Reklama


Piłkarski weekend: Mecz, którego nie było w Grzechyni

09/08/2015 11:27

Pierwsze mecze ligowe w sezonie 2015/2016 rozegrali w sobotę zawodnicy Halniaka Maków Podhalański i Garbarza Zembrzyce. W Makowie niemal totalnie odmieniony w porównaniu do poprzedniego sezonu Halniak przegrał 2:0 ze Skawinką. W Zembrzycach punkt z Górnikiem Wieliczką wywalczył Garbarz. Z Pucharem Polski pożegnał się Jałowiec Stryszawa, który wysoko przegrał ze Zniczem Sułkowice Bolęciną. Nie odbył się mecz w Grzechyni, gdzie miał przyjechać Tempo. - O godzinie 11 podjęliśmy wspólnie z zarządem decyzję, że jednak się nie zbierzemy i nie pojedziemy do Grzechyni - wyjaśnia trener Tempo Maciej Melzer.

Rewolucyjnie

Kibice, którzy przyszli na inauguracyjne spotkanie Halniaka Maków z beniaminkiem IV-ligi Skawinką Skawiną, mogli przecierać oczy ze zdumienia patrząc na skład gospodarzy. W wyjściowej jedenastce makowian zagrali m.in. Kamil Dyduch (poprzednio Babia Góra Sucha Beskidzka), Dawid Polak (poprzednio Jałowiec Stryszawa), bramkarz Filip Rechul, Kamil Mokwiński (obaj Stadion Śląski), Jakub Kikla (Fablok Chrzanów) czy Dawid Szymula (Kalwarianka Kalwaria). Jeszcze w poprzedniej rundzie niewiele wskazywało, że takie nazwiska zawitają na stadion przy ulicy Sportowej w Makowie. Zawitały.

Reklama

Halniak w dalszym ciągu kompletuje kadrę i niewykluczone, że niebawem do Makowa trafią kolejni zawodnicy. Dwóch kolejnych jest już prawie przyklepanych - tylko sprawy formalne uniemożliwiły występ w sobotę Pawłowi Zającowi i Mateuszowi Królowi. W bramce tymczasem nie wystąpił tymczasem mający za sobą występy w młodej ekstraklasie w barwach Wisły Dawid Marzec, a pojawił się właśnie Rechul.

Spotkanie zaczęło się od ataków Halniaka - po akcji Dyducha z Danielem Kmakiem ten drugi zagrał do Szymuli. Sprowadzony z Kalwarianki zawodnik za głęboko dośrodkował i piłkę złapał golkiper gości. Chwilę później głową strzelał Paweł Kozieł, ale nadal było bez goli. Po półgodzinie gry z dystansu kropnął czarnoskóry Adis i goście objęli prowadzenie.

Reklama

Po przerwie Halniak dążył do wyrównania - dwukrotnie przed szansą stanął Szymula, raz Dyduch. Bez efektu. Na kwadrans przed końcem goście skutecznie skontrowali, uczynił to Damian Danaj.

Halniak Maków Podhalański - Skawinka Skawina 0:2 (0:1)

Skład Halniaka: Rechul - Mokwiński, Marut, Lozniak, Kikla, Ryszawy, Dyduch, Kozieł, Szymula, Polak (64"  Furman), Kmak (75" Bobek).

Doświadczenie, doświadczenie...

Aż takiej rewolucji w składzie, jak to ma miejsce w Halniaku, nie było tego lata w Zembrzycach. Owszem, do drużyny dołączyli młodzi Tomasz Żmudka (poprzednio Tarnawianka Tarnawa Dolbna), Paweł Marek (poprzednio Huragan Skawica), Kamil Natkaniec (z juniorów Wisły Kraków), ale strata Kamila Lenika (powrót do Tempo Białka) i Filipa Kasińskiego (Okocimski Brzesko) może w dalszej części sezonu odbić się Garbarzowi czkawką. Pierwsza połowa spotkania z Górnikiem Wieliczką zakończyła się klasycznym golem do szatni autorstwa Bartłomieja Sałapatka.

Reklama

Kilka minut po przerwie do wyrównania doprowadził Kamil Jeleń, który ma za sobą pięć sezonów gry w Wiśle Kraków w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy. I pewnie obecności właśnie takiego zawodnika jak Jeleń czy 32-letniego Konrada Cebuli (były zawodnik Cracovii, Sandecj Nowy Sącz, Górnika Zabrze) może zazdrościć szkoleniowcowi Górnika Zdzisław Janik. W Zembrzycach tak doświadczonych zawodników nie ma.

Garbarz Zembrzyce - Górnik Wieliczka 1:1 (1:0)

Gol dla Garbarza: Sałapatek.

Skład Garbarza: Bruzda – J. Burliga, Sałapatek, Mitka, Ł. Puda, Artur Sadowski (78" Marek), Adrian Sadowski, Natkaniec, Chodźko, Teteruk (60" Kuz), S. Puda (85. Żmudka).

Reklama

Mecz, którego nie było

W sobotę miał zostać rozegrany mecz III rundy Pucharu Polski pomiędzy Gromem Grzechynia i Tempo Białka. Miał. Oddajemy głos samym zainteresowanym - wnioski niech kibice wysuną sami. - Do wtorku sądziliśmy, że mecz gramy w niedzielę. Wtedy dostaliśmy potwierdzenie, że będzie on rozegrany dzień wcześniej. Nie mam kadry złożonej z dwudziestu zawodników, ale 15-16. Czterech z nich przebywa na urlopach, trzech w sobotę miało wesele, niektórzy nie mogli się z dnia na dzień zamienić w pracy. Nie zebralibyśmy jedenastu zawodników, może byłoby nas dziewięciu, dziesięciu, lecz gdybyśmy zagrali w takiej ilości, mogłoby to być dla nas zabójcze patrząc na pogodę, która jest teraz w naszym powiecie. W sobotni poranek byłem jeszcze przekonany, że zagramy. Próbowaliśmy jeszcze ściągnąć juniorów. Nie udało się. O 11 wspólnie z zarządem podjęliśmy decyzję, że rezygnujemy. Zadzwoniliśmy do podokręgu, żeby sędziowie nie przyjeżdżali. Chciałem od razu dodzwonić się do trenera Gromu, lecz miał wyłączoną komórkę. Dopiero około godziny 16:15 udało mi się nawiązać połączenie. Trener Klimala przyjechał na stadion. Patrzy, a tam siatki nie rozłożone, murawa jest zraszana... Szkoda, że tak to się potoczyło. Chcieliśmy rozegrać sparing w niedzielę, ale też nie doszedł do skutku - mówi Maciej Melzer, trener Tempo Białka.

Reklama

- Od wtorku w internecie była informacja, że mecz jest w sobotę. Tydzień wcześniej też graliśmy spotkanie na wyjeździe w Bugaju w sobotę. Dziwne są dla mnie tłumaczenia, że Tempo nie uzbierało by kadry, bo wesele, bo wypoczynek. Są przecież juniorzy, sam też mam ich w składzie i grają. Uważam, że Tempo bało się kompromitacji i przegranej z drużyną z niższej ligi. Nie byli po prostu w stanie zebrać najmocniejszego zestawienia. Zawodnicy Tempo i Gromu doskonale się znają. Ćwiczyliśmy w tygodniu i czekaliśmy na to spotkanie. Szkoda, że nie doszło do skutku. Kiedy się dowiedziałem, że nie będziemy grali? Było to po 16, gdy zadzwonił do mnie Maciek Melzer. Wcześniej miałem zablokowany telefon, nie wiem, co się stało. Smsy pisali do mnie prezesi, że spotkanie się nie odbędzie. Tempo zaproponowało rozegranie sparingu w niedzielę, ale moi chłopcy mieli swoje plany i nie będą ich przekładać z dnia na dzień. Jeszcze raz powtórzę - szkoda, że mecz się nie odbył. Teraz do rywalizacji przystąpią drużyny z IV-lig, więc pewnie idąc geograficznym kluczem trafimy na Halniak lub Garbarz - wyjaśnia Stanisław Klimala, szkoleniowiec Gromu Grzechynia.

Grom Grzechynia - Tempo Białka 3:0 walkower

Reklama

Znicz Sułkowice Bolęcina - Jałowiec Stryszawa 4:0

Czerwony Jordan

Na początek coś optymistycznego. Po fatalnym starciu w spotkaniu C-klasowym pomiędzy Skałki Trybsz i Luboń Skomielna Białka, trener Jordana Zdzisław Gacek doszedł do siebie. Przypomnijmy, Gacek jako zawodnik Lubonia grał w meczu ze Skałki, które decydowało o awansie do B-klasy podhalańskiej. - Od początku tamtego spotkania rywale na mnie polowali. Do feralnej 25. minuty chyba sześć razy leżałem na murawie. Tamto zagranie, które zakończyło się tak nieszczęśliwie, było celowe. Odbiłem piłkę głową, a rywal mnie zaatakował. Najpierw barkiem, jeszcze poprawił łokciem. W efekcie czego miałem złamaną szczękę w dwóch miejscach i pękniętą kość czaszki.... Właśnie jestem po ostatniej wizycie kontrolnej i wszystko dobrze się zrosło. Dwa tygodnie temu miałem wyciągane blaszki. Tak, miałem chwile, gdy chciałem zrezygnować chociaż na pół roku od piłki, ale od 15. roku życia futbol wypełnia moje życie i nie jest tak łatwo z niego zrezygnować - mówi Gacek.

Reklama

Po inauguracyjnym spotkaniu nowego sezonu z beniaminkiem Spisz Krempachy, powodów do optymizmu zbyt wielu już nie ma. - Boli to, że Spisz jest słabą drużyną. Niestety, wróciły nasze stare błędy związane głownie z wykończeniem akcji. Do tego zarobiliśmy aż trzy czerwone kartki, co może nam się odbić czkawką w późniejszych spotkaniach. Jedną z nich otrzymaliśmy na własne życzenie, bo Mariusz Rypel już po zakończeniu spotkania zachował się nieodpowiedzialnie w stosunku do sędziego. Kartki dla Marcina Sochackiego i Pawła Romaniaka były konsekwencją dwóch żółtych. Za co jednak drugi kartonik otrzymał Paweł, tego naprawdę nie wiemy - dodaje trener Jordana.

Mecz toczył się w iście tropikalnych warunkach (rozpoczął się w niedzielę o godzinie 14). - Pogoda nie pomagała w grze, ale wiadomo, że warunki były takie same dla obu drużyn. Na dodatek początek meczu był dla nas niefortunny - przyznaje Gacek mając na myśli 8. minutę, gdy gospodarze wyszli na prowadzenie. Po wznowieniu gry z autu tak niefortunnie "przedłużył" podanie Piotr Kołodziejczyk, że piłka odbiła się od słupka i trafiła wprost pod nogi zawodnika gospodarzy. Ten nie miał problemów z trafieniem do bramki z bliskiej odległości.

Reklama

- Pierwsza połowa była słabsza w naszym wykonaniu. Gospodarze też oprócz dwóch autów i rzutów wolnych nie zachwycili. Mieliśmy trzy sytuacje stuprocentowe, ale nie wykorzystali ich Romaniak i Kulak - dodaje Gacek.

W przerwie został zmieniony Gaweł Tyrpa. - Dopiero wrócił z urlopu, w tygodniu trenował tylko raz. Na następne mecze powinien być gotowy w większym wymiarze czasowym. Szkoda, że nie mogłem skorzystać z Szymona Wróbla, który wrócił z wypożyczenia do Pcimia. Czeka go artroskopia w najbliższym czasie i liczę, że będę mógł z niego skorzystać w dalszej części sezonu - mówi Gacek.

Reklama

Kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy czerwony kartonik zobaczył jeden z gospodarzy. Siły na boisku bardzo szybko się wyrównały, bo w 55. minucie czerwonką kartkę zobaczył Sochacki. Chwilę później Spisz podwyższył na 2:0.

Jordan wrócił do gry po prostopadłym podaniu od Krzysztofa Pasia, które na gola zamienił Romaniak. Do wyrównania mogli jeszcze doprowadzić Marek Hodana (strzał w słupek) czy Kamil Kołodziej. Wynik jednak nie uległ już zmianie.

Spisz Krempachy - Jordan Jordanów 2:1 (1:0)

Gol dla Jordana: Romaniak.

Reklama

Skład Jordana: Rypel - Kołodziejczyk, Hodana, G. Tyrpa (46" Brzana), F. Tyrpa, Paś, Sochacki, Kołodziej, Kulak, Romaniak, Dudek (75" Piosek)

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama