Czy powiedzenie do trzech razy sztuka znajdzie zastosowanie w drużynie Halniaka Maków Podhalański, przekonamy się w niedzielę. Po dwóch porażkach z rzędu Krzysztof Wądrzyk i jego podopieczni z pewnością chcieliby coś dopisać do swojego dorobku punktowego. Na nieszczęście dla Halniaka - Trzebinia Siersza jest wiceliderem... Trudne zadanie czeka także Garbarza, który jedzie do Proszowic do niepokonanej od sześciu kolejek Nowej Proszowianki. Na wyjeździe zagrają dwie, "okręgówkowe" drużyny - Tempo i Jałowiec. Ci pierwsi zawitają na stadion Nadwiślanina Gromiec, który u siebie przegrał tylko na inaugurację z rezerwami Soły Oświęcim, a potem odprawił z kwitkiem m.in. KS Chełmek (3:1) czy Jałowca (5:0!). Drużyna ze Stryszawy jedzie do Osieka - może tam wreszcie podopieczni Krzysztofa Jodłowca w końcu się odblokują? Sytuacje w kolejnych spotkaniach stwarzają, gorzej wygląda ich wykańczanie. Czy zwycięstwem 6:0 z Burzą Roczyny sprzed tygodnia Babia Góra rozpoczęła marsz w górę w tabeli? Zobaczymy w niedzielę w Targanicach. Halniak w tym sezonie jeszcze nie przegrał na własnym stadionie, więc tym ciekawiej zapowiada się to starcie. Zacięły się Lachy, które po bardzo dobrym początku teraz nie potrafią wygrać od pięciu kolejek. Może być z tym problem i w sobotnim spotkaniu z Orłem Wieprz - ta drużyna wygrała pięć ostatnich ligowych spotkań, w których zdobyła czternaście goli i straciła tylko dwa. Naroże pojedzie do beniaminka z Sosnowic. Tydzień temu podopiecznym Jakuba Jeziorskiego trafił się słabszy dzień i szczęśliwie zremisowali u siebie z Rzykami. Kolejna dekoncentracja może mieć dla lidera bardziej bolesne konsekwencje. Na derbowe spotkanie do Rabki pojedzie Jordan Jordanów. Drużyna z Rabki bardzo dzielnie poczyna sobie na własnym obiekcie - porażka na inaugurację z Babią Górą Lipnicą Wielką, a potem same (słownie cztery) zwycięstwa. Jordan pokazał w dwóch ostatnich wyjazdowych spotkaniach, że potrafi być groźny dla każdego. W najciekawszym spotkaniu w B-klasie niepokonana u siebie KS Bystra podejmie Grom Grzechynia. Między sobą zagrają drużyny z miejsc 2-5, czyli Watra Zawoja (4) podejmie Błyskawicę Marcówkę (3), a Dąb Sidzina (2) zmierzy się z Jubilatem Izdebnik. Na fotelu lidera przerwę zimową spędzą zawodnicy Tarnawianki Tarnawy. W sumie, to wolne mają już od 4. października, kiedy to pokonali u siebie Skawę Jaroszowice 5:3.Tydzień temu nie musieli wybiegać nawet na boisko, bo Jastrzębianka nie przyjechała na mecz. A w zaplanowanej na ten weekend 9. kolejce pauzują. Zapraszamy na stadiony!
IV-LIGA
Doliczony czas gry...
Mało znaków na niebie i ziemi przemawiało za Halniakiem w niedzielnym spotkaniu z MKS Trzebinią Sierszą. Gospodarze przegrali dwa spotkania pod wodzą nowego trenera Krzysztofa Wądrzyka - a patrząc na całość rundy jesiennej, tych spotkań przegranych z rzędu było sześć. Po niedzielnym meczu - już siedem. Pocieszeniem dla Halniaka niech będzie fakt, że poprawie uległa gra defensywna, bo za trenera Wądrzyka Halniak przegrywa tylko, albo aż, jednym golem. Trzeba jednak zacząć także coś strzelać.
Przez cały mecz lepsze wrażenie sprawiała drużyna gości. To Trzebinia chciała w pierwszych minutach bardzo szybko rozstrzygnąć losy spotkania. Wtedy to goście stworzyli dwie stuprocentowe okazje, przed przerwą nie wykorzystali jeszcze jednej idealnej szansy do objęcia prowadzenia. Halniak nie grał jednak źle, walczył i szarpał, lecz na zaangażowaniu można niwelować różnice w umiejętnościach "do czasu". Gdyby lepiej ustawiony celownik miał Paweł Piskorz, to już do przerwy Trzebinia prowadziłaby 2:0. Ale nie miał, więc szansa na jakąkolwiek zdobycz punktową od 29. sierpnia dla Halniaka ciągle się tliła. Po przerwie Trzebinia nie miała już takich klarownych okazji, chociaż i tak kiedy już stwarzała okazje, to były one groźniejsze od tych dla gospodarzy. Zegar odliczał czas nieubłaganie i wydawało się, że pierwszy punkt za kadencji Wądrzyka stanie się faktem. Ale się nie stał. W doliczonym czasie gry po kontrowersyjnej decyzji sędziego gości mieli rzut wolny. Pięknie przymierzył wprowadzony w drugiej połowie Przemysław Fraś i goście wygrali. Halniak? Biednemu wiatr w oczy i tyle.
Halniak Maków Podhalański - MKS Trzebinia Siersza 0:1 (0:0)
Skład Halniaka: Marzec - Gruca, Marut, Lozniak, Furman, Kmak (70" Król), Kozieł, Zając, Dyduch, Mokwiński (85" Burliga), Szymula (90" Polak).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/halniak18{/gallery}
Rozdawali prezenty
Na nieszczęście dla Garbarza - opis relacji należy właśnie do ich drużyny. Jak inaczej można opisać fakt, że Garbarz stracił trzy gole w trzy minuty? Co prawda to były bramki wieńczące dzieło, czyli odpowiednio na 3:1, 4:1 i 5:1 w samej końcówce, lecz nawet przetrzebiony kontuzjami skład Garbarza nie powinien do takiej sytuacji doprowadzić.
Do przerwy mecz miał wyrównany przebieg, ale to gospodarze wyszli na prowadzenie. Gol na 2:0 to strata piłki przez Wojciecha Tomczaka i bramka zakończona pięknym strzałem z dystansu. Garbarz zdobył co prawda bramkę kontaktową (honorową) - sędzia podyktował rzut karny po zagraniu piłki ręką, a skutecznym egzekutorem jedenastki okazał się Filip Kasiński.
Garbarz nie miał armat z przodu - nie było braci Sadowskich, nie było Sławomira Pudy. Dopiero we wtorek treningi ma wznowić Wojciech Klauzner - z tego powodu duet środkowych obrońców z Pawłem Markiem stworzył Patryk Mitka. Bo skoro w ataku posucha, to może linię obrony uda się na tyle postawić na nogi, żeby ze Skawinką Skawiną już takich prezentów nie rozdawała?
Nowa Proszowianka - Garbarz Zembrzyce 5:1 (1:0)
Gol dla Garbarza: Kasiński (karny).
Skład Garbarza: Bruzda - Sałapatek, Mitka, Marek, Burliga, Teteruk, Kasiński, Chodźko, Tomczak, Natkaniec, Żmudka.
V-LIGA
Niewielkie to pocieszenie
Problemy ze skutecznością ma w ostatnim czasie Jałowiec Stryszawa. W trzech meczach nie zdobył nawet jednego gola, choć sytuacje do tego oczywiście miał. W sobotę w Osieku wreszcie podopieczni Krzysztofa Jodłowca przełamali się przynajmniej w tej materii - uczynił to konkretnie Robert Głuszek, który nawet dwa razy wpisał się na listę strzelców. Cóż jednak z tego, skoro Brzezina goli zdobyła o trzy więcej?!
Spotkanie w Osieku rozpoczęło się dla Jałowca fatalnie. W pierwszej akcji (4. minuta) Brzezina, konkretnie Tomasz Dubiel, wyszła na prowadzenie. Pięć minut później jeden z defensorów Jałowca zablokował strzał z pola karnego. Kolejny gol wisiał dla gospodarzy w powietrzu - bo chociaż gra w głównej mierze toczyła się w środku pola, to kiedy już dochodziło do sytuacji w polu karnym, miały one miejsce tylko w tym, gdzie w bramce stał Łukasz Kobiałka. W 35. minucie ponownie na listę strzelców wpisał się Dubiel, a pięć minut później ten sam zawodnik został sfaulowany w polu karnym i sędzia wskazał na punkt oddalony o jedenaście metrów od bramki Kobiałki. Skutecznym egzekutorem karnego okazał się Mateusz Gros. W drugiej połowie katem Jałowca okazał się właśnie wspomniany 24-letni Gros - jeszcze dwukrotnie pokonywał bramkarzy Jałowca. Tak bramkarzy - na 4:0 strzał przepuścił Kobiałka, na 5:1 już Daniel Młyński, bo Kobiałka za dwie żółte kartki, i w konsekwencji wiadomo jaką, musiał przedwcześnie udać się do szatni. Jałowiec kończył mecz w dziewiątkę, bo czerwień zobaczył jeszcze Grzegorz Jodłowiec.
Jałowiec oba gole zdobył po stałych fragmentach gry. Za każdym razem celnie akcje finalizował Głuszek. Żadne to pocieszenie - po sobotnich spotkaniach Jałowiec znalazł się na przedostatnim miejscu w tabeli.
Brzezina Osiek - Jałowiec Stryszawa 5:2 (3:0)
Gole dla Jałowca: Głuszek (dwie).
Czerwone kartki dla Jałowca: Kobiałka, G. Jodłowiec.
Skład Jałowca: Kobiałka - Bartyzel (46" Okrzesik), Pindel, K. Jodłowiec, Iciek (76" Młyński), Gazurek, Brytan, G. Jodłowiec, Szwed, Głuszek, Świerkosz
Dwie różne połowy
Do przerwy lepszy był Nadwiślanin (co udokumentował w tej połowie golem), po przerwie lepiej na murawie poczynali sobie goście (ale bez efektu bramkowego). - Po przerwie zmieniliśmy sposób gry o 180 stopni. Można było pomyśleć, że zamieniliśmy się koszulkami z gospodarzami - powiedział trener Tempo Białka Maciej Melzer.
W takich spotkaniach decydują detale, jeden błąd, czasami jeden strzał. - Po serii niewymuszonych błędów Nadwiślanin wyszedł na na prowadzenie. Lepiej wyglądaliśmy po przerwie, ale i tak to gospodarze stworzyli dwie bardziej klarowniejsze sytuacje. Raz piłka przeleciała obok naszej bramki, za drugim razem dobrze interweniował Piotrek Kłapyta - dodaje Melzer.
Tempo tymczasem najlepszą okazję stworzyło w 80. minucie - po dośrodkowaniu Łukasza Raczka do główki wyskoczył w polu karnym Sebastian Młynarczyk wraz z obrońcą gospodarzy. A gdzie piłka? Przeszła obok słupka na aut bramkowy.
Nadwiślanin Gromiec - Tempo Białka 1:0 (1:0)
Skład Tempo: Kłapyta - Harańczyk (60" Puzik), Bielarz, Marek (46" Raczek), Drobny, Motor, Ficek, Lenik, Goryl, Młynarczyk.
A-KLASA
Optymizm gasł
Na początek dobre wieści dla gospodarzy. Między słupki wrócił Łukasz Nowak, do składu Mariusz Gach. Kolejny plus dla Lachów to pierwsza połowa w spotkaniu z Orłem, w którym podopieczni Krzysztofa Chorążego stworzyli kilka dobrych okazji do objęcia prowadzenia . - Po strzał ach Sebastiana Pyrzyka i Szymona Stachnika dobrze interweniował bramkarz gości, na bramkę Orła uderzali też Paweł Gach i Krystian Kubieniec. Ostatnią okazję w tej części gry miał Mariusz Gach, który po rzucie rożnym minimalnie strzelił głową nad poprzeczką - mówi C horąży.
Po przerwie przebieg spotkania się zmienił - to zawodnicy Orła mieli więcej z gry. Pierwsze ostrzeżenie Lachy jeszcze przetrwały - zmierzająca do bramki gospodarzy piłka zatrzymała się... w błocie. Drugie okazało się już zabójcze - błąd popełnił Stachnik, który się poślizgnął i stracił piłkę. Przejął ją zawodnik Orła i popisał się pięknym strzałem z 25. metrów. Piłka odbiła się jeszcze od słupka i zatrzepotała w bramce strzeżonej przez Nowaka.
- Nie mam do chłopaków pretensji, bo zagrali dobre zawody. Orzeł nie grał nie wiadomo jakiej piłki - do przodu i coś się uda strzelić. Okazało się to na nas wystarczające. Goście byli lepsi pod względem fizycznym i wytrzymali kondycyjnie spotkanie. Murawa była trudna, bo nie dość, że cały dzień dzisiaj padał deszcz, to jeszcze do południu trampkarze grali w Lachowicach mecz - wyjaśnia Krzysztof Chorąży.
Lachy Lachowice - Orzeł Wieprz 0:1 (0:0)
Skład Lachów: Nowak - Banaś, M. Gach, Kąkol, Kubieniec, Pyrzyk, P. Gach, Daniel Kachel, Dawid Kachel, Małysiak, Stachnik.
Prowadzić 2:0, przegrać 3:2...
- To był nasz drugi najlepszy mecz w tej rundzie, a mimo to schodzimy z boiska pokonani. Na własne życzenie, bo wynik mogliśmy rozstrzygnąć przed przerwą i na początku drugiej połowy. Straciliśmy dwa gole w minutę, to nie powinno się zdarzyć - mówi Jakub Jeziorski, opiekun Naroża Juszczyn. Porażka z beniaminkiem A-klasy Płomieniem Sosnowice kosztowała drużynę z Juszczyna fotel lidera tej klasy rozgrywkowej.
Bez kilku znaczących zawodników (m.in. Marcina Kryjaka, Pawła Gąstały) musiało radzić sobie Naroże w spotkaniu w Sosnowicach. Zaskoczeniem był występ od pierwszych minut absolutnego debiutanta w seniorach - Filipa Zemlika kosztem m.in. znanego z IV-ligowych boisk w barwach Halniaka Maków Podhalański Marcina Kuszyka. - To była moja decyzja. Filip zagrał całkiem niezłe zawody, chociaż w niektórych momentach widać było brak ogrania. To właśnie on sfaulował zawodnika gospodarzy na linii pola karnego i sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy - podsumował Jeziorski.
- Boisko Płomienia jest naprawdę duże. Czasami nierówne, ale nie przeszkadzało w grze - dodał trener Naroża. Skoro tak, to goście ruszyli od pierwszych minut do ataku. Po ubiegłotygodniowym remisie, w kiepskim stylu, z Leskowcem Rzyki zawodnicy Naroża mieli coś do udowodnienia trenerowi, kibicom, ale przede wszystkim sobie. - Chłopaki byli bojowo nastawieni. Widać było, że walczą z odpowiednim zaangażowaniem. Nie powinniśmy stracić tych punktów - mówi trener Naroża.
W 5. minucie piłka po strzale z bliskiej odległości Tomasza Lipki przechodzi minimalnie obok słupka. Dziesięć minut później Naroże wychodzi na prowadzenie - po dośrodkowaniu Marcina Antosiaka celnym strzałem głową popisuje się Marcin Drobny. Osiem minut później po trójkowej akcji Dominika Chorążego, Drobnego i Grzegorza Ferka ten ostatni jest faulowany w polu karnym i sędzia dyktuje rzut karny. Marcin Ferek trafia w słupek... Były zawodnik Jordana Jordanów bardzo szybko się rehabilituje - kilka minut później z linii końcowej na siódmy metr dośrodkowuje Drobny, a Ferek popisuje się ładnym strzałem. Ten sam zawodnik mógł przed przerwą jeszcze zdobyć jednego gola - w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy górą jest golkiper beniaminka.
Obraz gry nie ulega zmianie - to dalej Naroże nadawało ton wydarzeniom na boisku. W sumie tak było do końcowego gwizdka sędziego, lecz wtedy to gospodarze mieli tylko i wyłącznie powody do zadowolenia. W 50. minucie sytuacji sam na sam z bramkarzem Płomienia nie wykorzystuje Drobny. I nadeszła 60. minuta, kiedy to wspomniany Zemlik fauluje zawodnika gospodarzy. Płomień jedenastkę wykorzystuje. Naroże wznawia grę od środka, Przemysław Baziński chce podać do Chorążego, piłkę przejmują gospodarze i natychmiast posyłają ją w okolice pola karnego Naroża. Tam na 17. metrze ładnie przyjmuje piłkę zawodnik Płomienia i strzałem nie do obrony dla Michała Fidelusa doprowadza do wyrównania!
Szok i załamanie Naroża? Właśnie nie. Goście dalej dążą do zdobycia kolejnych goli - na kwadrans przed końcem spotkania zostają skontrowani i robi się 3:2. Świetnych okazji do odwrócenia losów spotkania nie wykorzystują Drobny, Kuszyk i Lipka. A Marcin Sala obija poprzeczkę bramki Płomienia. Za chwilę, co by nie mówić, sensacyjna wygrana Płomienia staje się faktem.
Płomień Sosnowice - Naroże Juszczyn 3:2 (0:2)
Gole dla Naroża: M. Ferek, Drobny.
Skład Naroża: Fidelus - Baziński, Kulka, Antosiak, M. Ferek,Trybała, G. Ferek (78" Lyvka), Zemlik (63" Kuszyk), Chorąży (70" Sala), Lipka, Drobny.
Młodzież dała radę
Za nami 10. kolejka sezonu w wadowickiej A-klasie, a trener Sławomir Bączek jeszcze ani razu nie wystawił takiej samej jedenastki. Nie dlatego, że nie chciał. Po prostu z różnych powodów nie miał do dyspozycji takiej samej liczby zawodników w dwóch kolejnych meczach.- Jest to chyba ewenement na skalę europejską - przyznaje Bączek.
Do tej pory jednak zawsze trener Babiej Góry mógł liczyć na kilku bardziej doświadczonych zawodników (Artur Kachnic, Jacek Kudzia, Kuba Kociołek, Sebastian Tłok, Robert Listwan, Maciej Żaczek, Roman Barzyczak czy Łukasz Mika), którzy mieli za zadanie służyć wsparciem mniej ogranym nie tyle na poziomie A-klasy, ale w ogóle w piłce seniorskiej. W niedzielę z Targanicach miał tylko na ławce rezerwowych nie w pełni sił Michała Bałosa. - Pewne umiejętności trzeba posiadać i obojętnie czy jest się seniorem, juniorem czy trampkarzem - przyznaje Bączek.
Po wygranej 6:0 z Burzą Roczyny piłkarze Babiej Góry pojechali do Targanic na boisko niepokonanego w tym sezonie u siebie Halniaka. Do przerwy obie drużyny stworzyły po jednej groźnej okazji, które zamieniły na gole - po stronie gości na listę strzelców wpisał się Dawid Choczyński.
- W przerwie nie było nerwowości w szatni. Chcieliśmy grać spokojnie i czekać na to, co zaserwują nam gospodarze. W zależności od wydarzeń na boisku, mieliśmy na nie reagować - wyjaśnia Bączek.
To Halniak pierwszy strzelił gola w drugiej połowię. Niebawem skórę Babiej Góry uratował Mateusz Bubiak, który wybronił groźny strzał z kilku metrów. - Teraz to gdybanie, czy byśmy się podnieśli przegrywając 3:1. Brawa dla Mateusza - dodał Bączek.
Zamiast 3:1 dla Halniaka, nadal gospodarze prowadzili tylko różnicą jednego gola. To się zmieniło po akcji Choczyńskiego, który wyłożył piłkę Michałowi Wójtowiczowi. Gol na 3:2 to zasługa Wójtowicza i Tomasza Szarleja - ten pierwszy poszedł do końca za akcją, wyłuskał futbolówkę od obrońcy gospodarzy, wpadł w pole karne i podał do Szarleja, który nie miał problemów z umieszczeniem jej w bramce. Babia Góra mogła wygrać wyżej - podania od Choczyńskiego nie wykorzystał Dawid Rzeźniczak.
Nie ma jednak co wybrzydzać - liczy się dla suszan to, że odnieśli pierwsze wyjazdowe zwycięstwo i jeżeli za tydzień wygrają z Relaksem Wysoką, to opuszczą strefę spadkową. Dwa tygodnie temu wydawało się to być czymś z gatunku mission impossible.
Halniak Targanice - Babia Góra Sucha Beskidzka 2:3 (1:1)
Gol dla Babiej Góry: Choczyński, Wójtowicz, Szarlej.
Skład Babiej Góry: Bubiak - Chrząszcz, Rzepka, Szarlej, Fortuna (78" Świerkosz), Sumera, Wójtowicz, Rzeźniczak (87" Sajnog), Żmuda (72" Dyduch, 90" Bałos),, Burliga, Choczyński.
Gramy dalej
Jeżeli pogoda pozwoli, to Jordan dopiero 15. listopada zakończy rundę jesienną. Dwie kolejki mają zostać rozegrane awansem jeszcze w 2015 roku. - Dla nas byłoby to dobre rozwiązanie, bo naszymi przeciwnikami będą drużyny z dolnych rejonów tabeli. Za tydzień gramy z ostatnim Wiatrem Ludźmierz, potem, jeżeli aura pozwoli, ze Spiszem Krempachy. O meczu w Rabce już nie myślimy, bo po co? Gramy dalej - mówi trener Jordana Jordanów Zdzisław Gacek. - Żałuję, że nie udało się nam wyjść na prowadzenie na początku meczu, kiedy to Paweł Romaniak znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy - dodał.
Jordan w kwadrans "załatwił" mecz - właśnie w takim odstępie czasu stracił trzy gole. Najpierw po niefrasobliwym wyprowadzeniu piłki akcję rozpoczęły Wierchy wyszły na prowadzenie, następnie po zagraniu piłki ręką Wierchy mają karnego i robi się 2:0. Kolejny gol to niefortunny rykoszet od Marka Hodany, po którym Adamowi Pioskowi nie pozostało nic innego, jak wyciągnąć piłkę z siatki.
- Mimo tych goli, w drugiej połowie stworzyliśmy kilka okazji, które powinniśmy zamienić na bramki. Kamil Kołodziej, Gaweł Tyrpa niestety ich nie wykorzystali. Tymczasem Wierchy za sprawą swojego najlepszego zawodnika Kamila Lupy nas dobiły zdobywając czwartego gola - dodał Gacek.
Warto wspomnieć, że w barwach Wierchów grał były kapitan Cracovii, 42-letni już Piotr Bania i miał udział w dwóch golach dla gospodarzy.
Wierchy Rabka - Jordan Jordanów 4:0 (3:0)
Skład Jordana: Rypel - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, G. Tyrpa, Wójtowicz (77" Niziołek), Kowalcze, Kołodziej, Dudek (58" Ryś), Romaniak, Funek.
B-KLASA
Tęsknota za Czubinem
- Piotrek Surmiak to nasz najskuteczniejszy zawodnik, który bardzo dobrze współpracuje w ataku z Tomkiem Czubinem. W ostatnich dwóch spotkaniach brak Tomka był aż nadto widoczny. Oni najlepiej czują się razem na boisku - powiedział po zremisowanym spotkaniu 1:1 z KS Bystra trener Gromu Grzechynia Stanisław Klimala.
To drugi z rzędu mecz, w którym Czubin nie wystąpił i drugi, w którym lider tabeli dzieli się punktami. Losy spotkania w Bystrej mogły jednak być znane już po 25. minutach. W 4. minucie Piotr Surmiak nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Dariuszem Pustułą, w 15. minucie w ostatniej chwili został zablokowany Rafał Dyrcz, a w 22. ponownie w polu karnym znalazł się Surmiak - ładnie opanował piłkę na 8. metrze, lecz strzelił nieprec yzyjnie. - To były setki. Szkoda, że w tym momencie prowadziliśmy tylko 1:0 - zauważa Klimala.
Grom objął prowadzenie w 20. minucie - strzałem z ostrego kąta popisał się niezawodny Piotr Surmiak. Bystra doprowadziła do wyrównania w 38. minucie - lewą stroną przedarł się Piotr Błachut, wpadł w pole karne i został sfaulowany. Strzał z rzutu karnego Sławomira Basiury obronił SebastianKrupczak, lecz piłka ponownie trafiła, tym razem na głowę, zawodnika gospodarzy. Dobitka okazała się skuteczna.
W drugiej połowie zapał obu drużyn z każdą chwilą gasł, na co wpływ miały na pewno warunki do gry. Nieustannie padający deszcz powodował, że o pięknej grze można było zapomnieć. Zawodnicy często faulowali, spóźniali się z interwencjami ze względu na śliską murawę. Obyło się jednak bez złośliwości. Godne zapamiętania był dwie okazje - strzał z 20. metrów jednego z zawodników gospodarzy, po którym piłka o metr minęła bramkę Krupczaka oraz sytuacja z doliczonego czasu gry, kiedy to po dośrodkowaniu w pole karne fatalnie pomylił się Piotr Surmiak, który nie trafił do pustej już bramki.
- Znowu będą mówić, że Grom grał słabo, a rywal dobrze. To jednak Bystra po końcowym gwizdku cieszyła się z remisu, jakby zdobyła mistrzostwo świata. Na pewno dla nich ten remis jest szczęśliwy. W ostatnim kwadransie gospodarze myśleli tylko o tym, żeby wykopywać piłkę na aut - dodaje szkoleniowiec lidera B-klasy.
KS Bystra - Grom Grzechynia 1:1 (1:1)
Gol dla Bystrej: Basiura.
Gol dla Gromu: Piotr Surmiak.
Składy:
Bystra: Pustuła - Wnętrzak, Mikołajczyk, Kulka, Sroka, Gałka (80" Chorąży), Szewczyk, Błachut (70" Ciapała), Wójtowicz, Basiura, Bisaga.
Grom: Krupczak - Zguda, Białończyk, Urbański, Paweł Surmiak, Bogacz, Marcin Surmiak, Ceremuga, Kudzia, Piotr Surmiak, Dyrcz.
Królestwo za napastnika
O meczach Unii Naprawa w tym sezonie można powiedzieć wiele - że zespół gra w kratkę, przegrywa wygrane zdawałoby się mecze, wreszcie, że zawodnicy z Naprawy wolą "zagrać Barcelonę" i wjechać z piłką do bramki niż zdobyć gola po niekoniecznie koronkowej akcji. Na pewno na meczach Unii nudno nie jest. Nie inaczej było w niedzielę w spotkaniu z Gromem Morawczyna.
- Gramy fajną piłkę, ale jesteśmy nieskuteczni. Sami prowokujemy nerwowe sytuacje. Z jednej strony można to usprawiedliwaić tym, że mamy naprawdę młody zespół. Trzech zawodników ma ponad 30 lat, ale pozostali są w granicach 18-20 lat. Na treningach wszystko im wychodzi, przychodzi mecz i się męczymy. Musimy stworzyć trzy, cztery razy więcej okazji niż rywal, żeby zdobyć gola - mówi trener Unii Franciszek Gacek.
Przez całe dziewięćdziesiąt minut to Unia posiadała przewagę i atakowała. 16-letni Mateusz Masłowski trafił w poprzeczkę, dwóch świetnych okazji nie wykorzystał Robert Flaga. - Na treningach Robert jest świetny i mija nas jak slalomowe tyczki. Przychodzi mecz i "nie jest sobą". Chłopaki się śmieją, że się zaciął po niestrzelonym rzucie karnym z Koroną Piekielnik i nie może się odblokować - dodaje Gacek.
Jedynego gola dla Unii przed przerwą zdobył Paweł Cieżak - z dystansu przymierzył Masłowski, piłkę wypluł przed siebie Krzysztof Stopa, a ta spadła pod nogi Cieżaka. - Zaczęliśmy krzyczeć z ławki - strzelaj i posłuchał (śmiech). Przelobował bramkarza, a stojący na linii bramkowej zawodnicy nie sięgnęli piłki - opisuje pierwszego gola dla Unii Gacek.
Po przerwie koncert marnowania dogodnych sytuacji w wykonaniu gospodarzy trwał w najlepsze. - Bramkostrzelny napastnik jest nam potrzebny od zaraz - mówi Gacek.
Widząc momentami dużą nieporadność gospodarzy, odważniej zaczął grać Grom. Odważniej, czyli w ich przypadku starał się zagrywać długie piłki do grających ofensywnie Michała Cisonia czy Piotra Błachuta. Kilka razy zawodnicy Gromu byli łapani na ofsajdach, co im się nie podobało - z powodu zbyt głośnego nie zgadzania się z kolejnymi decyzjami sędziego, Jan Błachuta i Piotr Błachuta obejrzeli żółte kartki.
Kiedy w 73. minucie Dawid Mastela wykorzystał dobre podanie z głębi pola i nie pomylił się w sytuacji sam na sam ze Stopą wydawało się, że jest już po zawodach. Grom grał jednak do końca - w doliczonym czasie gry sędzia podyktował rzut karny za zagranie ręką w polu karnym jednego z zawodników Unii i goście mogli zdobyć kontaktowego gola. Tak też uczynili - konkretniej to jedenastkę wykorzystał Bartłomiej Antolec. Na nic więcej Gromu nie było jednak stać.
Unia Naprawa - Grom Morawczyna 2:1 (1:0)
Gole dla Unii: Cieżak, Mastela.
Gol dla Gromu: Antolec.
Składy
Unia: Kania - Ciscoń, Mirek, Nowak, Sutor (75" Nogawka), Masłowski, Gacek (55" Pasiowiec), Panek, Flaga, Cieżak (82" Molus), Mastela.
Grom: Stopa - Myrda, J. Błachuta, P. Błachuta, J. Błachuta, Chałupka, Antolec, Hrapkowicz, M. Cisoń, G. Cisoń, S. Cisoń.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/unia18{/gallery}
Zamiast relacji odcinek drugi
Po raz drugi z rzędu zamiast zająć się wydarzeniami na boisku w spotkaniu Świtu z Olimpią Zebrzydowice oddajemy głos szkoleniowcowi (chyba już niebawem będzie można dopisać przedrostek do szkoleniowca - ex) gospodarzy Witoldowi Romanowskiego. - Po ostatnim meczu w rundzie zawodnicy będą musieli uderzyć się w piersi i zadeklarować, co dalej. Czy zamierzają ciągnąć ten wózek, czy ich weekendową odskocznią będzie bar i gra na orliku? Jednocześnie będzie to oznaczało, że klub Świt Osielec zniknie z mapy - prognozuje Romanowski.
- Jeżeli nic się nie zmieni, to po rundzie jesiennej klub zostanie wycofany z rozgrywek. Wstydem jest, żeby na własnym boisku na kwadrans przed zawodami było 9 osób! Wioska Osielec liczy 3 tys osób i wstydem jest nie uzbierać 20 zawodników. P odejście niektórych anty piłkarzy, którzy wcześniej deklarowali chęć gry, jest żenujące. Nastały dziwne czasy, kiedy 19-latek, który bez problemu mógłby grać, woli siedzieć i trzymać za rączkę pierwszą dziewczynę. A poza tym swoje robi ta przeklęta liga amatorska, tutaj również muszą się zmienić regulaminy. Nie wyobrażam sobie, że 19-latek woli grać na orliku i większą frajdę sprawia mu, chociaż nie do końca, wygrywanie z 40-latkami. Na pewno zarząd po rundzie jesiennej będzie miał ciężki orzech do zgryzienia. Mam nadzieje, że klub się podniesie. Jeżeli czarny scenariusz się ziści, to najbardziej będzie żal tych ludzi, którzy przez tyle lat byli mocno zaangażowani w życie klubu - dodaje Witold Romanowski.
Świt Osielec - Olimpia Zebrzydowice 1:4 (0:2)
Gol dla Świtu: Oleksa.
Skład Świtu: W. Traczyk - Łach, Bachul, Herman, Motor (46" Guzik), G. Traczyk, Kopacz, Oleksa, Kalemba, Malik , Gancarz.
Podziękowanie dla Sitarza
Na początek bardzo niecodzienna sytuacja jak ma warunki nie tylko B-klasy (A-klasy, okręgówki, IV-ligi też). Trener Dębu Sidzina Mariusz Zawiła miał do dyspozycji na mecz z Jubilatem Izdebnik, UWAGA, 21 zawodników!!! Z tego powodu nie wpisał siebie do protokołu meczowego, a dwóch piłkarzy odesłał na trybuny! Pewnie teraz wielu zawodników i trenerów czytających tą relację kręci głową z niedowierzania. Słusznie.
- W poprzednim sezonie walczyliśmy o utrzymanie do ostatnich kolejek, teraz jesteśmy w czubie tabeli. Zobaczymy, co się wydarzy w przerwie zimowej i jakie sobie wyznaczymy wtedy cele - mówi trener Dębu Sidzina.
Zanim nadejdzie nowy okres przygotowawczy, Dąb czekało spotkanie z Jubilatem Izdebnik. Do niedzielnego popołudnia Dąb miał na koncie cztery zwycięstwa i głównie dzięki tej zdobyczy plasował się na pozycji wicelidera. Z Izdebnikiem gospodarze nie zagrali wielkiego mecz, lecz i tak stworzyli w każdej minucie dwie wyborne sytuacje. Najpierw Sławomir Pastwa za bardzo się "podpalił" i mając naprzeciwko siebie tylko bramkarza rywali, zdecydował się na mocny strzał. Na tyle mocny, że piłka minęła bramkę gości! - Szkoda, że nie zachował w tej sytuacji więcej spokoju. Techniczny strzał w obojętnie który róg załatwiłby sprawę - mówi Zawiła.
Po przerwie podania od Mariusza Lipy nie wykorzystał rezerwowy Mateusz Kulka. Ostatnie 20 minut goście kończyli w dziesiątkę. Myliby się jednak ten który sądził, że od tego momentu Dąb przeprowadzał raz po raz huraganowe ataki na bramkę przybyszów z Izdebnika. - Owszem, poszliśmy do ataku, ale zapomnieliśmy o obronie. Goście nas dwukrotnie skontrowali i znaleźli się sam na sam z Pawłem Sitarzem. Nie ma co ukrywać - Paweł uratował nam dwa razy skórę - dodał Mariusz Zawiła.
Dąb Sidzina - Jubilat Izdebnik 0:0
Skład Dębu: Sitarz - J. Kostka, P. Kostka, Korbel, Gałka (60" Kulka), Jaromin, Malada, Szpak (88" Sutor), Czarny (70" Hanzel), Pastwa, Lipa.
Niedosyt razy dwa
Zarówno Jarosław Gąstała jak i Jacek Kudzia żałowali, że to ich drużyna nie przechyliła szali zwycięstwa na swoją korzyść. - Żuraw gra ciekawą piłkę i widać, że Jacek dobrze chłopaków poustawiał. Mecz należy jednak ocenić w kategorii straty dwóch punktów a nie zdobycia jednego - mówi Gąstała.
Żuraw wyszedł na prowadzenie po uderzeniu z rzutu wolnego (faulowany był Bartosz Targosz) niezawodnego Krzysztofa Ćwiertni. - Byliśmy lepszą drużyną w pierwszej połowie. Oprócz gola dobrych okazji nie wykorzystali po kontrach Paweł Wajdzik i Józef Łuczak - przyznaje opiekun Żurawia. Warto dodać, że swoje szanse miała także Bieńkówka w tej części gry - Krystian Burliga, Grzegorz Sałapat nie wpisali się jednak na listę strzelców.
Zadowolony z prowadzenia zespół z Krzeszowa skupił się w drugiej połowie na utrzymaniu korzystnego wyniku. Nietrudno zgadnąć, jak taka taktyka się zakończyła. Po dośrodkowaniu Daniela Lewandowskiego celnym strzałem głową popisał się Tomasz Chromy.
- W ostatnich dwudziestu minutach na boisku było nerwowo, z obu stron - podsumował Kudzia.
- Od momentu zdobycia wyrównującego gola przejęliśmy całkowicie kontrolę nad meczem i co chwile próbowaliśmy przechylić zwycięstwo na swoją korzyść. Jednak jak nie bramkarz, to bardzo dobrze interweniowali obrońcy Krzeszowa - powiedział Jarosław Gąstała.
LKS Bieńkówka - Żuraw Krzeszów 1:1 (0:1)
Gol dla Bieńkówki: Chromy.
Gol dla Żurawia: Ćwiertnia.
Składy:
Bieńkówka: Zając - Cholewa, Pęcek, Sarna, Lewandowski, Knapczyk, Ciuś, Burliga, Klimowski, Sałapat, Chromy.
Żuraw: Pająk - Zawora, G. Kawończyk, Skrzypek, Pilarczyk, Talaga, Ćwiertnia, M. Kawończyk, Nowak, Wajdzik, Targosz.
Gdyby, gdyby
Gdyby trener Dawid Góra miał zawsze do do dyspozycji tych zawodników, którzy wystąpili w spotkaniu ze Strzelcem Budzów, to Huragan na pewno nie zajmowałby miejsca w tabeli, które aktualnie zajmuje. Gdyby... Postacią numer jeden w barwach drużyny ze Skawicy był Michał Pacyga - znany z występów w Babiej Górze zawodnik robił jakże popularną w wypowiedziach wielu zawodników i trenerów na całym świecie, różnicę. Gdyby...
Huragan Skawica - Strzelec Budzów 3:2 (2:1)
Gole dla Huragana: M. Pacyga, S. Pacyga, Góra.
Gole dla Strzelca: Gołuszka, Sikończyk (sam.).
Składy:
Huragan: Sikończyk, Dyrcz, Buba, Żywczak, B. Pacyga, S. Pacyga, D. Pacyga, S. Pacyga, Wojtyczko, M. Pacyga (70" Kudzia), Góra.
Strzelec: J. Gielata - Kwaśniowski, Marek Daniel, Mateusz Daniel, Trzop (46" Burliga), Gałuszka, D. Gielata, Grygiel (59" Rzadek), Klimowski, Krzystań (69" Pieczara), Reciak,
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/skawica18{/gallery}
Taktyka była prosta
- Wiadomo, że najlepszym zawodnikiem Błyskawicy jest Krzysiek Rak. Otrzymał plastra i nie mógł wiele zdziałać - powiedział grający trener Watry Zawoi Łukasz Stopka. I tak w skrócie można opisać niedzielny mecz Watry z Błyskawicą. Były zawodnik Babiej Góry, który jeszcze kilka miesięcy temu zdobywał gole na boiskach okręgówki, nie mógł wiele zdziałać w niedzielne popołudnie na boisku w Zawoi.
Najpierw Rakiem "opiekował się" Tomasz Kaczmarczyk. Kiedy poszedł do ataku, "funkcję" tą przejął Stopka. Bohaterem spotkania w Zawoi nie został zatem Rak, ale Patryk Mika. Napastnik Watry zdobył wszystkie gole dla gospodarzy. Tydzień temu Watra wygrała z KS Bystra 4:0, teraz o jednego gola mniej (przy zachowaniu czystego konta), wbiła Błyskawicy. - Spotkania były do siebie podobne, chociaż spośród tych dwóch rywali, groźniejsza była Bystra. Marcówka nie stworzyła w trakcie meczu żadnej stuprocentowej okazji - dodaje Stopka.
W 40. minucie po dośrodkowaniu Mariusza Antosiaka celnym strzałem głową z 6. metrów Mika otwiera wynik spotkania. Ten sam zawodnik, już w drugiej połowie, a dokładnie w 75. minucie, wykorzystał podanie od Bartłomieja Listwana i z 10. metrów nie daje szans Konradowi Brańce. Asystę przy bramce Miki na 3:0 zanotował ponownie Mariusz Antosiak. Wygrana gospodarzy mogła być jeszcze bardziej okazała, lecz przy stanie 1:0 po jednej z akcji Watry gości uratował słupek.
Watra Zawoja - Błyskawica Marcówka 3:0 (1:0)
Gole dla Watry: Mika (trzy).
Składy:
Watra: Wolski - Zięba, Stopka, Basiura, Zguda, M. Antosiak, G. Antosiak, Kaczmarczyk, Dyrcz (60" Listwan), Bury, Mika.
Błyskawica: Brańka – J. Pindel, Paczka, J. Rak (75" Pilch), Kania, J. Pindel, Nosal, Rak, Kasprzycki (50" Zgudziak), Pasternak, Karcz (46" Urbański), K. Rak.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/zawoja18{/gallery}
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze