Reklama


(AKTUALIZACJA) Piłkarski weekend: Szans i czasu coraz mniej

10/10/2015 19:52

Ligowe tabele, które wskazują na przekroczenia półmetka rundy, ale też pogoda coraz bardziej jesienna za oknem nie kłamią - wielkimi krokami zbliża się zakończenie ligowy zmagań w rundzie jesiennej. Dla niektórych drużyn wydaje się to być zbawieniem (Halniak Maków Podhalański, Garbarz Zembrzyce), dla niektórych niekoniecznie - ligowe punkty są potrzebne jak woda rybie (Babia Góra Sucha Beskidzka). Zaczynając jednak chronologicznie... Czwartoligowcy robią ostatnio wszystko, żeby tymi czwartoligowcami w kolejnym sezonie nie być. Lepsze okazji na podreperowanie punktowej zdobyczy niż mecz z ostatnim w tabeli Górnikiem Libiąż w tej rundzie Garbarz już mieć nie będzie. Halniak za to jedzie do beniaminka ze Stanisławia Dolnego i faworytem na pewno nie jest. Kibiców z Makowa z pewnością ciekawi fakt, jak w kolejnym meczu na ławce trenerskiej poradzi sobie Krzysztof Wądrzyk.  Równo ostatnio idą także piątoligowcy - Tempo Białka i Jałowiec Stryszawa nie wygrały od czterech kolejek, chociaż w tym czasie Tempo nie przegrało od trzech kolejek, Jałowiec za to wszystko przegrał. Do Białki przyjeżdża lider Orzeł Ryczów, do Stryszawy - spadkowicz z IV-ligi, czyli Niwa Nowa Wieś (bez porażki na wyjeździe). Jak punkt zdobyty tydzień temu przez Babią Górą podziała na jej zawodników, przekonamy się w sobotę w meczu z Burzą Roczyny. W tygodniu trener Sławomir Bączek miał na treningu 17-20 zawodników, w tym także powracających po dłuższej pauzie tych bardziej doświadczonych piłkarzy. Czy to coś da? Tymczasem lider Naroże Juszczyn zagra z drużyną, która na wyjeździe sobie niespecjalnie radzi - Leskowiec Rzyki to drużyna własnego boiska (o ile można tamtejszy stadion boiskiem do gry w piłkę), więc w Juszczynie może prosić co najwyżej o jak najniższy wymiar kary. Lachy zagrają na wyjeździe ze Stanisławianą Stanisław - i mogą lekko zgłupieć, bo tamtejsze boisko w porównaniu do murawy w Lachowicach to Wembley. Umiejętności czysto piłkarskie będą już jednak po stronie podopiecznych Krzysztofa Chorążego i powinny wystarczyć. Jordan znowu zagra o godz. 11 i z pewnością musi mieć się na baczność. Granit Czarna Góra na wyjeździe w tym sezonie wygrał już trzy mecze. Z drugiej strony - w Jordanowie zagra Paweł Romaniak, a to zwiększa o wiele, wiele szanse gospodarzy na końcowy triumf. W B-klasach wielkie grand derby, jak zapowiada trener Bieńkówki Jarosław Gąstała, czyli starcie Strzelca Budzów ze wspomnianą Bienią. Zdecydowany lider tabeli Grom pojedzie do słabiutkiej Olimpii Zebrzydowice. W tej kolejce interesująco zapowiada się starcie Żurawia Krzeszów z Dębem Sidziną.

IV-LIGA

Akurat dziś..

Z kim jak nie z ostatnim w tabeli Górnikiem Libiąż miał zapunktować Garbarz Zembrzyce? Tzn Garbarz u siebie punktować potrafi, ale trzech oczek jeszcze nie zgarnął w tym sezonie. W sobotę sztuka ta znowu mu się nie udaal. Plany trenerowi Zdzisławowi Janikowi pokrzyżowały przede wszystkim urazy oraz kartki. Choroby nie wyleczył Wojciech Klauzner, na uraz pachwiny narzeka Paweł Marek, Adrian Sadowski wykartkował się w poprzedniej kolejce z Orłem Piaski Wielki, a w ostatniej chwili pilny wyjazd wypadł Arturowi Sadowskiemu. Z konieczności zagrał Bartłomiej Sałapatek, który grał z drobnym urazem. Już po zakończeniu spotkania kibice Garbarza mogą dziękować za to opatrzności - pochodzący z Grzechyni Sałapatek zdobył jedynego gola dla gospodarzy.

Reklama

Goście przyjechali do Zembrzyc z nastawieniem "nie przegrać". Z tego powodu grający trener Górnika Grzegorz Kmiecik zagrał w obronie. I z pewnością może nazwać tą decyzję strzałem w dziesiątkę - kiedy trzeba było grał twardo, kiedy trzeba było bez zbędnych fajerwerków wybijał piłkę na uwolnienie. Tej decyzji trudno się dziwić, bo tydzień temu w meczu z Iskrą Klecza Dolna dwóch zawodników z podstawowego składu obejrzało czerwone kartki, niedawno z klubem pożegnało się trzech doświadczonych zawodników. Dlaczego nagle odeszli z drużyny? Nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi... To jednak problem Górnika Libiąż.

Goście czuli i tak słabość Garbarza i starali się to wykorzystać. W 20. minucie na 5. metrze przejął Mateusz Domagała, lecz fatalnie przestrzelił. Gospodarze najlepszą okazje stworzyli "z niczego" - dośrodkowanie Sławomira Pudy zatrzymało się na poprzeczce bramki Górnika. Na sześć minut przed zakończeniem pierwszej połowy mocnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Kmiecik. Strzał syna legendarnego zawodnika Wisły - Kazimierza Kmiecika wybił przed siebie Mateusz Wieczorek, a dobitka również nie przyniosła gościom gola.

Reklama

Fantastycznie dla Garbarza rozpoczęła się druga połowa. W 47. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego sprytnie jednego z obrońców Górnika przytrzymał Puda, a Sałapatek znalazł się w odpowiednim momencie w odpowiednim czasie i Garbarz wyszedł na prowadzenie.

W tym momencie Garbarz uznał, że jego misją w tym meczu jest dowiezienie takiego rezultatu do końcowego gwizdka sędziego. Gra na 1:0 zakończyła się dla Garbarza nieciekawie. Co prawda raz udało się postraszyć gospodarzom, konkretnie rezerwowemu Vladyslavovi Teterukowi defensywę Górnika (za długo prowadził piłkę i zamiast zdecydować się na strzał z pola karnego, stracił futbolówkę), ale to by było na tyle z zagrożenia Garbarza. Konkretniejsi byli goście i dopięli swego na kwadrans przed zakończeniem spotkania. Ładnie zza pola karnego po długim rogu przymierzył zawodnik outsidera ligi i Wieczorek musiał skapitulować.

Reklama

W szóstym spotkaniu w tym sezonie na własnym stadionie, Garbarz zanotował już piąty remis!

Garbarz Zembrzyce - Górnik Libiąż 1:1 (0:0)

Gol dla Garbarza: Sałapatek.

Skład Garbarza: Wieczorek - Ł. Puda, Sałapatek, Burliga, Tomczak, Kasiński, Chodźko, Kuz (46" Teteruk), Harańczyk, S. Puda, Natkaniec (80" Żmudka).

Niżej, coraz niżej

Coraz trudniejsza staje się sytuacja Halniaka Maków Podhalański. Pewnie nikt w Makowie zbytnio by się tym nie przejmował, gdyby nie fakt, że patrząc na dorobek punktowy drużyn z IV-ligi - podział na drużyny z czuba tabeli i dołu jest nad wyraz widoczny. Lidera Iskrę Kleczę Dolną (20 pkt) od 11. Wiślanki Grabie dzieli raptem sześć punktów. Z kolei Wiślanie mają już sześć punktów przewagi nad Garbarzem Zembrzyce, który "przewodzi" stawce drużyn z dołu tabeli. Na przedostatnim miejscu w tabeli usadowił się Halniak.

Reklama

Punkty w zasięgu Halniaka w wyjazdowym spotkaniu z Sosnowianką Stanisław Dolny jak najbardziej były. Ba, mecz mógł się zacząć dla Halniaka idealnie, lecz Mateusz Król nie wykorzystał kilka minut po rozpoczęciu gry sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Tymczasem w 10. minucie z nieplanowanego prezentu od Michała Grucy wykorzystał Mateusz Mizia i absolutny beniaminek IV-ligi wyszedł na prowadzenie.

Szybkie prowadzenie pozwoliło Sosnowiance na zmianę taktyki - gospodarze oddali inicjatywę gościom, a sami nastawili się na kontrataki. I z pewnością to oni byli bliżsi zdobycia drugiego gola niż Halniak wyrównującego.

Reklama

Sosnowianka Stanisław Dolny - Halniak Maków Podhalański 1:0 (1:0)

Skład Halniaka: Marzec - Gruca, Marut, Lozniak, Furman. Król (46" Ryszawy), Kozieł, Zając (65" Kmak), Szymula, Mokwiński (70" Gruszeczka), Dyduch.

V-LIGA

Lider liderem już nie jest

Tempo Białka w niedzielne popołudnie nawiązało (wreszcie) do bardzo udanego poprzedniego sezonu. Podopieczni Macieja Melzera potrafili wtedy wygrać z KS Chełmek czy Unią Oświęcim, czyli zespołami na tamten okres ze ścisłego czuba w tabeli. Wygrana 2:0 z Orłem Ryczów, w którego skła dzie wystąpił znany m.in. z występów w Wiśle Kraków Grzegorz Pater, może nie przyszła gospodarzom wyjątkowo łatwo, lecz była w pełni zasłużona. W ogóle, to mecz mógł się podobać i był toczony w szybkim... tempie.

Reklama

Tempo Białka przystąpiło do tego spotkania tradycyjnie z problemami kadrowymi. - Dzień przed meczem dowiedziałem się o jednej absencji zawodniku, w dniu spotkania o drugiej. Przebudowy wymagała zwłaszcza formacja defensywna. Porozmawiałem z chłopakami, zastanowiliśmy się wspólnie, kto na jakiej pozycji czułby się najlepiej i... zadziałało. Podoba mi się taka współpraca z zawodnikami. Na prawej stronie zagrał Paweł Kaczmarczyk, w środku partnerem Mariusza Bielarza był Paweł Mentel. W drugiej linii świetnie Grześka Pacygę zastąpił Bartek Ficek. Dobrze spisał się młody Kuba Drobny - wylicza Melzer.

Orzeł przyjechał do Białki jako lider tabeli, a wyjechał jako trzecia drużyna w ligowej stawce. W pierwszej połowie Orzeł i Tempo stworzyły po jednej groźnej okazji do otwarcia wyniku. Z dystansu przymierzył Pater, piłka nabrała sporej rotacji i jakimś cudem, ale Piotr Kłapyta zdołał ją na rat y złapać. Po drugiej stronie Kamil Lenik otrzymał podanie za obrońców, lecz potem zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i ostatecznie został zablokowany.

Reklama

Wynik spotkania w drugiej połowie otworzył Bartłomiej Goryl. Z prawej strony dośrodkował Kaczmarczyk, piłkę trącił Sebastian Młynarczyk, a Goryl wykorzystał sytuację sam na sa m z Danielem Święgroszem. Na 2:0 podwyższył Młynarczyk - tym razem za podanie z 52. minuty odwdzięczył mu się Goryl. 27-letni Młynarczyk ładnym technicznym strzałem pokonał Święgrosza.

- Orzeł walczył, starał się atakować, ale sytuacji stuprocentowych nie miał. To my mogliśmy i powinniśmy zdobyć trzeciego gola. Bartek Goryl z linii końcowej boiska zagrał półgórną piłkę, której nie opanował ani Sebastian Młynarczyk, ani Michał Puzik. A nie było przy nich nikogo. Podanie po ziemi załatwiłoby sprawę - dodaje Melzer.

Reklama

Tempo Białka - Orzeł Ryczów 2:0 (0:0)

Gole dla Tempo: Goryl, Młynarczyk.

Skład Tempo: Kłapyta - Kaczmarczyk, Bielarz, Mentel, Harańczyk (55" Puzik), Lenik, Motor, Ficek, Droby, Goryl, Młynarczyk.

Lepszy punkt niż nic

Z jednej strony w Stryszawie mogą się cieszyć, że serię czterech porażek z rzędu udało się w spotkaniu z Niwą Nową Wieś zatrzymać. Z drugiej, remis z Niwą nie podreperował znacznie pozycję stryszawian, których od ostatniej w lidze Skawy Wadowice dzielą tylko cztery punkty. 

Jałowiec Stryszawa - Niwa Nowa Wieś 0:0

Reklama

A-KLASA

Dużo za mało punktów

- Kiedyś za wysokie zwycięstwa przyznawano więcej punktów (śmiech). Wolałbym wygrać sześć razy po 1:0 niż raz 6:0. Mamy dużo za mało punktów, bo chociaż jesteśmy chwaleni za styl gry, to  jednak po wygranej z Burzą mamy na koncie tylko cztery oczka - mówi trener Babiej Góry Sławomir Bączek.

To, że coś dobrego dla Babiej Góry wisi w powietrzu, wiadomo było co najmniej od tygodnia. Remis na boisku lidera (1:1 ze Zniczem Sułkowice-Bolęciną), tam niewykorzystany karny i co najmniej dwie świetne okazje do przechylenia szali zwycięstwa na korzyść zespołu z Suchej Beskidzkiej. A w tygodniu na treningach Babiej Góry pojawiało się średnio 17-18 zawodników. - Gdyby miało ich przychodzić po 7-8, to nie miałoby to sensu. Tylko ciężka praca, praca i jeszcze raz praca spowoduje, że w starciu o ligowe punkty możemy być szybsi, bardziej zdecydowani i dokładni. W futbolu to detale decydują o zwycięstwie lub porażce - wyjaśnia Bączek.

Reklama

Święta Bożego Narodzenia dopiero w grudniu, ale trener Babiej Góry już teraz dostał prezent. Nie od Mikołaja, ale od zarządu klubu. Nazywa się on Dawid Choczyński. - Cieszę się, że zarząd zadziałał i wynalazł Dawida. Do tej pory nie mieliśmy takiego zawodnika i choć Dawid nie jest takim typowym napastnikiem, to liczby przemawiają na jego korzyść - dodaje Sławomir Bączek.

Mimo że mecz zakończył się wynikiem 6:0, to planem Babiej Góry wcale nie było od razu rzucenie się na przeciwnika i szybkie objęcie prowadzenia. - Chcieliśmy zagrać niskim pressingiem, przyjąć gości na swojej połowie i ich skontrować. Bardzo ważne było nie stracić gola, bo z przodu, gdzie mam szybkich zawodników, sytuacje na pewno będziemy mieli - mówi Bączek.

Gospodarze wyszli na prowadzenie w 23. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzałem z woleja, lekkim ale precyzyjnym, wynik spotkania otworzył Przemysław Burliga. Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy Choczyński wykorzystał fatalny błąd obrony gości i skierował piłkę do pustej już bramki.

Punktem kulminacyjnym spotkania było sytuacja z 53. minucie. Po faulu na Amadeuszu Żmudzie sędzia podyktował rzut karny. Do jedenastki podszedł Dawid Sumera i trafił w poprzeczkę, piłka ponownie spadła pod jego nogi i w tym momencie został sfaulowany przez kolejnego zawodnika gości (druga żółta i czerwona kartka a propos). Co na to sędzia? Podyktował drugi rzut karny, który na gola zamienił Piotr Pacyga. A co powinien zrobić? Podyktować, ale rzut wolny pośredni dla Burzy Roczyny za podwójne zagranie Sumery.

- Kiedy traci się trzeciego gola, gra się w osłabieniu to nie dość, że trudno się zmobilizować, to jeszcze uskrzydlony rywal może cię dobić. Tak też zrobiła Babia Góra, chociaż nie wykorzystaliśmy też wielu innych, świetnych okazji - mówi Bączek.

Od 78. minuty do 81., Babia Góra zdobyła trzy gole. Najpierw z 17. metrów przymierzył Choczyński, następnie sytuację sam na sam wykorzystał Sumera. Ostatniego gola pieczętującego pierwszą wygraną Babiej Góry w sezonie 2015/2016 zdobył Pacyga, który wykorzystał podanie wzdłuż bramki od Michała Wójtowicza. W samej końcówce stuprocentowych okazji nie wykorzystali jeszcze Michał Bałos oraz Choczyński.

- Nie powiem, że jest bardzo dobrze, ale dobrze na pewno. Niedawno założyłem sobie, ile jeszcze zdobędziemy punktów do końca rundy. Nie chcę zapeszać, o tym porozmawiamy po ostatnim spotkaniu w rundzie jesiennej - dodaje Sławomir Bączek.

Babia Góra Sucha Beskidzka - Burza Roczyny 6:0 (2:0)

Gole dla Babiej Góry: Choczyński, Pacyga (obaj po dwa gole), Burliga, Sumera.

Skład Babiej Góry: Kachnic - Chrząszcz, Kudzia (87" Stróżak), Burliga, Szarlej, Kociołek, Sumera, Pacyga (80" Rzeźniczak), Wójtowicz (84" Fortuna), Żmuda (65" Bałos), Choczyński.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/babia10{/gallery}

Wstyd i rozczarowanie

Takich słów użył trener Lachów Lachowice po sobotnim pogromie w Stanisławiu Górnym. Poprzednie cztery spotkania Stanisławianka przegrała i trudno było przypuszczać, żeby w spotkaniu z Lachami miała nie tyle się przełamać, co odnieść najwyższe w sezonie zwycięstwo. A jednak.

- Byliśmy słabsi. Chociaż mamy problemy kadrowe i nie mogłem skorzystać z pięciu zawodników, to takiego wyniku się wstydzę. Mieliśmy swoje okazje, lecz dopiero przy stanie 7:0 strzeliliśmy gola. Jestem zbulwersowany postawą zawodników - powiedział Krzysztof Chorąży.

Stanisławianka Stanisław - Lachy Lachowice 7:1 (3:0)

Gol dla Lachów: Dawid Kachel.

Skład Lachów: Bogacz – Banaś, Radoń, Kąkol (65" M. Kachel), Kubieniec, P. Gach, Daniel Kachel, Dawid Kachel, Małysiak, Stachnik, Pyrzyk (70" Urbanek).

Można osiwieć

Ewidentnie nie szanują zdrowia swojego trenera zawodnicy Jordana Jordanów. Ostatecznie wygrali z Granitem 2:0 i po dwóch remisach odczarowali stadion przy ulicy Kolejowej. Ale... - Można osiwieć po takim meczu. Nie wykorzystaliśmy ośmiu sytuacji stuprocentowych. Tak samo było ostatnio z Babią Górą Lipnicą Wielką, gdzie także mieliśmy dużo okazji do zdobycia goli, a skończyło się 3:3 - mówi trener Jordana Zdzisław Gacek.

W samej końcówce meczu po jednej z kolejnych świetnych okazji do podwyższenia wyniku, Gacek z całej siły kopnął w znajdującą się tuż przy ławce rezerwowych torbę sportową. - Były w niej cztery piłki (śmiech). Noga nie boli - dodaje.

Bohaterem spotkania w Jordanowie był, a jakżeby inaczej, Paweł Romaniak. To on w 40. minucie wykorzystał błąd zawodnika gości, przejął piłkę i skierował ją do pustej bramki. - Zachował się jak wytrawny lis pola karnego - pochwalił swojego podopiecznego Gacek.

Przed przerwą wynik mógł jeszcze podwyższyć Marcin Sochacki, ale trafił w słupek. - Marcin trenował tylko w piątek, zagrał z drobnym urazem. I tak za tydzień nie mógłby zagrać, bo w spotkaniu z Granitem dostał czwartą żółtą kartkę. Pomógł nam w tym meczu i za to możemy mu podziękować - przyznaje Gacek.

Ciśnienie w drugiej połowie szkoleniowcowi Jordana podnieśli sędziowie, którzy nie podyktowali ewidentnego karnego za faul na Romaniaku. - Przez ich decyzje też przybywa mi siwych włosów - dodaje Gacek. W 72. minucie arbiter nie miał już jednak wątpliwości - kolejny faul na Romaniaku i jedenastka. Na gola zamienia ją Filip Tyrpa.

W ostatnich dwudziestu minutach Jordan pozwolił piłkarzom z Czarnej Góry nawet na rozgrywanie piłki na własnej połowie, a sami czyhali na okazje do kontr. I taka taktyka mogła się źle zakończyć w 75. minucie - z rzutu wolnego strzelał/dośrodkowywał (raczej to drugie) zawodnik gości i piłka zatrzymała się na poprzeczce. Dwie minuty później świetnie lewą stroną przedarł się Romaniak, wpadł w pole karne i tam za daleko wypuścił sobie piłkę - bramkarz Granitu odważnym wyjściem pewnie ją złapał. 120 sekund później ponownie lewą stroną zaatakował Jordan - tym razem rezerwowy Jarosław Dudek znalazł się oko w oko z bramkarzem gości, lecz przeniósł piłkę wysoko nad poprzeczką. W 81. minucie trzech zawodników Jordana pognało na bramkę gości - przed nimi był tylko jeden obrońca i bramkarz. Podanie z prawego skrzydła do Romaniaka okazało się jednak nie w tempo, najlepszy w tym sezonie piłkarz Jordana nie zdołał opanować piłki i defensor Granitu wyjaśnił sytuację. To po tej akcji Zdzisław Gacek wyładował swoją złość na Bogu ducha winnej torbie sportowej...

W 87. minucie Romaniak świetnie zagrał piłkę z głębi pola do Michała Rysia, a ten w sytuacji sam na sam strzelił... lekko po ziemi i bramkarz gości górą wyszedł i z tej opresji. Niewykorzystane sytuacje mogły się zemścić, bo chwilę później, po przeciwnej stronie boiska, mocny strzał po ziemi świetnie na rzut rożny sparował Mariusz Rypel. - To pokazuje, jak bardzo mogliśmy skomplikować sobie sytuację w końcówce na własne życzenie - przyznaje Gacek.

Jeszcze tylko kolejną "setkę" zmarnował Dudek i sędzia zakończył spotkanie.

Jordan Jordanów - Granit Czarna Góra 2:0 (1:0)

Gole dla Jordana: Romaniak, F. Tyrpa (k.)

Skład Jordana: Rypel - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, G. Tyrpa, Paś (55" Kulak), Wójtowicz, Kowalcze, Kołodziej, Romaniak (83" Ryś), Sochacki (50" Dudek).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/jordan11{/gallery}

Niespodzianka? I to wielka

Kiedy lider tabeli Naroże Juszczyn traci na swoim boisku punkty z drużyną, która boisko ma tylko z nazwy i najlepiej czuje się na małych, mocno kameralnych obiektach (najlepiej nierówną i z wieloma dziurami). To właśnie wyniki (5 wygranych, 1 porażka) w Rzykach sprawiają, że Leskowiec jest tak wysoko w tabeli (trzecie miejsce). Do niedzieli Leskowiec jeszcze nie zapunktował na wyjeździe.

- Zagraliśmy najsłabszy mecz w rundzie. Nie kleiła się gra. To, że spotkanie zakończyło się remisem, jest naszym sukcesem - mówi trener Naroża Jakub Jeziorski.

Nie minęło kilkadziesiąt sekund, a źle ustawiona pułapka ofsajdowa mogła się fatalnie dla Naroża zakończyć. Na szczęście dla gospodarzy napastnik gości za daleko wypuścił sobie piłkę, a ta powędrowała do rękawic Michała Fidelusa. Gospodarze nie wyciągnęli wniosków z tej akcji - chwilę później błąd popełnił Marcin Ceremuga, piłka poszła wzdłuż bramki i Sebastian Misiek trafił do pustej bramki. - Moi zawodnicy stali jak zamurowani, kompletnie nie zareagowali - dodał Jeziorski.

Riposta Naroża była bardzo szybka. I ładna. Z 25. metrów przymierzył Marcin Ferek i kibice w Juszczynie mogli mieć nadzieję, że piąta wygrana z rzędu na swoim stadionie stanie się udziałem Naroża. Nic z tego. - Do momentu czerwonej kartki dla Marcina Kuszyka (75. minuta) w drugiej połowie, spotkanie było wyrównane. Potem goście dwukrotnie wyszli z kontrami - 2 na 1 i 3 na 1 i za każdym razem ratował nas słupek - mówi Jeziorski.

Naroże odpowiedziało tylko strzałem nad poprzeczką Grzegorza Ferka. O wiele za mało jak na lidera tabeli przystało.

Naroże Juszczyn - Leskowiec Rzyki 1:1 (1:1)

Gol dla Naroża: M. Ferek.

Skład Naroża: Fidelus - Gąstała, Ceremuga, Kulka, Baziński, M. Ferek, Kuszyk, Kryjak (53" Sala), Antosiak, Lipka (65" Trybała), Drobny (85" G. Ferek).

B-KLASA

Wielkie, wielkie strzelanie

Nie mieli litości zawodnicy Błyskawicy Marcówki w spotkaniu z zamykającym tabelę Huraganem Skawicą. Jeszcze przed meczem wiadomo było, że gościom, którzy w tym sezonie jeszcze nie wygrali na wyjeździe o wywiezienie korzystnego wyniku z Marcówki będzie piekielnie trudno. Błyskawica jest niepokonana w obecnym sezonie - dwa poprzednie, prestiżowe spotkania z wiceliderem Dębem Sidziną (2:0) i w małych derbach z LKS Bieńkówką (4:1) rozstrzygnęła na swoją korzyść.

Huragan dzielnie się trzymał do 30. minuty, kiedy to wynik otworzył Jakub Pindel. W 38. minucie drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Marcin Wojtyczko i koszmar Huraganu mógł się zacząć. Dwie bramki tuż przed zakończeniem pierwszej połowy (trafienia Krzysztofa Raka i Marcina Porębskiego) ostatecznie dobiły gości.

Po przerwie co prawda to Huragan jako pierwszy zdobył gola (konkretnie uczynił to Mateusz Dyrcz), ale na to trafienie dwukrotnie odpowiedziała Błyskawica (Mariusz Kania i ponownie Rak). Na 5:2 rozmiary porażki zmniejszył w 66. minucie Sebastian Pacyga.

Błyskawica ostatnimi wynikami zgłosiła akces do walki o A-klasę. Jak z tej potyczki wyjdzie, zobaczymy na wiosnę.

Błyskawica Marcówka - Huragan Skawica 8:2 (3:0)

Gole dla Błyskawicy: K. Rak (trzy), Jakub Pindel, Porębski, Kania, Kasprzycki, Pilch.

Gole dla Huraganu: Dyrcz, S. Pacyga.

Składy:

Błyskawica: Brańka - Jacek Pindel, Urbański (75" Pilch), Paczka, Kasprzycki, Nosal, , Jakub Pindel (60" Zgudziak), Kania, Suwada (70" Karcz), Rak, Porębski.

Huragan: Sikończyk - Ł. Dyrcz, M. Dyrcz, Góra, Kudzia, M Pacyga (46" W. Pacyga), B. Pacyga, D. Pacyga, S. Pacyga, Wojtyczko, Ż ywczak .

Od własnej broni

W 93. minucie po wznowieniu gry z autu piłka trafiła w pole karne. Jeden z zawodników drużyny broniącej wybił piłkę za krótko tak niefortunnie, że ta spadła pod nogi piłkarza rywala. Strzał przeciwnika wcale nie był precyzyjny, bardziej taki farfocel, lecz piłka znalazła drogę do bramki. Gol, sędzia kończy spotkanie... Nie, to nie opis kolejnej bramki Gromu Grzechynia, których od początku tego sezonu lider B-klasy zdobył już kilka. To opis gola, który Grom Grzechynia stracił w doliczonym czasie gry w spotkaniu z Olimpią Zebrzydowice. Pierwsza strata punktów w tym sezonie Gromu stała się zatem faktem.

 - Załatwili nas naszą własną bronią - żałował Stanisław Klimala, trener Gromu. - Remis ten jest wynikiem naszej nonszalancji, zlekceważenia przeciwnika i zbytniej pewności siebie. Uczulałem chłopaków, że chociaż Olimpia jest nisko w tabeli, to często w jej meczach jeden gol decyduje o wyniku - dodaje.

Mecz w Zebrzydowicach nie mógł się lepiej rozpocząć dla Gromu. Piotr Surmiak otrzymał piłkę na szesnastym metrze i strzałem w krotki róg, nie bez pomocy golkipera miejscowych, trafił do bramki. Pierwsze pół godziny to zdecydowana dominacja Gromu, która nie została jednak udokumentowana większą ilością bramek. - Oddaliśmy niezliczoną ilość uderzeń, lecz ws zystkie były niecelne. Kiedy już jednak trafialiśmy w bramkę, a uczynił to dwukrotnie w sytuacji sam na sam z bramkarzem Olimpii Piotr Surmiak, to piłka trafiała właśnie w golkipera Zebrzydowic - dodał.

Druga połowa miała już bardziej wyrównany przebieg. Olimpia z każdą minutą czuła, że remis jest w jej zasięgu. Trudno, żeby było inaczej, skoro Grom nie wykorzystał trzech świetnych okazji do podwyższenia rezultatu (ponownie dwukrotnie spudłował Piotr Surmiak, raz pomylił się Bartłomiej Kudzia). I w końcu nadeszła opisywana na wstępie sytuacji z doliczonego czasu gry...

Olimpia Zebrzydowice - Grom Grzechynia 1:1 (0:1)

Gol dla Gromu: Piotr Surmiak.

Skład Gromu: Krupczak – Dyrcz, Paweł Surmiak, Białończyk, Urbański,Zguda, Nitoń (80. Tokarz), M. Surmiak, Kudzia, Piotr Surmiak, Toczek (70" Bogacz).

Nie skrzywdzili gospodarza

- Nie podjęliśmy walki, brak słów - te słowa trenera Unii Naprawa Franciszka Gacka mówią wszystko. - Rywal grał bardzo dobrze, a w szczególności ich napastnik, który z naszą obroną robił co chciał i strzelił 4 bramki - dodaje.

Tym napastnikiem był 21-letni Marcin Brandys. To pierwsza wygrana Janosika Sieniawa w tym sezonie na własnym stadionie.

Janosik Sieniawa - Unia Naprawa 5:0 (2:0)

Skład Unii: Kania (66" Kaczmarczyk) - Sutor (60" Nogawka), Ł. Ciscoń, Święchowicz, Molus (46" D. Ciscoń), Masłowski, Pasiowiec, Gacek, (46" Nowak), Panek, Flaga, Mastela.

Wysoko, za wysoko

- Wynik jest trochę mylący - powiedział po zakończeniu spotkania z KS Bystra trener Watry Zawoja Łukasz Stopka. Dzień wcześniej grający trener Watry obchodził urodziny. - Chłopaki nawet namawiali mnie, żebym podszedł do rzutu karnego. Najlepszym prezentem było dla mnie zwycięstwo - dodał.

Wynik spotkania otworzył Grzegorz Antosiak, który popisał się precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego. Kolejne gole padły po przerwie, chociaż przez pierwszy kwadrans drugiej połowy to goście z Bystrej byli zespołem dominującym. Watrze udało się wydostać z tej opresji w najlepiej z możliwych sposobów - solową akcję dobrym strzałem wykończył Tomasz Kaczmarczyk. Dzieła zniszczenia, bo mimo wszystko wynik 4:0 na to wskazuje Bystrej, dopełnili Eryk Wróblewski i ponownie Grzegorz Antosiak.

Watra Zawoja - KS Bystra 4:0 (1:0)

Gole dla Watry: G. Antosiak (dwie), Kaczmarczyk, Wróblewski.

Składy:

Watry: Wolski - Zięba, Stopka, Zguda, Basiura, G. Antosiak, M. Antosiak, Kaczmarczyk, Dyrcz, Bury, Listwan (65" Wróblewski).

Bystra: Pustuła - Wnętrzak, Kulka, Sroka, Mikołajczyk (75" Ciapała), Szewczyk, Błachut, Basiura, Gałka (46" Rzeszótko), Bisaga, Wójtowicz.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/zawoja11{/gallery}

Niech żyje nam rezerwa

Czerwona kartka, rzuty karne (nie wszystkie wykorzystane), cztery gole - poziom emocji na derbach gminy Budzów podczas spotkania Strzelca z LKS Bieńkówką był wysoki. Do przerwy kibice zgromadzeni na stadionie Budzowie goli nie zobaczyli, ale po przerwie oglądali widowisko może nie przez wielkie, ale duże W na pewno.

- Do przerwy, jak na derbowe spotkanie przystało, dominowała walka - mówi grający trener Strzelca Łukasz Reciak. Swoje okazja w tej części gry mieli goście. M.in. na listę strzelców mógł wpisać się grający trener, ale Bieńkówki - Jarosław Gąstała. - Mogłem lepiej zachować się w tej sytuacji - wspomina samokrytycznie sytuację z 10. minuty.

Kluczową rolę w derbach odegrali rezerwowi Strzelca. Wprowadzeni od początku drugiej połowy Krzysztof Trzop i Bogdan Gołuszka wpisali się na listę strzelców. - Cieszy fakt, że na ławce rezerwowych mam zawodników, którzy potrafią odmienić losy spotkania - powiedział po końcowym gwizdku Reciak.

Nawet gra w osłabieniu, bo od 55. minuty po czerwonej kartce dla Patryka Wrzodka, nie przeszkodziła Strzelcowi w odniesieniu zwycięstwa. Ale, żeby jakaś chronologia wydarzeń została zachowana, to po kolei. Wynik spotkania otworzył Dawid Gielata. Potem do wyrównania z rzutu karnego doprowadził Daniel Lewandowski. Ten sam zawodnik stanął kilka minut później przed szansą wyprowadzenia gości na prowadzenie - w polu karnym Tomasza Chromego sfaulował Wrzodek, za co wyleciał z boiska. Jedenastkę Lewandowskiego obronił Józef Gielata. Bieńkówka jednak nie rezygnowała z odniesienia historycznego zwycięstwa ze Strzelcem i kilka razy zagroziła bramce strzeżonej przez Gielatę. Skuteczność w niedzielę była jednak atutem Strzelca - gole rezerwowych Trzopa i Gołuszki zapewniły gospodarzom zwycięstwo.

- Graliśmy przez większą część drugiej połowy w osłabieniu, a mimo to zdobyliśmy decydujące o wygranej gole. Chłopaki pokazali charakter. Słowa uznania należą się też Józkowi Gielacie, który wyciągnął rzut karny - przyznał Reciak.

Strzelec Budzów - LKS Bieńkówka 3:1 (0:0)

Gole dla Strzelca: D. Gielata, Gołuszka, Trzop.

Gol dla Bieńkówki: Lewandowski.

Składy:

Strzelec: J. Gielata - P. Burliga (46" Gałuszka), Kwaśniowski, Kąkol, Pawlica, Klimowski, Grygiel (46" Trzop), D. Gielata (78" Reciak), Mateusz Daniel, Marek Daniel, Wrzodek.

Bieńkówka:
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/budzow11{/gallery}

Dyspozycja dnia kluczowa

- Świt dostał walkower. Szkoda, bo trener Osielca chciał, żeby mecz rozstrzygnął się w sportowy sposób. Sprawa jest zamknięta - wraca trener Żurawia Jacek Kudzia do wydarzeń z poprzedniego tygodnia, kiedy to nie doszedł do skutku mecz ze Świtem Osielec z powodu nieważnych badań lekarskich drużyny z Krzeszowa. - Sprawa jest już rozwiązana, jak mówiłem, to był błąd formalny z naszej strony - dodał Kudzia.

Spotkania z Dębem Sidziną, który jest wiceliderem B-klasy, nikt w Krzeszowie się nie obawiał. - Znam tą ligę i wiem, że dyspozycja dnia jest decydująca - przyznaje Kudzia.

Co prawda pierwsi na prowadzenie wyszli goście za sprawą Mariusza Lipy, ale na przerwę to Żuraw schodził z jednobramkową zaliczką. - Dwukrotnie bramkarza Dębu pokonał Paweł Wajdzik. Po przerwie ładnym strzałem głową popisał się Bartłomiej Targosz, a następnie Wajdzik, po ładnej indywidualnej akcji, po raz trzeci umieścił piłkę w bramce Dębu w tym spotkaniu. Na otarcie łez drugiego gola dla gości zdobył niezawodny Lipa.

- Chociaż to Dąb pierwszy wyszedł na prowadzenie, to odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo. Przez większą część spotkania kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na boisku - dodał na zakończenie Jacek Kudzia.

Żuraw Krzeszów - Dąb Sidzina 4:2  (2:1)

Gole dla Żurawia: Wajdzik (trzy), Targosz.

Gole dla Dębu: Lipa (dwa)

Składy

Żuraw: Pająk - Talaga, G. Kawończyk, Pilarczyk (46" Nowak), Skrzypek, Wójcik, Ćwiertnia, Fidelus (40" Targosz), M. Kawończyk (65" Piątek), Łuczak, Wajdzik (85" Korczak).

Dąb: Motor - P. Kostka, J. Kostka, Ł. Kolaniak (46" Kulka), Gałka, Jaromin, Handzel, Szpak (85" Nabagło), Sutor (60" Malada), Lipa, Pastwa.

Zamiast relacji

Z dziennikarskiego obowiązku o spotkaniu Jubilatu Izdebnik ze Świtem Osielec napiszemy tyle, że po 5. minutach gospodarze prowadzili już 3:0 i pytaniem było już tylko jak wysoko przegra dowodzony przez Witolda Romanowskiego beniaminek z B-klasy. Ostatecznie skończyło się na siedmiu trafieniach.

- Szkoda komentować tego, co się stało. Mam tutaj na myśli w szczególności tych, którzy mieli być na meczu, a ich nie było (Świt nie miał żadnego rezerwowego  w tym spotkaniu). Niektórzy nie dorośli jeszcze do odpowiedzialności. Równie dobrze mogłem w tym czasie robić coś bardziej przyjemnego w ten chłodny dzień. To jest totalna dziecinada. Do dzisiaj rana (rozmowa z poniedziałku) miałem dużo czasu do przemyślenia i wyciągnięcia wniosków. Swoje już postanowiłem - mówi Witold Romanowski.

Nie chciał jednak zdradzić co, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać na decyzję trenera Świtu. 

Jubilat Izdebnik - Świt Osielec 7:0 (3:0)

Skład Świtu: W. Traczyk - Babik, Guzik, Herman, Kalemba, Kopacz, Łach, Motor, G. Traczyk, Oleksa, Malik.

C-KLASA

Tarnawianka Tarnawa - Jastrzębianka Jastrzębie 3:0

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama