Pogoda była jaka jaka była, ale grać trzeba było. W niedzielne popołudnie o awans do kolejnej rundy Pucharu Polski grało sześć zespołów z naszego powiatu. Awizowana w naszej zapowiedzi siódma drużyna – chodzi o KS Bystra – w sobotę okazała się lepsza w konkursie rzutów z Jubilatem Izdebnik. Kto jeszcze gra dalej? Żuraw, Świt, Unia i Jordan!
WIĘCEJ INFORMACJI W PONIEDZIAŁEK :)
III RUNDA PUCHARU POLSKI PODOKRĘGU WADOWICKIEGO:
Jubilat Izdebnik - KS Bystra 0:0 / Bystra awansowała po rzutach karnych
W derbach strzelał tylko Żuraw
Pierwszy gol dla Żurawia miał swoją niecodzienną historię. Rzut karny wykonywany przez Krzysztofa Ćwiertnię na róg sparował bramkarz Lachów, Łukasz Nowak. Po dośrodkowaniu z kornera Ćwiertni celnym strzałem głową popisał się Mariusz Górny.
Pozostałe gole dla przybyszów z Krzeszowa zostały zdobyte w drugiej połowie. Oba były dziełem Patryka Karkuli. Młody napastnik Żurawia najpierw wykorzystał prostopadłe podanie od Ćwiertni, a następnie dobił odbity przez bramkarza gospodarzy strzał Mateusza Miki.
LKS Lachy Lachowice-Hucisko - Żuraw Krzeszów 0:3 (0:1)
Gole dla Żurawia: Karkula (dwa), Górny.
Skład Żurawia: Kachnic - Rusinek, Sałapatek, Zawora, Skrzypek, Wajdzik, Ćwiertnia, Górny, Fluder, Mika, Karkula.
Emocje bez (w regulaminowym czasie) goli
Spotkanie to było debiutem dla Mariusza Zawiły na ławce trenerskiej Gromu. Nie był to debiut udany, bo beniaminek A-klasy odpadł z przedostatnią w poprzednim sezonie drużyną z klasy B. W serii rzutów karnych po stronie gości karnych nie wykorzystali Łukasz Krupczak (przestrzelił) oraz Tomasz Czubin (skuteczna interwencja Pawła Wójcika). Gospodarze się nie mylili i dlatego wygrali 4:2.
Mecz był rozgrywany w strugach padającego deszczu. Pierwotnie miał się rozpocząć o godzinie 18, ale w obawie przed szybko zapadającym mrokiem, rozpoczął się pięć minut wcześniej. Przerwa również została skrócona i trwała 10 minut.
Co się działo na boisko? Początek dla zespołu z Osielca. Po dośrodkowaniu z lewej strony Konrada Bachula do strzału głową doszedł Radosław Siepak. Wojciech Ogarek nie musiał nawet interweniować.
Grom mógł szybko odpowiedzieć - Piotr Surmiak nie opanował piłki w polu karnym i oddał taki strzał, że trudno go nawet klasyfikować w tej kategorii. Lepiej wyszło mu chwilę później, gdy przymierzył zza pola karnego, lecz piłka minęła słupek bramki strzeżonej przez Wójcika. Przypomnieć o sobie mógł także Bartłomiej Kudzia, lecz jego dobra okazja zakończyła się tylko wywalczonym rzutem rożnym.
Akcje przenosiły się z jednej na drugą stronę boiska. Z dokładnością czy przyjęciem piłki nie zawsze wszystko było stuprocentowo ok, ale to, co kibice niższych klas rozgrywkowych lubią najbardziej - czyli walka i zaangażowanie, występowało aż w nadmiarze.
Świetną okazję zmarnował Mateusz Zaręba, który po przechwycie Siepaka, znalazł się oko w oko z Ogarkiem, lecz oddał strzał nad poprzeczką. Po przeciwnej stronie nie mogło do końca rozkręcić się ofensywne trio Kudzia-Surmiak-Czubin. W każdej z akcji brakowało postawienia kropki nad i. Po strzale Surmiaka piłka odbiła się od jednego z zawodników Świtu i wyszła na aut bramkowy. Niebawem zablokowany w szesnastce został Kudzia, a lob Czubina okazał się niecelny.
Bramka gospodarzy była jak zaczarowana. Z ogromnym przymrużeniem oka, może to zasługa pewnego psa, który dostojnie wtargnął na plac gry i zaznaczył swoje terytorium - dokładniej słupek bramki gospodarzy w pierwszej połowie - i tym samym tą bramkę zaczarował ;)?
Grom na pewno był groźniejszy od Świtu - niecelnie kilka minut później strzelał Kudzia po tym, jak ograł jednego z obrońców gospodarzy. Również obok bramki poszybował strzał głową Czubina po dośrodkowaniu z rzutu wolnego.
Świt również miał swoje ofensywne trio w składzie Zaręba-Siepak-Bachul i jeżeli tylko zawodnicy ci będą ze sobą występować równocześnie, to powinni kilkanaście punktów w sezonie zespołowi z Osielca zapewnić. W meczu z Gromem dochodzili do pozycji strzeleckich, ale podobnie jak ich vis a vis z Grzechyni, byli nieskuteczni.
Druga połowa miała podobny przebieg. Najlepszej okazji nie wykorzystał Kudzia, który trafił w słupek. A potem pozostały już tylko rzuty karny do wyłonienia zwycięzcy w tej rywalizacji.
Świt Osielec - Grom Grzechynia 0:0 k. 4:2
Składy:
Świt: Wójcik - Rzeszótko, Szpak, Barcik (70' Guzik), Bodnar, G. Traczyk, Kopacz, Bachul (80' Pająk), Pałka (46' W. Traczyk), Zaręba (46' Bogacz), Siepak.
Gromu: Ogarek - Krupczak, R. Kudzia, Paweł Surmiak, Paleczny (70' Bałos), Bogacz, Suski, Toczek, Piotr Surmiak, Czubin, B. Kudzia.
II RUNDA PUCHARU POLSKI PODOKRĘGU PODHALAŃSKIEGO:
Końcówka jak ze snu
Kiedy zdobywa się bramki w samej końcówce spotkania, na dodatek okazują się one zwycięskie i na wagę awansu do kolejnej rundy, to każda radość z tego powodu jest uzasadniona. Sędzia spotkania Unii z Wierchami nawet nie wznawiał już gry.
Taka nerwówka, jaką zaserwowali kibicom zawodnicy z Naprawy, wcale nie musiała się zdarzyć. Unia mogła mecz rozstrzygnąć w pierwszych dwóch kwadransach. Tymczasem to goście, których trenerem jest były gracz i szkoleniowiec również Unii - Franciszek Gacek, schodzili na przerwę z jednobramkową zaliczką po tym, jak błąd w obronie gospodarzy wykorzystał Mateusz Włodarczyk.
W drugiej połowie mecz nie układał się Unii i to goście byli bliżsi podwyższenia prowadzenia. Po stronie gospodarzy najlepszej okazji nie wykorzystał po podaniu od Konrada Białońskiego Rafał Żegleń. I wtedy przyszły ostatnie fragmenty gry, w których gospodarze zadali dwa decydujące ciosy.
Do wyrównania po filmowej akcji doprowadził Marcin Żegleń (kapitalna asysta z prawej strony autorstwa Roberta Flagi). I kiedy wydawało się, że do rozstrzygnięcia tej rywalizacji potrzebny będzie konkurs rzutów karnych, Rafał Żegleń zagrał do Marcina Żeglenia, a ten uprzedził wychodzącego z bramki Jakuba Nykazę (w przeszłości podstawowego golkipera Podhala Nowy Targ) i zdobył zwycięskiego dla gospodarzy gola. Unia zatem gra dalej!
Unia Naprawa - Wierchy Lasek 2:1 (0:1)
Gole dla Unii: M. Żegleń (dwa).
Gol dla Wierchów: Włodarczyk.
Składy:
Unia: Wojdyła - M. Masłowski, Święchowicz, Janiak, Nowak (65' R. Żegleń), Białoński, Flaga, M. Żegleń, Porębski (65' Śliwa), Proszek (55' Biernat), K. Masłowski.
Wierchy: J. Nykaza - Gał, M. Plewa, Jaróg, Bocheński, G. Plewa (58' Krupa), Trzoniec, Krupa, Truty (75' Wielgus), Włodarczyk, Duda.
Po przerwie włączyli piąty bieg
Po spadku do A-klasy w Jordanie Jordanów nie tylko nie nastąpił exodus zawodników, a nawet sytuacja kadrowa nieco się poprawiła. Co to oznacza? Że Jordan ma zamiar włączyć się w walkę o awans/powrót do ligi okręgowej. Warto dodać, że dwie najlepsze drużyny z A-klasy podhalańskiej awansują do wyższej klasy rozgrywkowej.
Jednym z nowych zawodników Jordana jest Marcin Ferek. Trener Naroża Juszczyn zresztą ustalił wynik spotkania zdobywając piątego gola dla podopiecznych Jakuba Jeziorskiego.
Jordan wygrał trzema golami, ale w pierwszej połowie w pewnym momencie nawet i przegrywał. Zaczęło się jednak po myśli gości - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego na listę strzelców wpisał się Maksymilian Brzana.
Potem miały miejsce dwa gole dla miejscowych po stałych fragmentach gry (z rzutu rożnego i wolnego - ten drugi był przedniej urody). Do przerwy był jednak remis, a błąd bramkarza z Łapsz Niżnych w ostatnich fragmentach pierwszej połowy wykorzystał Kamil Rapta.
O bramce autorstwa Ferka było wcześniej, lecz jeszcze nic nie było o golach numer trzy i cztery dla Jordana. Drugie trafienie Brzany po podaniu od Kamila Rapty i wykorzystanie sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy - to gol na 3:2. Czwarty gol dla Jordana to strzał głową Tomasza Rapty po dośrodkowaniu ze skrzydła Gawła Tyrpy.
GKS Łapsze Niżne - Jordan Jordanów 2:5 (2:2)
Gole dla Jordana: Brzana (dwa), K. Rapta, T. Rapta, Ferek.
Skład Jordana: Kotlarz - Drozd, Sarna (15' Kulak), Radoń, K. Rapta, Tyrpa, Ferek, Wójciak, Szklany, Brzana (88' Łaczek), T. Rapta (85' Moskalski).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze