu na czele z Zarembą kontrolowali tor lotu piłki, czy niekoniecznie? Chyba ta druga opcja zwyciężyła.
Na strzał z dystansu zdecydował się w 7. minucie Michał Groń, który dziś po raz pierwszy odkąd pojawił się w Białce, zagrał w linii pomocy. I był to całkiem udany występ. Groń w finale PP w Białce w 2020 rok z Beskidem Andrychów grał w barwach gości, stąd dziś przejawiał dużą ochotę, żeby pokazać się swojemu byłemu klubowi z jak najlepszej strony.
Minutę później Janeczek wygrał walkę o pozycję z Michałem Tylkiem i podał do wbiegającego w pole karne Huberrta Basiura. Wychowanek Tempo nie trafił jednak w światło bramki, a miał ku temu bardzo dobrą szansę.
Powyższe opisy pokazują, że mecz ten mógł się świetnie rozpocząć dla gospodarzy. Wraz z upływającymi minutami, do głosu zaczynali dochodzić przybysze z Andrychowa. W 16. minucie Maciej Nazimek wygrał pojedynek z Kołodziejem, a dobitka z kilku metrów Jakuba Raszki nie trafiła w światło bramki. Zmarnować dwie sytuacje stuprocentowe w jednej akcji, to spory wyczyn.
W 20. minucie Szymon Wróblewski świetnie dostrzegł wbiegającego z prawej strony w pole karnę Raszkę. Ten oddał strzał z ostrego kąta tylko w boczną siatkę.
Dziewięć minut później tryb nieśmiertelności włączył się Jaszczakowi, który przeprowadził kilkudziesięciometrowy rajd od własnego pola karnego do okolic szesnastki rywali. Po drodze zawodnik Tempo minął kilku zawodników Beskidu. Co zawiodło? Ostatnie podanie.
Po kolejnej indywidualnej akcji Jaszczaka zakończonej w podobnym stylu, jak tej powyżej, Beskid wyprowadził kontrę, którą na gola zamienił Patryk Koim.
W 45. minucie dwójkowa akcja Syodrczuka z Adamem Palarczykiem, który w ostatnim meczu z Jutrzenką nie grał z powodu pauzy za żółte kartki, w polu karnym został sfaulowany Janeczek. Jedenastkę na gola zamienił Jeziorski.
Druga połowa była o wiele bardziej stonowana. Sytuacji było jak na lekarstwo, a momentami mecz przypominał partię szachów. Trener Sadko instruował zza linii bocznej swoich podopiecznych. Najlepszą okazję w tej części gry zmarnował Jaszczak, który oddał strzał z okolicy 15 metrów nad poprzeczką.
To było jednak nic w porównaniu z prezentem jaki Damianowi Budce ofiarował Konrad Lenik. Obrońca Tempo fatalnie skiksował w polu karnym i Budka znalazł się oko w oko z Nazimkiem. I ten pojedynek przegrał.
Na boisku wygrał Beskid, ale powody do zadowolenia mają po tym meczu także w Białce. Do łatwości, z jaką białczanie stwarzają sobie okazje pod bramką kolejnego przeciwnika, trzeba dołożyć skuteczność i remisowe demony powinny odejść w zapomnienie. Najlepiej, chociaż nie - Tempo to musi udowodnić w sobotę w wyjazdowym spotkaniu z zamykającą tabelę Spójnią Osiek-Zimnodół.
Łatwo jest pisać, trudniej wykonać, co z kolei Tempo w tym sezonie niechlubnie już udowadniało.
TRENERSKI DWUGŁOS:
Tomasz Moskała (Beskid Andrychów)
Marcin Sadko (Tempo Białka)
Tempo Białka - Beskid Andrychów 1:1 (1:1) k. 1:4
Gol dla Tempo: Jeziorski (k.).
Gol dla Beskidu: Koim.
Składy:
Tempo: Nazimek - Marek, Jeziorski, Lenik, Sydorchuk, Palarczyk, Gruca, Groń (75' Capar), Jaszczak, Basiura, Janeczek.
Beskid: Zaremba - Mizera, Kapera, Tylek, Kasiński (46' Kaczmarczyk), Malarz, Koczur, Wróblewski, Raszka (65' Budka), Kołodziej (75' Koryga), Koim.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze