yTo nie był zdecydowanie dzień dla gospodarzy, jeżeli spojrzymy na spotkania z udziałem drużyn z naszego powiatu. W spotkaniu na szczycie A-klasy Naroże Juszczyn wygrywa na stadionie Babiej Góry Sucha Beskidzka 2:1. Prowadzenie w tym spotkaniu objęli gospodarze za sprawą Dawida Choczyńskiego, ale Naroże potrafiło przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść - samobójcze trafienie zanotował Rafał Magiera, a zwycięstwo Narożu zapewnił Paweł Romaniak. Także na wyjeździe, ale w Wieprzu, wygrał Jałowiec Stryszawa. Piłkarze Jałowca od 20 minuty grali w osłabieniu po czerwonej kartce dla trenera Tomasza Sali. Trzy punkty z Krzeszowa wywożą także zawodnicy Gromu Grzechynia.
RELACJE WIECZOREM :)
A-KLASA:
Popsute święto
Miał być wielki mecz dwóch najlepszych drużyn na chwilę obecną w wadowickiej A-klasie. I na pewno zawodnicy stanęli na wysokości zadania, licznie na stadionie w Suchej Beskidzkiej stawili się kibice Babiej Góry i Naroża. Oczekiwań nie spełnili tylko, a dla gospodarzy aż, rozjemcy tego spotkania.
Babia Góra doskonale wiedziała, że największe zagrożenie ze strony Naroża grozi jej ze strony Marcina Drobnego. Lekcję odrobiło również Naroże i momentami podwajało krycie najlepszego napastnika suskiego klubu - Dawida Choczyńskiego. W przypadku gospodarzy – do Drobnego momentami doskakiwało nawet trzech zawodników!
Żadna z drużyn w początkowej fazie spotkania nie rzuciła się ataków na hurra. Pilnowanie wyznaczonego przez trenera sektora, doskakiwanie do rywala i koncentracja – tak wyglądał pierwszy kwadrans piątkowego spotkania. Trochę rozruszać ofensywę zapragnęła Babia Góra – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kuby Kociołka wydawało się, że kompletnie pogubili się gospodarze wycofując piłkę w okolicę linii środkowej. Tymczasem jedno podanie do Artura Rzepki sprawiło, że dalekim wyjściem musiał ratować sytuację Michał Fidelus. Po przeciwnej stronie po ładnym zagraniu w pole karne przyjął Grzegorz Ferek, lecz ta mu w ostatniej chwili odskoczyła i to był koniec tej akcji.
W 23. minucie na pierwszą indywidualną akcję zdecydował się Paweł Romaniak, lecz strzelił niecelnie. Dwie minuty później w polu karnym Babiej Góry efektownie upadł Romaniak, ale nie na tyle, żeby sędzia podyktował rzut karny. Goście zresztą nie zgłaszali w tej sprawie pretensji do sędziego.
Chwilę później akcja przeniosła się już w okolicę pola karnego Naroża. Choczyński opanował piłkę stojąc tyłem do bramki Naroża – nie znalazł jednak żadnej przestrzeni do oddania soczystego strzału, bo świetnie był blokowany przez Rafała Drobnego.
Choczyński mógł w 32. minucie znaleźć się oko w oko z Fidelusem. Mógł, ale świetną interwencją popisał się kapitan Naroża Paweł Gąstała zażegnując niebezpieczeństwo na 35 metrze od własnej bramki.
Bardzo dobrą okazję do objęcia prowadzenia stworzyło Naroże w 38. minucie – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego instynktownie interweniował Artur Kachnic, lecz żaden z zawodników gości nie potrafił skierować piłki do bramki Babiej Góry.
120 sekund później kapitan Naroża Gąstała (od 33 minuty miał żółtą kartkę na swoim koncie) powinien zakończyć udział w tym spotkaniu. Zbyt długo namyślał się z wybiciem piłki, a z boku doskoczył do niego Choczyński. Spóźniony Gąstała ratował się faulem. – Wiem, że trener Babiej Góry miał pretensję o tę sytuację do sędziego. Można się tutaj spierać, bo Paweł nie widział napastnika gospodarzy – powiedział trener Naroża Jakub Jeziorski. – O wyniku takiego spotkania mogą decydować detale. W tym przypadku detale sędziego. Jakby sędzia był obiektywny, to obrońca Naroża powinien otrzymać czerwoną kartkę – tyle, na razie, ze strony opiekuna Babiej Góry, Sławomira Bączka.
Pierwszą połowę zakończył niecelny strzał w polu karnym Babiej Góry Rafała Drobnego.
Druga część meczu rozpoczęła się idealnie dla gospodarzy – Babia Góra wyprowadziła wzorową kontrę, Kamil Dyduch z pierwszej piłki zagrał do Choczyńskiego, ten odważnie wszedł między dwóch obrońców Naroża, minął bramkarza i skierował piłkę do pustej bramki.
Naroże mogło odpowiedzieć po dwóch minutach – zza pola karnego na strzał zdecydował się Karol Pietrzak, lecz piłka o metr minęła słupek bramki Babiej Góry. Niebawem miał zacząć się koszmar Babiej Góry. Potrójny! W 62. minucie uraz wyeliminował z gry Choczyńskiego. Niebawem to samo powinno spotkać Pawła Gąstałę z Naroża, ale nie z powodu zmiany, lecz „trzeciej żółtej kartki”. – Paweł miał trzy twarde faule w tym meczu. Po pierwszym dostał zasłużoną żółtą kartkę, o drugiej sytuacji już mówiłem, a przy trzeciej mógł zostać ponownie napomniany. Gdyby otrzymał wtedy żółtą kartkę, nie mógłbym mieć o to pretensji – powiedział Jeziorski. Sędzia ponownie był jednak niezwykle pobłażliwy w stosunku do kapitana gości.
180 sekund – tyle zajęło Michałowi Wójtowiczowi skompletowanie dwóch żółtych kartek. – W naszym przypadku był jeden faul i przypadkowe zagranie ręką i od razu czerwona kartka. Nie mam o to żalu, ale o to, żeby w wyrównanym meczu sędzia nikogo nie krzywdził, szanował zdrowie chłopaków i był obiektywny. Sędzia jednak zawsze się wytłumaczy – dodał Bączek.
Naroże zwietrzyło szansę na zdobycie gola i zaatakowało – Pietrzak dośrodkował w pole karne, gdzie rezerwowy Marcin Kuszyk od razu zgrał piłkę wzdłuż bramki. Tam dopadł do niej Piotr Kardaś – trafił w słupek, a piłkę niefortunnie do własnej bramki skierował Rafał Magiera.
Od tego momentu mecz stał się bardziej brutalny – raz po raz do parteru byli sprowadzani kolejni zawodnicy, chociaż w niektórych sytuacjach można mówić o teatralnych upadkach. Nie panował nad tym chaosem sędzia.
Goście dopięli swego w 78. minucie – Marcin Drobny uciekł Magierze, wycofał piłkę do Romaniaka, a ten pewnym strzałem pokonał Kachnica.
Jeszcze jedna kuriozalna sytuacja miała miejsce w 83. minucie przy okazji zmiany Kardasia. – Stoi zawodnik blisko linii środkowej i arbiter boczny sygnalizuje zmianę, że zejdzie zawodnik numer 16 (czyli Kardaś). Ten tymczasem ucieka kilkanaście metrów do środka, żeby komuś podać rękę. Żółtej kartki nie otrzymał – mówi Bączek.
I nadeszła dziewięćdziesiąta minuta – po dośrodkowaniu z rzutu wolnego sędzia uznał, że Łukasz Mika faulował w tej sytuacji Fidelusa. Trzeba dodać, że po tym starciu piłka „wyszła” do góry, pojedynek główkowy z Rafałem Drobnym wygrał Dyduch i trafił do bramki. – Wydaje mi się, że to był ewidentny faul. Widziałem to z daleka, ale Michał miał piłkę w rękach. Zawodnik Babiej Góry od razu w geście przeprosin podał mu rękę – powiedział Jeziorski.
Fidelus jednak na pewno piłki nie miał w rękawicach, a pozostaje pytanie, czy Mika go w tej sytuacji faulował. – Kiedy zawodnik atakuje piłkę to normalne, że może zderzyć się z bramkarzem. Zmieniły się przepisy i bramkarz nie jest już nietykalny w piątce. Piłkarsko ten mecz był na remis. Mam nadzieję, że w lepszych nastrojach będziemy kończyć mecz na wiosnę w Juszczynie – podsumował Bączek.
- Kiedy Babia Góra zdobyła gola, to może to dziwnie zabrzmieć, ale byłem spokojny o końcowy wynik. Wierzyłem, że odwrócimy losy spotkania. Jeżeli nie wygramy, to chociaż zremisujemy. Babia Góra postawiła nam trudne warunki, a przez większość spotkania pojedynek był wyrównany. Uważam, że troszeczkę lepiej byliśmy przygotowani fizycznie – powiedział Jeziorski.
Po zakończeniu meczu kibice z Juszczyna podziękowali zawodnikom za grę i wynik. – Sam się zdziwiłem ich ilością na spotkaniu w Suchej Beskidzkiej. Pewnie to, że graliśmy z wiceliderem na nowym stadionie wpłynęło na ich liczebność, bo nie to, że jesteśmy w czołówce. Tam jesteśmy od dawna. Mam nadzieję, że będą nas tak dopingować też w innych spotkaniach, chociaż w Suchej zaczęli nas mocniej wspierać dopiero od stanu 1:1 – mówi Jeziorski.
Bez względu na niedzielny wynik spotkania z Orłem Wieprz, Naroże zakończy rundę jesienną na pierwszym miejscu. – Babia Góra traci do nas cztery punkty, ale na wiosnę wszystko jest możliwe. Czeka nas piętnaście meczów. Uważam, że ligę wygrywa się spotkaniami z zespołami z dolnych rejonów tabeli, bo czołówka zawsze gdzieś punkty potraci. Naroże? Naszym celem był, jest i będzie awans – dodał na zakończenie trener Naroża Juszczyn.
Babia Góra Sucha Beskidzka - Naroże Juszczyn 1:2 (0:0)
Gol dla Babiej Góry: Choczyński.
Gole dla Naroża: samobójczy, Romaniak.
Czerwona kartka: Wójtowicz (Babia Góra).
Składy:
Babia Góra: Kachnic - Rzepka, Magiera, Burliga, Ścieszka, Kociołek, Wójtowicz, Szarlej (70" Pacyga), Chrząszcz (75" Bielarz), Dyduch, Choczyński (55" Mika).
Naroże: Fidelus - R. Drobny, Gąstała, Baziński (32" Kwaśniewski), Kulka, M. Ferek, Pietrzak, Kardaś (85" Ceremuga), G. Ferek (67" Kuszyk), Romaniak (88" Uczniak), M. Drobny.
Apogeum kuriozalności i ten pierwszy raz Gromu
- Mówiłem chłopakom w przerwie, że możemy zdobyć kontaktowego gola i potem ruszyć jeszcze bardziej na przeciwnika - powiedział po zakończeniu spotkania z Gromem Grzechynia trener Żurawia Krzeszów, Jacek Kudzia. Tymczasem...
W 60. minucie właśnie Kudzia (zdaniem gości był na dwumetrowym spalonym, a samemu zainteresowanemu trudno było to ocenić) podał do Pawła Wajdzika, a ten został sfaulowany w polu karnym. Do piłki podszedł Józef Łuczak i strzelił. Uderzenie wybił przed siebie Adam Pająk, a Łuczak spóźnił się o pół sekundy z dobitką i sfaulował golkipera gości. Jako, że miał już żółtą kartkę na swoim koncie... - Zamiast gola na 2:1, tracimy zawodnika. Osiągnęliśmy apogeum kuriozalności! - nie mógł uwierzyć Kudzia.
Kilka minut później Tomasz Czubin podaje ze skrzydła do Rafała Toczka, a ten pokonuje Tomasza Kotlarza. Do końca spotkania pozostał kwadrans - Grom oddał pole Żurawowi, a ten starał się zdobyć chociaż honorowego gola. Najlepszej okazji nie wykorzystał Łukasz Wala, który trafił w słupek.
- Kolejny mecz przegrany w ładnym stylu. Przed nami jeszcze jedno spotkania (w niedzielę w Roczynach), w zimie reset i z optymizmem musimy zacząć rundę wiosenną. Nie mogę chłopakom odmówić chęci i ambicji, nie odpuszczają. Bardzo brakuje nam goli (Żuraw zdobył ich zaledwie siedem!!!) i za nieskuteczność płacimy wysoką cenę - podsumował Kudzia.
Tyle o drugiej połowie, a co się działo w pierwszej? Żuraw chciał konsekwentnie grać swoją piłkę, rozgrywać akcje. Na boisku w Krzeszowie, które ogólnie się do tego w tych dniach nie nadaje, było o to trudno. Swoje okazje Żuraw jednak w tym fragmencie i tak miał. W poprzeczkę przymierzył Bartłomiej Tagosz, a piłka po strzale Kudzi już minęła Adama Pająka, lecz ugrzęzła w błocie w okolicy linii bramkowej gości!
Piłkarze Gromu nie ograniczali się w tej połowie do roli statystów. Ba, zdobyli dwa gole a mogli do tego dołożyć jeszcze dwa kolejne. - Straciliśmy dwa przypadkowe gole, po przebitkach - żałował Kudzia.
Na 1:0 trafił Mateusz Pająk - z boku piłkę dośrodkował Rafał Dyrcz, a piłka najpierw odbiła się od Mateusza Pająka, spadła mu szczęśliwie pod nogi i... gol! Była to 23. minuta gry. Sześćdziesiąt sekund później z rzutu wolnego przymierzył Mateusz Pająk, lecz Kotlarz sparował piłkę na rzut rożny. Dobrej okazji nie wykorzystał Daniel Bogacz, który po wrzutce z boku Dyrcza strzelił głową prosto w bramkarza Żurawia. W pewnym momencie na strzał z dystansu zdecydował się Czubin, lecz piłka minęła okno bramki gospodarzy.
Gol na 2:0 to ładna, zespołowa akcja Gromu - Dyrcz zagrał do Łukasza Krupczaka, a ten oddał piłkę Czubinowi. Napastnik Gromu zagrał następnie do Toczka - kilka chwil trwało zanim ktoś z tej dwójki zdecyduje się na uderzenie, lecz ostatecznie to Toczek odważył się sfinalizować całą akcję płaskim strzałem.
Grom zatem się przełamał - wygrał po raz pierwszy w tym sezonie na boisku rywala. Żuraw z kolei będzie musiał do wiosny zaczekać na pierwszą wygraną na własnym stadionie.
Żuraw Krzeszów - Grom Grzechynia 0:3 (0:2)
Gole dla Gromu: Toczek (dwa), M. Pająk.
Czerwona kartka: Łuczak (Żuraw).
Składy:
Żuraw: Kotlarz - G. Kawończyk, Zawora, Pilarczyk, Skrzypek, Wójcik, Łuczak, M. Kawończyk, Targosz, Wajdzik (85" Korczak), Kudzia (70" Wala).
Grom: A. Pająk - Białończyk, Paweł Surmiak, Dyrcz, Marcin Surmiak, Ł. Krupczak, M. Pająk, Czubin, Kudzia, Bogacz (65" Ceremuga), Toczek
Dali radę w osłabieniu
Orzeł Wieprz całkiem dzielnie poczyna sobie w tym sezonie na swoim stadionie, więc tym bardziej po czerwonej kartce dla grającego trenera Jałowca Tomasza Sali w dwudziestej minucie gry (w odstępie około dziesięciu sekund, bo tyle dzieliło czas od żółtej kartki za faul i kolejnej żółtej za "wybitne niezgadzanie się z tą decyzją" przez Salę. Słowa w cudzysłowie można przełożyć na wiadomo jakie), gospodarze mogli mieć prawo sądzić, że coś ugrają z Jałowcem. Nie ugrali nic.
Goście do przerwy zdobyli jednego, pięknego gola. Z około czterdziestu metrów przymierzył Ukrainiec Mykhailo Sabliash i przelobował golkipera Orła!!!
Po przerwie Jałowiec ukłuł jeszcze dwa razy. Kolejny gol dla Jałowca to coś na miarę strategii Jerzego Engela na inauguracyjny mecz z Koreą Południową podczas mundialu w Korei i Japonii w 2002 roku. Wtedy to dalekim wykopem miał wznawiać grę Jerzy Dudek, piłkę głową przedłużać Radosław Kałużny wprost do Emanuela Olisadebe, a ten miał pokonać bramkarza Korei. Podane nazwiska byłych reprezentantów Polski można zamienić z, kolejno, Rafałem Pępkiem, Sabliashem i Dawidem Polakiem i otrzymamy gola na 2:0 dla Jałowca.
Nadzieje na korzystny rezultat Orłowi wybiło z głowy trafienie na 3:0 - faulowany w polu karnym był Mariusz Mentel, a jedenastkę wykorzystał Sabliash.
Orła stać było tylko na honorowe trafienie, z karnego, w końcówce spotkania.
Orzeł Wieprz - Jałowiec Stryszawa 1:3 (0:1)
Gole dla Jałowca: Sabliash (dwa), Polak.
Czerwona kartka: Sala (Jałowiec).
Skład Jałowca: Pępek - K. Iciek (75" Szklarczyk), Harańczyk, Kotlarczyk, Biela, Polak, Mentel, Sala, Stachnik, Okrzesik, Sabliash (85" Porębski).
Skawa Wadowice - Burza Roczyny 3:0
Sokół Przytkowice - Olimpia Chocznia 4:2
Astra Spytkowice - Znicz Sułkowice-Bolęcina 2:2
Relaks Wysoka - Halniaka Targanice 2:1
B-KLASA:
Spryt Janiczaka
O ładnej, kombinacyjnej grze w spotkaniu Lachów ze Strzelcem nie mogło być mowy. Powodem nie były umiejętności zawodników obu drużyn, lecz fatalny stan murawy w Lachowicach. Goście zaproponowali nawet, żeby mecz odbył się w Budzowie, ale gospodarze nie wyrazili na to zgody.
Jedyny gol w tym błotnym spotkaniu został zdobyty w pierwszej połowie. Z rzutu wolnego przymierzył Gabriel Janiczak wykorzystując to, że sędzia nie nakazał wznowienia gry na gwizdek, i de facto skierował piłkę do pustej bramki obok kompletnie zaskoczonego takim obrotem sprawy bramkarza Lachowic.
Po przerwie obraz "gry" nie uległ zmianie - chociaż pojawiały się próby zmiany w poprzeczkę. Raz jeden z zawodników ostemplował poprzeczkę, a po drugiej stronie piłkę grający trener Strzelca Łukasz Reciak trafił co prawda piłką do bramki, lecz sędzia zasygnalizował pozycję spaloną.
Lachy Lachowice - Strzelec Budzów 0:1 (0:1)
Gol dla Strzelca: Janiczak.
Składy:
Lachy: Nowak - Kubielas, Sz. Chorąży, Gach, Banaś, Stachnik, Kubieniec, Dawid Kachel, Małysiak, Daniel Kachel, Pyrzyk
Strzelec: Kozak - Łuczak, Nosal, P. Burliga, Kwaśniowski, Kacper Burliga, Konrad Burliga, Gielata (70" Reciak), Janiczak, Pieczara (60" Polak).
Remis za wszelką cenę
- Z jednej strony cieszymy się, że jesteśmy jedyną drużyną niepokonaną w tym sezonie, a z drugiej to jest piąty remis, który powinien być naszą wygraną. Tylko podział punktów w spotkaniu ze Strzelcem Budzów uważam za sprawiedliwy, a w pozostałych meczach powinniśmy zwyciężyć - powiedział po spotkaniu Tarnawianki Tarnawy Dolnej z Dębem Sidziną trener gości Mariusz Zawiła. Trener, który mieszka w Tarnawie i z tego powodu czuł ze strony kibiców miejscowych większą niż gdziekolwiek inną "presję".
Goście rozpoczęli mecz ze sporym animuszem i w pierwszym kwadransie kilkukrotnie zagrozili bramce gospodarzy. - Źle kończyliśmy te sytuacje, bo albo strzelaliśmy obok bramki, albo prosto w bramkarza - żałował Zawiła.
Piłkarze Tarnawianki tymczasem w trakcie spotkania oddali tylko jeden celny strzał - z rzutu wolnego przymierzył grający trener gospodarzy Witold Romanowski, lecz piłka nie sprawiła większego problemu Sebastianowi Motorowi. W innej sytuacji jeden z piłkarzy gospodarzy strzelał obok bramki.
Gospodarze drugi mecz z rzędu grali gołą jedenastką (wcześniej porażka w Budzowie 3:0), lecz teraz za punkt honoru obrali sobie zabezpieczenie drogi do własnej bramki. Z tego powodu kibice widzieli wiele klasycznych "sanek" czy innych ostrych wejść. - Tarnawianka grała ostro, brutalnie, jeździli po naszych nogach - powiedział Zawiła.
Kiedy w 65. minucie czerwoną kartkę zobaczył zawodnik Tarnawianki Piotr Żmudka, to wydawało się, że w pełni wydarzenia na boisku zdominują goście. Tzn. jeszcze bardziej, bo do tego momentu przewaga w posiadaniu piłki była również po ich stronie. Bardzo szybko, bo w 75. minucie siły się wyrównały, bo wprowadzony w drugiej połowie Sławomir Pastwa również w konsekwencji dwóch żółtej musiał wcześniej opuścić plac gry. Jeszcze wcześniej Pastwa mógł zostać bohaterem spotkania - piłka po jego strzale zatrzepotała w siatce Tarnawianki, lecz wcześniej sędzia uznał, że jednego z zawodników Tarnawianki faulował Mariusz Lipa.
Tarnawianka Tarnawa Dolna - D ąb Sidzina 0:0
Czerwone kartki: Żmudka (Tarnawianka) i Pastwa (Dąb).
Składy:
Tarnawianka: Ficek - Sitarz, Romanowski, Ł. Miś, Żmudka, Madej, Paczka, Stopka, Szczygieł, Grabowski, M. Miś.
Dąb: S. Motor, J. Kostka, P. Kostka, Korbel, Pelcel, Krupa (65" A. Kolaniak), Jaromin, Szczurek, Ł. Kolaniak, Malada (46" Pastwa), Lipa (80" Staszczak).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze