W przeciągu trzech dni dwóch porażek doznał Jordan Jordanów. W jakże odmiennych stylach i okolicznościach. O meczu w Rabce wszyscy w Jordanowie chcą jak najszybciej zapomnieć. To był pokaz nieporadności i niedokładności zakończony porażką z drużyną, która w tym roku w podhalańskiej okręgówce przegrała wszystkie cztery ligowe spotkania tracąc w nich aż dwadzieścia goli!
O pierwszej połowie wtorkowego spotkania nie da się napisać żadnego pozytywnego słowa. To była piłkarska mordęga do oglądania. Strzałów celnych oddano równo dwa - najpierw po stronie Wierchów czujność Szymona Nosidlaka sprawdził Daniel Słoński, a po drugiej stronie techniczny strzał Michała Czubina na rzut rożny sparował Robert Lenart.
Bliski zdobycia gola dla Wierchów był Karol Wójtowicz, lecz dziabnięta przez niego piłka minęła bramkę Jordana. Goście wykonali aż siedem rzutów rożnych i żaden na dobrą sprawę nie zagroził bramce Lenarta. Najbliżej jakiegokolwiek zagrożenia było po dośrodkowaniu Patryka Stasika, gdy piłki nie sięgnął Krzysztof Dziadkowiec. Komentarz wydaje się zbędny.
Zawodnicy Jordana zaprezentowali w tej części spotkania istnie treningowe tempo. Nawet nie, bo na treningu jednak się walczy o miejsce w składzie, przykłada się do ćwiczeń. Jeżeli goście uważali, że Wierchy będą prosić o jak najniższy wymiar kary, to się srodze zawiedli. Może to i lepiej w perspektywie dalszej części sezonu?
Najwięcej akcji działo się na trybunach, gdzie w pewnym momencie zaczęli się szarpać między sobą kibice Wierchów. Można i tak.
Druga połowa mogła się zacząć od mocnego uderzenia Wierchów, lecz po kontrze gospodarzy niecelnie strzelał Wójtowicz. W odpowiedzi po dośrodkowaniu Grzegorza Kozy, w słupek trafił Mateusz Buda.
O losach spotkania zadecydował fatalny błąd Kozy w 65. minucie, który za krótko zagrał piłkę do Nosidlaka. Wykorzystał to wychowanek Naroża Juszczyn, Igor Kwaśniewski, który skorzystał z tego prezentu i trafił do bramki.
Linczować młodego zawodnika Jordana nie ma sensu. Więcej pretensji można mieć do tych bardziej doświadczonych zawodników, którzy jak już mieli swoje okazje, to nie potrafili na dobrą sprawę "zatrudnić Lenarta". A to nieczysto trafił w piłkę Michał Gancarczyk, a to po dośrodkowaniu z rzutu wolnego piłka trafiła w nogi Szymona Jeziorskiego. Jordan miał oczywiście piłkarskiego pecha, a może to Wierchy były we wtorkowy wieczór "w czepku urodzone", lecz faktem jest to, że kiedy rozpędzony Kacper Radoń doszedł do uderzenia głową, to jakimś cudem ktoś wybił ten strzał z linii bramkowej.
Jeszcze tylko kilka wrzutek na aferę i ze dwie kontry gospodarzy i arbiter mógł zakończyć spotkanie.
Nie można się było dziwić radości, jaka zapanowała wówczas w zespole z Rabki. Po czterech wysokich porażkach, zwycięstwo z Jordanem może być spotkaniem na przełamanie dla podopiecznych Dawida Polaka. Gospodarze nie pozwolili rozwinąć skrzydeł faworyzowanym gościom i byli do bólu skuteczni w defensywie.
Jordan może sobie tymczasem pluć w brodę, że zakończył swoją przygodę z Pucharem Polski w takim momencie, takim miejscu i w takim stylu.
DAWID POLAK (TRENER KS WIERCHY RABKA)
JAKUB JEZIORSKI (TRENER LKS JORDAN JORDANÓW)
Wierchy Rabka - Jordan Jordanów 1:0 (0:0)
Gol dla Wierchów: Kwaśniewski.
Skład:
Wierchy: Lenart - Korczak, Traczyk, Kucharski, J. Wójciak (85' M. Wójciak), Wnękowicz (70' Śmiałek), Wójtowicz, Vysokyi (70' Czech), Kwaśniewski (75' Domek), Słoski, Dutkiewicz.
Jordan: Nosidlak - Jeziorski, Książek (46' Wójtowicz), Strzelczyk (38' Sieg), Koza, Dziadkowiec, Czubin, Stasik (62' Wróbel), Buda (70' Radoń), Jędrocha, Gancarczyk.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze