Reklama


(AKTUALIZACJA) Piłkarski weekend: Nie grajcie po gospodarsku!

23/10/2015 16:23

Tytuł nie dotyczy oczywiście spotkań w ramach wadowickiej klasy B, gdzie jak co tydzień dojdzie do meczów derbowych. IV-ligowcy, V-ligowcy i prawie wszyscy A-klasowcy w ostatni weekend października zagrają u siebie. O sytuacji Garbarza i Halniaka nie ma co pisać, bo byłoby to nieustanne powtarzanie się. Wiadomo tylko, że w sobotę Halniak zagra z bezpośrednim sąsiadem w tabeli Kalwarianką Kalwarią. Ta ma punkt więcej od makowian (7) i w składzie... wychowanka Halniaka, Dariusza Szymoniaka. Do Zembrzyc przyjedzie Skawinka w składzie z robiącym furorę w tym sezonie w IV-lidze Monsuru Adisaą. Jeżeli dodamy do tego "służących doświadczeniem" takich zawodników jak Piotr Bagnicki czy Marcin Makuch, to Garbarzowi nic dobrego wróżyć nie sposób. Tempo Białka ugości lidera, rezerwy III-ligowej Soły Oświęcim. Ta liga, okręgówka wadowicka, tak się spłaszczyła, że nawet zajmujący przedostatnie miejsce na chwilę obecną Jałowiec po ewentualnej wygranej z Chełmkiem, czego mu życzymy, może wskoczyć do środka tabeli. Piętnastego Jałowca od ósmych Żarek dzielą raptem trzy oczka! Strefę spadkową, ale w A-klasie, może w weekend opuścić Babia Góra. Od trzech kolejek podopieczni Sławomira Bączka są niepokonani, a ich sobotni rywal - Relaks Wysoka to taki "kratkowy", nieustabilizowany przeciwnik - to wygra, to zremisuje. Wymagający przeciwnik przyjedzie do Juszczyna, ale dla Naroża to dobrze - podopieczni Jakuba Jeziorskiego wolą grać z mocnym rywalem, jak Znicz Sułkowice-Bolęciną, niż męczyć się z zespołem z dolnych rejonów tabeli.Ciężki wyjazd do Spytkowic na mecz z Astrą czeka Lachy Lachowice. Do Jordanowa przyjedzie zamykający tabelę Wiatr Ludźmierz. Teraz nawet znowu nietypowa pora rozegrania meczu - czyli 11 - nie będzie żadnym wytłumaczeniem na wypadek straty punktów. W ten weekend rundę jesienną kończą drużyny z wadowickiej klasy B (jeszcze 31. października odbędzie się zaległe spotkanie Błyskawicy Marcówki z Gromem Grzechynia tak na marginesie) - wiadomo, że przerwę zimową na pierwszym miejscu spędzi Grom Grzechynia. W niedzielę Grom powinien dopisać trzy punkty w starciu z przeżywającym kłopoty sportowe i organizacyjne Świtem Osielec. O miejsce nr 2 w tabeli, także premiowane awansem, powalczą trzy zespoły - Dąb Sidzina (wyjazd do Olimpii Zebrzydowice), Watra Zawoja (wyjazd do Strzelca Budzów) i Błyskawica Marcówka (u siebie z KS Bystra). Zapraszamy na stadiony!

RELACJE BĘDĄ SUKCESYWNIE UZUPEŁNIANE :)

IV-LIGA

Kabaret (ze słabym Garbarzem w tle)

Jak wygląda pożegnanie sędziów po spotkaniu ligowym? Zazwyczaj dziękuje się za mecz, nawet jak się rzecz jasna przegrało i nie ze wszystkimi decyzjami sędziów się zgadzało (tego chyba nigdy nie ma), jakaś rozmowa na luzie i... w drogę panowie rozjemcy. W sobotę w Zembrzycach sytuacja była inna - panom sędziom oczywiście życzono udanej drogi do domu (byli z Brzeska tak a propos), ale poproszono ich także, żeby nigdy więcej na stadion w Zembrzycac h już w roli arbitrów nie przyjeżdżali!

Reklama

Trudno było utrzymać nerwy na wodze nawet najbardziej spokojnemu kibicowi Garbarza w sobotnie popołudnie. Dwa rzuty karne z kapelusza podyktowane w pierwszej połowie mogą każdej drużynie na świecie odebrać ochotę i chęci do walki o korzystny wynik w dalszej fazie meczu. Dla przeżywającego ciężkie chwile Garbarza były to tym bardziej trudne do przełknięcia chwile. Bo Garbarz był słabszą drużyną i zasłużenie przegrał. Sędziowie nie musieli jednak swoimi decyzjami dobijać piłkarzy z Zembrzyc.

Zaczęło się w piętnastej minucie, gdy robiący furorę na czwartoligowych boiskach 20-letni Nigeryjczyk Adisa Monsur Gbolagade walczył w polu karnym z jednym z zawodników Garbarza. Za chwilę przewrócił się w polu karnym i goście mieli pierwszego "kapeluszniaka". Na gola zamienił go Kasjusz Piwowarczyk. W 20. minucie Monsur zdobył swoją 10-tą bramkę na IV-ligowych boiskach w tym sezonie. Trzeci gol dla Skawinki to kolejny kapelusznik - na piłce! w polu karnym poślizgnął się Monsur, leżącemu już w parterze zawodnikowi gości chciał wybić piłkę defensor Garbarza. Co na to sędzia? Karny. Ponownie do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł Piwowarczyk (kiedyś ten 22-latek trenował z pierwszą drużyną Wisły Krakow) i było 3:0.

Reklama

Garbarz jeżeli już stwarzał okazje, to były to głównie strzały z dalszej odległości. Próbowali Sławomir Puda oraz Tymoteusz Chodźko, ale bramkarz Skawinki nie musiał wcale się wysilać z wyłapaniem tych strzałów. Tymczasem w drugiej połowie błąd Pawła Marka wykorzystał Szczepan Mrowiec i goście prowadzili 4:0. W końcówce Garbarz próbował zdobyć chociaż honorowego gola - zamiast tego został mówiąc kolokwialnie "rozklepany" i Rafał Śliwa zadał ostatni, piąty cios gospodarzom. Bramek dla gości mogło być więcej, ale Piwowarczyk nie wykorzystał trzeciego w tym spotkaniu rzutu karnego. Garbarz mecz kończył w dziesiątkę po czerwonej kartce (za dwa żółtka) dla Chodźki.

Garbarz Zembrzyce - Skawinka Skawina 0:5 (0:3)

Reklama

Skład Garbarza: Wieczorek - Sałapatek Marek, Klauzner, Harańczyk, Adrian Sadowski (82" Żmudka), Kasiński (82" Burliga), Artur Sadowski (46" Natkaniec), Kuz (46" Tomczak), S. Puda, Chodźko.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/garbarz24{/gallery}

Załatwieni do przerwy

Bardzo szybko, bo już w pierwszej połowie rozstrzygnęły się losy spotkania Halniaka z Kalwarianką. Na nieszczęście dla gospodarzy, którym za chwilę stukną dwa miesiące bez wygranej w lidze, rozstrzygnęły się one na korzyść gości.

Reklama

"Szczęście" dla Halniaka, mocno w cudzysłowie jest tylko takie, że egzekucji nie dokonał ich wychowanek Dariusz Szymoniak, bo... tego mogło być już za wiele, zwłaszcza dla kibiców. Wychowanek Halniaka w poprzednim spotkaniu Kalwarianki doznał kontuzji i zasiadł tylko na trybunach stadionu w Makowie Podhalańskim.

Co prawda pierwszą dobrą okazję stworzyli sobie gospodarze - strzał Kamalila Mokwińskiego minimalnie przeleciał obok bramki Kalwarianki, ale były to tylko miłe złego początki. Nie minęła dwudziesta minuta, a goście prowadzili 1:0 za sprawą Wojciecha Cygala. Pięć minut później po zagraniu piłki ręką w polu karnym do ustawionej na jedenastym metrze podszedł Dawid Białek i goście mieli już dwie bramki zaliczki.

Reklama

Halniak Maków Podhalański - Kalwarianka Kalwaria Zebrzydowska 0:2 (0:2)

Skład Halniaka: Marzec - Gruca (46" Kmak), Marut, Lozniak, Furman, Król, Zając (46" Ryszawy), Kozieł, Mokwiński, Szymula, Dyduch.

{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/halniak24{/gallery}

V-LIGA

Niech szczęście... nie będzie z wami

Dwie poprzeczki, gol samobójczy - już te rzeczy, które przytrafiły się Jałowcowi w niedzielnym spotkaniu z KS Chełmek pokazują, że podopieczni Krzysztofa Jodłowca po prostu nie mieli szczęścia. Jakby tego było mało, w meczu tym nie zagrali z powodu karencji za kartki bracia Jodłowiec - Grzegorz i wspo mniany Krzysztof.

Reklama

W obliczu problemów ze składem w wyjściowej jedenastce pojawił się m.in. Wojciech Kłapyta. Syn prezesa Jałowca w pierwszej połowie zdobył dla Jałowca jedynego, jak się później okazało gola. Po przerwie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka po strzale Tomasza Świerkosza zatrzymała się na poprzeczce. Gospodarze jeszcze rozpamiętywali tą sytuację, a goście... grali. Dwa, trzy podania, kontra i goście znaleźli się w doskonałej sytuacji. Po strzale z dystansu piłka odbiła się jeszcze tak niefortunnie od Bartłomieja Ićka, że zatrzymała się dopiero w bramce obok kompletnie zaskoczonego Łuka sza Kobiałki.

Jałowiec miał jeszcze dwie dogodne okazje do osiągnięcia chociaż remisu w tym spotkaniu. Najpierw z ostrego kąta przymierzył Sebastian Starowicz, lecz piłka zatrzymała się na poprzeczce. Swoje winy za samobója mógł odkupić Iciek - wychowanek Jałowca zamiast zdecydować się na strzał lub próbę przelobowania bramkarza gości zdecydował się na dośrodkowanie na przedpole bramkowe, a tam jego kolegów z drużyny powstrzymali defensorzy Cheł mka.

Reklama

Jałowiec Stryszawa - KS Chełmek 1:2 (1:1)

Gol dla Jałowca: Kłapyta.

Skład Jałowca: Kobiałka - Bartyzel, Pindel, Brytan, Iciek, Głuszek, Starowicz, Szwed, Szklarczyk, Świerkosz, Kłapyta.

Urodzaj... ale bez punktów

Spotkanie w Białce rozpoczęło się z dziesięciominutowym opóźnieniem. Powód? Pierwsza drużyna Soły rozgrywała dzisiaj mecz w Myślenicach (z rezerwami Wisły Kraków;  Soła wygrała 3:1, a w bramce oświęcimian wystąpił wychowanek Halniaka Maków Podhalański Marcin Koper) i niektórzy rezerwowi z tamtego meczu przyjechali do Białki, aby zagrać w niedzielę jeżeli nie na III-ligowym froncie, to chociaż na piątoligowym. - Dla nas to było bez znaczenia w jakim składzie wyjdzie Soła - powiedział tymczasem trener Tempo Maciej Melzer.

Reklama

Po raz pierwszy od dawien dawna protokół meczowy drużyny z Białki był więcej niż okazały, jeżeli chodzi o liczbę zawodników rezerwowych. - Wpuszczałem na boisko kolejnych zawodników w drugiej połowie. Nie dlatego, że ci, którzy zeszli, się nie nadawali albo zgłaszali kontuzje. Wyjątkiem była zmiana Grześka Motora, który już w przerwie narzekał na uraz. Rezerwowi wchodzili, bo w tygodniu miałem  wielu zawodników na treningu i chciałem w ten sposób ich docenić. Miałem w tym spotkaniu problem urodzaju, bo wchodzący z ławki zawodnicy nie osłabiali drużyny, lecz ją wzmacniali - tłumaczy trener Tempo Białka.

Mecz z Sołą stał na niezłym poziomie i kibice na stadionie w Białce narzekać na nudę nie mogli. Co prawda obyło się bez akcji a"la Barcelona z koronkowymi sytuacjami zakończonymi wjechaniem w pole karne rywala, ale i tak sporo się działo. Głownie za sprawą strzałów z dystansu. W końcu właśnie po uderzeniu z 25. metrów goście wyszli na prowadzenie. Zanim piłka zatrzepotała w bramce Piotra Kłapyty, przeleciała dwóm obrońcom gospodarzy między nogami. - Nie jestem za tym, żeby to szczęście decydowało o wygranej, ale jaka jest szansa, że w takich okolicznościach można zdobyć gola? - zastanawia się Maciej Melzer.

Reklama

Tempo Białka - Soła II Oświęcim 0:1 (0:0)

Skład Tempo: Kłapyta - M. Marek, Bielarz, Sz. Marek, Raczek (70" Woźny), Lenik, Motor (75" Kaczmarczyk), Ficek (55" Mentel), Drobny (65" Puzik), Młynarczyk, Goryl.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/bialka25a{/gallery}

A-KLASA

Dwadzieścia minut emocji

Jeżeli ktoś przyszedł na druga połowę spotkania Babiej Góry z Relaksem Wysoką, nie musiał martwić się, że ominęło go coś pasjonującego w pierwszej odsłonie. Jeżeli przybył na trybuny stadionu przy ulicy Mickiewicza w 70. minucie, również nie miał czego żałować, bo do tego momentu w drugiej połowie również niewiele się działo. Ale jeżeli został do końca, to z pewnością narzekać już na nic nie mógł. Babia Góra w pechowych okolicznościach zremisowała z Relaksem Wysoką 2:2. To był pierwszy mecz suszan, w kt órym nie wystąpił Dawid Choczyński. Okazuje się, że i bez niego w składzie drużyna Babiej Góry może zdobywać punkty. W sumie to po meczu z Relaksem tylko punkt, bo w doliczonym czasie gry gospodarze  po kuriozalnej bramce zremisowali 2:2.

Reklama

Goście przyjechali do Suchej Beskidzkiej po remis. Patrząc na ostatnie mecze suszan (2 wygrane, remis) nie było to zła taktyka. Gorzej jednak niż w ostatnich spotkaniach grała Babia Góra. Wydawało się, że jeden gol dla jednej lub drugiej drużyny może załatwić sprawę. Nie dość, że nie załatwił, to rozwiązał jakiś tam worek z bramkami. Bo cztery gole nie padają w każdym meczu - ich zdobycie w Suchej Beskidzkiej zajęło zawodnikom obu drużyn nieco ponad kwadrans.

Zanim zaczęła się emocjonująca końcówka okraszona golami, dwie niezłe szanse zmarnowali gospodarze. Za pierwszym razem z rzutu wolnego w pole karne dośrodkował Kuba Kociołek, a zamykający akcję Przemysław Burliga posłał piłkę obok słupka. Jeszcze lepszej okazji nie wykorzystał powracający do składu po długiej nieobecności Tomasz Ścieszka. Popularny Gary zdecydował się na strzał z woleja, lecz na posterunku był golkiper gości. A, że nie wykorzystane sytuacje lubią się mścić, wiadomo nie od dzisiaj. Patrząc na wiele poprzednich spotkań w tym sezonie, doskonale o tym wiedziała z autopsji także i Babia Góra.

W 74. minucie z rzutu wolnego przymierzył Wojciech Jończyk i Artur Kachnic po raz pierwszy musiał wyciągać piłkę z bramki. Sześć minut później Babia Góra wyrównała - piękną akcję przeprowadził Michał Bałos, który podał prostopadle do Michała Wójtowicza. Wychowanek Babiej Góry ładnym strzałem w długi róg zdobył swojego piątego gola w tym sezonie. Szóstego dołożył w 86. minucie, kiedy to minął dwóch zawodników gości, położył bramkarza i za chwilę Babia Góra prowadziła 2:1. Jak uciekły Babiej Góry dwa punkty? Niezdecydowanie zagrał Jacek Kudzia, który posłał piłkę w kierunku Kachnica, ten chciał ją wybić, trafił w jednego z zawodników z drużyny, piłka obiła się od słupka, od Kachnica, za chwilę znowu wróciła w okolice bramki, następnie wyleciała daleko w kierunku środka pola. Sędzia boczny pokazał jednak, że wcześniej minęła całym obwodem linię bramkową, a protesty gospodarzy nic nie dały. Kuriozalnie, prawda?

Babia Góra Sucha Beskidzka - Relaks Wysoka 2:2 (0:0)

Gole dla Babiej Góry: Wójtowicz (dwa).

Skład: Kachnic - Chrząszcz, Kudzia, Rzepka, Kociołek, Szarlej, Sumera, Rzeźniczak (46" Bałos), Burliga (70" Mika), Żmuda (46" Ścieszka), Wójtowicz.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/babia24{/gallery}

Zagrają później

- Na prośbę drużyny z Ludźmierzu przełożyliśmy mecz na 11. listopada. Ojciec jednego z zawodników zmarł gości zmarł i stąd ich prośba o wyznaczenie innej daty spotkania. Oczywiście, zgodziliśmy się na to i zagramy 11. listopada o godz. 13:30 - mówi trener Jordana Jordanów Zdzisław Gacek.

Jordan Jordanów - Wiatr Ludźmierz / przełożony na 11. listopada na godz. 13:30

Jest prezent, jest wygrana

W tygodniu szkoleniowiec Naroża Juszczyn obchodził urodziny (nie ważne które, dla dociekliwych - okrągłe). Tym razem jego podopieczni nie tylko wygrali, ale po prostu pokazali kawał dobrego, konsekwentnego futbolu. - Drużyna Zniczu Sułkowice-Bolęcina pokazała się w Juszczynie z dobrej strony. To był mecz, który stał na wyższym poziomie niż A-klasa - mówi Jakub Jeziorski.

Przez całe dziewięćdziesiąt minut to gospodarze posiadali przewagę, lecz musieli sporo się natrudzić, żeby wywalczyć trzy punkty. - Wiedzieliśmy, że najgroźniejszym napastnikiem rywali jest Włodzimierz Kierczak i przydzieliliśmy mu "plastra". Dominik Baziński dobrze wywiązał się z tej roli - chwali swojego podopiecznego Jakub Jeziorski.

Z dobrej strony pokazali się zmiennicy - Tomasz Lipka oraz Dominik Chorąży. Ten pierwszy otworzył wynik w 70. minucie, kiedy to wykorzystał płaskie podanie z prawej strony od Marcina Kryjaka. Lipka stał tyłem do bramki, a na "plecach" miał dodatkowo jednego z defensorów Zniczu. Szybki balans ciałem i strzał bez zastanowienia w środek bramki, tuż pod poprzeczkę sprawił, że Naroże prowadziło 1:0. I tylko żałować mógł prezes Naroża Krzysztof Sarna, że tej bramki nie zobaczył bo musiał na chwilę wejść do budynku klubowego. Kolejnych już nie przegapił.

120 sekund później było już 2:0 dla Naroża - w polu karnym faulowany był Marcin Drobny i sędzia wskazał na rzut karny. Jego pewnym egzekutorem został Marcin Ferek. Chwilę później Naroże przeprowadziło filmową wręcz akcję - Ferek podał do Lipki, ten od razu do Kryjaka - strzał tego ostatniego był co prawda bardzo niecelny (zza linii pola karnego), ale pokazał tylko, jak duży potencjał drzemie w tej drużynie.

Na poziomie A-klasy, okręgówki, nierzadko IV-ligowy bardzo liczy się boiskowe cwaniactwo. Kiedy trzeba przeciąć akcję, nawet kosztem żółtej kartki i faulu, doświadczony zawodnik potrafi to uczynić. I wie, kiedy to zrobić. W 80. minucie tak właśnie postąpił Rafał Drobny - widząc, że niektórzy jego koledzy nie za bardzo kwapili się z powrotem na połowę Naroża, a kontra Zniczu zaczynała być coraz groźniejsza, postanowił przeciąć ją niemal w zarodku. Sędzia nie dał kartki Drobnemu za faul w okolicach środkowej linii boiska, a powinien. - Wracamy! - krzyknął tylko donośnie do kolegów z drużyny Drobny i o szybkiej akcji Znicz Sułkowice mógł zapomnieć.

Goście jednak dopięli swego i niebawem zdobyli kontaktowego gola za sprawą Kamila Siwka. Od tego momentu... jeszcze bardziej zaznaczyła się przewaga Naroża, który w myśl powiedzenia, że najlepszą obroną jest atak, żwawo ruszył do przodu. Niebawem Znicz powinien grać w osłabieniu bo bramkarz gości Łukasz Wiktor poza polem karnym sfaulował Drobnego. Napastnik Naroża już minął golkipera z Sułkowic, ale... tylko żółta kartka! Z rzutu wolnego, właśnie podyktowanego za ten faul, dośrodkował Chorąży, a w poprzeczkę trafił Kryjak.

Kilka chwil później po kolejnym dośrodkowaniu Chorążego z lewej strony w polu karnym przyjął piłkę Lipka, lecz jego strzał zdołał wybronić Wiktor. W doliczonym czasie gry rzut wolny z 30. metrów niemal na wprost od bramki wykonywał Ferek. Po klasycznym bilardzie piłka trafiła do Drobnego, który znalazł się oko w oko z Wiktorem i... kolejny faul. Żółtą kartkę zobaczył Arkadiusz Paś, czemu nie czerwoną - to już tajemnica sędziego. Do ustawionej na wapnie piłki podszedł Ferek - strzelił tak samo jak kilkanaście minut wcześniej, Wiktor to wyczuł. Strzał był jednak na tyle mocny, że przełamał mu palce i było 3:1. Tak już zostało.

Naroże Juszczyn - Znicz Sułkowice Bolęcina 3:1 (0:0)

Gole dla Naroża: M. Ferek (dwie z karnego), Lipka.

Skład Naroża: : Fidelus - Baziński, Kulka, R. Drobny, M. Ferek, G. Ferek (46" Lipka), Kryjak (88" Lyvka), Ceremuga (68" Chorąży), Pietrzak (25" Trybała), Kuszyk, M. Drobny.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/naroze25a{/gallery}

Najemnicy górą

Lachy doznały najwyższej w sezonie porażki. Co prawda siedem goli stracili już w starciu ze Stanisławianką Stanisław, ale wówczas Lachy zdobyły chociaż honorowego gola.

Patrząc na strzelców bramek dla Astry Spytkowice z tego spotkania (Ukrainiec Andrii Sukhetskyi - trzykrotnie pokonał Łukasza Nowaka, Daniel Cyzio i Tomasz Borowczyk) i widząc  kto jest opiekunem drużyny - Piotr Balonek, to łatwo dojść do wniosku, że Lachy przegrały z najemnikami, którzy nie zawsze znajdowali miejsce w wyjściowym składzie IV-ligowego Halniaka Maków Podhalański. Na A-klasę czasami też są niewystarczający (Astra jest ligowym średniakiem i ma 7 pkt na koncie), ale w niedzielę na beniaminka z Lachowic okazali się jak znalazł.

Astra Spytkowice - Lachy Lachowice 7:0 (3:0)

Skład Lachów: Nowak - Banaś, M. Gach, Kąkol, Kubieniec, Pyrzyk, P. Gach, Daniel Kachel, Dawid Kachel, T. Kachel, Stachnik (60" M. Kachel).

B-KLASA

Błyskawica Marcówka - KS Bystra 3:0 (2:0)

Gole dla Błyskawicy: K. Rak (dwie), Karcz.

Czerwona kartka: Szewczyk (Bystra).

Składy:

Błyskawica: Brańka - Paczka, Urbański, Jacek Pindel, Jacek Rak (46" Zgudziak), Jakub Pindel, Głuc (74" Kasprzycki), Porębski (80". Pilch), Nosal, K. Rak, Kania (46" Karcz).

Bystra: Pustuła (46"  K. Gałka) – Bisaga, Wnętrzak, Kulka, Migas (76" Targosz), Szewczyk, Sroka, Ciapała (65" Chorąży), Wójtowicz, Basiura, A. Gałka (46" Sutor).

Żal do zawodników

Gdyby Unia wykorzystała swoje szanse w spotkaniu z Deltą Pieniążowice, pewnie trener Franciszek Gacek przełknąłby sytuację, w jakiej został postawiony jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. W sumie to sytuacja ta miała miejsce już kilka godzin wcześniej... - Miałem do dyspozycji dwunastu zawodników, w tym dwóch bramkarzy. Niektórzy nie podeszli poważnie do dzisiejszego meczu i nie stawili się na zbiórce. Jakie były tego powody można się domyślić...  Zawiodłem się na tych piłkarzach, bo o ich absencji dowiedziałem się się na godzinę przed wyjazdem na mecz - mówi Gacek.

Wszystkie gole w spotkaniu Delta-Unia zostały zdobyte już w pierwszej połowie. Na nieszczęście dla Unii, wszystkie były autorstwem piłkarzy z Pieniążkowic. Unia jednak, tradycyjnie można rzec, miała swoje sytuacje. Przy stanie 0:0 w słupek trafił Krystian Panek, oko w oko bramkarzem Delty stanął Paweł Cieżak, lecz przegrał ten pojedynek. Nawet po przerwie, gdy Delta prowadziła już 3:0, goście nie rezygnowali chociażby ze zdobycia bramki honorowej. Dwóch sytuacji sam na sam nie wykorzystał jednak Panek. - górą był golkiper Delty. - Brakuje nam zimnej krwi przy wykorzystywaniu dogodnych sytuacji - kwituje Franciszek Gacek.

Delta Pieniążkowice - Unia Naprawa 3:0 (3:0)

Skład Unii: Kania - Ciscoń, Mirek, Sutor, Nowak, Masłowski, Panek, Gacek, Święchowicz, Mastela, Cieżak.

Się działo

Ciekawe spotkanie na zakończenie rundy jesiennej wadowickiej klasy B miało miejsce w Budzowie. Remis nie krzywdzi Strzelca, ani Watry, chociaż i jedni i drudzy odczuwali po końcowym gwizdku sędziego niedosyt. - Uważam, że remis jest sprawiedliwy. Strzelec na pewno miał więcej z gry, ale to my stworzyliśmy groźniejsze okazje w przekroju dziewięćdziesięciu minut - uważa Łukasz Stopka, grający trener Watry Zawoja.

- Sytuacji było na remis. Staraliśmy się rozgrywać piłkę i nieźle nam to wychodziło. Watra grała długimi podaniami. Byliśmy zdecydowanie lepszą drużyną - mówi Łukasz Reciak, również grający (chociaż akurat nie w spotkaniu z Watrą) trener Strzelca Budzów.

Do przerwy Watra prowadziła 1:0. Strzelecki instynkt sprzed tygodnia, kiedy to zdobył trzy gole w meczu w starciu z Błyskawicą Marcówka, potwierdził Patryk Mika. Po podaniu od Artura Dyrcza znalazł się w sytuacji sam na sam z Józefem Gielatą i nie zmarnował tej okazji. -To była pozycja spalona - nie miał wątpliwości Reciak.

- Patryk mógł jeszcze zdobyć dwa gole w tej części meczu. Oko w oko z bramkarzem stanął także Adrian Bury, lecz gola również nie zdobyliśmy - żałował tymczasem Stopka.

Bohaterem Watry w drugiej połowie mógł zostać rezerwowy Bartłomiej Listwan. W sytuacji sam na sam z Gielatą zbyt długo jednak zwlekał z oddaniem strzału i skończyło się tylko na strachu dla miejscowych. Od 60. minuty zaznaczyła się przewaga Strzelca, która została udokumentowana jedną bramką. Marek Daniel dośrodkował w pole karne, a tam z pięciu metrów Kamila Wolskiego strzałem z woleja pokonał rezerwowy Tomasz Polak.

Strzelec Budzów - Watra Zawoja 1:1 (0:1)

Gol dla Strzelca: Polak.

Gol dla Watry: Mika.

Składy:

Strzelec: J. Gielata - Kąkol, Pawlica, Burliga, Gałuszka, D. Gielata, Krzysztań, Trzop, Mateusz Daniel (46" Marek Daniel), Trzop (70" Pieczara), Rzadek (46" Polak).

Watra: Wolski - Zięba, Stopka, Zguda, Basiura, M. Antosiak, G, Antosiak, Dyrcz (46" Listwan), Kaczmarczyk, Bury (65" R. Warmuz), Mika.

Na szóstkę

- B-klasa to taka liga, w której najpierw trzeba pomyśleć o wyniku, a później ewentualnie o efektownej grze - powiedział po zakończeniu spotkania z Huraganem Skawicą trener Żurawia Krzeszów Jacek Kudzia.

Początek meczu należał może nie tyle niespodziewanie do gości, ile był niemrawy w wykonaniu Żurawia. Zanim gospodarze odpowiednio weszli w to spotkanie to... przegrywali już 1:0. W 7. minucie Bartłomiej Pacyga pokonał Michała Pająk. Na to trafienie gospodarze jeszcze przed przerwą odpowiedzieli i to dwukrotnie - najpierw do wyrównania doprowadził Michał Zawora, a na prowadzenie Żurawia wyprowadził Dariusz Korczak.

Kiedy po przerwie na 3:1 podwyższył Krzysztof Ćwiertnia, a chwilę później z boiska wyleciał za czerwoną kartkę jeden z defensorów gości wydawało się, że nikt i nic nie jest już w stanie przeszkodzić gospodarzom w odniesieniu piątego w rundzie jesiennej (a czwartego "w domu" zwycięstwa). I nie było chociaż obawy o grę swoich podopiecznych miał w tym momencie trener Kudzia... - Zawodnicy różnie reagują na to, że rywal gra w osłabieniu. Chłopcy jednak bardzo dobrze odnaleźli się w tej sytuacji. Grali po ziemi, często zmieniali strony. To się chwali - podsumował Jacek Kudzia.

Żuraw zatem grał do końca i jeszcze trzykrotnie jego zawodnicy wpisywali się do meczowego protokołu. Gole zdobywali, kolejno, Michał Kawończyk, Bartłomiej Targosz i Adrian Piątek.

- Za nami dziwna runda. Szkoda meczu w Osielcu, za którego dostaliśmy walkower. Będziemy jeszcze interweniować w sprawie meczu z Watrą, gdzie w drużynie gospodarzy zagrał nieuprawniony zawodnik - powiedział trener Żurawia.

Żuraw Krzeszów - Huragan Skawica 6:1 (2:1)

Gole dla Żurawia: Zawora, Korczak, Ćwiertnia, M. Kawończyk, Targosz, Piątek.

Gol dla Huraganu: B. Pacyga.

Składy

Żuraw: Pająk - G. Kawończyk, Zawora, Pilarczyk, Skrzypek, Wójcik, Ćwiertnia, M. Kawończyk (80" Gibas), Targosz, Wajdzik, Korczak (65" Piątek).

Huragan: Sikończyk - Dyrcz, Góra, Kawulak, M. Pacyga, B. Pacyga (65" Kudzia), D. Pacyga, S. Pacyga, Smyrak, Szczurek, Żywczak,

Jubilat Izdebnik - LKS Bieńkówka 6:0

Olimpia Zebrzydowice - Dąb Sidzina 1:0

Gole nie zawsze cieszą

- To był pierwszy mecz, w którym wszystko nam wychodziło. Zawodnicy jednak nie cieszyli się z kolejnych goli, bo widzieli, że posiadali dużą przewagę, a słabość rywala była aż nadto widoczna. Świt grał na stojąco, mało biegał. W składzie gości było kilku ambitnych zawodników, ale widać, że zespół jest w rozsypce. Mieli duży problem, ż - powiedział trener lidera B-klasy, czyli Gromu Grzechynia, Stanisław Klimala.

Aż pięć goli zdobył Piotr Surmiak - dwie z rzutu karnego (raz sam był faulowany, za drugim razem sędzia podyktował zagranie ręką), jedną z rzutu wolnego, kolejną po ładnym strzale z 16. metrów i piątą, ostatnią, po wygranej sytuacji sam na sam z bramkarzem Świtu.

Wynik już w 5. minucie otworzył Grzegorz Ceremuga, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego Rafała Dyrcza. Potem były dwa gole Piotra Surmiaka, a strzelaninę w pierwszej połowie zakończył Daniel Bogacz.

Po przerwie najpierw trzecie trafieni zanotował Piotr Surmiak (5:0), szóstą bramkę zdobył Wojciech Urbańskiego po rozpoczęciu gry z autu przez Ceremugę. Dwa ostatnie gole to zasługa Piotra Surmiaka.

Grom kończy rundę jesienną na zasłużonym pierwszym miejscu w klasie B.

Grom Grzechynia - Świt Osielec 8:0 (4:0)

Gole dla Gromu: P. Surmiak (pięć), Ceremuga, Bogacz, Urbański.

Składy:

Grom: Krupczak - Zguda (60" Pająk), Białończyk, Paweł Surmiak, Urbański, Bogacz (55" Tokarz), M. Surmiak, Ceremuga, Kudzia, Dyrcz, P. Surmiak.

Świt: W. Traczyk - Babik, Łach, Harynek, Herman, Motor, G. Traczyk, Kopacz, Oleksa, Kalemba, Malik.

 

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama