W powiecie suskim nasila się problem pożarów sadzy w kominach. Strażacy interweniowali już kilkadziesiąt razy w ostatnich miesiącach, a ostatnie zdarzenia miały miejsce w Suchej Beskidzkiej i Skawicy. Eksperci ostrzegają przed gasiemiem kominów wodą i apelują o regularne przeglądy oraz czyszczenie przewodów, by uniknąć niebezpieczeństwa pożaru całego budynku.
Sezon grzewczy w powiecie suskim znów daje o sobie znać. Strażacy odnotowują kolejne pożary sadzy w kominach – tylko w ostatnich dniach interweniowali m.in. w Suchej Beskidzkiej i Skawicy. Choć to zdarzenia częste, mogą skończyć się bardzo poważnie: pęknięciem komina i pożarem całego budynku.
– W 2025 roku mieliśmy 57 takich pożarów, natomiast w roku bieżącym już 29 – przekazuje bryg. Łukasz Białończyk, rzecznik prasowy PSP w Suchej Beskidzkiej. Jak dodaje, w sezonie grzewczym to niestety „standardowe zdarzenie, które często się powtarza”.
Do dwóch pożarów sadzy doszło niemal jednocześnie. Pierwszy przypadek odnotowano w Skawicy, drugi w Suchej Beskidzkiej.
– W Skawicy działała Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza oraz OSP Skawica Centrum. W Suchej Beskidzkiej – JRG oraz OSP Sucha Beskidzka Miasto – wyjaśnia strażak. Procedura jest stała: na miejsce jedzie zastęp z JRG i najbliższa jednostka OSP, a ratownicy zabezpieczają teren i przystępują do gaszenia.
Wielu mieszkańców myśli, że wystarczy wlać wodę do komina. Strażacy ostrzegają: to błąd, który może narobić jeszcze większych szkód.
– Pożarów kominów nie wolno gasić wodą, bo komin może popękać – tłumaczy bryg. Białończyk. Zamiast tego korzysta się ze specjalistycznych rozwiązań. – Używamy lancy kominowej, która podaje mgłę wodną. To nowoczesne urządzenie dopuszczone do takich działań – dodaje.
Po zakończeniu akcji budynek nie wraca „od razu do normy”. – Przekazujemy miejsce zdarzenia właścicielowi z zaleceniem przeglądu przewodu dymowego przez osobę uprawnioną – podkreślają strażacy.
Pożar sadzy w kominie to nie jest „dymek i chwilowy problem”. Strażacy wskazują, że w czasie zapłonu sadzy temperatura potrafi gwałtownie wzrosnąć.
– W momencie zapłonu sadzy temperatura może przekroczyć nawet 1000 stopni Celsjusza – informują strażacy. W takich warunkach komin może pęknąć, a ogień przenosi się na elementy konstrukcyjne budynku, zwłaszcza w rejonie poddasza.
– Zdarza się, że przyjeżdżamy do pożaru poddasza i widzimy, że przewód dymowy jest pęknięty. To oznacza, że nie wytrzymał temperatury – relacjonuje rcznik strażaków Suchej. I dodaje wprost: - pożary sadzy są jedną z przyczyn pożarów budynków.
Wniosek jest prosty: większości takich zdarzeń da się uniknąć. Kluczowe są regularne kontrole i czyszczenie przewodów dymowych oraz właściwa eksploatacja pieców.
– Apelujemy o przestrzeganie przepisów i wykonywanie obowiązkowych przeglądów – podkreślają strażacy. To właśnie zaniedbania najczęściej prowadzą do zapłonu sadzy.
Problem wraca co roku – w powiecie suskim, ale też w innych regionach kraju, gdzie sezon grzewczy oznacza wzrost podobnych interwencji. Lokalne statystyki pokazują jednak jasno: im więcej przeglądów i profilaktyki, tym mniejsze ryzyko, że rutynowe „sadze w kominie” skończą się tragedią.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze