Reklama


(AKTUALIZACJA): Piłkarski weekend: Pokażą znowu sexy futbol?

19/09/2015 20:09

Dwie drużyny z naszego powiatu grają w IV-lidze i kiedy dochodzi do ich bezpośredniego starcia, nie można takiego spotkania nie nazwać najważniejszym piłkarskim wydarzeniem weekendu. W sobotę w Makowie Podhalańskim Halniak podejmie Garbarza. Całkiem niedawno obie drużyny w starciu w ramach Pucharu Polski zaprezentowały sexy futbol - Garbarz wygrał 7:4. Taki scenariusz trudno sobie wyobrazić w sobotnim pojedynku. Ale każdy wynik - wygraną gospodarzy, remis lub triumf gości - już tak. Teoretycznie łatwe spotkania czekają Tempo i Jałowca - do Białki przyjeżdża zamykający tabelę Dąb Paszkówka, stryszawianie pojadą do posiadającego zaledwie dwa punkty więcej od wspomnianego Dębu, Nadwiślanina Gromiec. Gorzej być nie może w Babiej Górze, bo zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Największa bolączka suszan to słaba skuteczność - zaledwie pięć goli. Sobotni rywal Babiej Góry - Astra Spytkowice ma po pięciu kolejkach o jednego gola więcej straconego niż Babia Góra. Może z nimi uda się przełamać podopiecznym Sławomira Bączka? Do Wysokiej uda się aspirujące do awansu Naroże Juszczyn. Skoro potrafił tam wygrać beniaminek Żarek Barwałd, dlaczego drużynie z Juszczyna ma się ta sztuka nie udać? Kryzys Lepietnicy Klikuszowej będzie chciał w niedzielę wykorzystać w Jordanowie Jordan. Lepietnica przegrała cztery ostatnie spotkania tracąc w nich aż osiemnaście goli!!! W B-klasie, jak to w B-klasie, derbowo, że hej... Do lidera z Grzechyni (trzy wygrane u siebie) przyjeżdża Strzelec Budzów (bez wygranej na wyjeździe), wicelider z Sidziny (dwie wygrane u siebie) podejmie Watrę Zawoję (zero na boiskach rywali). Ale to jest piłka nożna przecież.

IV-LIGA

Koncentracja

Kilkanaście dni temu Halniak i Garbarz urządzili sobie ostre strzelanie w spotkaniu w ramach Pucharu Polski. Górą byli goście, którzy zdobyli aż siedem goli tracąc ich przy tym (też w sumie aż, bo nie jest to zwyczajna liczba w futbolowych wynikach) cztery. Piotr Stach i Zdzisław Janik wyciągnęli wnioski z tamtego spotkania i uszczelnili defensywę. Z akcji żaden gol nie padł, wszystkie w sobotnie popołudnie zostały strzelone po stałych fragmentach gry. Garbarzowi ta sztuka udała się dwa razy - na początku pierwszej połowy i drugiej. Halniakowi - tylko raz.

Reklama

Kibice na dobre nie zajęli miejsca na stadionie przy ulicy Sportowej, a Garbarz już prowadził 1:0. Po rzucie rożnym najprzytomniej w polu karnym zachował się były zawodnik Huraganu Skawica Paweł Marek i pokonał Dawida Marca.

Halniak dążył do wyrównania, lecz niezłych okazji nie wykorzystali ani Daniel Kmak, ani Dawid Szymuła.

Jeżeli gospodarze na drugą połowę wyszli naładowani i z chęcią jak najszybszego doprowadzenia do wyrównania, to szybko zostali sprowadzeni przez gości na ziemię. Konkretnie przez pochodzącego z Grzechyni Bartłomieja Sałapatka - sytuacja wyglądała podobnie jak w 1`. minucie pierwszej połowy. Po rzucie rożnym piłka tak niefortunnie odbiła się od jednego z zawodników Halniaka, że spadła pod nogi Sałapatka, a ten z najbliższej odległości podwyższył prowadzenie Garbarza.

Reklama


Wiarę w to, że nie wszystko w tym meczu jest dla Halniaka stracone wlał w serca kibiców Paweł Kozieł. Dwie minuty po bramce Sałapatka zawodnik Halniaka wykorzystał dośrodkowanie Mateusza Króla i strzałem głową pokonał Mateusza Wieczorka.

Gospodarze byli blisko wyrównania - okazji nie wykorzystał m.in. Kamil Dyduch i Wojciech Ryszawy. Na kwadrans przed końcem na placu gry zameldował się Stach, który w poprzednich spotkaniach miał pretensje do rezerwowych o to, że po wejściu na plac gry nie zmieniają oblicza drużyny. Cóż, nie udało się to i grającemu szkoleniowcowi Halniaka, chociaż po jednym z rzutów wolnych jego uderzenie wybronił Wieczorek.

Reklama

Pierwsza wygrana w nowym sezonie Garbarza stała się zatem faktem.

Halniak Maków Podhalański - Garbarz Zembrzyce 1:2 (0:1)

Gole dla Garbarza: Marek, Sałapatek.

Gol dla Halniaka: Kozieł.

Skład Halniaka: Marzec (46" Rechul) - Burliga Konrad, Lozniak, Kozieł, Gruca, Dyduch, Zając, Ryszawy (75" Stach), Szymula (70" Polak), Bobek (46" Król), Kmak.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/wrzesien/makow19{/gallery}

V-LIGA

Zabrakło decyzji

Remisem 0:0 zakończyło się spotkanie Tempo Białka z Dębem Paszkówką. To pierwszy punkt wywalczony przez zespół z Paszkówki na wyjeździe. Walili głową w mur, mieli multum sytuacji - okazuje się jednak, że tak wcale nie wyglądało sobotnie spotkanie w Białce...

Reklama

- Brakowało nam decyzji o oddaniu strzału w odpowiednim m omencie. Radziliśmy sobie do 20-16. metra przed bramką gości, ale później niewiele nam wychodziło - powiedział trener gospodarzy Maciej Melzer.

Najlepszą okazję Tempo stworzyło w 5. minucie - piłkę spadła za obrońców gości wprost pod nogi Jakuba Drobnego. Zawodnik Tempo miał problem z opanowaniem piłki, ale jeszcze udało mu się podać do nadbiegającego Bartłomieja Goryla. Napastnik gospodarzy miał przed sobą pustą bramkę, lecz piłka... przeleciała mu między nogami.

Reklama

Tempo Białka - Dąb Paszkówka 0:0

Skład Tempo: Kłapyta - Woźny, Bielarz, Harańczyk, Lenik, Raczek, Motor, Marek (46" Puzik), Młynarczyk, Goryl, Drobny.

{gallery width="250" height="300" }news/2015/wrzesien/bialka19{/gallery}

Nic nie wychodziło

Są takie mecze, które po prostu nie wychodzą. W takim spotkaniu nawet tak doświadczony zawodnik jak Tomasz Świerkosz może nie strzelić karnego.

Do Gromca Jałowiec pojechał z kompletnie przemeblowaną defensywą (bez Sebastiana Starowicza i Patryka Brytana). Efekt tego był opłakany - defensywa Jałowca gubiła się czasami jak trampkarze (nie obrażając zawodników z tej klasy rozgrywkowej oczywiście). Wynik z pewnością wyglądałby jednak inaczej, gdyby goście wykorzystali okazje, bo te w starciu z Nadwiślaninem oczywiście Jałowiec miał. W pierwszej połowie ładne uderzenie z dystansu Grzegorza Jodłowca nad poprzeczką przeniósł bramkarz Gromca. Po przerwie z 11. metrów na strzał zdecydował się Robert Głuszek, lecz także i tym razem górą był golkiper gospodarzy. Jałowcowi nie udało się zdobyć nawet honorowej bramki - w doliczonym czasie gry po faulu na Krzysztofie Jodłowcu sędzia podyktował rzut karny. Strzał Świerkosza obronił jednak bramkarz Nadwiślanina.

Reklama

Mecz z cyklu do jak najszybszego zapomnienia dla Jałowca. Zdarzył się i tyle.

Nadwiślanin Gromiec - Jałowiec Stryszawa 5:0 (3:0)

Skład Jałowca: Kobialka - Okrzesik (K. 65" Iciek K.), Bartyzel, K. Jodłowiec, B. Iciek, Gazurek, G. Jodlowiec, Pindel, Bańdura (75" Śpiewla), Gluszek (82" Janik), Swierkosz.

A-KLASA

Marne to pocieszenie

Spotkanie z Astrą  Spytkowice było najlepsze w tym sezonie na swoim stadionie w wykonaniu Babiej Góry. Zakończyło się jednak tak jak zwykle czyli porażką gospodarzy. I to najwyższą w sezonie !

Reklama

W pierwszej połowie okazji nie wykorzystali Michał Bałos (strzał z woleja obronił bramkarz gości) i Michał Wójtowicz (techniczny strzał z pola karnego, golkiper Astry także na posterunku). Goście tymczasem wykorzystali przed przerwą dwa stałe fragmenty gry - najpierw po rzucie rożnym piłka przeszła całe przedpole bramki Artur Kachnica, a zamykający akcję zawodnik Astry skierował piłkę do bramki. Następnie po rzucie wolnym piłka zatrzymała się w gąszczu nóg w polu karnym Babiej Góry, a największym sprytem wykazał się w tej okazji piłkarz gości.

Po przerwie Babia Góra przejęła inicjatywę, wyprowadzała akcję, lecz w wielu przypadkach po prostych stratach zwłaszcza w środku pola sama stwarzała okazje do kontr dla Astry. Jeden z takich błędów zakończył się golem na 3:0, lecz miało to miejsce w doliczonym czasie gry.

Reklama

Wcześniej z dystansu strzelali Bałos i Piotr Pacyga, lecz golkiper Astry za każdym razem był na posterunku. Najładniejszą akcję Babia Góra stworzyła w 70. minucie, kiedy to Bałos podał do Przemysława Burligi, a ten ładnie dostrzegł wbiegającego w pole karne Tomasza Szarleja. Młodzieżowiec Babiej Góry szybciej dopadł do piłki od bramkarza Astry, strzelił, część kibiców zdążyła już wydać okrzyk radości, lecz po chwili mogła się chwycić za głowy i zapytać "jak to nie wpadło".

Teraz przed Babią Górą dwa ciężkie wyjazdy - najpierw do Cedronu Brody, następnie do Znicza Sułkowice-Bolęciny.

Reklama

Babia Góra Sucha Beskidzka - Astra Spytkowice 0:3 (0:2)

Skład Babiej Góry: Kachnic - Chrząszcz (75" Chrząszcz), Kudzia, Rzepka, Rzeźniczak, Bałos, Wójtowicz, Kociołek, Pacyga (65" Szarlej), Żmuda (57" Listwan), Burliga.

Gra Naroże = jest ciekawie

Trzy czerwone kartki, tyle samo rzutów karnych, z których solidarnie po jednym marnują obie drużyny i to, co kibice lubią najbardziej, czyli gole. W spotkaniu Relaksu Wysoka z Narożem Juszczyn padło ich aż sześć. - Patrząc na nasze ostatnie spotkanie faktycznie coś w tym jest, że trudno się na meczach Naroża nudzić - przyznał trener drużyny z Juszczyna Jakub Jeziorski.

Reklama

Do Wysokiej Naroże pojechało bez pięciu ważnych zawodników. Trener Jeziorski z różnych przyczyn nie mógł skorzystać z usług: Dominika Bazińskiego, Marcina Kryjaka, Roberta Drobnego, Marcina Ferka i Tomasza Lipki. - Naszą drużynę tworzy około dwudziestu zawodników i ci, którzy zagrali w Wysokiej, zagrali bardzo dobrze. Nawet ci, którzy wchodzą z ławki, dają wiele Narożu - przyznał Jeziorski.

Do momentu objęcia prowadzenia Naroże grało bardzo dobrze. Brzmi to jak paradoks, ale po bramce Marcina Drobnego gości "przestali grać". Samo trafienie Drobnego było majstersztykiem - mimo asysty dwóch zawodników rywali, zdołał jeszcze "przy okazji" minąć trzeciego i z strzałem z bardzo ostrego kąta wyprowadził gości na prowadzenie. Do końca pierwszej połowy to Relaks był stroną przeważającą i stworzył sobie cztery okazje, z których wykorzystał dwie. Najpierw po zagraniu ręką przez Pawła Gąstałę gospodarze doprowadzili do wyrównania. Na 2:1 "asystę" zaliczył Karol Pietrzak, który zaczął się niepotrzebnie kiwać z zawodnikami gospodarzy, za chwilę oko w oko z Michałem Fidelusem znalazł się zawodnik gospodarzy i wykorzystał prezent od Pietrzaka.

- Nie wiem, czy burza w szatni pomogła, ale po przerwie prezentowaliśmy się o wiele lepiej. Zmieniłem też taktykę i do drugiej linii cofnąłem Drobnego. Zaczęliśmy grać po ziemi, dokładniej - mówi Jeziorski.

To jednak Relaks, mimo przewagi Naroża, pierwszy otworzył wynik po przerwie. Grzegorz Ferek - po wstrzeleniu piłki w pole karne piłka przeszła po czole Ferka i spadła pod nogi zawodnika Relaksu, który nie zmarnował takiego prezentu. To był gol na 3:1. Wcześniej Drobny nie wykorzystał rzutu karnego podyktowanego za faul... na nim samym

Naroże posiadało przygniatającą momentami przewagę, mówiąc kolokwialnie "cisnęło, że hej". Tymczasem po kilku minutach przebywania na placu gry czerwoną kartkę zobaczył Marcin Antosiak. - Faul miał miejsce w środkowej strefie boiska. Nie mam pretensji do arbitra - powiedział Jeziorski.

Obraz gry nie ulegał wcale zmianie - Naroże nadal dążyło do wyrównania, posiadało przez większą część czasu piłkę. Dopiero w 87. minucie Drobny po akcji, którą zapoczątkował Sebastian Kulka, otrzymał podanie od Marcina Kuszyka i pokonał bramkarza gospodarzy. Piłka zanim zatrzepotała w siatce Relaksu, odbiła się jeszcze od słupka. W 92. minucie po faulu na Szymonie Trybale sędzia podyktował drugą w tym spotkaniu jedenastkę dla Naroża. Tym razem Drobny się nie pomylił.

Nie minęło kilkadziesiąt sekund, a w polu karnym, dla odmiany - tym razem Naroża, sędzia również musiał odgwizdać faul i rzut karny. Żywo, aż za bardzo, zaczął z sędzią dyskutować Kuszyk i otrzymał drugą żółtą, a chwilę później, czerwoną kartkę. Fidelus wyczuł intencję strzelca, lecz piłka i tak minęła jego słupek. Koniec emocji i drużyny pogodziły się z podziałem punktów? Właśnie nie. W 95. minucie (sędzia przedłużył spotkanie o 6 minut) Trybała podał/strzelił w kierunku bramki gospodarzy, futbolówka trafiła pod nogi Drobnego, lecz ten w ostatniej chwili został zablokowany przez zawodnika Relaksu.

- Mimo że przez większą część spotkania posiadaliśmy przewagę, to jeżeli strzela się dwa gole w końcówce, to trzeba się cieszyć z takiego rozwiązania - powiedział Jakub Jeziorski.

Relaks Wysoka - Naroże Juszczyn 3:3 (2:1)

Gole dla Naroża: Drobny (trzy).

Skład Naroża: Fidelus - Gąstała, Ceremuga, Kulka, Pietrzak (65" Antosiak), Uczniak (46" Trybała), Kuszyk, Chorąży, Sala, Drobny, Ferek (80" Kardaś).

Sennie

Kolejny mecz w Jordanowie rozpoczął się o godzinie 11. Powód to obowiązki Marka Hodany (jest trenerem B-klasowego Lubonia Skomielna Biała) i Pawła Romaniaka (ten co prawda jest kontuzjowany, ale w niedzielne popołudnie nierzadko musi się udać do pracy). Na Lepietnicę Kilkuszową/Obidową każda godzina powinna być dobra, żeby zaaplikować jej kilka goli. Tak czynili to w jej czterech poprzednich spotkaniach kolejni rywale (18 goli straconych!), tak nie uczynił tego Jordan. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.

W pierwszej połowie Jordan miał dwie godne odnotowania okazje. Najpierw po dośrodkowaniu w pole karne piłkę obok bramki skierował Michał Funek. Mocno kontrowersyjna była druga sytuacja, gdy Bartłomiej Kowalcze minął już bramkarza, ten jednak, mówiąc wprost, skasował zawodnika Jordana. Co na to gwizdek sędziego, a w zasadzie to sędzia? Otóż nic.

Po przerwie bardzo aktywny był Gaweł Tyrpa. Raz strzelił w boczną siatkę, dwa razy posłał dobre dośrodkowanie w pole karne, lecz żaden z jego kolegów nie zabrał się z piłką. Wreszcie, kiedy udało się Tyrpie oddać mocny, soczysty strzał, to świetną interwencją popisał się golkiper gości.

Piłka raz zatrzepotała w siatce gości, lecz sędzia uznał, że Jarosław Dudek był na spalonym.

Jordan Jordanów - Lepietnica Klikuszowa/Obidowa 0:0

Skład Jordana: R ypel - F. Tyrpa, Hodana, Kołodziej, Kołodziejczyk, Wójtowicz, Kowalcze, Paś (55" Dudek), Sochacki, Funek, G. Tyrpa.

B-KLASA

Szalony to mało powiedziane

Nic, a przynajmniej niewiele, nie zapowiadało emocji, jakie w drugiej połowie przeżyją kibice na stadionie w Bystrej. Dwa ciosy zadane przez Jubilata po przerwie sprawiły, że widmo pierwszej porażki w tym sezonie na własnym stadionie zajrzało głęboko w oczy.

Tymczasem roszady poczynione przez Marcina Wnętrzaka (z boiska, nie z ławki, bo trenerowi tak spodobała się gra, że ani myśli oglądać spotkania swojej drużyny zza linii boiska) spowodowały, że Bystra wróciła do gry. Najpierw nieporozumienie w szeregach gości wykorzystał rezerwowy Marcin Rzeszótko. Do wyrównania uderzeniem spoza linii pola karnego doprowadził Michał Wójtowicz. Bystra mogła jeszcze w końcówce nawet wygrać, lecz pi łka raz zatrzymała się na słupku, raz na poprzeczce.

KS Bystra - Jubilat Izdebnik 2:2 (0:0)

Gole dla Bystrej: Rzeszótko, Wójtowicz.

Skład Bystrej: K. Gałka  - Sroka, Kulka, Wnętrzak, Mikołajczyk, Basiura (75" Rzeszótko), Szewczyk, Ciapała (65" Bisaga), Pociąg, Wójtowicz, A. Gałka (65" Migas).

Spadkowicze pokazali jak się gra

Jeszcze rok temu spotkanie Gromu ze Strzelcem Budzów w A-klasie. W Budzowie wygrał Strzelec 3:0, w Grzechyni wynik był identyczny lecz na korzyść Gromu. W niedzielne przedpołudnie górą ponownie byli podopieczni Stanisława Klimala, chociaż goście, dosłownie i w przenośni, napsuli liderowi sporo krwi.

Strzelec nie przyjechał do Grzechyni po najniższy wymiar kary i zagrał otwartą piłkę. Dopiero zmiany w taktyce Klimali sprawiły, że druga połowa pierwszej połowy przebiegała pod dyktando gospodarzy. Wcześniej stroną dominującą byli goście z Budzowa.

Do przerwy Grom prowadził 1:0 - z autu piłkę wrzucił Grzegorz Ceremuga, a Bartłomiej Kudzia strzałem głową otworzył wynik spotkania. Grom mógł schodzić na przerwę z zaliczką większej ilości bramek - strzał Ceremugi z dystansu zatrzymał się na spojeniu słupka z poprzeczką, piłkę zmierzającą do pustej bramki dobił jeszcze Tomek Czubin, a sędzia słusznie odgwizdał w tej sytuacji pozycję spaloną zawodnika gospodarzy. Do pustej bramki nie trafił także Piotr Surmiak.

Na drugą połowę Strzelec wyszedł jeszcze bardziej zmotywowany. Mecz zdeterminowała sytuacja z 60. minuty - po starciu zawodnika Gromu i Strzelca sędzia zarządził rzut sędziowski. Piłka spadła na ziemię, z pierwszej piłki uderzył Czubin, a futbolówka trafiła prosto w okienko bramki Strzelca... - Na pewno jest niesmak, że gol padł w takich okolicznościach. Nie wiem czemu, ale piłkarze Strzelca mieli do mnie pretensję o tego gola - mówi Klimala.

Przez kilkanaście najbliższych minut na murawie trwało wzajemne "polowanie" nie mające wiele wspólnego z piłką nożną. Sędzia raz po raz sięgał po żółte kartoniki temperując piłkarzy obu drużyn. - I robił to słusznie, bo mecz stał się brutalny - dodaje Klimala.

Gol na 3:0 nieco ostudził zapał Strzelca - ponownie grę z autu wznowił Ceremuga, a błąd bramkarza gości wykorzystał Kudzia. W doliczonym czasie gry Strzelec zdobył honorową bramkę z rzutu karnego.

- Za nami ciężki mecz stojący na przyzwoitym poziomie. Mało która drużyna w tej klasie rozgrywkowej wytrzymałaby takie tempo - podsumował Stanisław Klimala.

Grom Grzechynia - Strzelec Budzów 3:1 (1:0)

Gole dla Gromu: Kudzia (dwie), Czubin.

Skład Gromu: Polak - Dyrcz, Białończyk, Paweł Surmiak, Urbański, Bogacz (46" Nitoń), M. Surmiak, Ceremuga (80" Pieróg), Kudzia (88" Tokarz), Piotr Surmiak, Czubin.

10 kluczowych minut

- Brakowało nam zwycięstwa jak tlenu - podsumował wygrany mecz z Błyskawicą Marcówka trener Świtu Osielec Witold Romanowski. Była to pierwsza wygrana beniaminka w sezonie 2015/2016.

W rolach głównych wystąpili Wojciech Traczyk i Mateusz Malik. Ten pierwszy zdobył trzy gole, drugi dwa. W 8. minucie wynik spotkania otworzył Malik, który popisał się celnym strzałem z rzutu wolnego. Goście doprowadzili do wyrównania w 40. minucie, lecz cztery minuty później Świt ponownie objął prowadzenie. Po podaniu od Patryka Bachula na listę strzelców wpisał się Wojciech Traczyk.

Pięć minut po wznowieniu gry w polu karnym faulował Gabriel Traczyk i sędzia podyktował rzut karny. Błyskawica nie zmarnowała tej sytuacji i zrobiło się 2:2. O losach spotkania, i pierwszym zwycięstwie Świtu, przesądziło 10 minut od 70 do 80. Właśnie wtedy Świt zdobył trzy gole pieczętujące pierwszą wygraną w tym sezonie B-klasy. Najpierw Malik wykorzystał podanie od Artura Hermana, następnie na listę strzelców wpisuje się ponownie Wojciech Traczyk. Błyskawicę na dziesięć minut przed zakończeniem spotkania ostatecznie dobił Traczyk wykorzystując podanie od Marcina Kopacza.

Świt Osielec - Błyskawica Marcówka 5:2 (2:1)

Gole dla Świtu: W. Traczyk (trzy), Malik (dwie).

Skład Świtu: Płachta - Wilgierz, Gancarz, Guzik (46" Herman), Łach , G. Traczyk (60" Drobny) Kopacz, Oleksa, Bachul (75" Bobik), Malik, W. Traczyk (85 Motor).

A passa trwa

Potknęli się w pierwszej kolejce, chociaż trudno to nazwać potknięciem - przegrali w Grzechyni z Gromem 4:2, a potem zaczęli kontynuować passę zwycięstw. W niedzielne popołudnie przedłużyli ją do pięciu! Dąb Sidzina i wspomniany Grom to zdecydowani dominatorzy w B-klasie od początku tego sezonu.

Watra Zawoja, która przyjechała do Sidziny to w obecnych rozgrywkach bezkompromisowa drużyna. U siebie tylko wygrywa, na wyjeździe zaś tylko przegrywa. Ta prawidłowość została zachowana także w minioną niedzielę, chociaż to Watra jako pierwsza wyszła na prowadzenie. W 20. minucie z prawej strony dośrodkował Artur Dyrcz, a Adrian Bury ładnym strzałem z woleja zakończył akcję gości.

Sidzina odpowiedziała jeszcze przed przerwą - z rzutu wolnego z 35. metrów przymierzył Jarosław Kostka i Łukasz Stopka, który po raz kolejny zameldował się między słupkami bramki Watry, musiał wyjmować piłkę z bramki.

Pierwsza połowa zakończyła się remisem, chociaż gdyby punktowano ją na wzór walk bokserskich, zostałaby przyznana jako zwycięska gościom. Po przerwie lepiej prezentowali się gospodarze, co udokumentowali jednym trafieniem. Tym razem Stopkę zaskoczył, także strzałem z rzutu wolnego, Łukasz Kolaniak.

Dąb Sidzina - Watra Zawoja 2:1 (1:1)

Gole dla Dębu: J. Kostka, Ł. Kolaniak.

Gol dla Watry: Bury.

Skład Watry: Stopka - Zguda, Zięba, Kaczmarczyk, Listwan, Dyrcz, G. Antosiak, Hutniczak, M. Antosiak, Bury, Mika.

Dopóki mieli siły

W pierwszej minucie Huragan zaskoczył Bieńkówkę i wyszedł na prowadzenie. - Oczywiście mam pretensje do zespołu bo od pierwszych minut mieliśmy zagrać agresywnie, wysokim pressingiem, a okazało się że w pierwszej minucie straciliśmy bramkę. Mimo to byłem spokojny o końcowy rezultat. Jednak opanowaliśmy nerwy i po dwudziestej piątej minucie wróciliśmy na właściwe tory - mówi Jarosław Gąstała, który tym razem nie pojawił się na boisku, lecz z ławki rezerwowych instruował swoich podopiecznych.

Do przerwy Bieńkówka już prowadziła 2:1, chociaż powinna nieco wyżej. Dogodnych okazji nie wykorzystali Dawid Klimowski i Krystian Burliga. Obaj skrzydłowi Bieńkówki w niedzielne popołudnie goli nie zdobyli, lecz asystowali przy kolejnych trafieniach gospodarzy.

Bohaterem spotkania został Tomasz Chromy, który aż pięciokrotnie wpisał się na listę strzelców. - To niecodzienny wynik. W składzie mam jednak grajków, którzy na tym poziomie są w stanie w pojedynkę wygrywać mecze - dodaje Gąstała.

Huragan zajmuje ostatnie miejsce w tabeli (1 punkt w 6 meczach), lecz mimo wysokiej przegranej w Bieńkówce zasłużył, zdaniem opiekuna gospodarzy, za słowa uznania. - Drużyna ze Skawicy zawsze jest i będzie wymagającym rywalem. W dzisiejszym dniu to udowodnili. Fakt, że przegrali, ale przez cały mecz walczyli o każdy centymetr boiska. Dawno nie widziałem drużyny ze Skawicy tak dobrze nastawionej na grę w piłkę nożną. Chłopaki ze Skawicy zaprezentowali się bardzo dobrze, nawet kiedy wynik nie był po ich stronie. Grali bardzo sportowo. I co zasługuje na uwagę, po przegranym meczu przybiliśmy sobie piątki, i o to chodzi - powiedział Jarosław Gąstała.

LKS Bieńkówka - Huragan Skawica 6:2 (2:1)

Gole dla Bieńkówki: Chromy (pięć), Cholewa.

Skład Bieńkówki: Ciuś  - Cholewa, Pęcek, Sarna (65" Sczurek), Lewandowski, Knapczyk, Burliga, Sałapat (70" Szczepaniak), Klimowski, Sałapat, Chromy.

Z podniesioną głową do pracy

Tydzień temu Unia zremisowała bezbramkowo w derbowym spotkaniu ze Skawianką Skawa. W niedzielę także przyszło jej zmierzyć się z drużyną oddaloną o kilka kilometrów od Naprawy. A nie był to jedyny smaczek tego spotkania.

- Luboń jest z nami zaprzyjaźniony, lecz podczas meczu o przyjaźni nie było mowy. Dodatkowo wiedzieliśmy, że goście będą gryźć trawę, bo zawodnicy obu drużyn doskonale się znają, wielu pracuje w jednej firmie i jasne było, że każdy chciał udowodnić swoją wyższość. Przyjść w poniedziałek do pracy z podniesioną głową jest rzeczą bezcenną - mówi grający trener Unii Franciszek Gacek.

Drużynę gości prowadzi Marek Hodana, zawodnik Jordana Jordanów. Do niedawna Luboń miał fatalny bilans bramkowy 15:0, lecz tydzień temu odniósł pierwsze ligowe zwycięstwo (z Wierchami Lasek 4:2) i liczył na sprawienie niespodzianki w Naprawie. Unia przed tym spotkaniem poniosła na swoim boisku dwie porażki.

I to Luboń jako pierwszy objął prowadzenie. Długo zanosiło się na sensację, ale Unia przetrwała gorszy moment i ruszyła z atakami. - Nie schodziliśmy z połowy goście i nieustannie marnowaliśmy sytuacje stuprocentowe. To nasza bolączka - przyznaje Franciszek Gacek.

Ostatecznie trafienia  Pawła Cieżaka, Krystiana Panka i Roberta Flagi zapewniły Unii pierwsze zwycięstwo na własnym stadionie w se zonie 2015/2016.

Unia Naprawa - Luboń Skomielna Biała 3:1

Skład Unii: Cieżak, Panek, Flaga.

Skład Unii: Kania - Sutor, Ciścoń, Swięchowicz, Mirek, Masłowski, Gacek (60" Mastela) Pasiowiec, Matusiak,(Cieżak), Flaga, Panek.

Olimpia więcej niż gościnna

Żuraw Krzeszów nie miał wyjścia - musiał się przełamać i odnieść pierwsze w tym sezonie zwycięstwo na wyjeździe. Piłkarze Olimpii Zebrzydowice nie zebrali jedenastoosobowego składu i wystąpili w dziesięciu. - To wszystko determinowało. Oddali nam grę, a sami starali się zagrywać dalekie piłki do przodu i kontrować - mówi trener Żurawia Jacek Kudzia.

Goście objęli prowadzenie już w 6. minucie, kiedy to precyzyjnie z rzutu wolnego przymierzył Krzysztof Ćwiertnia. - Nie byliśmy skoncentrowani, marnowaliśmy okazje do podwyższenia wyniku. Radośnie można grać, kiedy prowadzi się 2:0 czy 3:0 - dodaje Kudzia.

I właśnie minimalizm Żurawia mógł go drogo kosztować jeszcze w pierwszej połowie, bo sędzia podyktował dla gospodarzy rzut karny. Bramkarz Żurawia nie musiał jednak nawet interweniować, bo zawodnik Olimpii nie trafił w bramkę.

- Mieliśmy multum okazji: sam na sam, strzały z bliskiej odległości. Skuteczność ewidentnie nie była w niedzielę z nami - podsumował drugą połowę Jacek Kudzia.

Olimpia Zebrzydowice - Żuraw Krzeszów 0:1 (0:1)

Gol dla Żurawia: Ćwiertnia.

Skład Żurawia: Pająk - Pilarczyk, Zawora, Talaga, Skrzypek, Ćwiertnia, Wajdzik, Kawończyk (80" Korczak), Targosz, Wajdzik, Łuczak.

C-KLASA

Tarnawianka Tarnawa - Spartak Skawce 5:2

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama