Łaskawy listopad sprawia, że spotkania w najbliższy weekend drużyn z naszego powiatu obejrzymy w całkiem niezłej, jak na przedostatni miesiąc w roku, aurze. Na kilka dobrych miesięcy ze swoimi kibicami pożegnają się zawodnicy Garbarza Zembrzyce i Halniaka Maków Podhalański. Pecha ma Garbarz, bo chociaż Wiślanka Grabie nie plasuje się w czubie tabeli - typowy średniak - to jednak zawodnicy Wiślanki swoją pozycję zawdzięczają głównie spotkaniom na wyjeździe (4-2-1 - jakby taką średnią mieli na własnym stadionie, to byliby na podium). Halniak zagra z ostatnim Górnikiem Libiąż - i niestety to on będzie musiał prowadzić grę, a kontrować będą goście. W tym sezonie Górnik przegrał u siebie wszystko, na wyjeździe za to wywalczył pięć punktów (1-2-4). Jeżeli stawka spotkania sparaliżuje obie jedenastki, to remis, który na wiosnę może pogrzebać zarówno jednych jak i drugich, stanie się jak najbardziej realny. Do Białki także przyjedzie sąsiad z tabeli - Niwa Nowa Wieś. Sąsiad, który na wyjeździe jeszcze nie przegrał (2-5-0). Zawodnicy gospodarzy zrobią wszystko, żeby słowa "jeszcze nie" z poprzedniego zdania usunąć. Drugi mecz z rzędu na wyjeździe zaliczy w roli trenera Jałowca Szymon Burliga - tydzień temu wywalczył punkt w Przytkowicach, w niedzielę pojedzie do Paszkówki. Klasyczny mecz o sześć punktów - Dąb i Jałowiec mają po 12 pkt. Po pierwszych kolejkach w A-klasie na przeciwległych biegunach były drużyny Babiej Góry i Lachów Lachowice. Ci pierwsi dołowali, drudzy mile zaskakiwali. W ostatnim czasie role się odwróciły - Babia Góra nie przegrał od pięciu spotkań, za to Lachy doznały sześć porażek z rzędu (dwa ostatnie mecze to 7:0 i 8:0 w plecy). Faworyt wydaje się być zatem jeden. Ciężki bój czeka Naroże Juszczyn w Wieprzu - jeżeli połowę swoich szans do zdobycia gola wykorzystają Tomasz Lipka i Marcin Drobny, to trzy punkty wydają się być jak najbardziej w zasięgu podopiecznych Jakuba Jeziorskiego. Jordan Jordanów rozgrywa awansem kolejkę w rundy wiosennej - do Jordanowa przyjeżdża Spisz Krempachy. W pierwszym spotkaniu górą na boisku byli zawodnicy z Krempach, którzy wygrali 2:1, ale trzy punkty zostały dopisane do konta Jordana. Spisz na ostatnie osiem minut grał bez młodzieżowca i nie miał prawa potem się dziwić, że goście otrzymali walkower. To było bardzo dziwne spotkanie - Jordan kończył go w ósemkę po czerwonych kartkach dla Mariusza Rypla, Marcina Sochackiego i Pawła Romaniaka, niefortunną asystę przy trafieniu dla gospodarzy zaliczył wówczas Piotr Kołodziejczyk. Teraz o powtórce z rozrywki nie może być mowy. Na boisko lidera do Czarnego Dunajca pojedzie Unia Naprawa i chyba nie czeka ją tam nic ciekawego. Czarni po 10 kolejkach mają na koncie aż 27 pkt - pocieszające dla Unii niech będzie to, że jedyny przegrany mecz zaliczyli właśnie u siebie - z Szarotką Rokiciny Podhalańskie. Z drugiej strony Szarotka ma taki sam bilans jak Czarni, czyli 27 pkt, czyli jest piekielnie jak na B-klasą podhalańską mocna.
RELACJE BĘDĄ SUKCESYWNIE UZUPEŁNIANE
IV-LIGA
Mogli zdziałać... niewiele
Garbarz nie był faworytem w spotkaniu z Wiślanką Grabie i dobitnie pokazał to zwłaszcza pierwszy fragment sobotniej potyczki. Goście po prostu lepiej grali - wymieniali piłkę między poszczególnymi formacjami, a Garbarz mógł tylko patrzeć, jak powinno się rozgrywać futbolówkę. O dużym szczęściu mogli mówić gospodarze już w 5. minucie, kiedy to po koronkowej akcji Wiślanki i strzale z 6. metrów piłka minimalnie minęła słupek bramki strzeżonej przez Bartłomieja Bruzdę.
Z biegiem czasu mecz może nie tyle się wyrównał, co coraz śmielej zaczęli poczynać sobie gospodarze. Mimo osłabienia w składzie, zwłaszcza dotyczyło to linii defensywy (na trybunach zasiedli Bartłomiej Sałapatek i Wojciech Klauzner), Garbarz próbował konstruować akcje. Po jednej z nich bardzo dobrze interweniował bramkarz gości przenosząc piłkę nad poprzeczką po strzale Tymoteusza Chodźki.
Pierwsza połowa zatem dla Wiślanki, chociaż sytuacji do zdobycia gola jak na lekarstwo. W sumie tylko dwie wymienione akcje zasłużyły na większą uwagę.
Gol zdobyty w 65. minucie przez Michała Lebiestę ustalił przebieg spotkania. Zawodnik Wiślanki wykorzystał dobre podanie z lewej strony boiska i popisał się celnym strzałem głową. Garbarz ruszył do przodu, bo nic innego mu nie pozostało, lecz sytuacje stworzone przez gospodarzy albo kończyły się w rękawicach bramkarza gości, lub piłka po kolejnych strzałach lądowało za linią końcową boiska. Wiślanka tymczasem w 86. minucie zadała jeszcze jeden, nie pozostawiający już jakikolwiek złudzeń Garbarzowi, cios. Na 2:0 podwyższył kapitan Krzysztof Zięba.
Garbarz pozostaje jedną z trzech drużyn (obok Kalwarianki Kalwarii Zebrzydowskiej i Górnika Libiąż), która w rundzie jesiennej nie wygrała spotkania na własnym sta dionie!
Garbarz Zembrzyce - Wiślanka Grabie 0:2 (0:0)
Skład Garbarza: Bruzda - Ł. Puda, Adrian Sadowski, Marek, Harańczyk, Tomczak, Kasiński, Artur Sadowski, Kuz (60" Teteruk), Chodźko, S. Puda.
Wzięli przykład z Pasów
Dzień przed spotkaniem Halniaka Maków Podhalański z Górnikiem Libiąż, zawodnicy drużyn młodzieżowych makowskiego klubu pojechali na mecz Cracovii ze Śląskiem Wrocław. W spotkaniu tym Pasy dały pokaz fantastycznej gry zwłaszcza w pierwszej połowie, w której zdobyły aż cztery gole (ostatecznie Cracovia zwyciężyła 4:1). Na trybunach stadionu przy ulicy Kałuży zasiedli m.in. Michał Malina, Klaudiusz Bryndza i Jacek Bobek. Pewnie wtedy jeszcze nie sądzili, że kilkanaście godzin później zostaną bohaterami Halniaka Maków Podhalański! Wspomniana trójka załatwiła w sobotnie popołudnie Górnika Libiąż 4:0 i zapewniła drużynie z Makowa Podhalańskiego pierwsze od 29. sierpnia zwycięstwo w lidze. Był to także trzeci mecz w tym sezonie, w którym Halniak zagrał na zero w tyłach.
Ze wspomnianej trójki od początku wystąpił tylko Jacek Bobek - 17-latek w pierwszej połowie zdobył dwa gole dla gospodarzy. Najpierw wykorzystał gapiostwo rywali przy szybko wznowionym rzucie wolnym i przerzucił piłkę nad wybiegającym z bramki Grzegorzem Dębskim. 120 sekund później wykorzystał sytuację sam na sam z Dębskim. To były dwa ciosy, po których goście z Libiąża już się nie podnieśli. Inna sprawa, to oni mieli w pierwszej połowie (przy bezbramkowym remisie) dwie świetne okazje do wyjścia na prowadzenie. To się zemściło.
W drugiej połowie na murawie zameldowali się Malina i Bryndza - obaj wychowankowie Halniaka wpisali się na listę strzelców. Najpierw 16-letni Malina z najbliższej odległości wykorzystał świetną, indywidualną akcję lewą stroną Kamila Dyducha. Wynik ustalił 18-letni Bryndza, który po dośrodkowaniu z rzutu wolnego najpierw trafił piłką w słupek, a po chwili już "do celu".
Halniak Maków Podhalański - Górnik Libiąż 4:0 (2:0)
Gole dla Halniaka: Bobek (dwie), Malina, Bryndza.
Skład Halniaka: Marzec - Gruca, Marut, Lozniak, Furman, Zając, Kozieł, Mokwiński (70" Malina), Polak (65" Bryndza), Bobek (78" Gruszeczka), Dyduch (82" Burliga).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/listopad/halniak7{/gallery}
V-LIGA
Dobry koniec
W starciu sąsiadów w tabeli górą gospodarze - Tempo Białka po trzech golach, przy których za każdym razem asystował Michał Puzik, wygrała z Niwą Nową Wieś 3:0. - Najpierw to my posiadaliśmy kontrolę, następnie lepiej z piłką radziła sobie Niwa. Jak przystało na mecz sąsiadów z tabeli, czyli w miarę wyrównanych drużyn, kluczowa była walka i nieoszczędzanie się. Niwa zagrażała nam głównie po stałych fragmentach gry, przy których musieliśmy wykazać się cały czas pełną koncentracją - mówi trener Tempo Białka M aciej Melzer.
Po kwadransie gry przed szansą na otwarcie wyniku stanął Bartłomiej Goryl, lecz w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości nieczysto trafił w piłkę i "po akcji". W pierwszej połowie Goryl przymierzył też nieźle z rzutu wolnego, lecz piłka minęła o metr spojenie słupka z poprzeczką. Na dwie minuty przed zakończeniem pierwszej połowy w świetnej sytuacji znalazł się Puzik - wychowanek Tempo Białka spokojnie mógł strzelać w tej sytuacji, lecz zdecydował się na podanie do jeszcze lepiej ustawionego Goryla. Na przerwę gospodarze schodzili zatem z jednobramkową zaliczką.
Od początku drugiej połowy na murawie pojawił się Szymon Marek. Uprzedzając nieco fakty - zawodnik ten wpisał się na listę strzelców, lecz wniósł też bardzo wiele pozytywnego do gry Tempo wykonując efektowne rajdy lewą stroną boiska. To właśnie on wykorzystał też kolejne podanie od Puzika i z bliskiej odległości po raz drugi zmusił do kapitulacji bramkarza gości. Na 3:0 podwyższył Sebastian Młynarczyk w jednej z pierwszych akcji po pojawieniu się na placu gry. Prostopadłym podaniem popisał się Michał Puzik, nie popisali się za to dwaj obrońcy Niwy, którzy tą piłkę w nieco kuriozalny sposób przepuścili. Młynarczyk na raty, ale pokonał golkipera z Nowej Wsi.
Mecz zakończyłby się zapewne spokojnie i bez większych emocji - trudno o takie, gdy w ostatnich minutach wynik brzmi 3:0. Owszem, wcześniej musiał się popisać refleksem bramkarz gospodarzy Piotr Kłapyta (w drugiej połowie) po jednym ze strzałów z dystansu zawodnika Niwy, ale czy to by było na tyle "z emocji"? Nie. Kamil Lenik znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Niwy, piłka mu jednak odskoczyła i znalazła się w rękawicach golkipera gości. Lenik wykonał jeszcze wślizg i trafił w bramkarza. - Niepotrzebne to było. Zaczęły się przepychanki, trenerzy musieli pojawić się na murawie i nieco uspokoić zawodników. Na szczęście wszystko skończyło się na dwóch żółtych kartkach dla zawodników z obu drużyn - dodaje szkoleniowiec gospodarzy.
Efektownie zatem pożegnali się z kibicami w Białce zawodnicy Tempo. Dobry koniec? Jak najbardziej. Trudno wyobrazić sobie lepszy.
Tempo Białka - Niwa Nowa Wieś 3:0 (1:0)
Gole dla Tempo: Goryl, Młynarczyk, Sz. Marek.
Skład Tempo: Kłapyta - Raczek, Bielarz, Mentel, M. Marek, Harańczyk (46" Sz. Marek), Motor, Ficek (60" Młynarczyk), Lenik, Goryl (80" Kaczmarczyk), Puzik.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/listopad/bialka7{/gallery}
Szalony to mało powiedziane
Spory materiał do przemyśleń ma nowy trener Jałowca Stryszawa Szymon Burliga po dwóch spotkaniach. Tydzień temu jego podopieczni zremisowali w Przytkowicach 2:2, w niedzielę także zremisowali - tym razem 4:4 - w Paszkówce.
Po pięciu minutach spotkania w Paszkówce było już 1:1. W 2. minucie błąd obrońców gości, którzy zamiast wybić piłkę jak najdalej od swojej bramki zaczęli niepotrzebną zabawę w swojej 16-tce wykorzystał zawodnik gospodarzy. Riposta Jałowca nadeszła bardzo szybko - Tomasz Świerkosz podał na prawą stronę do Roberta Głuszka, a ten nie zmarnował sytuacji sam na sam z bramkarzem Dębu. Po kwadransie gry Jałowiec prowadził już 2:1 - gol padł niczym "marzenie Jerzego Engela w MŚ w Korei i Japonii w 2002 roku". Dla młodszych czytelników - taktyka na mecz z Koreą miała wyglądać tak - z bramki wybija piłkę Jerzy Dudek, zgrywa głową ją Radosław Kałużny, a szybki Emmanuel Olisadebe wykorzystuje sytuację sam na sam z bramkarzem rywali. W niedzielę w Paszkówce akcję zaczął Łukasz Kobiałka, głową przedłuża futbolówkę Świerkosz, a Bartłomiej Iciek nie myli się w sytuacji sam na sam z golkiperem Dębu.
Takim rezultatem kończy się pierwsza połowa, a tuż po wznowieniu gry w jej drugiej części Dąb doprowadza do wyrównania. W 55. minucie Jałowiec po raz drugi wychodzi na prowadzeni - w nieco kuriozalny sposób, ale szczęście ponoć sprzyja... przygotowanym. Obrońca Dębu chce zagrać piłkę głową do swojego bramkarza, piłka skozłowała jeszcze przed golkiperem Dębu (od nierówności na murawie, a jakże) i przejął ją... Grzegorz Jodłowiec, który po chwili umieścił ją w bramce! Mecz tymczasem w dalszym ciągu nabierał rumieńców - w 62. minucie był już remis 3:3. Nie popisał się w tej sytuacji Kobiałka, który skapitulował przy strzale w krótki słupek. Dziesięć minut później po naprawdę ładnej akcji (wydawało się, że to boisko do tego nie jest stworzone, a jednak) Dąb wyszedł na prowadzenie. Kiedy na kwadrans przed końcem Adrian Brytan obejrzał drugą żółtą kartkę (za faul sytuacyjny i powstrzymanie wychodzącego sam na sam zawodnika Dębu; w pierwszej połowie został napomniany przez sędziego także za faul) i chwilę później czerwoną to wydawało się, że nic dobrego Jałowca - mimo że wcześniej zdobył już trzy gole - nie spotka. A jednak - z rzutu wolnego dośrodkował w pole karne Grzegorz Jodłowiec, a tam "jak za starych, dobrych czasów" tam gdzie powinien znalazł się Tomasz Świerkosz i po chwili doprowadził do wyrównania. Chociaż przy wyniku 4:4 słowo wyrównanie brzmi jak brzmi.
Dąb Paszkówka - Jałowiec Stryszawa 4:4 (1:2)
Gole dla Jałowca: Świerkosz, Iciek, G. Jodłowiec, Głuszek.
Czerwona kartka: Brytan 80"
Skład Jałowca: Kobiałka - Starowicz, Bartyzel, Brytan, Szklarczyk, Iciek, K. Jodłowiec, Pindel, Głuszek, G. Jodłowiec, Świerkosz.
A-KLASA
Ważne jak się kończy!
Mogli przecierać oczy ze zdumienia kibice Babiej Góry obserwując pierwszy kwadrans derbowego spotkania z Lachami Lachowice. Po raz pierwszy w tym sezonie gospodarze byli faworytami i zwłaszcza w początkowym fragmencie gry rola ta ewidentnie im ciążyła. Ba, mogą mówić o dużym szczęściu, że nie przegrywali 1:0, 2:0 a nawet 3:0! W 2. minucie Mateusz Małysiak zagrał prostopadłą piłkę do Daniela Kachla, ten zdecydował się na strzał i piłka zatrzymała się na p oprzeczce. Kilka minut później po strzale z dystansu Krystiana Kubieńca goście mieli rzut rożny. Po jego wykonaniu z 6. metrów głową strzelał Sebastian Pyrzyk - uderzenie było naprawdę dobre, ale interwencja Artura Kachnica jeszcze lepsza. Czy ta drużyna naprawdę nie wygrała od sześciu kolejek, a dwa ostatnie mecze zakończyła porażkami 7:0 i 8:0? - mogli się zastanawiać kibice Babiej Góry.
Potem "do roboty" wzięli się gospodarze. Najpierw po trójkowej akcji Artura Rzepki, Michała Chrząszcza i Tomasza Ścieszki ten ostatni ostemplował słupek bramki Łukasza Nowaka. W kolejnej akcji z rzutu wolnego dośrodkował Ścieszka, a ustawiony tyłem do bramki Michał Wójtowicz zdołał oddać strzał w kierunku bramki Nowaka - co by nie mówić, na początku meczu obaj golkiperzy mieli okazje do wykazania się. I to czynili. W ich pojedynku zatem na razie było 1:1, w meczu tymczasem 0:0.
W 17. minucie kolejną świetną okazję miały Lachy - w sytuacji sam na sam z Kachnicem znalazł się Kubieniec (widać to na jednym z naszych zdjęć :) ), na nieszczęście dla niego nie miał do kogo zagrać piłki (bo nikt nie wbiegał w pole karne gospodarzy), więc sam próbował otworzyć wynik meczu. Z marnym skutkiem. - Wszystkie okazje mieliśmy jeszcze przy bezbramkowym remisie. Szkoda. Potem przyszła pierwsza bramka, w której piłka jeszcze odbiła się od jednego z naszych obrońców, następnie czerwoną kartkę zobaczył Małysiak, a my w kwadrans straciliśmy cztery gole, z czego dwa w doliczonym czasie gry. W tym momencie mecz został zamknięty - powiedział Krzysztof Chorąży, trener beniaminka z Lachowic. Streścił końcówkę tej części gry w iście ekspresowym sposób, poniżej nieco bardziej rozbudowany jej opis.
Zanim Wójtowicz otworzył wynik spotkania - na listę strzelców mogli się wpisać Ścieszka i Przemysław Burliga. Gary otrzymał świetne podanie od Kuby Kociołka, uprzedził Nowaka, lecz zmierzającą do bramki Lachów piłkę z linii bramkowej wybił Tomasz Banaś. Strzał Burligi zatrzymał, także na linii bramkowej, głową jeden z defensorów z Lachowic.
I wreszcie nadeszła 24. minuta - na strzał zza pola karnego zdecydował się Ścieszka i Babia Góra wywalczyła rzut rożny. Wykonał go Dawid Sumera, a gola głową zdobył Wójtowicz. Sześć minut później za dwie żółte kartki, i jedną czerwoną, z boiska wyleciał Małysiak. W 31. minucie Chrząszcz zagrał długą piłkę do Dawida Choczyńskiego, ten, chociaż miał "na plecach" jednego z rywali wpadł w pole karne Lachów i dośrodkował spod linii końcowej na przedpole bramkowe, gdzie całą akcję celnym, płaskim strzałem zakończył Tomasz Szarlej. Trzecia bramka to zasługa Choczyńskiego, który kilkudziesięciometrowy rajd zakończył równie efektownym golem. Wydawało się, że takim wynikiem zakończy się pierwsza połowa. W doliczonym czasie gry Babia Góra zdobyła jeszcze dwie bramki - najpierw po "sznurkowej", książkowej i nie wiadomo jak jeszcze ją opisać - może wzorcowej? - akcji, piłka wędrowała od nogi do nogi kolejnego zawodnika Babiej Góry, aż trafiła na lewą stronę do Szarleja. Ten dośrodkował w pole karne, piłkę przejął Kociołek i bach - atak na nogi kapitana gospodarzy zakończył się podyktowaniem jedenastki dla Babiej Góry. Rzut karny wykorzystał Ścieszka. To nie był koniec koszmaru beniaminka z Lachowic - kolejną indywidualną akcję przeprowadził Choczyński i było 5:0!
- Obawialiśmy się drugiej połowy, tego, że Babia Góra jeszcze bardziej na nas ruszy. Skróciliśmy pole gry i mecz stał się wyrównany - podsumował drugie czterdzieści pięć minut Chorąży. Może nieco na wyrost, ale jednak trzeba uczciwie przyznać, że Lachy lepiej prezentowały się po przerwie. Inna sprawa, że Babia Góra sądziła, niesłusznie, że każda jej akcja zakończy się golem.
W jej akcjach brakowało po prostu czegoś, większego zdecydowania - nad poprzeczką strzelali Rzepka i Chrząszcz, kolejny strzał Ścieszki z linii bramkowej wybił zawodnik gości. Lachy tymczasem w 66. minucie mogły zdobyć honorową bramkę - Mariusz Gach przegrał jednak pojedynek z Kachnicem. Zresztą kilka minut później ten zawodnik z powodu kontuzji musiał opuścić plac gry. Schodzącego zawodnika gości gromkimi brawami pożegnała publiczność w Suchej Beskidzkiej - na pewno ładny, godny naśladowania na wszystkich stadionach świata akcent.
Na kwadrans przed zakończeniem spotkania Lachy wreszcie zdobyły gola - podanie od Dawida Kachla efektownym strzałem z woleja wykończył Daniel Kachel. - Co jest z wami? - krzyknął do swoich podopiecznych zza linii bocznej Sławomir Bączek. Ci próbowali na gola Lachów odpowiedzieć - Wójtowicz zamiast zdecydować się na podanie do Choczyńskiego wybrał wariant strzałowy (mocny, ale niecelny), następnie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Kociołka do piłki w polu karnym Lachów nie doszedł Choczyński oraz Chrząszcz.
Końcowy gwizdek sędziego przyjęto z ogromnym zadowoleniem w Suchej Beskidzkiej. Przecież po siedmiu kolejkach - Babia Góra miała na koncie zero punktów i zdecydowanie zamykała tabelę. teraz ma tych punktów 14 i przynajmniej do niedzieli będzie na ósmym miejscu w tabeli. Tymczasem porażka z Babią Górą zepchnęła Lachy na ostatnie miejsce w tabeli. - Nawet druga połowa pokazała, że nasi zawodnicy mają potencjał. Niewiele potrzeba, żeby przyszły wyniki - najważniejsze są treningi, a w składzie mam wielu studentów, którzy dopiero trenują w piątki w Lachowicach. Na pewno musimy się wzmocnić, przyzwyczaić się do gry na większych boiskach, jak choćby na tym w Suchej Beskidzkiej, bo chcemy zostać w A-klasie na przyszły sezon - podsumował Chorąży.
Nie mamy żadnej wypowiedzi w tej relacji trenera Babiej Góry Sławomira Bączka, bo ten zaraz po zakończeniu spotkania udał się na egzamin do Krakowa na kolejny "stopień trenerski". Ale spokojnie, niebawem na naszej stronie ukaże się obszerny wywiad z trenerem Babiej Góry.
Babia Góra Sucha Beskidzka - Lachy Lachowice 5:1 (5:0)
Gole dla Babiej Góry: Choczyński (dwa), Szarlej, Ścieszka, Wójtowicz.
Gol dla Lachów: Daniel Kachel.
Czerwona kartka: Małysiak (Lachy) 30"
Składy:
Babia Góra: Kachnic (85" Bubiak) - Rzepka, Kudzia (77" Rzeźniczak), Burliga, Chrząszcz, Szarlej, Kociołek, Sumera (65" Świerkosz), Wójtowicz, Ścieszka (80" Sajnog), Choczyński.
Lachy: Nowak - Banaś, M. Gach (70" M. Kachel), Kąkol, Kubieniec, Pyrzyk, Małysiak, Dawid Kachel, Stachnik (78" Urbanek), P. Gach, Daniel Kachel.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/listopad/babia7{/gallery}
Mecz jak cała runda
Naroże Juszczyn spędzi przerwę zimową na podium tabeli wadowickiej A-klasy (na chwilę obecną jest drugie, ale jeżeli Znicz Sułkowice Bolęcina wygra zaległe spotkanie z Płomieniem Sosnowice, to będzie to miejsce trzecie). Czkawką podopiecznym Jakuba Jeziorskiego odbijają się niewykorzystane sytuacje w kolejnych spotkaniach - gdyby jego podopieczni wykorzystywali chociaż połowę okazji, które stwarzają, to Naroże spokojnie byłoby samodzielnym liderem. Wystarczy przewertować kolejne nasze relacje ze spotkań juszczyńskiej drużyny, żeby wyrobić sobie chociaż minimalne wyobrażenie o tym, jak bardzo nieskuteczna potrafi być ta drużyna. Z drugiej strony zdecydowanie za łatwo Naroże traci gole i to też dla drużyny, która aspiruje przecież do awansu, jest bolączką do rozwiązania.
Spotkanie w Wieprzu przebiegało według utartego schematu praktycznie z każdego meczu w tym sezonie, w którym występują podopieczni Jeziorskiego - to Naroże jest lepszym piłkarsko zespołem, kontroluje wydarzenia na boisku i stwarza groźne okazje pod bramką przeciwnika.
Boisko w Wieprzu nie pozostawia złudzeń – o pięknej grze, nawet jej próbie, trzeba jak najszybciej zapomnieć i postawić na futbol skuteczny, a przy tym niesamowicie siłowy. Jak wiadomo – z futbolem skutecznym zawodnicy Naroża mają problem. W 4. minucie z dystansu przymierzył Marcin Ceremuga – piłka odbiła się od poprzeczki, od linii bramkowej i trafiła do Marcina Kryjaka, który z metra nie pokonał bramkarza gospodarzy! Minutę później Marcin Ferek przymierzył z 15. metró – piłka o centymetry minęła słupek bramki Orła. Po kwadransie gry i trójkowej akcji Ferka, Kryjaka i Marcina Drobnego ten ostatni decyduje się na strzał – piłka tylko ociera się o słupek. Po pół godzinie gry w pole karne Orła dośrodkowuje Ferek, a Tomasz Lipka z dwóch metrów nie trafia w bramkę. Ostatnia sytuacja dla Naroża w tej części gry to strzał z 20. metrów Marcina Drobnego, po którym futbolówka ociera się o spojenie słupka z poprzeczką. W pierwszych czterdziestu pięciu minutach bramkarz Naroża Michał Fidelus był zatrudniony tylko raz – po strzale z 30. metrów w sam środek bramki. – Powinniśmy prowadzić 3, 4 bramkami. Nie miałem zastrzeżeń do chłopaków, jeżeli chodzi o grę w tym meczu. Z takim zaangażowaniem w każdym spotkaniu mielibyśmy jeszcze więcej punktów na koncie – powiedział Jakub Jeziorski.
Po przerwie obraz gry się nie zmienia – napór Naroża trwa w najlepsze. Wreszcie w 55. minucie Marcin Drobny zostaje sfaulowany w polu karnym i goście mają jedenastkę. Skutecznym jej egzekutorem okazuje się Marcin Ferek. Naroże ani myśli zwalniać tempa – w sytuacji sam na sam z bramkarzem Orła zbyt długo z oddaniem strzału zwleka Lipka, aż w końcu uprzedza go obrońca. Kilkadziesiąt sekund po pojawieniu się na placu gry w polu karnym Orła zostaje nieprzepisowo powstrzymany Grzegorz Ferek. Sędzia dyktuje kolejną jedenastkę – tym razem bramkarz Orła wyczuwa intencje strzelającego Marcina Ferka i wychodzi zwycięsko z tej sytuacji.
- To był moment zwrotny – nie ma wątpliwości Jeziorski. Orzeł uwierzył, że nie wszystko jeszcze stracone i zaczął grać odważniej. I Naroże zostało skarcone – po dośrodkowaniu z rzutu wolnego najwyżej w polu karnym gości wyskoczył jeden z obrońców Orła i pięknym strzałem w samo okienko doprowadził do wyrównania. To nie koniec – kilka minut później po kolejnym dośrodkowaniu w pole karne Naroża, najpierw strzał jednego zawodnika gospodarzy zostaje zablokowany, a dobitka przelatuje metra nad poprzeczką!
Naroże w końcówce ma jeszcze dwie dobre okazje – za każdym razem jednak Rafał Drobny zostaje powstrzymany w polu karnym, a gwizdek sędziego milczy.
- Za nami bardzo dobry mecz, ale ta nieskuteczność… - podsumowuje Jakub Jeziorski.
Orzeł Wieprz - Naroże Juszczyn 1:1 (0:0)
Gol dla Naroża: M. Ferek (k.).
Skład Naroża: Fidelus - Gąstała, Kulka, Ceremuga, Baziński, M. Ferek, R. Drobny, Kryjak (82" Chorąży), Uczniak (55" Kardaś), Lipka (G. Ferek), M. Drobny.
Nie każde zwycięstwo cieszy
Wynik mówi może nie wszystko, ale wiele - Jordan Jordanów pokonał bardzo pewnie Spisz Krempachy 4:1. W porównaniu do wielu poprzednich spotkań, w niedzielne popołudnie gospodarze wykorzystali jedne z pierwszych okazji do zdobycia gola i "ustawili" przebieg rywalizacji. Najpierw podanie od Piotra Kołodziejczyka na bramkę zamienił Gaweł Tyrpa. W 15. minucie Jordan prowadził już 2:0 - w polu karnym został sfaulowany Paweł Romaniak, a rzut karny wykorzystał Filip Tyrpa. Gospodarze ani myśleli zwalniać - w kolejnej akcji ponownie nieprzepisowo został powstrzymany w polu karnym Romaniak, lecz, na swoje nieszczęście, utrzymał się na nogach, a jego strzał nie był celny.
Mimo że w drugiej połowie beniaminek zdobył nawet kontaktowego gola, to wygrana Jordana nawet przez chwilę nie była zagrożona. W końcówce Spisz dobił Romaniak i bardzo ładnym strzałem z rzutu wolnego Bartłomiej Kowalcze. Mogło być wyżej - Romaniak nie wykorzystał sytuacji sam na sam trafił z bramkarzem gości.
Jordan wygrał, ale w szatni większość zawodników była po tym spotkaniu w "nie najlepszych" nastrojach. Powód to bardzo chamska, momentami brutalna gra gości. Nie obyło się oczywiście bez polowania na nogi kolejnych zawodników gospodarzy. - Współczuję kibicom, że musieli oglądać to żenujące przedstawienie. Nie miało to wiele wspólnego z piłką nożną. Tu nie chodzi o twardą, męską walkę, ale prowadzoną fair, lecz o brutalne, chamski ataki na nas. Wielokrotnie siedząc na ławce trenerskiej obawiam się o zdrowie swoich podopiecznych. W meczu ze Spiszem sięgnęło to zenitu. Straciliśmy Jarka Dudka i jest to dla nas duża strata - powiedział trener Jordana Jordanów Zdzisław Gacek.
Jordan Jordanów - Spisz Krempachy 4:1 (2:0)
Gole dla Jordana: Romaniak, G. Tyrpa, F. Tyrpa, Kowalcze.
Skład Jordana: Rypel - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, G. Tyrpa, Wójtowicz, Sochacki, Kołodziej, Dudek (65" Paś), Romaniak (85" Piosek), Kowalcze.
B-KLASA
Postraszyli lidera
Mecz w Czarnym Dunajcu powinien zostać rozstrzygnięty na korzyść gości z Naprawy już w pierwszej połowie. Powinien. Gol Krystiana Panka, który wykorzystał podanie od Łukasza Cisconia i w sytuacji sam na sam z bramkarzem lidera podhalańskiej B-klasie wyprowadził Unię Naprawę na jednobramkowe prowadzenie, okazał się jednak niewystarczający. - Co nam z tego, że po zakończeniu piłkarze Czarnych mówili, że trzy punkty powinny pojechać do Naprawy - mówi nie pocieszony grający trener Unii Franciszek Gacek.
Przewaga w czysto piłkarskich umiejętnościach była po stronie gospodarzy, lecz ich gra w pierwszej połowie przypominała klasyczne "bicie głową w mur". Goście za to stworzyli w tej części gry trzy idealne okazje do podwyższenia rezultatu. Najlepszą zmarnował Paweł Cieżak, który nie trafił z metra do pustej bramki! - Ta sytuacja będzie się śnić po nocach - nie miał wątpliwości Gacek.
Po przerwie Czarni zdobyli dwa gole - jeden z nich po źle ustawionej pułapce ofsajdowej po rzucie rożnym. Unia w doliczonym czasie gry miała świetną okazję do wyrównania - w sumie to piłka znalazła się w bramce Czarnych, lecz sędzia podyktował pozycję spaloną. Z rzutu wolnego kilka sekund wcześniej przymierzył Dawid Mastela, a bramkarz Czarnych świetnie sparował piłkę na słupek. Piłka wyszła w pole i trafiła do Krzysztofa Gacka, który zdecydował się na natychmiastowy strzał. Niestety dla Unii, zmierzającą do bramki piłkę dotknął tuż przed bramką jeszcze Grzegorz Sutor, który był na spalonym...
Czarni Czarny Dunajec - Unia Naprawa 2:1 (0:1)
Gol dla Unii: Panek.
Skład Unii: Kania - F. Gacek, Ł. Ciscoń, D. Ciscoń, Sutor, Masłowski, Święchowicz, Panek (75" Gacek), Cieżak, Matusiak, Mastela.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze