Reklama


(WYNIKI) Piłkarski piątek: Naroże triumfuje w Suchej Beskidzkiej!

11/11/2016 08:16

yTo nie był zdecydowanie dzień dla gospodarzy, jeżeli spojrzymy na spotkania z udziałem drużyn z naszego powiatu. W spotkaniu na szczycie A-klasy Naroże Juszczyn wygrywa na stadionie Babiej Góry Sucha Beskidzka 2:1. Prowadzenie w tym spotkaniu objęli gospodarze za sprawą Dawida Choczyńskiego, ale Naroże potrafiło przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść - samobójcze trafienie zanotował Rafał Magiera, a zwycięstwo Narożu zapewnił Paweł Romaniak. Także na wyjeździe, ale w Wieprzu, wygrał Jałowiec Stryszawa. Piłkarze Jałowca od 20 minuty grali w osłabieniu po czerwonej kartce dla trenera Tomasza Sali. Trzy punkty z Krzeszowa wywożą także zawodnicy Gromu Grzechynia.

RELACJE WIECZOREM :)

A-KLASA:

Popsute święto

 

Miał być wielki mecz dwóch najlepszych drużyn na chwilę obecną w wadowickiej A-klasie. I na pewno zawodnicy stanęli na wysokości zadania, licznie na stadionie w Suchej Beskidzkiej stawili się kibice Babiej Góry i Naroża. Oczekiwań nie spełnili tylko, a dla gospodarzy aż, rozjemcy tego spotkania.

Babia Góra doskonale wiedziała, że największe zagrożenie ze strony Naroża grozi jej ze strony Marcina Drobnego. Lekcję odrobiło również Naroże i momentami podwajało krycie najlepszego napastnika suskiego klubu - Dawida Choczyńskiego. W przypadku gospodarzy – do Drobnego momentami doskakiwało nawet trzech zawodników!

Reklama

Żadna z drużyn w początkowej fazie spotkania nie rzuciła się ataków na hurra. Pilnowanie wyznaczonego przez trenera sektora, doskakiwanie do rywala i koncentracja – tak wyglądał pierwszy kwadrans piątkowego spotkania. Trochę rozruszać ofensywę zapragnęła Babia Góra – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kuby Kociołka wydawało się, że kompletnie pogubili się gospodarze wycofując piłkę w okolicę linii środkowej. Tymczasem jedno podanie do Artura Rzepki sprawiło, że dalekim wyjściem musiał ratować sytuację Michał Fidelus. Po przeciwnej stronie po ładnym zagraniu w pole karne przyjął Grzegorz Ferek, lecz ta mu w ostatniej chwili odskoczyła i to był koniec tej akcji.

W 23. minucie na pierwszą indywidualną akcję zdecydował się Paweł Romaniak, lecz strzelił niecelnie. Dwie minuty później w polu karnym Babiej Góry efektownie upadł Romaniak, ale nie na tyle, żeby sędzia podyktował rzut karny. Goście zresztą nie zgłaszali w tej sprawie pretensji do sędziego.

Reklama

Chwilę później akcja przeniosła się już w okolicę pola karnego Naroża. Choczyński opanował piłkę stojąc tyłem do bramki Naroża – nie znalazł jednak żadnej przestrzeni do oddania soczystego strzału, bo świetnie był blokowany przez Rafała Drobnego.

Choczyński mógł w 32. minucie znaleźć się oko w oko z Fidelusem. Mógł, ale świetną interwencją popisał się kapitan Naroża Paweł Gąstała zażegnując niebezpieczeństwo na 35 metrze od własnej bramki.

Bardzo dobrą okazję do objęcia prowadzenia stworzyło Naroże w 38. minucie – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego instynktownie interweniował Artur Kachnic, lecz żaden z zawodników gości nie potrafił skierować piłki do bramki Babiej Góry.

Reklama

120 sekund później kapitan Naroża Gąstała (od 33 minuty miał żółtą kartkę na swoim koncie) powinien zakończyć udział w tym spotkaniu. Zbyt długo namyślał się z wybiciem piłki, a z boku doskoczył do niego Choczyński. Spóźniony Gąstała ratował się faulem. – Wiem, że trener Babiej Góry miał pretensję o tę sytuację do sędziego. Można się tutaj spierać, bo Paweł nie widział napastnika gospodarzy – powiedział trener Naroża Jakub Jeziorski. – O wyniku takiego spotkania mogą decydować detale. W tym przypadku detale sędziego. Jakby sędzia był obiektywny, to obrońca Naroża powinien otrzymać czerwoną kartkę – tyle, na razie, ze strony opiekuna Babiej Góry, Sławomira Bączka.

Pierwszą połowę zakończył niecelny strzał w polu karnym Babiej Góry Rafała Drobnego.

Reklama

Druga część meczu rozpoczęła się idealnie dla gospodarzy – Babia Góra wyprowadziła wzorową kontrę, Kamil Dyduch z pierwszej piłki zagrał do Choczyńskiego, ten odważnie wszedł między dwóch obrońców Naroża, minął bramkarza i skierował piłkę do pustej bramki.

Naroże mogło odpowiedzieć po dwóch minutach – zza pola karnego na strzał zdecydował się Karol Pietrzak, lecz piłka o metr minęła słupek bramki Babiej Góry. Niebawem miał zacząć się koszmar Babiej Góry. Potrójny! W 62. minucie uraz wyeliminował z gry Choczyńskiego. Niebawem to samo powinno spotkać Pawła Gąstałę z Naroża, ale nie z powodu zmiany, lecz „trzeciej żółtej kartki”. – Paweł miał trzy twarde faule w tym meczu. Po pierwszym dostał zasłużoną żółtą kartkę, o drugiej sytuacji już mówiłem, a przy trzeciej mógł zostać ponownie napomniany. Gdyby otrzymał wtedy żółtą kartkę, nie mógłbym mieć o to pretensji – powiedział Jeziorski. Sędzia ponownie był jednak niezwykle pobłażliwy w stosunku do kapitana gości.

Reklama

180 sekund – tyle zajęło Michałowi Wójtowiczowi skompletowanie dwóch żółtych kartek. – W naszym przypadku był jeden faul i przypadkowe zagranie ręką i od razu czerwona kartka. Nie mam o to żalu, ale o to, żeby w wyrównanym meczu sędzia nikogo nie krzywdził, szanował zdrowie chłopaków i był obiektywny. Sędzia jednak zawsze się wytłumaczy – dodał Bączek.

Naroże zwietrzyło szansę na zdobycie gola i zaatakowało – Pietrzak dośrodkował w pole karne, gdzie rezerwowy Marcin Kuszyk od razu zgrał piłkę wzdłuż bramki. Tam dopadł do niej Piotr Kardaś – trafił w słupek, a piłkę niefortunnie do własnej bramki skierował Rafał Magiera.

Reklama

Od tego momentu mecz stał się bardziej brutalny – raz po raz do parteru byli sprowadzani kolejni zawodnicy, chociaż w niektórych sytuacjach można mówić o teatralnych upadkach. Nie panował nad tym chaosem sędzia.

Goście dopięli swego w 78. minucie – Marcin Drobny uciekł Magierze, wycofał piłkę do Romaniaka, a ten pewnym strzałem pokonał Kachnica.

Jeszcze jedna kuriozalna sytuacja miała miejsce w 83. minucie przy okazji zmiany Kardasia. – Stoi zawodnik blisko linii środkowej i arbiter boczny sygnalizuje zmianę, że zejdzie zawodnik numer 16 (czyli Kardaś). Ten tymczasem ucieka kilkanaście metrów do środka, żeby komuś podać rękę. Żółtej kartki nie otrzymał – mówi Bączek.

Reklama

I nadeszła dziewięćdziesiąta minuta – po dośrodkowaniu z rzutu wolnego sędzia uznał, że Łukasz Mika faulował w tej sytuacji Fidelusa. Trzeba dodać, że po tym starciu piłka „wyszła” do góry, pojedynek główkowy z Rafałem Drobnym wygrał Dyduch i trafił do bramki. – Wydaje mi się, że to był ewidentny faul. Widziałem to z daleka, ale Michał miał piłkę w rękach. Zawodnik Babiej Góry od razu w geście przeprosin podał mu rękę – powiedział Jeziorski.

Fidelus jednak na pewno piłki nie miał w rękawicach, a pozostaje pytanie, czy Mika go w tej sytuacji faulował.  – Kiedy zawodnik atakuje piłkę to normalne, że może zderzyć się z bramkarzem. Zmieniły się przepisy i bramkarz nie jest już nietykalny w piątce. Piłkarsko ten mecz był na remis. Mam nadzieję, że w lepszych nastrojach będziemy kończyć mecz na wiosnę w Juszczynie – podsumował Bączek.

Reklama

- Kiedy Babia Góra zdobyła gola, to może to dziwnie zabrzmieć, ale byłem spokojny o końcowy wynik. Wierzyłem, że odwrócimy losy spotkania. Jeżeli nie wygramy, to chociaż zremisujemy. Babia Góra postawiła nam trudne warunki, a przez większość spotkania pojedynek był wyrównany. Uważam, że troszeczkę lepiej byliśmy przygotowani fizycznie – powiedział Jeziorski.

Po zakończeniu meczu kibice z Juszczyna podziękowali zawodnikom za grę i wynik. – Sam się zdziwiłem ich ilością na spotkaniu w Suchej Beskidzkiej. Pewnie to, że graliśmy z wiceliderem na nowym stadionie wpłynęło na ich liczebność, bo nie to, że jesteśmy w czołówce. Tam jesteśmy od dawna. Mam nadzieję, że będą nas tak dopingować też w innych spotkaniach, chociaż w Suchej zaczęli nas mocniej wspierać dopiero od stanu 1:1 – mówi Jeziorski.

Reklama

Bez względu na niedzielny wynik spotkania z Orłem Wieprz, Naroże zakończy rundę jesienną na pierwszym miejscu. – Babia Góra traci do nas cztery punkty, ale na wiosnę wszystko jest możliwe. Czeka nas piętnaście meczów. Uważam, że ligę wygrywa się spotkaniami z zespołami z dolnych rejonów tabeli, bo czołówka zawsze gdzieś punkty potraci. Naroże? Naszym celem był, jest i będzie awans – dodał na zakończenie trener Naroża Juszczyn.

Babia Góra Sucha Beskidzka - Naroże Juszczyn 1:2 (0:0)

Gol dla Babiej Góry: Choczyński.

Reklama

Gole dla Naroża: samobójczy, Romaniak.

Czerwona kartka: Wójtowicz (Babia Góra).

Składy:

Babia Góra: Kachnic - Rzepka, Magiera, Burliga, Ścieszka, Kociołek, Wójtowicz, Szarlej (70" Pacyga), Chrząszcz (75" Bielarz), Dyduch, Choczyński (55" Mika).

Naroże: Fidelus - R. Drobny, Gąstała, Baziński (32" Kwaśniewski), Kulka, M. Ferek, Pietrzak, Kardaś (85" Ceremuga), G. Ferek (67" Kuszyk), Romaniak (88" Uczniak), M. Drobny.

Apogeum kuriozalności i ten pierwszy raz Gromu

- Mówiłem chłopakom w przerwie, że możemy zdobyć kontaktowego gola i potem ruszyć jeszcze bardziej na przeciwnika - powiedział po zakończeniu spotkania z Gromem Grzechynia trener Żurawia Krzeszów, Jacek Kudzia. Tymczasem...

W 60. minucie właśnie Kudzia (zdaniem gości był na dwumetrowym spalonym, a samemu zainteresowanemu trudno było to ocenić) podał do Pawła Wajdzika, a ten został sfaulowany w polu karnym. Do piłki podszedł Józef Łuczak i strzelił. Uderzenie wybił przed siebie Adam Pająk, a Łuczak spóźnił się o pół sekundy z dobitką i sfaulował golkipera gości. Jako, że miał już żółtą kartkę na swoim koncie... - Zamiast gola na 2:1, tracimy zawodnika. Osiągnęliśmy apogeum kuriozalności! - nie mógł uwierzyć Kudzia.

Kilka minut później Tomasz Czubin podaje ze skrzydła do Rafała Toczka, a ten pokonuje Tomasza Kotlarza. Do końca spotkania pozostał kwadrans - Grom oddał pole Żurawowi, a ten starał się zdobyć chociaż honorowego gola. Najlepszej okazji nie wykorzystał Łukasz Wala, który trafił w słupek.

- Kolejny mecz przegrany w ładnym stylu. Przed nami jeszcze jedno spotkania (w niedzielę w Roczynach), w zimie reset i z optymizmem musimy zacząć rundę wiosenną. Nie mogę chłopakom odmówić chęci i ambicji, nie odpuszczają. Bardzo brakuje nam goli (Żuraw zdobył ich zaledwie siedem!!!) i za nieskuteczność płacimy wysoką cenę - podsumował Kudzia.

Tyle o drugiej połowie, a co się działo w pierwszej? Żuraw chciał konsekwentnie grać swoją piłkę, rozgrywać akcje. Na boisku w Krzeszowie, które ogólnie się do tego w tych dniach nie nadaje, było o to trudno. Swoje okazje Żuraw jednak w tym fragmencie i tak miał. W poprzeczkę przymierzył Bartłomiej Tagosz, a piłka po strzale Kudzi już minęła Adama Pająka, lecz ugrzęzła w błocie w okolicy linii bramkowej gości! 

Piłkarze Gromu nie ograniczali się w tej połowie do roli statystów. Ba, zdobyli dwa gole a mogli do tego dołożyć jeszcze dwa kolejne. - Straciliśmy dwa przypadkowe gole, po przebitkach - żałował Kudzia. 

Na 1:0 trafił Mateusz Pająk - z boku piłkę dośrodkował Rafał Dyrcz, a piłka najpierw odbiła się od Mateusza Pająka, spadła mu szczęśliwie pod nogi i... gol! Była to 23. minuta gry. Sześćdziesiąt sekund później z rzutu wolnego przymierzył Mateusz Pająk, lecz Kotlarz sparował piłkę na rzut rożny. Dobrej okazji nie wykorzystał Daniel Bogacz, który po wrzutce z boku Dyrcza strzelił głową prosto w bramkarza Żurawia. W pewnym momencie na strzał z dystansu zdecydował się Czubin, lecz piłka minęła okno bramki gospodarzy.

Gol na 2:0 to ładna, zespołowa akcja Gromu - Dyrcz zagrał do Łukasza Krupczaka, a ten oddał piłkę Czubinowi. Napastnik Gromu zagrał następnie do Toczka - kilka chwil trwało zanim ktoś z tej dwójki zdecyduje się na uderzenie, lecz ostatecznie to Toczek odważył się sfinalizować całą akcję płaskim strzałem.

Grom zatem się przełamał - wygrał po raz pierwszy w tym sezonie na boisku rywala. Żuraw z kolei będzie musiał do wiosny zaczekać na pierwszą wygraną na własnym stadionie.

Żuraw Krzeszów - Grom Grzechynia 0:3 (0:2)

Gole dla Gromu: Toczek (dwa), M. Pająk.

Czerwona kartka: Łuczak (Żuraw).

Składy:

Żuraw: Kotlarz - G. Kawończyk, Zawora, Pilarczyk, Skrzypek, Wójcik, Łuczak, M. Kawończyk, Targosz, Wajdzik (85" Korczak), Kudzia (70" Wala). 

Grom: A. Pająk - Białończyk, Paweł Surmiak, Dyrcz, Marcin Surmiak, Ł. Krupczak, M. Pająk, Czubin, Kudzia, Bogacz (65" Ceremuga), Toczek

Dali radę w osłabieniu

Orzeł Wieprz całkiem dzielnie poczyna sobie w tym sezonie na swoim stadionie, więc tym bardziej po czerwonej kartce dla grającego trenera Jałowca Tomasza Sali w dwudziestej minucie gry (w odstępie około dziesięciu sekund, bo tyle dzieliło czas od żółtej kartki za faul i kolejnej żółtej za "wybitne niezgadzanie się z tą decyzją" przez Salę. Słowa w cudzysłowie można przełożyć na wiadomo jakie), gospodarze mogli mieć prawo sądzić, że coś ugrają z Jałowcem. Nie ugrali nic.

Goście do przerwy zdobyli jednego, pięknego gola. Z około czterdziestu metrów przymierzył Ukrainiec Mykhailo Sabliash i przelobował golkipera Orła!!!

Po przerwie Jałowiec ukłuł jeszcze dwa razy. Kolejny gol dla Jałowca to coś na miarę strategii Jerzego Engela na inauguracyjny mecz z Koreą Południową podczas mundialu w Korei i Japonii w 2002 roku. Wtedy to dalekim wykopem miał wznawiać grę Jerzy Dudek, piłkę głową przedłużać Radosław Kałużny wprost do Emanuela Olisadebe, a ten miał pokonać bramkarza Korei. Podane nazwiska byłych reprezentantów Polski można zamienić z, kolejno, Rafałem Pępkiem, Sabliashem i Dawidem Polakiem i otrzymamy gola na 2:0 dla Jałowca.

Nadzieje na korzystny rezultat Orłowi wybiło z głowy trafienie na 3:0 - faulowany w polu karnym był Mariusz Mentel, a jedenastkę wykorzystał Sabliash.

Orła stać było tylko na honorowe trafienie, z karnego, w końcówce spotkania.

Orzeł Wieprz - Jałowiec Stryszawa 1:3 (0:1)

Gole dla Jałowca: Sabliash (dwa), Polak.

Czerwona kartka: Sala (Jałowiec).

Skład Jałowca: Pępek - K. Iciek (75" Szklarczyk), Harańczyk, Kotlarczyk, Biela, Polak, Mentel, Sala, Stachnik, Okrzesik, Sabliash (85" Porębski).

Skawa Wadowice - Burza Roczyny 3:0

Sokół Przytkowice - Olimpia Chocznia 4:2

Astra Spytkowice - Znicz Sułkowice-Bolęcina 2:2

Relaks Wysoka - Halniaka Targanice 2:1

B-KLASA:

Spryt Janiczaka

O ładnej, kombinacyjnej grze w spotkaniu Lachów ze Strzelcem nie mogło być mowy. Powodem nie były umiejętności zawodników obu drużyn, lecz fatalny stan murawy w Lachowicach. Goście zaproponowali nawet, żeby mecz odbył się w Budzowie, ale gospodarze nie wyrazili na to zgody.

Jedyny gol w tym błotnym spotkaniu został zdobyty w pierwszej połowie. Z rzutu wolnego przymierzył Gabriel Janiczak wykorzystując to, że sędzia nie nakazał wznowienia gry na gwizdek, i de facto skierował piłkę do pustej bramki obok kompletnie zaskoczonego takim obrotem sprawy bramkarza Lachowic.

Po przerwie obraz "gry" nie uległ zmianie - chociaż pojawiały się próby zmiany w poprzeczkę. Raz jeden z zawodników ostemplował poprzeczkę, a po drugiej stronie piłkę grający trener Strzelca Łukasz Reciak trafił co prawda piłką do bramki, lecz sędzia zasygnalizował pozycję spaloną.

Lachy Lachowice - Strzelec Budzów 0:1 (0:1)

Gol dla Strzelca: Janiczak.

Składy: 

Lachy: Nowak - Kubielas, Sz. Chorąży, Gach, Banaś, Stachnik, Kubieniec, Dawid Kachel, Małysiak, Daniel Kachel, Pyrzyk

Strzelec:  Kozak - Łuczak, Nosal, P. Burliga, Kwaśniowski, Kacper Burliga, Konrad Burliga, Gielata (70" Reciak), Janiczak, Pieczara (60" Polak).

Remis za wszelką cenę

- Z jednej strony cieszymy się, że jesteśmy jedyną drużyną niepokonaną w tym sezonie, a z drugiej to jest piąty remis, który powinien być naszą wygraną. Tylko podział punktów w spotkaniu ze Strzelcem Budzów uważam za sprawiedliwy, a w pozostałych meczach powinniśmy zwyciężyć - powiedział po spotkaniu Tarnawianki Tarnawy Dolnej z Dębem Sidziną trener gości Mariusz Zawiła. Trener, który mieszka w Tarnawie i z tego powodu czuł ze strony kibiców miejscowych większą niż gdziekolwiek inną "presję".

Goście rozpoczęli mecz ze sporym animuszem i w pierwszym kwadransie kilkukrotnie zagrozili bramce gospodarzy. - Źle kończyliśmy te sytuacje, bo albo strzelaliśmy obok bramki, albo prosto w bramkarza - żałował Zawiła.

Piłkarze Tarnawianki tymczasem w trakcie spotkania oddali tylko jeden celny strzał - z rzutu wolnego przymierzył grający trener gospodarzy Witold Romanowski, lecz piłka nie sprawiła większego problemu Sebastianowi Motorowi. W innej sytuacji jeden z piłkarzy gospodarzy strzelał obok bramki.

Gospodarze drugi mecz z rzędu grali gołą jedenastką (wcześniej porażka w Budzowie 3:0), lecz teraz za punkt honoru obrali sobie zabezpieczenie drogi do własnej bramki. Z tego powodu kibice widzieli wiele klasycznych "sanek" czy innych ostrych wejść. - Tarnawianka grała ostro, brutalnie, jeździli po naszych nogach - powiedział Zawiła.

Kiedy w 65. minucie czerwoną kartkę zobaczył zawodnik Tarnawianki Piotr Żmudka, to wydawało się, że w pełni wydarzenia na boisku zdominują goście. Tzn. jeszcze bardziej, bo do tego momentu przewaga w posiadaniu piłki była również po ich stronie. Bardzo szybko, bo w 75. minucie siły się wyrównały, bo wprowadzony w drugiej połowie Sławomir Pastwa również w konsekwencji dwóch żółtej musiał wcześniej opuścić plac gry. Jeszcze wcześniej Pastwa mógł zostać bohaterem spotkania - piłka po jego strzale zatrzepotała w siatce Tarnawianki, lecz wcześniej sędzia uznał, że jednego z zawodników Tarnawianki faulował Mariusz Lipa.

Tarnawianka Tarnawa Dolna - D ąb Sidzina 0:0

Czerwone kartki: Żmudka (Tarnawianka) i Pastwa (Dąb).

Składy:

Tarnawianka: Ficek - Sitarz, Romanowski, Ł. Miś, Żmudka, Madej, Paczka, Stopka, Szczygieł, Grabowski, M. Miś.

Dąb:  S. Motor, J. Kostka, P. Kostka, Korbel, Pelcel, Krupa (65" A. Kolaniak), Jaromin, Szczurek, Ł. Kolaniak, Malada (46" Pastwa), Lipa (80" Staszczak).

 

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama