Reklama


(AKTUALIZACJA): Piłkarski weekend: Stach grzmi, efektowny początek Lachów i Naroża

15/08/2015 17:35

- Wchodzi facet z kulawą nogą lat 42 na ostatnie minuty i wypracowuje dwie sytuacje stuprocentowe. W doliczonym czasie gry tracimy gola na 3:2. Niech zawodnicy przestaną gadać, a zaczną grać - powiedział po zakończeniu spotkania ze Spójnią Osiek Zimnodół trener Halniaka Piotr Stach. Wysokiej porażki w Kleczy Dolnej doznał Garbarz - stracił aż pół tuzina goli! Na dzień dobry z A-klasą pięć goli zdobyły Lachy Lachowice w starciu z Burzą Roczyny. Efektownie zaczęło też Naroże, chociaż mecz w Juszczynie zaczął się sensacyjnie, bo to Astra zdobyła pierwszego gola. Potem wszystko wróciło do normy - nowo pozyskani zawodnicy zrobili swoje. Łatwe zwycięstwo odniósł Jordan - jak się okazuje drużyna z Jordanowa ma na koncie sześć punktów, bo za poprzedni sprzed tygodnia dostała walkower (rywale grali bez młodzieżowca przez ostatnie 18 minut). - Do przerwy powinniśmy prowadzić czterema, pięcioma golami. Potem rywale zdobyli kontaktową bramkę. Gol Pawła Romaniaka na 3:1 uspokoił sytuację - przyznał trener Jordana Zdzisław Gacek.

Wkurzyli Iskrę

Gdy Tymoteusz Chodźko po kwadransie zapewnił Garbarzowi Zembrzyce prowadzenie w Kleczy Dolnej wydawało się, że podopieczni Zdzisława Janika mogą wywieźć z obiektu Iskry korzystny rezultat. Wydawało się... Bramka ta podziałała jak płachta na byka na gospodarzy. Już dwie minuty po bramce dla Garbarza do wyrównania doprowadził Paweł Wasilewski (brat reprezentanta Polski, Marcina Wasilewskiego). Wasilewski wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na Krzysztofie Skrzypcu.

Bardzo niefortunnie rozpoczęła się druga połowa dla gości, bo kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry Iskra prowadziła 2:1 po strzale Dawida Rupy. Zawodnik Iskry wymanewrował obrońców z Zembrzyc i strzałem w długi róg pokonał Bartłomieja Bruzdę. Ozdobą spotkania był gol grającego trenera Iskry, Filipa Niewidoka, który niemal z połowy boiska przelobował Bruzdę. To była bramka na 6:1, bo wcześniej na listę strzelców wpisywali się: Łukasz Rupa, Michał Drechny i ponownie Dawid Rupa.

Reklama

Po raz ostatni Garbarz stracił sześc lub więcej goli w poprzednim sezonie w spotkaniu z rezerwami Cracovii (9:0).

Iskra Klecza Dolna - Garbarz Zembrzyce 6:1 (1:1)

Gol dla Garbarza: Chodźko.

Skład Garbarza: Bruzda – J. Burliga, Sałapatek, Mitka, Ł. Puda (67" Marek), Artur Sadowski, Adrian Sadowski, Natkaniec (46. Tomczak), Teteruk (46" Kuz), S. Puda, Chodźko.

foto:wadowice24.pl {gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/garbarz15{/gallery}

Nerwowo...

Drugi mecz w sezonie i drugie zero po stronie zdobyczy. Na pocieszenie dla Halniaka pozostaje fakt, że zdobył pierwsze gole w sezonie i był bardzo bliski chociaż remisu. W doliczonym czasie Spójnia zdobyła jednak bramkę na wagę trzech punktów. - Przegraliśmy wygrany mecz - skwitował Piotr Stach.

Reklama

Trener Halniaka pojawił się na ostatnie minuty i omal nie zanotował dwóch asyst. Omal... - Zawodnicy muszą zrozumieć, że ja nie jestem od grania. Wchodzą jako 42-latek, kulawy i wypracowuję dwie sytuacje stuprocentowe - wyznaje Stach. Tych okazji nie wykorzystali Daniel Kmak i rezerwowy Jakub Kikla. Swoją okazję miał także Stach, lecz jego strzał wybronił bramkarz gospodarzy.

Halniak prowadził po bramce Kmaka, który wykorzystał zespołową akcję drużyny z Makowa Podhalańskiego. Drugie prowadzenie Halniaka, już po przerwie), zapewnił sprowadzony z Karpat Siepraw Tomasz Marut. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Wojciecha Ryszawego strzałem noga po długim rogu pokonał golkipera gospodarzy.

Reklama

- Przed nami dużo pracy. Okres przygotowawczy był bardzo krótki. Niektórzy zawodnicy dołączyli do nas w minionym tygodniu, inni w różnych okresach przerwy letniej. Z tego powodu różnie wyglądali pod względem fizycznym i mogłem różnie oceniać ich umiejętności. Po meczu ze Spójnią wiem, że niektórzy nie nadają się na ten poziom rozgrywkowy. Niech przestaną gadać, a zaczną grać - podsumował Piotr Stach.

Spójnia Osiek Zimnodół - Halniak Maków Podhalański 3:2 (1:1)

Gole dla Halniaka: Kmak, Marut.

Skład Halniaka: Marzec - Mokwiński (78" Burliga), Marut, Lozniak, Król, Furman, Ryszawy (85" Stach), Dyduch, Szymula (72" Kilkla), Polak (62" Gruca), Kmak.

Reklama


Nudnawo

Ci, którzy wieścili kompletny rozpad Jałowca po spadku z IV ligi raczej będą musieli powstrzymać się od krytycznych uwag. Stryszawianie zatrzymali kilku ważnych graczy na czele z Tomaszem Świerkoszem, więc przez resztę stawki traktowani będą z respektem. Zwłaszcza, że wadowiczanie poważnie myśleli w sobotę o pełnej puli, ale nie potrafili zdominować zespołu Krzysztofa Jodłowca mimo gry w przewadze przez 40 minut.

Niespodzianką w zespole ze Stryszawy była obecność jedynie na ławce rezerwowych bramkarza Łukasza Kobiałki, ściągniętego z Halniaka Maków Podhalański z myślą o zastąpieniu kontuzjowanego Adama Pająka i weterana Andrzeja Dudka. Wypożyczonego do Sosnowianki w poprzedniej rundzie golkipera wygryzł z jedenastki junior Daniel Młyński, co jednak było też efektem kłopotów z młodzieżowcami. Zresztą decyzję tę zdecydowanie broni czyste konto Jałowca. Więcej pracy miał jego vis-a-vis w bramce Skawy Łukasz Gielarowski, który w pierwszej połowie wygrał starcie oko w oko z Kamilem Gazurkiem oraz odbił próbę Tomasza Świerkosza. Poza tym z boiska po prostu wiało nudą.

Reklama

Wydawało się, że ciekawiej będzie po przerwie, a kibiców utwierdził w tym incydent z 52. minuty. Nerwów na wodzy nie utrzymał obrońca Jacek Bartyzel i w mocno nieparlamentarnych słowach wyraził się o przeciwniku. Szybsza wyprawa pod prysznic miała „dać kopa” Skawie, jednak w praktyce nic takiego nie miało miejsca. Właściwie to nawet przyjezdni mieli nieco więcej do powiedzenia, ale Gielarowski nie dał się zaskoczyć m.in. Piotrowi Pindelowi

Pierwszy mecz nowego sezonu w V lidze przyniósł jej ostatecznie kiepską reklamę. Szkoleniowiec gości pozytywów dopatrywał się w tym, że w dziesiątkę jego drużyna nie ustępowała przeciwnikom. Opiekun Skawy, Paweł Olszowski z kolei twierdził, że jego drużyna nie zasługiwała na więcej niż punkt, bo zwyczajnie nie grała tego dnia w piłkę.

Reklama

Skawa Wadowice - Jałowiec Stryszawa 0:0

Skład Jałowca:  Młyński – Jacek Bartyzel, Arkadiusz Bach, Krzysztof Jodłowiec, Sebastian Starowicz – Kamil Gazurek, Piotr Pindel, Grzegorz Jodłowiec, Bartłomiej Iciek, Robert Głuszek, Tomasz Świerkosz

foto:wadowice24.pl  {gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/jalowiec15{/gallery}

Szalona końcówka w Białce

Piłkarski fart, który w końcówce spotkania dopisał zespołowi z Chełmka, zdecydował że to właśnie goście wyjechali z Białki z kompletem punktów. Do 89. minuty żadna z drużyn nie potrafiła skierować piłki do siatki mimo kilku niezłych okazji z obu stron. 

W pierwszej części lepiej radzili sobie chełmczanie, którzy zagrażali głównie po bardzo dobrze bitych stałych fragmentach. Brakowało im jednak jakości przy wykończeniu, bo jeśli już trafiali w piłkę w decydujących momentach, to jednak niekoniecznie w bramkę. U gospodarzy wspomnieć trzeba przede wszystkim o płaskim dośrodkowaniu Bartłomieja Goryla, do którego w asyście obrońcy doszedł Michał Puzik, ale skończyło się to na zagraniu ręką i rzucie wolnym dla broniących.

Reklama

Tempo z dużą motywacją rozpoczęło drugą odsłonę i przez około 20 minut wydawało, się że bramka dla zespołu Macieja Melzera wisi w powietrzu. Trener gospodarzy żałował m.in. sytuacji Pawła Mentla. Po rzucie rożnym futbolówka powędrowała na długi słupek, tam Goryl zgrał ją do środka, a obrońca z Białki miał właściwie pustą bramkę przed sobą, lecz stanął jak zamurowany i w tym kluczowym momencie nie wykorzystał swojego atutu, jakim jest gra głową. Zagłówkować z dziesiątego metra udało się za to Sebastianowi Młynarczykowi, ale świetna interwencja bramkarza Patryka Żołneczki - który wybił lecący niemal w okienko strzał wybił na korner – nie pozwoliła na otworzenie wyniku oraz zaliczenie bardzo dobrego dośrodkowania Puzika jako asysty. Potem do głosu doszli znów przyjezdni i dwa razy ich skórę ratować musiał Piotr Kłapyta, choć raz odgwizdany został spalony.

Gdy większość kibiców godziła się z remisem, białczanie wybijali rzut wolny z własnego pola karnego. Uczynili to na tyle niedokładnie, że rywale przejęli zagranie w środku pola, ruszyli z kontrą trzech na dwóch, co skończyło się wyjściem sam na sam Bartłomieja Miki i jego strzałem, który może nie musiałby skończyć się golem, ale odbił się od nóg Mentla, próbującego asekurować golkipera. To nie był jednak koniec nieszczęścia miejscowych, bo momentalnie po wznowieniu powinni oni wyrównać. Rozpoczęcie ze środka, wprowadzony Bartłomiej Ficek zagrał długie zagranie do już rozpędzonego Puzika, który minął obrońcę i ni to wrzutką - ni to strzałem przelobował Żołneczkę, ale trafił w słupek, po czym chełmecki bramkarz ratował się wybiciem z linii bramkowej. Sędzia zawodów przerwał akcję, by skonsultować sytuację z asystentem, by ostatecznie zadecydować, że gol nie padł. W ostatniej akcji meczu rzut wolny zakończył się niegroźną, bo niecelną próbą w zamieszaniu któregoś z białczan.

Reklama
Tempo Białka - UKS KS Chełmek 0:1 (0:0)

Skład Tempa: Kłapyta - Mentel, Marek, Bielarz, Lenik, Puzik, Motor, Pacyga (70" Ficek), Drobny, Młynarczyk (82" Kaczmarczyk), Goryl.

{gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/bialka16{/gallery}

Na piątkę

Z wysokiego C rozpoczął sezon 2015/2016 beniaminek A-klasy z Lachowic. Dwa gole przed przerwą, trzy w drugiej połowie pozwoliły zdemolować Burzę Roczyny aż 5:1. 


Lachy Lachowice - Burza Roczyny
5:1 (2:0)

Gole dla Lachów: P. Gach, Dawid Kachel (obaj po dwa gole), M. Chorąży.

Skład Lachów: Nowak - Banaś (80. Ponikwia), M. Chorąży, M. Gach (85. M. Kachel), Kubieniec, Małysiak, Daniel Kachel, Dawid Kachel, Stachnik, P. Gach (70" Sz. Chorąży), Bogdanik.

Reklama

 {gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/lachy15{/gallery}

Przedstawili się juszczyńskiej publiczności

Po wzmocnieniach, jakie w przerwie letniej poczyniło Naroże, drużyna z Juszczyna jest jednym z faworytów obecnego sezonu A-klasy. Bracia bliźniacy Marcin i Rafał Drobny oraz Marcin Kuszyk zaprezentowali się z dobrej strony w spotkaniu z Astrą Spytkowice. Byli zawodnicy Turbacza Mszana Dolna zdobyli po jednym z goli w sobotnim pojedynku, Kuszyk za to popisał się kilkoma (!) świetnymi zagraniami i strzałami z dystansu. Mecz zakończył się wynikiem 3:1, ale gdyby nie bardzo dobra dyspozycja bramkarza ze Spytkowic Piotra Chuderskiego, wynik byłby o wiele, wiele, wiele wyższy. W wyjściowym składzie Naroża od pierwszych minut zadebiutował także "ten czwarty" - sprowadzony z Jordana Jordanów Grzegorz Ferek.

Reklama

- Cieszę się, że Marcin i Rafał są z nami. Obiektywnie przyznam jednak, że zasługują na grę w wyższej lidze - powiedział trener Naroża Jakub Jeziorski.

Pierwszą groźną akcję pod bramką Astry nie stworzył jednak nikt ze wspomnianego tria, ale Marcin Ferek. Po dośrodkowaniu Marcina Ceremugi, Ferek przeniósł piłkę nad poprzeczką. To była trzecia minuta. W 10. z dystansu przymierzył Kuszyk, a Chuderski w kapitalny sposób wybronił to uderzenie. Chwilę później zza pola karnego na strzał zdecydował się Tomasz Lipka - efektu bramkowego dalej jednak nie było.

Po pół godzinie gry pierwszą kontrę wyprowadziła Astra. I to jaką! Sytuację sam na sam z Michałem Fidelusem nie wykorzystał jeden z rywali - trafił w boczną siatkę. W odpowiedzi Naroże stworzyło najgroźniejszą okazję do objęcia prowadzenia - z lewej strony podawała Kuszyk, a fatalnie z kilku metrów skiksował Lipka. W 35. minucie z głębi pola podanie trafiło na skrzydło do zawodnika gości, ten chciał podać do jeszcze lepiej ustawionego partnera w polu karnym. - Dostaliśmy ostrzeżenie, z którego nie wyciągnęliśmy wnioski - podsumował Jeziorski. Chwilę później niemal w bliźniaczej akcji piłkarze ze Spytkowic okazali się już skuteczni i wyszli na prowadzenie.

- Nie obawiałem się o wynik, bo wiedziałem, że nasze sytuacje muszą zacząć przekładać się na gole - przyznał Jeziorski. W 41. minucie zaspali piłkarze ze Spytkowic, którzy pozostawili bez krycia w polu karnym Rafała Drobnego, a ten pokonał Chuderskiego. Nie minęło kilka minut i Naroże już prowadziło. Tym razem po podaniu z prawej strony od Marcina Kryjaka efektownym strzałem głową na listę strzelców wpisał się Marcin Ferek.

Właśnie gra skrzydłami to był wyznacznik siły Naroża nie tylko w pierwszej połowie, ale w całym spotkaniu. - Po poprzednim sezonie zależało mi, żeby właśnie te formacje wzmocnić. Nie mówię, że ci, którzy grali wcześniej na skrzydłach byli za słabi, ale teraz mam inne możliwości rozegrania gry na obu flankach - mówi Jakub Jeziorski.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Trener Astry Piotr Balonek także w wakacje wybrał się "na zakupy", ale nie w tym rozmiarze kapelusza, jak uczyniło to Naroże. Goli w sobotę w Juszczynie powinno być jeszcze więcej - mylili się jednak Lipka, Kryjak, Drobny, albo na posterunku stawał Chuderski.

Naroże Juszczyn - Astra Spytkowice 3:1 (2:1)

Gole dla Naroża: R. Drobny, M. Drobny, M. Ferek.

Skład Naroża: Fidelus - Gąstała, Ceremuga, Baziński, M. Ferek, R. Drobny, Kryjak (86" Chorąży), Kuszyk, G. Ferek (75" Pietrzak), Lipka (60" Sala), M. Drobny.
 {gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/juszczyn15{/gallery}

Same dobre wieści

Jeszcze przed meczem do drużyny Jordana dotarła dobra wiadomość - rozegrane przed tygodniem spotkanie z Spiszem Krempachy zostało zweryfikowane jako walkower 3:0 dla Jordana. - Przez ostatnie 18 minut rywale grali bez młodzieżowca, bo go ściągnęli z boiska - wyjaśnia trener Jordana Zdzisława Gacek. Innego wyjścia niż walkower dla drużyny z Jordanowa nie można się było zatem spodziewać.

Kolejna dobra wiadomość, to największa od dawien dawna frekwencja na stadionie przy ulicy Kolejowej podczas sobotniego spotkania ze Skałką Rogoźnik/Stare Bystre. Na ile to było spowodowane festynem, który klub zorganizował po końcowym gwizdku sędziego (za tydzień w sobotę 22. sierpnia po meczu z Przełęczem Łopuszna także odbędzie się festyn na stadionie!), tego nie sposób teraz zweryfikować. Faktem jest, że zorganizowanie zabawy tanecznej tuż po spotkaniu było bardzo dobrym ruchem marketingowym. Wiele witryn sklepowych było oplakatowanych, a wstęp na festyn wynosił 5 zł, za który można było nabyć bilet cegiełkę na rzecz klubu z Jordanowa.

Najważniejszą wiadomością było i tak przekonujące zwycięstwo różnicą trzech bramek. - Mecz przebiegał całkowicie pod nasze dyktando. Do przerwy prowadziliśmy 2:0, chociaż powinniśmy mieć przewagę czterech czy pięciu goli. Z tego powodu na początku drugiej połowy wkradło się w nasze szeregi rozluźnienie, którego efektem był wykorzystany rzut karny przez gości. Gol Pawła Romaniaka na 3:1 uspokoił sytuację - dodaje Gacek.

Do przerwy kompletnie bezrobotny był bramkarz Jordana Adam Piosek. O wiele więcej pracy miał jego vis a vis Mateusz Pyrek. - Dwa razy z linii bramkowej po uderzeniach Krzyśka Pasia i Pawła Romaniaka wybijali zawodnicy gości - przyznaje opiekun Jordana. Dwa razy jednak nikt i nic nie stawało na przeszkodzie, by na listę strzelców wpisał się Krzysztof Paś. - Zachował się jak lis pola karnego dobijając piłkę do bramki z 3-4 metrów - dodaje Zdzisław Gacek.

Po przerwie na trybunach zapanowała lekka konsternacja, bo to goście ruszyli do ataku. Z rzutu karnego Pioska pokonał Wojciech Bukowski. Jordan przetrwał chwilowy zryw gości i w 60. minucie niezawodny Paweł Romaniak wykorzystał sytuację sam na sam z Bukowskim. Ten sam zawodnik ustalił wynik meczu na 4:1.

- Oprócz dwóch goli, Paweł mógł jeszcze dołożyć dwa kolejne gole. Z dystansu groźnie strzelał Marcin Sochacki, dwukrotnie uderzał Łukasz Brzana. A po spotkaniu na zawodników czekała nagroda w postaci festynu (śmiech) - przyznaje Zdzisław Gacek.

W poprzednim sezonie Jordan po dwóch spotkaniach miał na koncie zero punktów, teraz ma sześć. - Spotkanie ze Spiszem miało podobny przebieg. Prowadzimy grę, stwarzamy okazje, ale ich nie wykorzystujemy. W tygodniu będziemy rejestrować nowego zawodnika, doświadczonego, który mam nadzieję poprawi naszą fatalną skuteczność. Nie mamy wiele czasu do trenowania, bo w środę czeka nas spotkanie ze Skalnym Zaskale, a w sobotę w Jordanowie Przełęczą Łopuszna - dodaje Zdzisław Gacek.

Jordan Jordanów - Skałka Rogoźnik/Stare Bystre 4:1 (2:0)

Gole dla Jordana: Paś, Romaniak (obaj po dwa gole).

Skład Jordana: Piosek - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, Kulak, Sochacki, Paś (73" Wójtowicz), Brzana, Kołodziej, G. Tyrpa (80" Dudek), Romaniak.
 {gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/jordan15{/gallery}

Detale, detale...

Jeżeli ktoś popatrzy na skład Babiej Góry ze spotkania z Rzykami i przypomni sobie, kto jeszcze kilka miesięcy temu wychodził w wyjściowym składzie suszan na spotkania ligowe, mógł przecierać oczy ze zdumienia. Bardzo młoda linia obrony (Dawid Rzeźniczak, Michał Stróżak i Michał Chrząszcz) wsparta doświadczonym Jackiem Kudzią, nowe zupełnie skrzydła - Amadeusz Żmuda i sprowadzony z KS Bystra, wychowanek Babiej Góry - Michał Wójtowicz czy wreszcie atak. Na szpicy Przemysław Burliga, a tuż za nim ustawiony Łukasz Mika. - Po to są treningi, żeby wywalczyć miejsce w składzie na mecz. Na spotkanie z Leskowcem zestawiłem taką jedenastkę - mówi Sławomir Bączek, dla którego starcie w Rzykach było ligowym debiutem w Babiej Górze na stanowisku trenera.

Do przerwy Babia Góra prowadziła 1:0 po fantastycznym strzale z dystansu Dawida Sumery. Prowadzenie Babiej Góry mogło być wyższe, ale dwójkowa akcja Mika-Kuba Kociołek zakończyła się podaniem na pozycję spaloną do tego drugiego. Mimo fatalnego boiska w Rzykach, Babia Góra starała się prowadzić dokładną, do nogi grę. W pierwszej połowie zdawało to egzamin.

Druga połowa mogła się rozpocząć od gola dla suszan - Wójtowicz nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Jego płaski strzał minął słupek bramki Leskowca. Niebawem do wyrównania doprowadził Leskowiec. - Frajersko straciliśmy gola. Leskowiec wykorzystał nasze gapiostwo. Wykonywał aut, powstało zamieszanie. Szkoda - skwitował Bączek.

Kiedy Rzyki wyszły na prowadzenie 2:1, Babia Góra nie załamała się i dążyła chociaż do wyrównania. Z lewej strony strzelał Burliga, ale jego strzał końcami palców na rzut rożny wybił bramkarz Leskowca. W doliczonym czasie gry niezłą okazję mógł mieć Maciej Świerkosz. Pomocnik Babiej Góry w zasadzie tylko musnął futbolówkę głową, a ta nie sprawiła zagrożenia bramkarzowi z Rzyk.

- Chłopcy zobaczyli, jak smakuje A-klasa. Niech się młodzież uczy i gra. Na pewno graliśmy lepiej niż wskazuje na to końcowy rezultat. W sporcie o wyniku decydują detale i tak właśnie było w niedzielę - podsumował Sławomir Bączek.

Leskowiec Rzyki - Babia Góra Sucha Beskidzka 2:1 (0:1)

Gol dla Babiej Góry: Sumera.

Skład Babiej Góry: Kachnic - Rzeźniczak (75" Pacyga), Kudzia, Stróżak, Chrząszcz, Żmuda (70" Bałos), Sumera, Kociołek, Wójtowicz, Mika (75" Świerkosz), Burliga (82" Rzepka).

Szaleńcy

Wynik spotkania Gromu z Dębem jest mylący, co przyznał opiekun gospodarzy Stanisław Klimala. - To szczęśliwy dla nas wynik. Długo przed meczem wiedziałem, że nie będę mógł skorzystać z pięciu podstawowych zawodników. Tuż przed rozpoczęciem spotkania okazało się, że jeszcze dwóch piłkarzy będzie nieobecnych. Powody są chyba oczywiste - wakacje, wieczór kawalerski, wyjazd z dziewczyną nad jezioro, chociaż też jeden nieszczęśliwy wypadek. Z tego powodu szanse gry dostało kilku juniorów, niektórzy to byli absolutni debiutanci, mieli po 16-17 lat - przyznaje Klimala.

Prowadzenie dla Dębu zapewnił niezawodny Mariusz Lipa. - Pierwsza połowa była nijaka, dominowała kopanina. Straciliśmy gola po rzucie wolnym. Nie bez winy był nasz bramkarz w tej sytuacji - mówi Klimala.

Dwie minuty po przerwie do remisu doprowadził  Wojciech Paleczny. - To jeden z naszych debiutantów! Wykorzystał zamieszanie podbramkowe, brawo! - cieszył się Klimala. Potem sprawy w swoje ręce wziął eksportowy duet napastników z Grzechyni, czyli Piotr  Surmiak i Tomasz Czubin. Najpierw ten pierwszy strzałem w długi róg wyprowadził Grom na prowadzenie, następnie Czubin najprzytomniej zachował się w polu karnym i wykorzystał kocioł w szesnastce gości. Potem Dąb zdobył kontaktowego gola, lecz ostatnie słowo należało do gospodarzy. Po zagraniu piłki ręką, sędzia wskazał na wapno. Skutecznym egzekutorem jedenastki okazał się Piotr Surmiak.

- Obawiałem się tego meczu, ze względu na ubytki kadrowe. Okazało się, że Grom to szalona drużyna. W tygodniu gramy w Pucharze Polski z Garbarzem (środa, godz. 17:30). Ci, którzy nie grali z Dębem będą wypoczęci. Chcemy jak najdalej zajść w pucharze. Nie wiem, czego spodziewać się po Garbarzu, który przegrał tak wysoko z Iskrą - dodaje Stanisław Klimala.

Grom Grzechynia - Dąb Sidzina 4:2 (0:1)

Gole dla Gromu: Piotr Surmiak (dwie), Paleczny, Czubin.

Skład Gromu: Polak – Dyrcz, B. Kudzia I, Paweł Surmiak, Bogacz – Toczek (46" Paleczny), M. Surmiak, B. Kudzia II (46. Miehle), Tokarz (46" Ruszkiewicz, 78" Mirocha), Czubin, Piotr Surmiak.

Watra Zawoja - Żuraw Krzeszów 1:0 (1:0)

Gol dla Watry: R. Warmuz

Składy:

Watra: Wróblewski - Zięba, Stopka (64" Mika), Gałuszka, P. Basiura, Bury, Dyrcz (47" Motowidło), Kaczmarczyk, Rak, B. Warmuz, R. Warmuz.

Skład Żurawia: Mika - Zawora, Talaga, G. Kawończyk, Skrzypek (75" Nowak), Łuczak (60" Madejczyk), Wójcik, Wajdzik, Fidelus, Ćwiertnia, Targosz (70" Baca).

{gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/zawoja16{/gallery}

Błyskawica Marcówka - Strzelec Budzów 2:2 (1:)

Gole dla Błyskawicy: J. Rak, K. Rak.

Gole dla Strzelca: Daniel, Grygiel.

Składy:

Błyskawica: Brańka - Kania (62" Karcz), M. Paczka, P. Paczka, Jacek Pindel, Jakub Pindel, M. Porębski (57" Kasprzycki), R. Porębski (70" Zgudziak), J. Rak (46" Suwada), K. Rak, Wróbel.

Strzelec: J. Gielata - Marek Daniel, Kąkol, Kwaśniowski, Pawlica, Gałuszka, Grygiel, Krzysztań (65" Wrzodek) – Mateusz Daniel (81" Sergiel), Pieczara (46. Burliga), Trzop.

Unia Naprawa - Czarni Czarny Dunajec 1:4 (1:2)

Gol dla Unii: Flaga.

Skład Unii: Kania - Ciscoń, Flaga, Gacek, Kutaj (46" Cieżak), Mirek, Molus (59" Mastela), Panek, Pasiowiec (55" Masłowski), Sutor, Święchowicz (75" Nowak).

Huragan Skawica - Jubilat Izdebnik 1:4 (0:2)

Gol dla Huraganu: M. Pacyga.

Skład Huraganu: Kawulak - Bartyzel, Buba, Ł. Dyrcz, M. Dyrcz, M. Pacyga, B. Pacyga (69" Kudzia), S. Pacyga, Wojtyczko, Smyrak, Żywczak.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/skawica16{/gallery}

Gole, emocje, kontrowersje

Piłkarskie święto w Osielcu - w pierwszej kolejce nowego sezonu beniaminek B-klasy, miejscowy Świt zmierzył się z sąsiadem zza miedzy - KS Bystrą. - Jarek Gąstała powiedziałby, że są to gran derby. Cieszę się, że tak wielu kibiców pojawiło się na meczu - przyznał trener Świtu Witold Romanowski.

Na trybunach pojawiło się bardzo wielu kibiców, przeszło 250 i było świadkami twardego, męskiego starcia z sześcioma golami w tle. I oczywiście kontrowersjami sędziowskimi, bo jakże by inaczej?!

Mecz na dobre się nie zaczął, a Świt prowadził 2:0. Najpierw na listę strzelców wpisał się Wojciech Suski, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu wolnego od Marcina Kopacza. Na 2:0 podwyższył po indywidualnej akcji Mateusz Malik. - Zwykle nie wtrącam się do pracy sędziów, bo nie jest to moją rolą. Sędzia boczny, który 2 czy 3 raz w życiu jest na spotkaniu, popełnił jednak rażące błędy. Według mnie spalone były w obu tych sytuacjach - powiedział szkoleniowiec Bystrej Marcin Wnętrzak. Akurat ławka rezerwowych gości znajdowała się w pobliżu pola karnego, na który atakował Świt w pierwszej połowie. - Nie będę oceniał pracy sędziów. Jak jestem trenerem, to odpowiadam za trenowanie zespołu i zawodników. Za mecz z Bystrą wystawiłbym swoim podopiecznym trójkę. Po efektownym początku wydawało się, że sięgniemy po trzy punkty - dodał Romanowski.

Po pół godzinie gry był już remis. Najpierw z rzutu wolnego z 35. metrów przymierzył Szymon Sroka i nie bez pomocy bramkarza gospodarzy umieścił piłkę w siatce. Potem nieporozumienie w szeregach gospodarzy wykorzystał Patryk Chorąży i płaskim strzałem zaskoczył bramkarza gospodarzy.. - Dwa proste, szkolne błędy zadecydowały o końcowym rezultacie - podsumował Romanowski.

Michał Wójtowicz w 35. minucie nie zmarnował okazji sam na sam z Krystianem Traczykiem i Bystra objęła prowadzenie 3:2. Do końca pierwszej połowy Świt starał się dążyć do wyrównania, lecz najpierw po dobrym odbiorze w środku pola niecelnie uderzał Gabriel Traczyk, a następnie strzał z rzutu wolnego z lewej strony także w wykonaniu Gabriela Traczyka wybronił Dariusz Pustuła.

Druga połowa zaczęła się rewelacyjnie dla Świtu. Fantastyczną, indywidualną akcję przeprowadził Suski i na raty, ale pokonał Pustułę zdobywając drugiego gola w niedzielne popołudnie. Niedługo potem jednak opuścił plac gry, co dla wielu mogło wydawać się niezrozumiałe. - Wojtek od poprzedniego sezonu gra z kontuzją naderwanego mięśnia. Mamy umowę, że jeżeli coś go zacznie boleć, to schodzi. W przerwie zaczął sugerować, że nie jest najlepiej. Zagrał jeszcze kwadrans, za co mu chwała, bo zrobił to, co miał zrobić i zszedł - wyjaśnia Romanowski.

Po wyrównującym golu na 3:3 tempo spotkania nieco siadło - zwłaszcza jeżeli chodzi o stworzenie sytuacji podbramkowych, bo na boisku momentami iskrzyło. - Zastanawiałem się, czy nie wybiec na boisko, ale jak zobaczyłem, że stadion w Osielcu to "przedłużony orlik", to zrezygnowałem. Na boisku w Bystrej na pewno kilka razy zagram czy na stadionach, gdzie będą większe i szersze murawy - przyznał tymczasem Wnętrzak. I faktycznie, jeżeli Wnętrzak zagra w środku pola z Michałem Bisagą (były zawodnik Tempo Białka), który kilkoma zagraniami pokazał, że jego poziom umiejętności i wyszkolenia jest zdecydowanie wyższy niż B-klasa, to Bystra może mieć jeden z ciekawszych duetów środkowych pomocników w lidze.

- Mają mi nogę u..., żebyś dał kartkę - krzyczał po kolejnym starciu z przeciwnikiem w kierunku sędziego jeden z zawodników z Osielca. Arbiter nie nadążał za wieloma sytuacjami, nie reagował na wiele starć i zaogniał sytuację na boisku. - Nic ci się nie stało - starał się raz podbudować jednego z zawodników, który chwilę wcześniej mógł "stracić nogę". Wróćmy jednak do meczu.

W ostatnim kwadransie Świt i Bystra stworzyły po dwie groźne okazje do zdobycia gola na wagę trzech punktów. Najpierw po strzale Malika, Pustuła wybił piłkę na rzut rożny, następnie po podaniu od Kamila Kalemby strzelał Gabriel Traczyk. Także i tym razem góra był bramkarz gości. O końcowym sukcesie Bystrej mógł przesądzić rezerwowy Piotr Targosz. Najpierw po dalekim zagraniu z połowy Bystrej, głową niefortunnie przedłużył piłkę jeden z zawodników Świtu, a ta spadła na głowę Targosza. Zawodnik Bystrej strzelił po koźle, a piłka minęła słupek bramki gospodarzy. I jeszcze w doliczonym czasie gry po dośrodkowaniu od Karola Szewczyka strzał Targosza obronił Krystian Traczyk.

- Możemy się cieszyć z remisu, choć te dwie okazje w końcówce mogły zakończyć się dla nas golami - przyznał Wnętrzak.


Świt Osielec - KS Bystra
3:3 (2:3)

Gole dla Świtu: Suski (dwie), Malik.

Gole dla Bystrej: Wójtowicz, Sroka, Chorąży.

Składy:

Świt: K. Traczyk - Lach, Bachul, Guzik (80" Wilgierz), Herman, G. Traczyk, Kopacz, Kalemba, W. Traczyk, Malik, Suski (65" Oleksa).

Bystra: Pustuła - Migas, Ciapała, Sroka, M. Bisaga, Gałka (85" Targosz), Wójtowicz, Szewczyk, Basiura, J. Bisaga, Chorąży.

{gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/sidzina16{/gallery}

Przewaga nieudokumentowana

Cztery idealne okazje miała LKS Bieńkówka w spotkaniu z Olimpią Zebrzydowice, ale żadnej z nich nie zamieniła na gola. Podopieczni Jarosława Gąstały mądrze się także bronili i nie dopuszczali gości do klarownych okazji. - Trzeba szanować ten punkt, bo na pewno na każde oczko będziemy musieli sporo się napracować - przyznał opiekun beniaminka B-klasy.

LKS Bieńkówka - Olimpia Zebrzydowice 0:0

Skład Bieńkówki: Zając - Wojterski, Pęcek, Jończyk (35" Cholewa), Knapczyk, Lewandowski, Burliga, A. Sałapat, Sarna (75" Szczurek), G. Sałapat, Chromy.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama