Halniak nie strzelił gola w spotkaniu z Jutrzenką Giebułtów, ale wraca do Makowa z trzema punktami! Rozwiązanie zagadki jest proste - gol samobójczy zapewnił makowianom trzy punkty. Nie idzie w tym sezonie Garbarzowi - podopieczni Zdzisława Janika odnieśli drugą porażkę. Efektownie w Łękach zagrało Tempo - do przerwy trzy bramki, po przerwie dwie i skończyło się na 5:1. Lachy przegrywały z Relaksem Wysoka 2:0, ale potrafiły odwrócić losy rywalizacji. - Każdy punkt w tej lidze trzeba szanować - powiedział po meczu Krzysztof Chorąży, opiekun beniaminka z Lachowic. Na koniec sezonu będzie pewnie można powiedzieć - święte słowa. 3:1 z Jubilatem Izdebnikiem wygrała Błyskawica Marcówka.
IV-LIGA
Doświadczenie górą nad młodzieżą
W dalszym ciągu nie może przełamać się Garbarz Zembrzyce. Drużyna, która na wiosnę momentami dokonywała cudów, teraz po czterech kolejkach ma dwa punkty. Inna sprawa, że kilku podstawowych zawodników Garbarza z minionego sezonu w Zembrzycach już nie ma... O wyniku spotkania z Wiślanami Jaśkowice zadecydował gol zdobyty w pierwszej połowie. Goście byli lepsi od Garbarza piłkarsko, ale zmiany dokonane w przerwie przez Zdzisława Janika i wprowadzenie młodych i szybkich zawodników - Wojciecha Tomczaka i Kamila Natkańca spowodowały, że przewaga ta została momentami zniwelowana.
Garbarz prezentował się o niebo lepiej po przerwie, ale oprócz kilku kornerów i wrzutek w pole karne, niewiele z tego wynikało. Piłka szybowała albo koło bramki, albo na posterunku był golkiper gości. Najlepszą okazję po przerwie stworzyli jednak goście - napastnik Wiślan w sytuacji sam na sam przelobował bramkarza gospodarzy, ale na szczęście dla gospodarzy - także i jego bramkę.
Garbarz Zembrzyce - Wiślanie Jaśkowice 0:1 (0:1)
Skład Garbarza: Wieczorek - Ł. Puda, Nitka, Adrian Sadowski, Burliga, Żmudka (46" Natkaniec), Artur Sadowski (46" Tomczak), Marek, Kuz (69" Teteruk), S. Puda, Chodźko.
Zalążek drużyny
Drugie zwycięstwo z rzędu odniósł Halniak Maków Podhalański. Także drugi raz z rzędu podopieczni Piotra Stacha zagrali na zero w tyłach. - Największym plusem tego meczu jest to, że widać, jak buduje się drużyna. Zawodnicy mi zaufali - mówi trener Halniaka.
W kolejnym spotkaniu w zespole Halniaka następują zmiany. Nawet przysłowiowe "zwycięskiego składu się nie zmienia" nie ma zastosowania u trenera Stacha. - W drużynie nie ma świętych krów. Od zaangażowania na treningach zależy, kto wychodzi w pierwszym składzie - tłumaczy Stach.
Od początku sezonu jednym z zawodników, któremu zaufał Stach i który wykorzystuje swoją szansę, jest Kamil Dyduch. W przeszłości Dyduch nie grał nigdy wyżej niż w okręgówce (w barwach Babiej Góry Sucha Beskidzka). - Kamil to jeden z tych graczy, który wykorzystuje swoją szansę. Uważam, że ma jeszcze większy potencjał niż ten, który pokazuje - chwali swojego podopiecznego Piotr Stach.
Wróćmy do meczu. W pierwszej połowie Jutrzenka chciała zdominować drużynę Halniaka. - Postawili nam ciężkie warunki, ale się im postawiliśmy - mówi Stach. Co ciekawe, jeszcze przed meczem, jak również w szatni w przerwie, szkoleniowiec Halniaka mówił swoim podopiecznym, że o wyniku spotkania zadecyduje jeden gol. Tak też się stało.
Po dośrodkowaniu Dawida Szymuli piłkę do bramki skierował jeden z zawodników gospodarzy i Halniak prowadził 1:0. - Nawet gdyby tego nie zrobił, to akcję zamknąłby jeden z naszych piłkarzy - przyznaje Stach.
Wynik mógł i powinien być bardziej okazały, ale Halniak w końcówce nie wykorzystał co najmniej dwóch dogodnych okazji. - Jedna była wręcz koncertowa, bo atakowaliśmy czwórką zawodników, a przed nami był jeden obrońca. I złapał nas na spalonym - kręci z niedowierzaniem Stach. - Po dwóch wygranych złapaliśmy oddech, lecz zawodnicy wiedzą, że czeka nas wiele inteligentnej, jak pokazała wspomniana sytuacja ze spalonym, pracy - dodał Stach.
Jutrzenka Giebułtów - Halniak Maków Podhalański 0:1 (0:0)
Gol dla Halniaka: Samobójczy :).
Skład Halniaka: Marzec - Gruca, Marut, Lozniak, Mokwiński, Król (78" Kikla), Kozieł, Dyduch, Szymula (60" Ryszawy), Bobek (65" Burliga), Kmak (90" Stach).
V-LIGA
Goło i wesoło
Tylko jednego rezerwowego miał w wyjazdowym spotkaniu z Sołą Łęki trener Tempo Białka Maciej Melzer. Ba, w 35. minucie z powodu kontuzji Michała Puzika musiał wpuścić do gry Bartłomieja Ficka. Na szczęście nie dość, że Tempo nie potrzebowało kolejnych zmian, to jeszcze zaaplikowało rywalom pięć goli.
- Wyjazdy, urlopy i nie mamy rezerwowych. Na dodatek spotkanie w Łękach było ostatnie dla Szymona Marka, którego także czeka wyjazd, potem studia. Gramy tym co mamy - mówi Maciej Mezler.
Po początkowych minutach, w których na boisku zamiast dokładnej gry, dominował chaos, gracze z Białki otworzyli wynik. W 25. minucie sędzia podyktował na połowie Tempo rzut wolny pośredni dla gości za... gadulstwo zawodników gospodarzy. W pole karne Soły piłkę wrzucił Mateusz Harańczyk, a Bartłomiej Goryl przyjął piłkę i technicznym strzałem wyprowadził Tempo na prowadzenie. Końcówka pierwszej połowy była w wykonaniu piłkarzy z Białki wręcz koncertowa - najpierw w 40. minucie nonszalancką wymianę podań między bramkarzem i zawodnikiem gospodarzy zakończył Sebastian Młynarczyk i było 2:0. W 45. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Goryl. Po rykoszecie futbolówka trafiła pod nogi Grzegorza Motora, a ten nie zmarnował szansy.
- Bramkarz Soły chyba nominalnie był zawodnikiem z pola, bo bardzo często wdawał się w dryblingi. Nie wiem, czy z powodu komentarzy z trybun, ale na drugą połowę już nie wyszedł - dodaje Melzer.
Gol na 4:0, zdaniem opiekuna Tempo, na dobre zamknął marzenia Soły o jakimkolwiek korzystnym rezultacie w sobotnie popołudnie. Po bardzo ładnym podaniu Goryla do Ficka rezerwowy Tempo wycofał do Grzegorza Pacygi, a ten podwyższył rezultat. Na 5:0 trafił Goryl. Gospodarze w końcówce zdobyli honorową bramkę. - Bardziej wynikła ona z naszej dekoncentracji. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego żaden z naszych zawodników, a było ich w pobliżu dwóch, nie doskoczył do zawodnika Soły, a ten trafił do naszej bramki - podsumował Maciej Melzer.
Soła Łęki - Tempo Białka 1:5 (0:3)
Gole dla Tempo: Goryl (dwie), Młynarczyk, Motor, Pacyga.
Skład Tempo: Kłapyta - Harańczyk, Marek, Bielarz, Lenik, Drobny, Motor, Pacyga, Puzik (35" Ficek), Goryl, Młynarczyk.
Szczęście się do nich uśmiechnęło (szeroko)
Pierwsze zwycięstwo przed stryszawską publicznością odniósł Jałowiec. Początek meczu szczęśliwy jednak dla Jałowca nie był, bo chociaż to gospodarze byli w tej części stroną przeważającą (jak w całym meczu), to na prowadzenie wyszli goście z Żarek. Do wyrównania doprowadził Piotr Pindel.
W drugiej połowie Jałowiec dalej prowadził grę, lecz nieskuteczność była przez długi moment firmowym znakiem gospodarzy. Do czasu. Indywidualną akcję przeprowadził Grzegorz Jodłowiec, zwiódł dwóch obrońców i strzelił nie do obrony. Na 3:1 podwyższył Kamil Gazurek - z piątki grę wznowił bramkarz Łukasz Kobiałka, Gazurek pognał na spotkanie z golkiperem gości. - Pewnie sędzia odgwizdałby karnego, ale Kamil jeszcze wślizgiem dotknął piłki i ta wpadła do siatki - mówi Krzysztof Jodłowiec.
W końcówce boisko "dla oklasków" opuścił Tomasz Świerkosz. Gdzie zatem to szczęście, skoro wychodzi na to, że mecz był z serii - łatwy, lekki i przyjemny? Żarki nie wykorzystały dwóch rzutów karnych!!! W pierwszej połowie próbę nerwów z zawodnikiem gości wygrał Kobiałka, w drugiej połowie ostemplowany został słupek bramki gospodarzy.
Jałowiec Stryszawa - LKS Żarki 3:1 (1:1)
Gole dla Jałowca: Pindel, G. Jodłowiec, Gazurek.
Skład Jałowca: Kobiałka - K. Jodłowiec, Brytan, Szklarczyk (80" Okrzesik), Iciek, Starowicz, G. Jodłowiec, Głuszek, Gazurek, Świerkosz (89" Janik), Pindel.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/stryszawa30{/gallery} Dagmara
A-KLASA
Szanują punkt
- Remis jest sprawiedliwym rezultatem, chociaż to my stworzyliśmy więcej okazji. Kiedy się przegrywa 2:0 i doprowadza do remisu, trzeba taki punkt szanować. I my to robimy - mówi trener Lachów Lachowice Krzysztof Chorąży.
Pierwsza połowa zakończyła się... czterema niewykorzystanymi szansami dla Lachów i jedną de facto akcją gości, która przyniosła im gola. Po akcji Dawida Kachla z Danielem Kachlem strzał z dystansu pada łupem bramkarza gości. Podanie od Pawła Gacha trafia do Sebastiana Pyrzyka, którego ładne uderzenie z 25. metrów ląduje w rękawicach golkipera z Wysokiej. Pyrzyk z 9. metrów (po podaniu od Szymona Stachnika) strzale prosto w bramkarza. Lac hy były o krok od zdobycia gola w bardzo efektowny sposób - uderzenie przewrotką Gacha świetnie broni bramkarz Relaksu. Goście tymczasem po rozpoczęciu gry z autu i uderzeniem głową przez jednego z zawodników z Wysokiej wyszli na prowadzenie.
Po przerwie Lachy posiadały lekką przewagę, ale jak się popełnia takie błędy, jak przy golu na 2:0, to trudno my śleć o wygranej. Błąd Marcina Chorążego i Łukasza Nowaka wykorzystał zawodnik z Wysokiej i goście prowadzili już dwoma golami.
- Zmieniliśmy ustawienie, jeszcze bardziej agresywnie podeszliśmy do rywala. Podziałało! - przyznał Chorąży.
Kontaktowego gola z rzutu karnego (faul na Pyrzyku) zdobył Chorąży. W 82. minucie najprzytomniej w polu karnym zachował się Mateusz Małysiak i Lachy wyrównały. Więcej goli już jednak nie padło. - Szkoda zwłaszcza dobrej okazji Pyrzyka, który znalazł się oko w oko z bramkarzem gości. Powtórzę jednak, że cieszymy się z tej jednopunktowej zdobyczy - dodał na zakończenie Krzys ztof Chorąży.
Lachy Lachowice - Relaks Wysoka 2:2 (0:1)
Gole dla Lachów: Chorąży (karny), Małysiak.
Skład Lachów: Nowak - Banaś, Chorąży, Kubieniec, M. Gach, Daniel Kachel, Dawid Kachel, Małysiak, P. Gach, Stachnik, Pyrzyk.
Bez obaw
- Obawiałem się tego spotkania, kiedy zobaczyłem młodego sędziego głównego. Na szczęście udźwignął presję i gwizdał bezbłędnie - powiedział po spotkaniu z Łapszami Niżnymi trener Jordana Zdzisław Gacek. Spotkanie zostało rozstrzygnięte już w pierwszej połowie - najpierw strzał Kamila Kołodzieja obronił bramkarz gospodarzy, ale wobec dobitki Michałka Funka był bezradny.
Nie minęło kilkanaście minut, gdy sędzia podyktował rzut karny dla Jordana po zagraniu ręką w polu karnym. Jedenastkę wykorzystał Filip Tyrpa.
- Bardzo szybko zaczęliśmy kontrolować mecz. Dwa zdobyte gole sprawiły, że nic złego nie mogło się nam stać tym bardziej, że dalej dominowaliśmy. Wróciły co prawda nasze stare demony, czyli niewykorzystane okazje (co najmniej po jednej świetnej okazji mieli Paweł Romaniak i Marcin Sochacki), ale z drugiej cieszmy się z wygranej i awansu w tabeli - przyznał Gacek.
KS Łapsze Niżne - Jordan Jordanów 0:2 (0:2)
Gole dla Jordana: Funek, F. Tyrpa (k.)
Skład Jordana: Piosek - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, G. Tyrpa, Paś (75" Rypel), Wójtowicz, Sochacki, Kołodziej, Romaniak, Funek (55" Kowalcze).
Się działo - prosimy o więcej!
Może słowa "to mecz, który przejdzie do historii" są zbyt odważne, ale w niedzielne popołudnie w Juszczynie nikt nie mógł narzekać na nudę. Siedem goli, kilka świetnych parad bramkarzy (brylował w tym zwłaszcza Artur Kachnic z Babiej Góry), masa niewykorzystanych okazji. Tu akurat palmę pierwszeństwa mają zawodnicy Naroża - Tomasz Lipka i Marcin Drobny. Z drugiej strony ten pierwszy zanotował dwie asysty, ten drugi zdobył trzy gole. - Do naszej skuteczności się nie przyczepiajmy. Problemem jest to, że zdobywamy trzy, cztery gole i mecz nie jest wcześniej już rozstrzygnięty - powiedział trener Naroża, Jakub Jeziorski.
Obie drużyny w poprzedniej kolejce przegrały. Babia Góra z Płomieniem Sosnowice, a Naroże w Brodach. Faworyt spotkania był jeden - w sumie przed każdym meczem w tej klasie rozgrywkowej Naroże takim będzie. - Dwóch braci robi w Narożu całą grę. Napastnik przestawiał naszych zawodników jak juniorów. Właśnie doświadczenia brakuje nam najbardziej. Gdybym miał dwóch takich zawodników, inaczej ten mecz by wyglądał - przyznał opiekun Babiej Góry Sławomir Bączek.
Babia Góra po raz kolejny zagrała niezłe zawody, po raz kolejny nie dopisuje jednak do swojego dorobku punktowego żadnej zdobyczy. - Brakuje nam stabilności, nie gramy takim samym ustawieniem mecz po meczu, muszę stosować zbyt wiele roszad - dodał Bączek. Dwie wymuszone kontuzjami zmiany musiał dokonać jeszcze przed przerwą - Kubę Kociołka i Łukasza Mikę zmienili Sebastian Tłok i Roman Barzyczak. Dwójka rezerwowych zapisała się kapitalnie w statystykach - Tłok miał trzy asysty, Barzyczak zdobył dwa gole.
Prowadzenie dla Naroża zapewnił w 15. minucie Marcin Drobny - były napastnik Porońca Poronin, Dalinu Myślenice czy Turbacza Mszana Dolna dopadł szybciej do piłki od Kachnica i go przelobował. Babia Góra chciała szybko odpowiedzieć - pięć minut później na strzał z dystansu zdecydował się Michał Wójtowicz. Piłkę pewnie łapie jednak Michał Fidelus. W 23. minucie Babia Góra mogła doprowadzić do remisu - podanie z głębi pola od Michała Stróżaka trafiło do Przemysława Burligi, ale ten przegrał sytuację sam na sam z Fidelusem. W odpowiedzi Karol Pietrzak "zamknął oczy" przy strzale głową po dośrodkowaniu od Marcina Drobnego i pierwsze oznaki niezadowolenia pojawiły się wśród kibiców gospodarzy. Nie pierwsze, bo Naroże mimo zdobycia ostatecznie czterech goli, zmarnowało kilka "patelni". Chwilę po strzale Pietrzaka, oko w oko z Kachnicem znalazł się Marcin Drobny - górą był bramkarz gości.
Niesamowicie ciekawe były ostatnie minuty pierwszej połowy - Drobny przegrał pojedynek z Kachnicem, kapitalny strzał Pietrzaka zatrzymał się na poprzeczce. Babia Góra nie pozostawała dłużna - dośrodkowanie z lewej strony Michała Chrząszcza w pole karne wyłapał Fidelus, choć tuż za nim gotowy przejęcia piłki i skierowania jej do pustej bramki był Barzyczak (po wejściu na boisko został przesunięty do ataku, nieco do tyłu cofnął się Burliga). W 45. minucie kolejną wrzutkę w pole karne Babiej Góry piąstkuje Kachnic, piłkę przejmuje Wójtowicz i po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów zagrywa na lewo do Tłoka. Pomocnik Babiej Góry dośrodkowuje w pole karne, gdzie wślizgiem całą akcję kończy Barzyczak. Babia Góra doprowadza do wyrównania, kilka chwil później zawodnicy obu drużyn są już w szatniach.
Druga połowa zaczęła się tak samo jak pierwsza - efektownie i z golami. Tym razem nie z jednym, lecz z trzema. Bardzo ładne zagrania z pierwszej piłki Lipki (zmienił kontuzjowanego Dominika Chorążego) trafiły do Marcina Drobnego, który nie zmarnował wybornych okazji. 3:1 i po zawodach? Nic z tych rzeczy! Indywidualna akcja Tłoka, który ograł 3 zawodników Naroża!, podanie do Barzyczaka i Babia Góra łapie kontakt.
Stracony gol spowodował zapewne zwiększenie ciśnienia u zawodników gospodarzy - u kibiców Naroża i szkoleniowca na pewno - i za chwilę znowu zrobiło się gorąco pod bramką Kachnica. Marcin Kryjak i Lipka przegrali pojedynki sam na sam z Kachnicem! - Nie będę mówił, że każdy strzał na Babią Górę to była sytuacja stuprocentowa. Zdobyliśmy jednak cztery gole, powinno ich być dwa razy więcej. Duże brawa należą się Kachnicowi - pochwalił golkipera Babiej Góry Jeziorski.
Po godzinie gry Babia Góra miała rzut wolny z prawej strony. Dośrodkowanie w pole karne Tłoka trafiło do kompletnie niepilnowanego Burligi, a ten strzałem z woleja zdobył premierową bramkę dla suskiej drużyny. - Nie spodziewałem się, że przy prowadzeniu 3:1 zapracujemy sobie na tak nerwową końcówkę! Przy tym golu zachowaliśmy się nieodpowiedzialnie nie tyle jeżeli chodzi o zawodników, co o grę obronną - stwierdził Jeziorski.
Po tym golu tempo spotkania nieco siadło - takich szaleńczych ataków z obu stron już nie było. W 70. minucie Tłok dośrodkował w pole karne z rzutu rożnego i minimalnie nad poprzeczką główkował Artur Rzepka. Po przeciwnej stronie Marcin Drobny znalazł się znowu sam na sam z Kachnicem - bramkarz Babiej Góry sparował piłkę na poprzeczkę. W 77. minucie Marcin Drobny łatwo uciekł dwóm zawodnikom Babiej Góry, wpadł w pole karne i został sfaulowany przez Kachnica. Żółta kartka dla bramkarza gości (jakby była czerwona, nie można by było mieć zastrzeżeń) i jedenastka dla gospodarzy, którą kilka sekund później na gola zamienił Marcin Ferek.
- A-klasowa rzeczywistość jest twarda i nie ma w niej lekko. Nie trzymaliśmy swoich stref przy dwóch straconych golach po przerwie. Byliśmy dziurawi jak ser szwajcarski. Artur Rzepka zagrał ogólnie dobre zawody, ale przy tym karnym, jak zawodnik gospodarzy odwrócił naszą dwójkę będących przy nim piłkarzy... Gdyby był jeden, można by było zrozumieć, ale dwóch... Tak się nie da grać. Popełniliśmy prosty błąd, to boli - stwierdził Bączek.
Po końcowym gwizdku sędziego piłkarze Naroża na środku boiska długo świętowali wygraną, a zawodnicy Babiej Góry udali się do szatni. - Wcale nie uważam, że Babia Góra była najsłabszą drużyną, z którą graliśmy w tym sezonie. To młody zespół, w przebudowie, który ma jednak kilku ciekawych zawodników. Na pewno potrzebują czasu. Mimo tej porażki, powinni jednak po tym meczu w coś uwierzyć - podsumował Jakub Jeziorski.
- Fajnie, że potrafiliśmy się podnieść z wyniku 3:1 na 3:3, ale nie pociągnęliśmy tego dalej. Szkoda, że nie mamy takich doświadczonych zawodników jak bracia Drobni, bo ta młodzież miałaby się od kogo uczyć. Do tego nękają nas kontuzje - naciągnięcia, skręcenia... Za tydzień gramy ze Stanisławianką u siebie, może tam wreszcie zapunktujemy? - zastanawia się Sławomir Bączek.
Naroże Juszczyn - Babia Góra Sucha Beskidzka 4:3 (1:1)
Gole dla Naroża: M. Drobny (trzy). M. Ferek (k.)
Gole dla Babiej Góry: Barzyczak (dwa), Burliga.
Składy:
Naroże: Fidelus - Gąstała (85" Uczniak), Baziński, Kardaś, M. Ferek, R. Drobny, Pietrzak (66" G. Ferek), Kuszyk, Chorąży (46" Lipka), Kryjak (70" Trybała), M. Drobny.
Babia Góra: Kachnic - Rzeźniczak (77" Świerkosz), Rzepka, Stróżak, Chrząszcz, Bałos, Mika (36" Barzyczak), Kociołek (32" Tłok), Pacyga (62" Szarlej), Wójtowicz, Burliga.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/juszczyn30{/gallery}
B-KLASA
Błyskawica Marcówka - Jubilat Izdebnik 3:1
Żal patrzeć
Dziewięć? Nie, to nie pomyłka. Właśnie tyle goli zaaplikował Grom zawodnikom ze Skawicy. - Był to najniższy wymiar kary. Spotkania nie dało się oglądać, stało na bardzo słabym poziomie. Nie wiem, co się dzieje w Huraganie, ale kiepsko to wygląda. Cieszę się, że to nie ja muszę to wszystko układać, bo przez kilka sezonów byłem tam szkoleniowcem i często dostaję propozycję powrotu do Huraganu. To jednak nie mój problem Grają tam dzieci, trochę młodzieży i 2-3 doświadczonych zawodników, którzy nie trenują regularnie - przyznał Stanisław Klimala, opiekun Gromu.
W pewnym momencie Grom prowadził już 9:0 - Huragan w końcówce zdobył honorowego gola, chociaż przy takim wyniku słowo honorowy jest raczej nie na miejscu... Pierwsze pół godziny było, głosem opiekuna Gromu, super nieciekawe. W 35. minucie Grom wznowił grę z autu, piłka spadła pod nogi Tomasza Czubina, który mocnym strzałem z 9. metrów otworzył wynik. Pięć minut później z rzutu wolnego przymierzył Piotr Surmiak, piłka poszybowała nad murem i po raz drugi zatrzepotała w bramce gospodarzy. Na minutę przed końcem pierwszej połowy indywidualna akcja Bartłomieja Kudzi zakończyła się faulem w szesnastce - karnego wykorzystał Piotr Surmiak.
Koncert Gromu trwał w najlepsze, a licznik zatrzymał się na liczbie dziewięć.
Huragan Skawica - Grom Grzechynia 1:9 (0:3)
Gole dla Gromu: Piotr Surmiak (cztery), Czubin (dwie), Kudzia, Urbański, samobójczy.
Skład Gromu: Polak - Dyrcz, Paweł Surmiak, Białończyk, Urbański, Bogacz, M. Surmiak, Ceremuga, Kudzia, Piotr Surmiak, Czubin.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/skawica30{/gallery}
Dąb Sidzina - KS Bystra 4:1
LKS Bieńkówka - Świt Osielec 3:2 (2:1)
Gole dla Bieńkówki: Chromy (trzy).
Skład Bieńkówki: Zając (75" Szczurek) - Wojterski (46" Szczurek), Pęcek, Mruc, Cholewa, Lewandowski, Knapczyk, Sarna, Sałapat, Burliga, Chromy, Gąstała.
Słońce zrobiło swoje
Już po pierwszych minutach spotkania w Zawoi było jasne, że kibiców na trybunach czeka "wakacyjny mecz" i przerwa na opalanie i rozmowy, zamiast intensywnego wpatrywania się w wydarzenia na boisku, była więcej niż wskazana. Watra owszem - miała przewagę, nawet zdecydowaną, lecz oprócz kolejnych kornerów i rzutów wolnych, niewiele z niej wynikało. Do czasu.
Z prawej strony dośrodkował Artur Dyrcz, a akcję celnym strzałem z woleja zakończył Grzegorz Antosiak.
Obraz gry uległ zmianie po przerwie - to Jubilat dążył do odrobienia strat, spotkanie się wyrównało. Zagrożenie dla bramki Watry było jednak znikome, by nie napisać, malutkie. To gospodarze mogli i powinni podwyższyć prowadzenie na 2:0 - Adam Bury nie wykorzystał sytuacji sam na sam z golkiperem gości. Mecz do zapomnienia, ale trzy dla Watry są - i to najbardziej cieszy zawojan.
Watra Zawoja - Olimpia Zebrzydowice 1:0 (1:0)
Gol dla Watry: Antosiak.
Skład Watry: Wróblewski - Stopka, Zięba, Zguda, Basiura, R. Warmuz, Kaczmarczyk, Dyrcz, (70" Kowalski), B. Warmuz (46" Hutniczak), Antosiak, Bury.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/sierpien/zawoja30{/gallery}
Mieli piłkę meczową, przegrali...
- Miałem małe pole manewru w spotkaniu ze Strzelcem. Tylko dwóch zawodników, w tym naszego dotychczasowego bramkarza, a naprawdę to napastnika Mateusza Mikę, wpuściłem na boisko z ławki. Pogoda determinowała poczynania na boisku obu drużyn - przyznał trener Żurawia Jacek Kudzia.
W pierwszej połowie dwa razy skórę Żurawiowi uratował debiutujący w bramce Michał Pająk. W drugiej połowie popełnił jednak błąd - chciał wybić piłkę, ta podskoczyła na nierówności, dopadł do niej zawodnik gospodarzy i Strzelec objął prowadzenie. - Kilka chwil wcześniej Michał Kawończyk nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem Strzelca. Nie zdołaliśmy doprowadzić nawet do remisu - żałował Kudzia.
Strzelec Budzów - Żuraw Krzeszów1:0 (0:0)
Skład Żurawia: Pająk - Talaga, Zawora, Pilarczyk, Nowak, Ćwiertnia, Łuczak, Skrzypek (80" Mika), Wajdzik, Kawończyk, Wójcik (70" Baca).
C-KLASA
Zryw Lanckorona - Tarnawianka Tarnawa 0:1
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze