Reklama


(AKTUALIZACJA)Piłkarski weekend: Jałowiec z nowym trenerem, Babia Góra już nie będzie ostatnia?

31/10/2015 15:29

Tylko dziewięć zespołów z naszego powiatu pozostaje jeszcze "w grze" (w sumie to jedenaście, bo w ten weekend w zaległym spotkaniu zagra Błyskawica Marcówka z Gromem Grzechynia). W ten weekend o ligowe punkty powalczy tylko seidem z nich, bo nowotarski PPN (pod którego egidą występuje Jordan Jordanów i Unia Naprawa) na czas świątecznego weekendu nie zaplanował kolejki ligowej. Tydzień temu można było przebierać w meczach, które można było obejrzeć w powiecie suskim. W nadchodzącym tylko Naroże Juszczyn i Lachy Lachowice zagrają u siebie. Tymczasem Halniak pojedzie na mecz do Orła Piaski Wielkie i zapewne znowu będzie musiał obejść się smakiem. Wszystko co najciekawsze w Halniaku wydarzy się w przerwie zimowej, gdy zapewne dojdzie do kolejnej rewolucji w kadrze pierwszej drużyny. Za tydzień też będzie ciekawie, bo Halniak podejmie ostatniego na chwilę obecną (a w ten weekend mogą się zamienić przecież miejscami) Górnika Libiąż. Ale to za tydzień. Poprawy w grze Garbarza też trudno wyczekiwać, ale na pewno podopieczni Zdzisława Janika nie są skazywani na porażkę przed sobotnią wizytą w Zimnodole. Spójnia wygrała w tym sezonie tylko jedno spotkanie u siebie! Po ubiegłotygodniowej porażce piłkarze Garbarza mieli dłuższą rozmowę z trenerem. Może taki wstrząs okaże się pomocny? Debiut w barwach Jałowca na stanowisku trenera zanotuje Szymon Burliga - nowa miotła nie przyniosła jeszcze efektu punktowego w Halniaku, może w Stryszawie się uda? Sokół Przytkowice, podobnie jak wspomniana Spójnia, także zaledwie raz zszedł z własnego boiska jako zwycięzca w tym sezonie. Na korzyść Jałowca przemawia jeszcze powrót do składu pauzujących w poprzednim tygodniu braci Jodłówców - Krzysztofa oraz Grzegorza. Kiedy naprzeciwko siebie stają dwie drużyny z jedną z najniższych liczb straconych goli w lidze (9), jedne z najmniej skutecznych (13 i 11 goli), to wynik remisowy jest najbardziej z prawdopodobnych. O jakie drużyny chodzi? O Tempo Białka i Unię Oświęcim. Starcie tych dwóch zespołów w sobotnie popołudnie w Oświęcimiu. I jeszcze coś przemawiającego za remisowym rozstrzygnięciem - na 5 ostatnich spotkań drużyny z Oświęcimia aż cztery zakończyły się bezbramkowymi remisami. Nie udało się Babiej Górze w poprzedni weekend, może uda się w tym? O co chodzi? O wydostanie się z dna tabeli A-klasy! W przeciwieństwie do Babiej Góry, która jest na fali wznoszącej (2 zwycięstwa, 2 remisy), Żarek notuje gorszy okres (trzy porażki z rzędu). I na koniec Naroże Juszczyn - myśl o awansie nie opuszcza podopiecznych Jakuba Jeziorskiego i opuszczać nie powinna. Runda jesienna powinna na stadionie w Juszczynie zakończyć się dla gospodarzy pomyślnie. Stanisławianka Stanisław potrafiła w tej części sezonu tylko wykorzystać słabość Babiej Góry i wywieźć trzy punkty z Suchej Beskidzkiej. W innych przypadkach, a było ich cztery, wszystkie mecze "do tyłu". Po bardzo dobrym początku rundy w wykonaniu Lachów Lachowic, ostatnie mecz już optymizmem nie napawają. Do Lachowic przyjeżdża lider Cedron Brody. Z drugiej strony każdej drużynie na stadionie w Lachowicach gra się naprawdę ciężko, więc nawet seria pięciu zwycięstw z rzędu Cedronu może się zakończyć w sobotnie popołudniu na obiekcie beniaminka.

IV-LIGA

To idzie (przyjdzie?) młodość

Trener Krzysztof Wądrzyk zapowiedział, że w ostatnich spotkaniach rundy jesiennej szansę gry otrzymają młodsi zawodnicy. Jak zapowiedział, tak zrobił. Co się okazało? Orzeł Piaski Wielkie na chwilę obecną w obojętnie jakiej kombinacji składu Halniak Maków Podhalański by nie zagrał, byłby zdecydowanym faworytem i zapewne sięgnąłby po trzy punkty. Makowianie tymczasem, owszem, przegrali na boisku wicelidera 2:1, ale pokazali się z niezłej strony. A dla takich zawodników jak: Michał Malina, Klaudiusz Bryndza, Mateusz Gruszeczka czy Jacek Bobek możliwość gry w barwach swojego klubu, w którym stawiali kroki w kolejnych grupach wiekowych, aż w końcu zapukali do kadry seniorów, jest po pro stu czymś wyjątkowym, wyczynem. Wiadomo, że to nie oni mają stanowić o sile drużyny, tu z pewnością potrzebni są bardziej doświadczeni zawodnicy (chociaż nie tacy , którzy tydzień wcześniej przyczynili się do rozbicia w A-klasie Lachów Lachowice w meczu Astry Spytkowice, a w przeszłości w Halniaku występowali). Tych najemników, w większości przypadków - doświadczonych najemników, wcale nie musi być jednak jedenastu, o czym chyba przez lata sądzili działacze z Makowa P odhalańskiego.

Reklama

Podobnie jak w Oświęcimiu, także w Krakowie w spotkaniu Orła z Halniakiem zawodnikom towarzyszyła wszędobylska mgła. Na szczęście gra odblaskową piłką nie była potrzebna. To nie był jedyny problem w tym spotkaniu - pierwszy gwizdek sędziego miał nastąpić o 13:30, lecz z powodu odkrytego... kawałka betonu, który przebijał się spod murawy, opóźnił się on o kilka minut. W tym czasie prace konserwacyjne zostały odpowiednio wykonane i zakończone.

Gospodarze prowadzili do przerwy za sprawą trafienia Piotra Wajdy w 20. minucie. Zespół z Makowa mógł jednak schodzić na przerwę z głowami podniesionymi do góry - a gdyby golkiper Orła nie wybronił fantastyczny strzał Bryndzy z 20. metrów, to mógłby je mieć nawet w chmurach.

Reklama

W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie -  gospodarze częściej utrzymywali się przy piłce, a Halniak czekał swoje szanse. I je miał! Michał stanął oko oko z bramkarzem, ale przegrał ten pojedynek. Niebawem dobrą akcję przeprowadzili kolejne "makowskie młodziaki" - wymiana piłki Gruszeczki z Bobkiem także nie przyniosła bramki gościom. Na pięć minut przed zakończeniem spotkania Halniak wreszcie dopiął swego - po rzucie rożnym wykonywanym przez Pawła Kozieła przed polem karnym do piłki dopadł Michał Gruca i nie dał szans na skuteczną interwencję Damianowi Wiśniewskiemu. W tym momencie nie było jednak remisu, lecz 2:1 dla Orła - po godzinie gry gospodarze, za sprawą Szymona Bruzdy podwyższyli rezultat.

Orzeł Piaski Wielkie - Halniak Maków Podhalański 2:1 (1:0)

Reklama

Gol dla Halniaka: Gruca.

Skład Halniaka: Marzec - Gruca,  Lozniak, Marut, Furman, Malina (65" Gruszeczka), Bryndza (60" Bobek), Dyduch, Kozieł, Zając, Polak (80" Burliga).

11 minut, które wstrząsnęły Garbarzem

Plan na przywiezienie punktowej zdobyczy z Zimnodołu legł w gruzach w pierwszej części drugiej połowy. Od 51. do 62. minuty Garbarz stracił trzy gole za sprawą: Daniela Żmudki, Piotra Kasprzyka oraz Tomasza Wdowika. W samej końcówce rozmiary porażki zmniejszył kapitan Garbarza Sławomir Puda.

Reklama

Drużyna z Zembrzyc przywiozła ze spotkań wyjazdowych tylko trzy punkty (wygrana 2:1 w Makowie z Halniakiem Podhalański). Zresztą było to jedyne zwycięstwo Garbarza w tym sezonie! O wiele za mało, jeżeli chce się realnie myśleć o utrzymaniu w IV-lidze.

Spójnia Osiek Zimnodół - Garbarz Zembrzyce 3:1 (0:0)

Gol dla Garbarza: S. Puda.

Skład Garbarza: Wieczorek - Sałapatek, Klauzner, Marek, Harańczyk, Kuz, Kasiński, Sadowski, Natkaniec, Żmudka (46" Burliga), S. Puda.

V-LIGA

Za krótkie zrywy

Rzadko się zdarza, żeby trener dokonał aż czterech zmian w jednym momencie. Trener Maciej Melzer w 65. minucie postanowił w wyjazdowym spotkaniu z Unią Oświęcim zaszaleć. - Chciałem zrobić zmiany już wcześniej, ale zdobyliśmy kontaktowego gola. Kiedy straciliśmy kolejną bramkę, nie musiałem ju ż na nic czekać - wyjaśnia Melzer.

Reklama

Zanim o samym spotkaniu, trzeba wspomnieć o jego co by nie mówić, nieco zwariowanej otoczce. - Wyjeżdżamy z Białki i mamy piękną, bezchmurną pogodę. W okolicach Wadowic zaczęła się mgła, która "towarzyszyła" nam także w trakcie meczu. Graliśmy w takiej scenerii rodem z horrorów, ale w końcu w sobotę było halloween - dodaje Melzer.

Pewnie, gdy by w pierwszym kwadransie Tempo wykorzystało swoje okazje, to obraz meczu byłby zupełnie inny. Właśnie wtedy Michał Puzik po podaniu od Bartłomieja Goryla nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem Unii. Golkiper gospodarzy instynktownie wybił piłkę na rzut rożny. W kolejnej akcji w polu karnym padł Kamil Lenik - przed sobą miał tylko bramkarza Unii. - Jeżeli nie rzut karny, to żółta kartka dla Kamila. Sędzia nie pokazał jednak nic - mówi Melzer.

Reklama

Unia zdobyła gola na 1:0 po błędzie jednego z defensorów Tempo, od którego odbiła się piłka i spadła pod nogi zawodnika gospodarzy. Na raty, ale Piotra Kłapytę pokonał ostatecznie piłkarz Unii. Zespół z Oświęcimia prowadził do przerwy 2:0 po rzucie karnym. - Sytuacja była podobna do tej, która miała miejsce w polu karnym Unii z Kamilem Lenikiem. Wtedy sędzia nie gwizdnął, tym razem tak - przyznał szkoleniowiec gości.

Tempo starało się odpowiedzieć jeszcze przed przerwą. Sebastian Młynarczyk po podaniu Leniku przenosi jednak piłkę nad poprzeczką.

Reklama

Nie przełamali się w pierwszej połowie, musieli to uczynić po przerwie. Piętnaście minut gry w drugiej połowie to bardzo dobra i mądra gra gości. Zdobywają w tym fragmencie także kontaktowego gola - w zamieszaniu podbramkowym najprzytomniej zachowuje się Młynarczyk i jest 2:1. Unia jednak szybko znowu wróciła do dwubramkowego prowadzenia. - Chłopcy dobrze zareagowali, wszyscy walczyli i chcieli odmienić jeszcze losy rywalizacji. Mieliśmy dużo dośrodkowań w pole karne przeciwnika. Najbliższy zdobycia gola był Lenik, ale nie udało się - dodał Maciej Melzer.

Unia Oświęcim - Tempo Białka 3:1 (2:0)

Reklama

Gol dla Tempo: Młynarczyk.

Skład Tempo: Kłapyta - Woźny, Bielarz, Sz. Marek (65" Mentel), M. Marek (65" Harańczyk), Lenik, Motor, Młynarczyk (65" Ficek), Raczek (65" Drobny), Goryl, Puzik.

Burliga zaczął od punktu

Nowy trener, nowe rozdanie, kilka zmian w składzie (choć tych może i było więcej, ale kartki, kontuzje, praca spowodowały, że Jałowiec pojechał na to spotkanie w trzynastoosobowym składzie) i jest punkt. Debiut trenerski Szymona Burligi na ławce trenerskiej drużyny ze Stryszawy należy zapisać na plus. I nie tylko dlatego, że Jałowiec po raz pierwszy od 6. września zapunktował na wyjeździe (wtedy wygrał 5:4 z LKS Bobrek). Burliga dał impuls, tchnął świeżość w poczynania zawodników, a przy tym sam nie starał się na siłę dyrygować swoimi nowymi podopiecznymi i udowadniać, że oto przyszedł cudotwórca. Nie musiał. Zawodnicy sami podeszli poważnie do tematu i chcieli pokazać się nowemu szkoleniowcowi z jak najlepszej strony.

Reklama

Po pięciu minutach na prowadzeniu byli zawodnicy Sokoła, lecz nie minęło dziesięć minut, a Robert Głuszek po raz pierwszy w to sobotnie popołudnie wpisał się na listę strzelców. Z rzutu wolnego dośrodkował Krzysztof Jodłowiec, Głuszek zamknął akcję celnym strzałem głową. Tuż przed przerwą Głuszek zdobył drugiego gola dla Jałowca - zawodnik Jałowca wykorzystał podanie od Tomasza Świerkosza i wślizgiem skierował piłkę do bramki.

W drugiej połowie gra była cały czas otwarta i do końca nie było wiadomo, kto (i czy w ogóle) wygra to spotkanie. Ostatecznie bliżsi ku temu byli zawodnicy z Przytkowic - najpierw doprowadzili do wyrównania, a w samej końcówce punkt Jałowcowi uratował Łukasz Kobiałka popisując się efektowną robinsonadą po strzale z rzutu wolnego Pawła Godawy.

Reklama

Sokół Przytkowice - Jałowiec Stryszawa 2:2 (1:2)

Gole dla Jałowca: Głuszek (dwa).

Skład Jałowca: Kobiałka - Sobinek (75" Śpiewla), Bartyzel, Okrzesik, Gazurek, Głuszek, Jodlowiec, Pindel, Szklarczyk, Świerkosz, Bańdura.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/jalowiec31{/gallery}

A-KLASA

Oliwa sprawiedliwa

Mogli pluć sobie w brody (nie w Cedron) zawodnicy Babiej Góry tydzień temu po spotkaniu z Relaksem Wysoką, kiedy to w ostatnich sekundach meczu po nieprawdopodobnych błędach stracili gola i dwa punkty. Po meczu z Żarkiem Barwałd mogą już się do siebie tylko uśmiechnąć. Wygrana 1:0 z beniaminkiem po trafieniu (więcej niż kuriozalnym, ale o tym poniżej) Tomasza Ścieszki sprawiła, że suszanie nie tylko opuścili ostatnie miejsce w tabeli, ale są już na dziesiątej pozycji.

Od początku meczu suszanie osiągnęli zdecydowaną przewagę. Niestety, chcieli ją udokumentować bramką zdobytą z najbliższej odległości, zamiast decydować się na o wiele prostsze sposoby - np. strzały z dystans u. Tymczasem od 40. minuty Babia Góra musiała radzić sobie w osłabieniu. Czerwoną kartkę zobaczył Łukasz Mika za... przekleństwo pod adresem rywala. Sytuacja wyglądała mniej więcej tak - kapitan Babiej Góry został brutalnie sfaulowany w środku pola, Sędzia był oddalony ok. 20 metrów od tej sytuacji. Kiedy już Mika wstał, powiedział pod adresem swojego "oprawcy" coś w stylu "Chyba cię po...doliło". I co? Czerwień! - Napisałem w pomeczowym protokole, że nie zgadzamy się z tą decyzją. Gdyby tak karać za takie słowa, to chyba żadne spotkanie nie zostałoby dokończone, bo z boiska wylatywaliby kolejni zawod nicy - mówi kierownik Babiej Góry, Marek Banaś.

W drugiej połowie więcej z gry mieli gospodarze, którzy zwietrzyli szansę na trzy punkty. Nie dość, że jej nie wykorzystali, to jeszcze zeszli z boiska pokonani. Na dziesięć minut przed zakończeniem spotkania na strzał z dystansu zdecydował się Michał Wójtowicz. Piłkę chciał wybić jeden z obrońców gospodarzy, ale uczynił to tak niefortunnie, że ta trafiła w kolano wprowadzonego kilka minut wcześniej Ścieszki. "Szybki bilard" i po chwili futbolówka ląduje już w siatce Żarka. Koniec.

Żarek Barwałd Górny - Babia Góra Sucha Beskidzka 0:1 (0:0)

Gol dla Babiej Góry: Ścieszka.

Czerwona kartka: Mika 40"

Skład Babiej Góry: Kachnic - Chrząszcz, Kudzia, Burliga, Szarlej, Bałos (80" Rzepka), Sumera (87" Świerkosz), Mika, Kociołek, Wójtowicz, Choczyński (75" Ścieszka).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/babia32{/gallery}

Po co ma być spokojnie?

Powtórzę się w podsumowaniu spotkania Naroża Juszczyn, bo powtarza się także Naroże. Każdy kibic, który przyjdzie na mecz w Juszczynie może być pewny, że a) nudno nie będzie (to akurat jak najbardziej na plus!!!) b) jeżeli gole nie padną, to sytuacja to ich zdobycia będzie co najmniej pięć (dla gospodarzy) c) "prezent dla drużyny przeciwnej" w którymś momencie na pewno zostanie przekazany.

- Mobilizujemy się w szatni, a jak wychodzimy na boisko to może nie przesypiamy początek spotkania, bo nawet teraz ze Stanisławianką posiadaliśmy zdecydowaną przewagę, lecz no właśnie... - mówi trener Naroża Juszczyn Jakub Jeziorski.

Po 5. minutach gospodarze mogli prowadzić nawet 2:0, lecz za każdym razem świetnie interweniował bramkarz po kolejnych strzałach Tomasza Lipki i Marcina Drobnego. Tymczasem niebawem nadszedł "prezent dla  Stanisławianki". Rafał Drobny chciał zagrać głową do bramkarza Michała  Fidelusa, lecz nie zauważył, że w szesnastce został jeszcze zawodnik gości! Ten przyjął piłkę i skorzystał z wiadomo czego. - Trzeba też mieć szczęście do takiego gola, bo piłkarz gości po poprzedniej akcji poprawił chyba dłużej getry i stad jego obecność w naszej szesnastce. Był tam całkowicie sam - rozkłada ręce Jeziorski.

Do wyrównania doprowadził Marcin Ferek, który wykorzystał rzut karny po faulu na Marcinie Drobnym. Kiedy w drugiej połowie Lipka wykorzystał podanie z głębi pola od Marcina Ferka, minął bramkarza i skierował piłkę do bramki wydawało się, że kolejne gole to tylko kwestia czasu, a gospodarze mogą dopisać sobie kolejne trzy oczka do dorobku punktowego.

- Stanisławianka to był najsłabszy rywal, z którym zmierzyliśmy się w tym sezonie. Powinniśmy zdobyć dwa razy więcej goli, nawet przy stanie 3:1 mieliśmy kolejne świetne okazje do zdobycia czwartej bramki i zapewnienia sobie spokoju - dodał Jeziorski.

Sam gol na 3:1 to dalekie podanie Marcina Ferka do Marcina Drobnego, który z kilku metrów głową pokonał bramkarza Stanisławianki. Niektórzy zawodnicy gości sygnalizowali w tej sytuacji pozycję spaloną napastnika Naroża.

W 86. minucie kapitalnie ze środka pola zagrał piłkę Marcin Kryjak na lewą stronę do Lipki, ten znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości i... - W tym momencie powinniśmy powiedzieć rywalowi dziękuję. Tomek zdecydował się na strzał, który bramkarz ładnie wybronił. To była sytuacja 2 na 1, bo nie pilnowany był Marcin Drobny - mówi Jeziorski.

Zegar wskazywał już doliczony czas gry, kiedy przy linii końcowej boiska jednego z defensorów Naroża ograł zawodnik gości, dośrodkował w pole karne, a tam z kilku metrów popisał się celnym strzałem głową zawodnik Stanisławianki.

Naroże Juszczyn - Stanisławianka Stanisław 3:2 (1:1)

Gole dla Naroża: M. Drobny, Lipka, M. Ferek (k.).

Skład Naroża: Fidelus - Gąstała, R. Drobny, Ceremuga , Baziński, M. Ferek, Trybała (75" G. Ferek), Kuszyk (75" Uczniak), Kryjak (90" Kardaś), Antosiak, M. Drobny, Lipka.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/naroze31{/gallery}

Lachy Lachowice - Cedron Brody 0:8

B-KLASA

Rozpracowani

- Przygotowania do meczu z Marcówką zajęły nam trzy tygodnie. Pracowali zawodnicy, pracował także trener. Widziałem na żywo dwa mecze Błyskawicy z Watrą i Bystrą. Błyskawica to bardzo dobrze ułożony w defensywie zespół, z doświadczonym trenerem i niesamowitym Krzysztofem Rakiem w składzie. W Zawoi Watra przydzieliła mu dwóch "opiekunów". Zrobiliśmy podobnie. Uważam, że to Błyskawica będzie naszym najgroźniejszym rywalem w walce o mistrzostwo B-klasy na wiosnę. Nie Dąb Sidzina, nie Watra ale właśnie Błyskawica - powiedział po zakończonym 1:0 zaległym spotkaniu w B-klasie pomiędzy Błyskawicą Marcówką i Gromem Grzechynia trener lidera Stanisław Klimala.

Wszystko co najlepsze w tym spotkaniu miało miejsce w pierwszej połowie. Bardziej zdeterminowani w odniesieniu zwycięstwa byli goście i to oni stworzyli więcej sytuacji w tej części gry. Brylował w tym zwłaszcza Bartłomiej Kudzia, który był trudny do zatrzymania na lewej flance dla gospodarzy. Gol, czerwona kartka - po trafieniu z rzutu wolnego Piotra Surmiaka goście wyszli na prowadzenie. W tym momencie grali już w osłabieniu bo w 35. minucie z boiska wyleciał Grzegorz Ceremuga. W środku pola starło się trzech zawodników, a najmniej zimnej krwi zachował właśnie Ceremuga, który odepchnął jednego z rywali.

Taktyka na drugą połowę Gromu nikogo nie mogła dziwić. - W ataku dalej grali dwaj zawodnicy - do Piotrka Surmiaka dołączył Kudzia. Ściągnąłem z boiska Tomka Czubina, który przez miesiąc nie trenował i widać było, że to nie ten sam zawodnik, którego znaliśmy z występów, gdy był "w gazie". Zastąpił go 16-letni Mateusz Pająk. W pomocy potrzebny jest zawodnik szybki, którzy dużo walczy. Tomek w sobotę by nam nie pomógł na tej pozycji - wyjaśnia Klimala.

Zatem dwóch zawodników z przodu, reszta z zadaniami defensywnymi - taka taktyka przyniosła Gromowi powodzenie. Błyskawica dłużej utrzymywała się przy piłce, kilka razy wstrzeliwała piłkę w pole karne gości. Bez skutku.

Błyskawica Marcówka - Grom Grzechynia 0:1 (0:1)

Gol dla Gromu: Piotr Surmiak.

Czerwona kartka: Ceremuga (Grom) 35"

Składy:

Błyskawica: Brańka - Kania, Nosal, Paczka, Pasternak, J. Pindel, M. Pindel, Porębski (87" Zgudziak), J. Rak (46" Urbański), K. Rak, Suwada (72" Kasprzycki).

Gromu: Krupczak - Zguda, Białończyk, Paweł Surmiak, Urbański, Dyrcz, Ceremuga, M. Surmiak, Kudzia, Czubin (46" Pająk), Piotr Surmiak.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama