Koniec, finisz, the end - dobór słów jest dowolny na zbliżający się weekend 14-15. listopada 2015. Trzy pierwsze zwroty odnoszą się do zmagań ligowych, bo Garbarza Zembrzyce czekać może jeszcze spotkanie z MKS Trzebinią Sierszą w półfinale Pucharu Polski na szczeblu Małopolski Zachodniej (21. listopada, godz. 13, Zembrzyce - jak pogoda dopisze, to zagrają). Skoro od Garbarza zaczęliśmy - w sobotę zakończy bardzo słabą rundę wyjazdowym meczem z Jutrzenką Giebułtów. Szanse na zdobycz punktowe dla podopiecznych Zdzisława Janika są niestety znikome - Jutrzenka, oprócz porażki przed tygodniem w Kleczy 2:0, wygrała pięć poprzednich spotkań. Drugi z naszych czwartoligowców - Halniak pojedzie do Proszowic. Tydzień temu eksperyment z młodzieżą wypalił, że hej i drużyna z Makowa wygrała z Górnikiem Libiąż aż 4:0. Jak zapowiada trener Krzysztof Wądrzyk - eksperymentowanie będzie trwać, więc również w Proszowicach należy spodziewać się występu makowskiej młodzieży (tym bardziej, że Oleksandr Lozniak i Kamil Dyduch będą pauzować za kartki). Jaki to przyniesie skutek, odpowiedź już w niedzielę. W ten weekend pierwszą odsłonę sezonu kończą również piątoligowcy. Tempo zagra na wyjeździe z Brzeziną Osiek. W meczu wyrównanych drużyn więcej szans przyznaje się zawsze gospodarzowi. Z drugiej strony jeżeli Michał Puzik znowu "poczaruje" i zapragnie asystować (tydzień temu uczynił to trzykrotnie) to jego kolegom nie pozostanie nic innego jak tylko trafiać do bramki. Jałowiec kończy 2015 rok spotkaniem w Stryszawie. Będzie to debiut dla Szymona Burligi w roli szkoleniowca przed stryszawską publicznością. Do tej pory w roli sternika Jałowca nie przegrywa - za nim dwa remisy. Może czas na pierwsze zwycięstwo? I na koniec Jordan Jordanów, który zagra na wyjeździe ze Skałką Rogoźnik. Emocje gwarantowane, jeżeli nie emocje to wiele bramek - Skałka wiele goli strzela (37), ale jeszcze więcej traci (44). Dla grającego z kontry Jordana to może być przysłowiowa woda na młyn.
IV-LIGA
Tradycyjnie...
Ostatnie dwie wizyty Garbarza kończyły się porażkami dla drużyny z Zembrzyc i nie inaczej było podczas ostatniej kolejki rundy jesiennej sezonu 2014/2015. Ale kiedy się traci dwa gole w dwie minuty - jeden po gapiostwie przy rzucie wolnym, drugi po rykoszecie to trudno wierzyć w końcowy sukces.
Trener Zdzisław Janik zdawał sobie sprawę z siły skrzydłowych Jutrzenki i nieco eksperymentalnie ustawił linię defensywną. Skrajnymi obrońcami byli Barłomiej Sałapatek i Paweł Marek, a duet środkowych obrońców tworzyli Wojciech Klauzner i Adrian Sadowski. Do 25. minuty nowe ustawienie zdawało egzamin - Jutrzenka była oczywiście częściej przy piłce, posiadała optyczną przewagę, lecz wiele z niej (czytaj - zagrożenia pod bramką Garbarza, nie wynikało). Wtedy Jutrzenka zdobyła pierwszego gola, następnie dołożyła drugie trafienie. Garbarza od wyższej porażki w tej części gry uratowała poprzeczka po strzale głową znanego z występów w Halniaku Maków Podhalański Szymona Kiwackiego. Garbarz także starał się coś strzelić - Sławomir Puda przymierzył z dystansu (ale obok bramki), a uderzenie nożycami Tymoteusza Chodźki na rzut rożny wybił bramkarz Jutrzenki. Zawodnik Garbarza mógł tylko żałować, że piłka po jego strzale poszybowała prosto w środek bramki...
Warto dodać, że w pierwszej połowie Garbarz miał nieco ułatwione zadanie (a może to Jutrzenka miała gorzej) z powodu silnego wiatru - goście z Zembrzyc grali właśnie z wiatrem. W drugiej połowie role się odwróciły - Garbarz musiał przeprowadzać ataki po ziemi, bo gra górą i dośrodkowania nie miała większego sensu (właśnie z powodu wspomnianego wcześniej wiatru). Trzeba jednak uczciwie przyznać, że do takiej gry trzeba mieć naprawdę wysokie umiejętności techniczne. W tym spotkaniu w tej kwestii górą byli jednak gospodarze. Garbarz w doliczonym czasie gry zdobył kontaktowo-honorową bramkę. Po faulu w polu karnym na Michale Harańczyku jedenastkę wykorzystał Filip Kasiński. Na więcej Garbarzowi nie starczyło czasu i umiejętności.
Jutrzenka Giebułtów - Garbarz Zembrzyce 2:1 (2:0)
Gol dla Garbarza: Kasiński (k.)
Skład Garbarza: Wieczorek - Sałapatek, Adrian Sadowski (46" Ł. Puda), Klazuzner, Marek, Tomczak (75" Harańczyk), Kasiński, Chodźko (85" Żmudka), Artur Sadowski, S. Puda, Teteruk (70" Kuz).
Przypadek? Już nie
Czy wygrana przed tygodniem 4:0 z Górnikiem Libiąż była przypadkiem i trener Krzysztof Wądrzyk dalej będzie odważnie stawiał na młodych zawodników? To niejedyne pytania, jakie przed ostatnim w tym roku kalendarzowym spotkaniu Halniaka Maków Podhalański mogli sobie stawiać kibice makowskiej drużyny. Kolejne to takie, jak poradzi sobie drużyna bez dwóch podstawowych zawodników - Oleksandra Lozniaka i Kamila Dyducha. Dopisując do tego grona Macieja Furmana, który mimo młodego wieku już na stałe zadomowił się w wyjściowej jedenastce Halniaka, mamy już trzech ważnych nieobecnych.
Zarówno Halniak, jak i Nowa Proszowianka, nie lubią swoich spotkań kończyć remisami. Halniak w tej statystce ma zero na koncie, Nowa Proszowianka z kolei co prawda cztery, ale tylko jeden w meczu na swoim stadionie.
Od początku spotkania zaznaczyła się przewaga gospodarzy. Brało się to też z taktyki Halniaka, który nie przyjechał grać na hura do przodu, lecz spokojnie czekać na swoje szansy z kontry. Gospodarze tymczasem starali się zmusić do kapitulacji Filipa Rechula stwarzając zagrożenia w polu karnym Halniaka głównie po stałych fragmentach gry - rzutach rożnych czy wolnych. Rechul jednak nie zawodził, na dodatek miał przed sobą bardzo pewnie i mocno skonsolidowaną linię defensywy.
Z biegiem czasu Halniak zaczął coraz śmielej przedostawać się na połowę Proszowianki. I objął w pierwszej połowie prowadzenie - po filmowej akcji całego zespołu i wymianie kilku podań z rzędu z głębi pola została zagrana prostopadle piłka do Jacka Bobka, ten wygrał pojedynek z golkiperem gospodarzy i zdobył gola. Kilka minut później Bobek mógł po raz drugi wpisać się na listę strzelców - jego uderzenie z 30. metrów minimalnie minęło światło bramki Proszowianki. W końcówce tej części gry mocniej przycisnęła Proszowianka, która stworzyła trzy bardzo groźne okazje do wyrównania. Raz jednak świetnie interweniował Rechul, raz fatalnie z bliskiej odległości przestrzelił napastnik rywali, a raz zmierzającą do bramki piłkę z linii bramkowej wybił Michał Gruca.
Po przerwie gra toczyła się głównie w środku pola. I pewnie taka gra na alibi trwałaby w najlepsze, gdyby nie drugi gol dla Halniaka, który zmusił Proszowiankę do postawienia wszystko na jedną kartę. Paweł Kozieł z 45. metrów przelobował bramkarza rywali! Od tego momentu zarysowała się przewaga gospodarzy, którzy zaczęli nacierać z jeszcze większym animuszem. Halniakowi w sukurs w 66. minucie przyszła poprzeczka, w kolejnych sytuacjach dwukrotnie świetnie interweniował Rechul,a raz bramkarza wyręczył Kamil Mokwiński.
Obraz gry do ostatniego gwizdka nie uległ zmianie - Proszowianka waliła głową w mur, bo nie była w stanie skruszyć bardzo mądrze grającego w defensywie Halniaka. Drugie zwycięstwo z rzędu Halniaka zatem stało się faktem - drugie przy udziale makowskiej młodzieży, drugie, co warto podkreślić, na zero z tyłu! Trudno jednak je uznać za niespodziankę patrząc na ambitną i mądrą taktycznie grę Halniaka.
Nowa Proszowianka - Halniak Maków Podhalański 0:2 (0:1)
Gole dla Halniaka: Bobek, Kozieł.
Skład Halniaka: Rechul - Mokwiński, Marut, Gruca, Kozieł, Zając, Polak, Bryndza (75" Burliga), Gruszeczka (60" Szymula), Bobek (84" Malina).
V-LIGA
Dwa dośrodkowania, dwa gole
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego wydawało się, że nic ciekawego nie będzie czekać na zawodników Tempo Białka w Osieku. Przynajmniej w pierwszej połowie. - Mieliśmy grać pod wiatr, pod słońce. Od początku zatem miało być pod górkę - powiedział trener Tempo Białka, Maciej Melzer. A czy było? Właśnie nie.
Brzezina co prawda częściej posiadała piłkę, która wędrowała od jednego zawodnika do drugiego. Działo się to jednak na połowie gospodarzy, więc goli z tego nie było. Tymczasem nastawiona na kontrę drużyna z Białki wyprowadziła cios w 18. minucie - autor trzech asyst z poprzedniego spotkania Tempo z Niwą Nową Wieś, Michał Puzik idealnie zagrał prostopadłą piłkę do Bartłomieja Goryla, który wyprzedził obrońców gospodarzy i nie zmarnował sytuacji sam na sam z bramkarzem Brzeziny. Goryl przed przerwą stanął przed szansą wyprowadzenia Tempo na dwubramkowe prowadzenie - odebrał piłkę w 16-tce obrońcy gospodarzy, lecz zamiast zdecydować się na natychmiastowe uderzenie, chciał jeszcze minąć jednego z rywali, a piłka mu po prostu odskoczyła.
Skoro przy grze "pod wiatr" Tempo potrafił wyjść na prowadzenie, to po przerwie miało być jeszcze łatwiej i prościej. Miało. - W pierwszej połowie dosłownie marzłem na ławce rezerwowych. Tymczasem w drugiej połowie wiatr ucichł - mówi Melzer.
Ten prezent dla Brzeziny mógł jednak niewiele znaczyć, gdyby na początku drugiej odsłony Puzik minął jednego z rywali i znalazł się sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Ale go nie minął. Brzezina w 5. minut rozstrzygnęła losy meczu - najpierw z lewej, potem z prawej, dośrodkowanie w pole karne Tempo przeobraziły się w asysty i zawodnicy z Osieka z bliskiej odległości zmusili Piotra Kłapytę do dwukrotnego wyjmowania piłki z bramki. Do remisu mógł doprowadzić Szymon Marek, lecz tego na nieszczęście drużyny z Białki nie uczynił. W samej końcówce gości ratuje jeszcze poprzeczka. Białka przegrała czwarty mecz na wyjeździe, siódmy w rundzie.
Brzezina Osiek - Tempo Białka 2:1 (0:1)
Gol dla Tempo: Goryl.
Skład Tempo: Kłapyta - Harańczyk (65" Raczek), Bielarz, Mentel, Woźny, Marek, Młynarczyk, Ficek, Sala, Goryl, Puzik.
Powrót króla
Działacze Jałowca mogą teraz tylko żałować, że nie zdecydowali się wcześniej na zmianę trenera. Z drugiej strony, wcześniej nie mogliby skorzystać z usług Szymona Burligi, który kiedy kryzys wyników (bo nie gry - ta wcale nie była zła) dopadł zespół ze Stryszawy, trenował przecież Beskid Andrychów. Kiedy już jednak Burliga trafił do Stryszawy, to może nie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale jednak znacznie poprawił dorobek punktowy spadkowicza z IV-ligi.
Po dwóch remisach na wyjeździe (z Sokołem Przytkowice 2:2 i Dębem Paszkówką 4:4), Burliga po raz pierwszy zadebiutował na ławce trenerskiej Jałowca w Stryszawie. I był to bardzo dobry debiut zakończony zwycięstwem gospodarzy 2:0.
Dwa gole dla Jałowca zdobył wieloletni lider drużyny, czyli po prostu Tomasz Świerkosz. Najpierw wykorzystał podanie od Roberta Głuszka i otworzył wynik. W drugiej połowie Świerkosz został sfaulowany w polu karnym - sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy, a do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł sam poszkodowany. I ponownie nie zawiódł.
Zwycięstwo gospodarzy (pierwsze od 6.września i wyjazdowej wygranej z LKS Bobrek 5:4) mogło być jeszcze bardziej okazałe. W kilku sytuacjach złe decyzje powodowały jednak, że z groźnie zapowiadających się okazji nic nie wynikało. Kto jednak o tym pamięta dziś? Liczą się trzy punkty, a te na zakończenie rundy jesiennej Jałowiec do swojego dorobku punktowego przecież dopisał.
Jałowiec Stryszawa - Soła Łęki 2:0 (1:0)
Gole dla Jałowca: Świerkosz (dwa).
Skład Jałowca: Kobiałka - Starowicz (90" Okrzesik), Brytan, Bartyzel, Iciek, Szwed, Pindel, Jodłowiec, Gazurek (68" Janik), Świerkosz (85" Sobinek), Głuszek (60" Kłapyta).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/listopad/stryszawa14{/gallery}
KLASA A
Grali do końca i punkt wyrwali
Do ostatnich minut trzymało w napięciu spotkanie Skałki Rogoźnik z Jordanem Jordanem. W ostatnich minutach padły aż trzy gole. Zanim jednak o emocjonującej końcówce, kilka słów o wcześniejszych minutach.
- Staraliśmy się prowadzić grę od pierwszych minut. Czasem traciliśmy niefrasobliwie piłkę, z czego korzystali gospodarze - mówi trener Jordana Zdzisław Gacek.
W 40. minucie Jordan otrzymał drugie ostrzeżenie (pierwsze to strzał w poprzeczkę) - po zagraniu piłki wzdłuż pola karnego, toru jej lotu nie przeciął żaden z rywali. Trzy minuty później Skałka wykorzystała już niemal bliźniaczą okazję do otwarcia wyniku.
W obozie Jordana najlepszej okazji w pierwszej połowie nie wykorzystał Michał Funek - po prostopadłym podaniu od Bartłomieja Kowalcze, Funek strzelił mocno, precyzyjnie lecz bramkarz Skałki nogami wybił piłkę. - Szkoda nie tylko tej okazji, ale także tego, że nikt nie poszedł na dobitkę - żałował Gacek.
Po przerwie Jordan zaatakował jeszcze odważniej - Paweł Romaniak w idealnej okazji trafił w boczną siatkę, strzały z rzutów wolnych Kowalcze i Funka padły łupem bramkarza gospodarzy. W 85. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Gawła Tyrpy efektownym strzałem głową w długi róg pop isał się Michał Ryś. - Piłkarskie porzekadło mówi, że jeżeli nie możesz meczu wygrać, to trzeba go zremisować. Po zdobyciu wyrównującego gola poczuliśmy jednak, że jesteśmy w stanie sięgnąć po pełną pulę - dodaje Gacek. Tymczasem w 90. minucie Skałka po kontrze, którą zapoczątkowała strata jednego z zawodników gości tuż przed polem karnym Skałki!, zdobywa gola na 2:1.
- Sędzia doliczył trzy minuty. W tym czasie gospodarze dokonali jeszcze jednej zmiany - relacjonuje trener Jordana.
W 94. minucie!!! Jordan wyrównuje - po dośrodkowaniu z rzutu wolnego w polu karnym Skałki sfaulowany został Ryś i sędzia wskazał na wapno. Jedenastkę na gola zamienia Filip Tyrpa.
- W trzech ostatnich spotkaniach wywalczyliśmy siedem puntów. To dobry wynik - przyznaje Zdzisław Gacek. Jordan Jordanów kończy pierwszą część sezonu na szóstej pozycji.
Skałka Rogoźnik/Stare Bystre - Jordan Jordanów 2:2 (1:0)
Gole dla Jordana: Ryś, F. Tyrpa.
Skład Jordana: Rypel - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, G. Tyrpa, Wójtowicz, Kowalcze, Ryś, Kołodziej (80" Piosek), Funek, Romaniak.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze