Reklama


(AKTUALIZACJA) Piłkarski weekend: Garbarz wraca z dalekiej podróży

21/08/2015 06:27

Najwyraźniej czwartoligowcy wzięli sobie do serca nasz tytuł zapowiedzi i... podnieśli się. Garbarz co prawda nie wygrał, ale do przerwy przegrywał 2:0 z MKS Trzebiną Sierszą. W drugiej połowie podopieczni Zdzisława Janika zdobyli dwa gole (ni mniej ni więcej, tylko się podnieśli) i uratowali remis. Pierwszą wygraną odniósł za to Halniak - złotego gola w spotkaniu z Wiślanką Grabie zdobył Paweł Kozieł. Odmieniona i odmłodzona Babia Góra po raz pierwszy zaprezentowała się publiczności przy ulicy Mickiewicza. Porażka z Płomieniem Sosnowice 2:1 wcale nie była zasłużona - ot starcie dwóch wyrównanych ekip, w których jeden gol zadecydował o porażce jednej bądź drugiej drużyny. Tydzień temu Paweł Błachut brał ślub i nie był obecny na spotkaniu Świt Osielec-KS Bystra. W sobotę zagrał w wyjściowym składzie i zdobył zwycięską bramkę (nie bez pomocy golkipera gości Józefa Gielaty) w meczu ze Strzelcem Budzów. Jordan Jordanów tymczasem otrząsnął się po porażce w tygodniu i bez swojego asa Pawła Romaniaka rozbił Przełęcz Łopuszną zdobywając aż pięć goli! Chyba tradycją spotkań w Jordanowie musi się stać fakt, że po jego zakończeniu na boisku będzie się odbywał festy. Tak było tydzień temu - wygrana 4:1 ze Skałką Rogoźnik, tak było i dziś - 5:2!!!

WIĘCEJ O SPOTKANIACH NASZYCH DRUŻYN W NIEDZIELĘ!

Punkt z podziękowaniem

Z jednej strony tylko remis, z drugiej po pierwszej połowie była to tylko sfera marzeń. Garbarz Zembrzyce zremisował z MKS Trzebinią Siersza 2:2. To trzecie spotkanie z rzędu, w którym Garbarz traci dwie lub więcej goli. Przypomnijmy, tydzień temu Iskra Klecza Dolna zaaplikowała Garbarzowi aż sześć goli, w tygodniu w ramach Pucharu Polski Grom Grzechynia strzelił drużynie dowodzonej przez Zdzisława Janika trzy gole. - Będziemy tracić bramki, bo taki jest futbol - powiedział po meczu z Trzebiną szkoleniowiec Garbarza i tym samym, chciał zdjąć nieco presję ze swoich podopiecznych. Warto dodać, że kontuzja odniesiona w meczu z Gromem spowodowała, że z Trzebinią nie zagrał Bartłomiej Sałapatek, w bramce nie wystąpił Bartłomiej Bruzda.

Reklama

Garbarz w drugiej połowie za sprawą duetu Sławomir Puda-Adrian Sadowski doprowadził do wyrównania. Działo się to jednak w ostatnich minutach, gdy goście grali w 9-tkę. Po trzech kolejkach Garbarz ma na koncie dwa punkty. Patrząc jednak na to, jak drużyna z  Zembrzyc prezentowała się choćby na wiosnę minionego sezonu, można być o nią spokojny. Zaskoczy. - Podnieśliśmy się po stracie dwóch bramek z dobrą drużyną, jaką jest Trzebinia - pochwalił swoich podopiecznych Janik.

Garbarz Zembrzyce - MKS Trzebinia Siersza 2:2 (0:2)

Reklama

Gole dla Garbarza: S. Puda, Adrian Sadowski.

Skład Garbarza: Wieczorek - Ł. Puda, Artur Sadowski, Mitka, Burliga, Adrian Sadowski, Chodźko, Marek, Tomczak (60" Natkaniec), Kuz (60" Teteruk), S. Puda.

Uff, uff

Po zakończeniu spotkania z Wiślanką w szatni Halniaka dominował jeden przekaz. Kto będzie pamiętał o stylu w jakim wygraliśmy następnego dnia? A punkty są. Gospodarze oddali pięć strzałów na bramkę gości, tylko jeden celny. Ale za to jaki. Po profesorsku piłkę dograł Kamil Dyduch, a Paweł Kozieł strzałem głową przelobował bramkarza Wiślanki.

Reklama

To był gol na 1:0, ale gdyby był to honorowy na 3:1, nikt nie mógłby powiedzieć, że było to niesprawiedliwe. Do momentu zdobycia bramki to Wiślanka atakowała i stworzyła trzy sytuacje stuprocentowe m.in. z kilku metrów zawodnik gości strzelił głową obok słupka. Zagrożenie pod bramką Halniaka bywało największe po stałych fragmentach gry - wykonywanych przez rywali, ale nie tylko! Zdarzało się, że nieporozumienie w szeregach gospodarzy wykorzystywali rywale i szybko starali się przedostać w okolicę bramki gospodarzy. Na szczęście dla miejscowych, do przerwy to oni prowadzili 1:0, a goście mogli sobie pluć w brody.

W drugiej połowie Wiślanka dłużej utrzymywała się przy piłce, a Halniak starał się przeszkadzać wyprowadzając przy tym kontry. Parę razy udawało się zawodnikom gospodarzy przedostać na 20. metr od bramki gości, lecz tam wysoko grający obrońcy Wiślanki czyścili wszystko aż miło. Najlepszą okazję dla Halniaka nie wykorzystał Kacper Burliga, który zamiast strzelać w niezłej sytuacji, starał się podać do jednego z partnerów. Konkluzja jednak taka - trzy punkty są, a to przecież najważniejsze! Trener Piotr Stach dalej eksperymentuje starając się znaleźć najbardziej optymalne ustawienie. W Osieku Halniak zagrał lepszy mecz, ale przegrał. W sobotę grał gorzej, ale wygrał. Wszyscy jednak wiedzą, że za wrażenia artystyczne punktów, przynajmniej w piłce nożnej, nikt nie przyznaje.

Reklama

Halniak Maków Podhalański - Wiślanka Grabie 1:0 (1:0)

Gol dla Halniaka: Kozieł.

Skład Halniaka: Marzec - Gruca, Lozniak, Marut, Furman (65" Konrad Burliga), Kozieł, Dyduch, Ryszawy (70" Szymula), Kikla (55" Król), Kmak, Bobek (75" Kacper Burliga)

V-LIGA

Askuteczność

Prowadził Jałowiec do przerwy 1:0, ale gdyby lepiej ustawione celowniki mieli Tomasz Świerkosz, Kamil Gazurek czy Tomasz Szklarczyk, wynik powinien być bardziej okazały. A tak po akcji całej drużyny do siatki trafił tylko Grzegorz Jodłowiec.

Reklama

- Kontrolowaliśmy przebieg spotkania, tak samo było w drugiej połowie. Ale jedna akcja, w zasadzie kontra i jest remis. Mamy dwie sytuacje stuprocentowe i nie wychodzimy na prowadzenie. A goście kontrują po raz drugi - mówi Krzysztof Jodłowiec.

Mimo kilku zawodników na ławce rezerwowych, Jodłowiec nie zdecydował się na dokonanie żadnej zmiany. - Taką podjąłem decyzję, że dogramy do końca w wyjściowym zestawieniu- podsumował.

Jałowiec Stryszawa - Zagórzanka Zagórze 1:2 (1:0)

Gol dla Jałowca: G. Jodłowiec.

Reklama

Skład Jałowca: Kobiałka - Starowicz, Brytan, K. Jodłowiec, Iciek, Gazurek, G. Jodłowiec, P. Pindel, Szklarczyk, Świerkosz, Głuszek.

Trzy oczka dla Tempo

Spotkanie rozpoczęło się o niespodziewanej godzinie, bo o 15. - W tygodniu otrzymaliśmy telefon z Przytkowic, czy damy radę przyjechać wcześniej. Chłopaki zgodzili się i nie było problemu. Kilka godzin po zakończeniu spotkania zadzwonił jeszcze trener gospodarzy i podziękował za to, że zgodziliśmy się na tę zmianę - mówi Maciej Melzer, szkoleniowiec Tempo Białka.

Reklama

Decydująca o losach spotkania akcja w spotkaniu Sokoła Przytkowice z Tempo Białka miała miejsce w 42. minucie. Rajd prawą stroną zakończony dośrodkowaniem w pole karne przeprowadził Michał Puzik. Piłkę nie sięgnął Sebastian Młynarczyk, ale tam gdzie był powinien znalazł się Mateusz Harańczyk i Tempo zdobyło premierowego gola w sezonie 2015/2016. Chwilę po objęciu prowadzenia Tempo, a dokładniej Bartłomiej Goryl umieścił piłkę w siatce. Sędzia odgwizdał w tej sytuacji pozycję spaloną zawodnika z Białki.

- W pierwszej połowie mecz był wyrównany. Sytuacji po obu stronach zbyt wiele nie było, tym bardziej możemy się cieszyć, że udało się nam objąć prowadzenie - dodaje Melzer.

Reklama

Od początku drugiej odsłony inicjatywę przejęli gospodarze, ale im "dalej w las", tym bardziej do głosu dochodzili goście. Wynik mogli podwyższyć Paweł Mentel (dwa razy groźnie główkował) czy Goryl. - Zwłaszcza szkoda sytuacji Puzika. Gdyby o pół sekundy wcześniej zdecydował się na strzał, wówczas nie zostałby przyblokowany przez przeciwnika. Znajdował się 11. metrów przed bramką - relacjonuje opiekun Tempo Białka.

- Nie było wieli okazji do wpisania się na listę strzelców. Dominowała twarda, nieustępliwa walka, ale prowadzona fair - przyznaje trener zwycięskiej drużyny.

Reklama

Sokół Przytkowice - Tempo Białka 0:1 (0:1)

Gol dla Tempo: Harańczyk.

Skład Tempo: Kłapyta - Lenik, Marek, Bielarz, Woźny, Harańczyk (80" Drobny), Mentel, Kaczmarczyk, Puzik, Goryl (90" Białończyk), Młynarczyk.

A-KLASA

W poszukiwaniu optymalnego ustawienia

Babia Góra zaprezentowała się publiczności w Suchej Beskidzkiej w sezonie 2015/2016. Po spadku do A-klasy, bez kilku kluczowych zawodników z poprzednich lat, ale z plejadą młodzieży, wychowanków i tych, którzy po latach nieobecności postanowili wrócić do klubu z ulicy Mickiewicza.

Reklama

Trener Sławomir Bączek konsekwentnie wystawia skład na podstawie frekwencji na treningach. Z tego powodu jak na razie ma to, o czym wiele klubów może na tym, i innym, poziomie rozgrywek pomarzyć - czyli 14-20 trenujących w tygodniu. Szuka, stara się znaleźć optymalne ustawienie i zestawienie składu. Jeszcze takiego nie znalazł, czego dowodem mecz z Płomieniem.

Wygrana z Cedronem Brody 4:1 przed tygodniem spowodowała, że z dużą ostrożnością do beniaminka A-klasy podeszła Babia Góra. Bezpodstawnie. Płomień to nie są żadni wirtuozi futbolu. Jak się okazało w środku pola może rządzić i dzielić Dawid Sumera, Michał Wójtowicz potrafił kilka razy niemal ośmieszyć przeciwnika. Szkoda, że Sumera zszedł z boiska w 72. minucie, ale chwilę wcześniej o mały włos, a dostałby drugą żółtą za faul i czerwoną kartkę.

W 10. minucie kapitan Babiej Góry Michał Bałos podał na lewo do Piotra Pacygi, ten dośrodkował w pole karne do Przemysława Burligi. Skończyło się na strachu dla gości. Po drugiej stronie Artur Kachnic obronił sytuację sam na sam z Bartłomiejem Kwaśniakiem. W kolejnej akcji Kachnic się jednak nie popisał - po dośrodkowaniu z lewej strony, bramkarz Babiej Góry źle wyszedł do piłki, ubiegł go Łukasz Ostrowski i Płomień objął prowadzenie. Nie minęło 60 sekund, a gości mogli prowadzić 2:0 - ponownie Ostrowski znalazł się oko w oko z Kachnicem, ale odważnym wślizgiem niebezpieczeństwo zażegnał Michał Stróżak i Płomień miał tylko rzut rożny.

Babia Góra szybko otrząsnęła po tym ciosie - w 26. minucie Burliga znalazł się sam na sam z Krzysztofem Gonciarskim. Mógł strzelać, ale podał do jeszcze lepiej ustawionego Amadeusza Żmudy. Grający z 9 na plecach Żmuda skierował piłkę do pustej bramki. Minutę później świetne prostopadłe podanie od Wójtowicza trafiło do Pacygi, ten był sam na sam z Gonciarskim i... spalony. Nie było go jednak za żadne skarby. PS do tej sytuacji jeszcze nadejdzie.

W 43. minucie z rzutu wolnego w pole karne gości dośrodkował Bałos. - Ruch tam panowie - instruował kolegów z drużyny Bałos. Po zamieszaniu w szesnastce z 9. metrów strzelał Dawid Rzeźniczak - jeden z obrońców wślizgiem zatrzymał zmierzająca piłkę do siatki. Chwilę później Bałos świetnie minął na szybkości trzech zawodników gości i podał na prawo do włączającego się do akcji Artura Rzepki. Po dośrodkowaniu tego ostatniego piłka znalazł się pod nogami Pacygi, który z 10. metrów strzelił jednak zbyt lekko i Gonciarski bez problemu mógł przytulić futbolówkę do piersi.

W przerwie spotkania miał miejsce epilog do sytuacji ze spalonym Pacygi. Chciałem zrobić zdjęcie składu gości, a sędziowie się zapytali z jakich jestem mediów. Po udzieleniu informacji usłyszałem, żebym "napisał, że praca sędziowska była wzorowa". Zgodnie z tym co widziałem, gdyby nie ta fatalna pomyłka z Pacygą bocznego, to można by było nawet tak ją nazwać. Nieco się obruszyli, nic już jednak nie skomentowali. Pocieszeniem dla tego bocznego niech będzie to, że jest młody, w drugiej połowie popełnił także babola, gdy nie wskazał ewidentnego rzutu rożnego dla gości i się jeszcze może wyrobić. Czasem trafiają się jednak sędziowie, którym nic już nie pomoże, a dzielnie trwają na tym stanowisku. Latami. Wiadomo, o jakich sędziów chodzi. Nieważne, wróćmy do drugiej połowy.

Babia Góra rozpoczęła ją z dużym animuszem i miała trzy dobre akcje oskrzydlające. Burlidze ewidentnie brakowało jednak wsparcia ze strony drugiego napastnika, bo czasami musiał sobie radzić sam z 3-4 obrońcami - dopiero w samej końcówce trener zdecydował się wprowadzić do ataku Romana Barzyczaka. W 65. minucie goście objęli prowadzenie po akcji wypisz wymaluj a la Babia Góra - podania od nogi do nogi na lewej stronie, dośrodkowanie i wzorcowe wykończenie akcji Mateusza Dziedzica.

Stracony gol znowu podrażnił Babią Górę - w 70. minucie dośrodkowanie Pacygi zamienił na strzał Burliga. Na posterunku był Gonciarski. Chwilę później centra z lewej strony Tomasza Szarleja w kierunku Burligi spowodowała spore poruszenie na przedpolu bramki gości, ale realnego zagrożenia - nie. W 82. minucie Wójtowicz podał na lewo do Szarleja, ten dośrodkował na dalszy słupek. Piłkę przejął Radosław Dyduch, minął jednego z zawodników Płomienia i został sfaulowany na 18. metrze. Po dośrodkowaniu w pole karne piłka wróciła na 14. metr wprost pod nogi nadbiegającego Macieja Świerkosza. Jego strzał wybronił jednak Gonciarski.

Ambicji, zawziętości, prób konstruowania naprawdę ciekawych akcji nikt nie może zawodnikom Babiej Góry odmówić. Na razie punktów to jednak nie daje.

Babia Góra Sucha Beskidzka - Płomień Sosnowice 1:2 (1:1)

Gol dla Babiej Góry: Żmuda.

Gole dla Płomienia: Ostrowski, Dziedzic.

Składy:

Babia Góra: Kachnic - Rzepka, Kudzia, Stróżak, Rzeźniczak (84" Barzyczak), Żmuda (61" Szarlej), Sumera (72" Świerkosz), Bałos, Pacyga (72" Dyduch), Wójtowicz, Burliga.

Płomień: Gonciarski - Kutermak, Dziedzic (83" Starowicz), Bujak, Pacułt (58" Rudek), Grych, Machno, Piwowarczyk, Sikora, Kwaśniak, Ostrowski (60" Adamus).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/babia22{/gallery}

Tylko pięć

W drugim spotkaniu na własnym stadionie w tym sezonie, drugie zwycięstwo odniósł Jordan Jordanów. Wygrana powinna być jednak o wiele bardziej efektowna. - Spalamy się, nie wykorzystujemy okazji. Patrząc na napastników i pomocników, z pominięciem mającego defensywne zadania Adama Wójtowicza, to każdy z piłkarzy miał jedną, dwie świetną okazję w tym spotkaniu. A goli mamy tylko pięć - mówi trener Jordana Zdzisław Gacek.

Dwudziestominutowy zryw w pierwszej połowie przyniósł Jordanowi trzy gole. Najpierw rzut karny po faulu na Wójtowiczu wykorzystał Filip Tyrpa, następnie Kamil Kołodziej po indywidualnej akcji ściął z lewej strony do środka i uderzył nie do obrony. Na 3:0 podwyższył Dominik Kulak po zagraniu z głębi pola od Wójtowicza.

Kolejne gola dla Jordana padły po przerwie - Marcin Sochacki i Łukasz Brzana wykorzystali podania od Gawła Tyrpy i wpisali się na listę strzelców. - Najważniejsze są punkty, ale goli powinno być więcej. Wchodzi na ostatni kwadrans Jarek Dudek i marnuje dwie setki. Cieszymy się oczywiście z wygranej. Może byliśmy też trochę rozkojarzeni, bo kilku z nas od rana na obiekcie Jordana w związku z turniejami piłkarskimi? - zastanawia się Zdzisław Gacek.

Jordan Jordanów - Przełęcz Łopuszna 5:2 (3:1)

Gole dla Jordana: F. Tyrpa, Kołodziej, Kulak, Sochacki, Brzana.

Skład Jordana: Piosek -  F. Tyrpa, Hodana, Kołodziej (75" Dudek), Kołodziejczyk, Wójtowicz, Brzana, Kulak, Paś (55" Funek),  Sochacki, G. Tyrpa.

Zaczarowane Brody

Stadion w Brodach to jak na razie miejsce nie do przejścia dla Jakuba Jeziorskiego i dowodzonego przez niego Naroża Juszczyn. W poprzednim sezonie to właśnie tam zespół z Juszczyna przegrał po raz pierwszy pod wodzą nowego trenera (2:1). W tym sezonie także zespół z Brodów okazał się nie do przejścia dla naszpikowanej zawodnikami z wyższych lig drużyny.

- Ciężko myśli poskładać po takim spotkaniu. Zostaliśmy dziesięć minut w szatni. Dwa gole straciliśmy jak frajerzy - mówi Jeziorski.

W 3. minucie po podaniu za obrońców gości jeden z zawodników gości, a konkretnie bardzo dobrze znany Gabriel Wolski, wyprowadził Cedron na prowadzenie. Inna sprawa, że spalony był nie jedno, nie dwu, ale pięciometrowy. - To, że był ewidentny spalony to jedno, ale drugie, nie było krycia tego zawodnika. A powinno być - dodaje trener Naroża.

Siedem minut później Cedron prowadził już 2:0. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego nie popisał się Sebastian Kulka, którego ograł zawodnik gospodarzy, płasko dośrodkował, a tam piętą zdobył gola piłkarz gospodarzy! - Takich bramek nie można tracić - mówi Jeziorski.

Naroże otrząsnęło się z tego nokdaunu i przejęło inicjatywę. Miało ją nawet, gdy grało w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Marcina Sali. Zanim jednak to nadeszło, był już remis. W 30. minucie Marcin Ceremuga strzałem z rzutu wolnego nad murem zdobył kontaktową bramkę. Chwilę później po akcji Marcina Kryjaka z Tomaszem Lipką na raty bramkarza gospodarzy pokonał Marcin Drobny.

W 36. minucie w miejsce Kulki wszedł Sala. Nie minęło 9 sekund, a musiał udać się już do szatni. - To był faul w okolicy środka boiska. Na pewno nie należała się czerwona kartka, jak już, o ile w ogóle, żółta. Zawodnik Cedronu dołożył nieco dramaturgii do tego zagrania - mówi Jeziorski.

W drugiej połowie Naroża nie schodziło z połowy Cedronu. Mimo gry w 10-tkę zawodnicy z Juszczyna osiągnęli zdecydowaną przewagę. Cóż jednak z tego, skoro swój wyczyn z poprzedniego spotkania w Brodach skopiował Marcin Ferek, który tak rozpoczął rzut wolny dla gości, że... podał piłkę do zawodnika Cedronu, ten natychmiast zagrał do napastnika, który pokonał Michała Fidelusa. Naroże chciało wyrównać po raz drugi w tym meczu - w polu karnym Cedronu niemiłosiernie się kotłowało, ale piłka jak zaczarowana nie chciała znaleźć drogi do bramki gospodarzy. Powodowało to oczywiście szanse do kontr dla Cedronu i jedna taka w doliczonym czasie gry przyniosła przypieczętowanie wygranej na 4:2.

Cedron Brody - Naroże Juszczyn 4:2 (2:2)

Gole dla Naroża: M. Drobny, Ceremuga.

Skład Naroża: Fidelus - Gąstała, Ceremuga, Kulka (36" Sala), M. Ferek (70" Pietrzak), R. Drobny, G. Ferek, Kryjak, Kuszyk (85" Kardaś), Lipka, M. Drobny.

Nie dali rady w osłabieniu

- Wygrała drużyna, której bardziej na tym zależało. Mogę tylko żałować, że nie miałem wielu zawodników z podstawowego składu. W Targanicach nie było m.in. Dawida Kachla czy Szymona Stachnika -  wylicza Krzysztof Chorąży, trener Lachów Lachowice.

Na inaugurację ligi Lachy wygrały u siebie 5:1 z Burzą Roczyny, teraz w takich samych rozmiarach przegrały z Halniakiem Targanice. Do 30 minuty nic nie zapowiadały, że Halniak wygra - a jeżeli nawet, to w tak dużych rozmiarach. Po rzucie rożnym gospodarze objęli prowadzenie, lecz jeszcze w pierwszej połowie Lachy mogły odpowiedzieć. I to dwukrotnie. Skończyło się na ostrzeżeniach, które niewiele dały...

- Po przerwie spotkanie było wyrównane. Nastawiliśmy się na kontry, najlepszą okazję miał Sebastian Pyrzyk.  Gol na 2:0, dodam, że przypadkowy, po prostu nas dobił. - dodaje Chorąży.

Skończyło się na 5:1, a honorową bramkę dla Lachów z rzutu karnego zdobył Marcin Chorąży.

Halniak Targanice - Lachy Lachowice 5:1 (1:0)

Gol dla Lachów: Chorąży (k.).

Skład Lachów: Nowak - Chorąży, Kubieniec, Ponikwia, Banaś, M. Kachel, Urbanek (70" Lasik), Kachel, Małysiak, Pyzik, P. Gach.

B-KLASA

Do pierwszego błędu

Okazje do zdobycia gola były i to po obu stronach. Zaczęła Bystra - Sławomir Basiura z rzutu wolnego i z akcji strzelał obok słupka. W odpowiedzi Strzelec stworzył dwie setki, które wybronił Krzysztof Gałka. Potem okazję do wyprowadzenia gości na prowadzenie miał Michał Wójtowicz, ale obronną ręką wyszedł z tej sytuacji Józef Gielata.

- Nie wchodzę na boisko, bo potem coś zawalę i jeszcze będą do mnie mieli chłopaki pretensje - pół żartem, pół serio odpowiedział na pytanie, czy zagra w drugiej połowie trener Bystrej Marcin Wnętrzak. Nie zagrał, bo swoje zrobili koledzy z drużyny. A dokładnie dwóch piłkarzy z Bystrej, jeden z Budzowa. Z rzutu wolnego przymierzył Szymon Sroka, Józef Gielata tak niefortunnie sparował tę piłkę na słupek, że wpadła ona pod nogi nadbiegającego Piotra Błachuta.

Mecz nabrał rumieńców, bo za chwilę dwie sytuacje stuprocentowe miały oba zespoły. Najpierw Błachut zamiast strzelać niejako podał piłkę do Gielaty, a po przeciwnej stronie rezerwowy Tomasz Polak strzelił prosto w Gałkę. A bramka stała otworem! W meczu dwóch wyrównanych ekip o zwycięstwie Bystrej zadecydowało szczęście i błąd bramkarza. W rewanżu w Budzowie na wiosnę może być jednak różnie.

KS Bystra - Strzelec Budzów 1:0 (0:0)

Gol dla Bystrej: Błachut.

Składy:

KS Bystra: K. Gałka -  Pociąg, Sroka, Ciapała, Mikołajczyk, Szewczyk, M. Bisaga, Basiura, Błachut (87" Kulka), A. Gałka (46" Chorąży), Wójtowicz (85" J. Bisaga).

Strzelec: J. Gielata - Burliga, Mateusz Daniel, Marek Daniel (80" Lasek), Gałuszka (55" Wrzodek), Grygiel, Kąkol, Kwaśniowski, Pieczara (65" D. Gielata), Sergiel (49" Polak), Trzop.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/bystra22{/gallery}

Siódma rano, to dla mnie noc...

Drugi mecz w nowym sezonie drużyna Unii Naprawa grała o mocno nietypowej porze. O 11. - Nie my ustalamy godziny rozpoczęcia spotkań - rozkłada ręce grający trener Unii Franciszek Gacek.

O ile tydzień temu wczesna pora nie okazała zbyt łaskawa (porażka 4:1 z Czarnymi Czarni Dunajec), w ten weekend było w tym temacie o wiele lepiej. Unia wygrała 2:0 z Wierchami Lasek po dwóch golach autorstwa Marcina Pasiowca. - To był najmniejszy wymiar kary jaki spotkał gospodarzy. Gdyby nie bramkarz, który był w świetnej dyspozycji, goli byłoby o wiele więcej. Byliśmy lepszą drużyną i to my dyktowaliśmy  warunki - mówi Franciszek Gacek.

Wierchy Lasek - Unia Naprawa 0:2 (0:2)

Gole dla Unii: Pasiowiec (dwa).

Skład Unii: Kania - Sutor G, Ciscoń, Mirek, Swięchowicz, F. Gacek (75" Masłowski), K. Gacek (80" Kutaj) Piaskowiec, Flaga, Cieżak (85" Nowak G), Panek.

Postawili się

Do Grzechyni przyjechał beniaminek B-klasy - LKS Bieńkówka. Z grającym trenerem w składzie - Jarosławem Gąstałą. Na boisku było ciekawie, nawet bardzo. Sześć goli, multum niewykorzystanych okazji, ale też wiele innych około meczowych spraw. Były karne i pretensje do sędziów.

- Przed pierwszym gwizdkiem sędziego miałem rozmyty obraz i ból głowy, nie miałem dużego wyboru, ale w każdej sytuacji trzeba sobie radzić. Ustawiłem zespół tak jak mogłem, choć sądzę, że popełniłem błąd, który skorygowałem po stracie drugiego gola - mówi Gąstała.

Po pierwszych dziesięciu minutach Grom mógł prowadzić 3:0, a zdobył tylko jednego gola. Dwie okazje miał Tomasz Czubin. Do siatki trafił za to Piotrem Surmiak, który wykorzystał kilkudziesięciometrowy wrzut z autu Grzegorza Ceremugi. Grom stwarzał kolejne okazje m.in. Marcin Surmiak uderzył minimalnie nad poprzeczką. Tymczasem po pół godzinie gry po podaniu od Łukasza Krupczaka, strzałem w długi róg przełamał się Czubin. Ciekawie bywało też pod bramką gospodarzy - w słupek trafił Dawid Klimowski, niecelnie przymierzył Gąstała.

Po przerwie Piotr Surmiak wykorzystał na raty rzut karny. Bieńkówka wreszcie dopięła swego i po bramce Tomasz Chromego wynik brzmiał już 3:1. Grom odpowiedział golem na 4:1 autorstwa Bartłomieja Kudzi, który wykorzystał rzut z autu i najprzytomniej zachował się na dziewiątym metrze w polu karnym gości. To była 73. minuta. Cztery minuty później jedenastka tym razem dla gości - po zagraniu piłki ręką z wapna trafia Klimowski.

Grom wyraźnie odpuścił, siadł kondycyjnie i do głosu doszła Bieńkówka. - Mecz z Garbarzem w tygodniu kosztował nas wiele sił. Bieńkówka to wykorzystała i uzyskała przewagę - mówi Stanisław Klimala.

Końcowe minuty nie przyniosły już zmiany rezultatu (chociaż Grom trafił po jednej z kontr do bramki gości, sędzia pokazał spalonego). - Bieńkówka się postawiła. Najlepszym ich zawodnikiem był Jarosław Gąstała. On jest byłym sędzią, potrafi się tak przepchnąć i upaść, żeby arbitrzy to odgwizdali. Momentami wprowadzał jednak elementy wiochy cały czas się kłócąc i komentując decyzje sędziów. Napędzało to też pozostałych piłkarzy z Bieńkówki. Jak tak dużo będą łapać żółtych kartek, mogą mieć problemy w dalszej części sezonu - uważa Klimala.

Tymczasem Gąstała długo nie mógł otrząsnąć się po tym spotkaniu. - Mecz który długo analizowałem i zastanawiałem się dlaczego przegraliśmy...I teraz wiem, przegraliśmy ponieważ nie wykorzystałem dwóch stuprocentowych sytuacji. Trzeba było się lepiej zachować. Ocenę zawsze należy rozpocząć od siebie, przy stanie 1:1 piłka ląduje na słupku Gromu, i w tej samej akcji po przypadkowych zagraniach tracimy drugą bramkę!!!, coś nieprawdopodobnego, w kilku brakło nam szczęścia. Wiedziałem, jak powinniśmy grać, ale rzeczywistość w "w kotle atletów" okazała się inna. Na boisku w Grzechyni, trzeba grać twardo, nieustępliwie i przede wszystkim nie można popełniać błędów. Nam dzisiaj ta sztuka się nie udała. Jako trener LKS-u pomimo wyniku jestem zadowolony i zbudowany postawą zespołu. Rezultat mnie nie satysfakcjonuje ale muszę go przyjąć. Moi podopieczni chcieli grać w piłkę a to jest dla mnie najważniejsze, kopnij biegnij to żadna gra tylko sposób na zdobycie punktów mnie takie coś jako trenera nie interesuje nawet kosztem wyników!!!!. Tak może grać moja żona !!!!. Sorry. Chłopaki starali się, pomimo indywidualnych błędów, które się zdarzają, to tylko piłka, byliśmy konsekwentni w swojej grze, szkoda bo ten mecz był na remis. Teraz można gdybać, żal dwóch kapitalnych sytuacji z pierwszej połowy, po przerwie też wypracowaliśmy sobie sytuacja ale brakło szczęścia (Klimowski, Gąstała, Burliga, Chromy). Dzisiaj wygrała siła, przepychanka ale takie mecze też trzeba grać choć to z piłką nożną wiele wspólnego nie ma, no cóż... Gratuluję drużynie gospodarzy zwycięstwa - podsumował Gąstała.

Zdenerwowania po spotkaniu w Grzechyni nie ukrywał także prezes Bieńkówki, Tadeusz Gaura. - Moim zdaniem, jeśli sędzia wyciąga karnego, to ok, ale dlaczego nie odgwizduje dwóch pewnych i stuprocentowych jedenastek dla Bienii? Wszyscy to widzieli, mało tego przy pierwszym faulu czerwoną kartkę powinien zobaczyć obrońca Gromu. Trudno, ale jeśli to tak ma wyglądać to może lepiej żebyśmy nie awansowali???

Grom Grzechynia - LKS Bieńkówka 4:2 (2:0)

Gole dla Gromu: Piotr Surmiak (dwa), Czubin, Kudzia.

Gole dla Bieńkówki: Chromy, Klimowski.

Składy:

Grom: S. Krupczak - Dyrcz, Białończyk, Paweł Surmiak, Urbański (Bogacz), Ceremuga, Marcin Surmiak, Ł. Krupczak, Kudzia, Piotr Surmiak, Czubin.

Bieńkówka: Szczurek - Wojterski, Pęcek, Mruc, Chromy, Burliga, Lewandowski, Sałapat, Sarna, Klimowski, Gąstała.

Metoda startowa

Nie mieli normalnego okresu przygotowawczego w tym sezonie w Watrze Zawoi. - Zagranica, praca, ciężko było się skompletować. Patrząc na mecz z Izdebnikiem, to w takim składzie nie rozegraliśmy nawet spotkania sparingowego. W trakcie meczu widzę, kto jest jak dysponowany i  przygotowany i na bieżąco koryguję ustawienie - mówi Łukasz Stopka.

Wynik meczu w Izdebniku został ustalony już w pierwszej połowie. Watra wyszła na prowadzenie po indywidualnej szarży Artura Dyrcza, który dośrodkował na 11. metr, gdzie głową wykończył akcję Adrian Bury.

- Do 30 minuty kontrolowaliśmy mecz, byliśmy lepszym zespołem, ale potem po rzucie rożnym straciliśmy gola. Zaczęła się kopanina, wkradło się dużo chaosu. Jubilat zdobył drugą bramkę - dodaje Stopka.

Jubilat Izdebnik - Watra Zawoja 2:1 (2:1)

Gol dla Watry: Bury.

Skład Watry: Staszak - Stopka, Zięba, Zguda, Rak, R. Warmuz (60" Motowidło), Kaczmarczyk, Dyrcz, Basiura, Bury, B. Warmuz.

Twardy, zacięty mecz

Wynik 3:0 jest nieco mylący. Błyskawica Marcówka wcale nie była gorszą drużyną aż o trzy gole, momentami na boisku w Krzeszowie przeważała. - Wszyscy wiedzą, że takiego zawodnika jak Krzysiek Rak nie można zostawiać samego. Do Błyskawicy wróciło też kilku zawodników i jest to inna, lepsza drużyna niż w poprzednim jeszcze sezonie - mówi trener Żurawia Jacek Kudzia.

Gospodarze wyszli na prowadzenie po szybkiej akcji, którą zainicjował bramkarz Mateusz Mika. - Bramkarz-napastnik, bo nie zapominajmy, że Mateusz nominalnie gra w ataku. Mecz z Błyskawicą był jego najlepszy na tej pozycji w historii - pochwalił swojego podopiecznego Kudzia.

Mika podał do Pawła Wajdzika, a ten w swoim stylu pognał skrzydłem i podał do Krzysztofa Ćwiertni. Grający prezes Żurawia otworzył wynik spotkania. Zdobyty gol sprawił, że Żuraw.... się cofnął i oddał inicjatywę drużynie z Marcówki. - Zostaliśmy zamknięci na swojej połowie. Świetnie bronił jednak Mika - dodaje Kudzia.

W przerwie w szatni Żurawia padło kilka mocnych słów. - Nie możemy się bronić, to może się to dla nas źle skończyć. Musimy zacząć spokojnie grać - taki przekaz trafił do zawodników gospodarzy. Podziałał.

Gol zdobyty na 2:0 przez Michała Kawończyka ustawił spotkanie (asysta Ćwiertni). Gości dobił indywidualną akcją Paweł Wajdzik. - To był twardy, zacięty mecz. Zależało nam na wygranej i cieszymy się, że udało się ją odnieść - podsumował Jacek Kudzia.

Żuraw Krzeszów - Błyskawica Marcówka 3:0 (1:0)

Gole dla Żurawia: Ćwiertnia, M. Kawończyk, Wajdzik.

Skład Żurawia: Mika - Zawora, Popielarczyk (75" Piątek, 80" Baca), Nowak, G. Kawończyk (80" Pilarczyk), Talaga, Fidelus, Skrzypek (60" Targosz), M. Kawończyk, Ćwiertnia, Wajdzik.

Olimpia Zebrzydowice - Huragan Skawica 1:0

Świt Osielec - Dąb Sidzina 1:2

C-KLASA

Tarnawianka Tarnawa - Pogoń Bugaj 9:0

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama