Reklama


(WYNIKI)Piłkarski weekend: Parodia futbolu w Suchej Beskidzkiej

10/09/2016 16:54

Babia Góra Sucha Beskidzka po 13 minutach spotkania z Olimpią Chocznia powinna prowadzić 10:0! Tymczasem na listę strzelców wpisali się tylko Michał Wójtowicz i Piotr Pacyga. Po tych golach trudno jednak było widzieć na twarzach zawodników z Suchej Beskidzkiej oznakę radości. Chwilę później jeden z zawodników zasygnalizował kontuzję i sędzia zakończył mecz. Wysokiej porażki w Wadowicach doznał Grom Grzechynia. Z jednym golem na plus, i trzema punktami też na plus, z Osieka wraca za to Garbarz Zembrzyce.

NA KOLEJNE RELACJE ZAPRASZAMY W ŚRODĘ :)

V-LIGA:

Trzecie zwycięstwo z rzędu na wyjeździe zanotował Garbarz Zembrzyce. W meczu z Brzeziną Osiek bardzo szybko osiągnął swój cel - w 4. minucie na listę strzelców wpisał się Sławomir Puda. A potem to gospodarze musieli się martwić, jak pokonać dobrze ustawionego w obronie Garbarza i coś wymyślić. Nie wymyślili nic, a od 83. minuty grali jeszcze w osłabieniu po czerwonej kartce dla Tomasza Dubiela.

Brzezina Osiek -  Garbarz Zembrzyce 0:1 (0:1)

Gol dla Garbarza: S. Puda.

Reklama

Skład Garbarza: Bruzda - Marek, Sałapatek, Oladoja (55" Balogun), Ł. Puda,  Burliga, Mitka, Talaga, Bańdura (90" Harańczyk), S. Puda, Abubakar.

Styl na bok

W najlepszy z możliwych sposobów, czyli zwycięstwem, zakończył Halniak Maków Podhalański dwutygodniowe granie co trzy dni. W tym czasie podopieczni Pawła Krzeszowiaka przegrali trzy ligowe spotkania i po konkursie rzutów karnych mecz w ramach Pucharu Polski. 

Z Garbarzem Halniak przegrał po rzucie karnym (1:0), z Babią Górą po serii jedenastek - z Chełmkiem to jednak Halniak wykorzystał swoją szansę z punktu oddalonego o jedenaście metrów od bramki gości. Prowadzenia nie oddał do końca.

Reklama

- Potrzebowaliśmy trzech punktów jak powietrza - powiedział po zakończeniu konfrontacji z Chełmkiem trener Halniaka. I nie ma się czemu dziwić.

Gospodarze mogli i powinni karnego w tym spotkaniu otrzymać już w pierwszej połowie. A nawet dwa. Gwizdek arbitra jednak milczał. Mecz? Wyrównany.

Po przerwie w 60. minucie w polu karnym gości pociągany za koszulkę był Piotr Sobala. Sędzia podyktował karnego, chociaż bardziej ku temu powody miał w pierwszej połowie. Dla Halniaka to było w tym momencie nieważne - ważne, że wreszcie ten karny był. Jego skutecznym egzekutorem okazał się Michał Gruca.

Reklama

- Mieliśmy wynik i chcieliśmy go utrzymać do końca. Chłopakom należą się duże brawa za włożony wysiłek - pochwalił swoich podopiecznych Krzeszowiak.

Chełmek w pewnym momencie przeszedł na grę z trzema zawodnikami z przodu (i trójką obrońców). I zaczął coraz śmielej zagrażać gospodarzom. - Nieprzypadkowo Chełmek wypunktował Kalwarię wygrywając aż 9:0. Jeszcze wielu zespołom ta drużyna urwie punkty - powiedział Krzeszowiak.

W doliczonym czasie gry świetną obroną popisał się po strzale z rzutu wolnego Jakub Korczak. Bramkarz Halniaka wybił piłkę na rzut rożny.

Reklama

- Mówiłem przy okazji poprzednich meczów, że w piłce nożnej potrzebne jest także szczęście. Dziś było ono z nami - podsumował Paweł Krzeszowiak.

Szkoleniowca Halniaka cieszy to, że już do końca rundy jesiennej jego drużyna będzie grała już co tydzień. - Ostatnie dwa tygodnie kosztowało nas wiele zdrowia. Teraz powinno być lepiej - przyznał. I ucieszył się, że do zespołu dołączają kolejni nowi zawodnicy. W tym przypadku mowa jednak o nowych, starych piłkarzach - wychowankach Halniaka. Z Chełmkiem w drugiej połowie na murawie zameldował się Łukasz Zajda. Niebawem ponownie w barwach makowskiej drużyny będzie można zobaczyć również Pawła Kaczmarczyka.

Reklama

Halniak Maków Podhalański - KS Chełmek 1:0

Gol dla Halniaka: Gruca (k.)

Skład Halniaka: Korczak - Gruca, Krauz, Husiał, Malina, Maziarka (62" Zajda), Sobala, Kozieł, Tkachenko (62" Łukawski), Pająk (80" Ćwiertnia), J. Bobek (90" Sz. Bobek).

Zmobilizowani po przerwie…

Po pierwszej połowie spotkania Tempo Białka z Dębem Paszkówka było wiadome jedno – ogromna przewaga gospodarzy w najmniej spodziewanym momencie może zakończyć się utratą przez nich gola. Z przewagi Tempo niewiele w tym fragmencie gry wynikało – w decydującym momencie zawodnicy gospodarzy nie oddawali strzałów, mimo że do bramki gości strzeżonej przez Piotra Lenarta nie mieli metrów 50, ale 7-8.

Reklama

Goście ograniczali się do kontr – po jednej z nich sytuację sam na sam z zawodnikiem Dębu wybronił Piotr Kłapyta .

- Po rozmowie w szatni zaczęliśmy grać dokładniej i składniej. Pojawiły się prostopadłe podania do napastników – mówi trener Tempo, Maciej Melzer .

Na efekty kibice w Białce musieli jednak i tak długo czekać – w 67. minucie wprowadzony zaledwie dwie minuty wcześniej Tomasz Murzyn najprzytomniej zachował się w polu karnym gości i mocnym strzałem wyprowadził Tempo na prowadzenie.

Na 2:0 podwyższył Dariusz Szymoniak – z lewej strony otrzymał podanie od Mateusza Balcera i zdobył swojego pierwszego gola w tym spotkaniu. Drugiego, ostatniego zanotował na minutę przed zakończeniem regulaminowego czasu gry – Szymoniak popisał się mocnym strzałem pod poprzeczkę i przypieczętował jak najbardziej zasłużone zwycięstwo swojego zespołu.

Reklama

Tempo Białka  - Dąb Paszkówka 3:0 (0:0)

Gole dla Tempo: Szymoniak (dwa), Murzyn.

Skład Tempo: Kłapyta - Lenik (75" M. Marek), Bielarz, Sz. Marek, Sala, Woźny, Korba, Balcer (85" Ficek), Pacyga, Szymoniak, Raczek (65" Murzyn).

Górnik Libiąż - Kalwarianka Kalwaria Zebrzydowska 1:2

Cedron Brody - Niwa Nowa Wieś 1:0

LKS Jawiszowice - Victoria Zalas 7:0

LKS Żarki - Nadwiślanin Gromiec 0:1

Zagórzanka Zagórze - Orzeł Ryczów 1:2

A-KLASA WADOWICKA:

Futbolowe jaja

W 1. minucie spotkania po dośrodkowaniu z lewej strony przez Kamila Bielarza , toru lotu piłki nie przecięli Dawid Choczyński , ani Piotr Pacyga. Minutę później sytuacji sam na sam z bramkarzem Olimpii nie wykorzystał Bielarz – górą był Kacper Danek . Za chwilę Bielarz mógł zdobyć wreszcie gola – wpadł w pole karne z lewej strony, nie zauważył – a może zauważył, ale chciał zaliczyć asystę? – że bramkarz totalnie odsłonił de facto całą bramkę i zdecydował się na podanie w kierunku Choczyńskiego.

Reklama

Piąta minuta to podanie od Bielarza i wycofanie piłki na 8. metr, gdzie piłkę nad poprzeczką mocnym strzałem przeniósł Tomasz Ścieszka. Chwilę później mocno zakotłowało się na przedpolu bramkowym Danka, ale Choczyński, choć starał się w dosyć ekwilibrystyczny sposób, to piłki w żaden sposób nie sięgnął. W kolejnej akcji po dośrodkowaniu Łukasza Miki minimalnie obok słupka główkował Artur Rzepka.

Wreszcie w 10. minucie na mierzony po ziemi strzał zdecydował się Michał Wótowicz i Babia Góra objęła prowadzenie 1:0. Minutę później po podaniu od Dawida Sumery sytuację sam na sam z bramkarzem Olimpii nie wykorzystuje Choczyński – trafia tylko w boczną siatkę. W kolejnej akcji mocnym, technicznym strzałem popisuje się Pacyga i suszanie prowadzą 2:0. Następnych akcji Babiej Góry już nie było – na murawie usiadł Kamil Graca sygnalizując kontuzję, a sędzia, po upewnieniu się, że nie ten nie jest w stanie kontynuować gry, kończy spotkanie.

Reklama

- Dopiero przed meczem sędzia powiedział nam, że zawodników Olimpii jest tylko siedmiu. Kiedy widziałem, że rzeczywiście tylko tylu piłkarzy gości wychodzi na murawę, to wiedziałem, czego się prędzej czy później spodziewać. Czegoś takiego nie widziałem nigdy na poziomie seniorów – powiedział po „meczu” trener Babiej Góry Sławomir Bączek . I żałował swoich podopiecznych. – Nie mogłem skorzystać z różnych przyczyn z siedmiu zawodników i otwierała się szansa na pokazanie się dla innych. Chłopcy chcieli pograć, pogoda był idealna, graliśmy na swoim stadionie, na który przyszło wielu kibiców – dodał.

Co się zatem stało, że do Suchej Beskidzkiej przyjechało tylko siedmiu zawodników Olimpii? Już pod szatnią gości dowiedzieliśmy się od zawodników Olimpii, że to w wyniku wyjścia wielu zawodników na ślub.

Reklama

Ślub, ślubem, ale z dnia na dzień takie uroczystości organizowane przecież nie są. Trener Olimpii Marek Praciak początkowo nie chciał z nami rozmawiać, ale w końcu zaczął monolog (bo na pytania dotyczące swoich słów nie chciał odpowiadać, a aż się o nie prosiło). - Proszę podziękować prezesowi Babiej Góry, że tak to dzisiaj wyglądało. Chcieliśmy przełożyć mecz na niedzielę, ale nie uzyskaliśmy zgody. Tak wiem, że procedury są inne w związku ze zmianą daty spotkania, ale można się było zachować po sportowemu – tyle Praciak.

A prezes Babiej Góry? – W środę wieczorem przed godziną 23 otrzymałem telefon z Choczni, czy możemy przełożyć mecz. Powód to wyjście części zawodników na ślub w dniu meczu z nami. Nowa zaproponowana przez Olimpię data to niedziela godz. 11… Nie chcieliśmy tego spotkania tak rozstrzygnąć – gdyby Olimpia chciała przełożyć mecz na za tydzień, za dwa – nie byłoby problemu. Zawsze jesteśmy za tym, żeby spotkania rozstrzygać na murawie. A tak, to jak mieliśmy zawodników na szybko powiadomić? Każdy ma też swoje plany na weekend i to rozumiemy. Zresztą my też nie mieliśmy wielu zawodników w porównaniu do poprzednich spotkań. W końcu rozmowa telefoniczna została zakończona słowami, że jakoś sobie poradzą…  - mówi Mariusz Korczak .

Tyle, jeżeli chodzi o dwugłos z obozu obu drużyn.

Niewiele jednak brakowało, a mecz skończyłby się już totalną farsą – trener gości od razu po rozpoczęciu spotkania instruował jednego ze swoich zawodników, by ten położył się na murawie już przy stanie 0:0. Tym samym chciał, by mecz się zakończył jak najszybciej!

Piłkarze Olimpii, choć doskonale wiedzieli, że jedynym pytaniem w dniu dzisiejszym było, ile Babia Góra zdobędzie goli - chcieli jednak mimo wszystko zagrać. Tym samym pokazali niesamowity charakter, a trenerowi, co to znaczy zachowanie fair wobec przeciwnika. Przy stanie 1:0 nie podłamali się mimo że jak można przeczytać na początku tej relacji, Babia Góra miała miażdżącą przewagę (raz jednak piłkarze Olimpii przedostali się na połowę Babiej Góry i to nie po wznowieniu piłki od środka po pierwszej straconej bramce!).

Po golu na 2:0 już jednak uznali, że tyle wystarczy. I nikt do nich pretensji nie miał – ba, pod szatnią gości jeden z kibiców Babiej Góry podziękował za te kilkanaście minut gry przypuszczając, ile musiało kosztować wyjście na mecz w takiej atmosferze. 

Babia Góra Sucha Beskidzka - Olimpia Chocznia  / sędzia zakończył mecz przy wyniku 2:0 dla Babiej Góry w wyniku zdekompletowania drużyny gości.

Gole dla Babiej Góry: Wójtowicz, Pacyga.

Składy:

Babia Góra: Kachnic - Chrząszcz, Rzepka, Kociołek, Ścieszka, Sumera, Wójtowicz, Bielarz, Pacyga, Mika, Choczyński. Rezerwowi: Bubiak, Krupa, Bałos, Świerkosz.

Olimpia: Danek - Zając, Graca, Nowak, Woźniak, Ramenda, Hupert.

To się nie mogło udać

Bez trzech podstawowych zawodników, w tym bramkarza numer jeden, pojechał Grom Grzechynia na wyjazdowe spotkanie do Wadowic. Pod nieobecność Sebastiana Krupczaka, między słupkami bramki beniaminka stanął Kacper Polak. Mimo że Polak w przeszłości czasami stawał w bramce, to od dawna jest to nominalny zawodnik z pola. Ale mus to mus.

Grom przyjechał z taktyką dobrze znaną z poprzednich wyjazdowych meczów – oddać piłkę przeciwnikowi i próbować grać z kontry.

Pierwsze dwadzieścia minut to dominacja Skawy. W tym czasie gospodarze objęli prowadzenie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i uderzeniu głową przez jednego z jej zawodników. Stracony gol podziałał orzeźwiająco na przyjezdnych – piłkarze Gromu zaczęli częściej pojawiać się na połowie gospodarzy.

Po podaniu na skrzydło, indywidualną akcję przeprowadził Krzysztof Chłapek. Dynamicznie wpadł w pole karne Skawy i bramkarz musiał ratować się faulem. Karnego wykorzystał Piotr Surmiak.

Drugą połowę lepiej rozpoczęli goście. Skawa gubiła się w obronie, kiedy była mocniej przyciskana przez ofensywnych zawodników Gromu. Plan drużyny z Grzechyni runął w 60. minucie, gdy po drugiej żółtej kartce boisko musiał opuścić Rafał Toczek. Co prawda przeze pierwsze minuty, gdy Grom grał w 10-tkę, przewaga Skawy nie była w ogóle widoczna, o tyle po przymusowej przerwie na uzupełnienie płynów… Skawa objęła prowadzenie.

Grom mimo gry w 10-tkę uznał, i słusznie, że co za różnica przegrać 2:1 czy 4:1 i w ostatnich minutach śmielej zaatakował. Ryzyko nie przyniosło jednak im wyrównania, ale właśnie dwa gole stracone. Mecz zakończył się wygraną Skawy 4:1. Była to pierwsza wygrana zespołu z Wadowic w tym sezonie.

Skawa Wadowice -  Grom Grzechynia  4:1 (1:1)

Gol dla Gromu: Piotr Surmiak (k.).

Czerwona kartka: Toczek (Grom).

Skład Gromu: Polak - Białończyk, Zguda, Dyrcz, M. Surmiak, Ł. Krupczak, Pająk, Chłapek (80" Sz.Mirocha), Toczek, Czubin (85" Bogacz), P. Surmiak.

Zdziwieni

Nie miało większych problemów Naroże Juszczyn w spotkaniu ze Zniczem Sułkowice-Bolęciną. Wynik 6:0 oczywiście jest zawstydzający dla Znicza, ale i trener Jakub Jeziorski nie w każdym momencie meczu był zadowolony z postawy swoich podopiecznych. – Po bramce na 3:0 oddaliśmy inicjatywę przeciwnikowi i wtedy postraszył nas najlepszy piłkarz z Sułkowic, Michał Adamus trafiając w poprzeczkę. Podobnie było przy stanie 6:0, kiedy pozwoliliśmy sobie na przestój w grze, a po naszej niefrasobliwości i głupocie Adamus  trafił w spojenie – powiedział  Jeziorski.

O wiele więcej było jednak pozytywów w grze Naroża. – Cieszą mnie dwa gole po stałych fragmentach gry. Odpowiednie ustawienie się w danej strefie ćwiczymy na treningach i udało się nam to przenieść w warunki meczowe. Gra się też tak, jak przeciwnik pozwala, a ten pozwolił nam na wiele. Sądziłem, że ze Zniczem będziemy mieli trudniejszą przeprawę – dodał trener Naroża.

Ostre strzelanie w Juszczynie rozpoczął Grzegorz Ferek , który strzałem z 16. metrów tuż przy słupku zmusił do kapitulacji Andrzeja Baranowskiego . Na 2:0 trafił Rafał Drobny – rzut rożny wykonał jego brat bliźniak, Marcin, a do strzału doszedł Paweł Romaniak . Futbolówka trafiła jednego z obrońców Znicza, następnie znalazła się pod nogami Rafała Drobnego. Ten mocnym strzałem pod poprzeczkę zdobył drugiego dla gospodarzy gola. Trafienie numer trzy dla Naroża to również dośrodkowanie z rzutu rożnego Marcina Drobneg o i celna główka jego brata bliźniaka Rafała.

Strzelanie w pierwszej połowie na stadionie w Juszczynie zakończył Marcin Drobny. Marcin Ferek podał do Romaniaka, ten podciągnął z piłką na skrzydle kilkanaście metrów i zagrał do Marcina Drobnego. Napastnik Naroża wyprzedził obrońcę Znicza i strzałem ze szpica z 16 metrów ustalił wynik pierwszej połowy na 4:0.

W drugiej połowie gospodarze zdobyli jeszcze dwa gole – podanie od Marcina Ferka trafiło do Piotra Kardasia , który technicznym strzałem pokonał Baranowskiego. Wynik meczu ustalił Marcin Drobny skutecznie wykonując rzut karny.

Naroże Juszczyn - Znicz Sułkowice-Bolęcina  6:0 (4:0)

Gole dla Naroża: R. Drobny, M. Drobny (obaj po dwa gole), Kardaś, G. Ferek.

Skład Naroża: Fidelus - R. Drobny, Gąstała, Baziński, Kulka (75" Guzik), M. Ferek, Traczyk (55" Uczniak), G. Ferek (65" Kwaśniewski), Kardaś, Romaniak, M. Drobny (75" Kuszyk).

Żuraw Krzeszów - Huragan Inwałd 0:3 (0:3)

Skład Żurawia: Kotlarz - Nowak, Pilarczyk, Zawora, G. Kawończyk (46" Skrzypek), M. Kawończyk (75" Wajdzik), Łuczak (82" Kudzia), Klimowski, Mętel, Sala (35" Wójcik), Targosz.

Charakter to za małe słowo!

Mówi się, i często można to przeczytać w naszych relacjach, że drużyna pokazała charakter, bo przegrywając potrafiła doprowadzić do wyrównania czy, jeszcze lepiej, wygrać mecz! Jałowiec wywindował to stwierdzenia na, jakby to powiedział Leo Beenhakker, international level.

Aż czterokrotnie, słownie CZTEROKROTNIE, w spotkaniu Halniaka Targanice z Jałowcem Stryszawa prowadzenie obejmowali gospodarze. Na koniec nie zdobyli nawet jednego punktu!

Halniak wyszedł na prowadzenie w 3. minucie - uderzenia z rzutu wolnego nie zatrzymał Rafał Pępek. Jałowiec nie chciał być w tej statystyce gorszy - piłkę po strzale z wolnego Mykhailo Sabliasha wybił przed siebie bramkarz gospodarzy Piotr Kiszczak. Uczynił to tak niefortunnie, że ta spadła na głowę Bartłomieja Ićka. Chwilę później ponownie zmierzała w kierunku bramki drużyny z Targanic - tym razem nikt jej nie przeszkodził w dotarciu do celu.

Na 2:1 Halniak podwyższył po dośrodkowaniu z prawej strony i rykoszecie od jednego z obrońców Jałowca. Remis to zasługa Sabliasha - Bartek Iciek dośrodkował z rzutu rożnego, a ukraiński pomocnik w barwach Jałowca skierował piłkę do bramki gospodarzy.

Kolejny gol dla Halniaka, na 3:2, to kolejna akcja prawą stroną i centra w pole karne na dalszy słupek. Centra zakończona celnym strzałem. Jałowiec do kolejnego remisu doprowadził za sprawą Sabliasha - w polu karnym faulowany był Bartłomiej Iciek, a Sabliash po raz drugi w tym meczu wpisał się na listę strzelców.

Gra obronna na lewej stronie nie była w tym meczu mocnym punktem Jałowca - trzecia niemal bliźniacza akcja Halniaka zakończyła się kolejnym dośrodkowaniem w pole karne stryszawian i kolejnym golem. Tym razem na 4:3.

Od tego momentu tempo gry już nie było takie szalone. Gospodarze od 72. minuty po czerwonej kartce dla Andrzeja Górskiego grali w osłabieniu. Szansę na korzystny wynik zwietrzył jeszcze bardziej Jałowiec.

W 89. minucie przypomniał o sobie Tomasz Świerkosz - jego mocny strzał z 16 metrów trafił w długi róg bramki Halniaka. Koniec spotkania i podział punktów? Gdyby nie bramkarz Halniaka, pewnie by tak było. W doliczonym czasie gry po dalekim dośrodkowaniu z rzutu wolnego w pole karne Mariusza Mentla, Kiszczak wypuścił piłkę z rąk, a z tego prezentu skorzystał Marcin Porębski.

Po takim meczu ciśnie na usta się tylko - Brawo Jałowiec!

Halniak Targanice -  Jałowiec Stryszawa 4:5 (3:3)

Gole dla Jałowca: Sabliash (dwa), Świerkosz, Porębski, B. Iciek.

Skład Jałowca: Pępek - Sala, K. Iciek (80" Stachnik), Harańczyk, Okrzesik (63" Janik), Mentel, B. Iciek, Sabliash, Polak (67" Porębski), Świerkosz, Kotlarczyk

Relaks Wysoka - Sokół Przytkowice 2:0

Orzeł Wieprz - Astra Spytkowice 4:0

Burza Roczyny - Leskowiec Rzyki 1:2

A-KLASA PODHALAŃSKA:

Nie możesz wygrać? To zremisuj!

Z jednym punktem z wyjazdowego spotkania w Czarnym Dunajcu wrócił Jordan Jordanów. Przewaga w fizyczności, wzroście, sile była w tym meczu po stronie gospodarzy, ale podopieczni Zdzisława Gacka i na to długimi momentami znajdowali sposób.

To oni też jako pierwsi wyszli na prowadzenie - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Gawła Tyrpy celnym strzałem głową popisał się Bartłomiej Kowalcze. Przed przerwą Jordan miał dwie szanse na podwyższenie prowadzenia - najpierw po serii kilku podań z pierwszej piłki Bartłomiej Bury dośrodkował do Kamila Kalemby, a ten... trafiła piłką w Michała Rysia! Tuż przed przerwą po rzucie rożnym na strzał z półwoleja zdecydował się Piotr Kołodziejczyk. - Już widziałem piłkę w siatce - powiedział Gacek. No, ale ostatecznie minęła ona bramkę gospodarzy.

Jordan mógł mocnym akcentem rozpocząć drugą połowę. W dogodnej okazji za szybko na strzał zdecydował się Ryś. - Michał mógł się zabrać z piłką... - żałował opiekun Jordana.

Z upływem minut piłkarze Jordana słabli fizycznie, co wykorzystali gospodarze. Pomógł im w tym niefortunną interwencją Filip Tyrpa, który zanotował swojaka.

- Pojechaliśmy w trzynastu na mecz. Do tego rywal preferował grę z pominięciem drugiej linii na wysokich napastników. W końcówce zabrakło nam nieco sił, szkoda, że nie miałem więcej chłopaków na zmianę. Szanujemy ten punkt - dodał Gacek.

Czarni Czarny Dunajec -  Jordan Jordanów 1:1 (0:1)

Gol dla Jordana: Kowalcze.

Skład Jordana: Rypel - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, Kulak, Samek, Kowalcze, G. Tyrpa, Bury (85" Gacek), Kalemba (73" Dudek), Ryś.

Spisz Krempachy - Babia Góra Lipnica Wielka 2:4

Szarotka Rokiciny Podhalańskie - Huragan Waksmund 2:3

Lubań Tylmanowa - Przełęcz Łopuszna 2:3

Granit Czarna Góra - Podhale II Nowy Targ 3:3

Wierchy Rabka - Skałka Rogoźnik 6:1

Zawrat Bukowina Tatrzańska - Skalni Zaskale 1:3

B-KLASA WADOWICE:

Tarnawianka Tarnawa -  KS Bystra 0:3 (0:2)

Gole dla Bystrej: Bisaga, Kulka, Gałka.

Lachy Lachowice - Stanisławianka Stanisław 1:1

Jubilat Izdebnik -  Huragan Skawica 5:1

Strzelec Budzów -  Błyskawica Marcówka 5:2

Dąb Sidzina -  LKS Bieńkówka 2:1 (2:0)

Gole dla Dębu: G. Motor, Pastwa.

Skład Dębu: S. Motor - J. Kostka, B. Kolaniak, K. Kostka, Jaromin, Krupa (85" Binkuś), G. Motor, Szczurek, Ł. Kolaniak (55" Handzel), Lipa (80" Czarny), Pastwa (70" Malada).

Watra Zawoja - Leńcze 1:1 (1:0)

 

B-KLASA PODHALAŃSKA:

Bez tłumaczenia!

- Przegraliśmy, bo byliśmy gorsi. Jak się wygrywa, to fajnie opisywać mecz, bo jest chęć i radość. Przegraliśmy, wręcz dostaliśmy w dupę ale po prostu jak graliśmy jak równy z równym z V-ligowcami ( chodzi o mecz z Jarmutą Szczawnica - nasza relacja z tego spotkania TUTAJ) to wydawało nam się, że nie robiąc nic wygramy w następnym meczu. Niestety tak nie było. Wszystko siedzi w głowach tylko i wyłącznie - tak spotkanie z Podgórkami Krauszów skomentował trener Unii Naprawa, Franciszek Gacek.

Podgórki Krauszów -  Unia Naprawa 6:1 (2:0)

Gol dla Unii: Panek.

Lepietnica Klikuszowa - Wiatr Ludźmierz 2:1

KS Chabówka - Grom Morawczyna 3:0

Skawianin Skawa - Delta Pieniążkowice 0:2

KS Luboń Skomielna Biała - Grel Trute 2:2

Korona Piekielnik - Janosik Sieniawa 3:1

C-KLASA:

Korona Skawinki -  Świt Osielec   3:0

Pogoń Bugaj - Chełm Stryszów 1:7

Zryw Lanckorona - Jastrzębianka Jastrzębia 4:0

Olimpia Zebrzydowice - Żarek Stronie 2:0

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama