Bardzo ciekawe, żywe,z czterema golami i z co najmniej dwukrotnie większą ilością sytuacji do zmiany wyniku po obu stronach zobaczyli kibice, którzy w sobotę wybrali wizytę na stadionie przy ulicy Mickiewicza w Suchej Beskidzkiej. Babia Góra wygrała z Orłem Wieprz 3:1, chociaż do przerwy wynik nie był w cale sprawą przesądzoną. W meczu na szczycie w B-klasie Grom Grzechynia, niczym rasowy bokser, wypunktował (wykontrował) Watrę Zawoję. Wszystkie gole dla lidera tych rozgrywek zdobył Piotr Surmiak. Czarna sobota dla IV-ligowców. Przegrał Garbarz, przegrał Halniak (chociaż to on objął pierwszy prowadzenie. Trzema bramkami w Ryczowie przegrał Jałowiec. Pogrom w Budzowie - Strzelec zaaplikował osiem goli Jubilatowi Izdebnik!!!
IV-LIGA:
Przeklęta liczba
Liczba trzy prześladowała Garbarza podczas spotkania w Kalwarii. W pierwszej połowie to gości mogli trzykrotnie otworzyć wynik spotkania, lecz w decydujących momentach brakowało im piłkarskiego szczęścia. Najbliższy tego był Paweł Marek, który trafił piłką w słupek.
Po przerwie to Kalwarianka atakowała groźnie i efektem tego były trzy gole. Wszystkie zdobyte po uderzeniach zza szesnastki, przy których Bartłomiej Bruzda nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Skończyło się zatem wynikiem 3:0 dla Kalwarianki. Była to trzecia z rzędu porażka Garbarza Zembrzyce. Trzecia w tej rundzie na boisku przeciwnika.
Kalwarianka Kalwaria - Garbarz Zembrzyce 3:0 (0:0)
Skład Garbarza: Bruzda - Burliga, Marek, Mitka, Ł. Puda, Sałapatek, Balogun, Oladoja, Talaga, Sadowski (56" Harańczyk), S. Puda.
Powtórki z rozrywki nie było
Halniak Maków Podhalański zamierzał zastosować taką samą taktykę w spotkaniu z Wiślanami Jaśkowice, jak z Garbarzem. Na bardzo dobrze poukładaną taktycznie drużynę z Jaśkowic okazało się to za mało. Halniak praktycznie przez 90 minut nie zagroził poważnie bramce strzeżonej przez Macieja Palczewskiego.
Goście przegrali trzy ostatnie ligowe mecze i w tym nadzieje na korzystny wynik upatrywał również Halniak. Srodze się przeliczył. Wiślanie całkowicie zdominowali środkową część boiska, spokojnie czekali na błędy gospodarzy, a kiedy te już się przytrafiły - skrzętnie z nich skorzystali.
Do przerwy Halniak miał jednak wynik marzeń - Dawid Szymula został powalony w polu karnym, a jedenastkę na gola zamienił Michał Gruca. W drugiej połowie do bramki trafiali tylko goście - uczynili to Maciej Wcisło i Paweł Szwajdych. Dwójka ta miała jeszcze dwie znakomite okazje do pokonania Adama Pająka, ale za każdym razem po ich uderzeniach piłka minimalnie mijała światło bramki gospodarzy.
- Szkoda punktów, ale tak to już jest... Walczymy dalej - powiedział II trener makowian, Jarosław Gąstała.
Halniak Maków Podhalański - Wiślanie Jaśkowice 1:2 (1:0)
Gol dla Halniaka: Gruca (k.).
Gole dla Wiślan: Wcisło, Szwajdych.
Składy
Halniak: Pająk - Gruca, Lozniak, Kozieł, Furman, Dyduch, Kaczmarczyk, Moskała, Mokwiński, Szymula, J. Bobek (55" Szymoniak).
Wiślanie: Palczewski - Marcin Morawski, Piekarski, Galos, Radwański, P. Morawski (85" Węgrzyn), Labut, Michał Morawski, Kuliszewski, Wcisło (76" Kozik), Szwajdych (90" Krasuski).
V-LIGA:
W kratkę
Nie potrafi ustabilizować formy Jałowiec. Jeżeli tego w najbliższym czasie nie uczyni, wówczas obudzi się niebawem w A-klasie. Wydawało się, że druga połowa w spotkaniu z LKS Bobrek była przełomowa. Sobotnia wizyta w Ryczowie pokazała, że forma Jałowca w każdym meczu jest wielką niewiadomą. Najwyższa na pewno nie była u jego piłkarzy w sobotę.
Jałowiec nie miał wiele do powiedzenia w starciu ze znajdującym się w czubie tabeli miejscowym Orłem. Pierwszego gola w sobotnie popołudnie gości sami sobie sprokurowali - Łukasz Kobiałka trącił zawodnika gospodarzy w polu karnym i sędzia podyktował rzut karny. Jeszcze przed przerwą podopieczni Grzegorza Patera (nie grał w tym meczu, podobnie jak Ryszard Czerwiec) podwyższyli na 2:0. Po dograniu w polu karne Jałowca zawodnikowi Orła nie pozostało nic innego jak dołożyć tylko nogę.
Po przerwie Jałowiec nie prezentował się lepiej. Skończyło się na zasłużonej wygranej Orła Ryczów 3:0.
Orzeł Ryczów - Jałowiec Stryszawa 3:0 (2:0)
Skład Jałowca: Kobiałka - Biela, Brytan, Szklarczyk, Szwed, Głuszek (Porębski), Panov (46" Stachnik, 53" K. Iciek), Starowicz (46" Kłapyta), B. Iciek, Świerkosz, Sabliash.
Najlepszy, ale remisowy
O tak wczesnej porze w tym roku jeszcze Tempo w Białce nie grało. Pierwszy gwizdek sędziego w spotkaniu z Zagórzanką Zagórze zaplanowano na niedzielę na godzinę 11. - We wtorek czeka nas kolejna kolejka i z tego powodu chcieliśmy zachować 48 godzinny odstęp między meczami - wyjaśnia trener Tempo Białka, Maciej Melzer .
Nie przeszkodziło to zawodnikom obu drużyn w stworzeniu bardzo dobrego widowiska. - To był nasz najlepszy mecz w sezonie. Graliśmy naprawdę fajnie, dynamicznie. Chłopaki zagrali dobre zawody, nie można się do nikogo przyczepić - dodaje Melzer.
Goście tymczasem przez dziewięćdziesiąt minut oddali dwa celne strzały na bramkę strzeżoną przez Piotra Kłapytę . Wystarczyło to do osiągnięcia remisu 1:1. – Patrząc na ilość strzałów gości, było ich mało. Kto jednak nie chciałby mieć pięćdziesięcioprocentowej skuteczności – mówi szkoleniowiec białczańskiego Tempa.
Gospodarze w pierwszej połowie trzykrotnie, i to poważnie, zagrozili bramce Zagórzanki. Powracający do wyjściowego składu Grzegorz Pacyga trafił prosto w środek bramki gości akurat tam, gdzie stał golkiper przyjezdnych. Bardzo dobry strzał głową Sebastiana Młynarczyka świetnie wybronił bramkarz Zagórzanki. I wreszcie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głowami zderzyli się dwaj zawodnicy Tempo – Paweł Mentel i Młynarczyk. Gdyby tego nie uczynili, to jeden albo drugi miałby zaledwie kilka metrów do bramki gości. To mógł być gol na 2:0, bo w tym momencie gospodarze mieli już jedno trafienie na swoim koncie. Jan Woźny podał do Kamila Lenika , ten zagrał w pole karne, gdzie sytuacji nie zmarnował Jakub Korba .
W drugiej połowie najwięcej emocji wzbudził wyrównujący gol dla gości. – Widziałem tą sytuację z ok. 80 metrów, w linii prostej. Piłka została wstrzelona w nasze pole karne, tam Mariusz Bielarz miał ją już na głowie, lecz został zaatakowany przez rywala. Piłka przeszła dalej, gdzie nie zmarnował takiej okazji zawodnik gości. Moim zdaniem, był to ewidentny faul - przyznał Maciej Melzer.
Pewnie ta sytuacja poszłaby w odstawkę, gdyby gospodarze zdobyli gola na 2:1 i wygrali. Tak się nie stało. Dwa strzały głową Bartłomieja Goryla nie znalazły drogi do bramki Zagórzanki. Najlepszej okazji nie wykorzystał jednak Lenik – minął dwóch zawodników gości i zamiast podawać do Młynarczyka i Goryla, zdecydował się na strzał. Skończyło się na strachu dla Zagórzanki i jęku zawody na trybunach białczańskiego stadionu.
Tempo Białka - Zagórzanka Zagórze 1:1 (1:0)
Gol dla Tempo: Korba.
Skład Tempo: Kłapyta - Marek, Mentel, Bielarz, Lenik, Woźny (65" Drobny), Korba, Motor, Pacyga, Raczek (52" Goryl), Młynarczyk. Rezerwowi: Harańczyk, Sala.
A-KLASA
Udany powrót na Mickiewicza
Spotkanie z Leskowcem Rzyki trzeba było przełożyć, z Narożem Juszczyn zagrać w Stryszawie. Dopiero za trzecim razem udało się zawodnikom Babiej Góry w rundzie wiosennej zawitać do Suchej Beskidzkiej na stadion przy ulicy Mickiewicza. Powrót na swoje śmieci okazał się udany - po dobrym spotkaniu suszanie zwyciężyli 3:1 Orła Wieprz. Po pierwszej połowie sobotniego spotkania trener Sławomir Bączek miał jednak pretensje do swoich podopiecznych. - Nie poznawałem ich. Wiedzieliśmy, że rywal się cofnie na swoją połowę, więc mieliśmy grać szybko, po ziemi. Chłopcy byli wystraszeni, chyba tak zadziałała na nich presja własnego boiska. Na wyjeździe wyglądają o wiele lepiej. Musimy nad tym pracować, żeby było na odwrót - to na swoim stadionie mamy grać najlepiej - powiedział Bączek.
Orzeł Wieprz tydzień temu doznał sromotnej porażki w Brodach przegrywając aż 6:0. Po pierwszej połowie sobotniego spotkania wydawało się to wprost niewiarygodne - Orzeł prezentował się poprawnie, w kontrach brało udział 3-4 zawodników. Druga połowa pokazała jednak, że przygotowanie fizyczne nie jest w tej rundzie mocną stroną piłkarzy z Wieprza. Z każdą minutą rosła przewaga suszan, która przyniosła im dwa gole na 2:1 i 3:1. Mogła o wiele więcej.
Gospodarze mogli idealnie rozpocząć mecz - w 7. minucie Dawid Sumera zagrał głową do grającego na prawym skrzydle Tomasza Szarleja. Młodemu pomocnikowi Babiej Góry zabrakło jednak zdecydowania i zagrożenia pod bramką Szymona Kubica żadnego nie było. Dwie minuty później kapitan gospodarzy, Jakub Kociołek uruchomił Dawida Choczyńskiego. Napastnik Babiej Góry za daleko wypuścił sobie piłkę i wywalczył tylko rzut rożny. Goście odpowiedzieli w pierwszym kwadransie raz - i to dość "głośno". W pole karne z lewej strony wpadł Marek Kadłubicki i z ostrego kąta zdecydował się na uderzenie. Piłkę przed siebie wybił Artur Kachnic, ta trafiła pod nogi nadbiegającego Adriana Niedzieli. Na szczęście dla kibiców Babiej Góry, piłka po jego strzale trafiła w Artura Rzepkę.
W 20. minucie na lewej stronie faulowany był Szarlej. Do rzutu wolnego podszedł Kociołek i dośrodkował miękko w pole karne wprost na głowę Choczyńskiego. Ten, mimo asysty obrońcy Orła, zdołał umieścić piłkę w siatce. Piłkarze z Wieprza nie załamali się takim obrotem sprawy - Marek Walczak strzelił mocno po ziemi, Kachnic nogami niepewnie wybił futbolówkę, lecz tam gdzie być powinien znalazł się ponownie Rzepka i natychmiast wybił piłkę poza pole karne.
Kolejne ostrzeżenie ze strony gości przyniosło im bramkę - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najprzytomniej w polu karnym Babiej Góry zachował się Dominik Rolka i doprowadził do wyrównania. W 37. minucie Arkadiusz Grzybek strzałem z 17. metrów sprawdził czujność Kachnica - ten jednak pewnie złapał futbolówkę. Dwie minuty później po błędzie Przemysława Burligi przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy, na bramkę Kachnica ruszyło trzech zawodników Orła - naprzeciwko mieli także trzech defensorów gospodarzy. Walczak nieoczekiwanie zdecydował się na strzał z 25. metrów - obok bramki. Druga połowa pokazała jednak, skąd taka decyzja zawodnika Orła. Po prostu goście z minuty na minutę siadali kondycyjnie. Dodatkowo w pierwszej odsłonie grali z wiatrem...
Na pięć minut przed końcem trener Bączek w miejsce kontuzjowanego Szarleja wprowadza Arkadiusza Piątka. I szybko mógł on w najlepszy z możliwych sposobów przedstawić się suskiej publiczności. Po wznowieniu gry z autu przez Maćka Żaczka piłka spadła na głowę Piątka. I pewnie nieuchronnie wpadłaby do bramki gości, gdyby nie skuteczna interwencja jednego z obrońców Orła Wieprz. Jeszcze tylko próba dośrodkowania Michała Chrząszcza zakończyła się niecelnym strzałem i sędzia mógł zaprosić obie drużyny do szatni.
Od początku drugiej połowy w składzie Babiej Góry pojawił się na boisku Rafał Magiera. Nietypowo dla siebie, bo na lewej pomocy. I to właśnie on w 58. minucie chciał dośrodkować w pole karne do zamykającego akcją Piątka. Wyszła... próba strzału, która omal nie zaskoczyła bramkarza Orła. Dwie minuty później po podaniu z głębi pola świetnie piłkę opanował Choczyński, położył bramkarza gości i mocnym strzałem pod poprzeczkę wyprowadził suszan na prowadzenie 2:1.
Piłkarze z Wieprza 60 sekund później powinni przegrywać już 3:1. Tomasz Ścieszka podał do Choczyńskiego, ten znowu znalazł się oko z Kubicem, lecz tym razem nie podniósł piłki, lecz strzałem po ziemi chciał skierować piłkę do bramki. Trafił w leżącego już Szymona Kubica. Dopiero w 75. minucie poważniej zagrozili bramce Kachnica przybysze z Wieprza - po podaniu od Grzegorza Dyrcza w światło bramki nie trafił Walczak.
Na dziesięć minut przed zakończeniem spotkania Babia Góra podwyższyła na 3:1. Sumera ładnie wpadł w pole karne z prawej strony, dobiegł do linii końcowej i wycofał na 7. metr, gdzie celnym strzałem wykończył tę akcję Kociołek.
W kolejnej akcji Sumera świetnie zagrał głową do Magiery, który znalazł się sam na sam z Kubicem. Minął bramkarza, lecz nie trafił z ostrego kąta do pustej już bramki. W 84. minucie Magiera dośrodkował z rzutu wolnego, a strzał głową Ścieszki został zablokowany przez obrońców gości.
Orzeł resztkami sił przeprowadził akcję w 86. minucie - w poprzeczkę mocnym strzałem trafił Walczak, chwilę później uderzenie Dyrcza zatrzymał Kachnic.
W doliczonym czasie gry sam na sam z Kubicem znalazł się Piątek. Nowy zawodnik Babiej Góry zamiast podholować piłkę jeszcze kilka metrów, zdecydował się na strzał. Bramkarz Orła nie miał problemów ze skuteczną interwencją. Sam debiut Piątka na stadionie przy ulicy Mickiewicza trzeba zaliczyć jak najbardziej na plus - dobrze trzymał linię spalonego, kilka razy mógł znaleźć się w idealnej pozycji, lecz jego koledzy z drużyny decydowali się na inne warianty przeprowadzenia akcji.
W czwartym w rundzie wiosennej spotkaniu, Babia Góra notuje trzecie zwycięstwo. - Chłopakom umiejętności nie brakuje. Muszą jednak "uwolnić głowy". Mamy nad czym pracować. Druga połowa wyglądała fajnie w naszym wykonaniu. Najbardziej jednak i tak cieszą trzy punkty - podsumował Sławomir Bączek.
Babia Góra Sucha Beskidzka - Orzeł Wieprz 3:1 (1:1)
Gole dla Babiej Góry: Choczyński (dwa), Kociołek.
Gol dla Orła: Rolka.
Składy:
Babia Góra: Kachnic - Rzepka, Kudzia, Burliga, Ścieszka, Chrząszcz (46" Magiera), Kociołek, Żaczek (78" Mika), Szarlej (35" Piątek), Sumera, Choczyński (74" Stróżak).
Orzeł: Kubic - D Bury (68" J. Szymański), Dyrcz, Grzybek, Kadłubicki, Kajfasz (65" Kozioł), Niedziela, Rolka (46" Ł. Bury), K. Szymański, Walczak, Wróbel.
Opublikowany przez Sucha24.pl na 30 kwietnia 2016Jordanowski kalejdoskop
Hokejowym wynikiem zakończyła się konfrontacja rezerw Podhala Nowy Targ z Jordanem Jordanów. Zwycięskim wynikiem dla podopiecznych Zdzisława Gacka, warto dodać. Jordan przegrywał w tym spotkaniu 2:1, 3:1, ale nie dość, że potrafił dogonić przeciwnika, to jeszcze zapewnił sobie zwycięstwo! Bramkę na wagę trzech punktów, piątą w tym niedzielnym meczu dla Jordana, zdobył Marek Hodana.
W pierwszych pięciu minutach gospodarze posiadali zdecydowaną przewagę, ale do końca spotkania było ich jeszcze przecież 85! Kiedy na 1:0 atomowym strzałem z 25. metrów wyprowadził Jordana na prowadzenie Michał Ryś wydawało się, że goście jeszcze przed przerwą zapewnią sobie solidną zaliczkę. Bo okazji ku temu mieli multum. - Graliśmy mądrze, rozważnie. Przeciwnik zagrażał naszej bramce tylko po dośrodkowaniach - mówi Gacek.
Bartłomiej Bury i Ryś trafili w słupek, Szymon Wróbel przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Podhala. Ryś w pewnym momencie miał przed sobą tylko pustą bramkę, lecz w nią nie trafił. Trudno w to uwierzyć, ale... to Podhale schodziło na przerwę z korzystnym wynikiem. Najpierw po strzale z dystansu i rykoszecie, Mariusz Rypel musiał wyjmować piłkę z bramki. Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy precyzyjnym uderzeniem zza szesnastki popisał się jeden z zawodników gospodarzy. - Takich prezentów nie możemy rozdawać - grzmiał Zdzisław Gacek.
Dwie minuty po przerwie Podhale podwyższyło prowadzenie na 3:1. Jordan pokazał jednak, że nawet taki wynik jest w stanie odwrócić na swoją korzyść. I to z nawiązką! Kontaktowego gola na 3:2 zdobył strzałem z 12. metrów Mariusz Korbel. Do wyrównania doprowadził Filip Tyrpa, który wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na jego bracie, Gawle. Jordan wyszedł na prowadzenie 4:3! po strzale w długi róg Burego.
- Gospodarze słabli kondycyjnie - dodał Gacek. Zdołali jednak doprowadzić do wyrównania - po dośrodkowaniu w pole karne jeden z piłkarzy Podhala zdobył dla gospodarzy czwartego gola. - Szkoda, że sędzia nie widział w tej sytuacji ewidentnego faulu na Piotrku Kołodziejczyku - powiedział Gacek.
Ostatnie słowo należało jednak do gości. Z rzutu wolnego przymierzył Hodana i Jordan ponownie objął prowadzenie - tym razem 5:4. - W samej końcówce było bardzo nerwowo na boisku. Cieszę się, że chłopaki wytrzymali i wyszli zwycięsko z tej próby sił. Wróciliśmy z dalekiej podróży, bo przecież w pewnym momencie przegrywaliśmy 3:1. W przekroju całego spotkania byliśmy lepszą drużyną. Każdy z zawodników zostawił dzisiaj serce na boisku. Jestem z nich bardzo zadowolony - podsumował Zdzisław Gacek.
Podhale II Nowy Targ - Jordan Jordanów 4:5 (2:1)
Gole dla Jordana: Ryś, Korbel, F. Tyrpa (k.), Bury, Hodana.
Skład Jordana: Rypel - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, Kulak, G. Tyrpa (84" Funek), Romaniak, Wróbel, Bury (77" Dudek), Korbel, Ryś (72" Kalemba).
- Sprawiedliwy wynik - powiedział po zakończeniu spotkania z Halniakiem Targanice trener Naroża Juszczyn, Jakub Jeziorski. Brzmi to dziwnie, jeżeli popatrzymy na ilość punktów dzielącą obie drużyny w tabeli A-klasy (15 pkt) i aspiracje obu drużyn (awans, uniknięcie spadku - wiadomo o które drużyny chodzi). Jeżeli popatrzymy zaś na okoliczności tego spotkania, i sam jego przebieg, już takiego zdziwienia nie ma.
Dzień przed meczem z Halniakiem ślub miał Marcin Kryjak (wszystkiego najlepszego) i kilku zawodników Naroża wzięło w nim udział. Do tego za kartki pauzował Dominik Baziński, Ihor Lyvka wyjechał na święta na Ukrainę, a z urazami, z konieczności, zagrali: Marcin Ferek, Jan Pietrusa i Marcin Drobny.
- Przespaliśmy pierwszą połowę. Sądziliśmy, że grając "na stojąco", minimalnym nakładem sił, zwyciężymy - przyznał Jeziorski. W tej części gry Halniak stworzył jedną bardzo dobrą okazję do zdobycia gola - po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i zamieszaniu w polu karnym gości, z ośmiu metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką jeden z zawodników Halniaka.
Po przerwie mecz stał się jeszcze bardziej otwarty. Halniak i Naroże mogli trzykrotnie zmienić wynik - ten jednak do końca pozostał nienaruszony. W końcówce piłkarze z Juszczyna postawili wszystko na jedną kartę - zagrali trójką obrońców i trójką napastników. Niewiele to jednak zmieniło.
Halniak Targanice - Naroże Juszczyn 0:0
Skład Naroża: Fidelus - R. Drobny, Gąstała, Ceremuga, Kwaśniewski, M. Ferek, Trybała (72" Lipka), Madziała (46" G. Ferek), Kardaś, M. Drobny, Pietrusa.
Pogodzeni?
W drugim kolejnym meczu Lachy zdobywają trzy gole. Cóż jednak z tego, skoro w tym czasie dopisali do swojego dorobku punktowego zaledwie jedno oczko? - Dopiero od wyniku 3:0 przejęliśmy inicjatywę i doszliśmy rywala na dwa gole (5:3). Przyjmuję jednak ten wynik i naszą sytuację z pokorą. Gram zawodnikami, których mam - powiedział trener Lachów, Krzysztof Chorąży.
Pierwszy gol dla Znicza to ten z cyklu futbolowe jaja - wracający ze spalonego zawodnik gospodarzy nagle... włącza się do akcji i pokonuje Łukasza Nowaka. Drugi gol dla gospodarzy to fatalne nieporozumienia Nowaka z Tomaszem Banasiem, które wykorzystuje Włodzimierz Kierczak (on też zdobył pierwszego gola). Lachy w tej części gry tracą jeszcze jednego gola - po błędzie w rozegraniu piłki w środku pola, gospodarze prostopadłym zagraniem uruchamiają Rafała Mizerę i jest 3:0.
Lachy tymczasem zdobywają pierwszego gola w niedzielne popołudnie na początku drugiej połowy - podanie od Dawida Kachla trafia do Daniela Kachla, a ten wykorzystuje sytuację sam na sam z Łukaszem Wiktorem. Pięć minut później samobójczego gola zapisuje po swojej stronie Daniel Kachel (5:1). Lachy w 5 minut (70-75) odpowiadają dwoma trafieniami! Daniel Kachel skierowuje piłkę już do właściwej bramki, Paweł Urbanek również pokonuje Wiktora. Lachy dalej za ciosem już jednak nie idą - szóstego gola zdobywają tymczasem gospodarze (Arkadiusz Ogiegło).
Znicz Sułkowice-Bolęcina - Lachy Lachowice 6:3 (3:0)
Gole dla Lachów: Daniel Kachel (dwa), Urbanek.
Skład Lachów: Nowak - Kąkol (Bogacz), Banaś, Kubieniec, Gach, Urbanek, Daniel Kachel, Dawid Kachel, Piecha, M. Kachel (55" Ponikwia), Małysiak.
B-KLASA:
Stałe fragmenty
Dopóki zawodnicy Świtu Osielec mieli siły, dopóty odpierali ataki Huragana Skawica. W pierwszej połowie dwukrotnie oko w oko z bramkarzem gospodarzy mógł stanąć Łukasz Traczyk. O wiele lepszą okazję do objęcia prowadzenia mieli jednak zawodnicy ze Skawicy - po uderzeniu z dystansu przed siebie piłkę na 5. metr "wypluł bramkarz Świtu Grzegorz Herman, a nadbiegającego piłkarza gospodarzy w ostatniej chwili uprzedził Paweł Rusin wybijając piłkę poza pole karne.
Z każdą minutą drugiej połowy zaznaczała się przewaga gospodarzy. - Pora spotkania była dla nas niefortunna, niektórzy zawodnicy byli w pracy. Miałem tylko jednego rezerwowego, w trakcie meczu dojechał drugi - mówi trener Świtu, Marcin Kopacz.
Huragan Skawica zdobył trzy gole strzałami głową po stałych fragmentach gry. Dwa rzuty rożne i jeden rzut wolny rozstrzygnęły losy spotkania na korzyść skawiczan. Na listę strzelców wpisali się: Sebastian Pacyga (dwukrotnie) oraz Sebastian Kozina. Czwartego gola gospodarze zdobyli na raty po zamieszaniu w szesnastce Świtu, a jego autorem był Mirosław Pacyga.
Huragan Skawica - Świt Osielec 4:0 (0:0)
Gole dla Huraganu: S. Pacyga (dwa), Mirosław Pacyga, Kozina.
Składy:
Huragan: Kotlarz - Buba, Dyrcz (46" Kozina), Marek, Mariusz Pacyga, Mirosław Pacyga, T. Pacyga, W. Pacyga, Żywczak, M. Wojtyczko I (46" S. Pacyga), M. Wojtyczko II.
Świt: G. Herman - Guzik, A. Herman, Gierat, Kopacz, Sobinek, G. Traczyk, Grzybek, Ł. Traczyk (80" Sępek), Motor (46" D. Herman), Rusin.
Opublikowany przez Sucha24.pl na 30 kwietnia 2016Piotr Surmiak, pan kontra
Kiedy lider tabeli przyjeżdża na boisko wicelidera, wtedy nie ma siły - takie spotkanie śmiało trzeba nazwać wydarzeniem kolejki i czekać na boiskowe fajerwerki. Tymczasem po pierwszej spotkania Watry z Gromem nad stadionem w Zawoi unosił się wielki zapach, odór rozczarowania. Najlepszym jej podsumowaniem niech będzie fakt, że Grom nie oddał żadnego celnego strzału na bramkę Watry, gospodarze z kolei nie potrafili wykorzystać rzutu karnego.
- Przed meczem pytałem się zawodników, kto będzie wykonywał ewentualną jedenastkę. Zgłosił się tylko Kuba Sajnog - mówi trener Watry, Łukasz Stopka. - Kuba nie strzelił źle, tuż przy słupku, lecz bramkarz Gromu poszedł na pewniaka w ciemno w tę stronę - dodaje Stopka.
Był zatem jeden zawodnik, który pierwszą połowę kończył z głową uniesioną do góry. Nazywał się Sebastian Krupczak i był bramkarzem lidera.
- Mieliśmy grać defensywnie czekać na kontry - wyjaśnia tymczasem trener Gromu, Stanisław Klimala. W drugiej połowie ta taktyka okazała się już w stu procentach skuteczna.
Kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy, Bartłomiej Kudzia podał na 16. metr do Piotra Surmiaka. Ten błyskawicznie przyjął piłkę i strzałem ze szpica, czy jak kto woli, z karola - pokonał Stopkę po raz pierwszy. - Zaczęliśmy grać od tego momentu chaotycznie. Zupełnie niepotrzebnie. Efektem była kolejna kontra i gol na 2:0 - żałował Stopka.
Sytuację sam na sam z bramkarzem Watry wykorzystał ponownie Piotr Surmiak. Ten sam zawodnik skompletował w tym meczu hattricka strzelając trzeciego, ostatniego dla Gromu gola. - Może powinien wyjść z bramki do tej piłki. Wszyscy jednak stanęliśmy, bo zawodnik Gromu był na wyraźnym, dwumetrowym spalonym - wyjaśnia Stopka.
Watra wykorzystała w tym meczu jednak rzut karny - po zagraniu ręką w polu karnym przez jednego z piłkarzy lidera, sędzia wskazał na punkt oddalony o jedenaście metrów od bramki. Do piłki podszedł Krzysztof Zięba, wyczekał Sebastiana Krupczaka i strzałem w środek bramki ustalił wynik spotkania.
- Grom zagrał mądrze, nie popełnił większych błędów w defensywie. Nie dowiemy się już teraz, jak mecz by się ułożył, gdybyśmy wykorzystali rzut karny w pierwszej części spotkania - mówi Stopka.
- Watra zagrała bardzo ambitnie, harowała na całej szerokości boiska - dodał Klimala.
Watra Zawoja - Grom Grzechynia 1:3 (0:0)
Gol dla Watry: Zięba (k.)
Gole dla Gromu: Piotr Surmiak (trzy).
Składy:
Watra: Stopka - Bach, Zięba, Basiura, Zguda, Ficek, Kaczmarczyk, Listwan, Sajong (70" Wróblewski), Bury, Hutniczak.
Grom: S. Krupczak - Dyrcz, Białończyk, Chłapek (20" Zguda), Paweł Surmiak, M. Surmiak, Piotr Surmiak, Ł. Krupczak, Kudzia (85" Czubin), Ceremuga (46" Toczek), Pająk (75" Polak).
Gol dla Watry: K. Zięba (k)
Opublikowany przez Sucha24.pl na 30 kwietnia 2016Tłumaczenia nie pomogą
Kiedy przegrywa się w rozmiarach 8:0, trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie dla takiego wyniku na każdym poziomie rozgrywek. Mało tego, przed spotkaniem Strzelca Budzów z Jubilatem Izdebnik to goście mieli trzy punkty więcej w tabeli. Dodatkowo w tym roku jeszcze nie przegrali i potrafili wywieźć punkt z trudnego terenu, jakim jest boisko Watry Zawoi (1:1).
Z różnych powodów trener gości nie mógł skorzystać z usług czterech podstawowych zawodników. Wydaje się jednak, że nawet w najsilniejszym zestawieniu Jubialat i tak by poległ z rozpędzonym Strzelcem. Może nie w takich rozmiarach, ale jednak.
Strzelanie w Budzowie rozpoczął od skutecznie wykonanego karnego przez Konrad Burliga. Wcześniej w polu karnym nieprzepisowo powstrzymywany był Dawid Gielata. Przed przerwą budzowianie ukłuli jeszcze dwukrotnie - na listę strzelców wpisali się Michał Rzadek i Gabriel Janiczak. Ten drugi, nie pierwszy raz w to sobotnie popołudnie.
Koncert w wykonaniu podopiecznych Łukasza Reciaka trwał w najlepsze także po przerwie. Grzegorz Matuła musiał wyciągać piłkę z siatki po trafieniach Kacpra Burligi, Dawida Gielaty i ponownie Janiczaka. Na kwadrans przed zakończeniem spotkania na murawie zameldował się Krzysztof Trzop. Taki okres czasu wystarczył mu, żeby dwukrotnie wpisać się na listę strzelców.
Strzelec wygrywa 8:0 i deklasuje drużynę z Izdebnika. Bardzo ciekawie zapowiada się zatem spotkanie, które odbędzie się już za dwa tygodnie, gdy do Budzowa przyjedzie lider tabeli - Grom Grzechynia.
Strzelec Budzów - Jubilat Izdebnik 8:0 (3:0)
Gole dla Strzelca: Janiczak, Trzop (obaj po dwa), Kacper Burliga, Konrad Burliga (k.), D. Gielata, Rzadek.
Skład Strzelca: J. Gielata - Kwaśniowski, Wrzodek (46" Korczak), Łuczak, Daniel, Konrad Burliga (60" Reciak), Kacper Burliga, D. Gielata (75" Trzop), Janiczak (80" Pieczara), Rzadek, Gałuszka.
Opublikowany przez Sucha24.pl na 30 kwietnia 2016Szczęśliwy remis
Z pocałowaniem ręki powinni przyjąć zawodnicy Błyskawicy Marcówki punkt w spotkaniu z Olimpią Zebrzydowice. Co prawda to oni po bezpośrednim strzale z rzutu wolnego Krzysztofa Raka prowadzili do przerwy, lecz... był to ich jedyny celny strzał w światło bramki gości w przeciągu całego spotkania! O wiele groźniej było pod bramką Konrada Brańki.
Już w pierwszej akcji Olimpia mogła wyjść na prowadzenie - uderzenie głową jednego z zawodników Olimpii minęło jednak bramkę Błyskawicy. Po kwadransie gry (wciąż był wówczas wynik bezbramkowy) sam na sam z Brańką znalazł się Piotr Pocztowski. W decydującym momencie nieczysto jednak trafił w piłkę i akcja spaliła na panewce.
Ten sam zawodnik, chodzi o Pocztowskiego z Olimpii, tuż po wznowieniu gry ponownie okazał się za szybki dla defensorów Błyskawicy. Znowu zabrakło mu jednak zdecydowania w najważniejszym momencie i zagrożenie zażegnał jeden z obrońców Błyskawicy. Ostatecznie to nie Pocztowski, ale Mirosław Ożóg doprowadził do wyrównania. Nie bez pomocy bramkarza Marcówki. W 60. minucie z rzutu wolnego na bramkę Brańki strzelał jeden z piłkarzy gości - golkiper gospodarzy nie zdołał utrzymać piłki w rękawicach, tam gdzie miał być znalazł się Ożóg i było 1:1.
Goście mogli przypieczętować zwycięstwo w końcówce - kolejny zawodnik Olimpii, tym razem Patryk Łężniak znalazł się w oko w oko z Brańką. Strzelił nad golkiperem gospodarzy, ale przy okazji także i nad poprzeczką.
Błyskawica Marcówka - Olimpia Zebrzydowice 1:1 (1:0)
Gol dla Błyskawicy: K. Rak.
Skład Błyskawicy: Brańka - M Pindel, Urbański, P. Paczka, Grygiel, Kasprzycki (60" Pilch), Nosal, J. Pindel, Porębski, J. Rak (75" M. Paczka), K. Rak.
Jednostki decydują
Kiedy mecz nie jest najwyższych lotów, o jego wyniku są w stanie przesądzić jednostki w danej drużynie. Tak bywa w spotkaniach na najwyższych poziomach, ale i tych nieco niższych. Tak było przy okazji spotkania Żurawia Krzeszów z KS Bystra.
Dwie bramki i asysta Krzysztofa Ćwiertni "załatwiły" sprawę. Nawet jeżeli trener gości Marcin Wnętrzak chciał dokonać zmiany w składzie swojej drużyny, to mógł tylko tęsknym wzrokiem patrzeć na ławkę rezerwowych gospodarzy. Tam gotowych do wejścia było czworo zawodników, po stronie Bystrej - zero.
- Goście nie przyjechali w najmocniejszym składzie. Mimo to zwłaszcza za sprawą Michała Wójtowicza starali się "rozerwać" naszą defensywę - powiedział trener Żurawia, Jacek Kudzia.
Właśnie wspomniany Wójtowicz znalazł się w pewnym momencie oko w oko z bramkarzem Żurawia Michałem Pająkiem, lecz ten pojedynek przegrał. W tym momencie wynik był już 1:0 dla Żurawia - podanie od Dawida Klimowskiego na gola zamienił Ćwiertnia.
Dziesięć minut po przerwie Ćwiertnia asystuje przy bramce Pawła Wajdzika. Zawodnik Żurawia w sytuacji sam na sam z Dariuszem Pustułą podwyższa wynik na 2:0. Trzeci gol to celny strzał Ćwiertni z rzutu wolnego.
- W pierwszej połowie trafiliśmy raz w poprzeczkę, po przerwie dwukrotnie. Goście nastawili się na kontry, my z kolei staraliśmy się grać w najtrudniejszy z możliwych sposobów dla polskich drużyn w piłkę nożną, czyli atakiem pozycyjnym. To było jedno z naszych najsłabszych spotkań, lecz cieszę się, że i tak dla nas zwycięskie - podsumował Jacek Kudzia, trener wicelidera wadowickiej B-klasy.
Żuraw Krzeszów - KS Bystra 3:0 (1:0)
Gole dla Żurawia: Ćwiertnia (dwa), Wajdzik.
Składy:
Żuraw: Pająk - Nowak, Zawora, G. Kawończyk, Skrzypek, Łuczak (70" Pilarczyk), Klimowski, M. Kawończyk, Wajdzik (80" Korczak), Ćwiertnia, Piątek.
Bystra: Pustuła - J. Bisaga, Morawka, Urbański, Gałka, Błachut, M. Bisaga, Targosz, Szewczyk, Sroka, Wójtowicz.
LKS Bieńkówka - Dąb Sidzina 1:1 (0:0)
Gol dla Bieńkówki: Cholewa.
Gol dla Dębu: Szpak.
Składy:
Bieńkówka: Gąstała - Wojterski, Smoter, Pęcek, Sarna, Śpiewla (65" Cholewa), Lewandowski, Knapczyk, Burliga, Sałapat, Chromy.
Dąb: Motor - J. Kostka, Krupa, Korbel, Palowski, Malada (85" Pelcel), Szczurek (75" Staszczak), Czarny (60" Handzel), Jaromin, Kolaniak (46" Szpak), Lipa.
Kuriozalne bramki w derbach
Problem ze skompletowaniem kadry na derbowy pojedynek ze Skawianinem Skawa miał trener Unii Naprawa, Franciszek Gacek. - Przez choroby, kontuzje, wyjazdy etc. ciężko było nam się zebrać na ten mecz. Zawsze jednak walczymy i nie inaczej było ze Skawianinem - powiedział grający trener Unii.
Co walki i ambicji, tego nikt zawodnikom z Naprawy nie mógł odmówić. Docenili to zresztą miejscowi kibice, skandując po końcowym gwizdku sędziego: "Dzięki za walkę, hej Unia dzięki za walkę".
Kiedy boisko musiał przedwcześnie opuścić Mateusz Masłowski, Unia kończyła spotkanie w dziesiątkę. Nie przeszkodziło jej to właśnie w tym fragmencie zdobyć kontaktowego gola. Podanie z prawej strony od Jarosława Proszka na gola zamienił niezawodny Paweł Cieżak.
W pierwszej połowie żadna z drużyn nie osiągnęła przewagi na boisku. Ataki przenosiły się od jednego do drugiego pola karnego. Niewiele zabrakło, a oko w oko z bramkarzem Skawianina Kamilem Siepakiem stanąłby Cieżak. Zawodnik Unii otrzymał dobre podanie za linię obrony gości, lecz nie zdołał czysto przyjąć piłki. Szybszy w tej sytuacji był Siepak, który zażegnał niebezpieczeństwo.
Na dwadzieścia minut przed zakończeniem spotkania, Skawinian objął prowadzenie za sprawą trafienia Damiana Stachury. - Głupio stracona bramka, bo przy dośrodkowaniu w nasze pole karne pogubił się nasz obrońca, dobiegł do niego napastnik gości i otworzył wynik - mówi Gacek.
Cztery minuty później zawodnicy ze Skawy ukłuli po raz drugi. Tym razem do meczowego protokołu wpisał się Marcin Bednarczyk. - Paradoks, bo bramkę zdobył najniższy zawodnik na boisku. Nasz bramkarz krzyknął moja, lecz piłki nie wybił przed siebie. Trafiła ona w zawodnika gości, który nie zmarnował okazji. Wszystko działo się w naszej piątce - dodaje Gacek.
Po raz kolejny potwierdziło się zatem, że drugie połowy w tym sezonie nie są, delikatnie mówiąc, najmocniejszą stroną Unii Naprawa. - To wszystko siedzi w ich głowach, że akurat te połówki są w naszym wykonaniu słabsze. Zawsze najpierw poddaje się ciało, potem głowa - przyznaje Franciszek Gacek.
Unia Naprawa - Skawianin Skawa 1:2 (0:0)
Gol dla Unii: Cieżak.
Skład Unii: Kania - F. Gacek, Sutor, Nowak, Molus, Mirek. Panek, K. Gacek, Proszek, Cieżak, Masłowski.
C-KLASA
Tarnawianka Tarnawa Dolna - Zryw Lanckorona 7:3
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze