Tytuł nie dotyczy oczywiście spotkań w ramach wadowickiej klasy B, gdzie jak co tydzień dojdzie do meczów derbowych. IV-ligowcy, V-ligowcy i prawie wszyscy A-klasowcy w ostatni weekend października zagrają u siebie. O sytuacji Garbarza i Halniaka nie ma co pisać, bo byłoby to nieustanne powtarzanie się. Wiadomo tylko, że w sobotę Halniak zagra z bezpośrednim sąsiadem w tabeli Kalwarianką Kalwarią. Ta ma punkt więcej od makowian (7) i w składzie... wychowanka Halniaka, Dariusza Szymoniaka. Do Zembrzyc przyjedzie Skawinka w składzie z robiącym furorę w tym sezonie w IV-lidze Monsuru Adisaą. Jeżeli dodamy do tego "służących doświadczeniem" takich zawodników jak Piotr Bagnicki czy Marcin Makuch, to Garbarzowi nic dobrego wróżyć nie sposób. Tempo Białka ugości lidera, rezerwy III-ligowej Soły Oświęcim. Ta liga, okręgówka wadowicka, tak się spłaszczyła, że nawet zajmujący przedostatnie miejsce na chwilę obecną Jałowiec po ewentualnej wygranej z Chełmkiem, czego mu życzymy, może wskoczyć do środka tabeli. Piętnastego Jałowca od ósmych Żarek dzielą raptem trzy oczka! Strefę spadkową, ale w A-klasie, może w weekend opuścić Babia Góra. Od trzech kolejek podopieczni Sławomira Bączka są niepokonani, a ich sobotni rywal - Relaks Wysoka to taki "kratkowy", nieustabilizowany przeciwnik - to wygra, to zremisuje. Wymagający przeciwnik przyjedzie do Juszczyna, ale dla Naroża to dobrze - podopieczni Jakuba Jeziorskiego wolą grać z mocnym rywalem, jak Znicz Sułkowice-Bolęciną, niż męczyć się z zespołem z dolnych rejonów tabeli.Ciężki wyjazd do Spytkowic na mecz z Astrą czeka Lachy Lachowice. Do Jordanowa przyjedzie zamykający tabelę Wiatr Ludźmierz. Teraz nawet znowu nietypowa pora rozegrania meczu - czyli 11 - nie będzie żadnym wytłumaczeniem na wypadek straty punktów. W ten weekend rundę jesienną kończą drużyny z wadowickiej klasy B (jeszcze 31. października odbędzie się zaległe spotkanie Błyskawicy Marcówki z Gromem Grzechynia tak na marginesie) - wiadomo, że przerwę zimową na pierwszym miejscu spędzi Grom Grzechynia. W niedzielę Grom powinien dopisać trzy punkty w starciu z przeżywającym kłopoty sportowe i organizacyjne Świtem Osielec. O miejsce nr 2 w tabeli, także premiowane awansem, powalczą trzy zespoły - Dąb Sidzina (wyjazd do Olimpii Zebrzydowice), Watra Zawoja (wyjazd do Strzelca Budzów) i Błyskawica Marcówka (u siebie z KS Bystra). Zapraszamy na stadiony!
RELACJE BĘDĄ SUKCESYWNIE UZUPEŁNIANE :)
IV-LIGA
Kabaret (ze słabym Garbarzem w tle)
Jak wygląda pożegnanie sędziów po spotkaniu ligowym? Zazwyczaj dziękuje się za mecz, nawet jak się rzecz jasna przegrało i nie ze wszystkimi decyzjami sędziów się zgadzało (tego chyba nigdy nie ma), jakaś rozmowa na luzie i... w drogę panowie rozjemcy. W sobotę w Zembrzycach sytuacja była inna - panom sędziom oczywiście życzono udanej drogi do domu (byli z Brzeska tak a propos), ale poproszono ich także, żeby nigdy więcej na stadion w Zembrzycac h już w roli arbitrów nie przyjeżdżali!
Trudno było utrzymać nerwy na wodze nawet najbardziej spokojnemu kibicowi Garbarza w sobotnie popołudnie. Dwa rzuty karne z kapelusza podyktowane w pierwszej połowie mogą każdej drużynie na świecie odebrać ochotę i chęci do walki o korzystny wynik w dalszej fazie meczu. Dla przeżywającego ciężkie chwile Garbarza były to tym bardziej trudne do przełknięcia chwile. Bo Garbarz był słabszą drużyną i zasłużenie przegrał. Sędziowie nie musieli jednak swoimi decyzjami dobijać piłkarzy z Zembrzyc.
Zaczęło się w piętnastej minucie, gdy robiący furorę na czwartoligowych boiskach 20-letni Nigeryjczyk Adisa Monsur Gbolagade walczył w polu karnym z jednym z zawodników Garbarza. Za chwilę przewrócił się w polu karnym i goście mieli pierwszego "kapeluszniaka". Na gola zamienił go Kasjusz Piwowarczyk. W 20. minucie Monsur zdobył swoją 10-tą bramkę na IV-ligowych boiskach w tym sezonie. Trzeci gol dla Skawinki to kolejny kapelusznik - na piłce! w polu karnym poślizgnął się Monsur, leżącemu już w parterze zawodnikowi gości chciał wybić piłkę defensor Garbarza. Co na to sędzia? Karny. Ponownie do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł Piwowarczyk (kiedyś ten 22-latek trenował z pierwszą drużyną Wisły Krakow) i było 3:0.
Garbarz jeżeli już stwarzał okazje, to były to głównie strzały z dalszej odległości. Próbowali Sławomir Puda oraz Tymoteusz Chodźko, ale bramkarz Skawinki nie musiał wcale się wysilać z wyłapaniem tych strzałów. Tymczasem w drugiej połowie błąd Pawła Marka wykorzystał Szczepan Mrowiec i goście prowadzili 4:0. W końcówce Garbarz próbował zdobyć chociaż honorowego gola - zamiast tego został mówiąc kolokwialnie "rozklepany" i Rafał Śliwa zadał ostatni, piąty cios gospodarzom. Bramek dla gości mogło być więcej, ale Piwowarczyk nie wykorzystał trzeciego w tym spotkaniu rzutu karnego. Garbarz mecz kończył w dziesiątkę po czerwonej kartce (za dwa żółtka) dla Chodźki.
Garbarz Zembrzyce - Skawinka Skawina 0:5 (0:3)
Skład Garbarza: Wieczorek - Sałapatek Marek, Klauzner, Harańczyk, Adrian Sadowski (82" Żmudka), Kasiński (82" Burliga), Artur Sadowski (46" Natkaniec), Kuz (46" Tomczak), S. Puda, Chodźko.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/garbarz24{/gallery}
Załatwieni do przerwy
Bardzo szybko, bo już w pierwszej połowie rozstrzygnęły się losy spotkania Halniaka z Kalwarianką. Na nieszczęście dla gospodarzy, którym za chwilę stukną dwa miesiące bez wygranej w lidze, rozstrzygnęły się one na korzyść gości.
"Szczęście" dla Halniaka, mocno w cudzysłowie jest tylko takie, że egzekucji nie dokonał ich wychowanek Dariusz Szymoniak, bo... tego mogło być już za wiele, zwłaszcza dla kibiców. Wychowanek Halniaka w poprzednim spotkaniu Kalwarianki doznał kontuzji i zasiadł tylko na trybunach stadionu w Makowie Podhalańskim.
Co prawda pierwszą dobrą okazję stworzyli sobie gospodarze - strzał Kamalila Mokwińskiego minimalnie przeleciał obok bramki Kalwarianki, ale były to tylko miłe złego początki. Nie minęła dwudziesta minuta, a goście prowadzili 1:0 za sprawą Wojciecha Cygala. Pięć minut później po zagraniu piłki ręką w polu karnym do ustawionej na jedenastym metrze podszedł Dawid Białek i goście mieli już dwie bramki zaliczki.
Halniak Maków Podhalański - Kalwarianka Kalwaria Zebrzydowska 0:2 (0:2)
Skład Halniaka: Marzec - Gruca (46" Kmak), Marut, Lozniak, Furman, Król, Zając (46" Ryszawy), Kozieł, Mokwiński, Szymula, Dyduch.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/halniak24{/gallery}
V-LIGA
Niech szczęście... nie będzie z wami
Dwie poprzeczki, gol samobójczy - już te rzeczy, które przytrafiły się Jałowcowi w niedzielnym spotkaniu z KS Chełmek pokazują, że podopieczni Krzysztofa Jodłowca po prostu nie mieli szczęścia. Jakby tego było mało, w meczu tym nie zagrali z powodu karencji za kartki bracia Jodłowiec - Grzegorz i wspo mniany Krzysztof.
W obliczu problemów ze składem w wyjściowej jedenastce pojawił się m.in. Wojciech Kłapyta. Syn prezesa Jałowca w pierwszej połowie zdobył dla Jałowca jedynego, jak się później okazało gola. Po przerwie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka po strzale Tomasza Świerkosza zatrzymała się na poprzeczce. Gospodarze jeszcze rozpamiętywali tą sytuację, a goście... grali. Dwa, trzy podania, kontra i goście znaleźli się w doskonałej sytuacji. Po strzale z dystansu piłka odbiła się jeszcze tak niefortunnie od Bartłomieja Ićka, że zatrzymała się dopiero w bramce obok kompletnie zaskoczonego Łuka sza Kobiałki.
Jałowiec miał jeszcze dwie dogodne okazje do osiągnięcia chociaż remisu w tym spotkaniu. Najpierw z ostrego kąta przymierzył Sebastian Starowicz, lecz piłka zatrzymała się na poprzeczce. Swoje winy za samobója mógł odkupić Iciek - wychowanek Jałowca zamiast zdecydować się na strzał lub próbę przelobowania bramkarza gości zdecydował się na dośrodkowanie na przedpole bramkowe, a tam jego kolegów z drużyny powstrzymali defensorzy Cheł mka.
Jałowiec Stryszawa - KS Chełmek 1:2 (1:1)
Gol dla Jałowca: Kłapyta.
Skład Jałowca: Kobiałka - Bartyzel, Pindel, Brytan, Iciek, Głuszek, Starowicz, Szwed, Szklarczyk, Świerkosz, Kłapyta.
Urodzaj... ale bez punktów
Spotkanie w Białce rozpoczęło się z dziesięciominutowym opóźnieniem. Powód? Pierwsza drużyna Soły rozgrywała dzisiaj mecz w Myślenicach (z rezerwami Wisły Kraków; Soła wygrała 3:1, a w bramce oświęcimian wystąpił wychowanek Halniaka Maków Podhalański Marcin Koper) i niektórzy rezerwowi z tamtego meczu przyjechali do Białki, aby zagrać w niedzielę jeżeli nie na III-ligowym froncie, to chociaż na piątoligowym. - Dla nas to było bez znaczenia w jakim składzie wyjdzie Soła - powiedział tymczasem trener Tempo Maciej Melzer.
Po raz pierwszy od dawien dawna protokół meczowy drużyny z Białki był więcej niż okazały, jeżeli chodzi o liczbę zawodników rezerwowych. - Wpuszczałem na boisko kolejnych zawodników w drugiej połowie. Nie dlatego, że ci, którzy zeszli, się nie nadawali albo zgłaszali kontuzje. Wyjątkiem była zmiana Grześka Motora, który już w przerwie narzekał na uraz. Rezerwowi wchodzili, bo w tygodniu miałem wielu zawodników na treningu i chciałem w ten sposób ich docenić. Miałem w tym spotkaniu problem urodzaju, bo wchodzący z ławki zawodnicy nie osłabiali drużyny, lecz ją wzmacniali - tłumaczy trener Tempo Białka.
Mecz z Sołą stał na niezłym poziomie i kibice na stadionie w Białce narzekać na nudę nie mogli. Co prawda obyło się bez akcji a"la Barcelona z koronkowymi sytuacjami zakończonymi wjechaniem w pole karne rywala, ale i tak sporo się działo. Głownie za sprawą strzałów z dystansu. W końcu właśnie po uderzeniu z 25. metrów goście wyszli na prowadzenie. Zanim piłka zatrzepotała w bramce Piotra Kłapyty, przeleciała dwóm obrońcom gospodarzy między nogami. - Nie jestem za tym, żeby to szczęście decydowało o wygranej, ale jaka jest szansa, że w takich okolicznościach można zdobyć gola? - zastanawia się Maciej Melzer.
Tempo Białka - Soła II Oświęcim 0:1 (0:0)
Skład Tempo: Kłapyta - M. Marek, Bielarz, Sz. Marek, Raczek (70" Woźny), Lenik, Motor (75" Kaczmarczyk), Ficek (55" Mentel), Drobny (65" Puzik), Młynarczyk, Goryl.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/bialka25a{/gallery}
A-KLASA
Dwadzieścia minut emocji
Jeżeli ktoś przyszedł na druga połowę spotkania Babiej Góry z Relaksem Wysoką, nie musiał martwić się, że ominęło go coś pasjonującego w pierwszej odsłonie. Jeżeli przybył na trybuny stadionu przy ulicy Mickiewicza w 70. minucie, również nie miał czego żałować, bo do tego momentu w drugiej połowie również niewiele się działo. Ale jeżeli został do końca, to z pewnością narzekać już na nic nie mógł. Babia Góra w pechowych okolicznościach zremisowała z Relaksem Wysoką 2:2. To był pierwszy mecz suszan, w kt órym nie wystąpił Dawid Choczyński. Okazuje się, że i bez niego w składzie drużyna Babiej Góry może zdobywać punkty. W sumie to po meczu z Relaksem tylko punkt, bo w doliczonym czasie gry gospodarze po kuriozalnej bramce zremisowali 2:2.
Goście przyjechali do Suchej Beskidzkiej po remis. Patrząc na ostatnie mecze suszan (2 wygrane, remis) nie było to zła taktyka. Gorzej jednak niż w ostatnich spotkaniach grała Babia Góra. Wydawało się, że jeden gol dla jednej lub drugiej drużyny może załatwić sprawę. Nie dość, że nie załatwił, to rozwiązał jakiś tam worek z bramkami. Bo cztery gole nie padają w każdym meczu - ich zdobycie w Suchej Beskidzkiej zajęło zawodnikom obu drużyn nieco ponad kwadrans.
Zanim zaczęła się emocjonująca końcówka okraszona golami, dwie niezłe szanse zmarnowali gospodarze. Za pierwszym razem z rzutu wolnego w pole karne dośrodkował Kuba Kociołek, a zamykający akcję Przemysław Burliga posłał piłkę obok słupka. Jeszcze lepszej okazji nie wykorzystał powracający do składu po długiej nieobecności Tomasz Ścieszka. Popularny Gary zdecydował się na strzał z woleja, lecz na posterunku był golkiper gości. A, że nie wykorzystane sytuacje lubią się mścić, wiadomo nie od dzisiaj. Patrząc na wiele poprzednich spotkań w tym sezonie, doskonale o tym wiedziała z autopsji także i Babia Góra.
W 74. minucie z rzutu wolnego przymierzył Wojciech Jończyk i Artur Kachnic po raz pierwszy musiał wyciągać piłkę z bramki. Sześć minut później Babia Góra wyrównała - piękną akcję przeprowadził Michał Bałos, który podał prostopadle do Michała Wójtowicza. Wychowanek Babiej Góry ładnym strzałem w długi róg zdobył swojego piątego gola w tym sezonie. Szóstego dołożył w 86. minucie, kiedy to minął dwóch zawodników gości, położył bramkarza i za chwilę Babia Góra prowadziła 2:1. Jak uciekły Babiej Góry dwa punkty? Niezdecydowanie zagrał Jacek Kudzia, który posłał piłkę w kierunku Kachnica, ten chciał ją wybić, trafił w jednego z zawodników z drużyny, piłka obiła się od słupka, od Kachnica, za chwilę znowu wróciła w okolice bramki, następnie wyleciała daleko w kierunku środka pola. Sędzia boczny pokazał jednak, że wcześniej minęła całym obwodem linię bramkową, a protesty gospodarzy nic nie dały. Kuriozalnie, prawda?
Babia Góra Sucha Beskidzka - Relaks Wysoka 2:2 (0:0)
Gole dla Babiej Góry: Wójtowicz (dwa).
Skład: Kachnic - Chrząszcz, Kudzia, Rzepka, Kociołek, Szarlej, Sumera, Rzeźniczak (46" Bałos), Burliga (70" Mika), Żmuda (46" Ścieszka), Wójtowicz.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/babia24{/gallery}
Zagrają później
- Na prośbę drużyny z Ludźmierzu przełożyliśmy mecz na 11. listopada. Ojciec jednego z zawodników zmarł gości zmarł i stąd ich prośba o wyznaczenie innej daty spotkania. Oczywiście, zgodziliśmy się na to i zagramy 11. listopada o godz. 13:30 - mówi trener Jordana Jordanów Zdzisław Gacek.
Jordan Jordanów - Wiatr Ludźmierz / przełożony na 11. listopada na godz. 13:30
Jest prezent, jest wygrana
W tygodniu szkoleniowiec Naroża Juszczyn obchodził urodziny (nie ważne które, dla dociekliwych - okrągłe). Tym razem jego podopieczni nie tylko wygrali, ale po prostu pokazali kawał dobrego, konsekwentnego futbolu. - Drużyna Zniczu Sułkowice-Bolęcina pokazała się w Juszczynie z dobrej strony. To był mecz, który stał na wyższym poziomie niż A-klasa - mówi Jakub Jeziorski.
Przez całe dziewięćdziesiąt minut to gospodarze posiadali przewagę, lecz musieli sporo się natrudzić, żeby wywalczyć trzy punkty. - Wiedzieliśmy, że najgroźniejszym napastnikiem rywali jest Włodzimierz Kierczak i przydzieliliśmy mu "plastra". Dominik Baziński dobrze wywiązał się z tej roli - chwali swojego podopiecznego Jakub Jeziorski.
Z dobrej strony pokazali się zmiennicy - Tomasz Lipka oraz Dominik Chorąży. Ten pierwszy otworzył wynik w 70. minucie, kiedy to wykorzystał płaskie podanie z prawej strony od Marcina Kryjaka. Lipka stał tyłem do bramki, a na "plecach" miał dodatkowo jednego z defensorów Zniczu. Szybki balans ciałem i strzał bez zastanowienia w środek bramki, tuż pod poprzeczkę sprawił, że Naroże prowadziło 1:0. I tylko żałować mógł prezes Naroża Krzysztof Sarna, że tej bramki nie zobaczył bo musiał na chwilę wejść do budynku klubowego. Kolejnych już nie przegapił.
120 sekund później było już 2:0 dla Naroża - w polu karnym faulowany był Marcin Drobny i sędzia wskazał na rzut karny. Jego pewnym egzekutorem został Marcin Ferek. Chwilę później Naroże przeprowadziło filmową wręcz akcję - Ferek podał do Lipki, ten od razu do Kryjaka - strzał tego ostatniego był co prawda bardzo niecelny (zza linii pola karnego), ale pokazał tylko, jak duży potencjał drzemie w tej drużynie.
Na poziomie A-klasy, okręgówki, nierzadko IV-ligowy bardzo liczy się boiskowe cwaniactwo. Kiedy trzeba przeciąć akcję, nawet kosztem żółtej kartki i faulu, doświadczony zawodnik potrafi to uczynić. I wie, kiedy to zrobić. W 80. minucie tak właśnie postąpił Rafał Drobny - widząc, że niektórzy jego koledzy nie za bardzo kwapili się z powrotem na połowę Naroża, a kontra Zniczu zaczynała być coraz groźniejsza, postanowił przeciąć ją niemal w zarodku. Sędzia nie dał kartki Drobnemu za faul w okolicach środkowej linii boiska, a powinien. - Wracamy! - krzyknął tylko donośnie do kolegów z drużyny Drobny i o szybkiej akcji Znicz Sułkowice mógł zapomnieć.
Goście jednak dopięli swego i niebawem zdobyli kontaktowego gola za sprawą Kamila Siwka. Od tego momentu... jeszcze bardziej zaznaczyła się przewaga Naroża, który w myśl powiedzenia, że najlepszą obroną jest atak, żwawo ruszył do przodu. Niebawem Znicz powinien grać w osłabieniu bo bramkarz gości Łukasz Wiktor poza polem karnym sfaulował Drobnego. Napastnik Naroża już minął golkipera z Sułkowic, ale... tylko żółta kartka! Z rzutu wolnego, właśnie podyktowanego za ten faul, dośrodkował Chorąży, a w poprzeczkę trafił Kryjak.
Kilka chwil później po kolejnym dośrodkowaniu Chorążego z lewej strony w polu karnym przyjął piłkę Lipka, lecz jego strzał zdołał wybronić Wiktor. W doliczonym czasie gry rzut wolny z 30. metrów niemal na wprost od bramki wykonywał Ferek. Po klasycznym bilardzie piłka trafiła do Drobnego, który znalazł się oko w oko z Wiktorem i... kolejny faul. Żółtą kartkę zobaczył Arkadiusz Paś, czemu nie czerwoną - to już tajemnica sędziego. Do ustawionej na wapnie piłki podszedł Ferek - strzelił tak samo jak kilkanaście minut wcześniej, Wiktor to wyczuł. Strzał był jednak na tyle mocny, że przełamał mu palce i było 3:1. Tak już zostało.
Naroże Juszczyn - Znicz Sułkowice Bolęcina 3:1 (0:0)
Gole dla Naroża: M. Ferek (dwie z karnego), Lipka.
Skład Naroża: : Fidelus - Baziński, Kulka, R. Drobny, M. Ferek, G. Ferek (46" Lipka), Kryjak (88" Lyvka), Ceremuga (68" Chorąży), Pietrzak (25" Trybała), Kuszyk, M. Drobny.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/naroze25a{/gallery}
Najemnicy górą
Lachy doznały najwyższej w sezonie porażki. Co prawda siedem goli stracili już w starciu ze Stanisławianką Stanisław, ale wówczas Lachy zdobyły chociaż honorowego gola.
Patrząc na strzelców bramek dla Astry Spytkowice z tego spotkania (Ukrainiec Andrii Sukhetskyi - trzykrotnie pokonał Łukasza Nowaka, Daniel Cyzio i Tomasz Borowczyk) i widząc kto jest opiekunem drużyny - Piotr Balonek, to łatwo dojść do wniosku, że Lachy przegrały z najemnikami, którzy nie zawsze znajdowali miejsce w wyjściowym składzie IV-ligowego Halniaka Maków Podhalański. Na A-klasę czasami też są niewystarczający (Astra jest ligowym średniakiem i ma 7 pkt na koncie), ale w niedzielę na beniaminka z Lachowic okazali się jak znalazł.
Astra Spytkowice - Lachy Lachowice 7:0 (3:0)
Skład Lachów: Nowak - Banaś, M. Gach, Kąkol, Kubieniec, Pyrzyk, P. Gach, Daniel Kachel, Dawid Kachel, T. Kachel, Stachnik (60" M. Kachel).
B-KLASA
Błyskawica Marcówka - KS Bystra 3:0 (2:0)
Gole dla Błyskawicy: K. Rak (dwie), Karcz.
Czerwona kartka: Szewczyk (Bystra).
Składy:
Błyskawica: Brańka - Paczka, Urbański, Jacek Pindel, Jacek Rak (46" Zgudziak), Jakub Pindel, Głuc (74" Kasprzycki), Porębski (80". Pilch), Nosal, K. Rak, Kania (46" Karcz).
Bystra: Pustuła (46" K. Gałka) – Bisaga, Wnętrzak, Kulka, Migas (76" Targosz), Szewczyk, Sroka, Ciapała (65" Chorąży), Wójtowicz, Basiura, A. Gałka (46" Sutor).
Żal do zawodników
Gdyby Unia wykorzystała swoje szanse w spotkaniu z Deltą Pieniążowice, pewnie trener Franciszek Gacek przełknąłby sytuację, w jakiej został postawiony jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. W sumie to sytuacja ta miała miejsce już kilka godzin wcześniej... - Miałem do dyspozycji dwunastu zawodników, w tym dwóch bramkarzy. Niektórzy nie podeszli poważnie do dzisiejszego meczu i nie stawili się na zbiórce. Jakie były tego powody można się domyślić... Zawiodłem się na tych piłkarzach, bo o ich absencji dowiedziałem się się na godzinę przed wyjazdem na mecz - mówi Gacek.
Wszystkie gole w spotkaniu Delta-Unia zostały zdobyte już w pierwszej połowie. Na nieszczęście dla Unii, wszystkie były autorstwem piłkarzy z Pieniążkowic. Unia jednak, tradycyjnie można rzec, miała swoje sytuacje. Przy stanie 0:0 w słupek trafił Krystian Panek, oko w oko bramkarzem Delty stanął Paweł Cieżak, lecz przegrał ten pojedynek. Nawet po przerwie, gdy Delta prowadziła już 3:0, goście nie rezygnowali chociażby ze zdobycia bramki honorowej. Dwóch sytuacji sam na sam nie wykorzystał jednak Panek. - górą był golkiper Delty. - Brakuje nam zimnej krwi przy wykorzystywaniu dogodnych sytuacji - kwituje Franciszek Gacek.
Delta Pieniążkowice - Unia Naprawa 3:0 (3:0)
Skład Unii: Kania - Ciscoń, Mirek, Sutor, Nowak, Masłowski, Panek, Gacek, Święchowicz, Mastela, Cieżak.
Się działo
Ciekawe spotkanie na zakończenie rundy jesiennej wadowickiej klasy B miało miejsce w Budzowie. Remis nie krzywdzi Strzelca, ani Watry, chociaż i jedni i drudzy odczuwali po końcowym gwizdku sędziego niedosyt. - Uważam, że remis jest sprawiedliwy. Strzelec na pewno miał więcej z gry, ale to my stworzyliśmy groźniejsze okazje w przekroju dziewięćdziesięciu minut - uważa Łukasz Stopka, grający trener Watry Zawoja.
- Sytuacji było na remis. Staraliśmy się rozgrywać piłkę i nieźle nam to wychodziło. Watra grała długimi podaniami. Byliśmy zdecydowanie lepszą drużyną - mówi Łukasz Reciak, również grający (chociaż akurat nie w spotkaniu z Watrą) trener Strzelca Budzów.
Do przerwy Watra prowadziła 1:0. Strzelecki instynkt sprzed tygodnia, kiedy to zdobył trzy gole w meczu w starciu z Błyskawicą Marcówka, potwierdził Patryk Mika. Po podaniu od Artura Dyrcza znalazł się w sytuacji sam na sam z Józefem Gielatą i nie zmarnował tej okazji. -To była pozycja spalona - nie miał wątpliwości Reciak.
- Patryk mógł jeszcze zdobyć dwa gole w tej części meczu. Oko w oko z bramkarzem stanął także Adrian Bury, lecz gola również nie zdobyliśmy - żałował tymczasem Stopka.
Bohaterem Watry w drugiej połowie mógł zostać rezerwowy Bartłomiej Listwan. W sytuacji sam na sam z Gielatą zbyt długo jednak zwlekał z oddaniem strzału i skończyło się tylko na strachu dla miejscowych. Od 60. minuty zaznaczyła się przewaga Strzelca, która została udokumentowana jedną bramką. Marek Daniel dośrodkował w pole karne, a tam z pięciu metrów Kamila Wolskiego strzałem z woleja pokonał rezerwowy Tomasz Polak.
Strzelec Budzów - Watra Zawoja 1:1 (0:1)
Gol dla Strzelca: Polak.
Gol dla Watry: Mika.
Składy:
Strzelec: J. Gielata - Kąkol, Pawlica, Burliga, Gałuszka, D. Gielata, Krzysztań, Trzop, Mateusz Daniel (46" Marek Daniel), Trzop (70" Pieczara), Rzadek (46" Polak).
Watra: Wolski - Zięba, Stopka, Zguda, Basiura, M. Antosiak, G, Antosiak, Dyrcz (46" Listwan), Kaczmarczyk, Bury (65" R. Warmuz), Mika.
Na szóstkę
- B-klasa to taka liga, w której najpierw trzeba pomyśleć o wyniku, a później ewentualnie o efektownej grze - powiedział po zakończeniu spotkania z Huraganem Skawicą trener Żurawia Krzeszów Jacek Kudzia.
Początek meczu należał może nie tyle niespodziewanie do gości, ile był niemrawy w wykonaniu Żurawia. Zanim gospodarze odpowiednio weszli w to spotkanie to... przegrywali już 1:0. W 7. minucie Bartłomiej Pacyga pokonał Michała Pająk. Na to trafienie gospodarze jeszcze przed przerwą odpowiedzieli i to dwukrotnie - najpierw do wyrównania doprowadził Michał Zawora, a na prowadzenie Żurawia wyprowadził Dariusz Korczak.
Kiedy po przerwie na 3:1 podwyższył Krzysztof Ćwiertnia, a chwilę później z boiska wyleciał za czerwoną kartkę jeden z defensorów gości wydawało się, że nikt i nic nie jest już w stanie przeszkodzić gospodarzom w odniesieniu piątego w rundzie jesiennej (a czwartego "w domu" zwycięstwa). I nie było chociaż obawy o grę swoich podopiecznych miał w tym momencie trener Kudzia... - Zawodnicy różnie reagują na to, że rywal gra w osłabieniu. Chłopcy jednak bardzo dobrze odnaleźli się w tej sytuacji. Grali po ziemi, często zmieniali strony. To się chwali - podsumował Jacek Kudzia.
Żuraw zatem grał do końca i jeszcze trzykrotnie jego zawodnicy wpisywali się do meczowego protokołu. Gole zdobywali, kolejno, Michał Kawończyk, Bartłomiej Targosz i Adrian Piątek.
- Za nami dziwna runda. Szkoda meczu w Osielcu, za którego dostaliśmy walkower. Będziemy jeszcze interweniować w sprawie meczu z Watrą, gdzie w drużynie gospodarzy zagrał nieuprawniony zawodnik - powiedział trener Żurawia.
Żuraw Krzeszów - Huragan Skawica 6:1 (2:1)
Gole dla Żurawia: Zawora, Korczak, Ćwiertnia, M. Kawończyk, Targosz, Piątek.
Gol dla Huraganu: B. Pacyga.
Składy
Żuraw: Pająk - G. Kawończyk, Zawora, Pilarczyk, Skrzypek, Wójcik, Ćwiertnia, M. Kawończyk (80" Gibas), Targosz, Wajdzik, Korczak (65" Piątek).
Huragan: Sikończyk - Dyrcz, Góra, Kawulak, M. Pacyga, B. Pacyga (65" Kudzia), D. Pacyga, S. Pacyga, Smyrak, Szczurek, Żywczak,
Jubilat Izdebnik - LKS Bieńkówka 6:0
Olimpia Zebrzydowice - Dąb Sidzina 1:0
Gole nie zawsze cieszą
- To był pierwszy mecz, w którym wszystko nam wychodziło. Zawodnicy jednak nie cieszyli się z kolejnych goli, bo widzieli, że posiadali dużą przewagę, a słabość rywala była aż nadto widoczna. Świt grał na stojąco, mało biegał. W składzie gości było kilku ambitnych zawodników, ale widać, że zespół jest w rozsypce. Mieli duży problem, ż - powiedział trener lidera B-klasy, czyli Gromu Grzechynia, Stanisław Klimala.
Aż pięć goli zdobył Piotr Surmiak - dwie z rzutu karnego (raz sam był faulowany, za drugim razem sędzia podyktował zagranie ręką), jedną z rzutu wolnego, kolejną po ładnym strzale z 16. metrów i piątą, ostatnią, po wygranej sytuacji sam na sam z bramkarzem Świtu.
Wynik już w 5. minucie otworzył Grzegorz Ceremuga, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego Rafała Dyrcza. Potem były dwa gole Piotra Surmiaka, a strzelaninę w pierwszej połowie zakończył Daniel Bogacz.
Po przerwie najpierw trzecie trafieni zanotował Piotr Surmiak (5:0), szóstą bramkę zdobył Wojciech Urbańskiego po rozpoczęciu gry z autu przez Ceremugę. Dwa ostatnie gole to zasługa Piotra Surmiaka.
Grom kończy rundę jesienną na zasłużonym pierwszym miejscu w klasie B.
Grom Grzechynia - Świt Osielec 8:0 (4:0)
Gole dla Gromu: P. Surmiak (pięć), Ceremuga, Bogacz, Urbański.
Składy:
Grom: Krupczak - Zguda (60" Pająk), Białończyk, Paweł Surmiak, Urbański, Bogacz (55" Tokarz), M. Surmiak, Ceremuga, Kudzia, Dyrcz, P. Surmiak.
Świt: W. Traczyk - Babik, Łach, Harynek, Herman, Motor, G. Traczyk, Kopacz, Oleksa, Kalemba, Malik.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze