Reklama


(AKTUALIZACJA) Piłkarski weekend: Niechlubne czwórki Halniaka, Garbarza i Babiej Góry

05/09/2015 17:15

Reprezentacja Polski zagra dziś wieczorem we Frankfurcie z Niemcami, w sobotę startuje Eurobasket - Polska zagra w tym dniu z Bośnią, w niedzielę z Rosją, a w poniedziałek z Francją. Za wielką wodą w US Open walczy Agnieszka Radwańska (dziś zagra wieczorem z Madison Keys). Jutro w Andorze w mistrzostwach świata w kolarstwie MTB wystartuje Paula Gorycka. W Wiśle o kolejny punkty MP walczy Michał Kuśnierz. Jest co oglądać, jest komu kibicować. Emocje nieco mniejszego kalibru (dla niektórych) czekają nas także w nadchodzący weekend na futbolowych boiskach. Czwartoligowcy zagrają na wyjeździe - Garbarz z równie słabą jak on Michałowianką (chociaż ta ma punkt więcej), Halniak z groźnym u siebie (wygrana z Kalwarianka 5:1, remis z Sosnowianką 2:2) Górnikiem Wieliczka. Klątwę własnego boiska chce zdjąć Tempo Białka - okazja całkiem niezła, bo chociaż Skawa jest niepokonana jak na razie (wygrana, 3 remisy), to jednak jest jak najbardziej w zasięgu białczan. Jałowiec zagra na wyjeździe z LKS Bobrek - gole w meczu więcej niż gwarantowane, bo w dwóch spotkaniach na stadionie LKS Bobrek zdobyto 13 goli! Zatem więcej niż nieźle. Pierwszej wygranej poszuka Babia Góra - rywal ku temu bardzo dobry, bo Stanisławianka podobnie jak jej suska odpowiedniczka, okupuje dolne rejony tabeli (punktów ma 3 - wygrała na inaugurację z Orłem Wieprz). Lachy zagrają w meczu przyjaźni w Barwałdzie Górnym. Jordan o mocno nietypowej porze, bo o 11, podejmie rezerwy Podhala Nowy Targ. Całkiem niedawno oba kluby grały w podhalańskiej okręgówce - teraz Jordan jest w klasie A, Podhale Nowy Targ w III-lidze. Naroże musi uważać w Roczynach i nie pozwalać sobie na tak radosną w defensywie grę, jak w spotkaniach z Babią Górą (3 stracone gole) i Cedronem (cztery). Jeśli ten punkt spełnią, to będzie dobrze, bo z przodu na pewno coś strzeli Marcin Drobny. W B-klasie wadowickiej kolejne zatrzęsienie derbowymi spotkaniami - po trzech kolejkach nic w tej lidze pewne nie jest (może za wyjątkiem tego, że Huragan jest rozpaczliwie słaby - zero punktów, 13 goli straconych, 2 zdobyte). Huragan pojedzie do beniaminka z Osielca, który punktów w dorobku ma jeden. Może któraś z drużyn się przełamie i wystartuje do góry? Lider tabeli - Grom Grzechynia podejmie u siebie Watrę (6 pkt). Zapraszamy na stadiony!!!

IV-LIGA

Rozs trzelani

Pierwsza połowa spotkania w Wieliczce nie zapowiadała porażki Halniaka. Na pewno nie w takich rozmiarach. Chociaż drużyna z Makowa Podhalańskiego dwa poprzednie spotkania wygrała (z Wiślanką Grabie i Jutrzenką Giebułtów), nie tracąc w nich żadnej bramki, to jednak w wielu p rzypadkach w obu tych meczach mogła mówić o przysłowiowym, piłkarskim farcie. W Wieliczce fart się nie tyle skończył, co szczęście sprzyjało lepszym.

- Zagraliśmy dwie różne połowy - przyznał trener Halniaka Piotr Stach i nie ukrywał żalu, że po straconym golu niektórzy zawodnicy wątpili, że uda się odmienić losy tej rywalizacji. Czasu było naprawdę sporo. - Nie można nie podjąć próby doprowadzenia do wyrównania. W tygodniu byłem na meczu Górnika z Kalwarianką (w Kalwarii gospodarze wygrali 5:1), rywale byli rozpracowani... Przed nami naprawdę dużo nauki, bo niestety, ale nie wyciągamy wniosków z popełnianych błędów i je powielamy.

Reklama

Górnik Wieliczka - Halniak Maków Podhalański 4:0 (0:0)

Skład Halniaka: Marzec – Konrad Burliga (62" Kacper Burliga), Lozniak, Marut (70" Zając), Lozniak, Gruca, Kozieł, Mokwiński, Dyduch, Król (70" Ryszawy), Szymula (77" Polak), Kmak.

{gallery width="250" height="300" }news/2015/wrzesien/wieliczka5{/gallery}

Katastrofa

Na nic zdały się trzy zmiany przeprowadzone w przerwie w drużynie Garbarza. Gdyby trener Zdzisław Janik mógł, to zrobiłby ich jeszcze więcej. Jakości w drużynie z Zembrzyc jednak nie było i stąd porażka aż 4:0. Po pięciu kolejkach na koncie Garbarza dwa oczka...

Reklama

Michałowianka Michałowice - Garbarz Zembrzyce 4:0 (1:0)

Skład Garbarza: Wieczorek - Sałapatek, Adrian Sadowski, Mitka, Ł. Puda (69" Harańczyk), Tomczak (46" Artur Sadowski), Marek, Chodźko, Kuz (46" Mazanek), S. Puda, Żmudka (46" Natkaniec).

V-LIGA

Nareszcie

- Jest uczucie ulgi, bo wreszcie wygraliśmy na swoim stadionie. Chcemy być w czołówce w tabeli i musimy punktować także u siebie - powiedział trener Tempo Białka Maciej Melzer po wygranym 1:0 spotkaniu ze Skawą Wadowice. Przynajmniej na kilkanaście godzin Tempo znalazło się na szczycie wadowickiej ligi okręgowej!

Reklama

Zmiany, zmiany, zmiany - nie ma łatwego życia trener Melzer, bo dawno się nie zdarzyło, żeby mógł wystawić taki sam skład w dwóch spotkaniach z rzędu. Powody są różne - dziś tylko po cywilnemu zmagania kolegów oglądali m.in. Grzegorz Pacyga i Michał Puzik. "Niezniszczalni" są tylko napastnicy Sebastian Młynarczyk oraz Bartłomiej Goryl, pozostałe formacje są z konieczności rotowane. - Mam wyrównaną kadrę i wszyscy mogą wejść do gry w każdej chwili. Nie martwię się brakiem tych, z których nie mogę skorzystać - mówi tymczasem Melzer.

Pierwsza połowa toczona była pod dyktando gospodarzy, chociaż zamiast 2,3 bramek tylko raz zawodnicy Tempo, konkretnie Bartłomiej Goryl, zmusili bramkarza Skawy do kapitulacji. Po podaniu od Grzegorza Motora, Goryl strzałem w długi róg otworzył wynik. Szanse na podwyższenie wyniku mieli Łukasz Raczek, Goryl, Bartłomiej Ficek i Motor. Szczególnej urody była akcja tego ostatniego, który dostał piłkę na swojej połowie, przebiegł kilkadziesiąt metrów w kierunku bramki gości, mijając po drodze czterech zawodników gości, ale w decydującym momencie piłka podskoczyła na nierówności pomocnikowi Tempo i cała akcja spaliła na panewce.

Reklama

Piłkarze Tempo chyba podświadomie wiedzieli, że najważniejsze w tym spotkaniu są trzy punkty, stąd w drugiej połowie oddali pole gry gościom. W ich składzie wystąpili m.in. dwaj byli gracze Tempo - Klemens Drobniak i Przemysław Gałuszka. Ten drugi w pewnym momencie ustawił piłkę do wykonania rzutu wolnego i liczył, że gospodarze podskoczą w murze, a piłka znajdzie drogę do siatki Piotra Kłapyty. Mówiąc krótko - przeliczył się.

- Skawa dłużej utrzymywała się przy piłce, ale wielkiego zagrożenia z tego powodu pod naszą bramką nie było - mówi Maciej Melzer.

Reklama

Na 2:0 mógł podwyższyć Młynarczyk, który znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości. - Akcja przypominała sytuację Roberta Lewandowskiego w końcówce pierwszej połowy meczu z Niemcami. Tam fantastycznie spisał się Manuel Neuer, a w meczu z nami brawa należą się bramkarzowi Skawy - przyznał opiekun Tempo Białka.

Tempo Białka - Skawa Wadowice 1:0 (1:0)

Gol dla Tempo: Goryl.

Skład: Kłapyta - Harańczyk, Bielarz, Mentel, Woźny, Lenik, Motor, Ficek (75" Kaczmarczyk), Raczek (85" Drobny), Goryl, Młynarczyk.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/wrzesien/bialka5{/gallery}

Reklama

Szalony mecz

Nieprzypadkowo w zapowiedzi kolejki pisaliśmy, że na stadionie LKS Bobrek można w niedzielne popołudnie liczyć na dużą ilość goli. Może 9 to przesada, ale kibice zawiedzeni na pewno nie byli. Zwłaszcza ci ze Stryszawy, bo Jałowiec wygrał ostatecznie 5:4.

Po 20. minutach rezultat spotkania brzmiał 2:2. Dwa gole dla Jałowca (na 1:0 i 2:2) zdobył Tomasz Świerkosz. W końcówce pierwszej połowy wyczyn kolegi z drużyny skopiował Robert Głuszek i wydawało się, że Jałowcowi nic złego w tym spotkaniu nic złego się nie stanie.

Reklama

Tymczasem dwa gole zdobyte przez Przemysława Janika w odstępie kilku minut (60-64. minuta) sprawiły, że wynik był remisowy. Strzelanie w Bobrku zaczął Świerkosz i on też je zakończył. W tym szalonym meczu górą był Jałowiec zwyciężając 5:4. 

LKS Bobrek - Jałowiec Stryszawa 4:5 (2:4)

Gole dla Jałowca: Świerkosz (trzy), Głuszekk (dwie).

Skład Jałowca: Kobiałka – Iciek, Brytan, Jodłowiec, Starowicz, Gazurek, Pindel, G. Jodłowiec, Szklarczyk, Głuszek, Świerkosz.

A-KLASA

Skarceni

Leskowiec Rzyki, Płomień Sosnowice, Naroże Juszczyn i po sobocie - Stanisławianka Stanisław Dolny - jeszcze niedawno Babia Góra szykowała się do spotkań z Sołą Oświęcim, Unią Oświęcim czy derbowych z Jałowcem Stryszawa, Tempo Białka. Po spadku do A-klasy rzeczywistość w suskim klubie jest taka, że cztery wymienione na wstępie drużyny to nowi rywale Babiej Góry i zespoły, które okazały się w sezonie 2015/2016 lepsze od suszan.

Reklama

Wszystkie porażki zostały poniesione jedną bramką. Nawet kiedy Babia Góra przegrywała 3:1 w Juszczynie, potrafiła doprowadzić do wyrównania - cóż jednak z tego, skoro w końcówce straciła gola na 4:3?

Ze Stanisławianką miało być inaczej. Rzut oka na tabelę - Stanisławianka z jedną co prawda wygraną (z Orłem Wieprz, przy okazji - to kolejny rywal Babiej Góry), ale i porażki, dwie, z Astrą Spytkowice i Cedronem Brody.

Doświadczenie - słowo klucz powtarzane przez trenera Sławomira Bączka znowu okazało się kluczowe. Doświadczenie Babiej Góry było dziś albo na trybunach z powodu kontuzji (Łukasz Mika, Tomasz Ścieszka), albo gdzieś indziej (Sebastian Tłok, który tydzień temu asystował przy wszystkich bramkach Babiej Góry). Całe szczęście, że po ubiegłotygodniowych potrafili się „poskładać” Michał Bałos i Kuba Kociołek. "Doświadczenie" Stanisławianki za to grało – sześciu zawodników z rocznika 80 umiejętnościami może nie robiło jakiejś różnicy, ale potrafili (zwłaszcza pokazała to druga połowa) w pewnym momencie „poszanować piłkę”, zagrać kilka podań wzdłuż i wszerz, do przodu, do tyłu.

Reklama

Babia Góra chciała za wszelką cenę strzelić gola. Widać gołym okiem, że zawodnikom ciąży to, że jeszcze nie zdobyli żadnego punktu. O ile do przerwy sytuacji do otwarcia konta bramkowego (z obu stron) było dramatycznie mało (najlepszą miał Piotr Pacyga), o tyle w drugiej szans już kilka było (też z obu stron).

W 55. minucie po faulu na Bałosie z rzutu wolnego w pole karne dośrodkował Pacyga. Po zamieszaniu w polu karnym do piłki dopadł Przemysław Burliga, ale nieznacznie, o centymetry, chybił. Po drugiej stronie pierwsze ostrzeżenia wysłała Stanisławianka – w słupek trafił Wiktor Serwin. Chwilę później na placu gry pojawił się Roman Barzyczak – strzelec dwóch goli w spotkaniu z Narożem został w tym momencie najbardziej wysuniętym napastnikiem.  Nieco do tyłu został wycofany Pacyga.

Reklama

Fatalnie dla Stanisławianki mógł się zakończyć błąd bramkarza Janusza Kajfasza, który popełnił błąd po dośrodkowaniu w pole karne. Piłka spadła pod nogi Pacygi – pomocnik Babiej Góry miał przed sobą pustą bramkę, lecz jego strzał z pierwszej piłki nie trafił do bramki…

Od 70 do 75. minuty Stanisławianka przeprowadziła cztery groźne, bardzo groźne akcje. Najpierw Karol Kołodziej przepchnął Jacka Kudzię, ale w sytuacji sam na sam z Arturem Kachnicem nie tyle bramkarz Babiej Góry wyszedł obronną ręką, co Kołodziej fatalnie przestrzelił. Chwilę później Maciej Odrowąż trafił w słupek, kilkadziesiąt sekund później jeden z zawodników gości strzelił z kilku metrów wysoko nad poprzeczką. Kolejna akcja Stanisławianki zakończyła się już golem – podanie z głębi pola trafiło do Adriana Zabawy, a ten przelobował Kachnica. Inna sprawa, że zawodnik Stanisławianki w momencie podania był na spalonym. Boczny nie nadążył za akcją – był ok. 3-4 metry bliżej środka boiska w kluczowym momencie rozpoczęcia akcji...

Po raz kolejny piłkarze Babiej Góry zostali skarceni za ułańską fantazję. Oczywiście nikt nie zamierzał godzić się z drugą z rzędu porażką na własnym stadionie (do końca meczu pozostało piętnaście minut), ale stuprocentowych okazji Babia Góra już nie stworzyła. Owszem, był strzał (niecelny) z rzutu wolnego Michała Wójtowicza, było mocne uderzenie z 10. metrów Burligi, które poszybowało wysoko nad poprzeczką. Ale nic więcej.

Babia Góra Sucha Beskidzka - Stanisławianka Stanisław 0:1 (0:0)

Gol dla Stanisławianki: Zabawa.

Składy:

Babia Góra: Kachnic - Rzepka, Stróżak, Kudzia, Chrząszcz, Żmuda (46" Bałos), Wójtowicz, Kociołek, Pacyga (85" Szarlej), Świerkosz (65" Barzyczak), Burliga.

Stanisławianka: Kajfasz - Król, Jurek, Kołodziej, Cezar (88" Orgal), Odrowąż, Serwin, Grabek, Rzepka, Góra (70" Zabawa), K. Kołodziej.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/wrzesien/babia5{/gallery}

Miła niespodzianka beniaminka

Może nie start marzenie, bo mimo wszystko taki by był, gdyby po 5 spotkaniach Lachy miały komplet punktów, ale na pewno bardzo, bardzo dobry początek notuje w tym sezonie beniaminek z Lachowic. W tygodniu podopieczni Krzysztofa Chorążego wygrali na ciężkim terenie z Leskowcem Rzyki 2:1, a w sobotę nadspodziewanie gładko pokonali innego beniaminka - Żarka Barwałd Górny 3:0.

Na trybunach przyjaźń, bo kibice obu klubów się lubią. - Razem jeżdżą na spotkania Wisły Kraków - wyjaśnia trener Lachów. Na murawie iskry jednak leciały.

Mecz mógł się świetnie rozpocząć dla gospodarzy, ale strzał Pawła Wilka pod poprzeczkę w dobrym stylu obronił Łukasz Nowak. Po pół godzinie gry wymiana podań między Danielem Kachlem i Dawidem Kachlem zakończyła się podaniem do Krystiana Kubieńca, który otworzył wynik spotkania. Na 2:0, a potem nawet na 3:0, mogli podwyższyć rezultat Paweł Gach (strzał w krótki róg obronił bramkarz) i Daniel Kachel (bramkarz Żarka przepuścił strzał pomocnika Lachów pod brzuchem, ale na jego szczęście piłka wyszła na aut bramkowy).

Najwięcej problemów zawodnikom z Lachowic sprawiał Wilk - tuż po rozpoczęciu drugiej połowy huknął jak z dystansu jak z armaty, ale na szczęście dla gości piłka zatrzymała się na spojeniu słupka z poprzeczką. Po godzinie gry Mateusz Małysiak uruchomił Daniela Kachla, ten nie zmarnował sytuacji jeden na jeden z golkiperem gospodarzy.

Od tego momentu Lachy skupiły się na grze z kontrataku. I właśnie kontry mogły przynieść Lachom kolejne gole - dwie okazje zmarnował Mateusz Kąkol, jedną Kubieniec. Przysłowie mówi, że do trzech razy sztuka, ale zawodnicy z Lachowic delikatnie je zmienili. Czwartej okazji nie zmarnował Daniel Kachel - najpierw ograł obrońcę gospodarzy, potem położył na ziemi bramkarza i skierował piłkę do pustej bramki.

- Wygraliśmy zasłużenie, wysoko. Nie spodziewałem się, że przyjdzie to nam tak łatwo - powiedział po zakończeniu spotkania trener Lachów. Miła niespodzianka, prawda trenerze?

Żarek Barwałd Górny - Lachy Lachowice 0:3 (0:1)

Gole dla Lachów: Daniel Kachel (dwie), Kubieniec.

Skład Lachów: Nowak - Banaś, Chorąży (85" M. Kachel), Kubieniec, M. Gach, Małysiak, Dawid Kachel, Daniel Kachel, P. Gach, Kąkol, Stachnik.

Ostro, twardo, zdecydowanie

Po pierwszych minutach spotkania Jordana z Podhalem nie pytanie czy, ale jaką różnicą bramek, wygra dzisiaj zespół z Jordanowa było stawiane wśród kibiców gospodarzy na trybunach. W pierwszej minucie fantastycznie wypracował sobie sytuację sam na sam z Grzegorzem Antolakiem, Paweł Romaniak, ale trafił w wewnętrzną stronę słupka. Piłka zmierzała nieuchronnie za linię bramkową, ale zdążył wrócić w porę bramkarz i zażegnać niebezpieczeństwo.

Trzy minuty później ponownie w polu karnym gości zamieszał Romaniak. Kiedy już zdecydował się na strzał, padł jak rażony piorunem na ziemię, a sędzia wskazał na rzut rożny. Piłki na pewno nie wybił zawodnik Podhala, więc albo karny, albo żółta kartka dla Romaniaka. Sędzia jednak był najsłabszym ogniwem tego spotkania - działał "na krzyk", dopuszczał do brutalnej momentami gry, a tyle wyzwisk, co usłyszał pod swoim adresem od zawodników obu drużyn, chyba dawno nie przyjął na klatę. Jedna, dwie żółte kartki ostudziłyby z pewnością piłkarzy Jordana i Podhala - to jednak był problem sędziego. I pewnie będzie w kolejnych spotkaniach.

W 5. minucie jak długi musiał wyciągnąć się Antolak po strzale głową Michała Funka. Od tego momentu gra zaczęła się wyrównywać - Jordan już tak zaciekle nie atakował, Podhale także nie kwapiło się z szaleńczymi szarżami, stąd kibice obserwowali głównie boiskowe potyczki w środkowej strefie boiska. Po pół godzinie gry Podhale książkowo wręcz skontrowało gospodarzy. Daniel Anioł podał do Grzegorza Misiury, ale zawodnik Podhala przekombinował, a Adam Piosek nie musiał nawet interweniować. Po pięciu minutach ponownie gorąco zrobiło się w polu karnym Podhala. Adam Wójtowicz posłał piłkę na lewą stronę, gdzie był już Funek. Futbolówka trafiła następnie do Romaniaka, który znowu ograł jak dzieci zawodników gości, ale w momencie strzału piłka odbiła się jeszcze od jednego z zawodników gości i wyszła na róg.

Jordan zaczął mocnym akcentem także drugą połowę. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego świetnie znalazł się w polu karnym Kamil Kołodziej, lecz zamiast strzału z woleja, kibice zobaczyli nieczyste trafienie w piłkę. W 47. minucie po akcji Romaniaka z wprowadzonym po przerwie Krzysztofem Pasiem w poprzeczkę trafił... jeden z piłkarzy Podhala!

Goście odgryźli się w 57. minucie - ładnie z woleja z 12. metrów przymierzył Tomasz Lasyk, lecz Piosek był na posterunku. Chwilę później wyczyn Romaniaka z pierwszej połowy skopiował Kamil Pękala. Napastnik Podhala świetnym balansem ciała położył na murawie dwóch zawodników Jordana i kiedy mógł się tylko zapytać bramkarza gospodarzy, z którego rogu bramki chce wyciągać piłkę, nie trafił w bramkę!!!

Na kwadrans przed końcem spotkania Podhale wyszło na prowadzenie. Anioł podał do Pękali, a ten z 14. metrów oddał mocny, soczysty strzał. Piłka po rękach Pioska zatrzepotała w siatce gospodarzy.

Wielkiego zrywu w obozie Jordana w końcówce nie było. Nie dotrwał do końca meczu najaktywniejszy zawodnik gospodarzy - Romaniak. Ostra interwencja poza polem karnym Antolaka była niczym innym, jak rewanżem za sytuację sprzed kilkunastu minut, gdy to Romaniak w bezsensowny sposób próbował dojść do piłki mimo że ta była już w rękach bramkarza gości. Można powiedzieć, że w tej sytuacji obaj zawodnicy byli kwita. Na boisku to jednak Podhale triumfowało.

Jordan Jordanów - NKP Podhale II Nowy Targ 0:1 (0:1)

Gol dla Podhala: Pękala.

Składy

Jordan: Piosek - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, G. Tyrpa, Wójtowicz, Paś (65" Kowalcze) , Sochacki, Kołodziej, Romaniak (90" Dudek), Funek (46" Ryś).

Podhale: Antolak - P. Mastalski, Kargiel, M. Mastalski, Judasz, Hybel, Misiura, Hajnos, Pękala (89" Leśniakiewicz), Bobek (46" Lasyk), Anioł.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/wrzesien/jordan6{/gallery}

Bilans Naroża - 7 żółtych kartek, ale też 3 gole i 3 punkty

17 żółtych kartek, dwie czerwone - rzadko który sędzia tak chętnie wyciąga kartoniki z kieszeni. Ten w spotkaniu Burza Roczyny - Naroże Juszczyn nie miał z tym większego problemu. - Nie radził sobie z wydarzeniami na boisku. Gotowało się w każdym, gdy widział to, co wyrabiał arbiter. W przerwie musiałem ostro zrugać swoich podopiecznych, żeby się uspokoili - mówi Jakub Jeziorski, trener Naroża Juszczyn.

Ostatecznie piłkarze Naroża z Roczyn wyjechali z siedmioma żółtymi kartkami, ale i trzema punktami. - Niestety nieco na dalszy plan zeszło to, że rozegraliśmy naprawdę dobre zawody. Gdyby nie bramkarz Burzy, mocno zaawansowany wiekowo, wynik byłby wyższy - dodał Jeziorski.

Po kwadransie gry wynik spotkania otworzył Tomasz Lipka. Grzegorz Ferek podał na skrzydło do Marcina Kryjaka, ten ściął do środka i zagrał na 8. metr, skąd celnym uderzeniem popisał się Lipka.

W drugiej połowie Burza doprowadziła do wyrównania po więcej niż bardziej kontrowersyjnym rzucie karnym i rzekomym faulu Michała Fidelusa na znajdującym się na spalonym zawodniku gospodarzy. Naroże na prowadzenie wyprowadził Grzegorz Ferek - rzut rożny wykonywał Marcin Ceremuga, Marcin Drobny zagrał piłkę na 11. metr, gdzie strzałem z woleja nie do obrony popisał się wspomniany Ferek.

Wynik ustalił Marcin Drobny wykorzystując sytuację sam na sam z bramkarzem Burzy.

Burza Roczyny - Naroże Juszczyn 1:3 (0:1)

Gole dla Naroża: Lipka, M. Drobny, G. Ferek.

Skład Naroża: Fidelus - R. Drobny, Ceremuga, Baziński, M. Ferek, Pietrzak, G. Ferek, Kuszyk (80" Uczniak), Kryjak (85" Trybała), Lipka, R. Drobny (89" Kulka)

B-KLASA

Trener gra i to jak

Wydarzeniem spotkania KS Bystra - Żuraw Krzeszów był występ w barwach gospodarzy grającego trenera Marcina Wnętrzaka. Były trener i zawodnik Tempo Białka nosił się z takim zamiarem od dłuższego czasu - w meczu ze Świtem Osielec (3:3) na inaugurację rozgrywek stwierdził, że trudno byłoby mu grać na "przedłużonym orliku", w starciu ze Strzelcem Budzów (1:0) humorystycznie przyznał, że jak "zawali jakąś sytuację, to reszta zes połu mu nie wybaczy". - Na naszym boisku na pewno się pojawię - mówił Wnętrzak i w sobotę 5. września słowa dotrzymał.

Ustawiony w obronie Wnętrzak dyrygował poczynaniami młodszych kolegów. W drugiej linii brylował Michał Bisaga. Na Żurawia Krzeszów - wystarczyło.

Decydujące o losach spotkaniach akcje miały miejsce pod koniec pierwszej połowy. Najpierw z dystansu przymierzył Szymon Sroka, który po podaniu od Bisagi, strzelił nie do obrony. W 44. minucie Michał Wójtowicz wykorzystał gapiostwo jednego z zawodników gości, wyłuskał piłkę i wykorzystał sytuację sam na sam z golkiperem Żurawia.

- W tym momencie zeszło z nas powietrze. Ogólnie mecz był według mnie na remis. Mieliśmy swoje okazje zwłaszcza w drugiej połowie - mam na myśli sytuacje Adriana Piątka - mówi tymczasem opiekun Żurawia Jacek Kudzia.

Gospodarze wygraną zadedykowali swojemu kapitanowi Karolowi Szewczykowi, któremu w dniu meczu urodziła się córka. Dołączamy się do gratulacji :)

KS Bystra - Żuraw Krzeszów 2:0 (2:0)

Gole dla Bystrej: Sroka, Wójtowicz.

Składy:

Bystra: K. Gałka - Kulka, Sroka, Pociąg, Wnętrzak, Basiura (75" Ciapała), Mikołajczyk, A. Gałka (58" Chorąży), Bisaga, Wójtowicz, Szewczyk.

Krzeszów: Pająk - Baca, Zawora, Skrzypek, G. Kawończyk, Łuczak (46" Piątek) ,Wójcik (70" Popielarczyk), M. Kawończyk, Wajdzik, Ćwiertnia, Mika (46" Nowak).

Zawsze ciekawie

Obojętnie, czy Grom gra z B-klasową drużyną, A-klasową, IV-ligową - na pewno można spodziewać się otwartej gry i gradu bramek. Zwłaszcza na boisku w Grzechyni. I jak to w Grzechyni bywa, stałe fragmenty gry są kluczowe.

- Ciężko jest grać mecz na takim boisku. Można się tam czuć jak w klatce. O rozgrywaniu akcji nie ma mowy - mówi Łukasz Stopka, opiekun Watry Zawoja. Co ciekawe, Stopka w drugiej połowie stanął między słupkami w bramce Watry i należał do bohaterów spotkania.

- Łukasz był bramkarzem za czasów gry w Narożu. Potem zaczął grać w obronie. W meczu z nami wyciągnął cztery bardzo groźne sytuacje. Jego decyzja o postawieniu w bramce młodego juniora, a nie Eryka Wróblewskiego spowodowała, że Watra przegrała. Nie wiadomo, jakby się mecz potoczył, gdyby to on stał w bramce od pierwszych minut - powiedział opiekun Gromu Grzechynia, Stanisław Klimala.

- Wróblewski nie zagrał, bo wyjechał do pracy zagranicę - przyznaje Stopka.

Co ciekawe, problem z bramkarzem miał także opiekun Gromu. - Za tydzień Sebastian Krupczak bierze ślub i obawiał się kontuzji - tłumaczy zmianę między słupkami Klimala.

Po pięciu minutach Grom prowadził już 2:0! Najpierw po wznowieniu gry z autu piłka trafiła w plecy Wojciecha Urbańskiego i wpadła do bramki! Chwilę później oskrzydlającą akcję przeprowadził Łukasz Krupczak i podał do Tomasza Czubina, który skierował piłkę do pustej bramki.

Na 3:0 podwyższył Paweł Surmiak - była to kopia akcji, która dała Gromowi prowadzenie 2:0. Różnica była taka, że asystentem był Czubin, akcję zamknął wspomniany Surmiak.

- W tym momencie moim zawodnikom zaczęło się wydawać, że zmasakrują rywala. Poczuliśmy się zbyt pewnie i przestaliśmy grać swoją piłkę - dodaje Klimala.

Watra tymczasem zdobywa pierwszego gola - Radosław Warmuz z rogu 16-stki pokonuje golkipera Gromu. To jednak tylko rozzłościło gospodarzy, którzy przed przerwą zdobyli jeszcze dwa gole. Z autu piłkę wznowił Grzegorz Ceremuga, a Czubin głową po raz drugi w tym spotkaniu wpisał się na listę strzelców. Dzieła zniszczenia, bo gdy zdobywa się piątego gola przed przerwą tak należy to traktować, Watry dopełnił Marcin Surmiak. Pomocnik gospodarzy oddał strzał z 25. metrów, piłka po rykoszecie zatrzepotała w siatce gości.

- Dziwny mecz, bo gra do przerwy była wyrównana. Tymczasem przegrywamy różnicą czterech goli - rozkłada ręce Stopka.

Druga połowa wcale nie rozpoczęła się dla Watry lepiej. Chwilę po pojawieniu się na boiska Wojciecha Palecznego młody zawodnik Gromu dośrodkował w pole karne, a Bartłomiej Kudzia pokonał Stopkę.

- Uznaliśmy, że spotkanie się zakończyło - skwitował Klimala. Od tego czasu strzelała tylko Watra, chociaż Grom oczywiście też miał swoje okazje. Na przeszkodzie stawał jednak Stopka. - Zdobyliśmy trzy gole i mieliśmy kolejne okazje! Mieliśmy poprzeczkę, groźny strzał z rzutu wolnego, sam na sam zmarnował Patyk Mika. Druga połowa dla nas, chociaż Grom takze był groźny - wylicza Stopka.

Grom Grzechynia - Watra Zawoja 6:4 (5:1)

Gole dla Gromu: Czubin (dwie), Urbański, Kudzia, Piotr Surmiak, M. Surmiak.

Gole dla Watry: R. Warmuz, B. Warmuz, Hutniczak, Zięba

Składy:

Grom: Polak - Dyrcz, Białończyk (76" Tokarz), Paweł Surmiak, Urbański (65" Paleczny), Ł. Krupczak (15" Bogacz), Ceremuga (72" Nitoń), M. Surmiak, Kudzia, Czubin, Piotr Surmiak.

Watra: Staszak (46" Mika) - Stopka, Zięba, Basiura, Zguda, B. Warmuz (80" Motowidło), R. Warmuz, Dyrcz, Kaczmarczyk, Bury (60" Hutniczak), Antosiak.

Sprawiedliwie, ale...

Do przerwy to Jubilat prowadził 1:0, ale w drugiej połowie rezerwowy Tomasz Polak wykorzystał zamieszanie w 16-tce gospodarzy i strzałem z woleja doprowadził do wyrównania. Pierwsza połowa dla Jubilata, druga dla Strzelca? - Remis jest sprawiedliwy, chociaż możemy żałować niewykorzystania dwóch, trzech sytuacji w końcówce - mówi trener Strzelca Łukasz Reciak.

- Wynik jest ok, ale gra była daleka od oczekiwań - dodał opiekun drużyny z Budzowa.

Jubilat Izdebnik - Strzelec Budzów 1:1 (1:0)

Gol dla Strzelca: Polak.

Skład Strzelca: J. Gielata - Kwaśniewski (20" Marek Daniel), Kąkol, Burliga, Gałuszka, Klimowski (78" Lasek), Grygiel, D. Gielata, Pieczara (46" P. Gielata) , Trzop (65" Polak), Mateusz Daniel.

Miłe złego początki

Kiedy w 43. minucie pięknym strzałem z szesnastki w samo okienko bramki Szarotki popisał się Marcin Święchowicz i piłka wpadła do siatki wydawało się, że w drugiej połowie Unia przechyli szalę zwycięstwa na swoją korzyść. - Druga połowa zaczęła się od naszych ataków - mówi grający trener Unii Franciszek Gacek. Gola nie zdobyła Unia, ale gracze z Rokicin Podhalańskich. - Na 2:1 straciliśmy bramkę po stałym fragmencie gry - dodaje Gacek.

Gospodarze próbowali atakować, ale kontra w wykonaniu gości, dodajmy skuteczna, ostudziła skutecznie ich zapędy. - Niestety, po raz drugi musimy przełknąć gorycz porażki i to znowu na swoim stadionie - przyznał Gacek.

Unia Naprawa - Szarotka Rokiciny Podhalańskie 1:3 (1:1)

Gol dla Unii: Święchowicz.

Skład Unii: Kania - Ciscoń, Sutor, Nogawka (64" Nowak), Święchowicz, F. Gacek, K. Gacek, Pasiowiec, Matusiak, Kutaj (46" Nowak), Cieżak.

Olimpia Zebrzydowice - Błyskawica Marcówka 0:2

Świt Osielec - Huragan Skawica 4:4 (4:2)

Gole dla Świtu: Malik (trzy), G. Traczyk.

Gole dla Huraganu: D. Pacyga (dwa), M. Pacyga, Smyrak.

Składy:

Świt: K. Traczyk - Guzik, Herman (75" Harynek), Kalemba, Kopacz, Łach (80" Sobinek), Malik, Oleksa, G. Traczyk, W. Traczyk (82" Babik), Wilgierz.

Huragan: Marcin Wojtyczko - Buba, Dyrcz, Góra (60" Kudzia), Kawulak (55" Kuś), Mariusz Pacyga, B. Pacyga, D. Pacyga, Smyrak, K. Wojtyczko, Żywczak.

Dąb Sidzina - LKS Bieńkówka 4:2 (4:2)

Gole dla Bieńkówki: Knapczyk, Sarna.

C-KLASA

Tarnawianka Tarnawa - Chełm Stryszów 3:1

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama