Reklama


(RELACJE) Piłkarski długi weekend: Halniaka mecz o wszystko

25/05/2016 13:00

W środę i czwartek do boju o ligowe punkty ruszy sześć drużyn z naszego powiatu. Najciekawiej zapowiada się mecz w Kalwarii, gdzie przyjedzie Halniak Maków Podhalański. Goście nie mają wyjścia - muszą wygrać i liczyć na korzystne wyniki do końca sezonu na innych stadionach. Przy okazji nie tracąc także żadnych punktów w swoich meczach. Zadanie zatem przed podopiecznymi Krzysztofa Wądrzyka, ale jak mawiał klasyk - dopóki piłka w grze. Pogodzony już ze spadkiem Garbarz Zembrzyce jedzie do Skawiny. W okręgówce w środowe późne popołudnie w rolach gospodarza wystąpią drużyny Tempo Białka i Jałowca Stryszawa. Ci pierwsi będą chcieli poprawić sobie humory po porażce w Ryczowie, ci drudzy zatrzymać nieobliczalną Brzezinę Osiek. W A-klasie zaległe spotkanie czeka w czwartek Babią Górę - na stadion przy ulicy Mickiewicza w Suchej Beskidzkiej przyjedzie Leskowiec Rzyki. To przedostatni mecz Babiej Góry w Suchej w tym sezonie - ostatni nastąpi w najbliższą sobotę z Halniakiem Targanice. Również w czwartek z Babią Górą Lipnica Wielka zagra na stadionie przy ulicy Kolejowej Jordan Jordanów. Cel to zapomnieć o porażce z Orawą Jabłonka i poprawienie sobie humorów, chociaż i jedno i drugie będzie trudnym zadaniem.

 

IV-LIGA:

Przebudzeni?

Po ostatnim spotkaniu Garbarza z Proszowianką Proszowice napisaliśmy wymowny tytuł - Duet Marzeń. Był to opis strzeleckich dokonań duetu napastników Sławomira Pudy i Ismaili Baloguna w tym spotkaniu, gdy obaj ofensywni zawodnicy Garbarza dwukrotnie wpisali się na listę strzelców i poprowadzili swój zespół do wygranej 4:1.

Nie minęło kilkadziesi ąt godzin, a można śmiało napisać - Kosmiczny Duet!!! Cztery bramki Ismaili Baloguna i trzy Sławomira Pudy zapewniły Garbarzowi w sumie sensacyjną wygraną w Skawinie. Sensacyjną jeżeli spojrzymy zwłaszcza na rozmiary wygranej. Garbarz w ostatnich dwóch ligowych spotkaniach zdobył aż jedenaście goli. W dziesięciu innych w 2016 roku tych bramek zdobył ich... siedem.

Reklama

Trener Zdzisław Janik może tylko żałować, że tak długo trwało najpierw załatwianie certyfikatu Baloguna, następnie zgrywanie obu napastników. Kiedy zaskoczyli, odpłacili się w najlepszy ze sposobów.

Do końca sezonu pozostały jeszcze trzy kolejki, a w tym czasie Garbarz zagra u siebie ze Spójnią Osiek-Zimnodół i Jutrzenką Giebułtów oraz na wyjeździe z Wiślanką Grabie. Patrząc na wyniki spotkań z Nową Proszowianką i Skawin, Garbarz zagra do końca na maxa.

Skawinka Skawina - Garbarz Zembrzyce 1:7 (0:3)

Reklama

Gole dla Garbarza: Balogun (cztery), S. Puda (trzy).

Skład Garbarza: Wieczorek - Marek, Sałapatek, Marcelo, Ł. Puda (77" Bruzda), Burliga, Abubakar, Kasiński, Sadowski, Balogun, S. Puda (65" Tomczak). Rezerwowy: Harańczyk.

Bitwa wygrana

W przerwie sobotniego spotkania z Trzebinią, trener Krzysztof Wądrzyk zaczął już myśleć o czekającym Halniaka Maków Podhalański już za kilkadziesiąt godzin meczu z Kalwarianką Kalwarią Zebrzydowską. - Nasza postawa w Trzebini nie zapowiadała, że możemy coś ugrać. Już wtedy chciałem zdjąć z boiska Tomka Moskałę czy Tomka Kaczmarczyka, bo z jednej strony mieli 3 żółte kartki na koncie, a z drugiej chciałem, żeby byli jeszcze bardziej wypoczęci na środowy mecz - mówi trener makowian. Ostatecznie obaj zawodnicy zagrali jeszcze dwadzieścia minut drugiej połowy i opuścili plac gry. Pięć minut później na ławkę rezerwowych powędrował Dariusz Szymoniak.

Reklama

Przed meczem z Kalwarianką było niemal pewne, że w składzie Halniaka muszą zajść zmiany. Makowianie zagrali w systemie 4-4-2, na środku obrony obok Oleksandra Lozniaka został ustawiony Grzegorz Talaga. Maciej Furman powędrował na prawą pomoc, Paweł Kozieł do środka drugiej linii. Z lewej strony zagrał Dawid Szymula. W ataku partnerem Moskały był Kamil Dyduch.

W niemal całym województwie w środowe popołudnie i wieczór z nieba padał deszcz. Nie inaczej było w Kalwarii. - Zwłaszcza w drugiej połowie piłka czasem płatała psikusa, ale nie było źle. W Kalwarii świetnie przygotowali murawę, tamtejsza jest chyba najlepsza w lidze - powiedział Wądrzyk.

Reklama

Mecz mógł zacząć się idealnie dla gospodarzy. W sytuacji sam na sam z Adamem Pająkiem już w 2. minucie znalazł się jeden z zawodników Kalwarianki, lecz nie udało mu się pokonać golkipera gości. Halniak objął tymczasem prowadzenie w 25. minucie - dośrodkowanie w pole karne w kierunku Dyducha nieprzepisowo ręką zatrzymał zawodnik Kalwarianki. Prowadząca to spotkanie sędzina wskazał na rzut karny. Jego pewnym egzekutorem był Talaga.

Kalwaria wyrównała po sytuacji sam na sam jednego z jej piłkarzy z Pająkiem. - Moim zdaniem był ewidentny spalony. Zresztą pani sędzina kilkakrotnie podnosiła nam ciśnienie w tym spotkaniu. W końcówce chciałem już wyrywać włosy z głowa. Dobrze się stało, że te decyzje nie zaważyły o końcowym wyniku, bo wtedy byłby to najważniejszy temat z tego spotkania - dodał Wądrzyk.

Reklama

Po przerwie Halniak stwarzał kolejne okazje do zdobycia gola. Po dośrodkowaniu Kozieła minimalnie niecelnie obok słupka strzelał Talaga. Szczęścia próbował także Moskała - po podaniu od Michała Grucy, najbardziej doświadczony zawodnik Halniaka był o krok od wpisania się na listę strzelców. - Zdaniem Tomka, piłka przekroczyła całym obwodem linię bramkową. Sędzia boczny, który stał wtedy na linii szesnastki uznał, że bramki nie było - powiedział Krzysztof Wądrzyk.

Moskała w końcu mógł stanąć oko w oko z bramkarzem Kalwarii, lecz w ostatniej chwili został powalony przez zawodnika Kalwarii. - Spodziewaliśmy się, że zawodnik Kalwarianki otrzyma czerwoną kartkę, a my będziemy mieć rzut wolny z dogodnej pozycji. Tymczasem sędzina uznała, że nic było - dodał Wądrzyk.

Reklama

Halniak ostatecznie zdobył drugiego, pieczętującego zwycięstwo z Kalwarianką gola. Na listę strzelców wpisał się Paweł Kozieł, który bramkę zdobył z bezpośredniego dośrodkowania z rzutu rożnego!

- Po tym meczu jesteśmy zlani, zmoknięci, ale szczęśliwi. Złapaliśmy oddech, chociaż też wiemy, że nie wszystko zależy od nas. Ile drużyn spadnie, jak to się wszystko będzie przedstawiało nie jest teraz istotne. Będzie po sezonie. Musimy uzbierać jak najwięcej punktów - powiedział Krzysztof Wądrzyk.

Kalwarianka Kalwaria Zebrzydowska - Halniak Maków Podhalański 1:2 (1:1)

Reklama

Gol dla Halniaka: Talaga (k.), Kozieł.

Skład Halniaka: Pająk - Mokwiński, Lozniak, Talaga, Gruca, Szymula (85" J. Bobek), Kaczmarczyk, Kozieł, Furman, Moskała, Dyduch (70" Szymoniak). Rezerwowi: Rechul, Sz. Bobek, Polak.

Spójnia-Osiek Zimnodół - Iskra Klecza Dolna 1:1

Jutrzenka Giebułtów - MKS Trzebinia/Siersza 1:0

Górnik Libiąż - Michałowianka Michałowice 0:6

Orzeł Piaski Wielkie - Sosnowianka Stanisław Dolny 1:1

Wiślanka Grabie - Górnik Wieliczka 0:1

Nowa Proszowianka Proszowice - Wiślanka Jaśkowice 0:0

Reklama

V-LIGA:

Raz lewą, raz prawą

Dwa skutecznie wykonane rzuty wolne zapewniły Tempo Białka wygraną z Nadwiślaninem Gromiec 2:0. W 45. minucie z 20. metrów przymierzył Jan Woźny, a piłka trafiła w same "widły". Po przerwie wynik ustalił Paweł Mentel, który płaskim strzałem po ziemi z 25. metrów pokonał próbującego dość ekwilibrystycznie obronić ten strzał... nogami bramkarza przyjezdnych - Jasiek zdobył gola lewą nogą, Paweł prawą. Nad Białką w trakcie spotkania delikatnie padał deszcz, ale murawa była wystarczająco śliska. Paweł to wykorzystał - powiedział trener Tempo, Maciej Melzer.

Reklama

Pierwszy kwadrans spotkania nie zapowiadał wygranej gospodarzy. To Nadwiślanin częściej utrzymywał się przy piłce, a gra toczyła się głównie na połówce Tempo. W tym czasie goście z Gromca trzykrotnie zagrozili bramce białczan po stałych fragmentach gry. - Dwukrotnie musiał się nagimnastykować Piotrek Kłapyta w bramce, innym razem mocny strzał zawodnika gości był niecelny - mówi Melzer.

Role się diametralnie odwróciły od 20. minuty - od tego momentu to gospodarze przejęli inicjatywę, z której jednak niewiele wynikało. 

Reklama

Po przerwie Tempo zagrało już o wiele lepiej, równiej. Grzegorz Pacyga otrzymał piłkę na 2. metrze, lecz mając przed sobą całą bramkę i oczywiście bramkarza gości trafił... oczywiście w bramkarza gości. Futbolówka jeszcze odbiła się od Pacygi, lecz nie znalazła drogi do bramki. W kolejnej akcji rezerwowy Łukasz Raczek za wysoko wyskoczył do piłki i ta po jego uderzeniu głową odbiła się od murawy i przeszła nad poprzeczką. 

- Udało się nam przeprowadzić w drugiej połowie kilka fajnych akcji. Złapaliśmy wtedy właściwe tempo (śmiech) - podsumował Maciej Mezler.

Tempo Białka - Nadwiślanin Gromiec 2:0 (1:0)

Gol dla Tempo: Woźny, Mentel.

Skład Tempo: Kłapyta - Marek, Bielarz, Mentel, Lenik, Harańczyk (60" Drobny), Motor, Korba, Woźny (60" Puzik), Pacyga (85" Ficek), Goryl (55" Raczek). 

Dwa błędy, dwa gole

To nie było zdecydowanie pozytywne środowe popołudnie dla zawodników i kibiców Jałowca Stryszawa. Co prawda to gospodarze stworzyli pierwsi groźne okazje w spotkaniu z Brzeziną Osiek, lecz zawiodła albo skuteczność (piłka po strzale z 16. metrów Ukraińca Oleksandra Panova minimalnie minęła słupek bramki gości), albo nie dopisało szczęście (Tomasz Szklarczyk przymierzył z dystansu w poprzeczkę). Tymczasem goście wykorzystali błąd jednego z zawodników gospodarzy, wyprowadzili kontrę i Łukasz Kobiałka musiał wyjmować po raz pierwszy piłkę w z bramki.

Po przerwie goście zdobyli bramkę z rzutu wolnego. W tym momencie do zakończenia spotkania pozostało jeszcze pół godziny, więc sporo czasu. Swoje też zrobiła w tym dniu niestety jeszcze aura - w trakcie meczu przez większą część padał deszcz. Wiadomo, że w takich warunkach o wiele łatwiej się broni. Mądrze robiła to Brzezina, a Jałowiec niewiele mógł wskórać. Na dodatek od siedemdziesiątej minuty musiał grać w osłabieniu po dwóch żółtych i w konsekwencji czerwonej kartce dla Sebastiana Starowicza.

Jałowiec Stryszawa - Brzezina Osiek   0:2 (0:1)

Czerwona kartka: Starowicz.

Skład Jałowca: Kobiałka - Szwed, Brytan, Szklarczyk, Starowicz, Biela (75" K. Iciek), Okrzesik (87" Porębski), B. Iciek, Panov, Sabliash, Kłapyta. Rezerwowi: Marosek, K. Iciek, Janik, Porębski, Świerkosz.

Skawa Wadowice - Unia Oświęcim 1:5

Sokół Przytkowice - UKS Chełmek 1:1

Zagórzanka Zagórze - Soła II Oświęcim 2:2

Soła Łęki - Niwa Nowa Wieś 0:4

LKS Żarki - Orzeł Ryczów 3:2

D ąb Paszkówka - LKS Bobrek 5:1

A-KLASA:

Passa trwa

Dwa gole do przerwy, dwa gole po przerwie - Babia Góra w rundzie wiosennej wygrywa jak chce i kiedy chce (nie licząc porażki z Narożem Juszczyn oczywiście). O sile suszan najlepiej świadczy fakt, że nawet grając słabiej niż np w poprzednich trzech spotkaniach, potrafi wygrać różnicą czterech bramek. Tak właśnie było w zaległym spotkaniu z Leskowcem Rzyki w czwartkowe popołudnie w Suchej Beskidzkiej.

- Cieszymy się z wygranej. Wynik idzie w świat, ale gra... Rezultat obronił chłopaków - powiedział trener Babiej Góry,  Sławomir Bączek .

Wynik otworzył  Dawid Choczyński   - z rzutu rożnego dośrodkował  Rafał Magiera , a do strzału głową doszedł  Przemysław Burliga . Bramkarz gości zdołał to uderzenie obronić, lecz wobec dobitki Choczyńskiego był bezradny.

Na 2:0 podwyższył Magiera - prostopadłym zagraniem popisał się Maciej Żaczek , a Magiera najpierw minął bramkarza gości, a następnie skierował piłkę do pustej bramki. Do przerwy Babia Góra mogła prowadzić wyżej - w sytuacji sam na sam z golkiperem Leskowca tylko w boczną siatkę trafił Michał Wójtowicz . Wychowanek Babiej Góry próbował też szczęścia, podobnie jak Żaczek, strzelając z dystansu, lecz wynik ani drgnął.

Po przerwie suszanie ukłuli jeszcze dwukrotnie. W środku pola przejął piłkę Żaczek, podholował ją kilkanaście metrów i oddał strzał w długi róg. Piłka po rękach golkipera gości zatrzepotała w bramce. Ostatni gol był dziełem Piotra Pacygi – ładnie lewą stronę urwał się Choczyński, podbiegł do linii końcowej i dośrodkował na siódmy metr. Pacyga dopełnił w tej sytuacji formalności.

Babia Góra na dłuższe świętowanie nie miała w czwartkowy wieczór szans – już w sobotę zagra także w Suchej Beskidzkiej z Halniakiem Targanice. Będzie to ostatnie spotkanie Babiej Góry w tym sezonie na stadionie przy ulicy Mickiewicza, bo niebawem rozpoczną się kolejne prace związane z modernizacją stadionu, które uniemożliwią rozegranie jakichkolwiek zawodów sportowych. – Cieszą nas trzy punkty z Leskowcem. Kto i jak się zregeneruje przed meczem z Halniakiem, zobaczymy za kilkadziesiąt godzin – przyznał Bączek

Babia Góra Sucha Beskidzka - Leskowiec Rzyki 4:0 (2:0)

Gole dla Babiej Góry: Choczyński, Magiera, Żaczek, Pacyga.

Skład Babiej Góry: Kachnic - Rzepka, Kudzia, Burliga, Ścieszka, Żaczek (70" Stróżak), Kociołek, Pacyga (75" Chrząszcz), Magiera (80" Piątek), Choczyński, Wójtowicz (65" Sumera). Rezerwowy: Młyński.

  Opatrzność czuwała tylko w pierwszej połowie

- Przygotowuję już zespół na B-klasę. Cieszy mnie to, że miałem dużo zawodników na ławce rezerwowych w Wieprzu, niebawem dołączą do nas kolejni - mówi trener Lachów Lachowice, Krzysztof Chorąży. Właśnie szeroka kadra była powodem min. aż trzech zmian w przerwie w drużynie gości w spotkaniu z Orłem Wieprz.

Rzadko zdarza się sytuacja, żeby zespół nie wykorzystał dwóch rzutów karnych w jednej połowie. Taka niechlubna statystyka była dziełem zawodników Orła w czwartkowe popołudnie. Piłkarze Orła nawet nie trafili w w tym momencie nawet w bramkę, w której w pierwszej połowie stał Łukasz Nowak. Orzeł Wieprz posiadał inicjatywę w pierwszej połowie, przewyższał gości warunkami fizycznymi. Mógł jednak za niewykorzystanie dwóch jedenastek zapłacić słoną cenę. Sytuacji sam na sam z bramkarzem Orła nie wykorzystał jednak Tomasz Kachel - golkiper Orła wybronił uderzenie piłkarza z Lachowic.

W pierwszej połowie zawodnikom Lachów dopisało szczęście, w drugiej już nie. Po błędzie w kryciu przez Tomasza Banasia strzałem głową Aleksandra Bogacza pokonał Arkadiusz Grzybek. Tym samym zawodnik Orła zrehabilitował się za pomyłkę przed przerwą - to właśnie on wykonywał pierwszy rzut karny. Na dziesięć minut przed zakończeniem spotkania, Orzeł podwyższył na 2:0. Po faulu Mateusza Kąkola, sędzia podyktował rzut wolny. Najpierw Jakub Szymański trafił co prawda w mur, lecz sędzia uznał, że jeden z piłkarzy z Lachowic za szybko wybiegł z muru. Powtórzony rzut wolny idealnie i piłka wpadła pod poprzeczkę bramki Lachów.

Emocje na tych dwóch golach w meczu Orła z Lachami bynajmniej się nie skończyły. Kontaktowego gola w 89. minucie zdobył Mateusz Małysiak - rzut rożny wykonał Kamil Ponikwia, a Małysiak popisał się celnym strzałem głową. W następnej akcji po zderzeniu się bramkarza Orła z obrońcą, sędzia... odgwizdał faul. Gdyby nie to, Paweł Urbanek z pewnością wpakowałby piłkę do pustej już w tym momencie bramki...

- Z jednej strony mogliśmy ten mecz przegrać 5:1, 5:2, a z drugiej naprawdę niewiele brakowało, by wywieźć z Wieprza jeden punkt - podsumował Chorąży.

Orzeł Wieprz - Lachy Lachowice 2:1 (0:0)

Gol dla Lachów: Małysiak.

Skład Lachów: Nowak (46" Bogacz) - Chorąży (46" Urbanek), M. Kachel (70" Elsner), Baca, Kąkol, Ponikwia, Małysiak, Dawid Kachel, Daniel Kachel, Banaś (46" Pyrzyk), T. Kachel.

  Tym razem z happy endem!

Jeżeli ktoś liczy na piłkarskie fajerwerki, nagłe zwroty akcji czy po prostu lubi się denerwować przeklinając na jedną czy drugą aktualnie grającą drużynę to powinien kupić karnet na mecze Jordana Jordanów. Powyższe składniki gwarantowane!

Po przegranym spotkaniu 5:2  z Orawą  Jabłonką, który równie dobrze mógłby zakończyć się wynikiem na korzyść gospodarzy, do Jordanowa przyjechała Babia Góra Lipnica Wielka. W tym meczu okazało się, że wynik 4:0 do przerwy wcale nie musi oznaczać końca emocji.

- Pół nocy nie spałem po meczu z Orawą, podobnie jak prezes czy także nasz były prezes  – powiedział trener Jordana Zdzisław Gacek . Bardzo szybko on i reszta drużyny musieli jednak wziąć się w garść, bo w świąteczny czwartek czekał ich mecz z Babią Górą.

Po pierwszej połowie Jordanowi należały się standing ovations. Trzy gole gospodarze zdobyli po ćwiczonych na treningach zagraniach, jedna to zasługa niezmordowanego i momentami niemiłosiernie poniewieranego w tym meczu Pawła Romaniaka . Z drugiej strony ten zawodnik sam też czasami nie przebiera w środkach i zawsze stara się iść na max do przodu na granicy faulu.

Jeszcze  w siódmej minucie bramkarz Babiej Góry, Mateusz Lichosyt mógł mówić o szczęściu, gdy po dośrodkowaniu Szymona Wróbla piłka po strzale Dominika Kulaka minęła słupek i wyszła na aut bramkowy. W następnej akcji musiał już wyjmować piłkę z bramki.

Bartłomiej Bury podał do Mariusza Korbla , a ten strzałem z 15. metrów w długi róg pokonał Lichosyta.  W 14. minucie Jordan prowadził już 2:0 – indywidualną akcję przeprowadził Romaniak, któremu w końcowej fazie dopisało też szczęście – został na strzelony  przez jednego z zawodników gości, a piłka ku rozpaczy bramkarza Babiej Góry wturlała się do bramki.

Jordan był nienasycony i chciał dobić przeciwnika. I wydawało się, że dobił. Minutę po golu na 2:0 na listę strzelców mógł wpisać się ponownie Korbel. Tym razem piłkę po jego uderzeniu nad poprzeczką przeniósł Lichosyt. W kolejnej akcji Michał Ryś uruchomił na lewej stronie Burego , ten w pełnym biegu dośrodkował w pole karne, gdzie nadbiegający Korbel oddał strzał głową. Piłka nie trafiła w bramkę, ale wymowne wzroki zawodników z Lipnicy Wielkiej mówiące „co tu się dzieje” znaczyły bardzo wiele.

Na 3:0 podwyższył Bury, który wykorzystał dośrodkowanie tym razem z prawej strony Korbla. To była raptem 21. minuta i wydawało się, że mecz zakończy się dwucyfrowym wynikiem na korzyść Jordana! W 33. minucie Filip Tyrpa świetnie zagrał na lewą stronę do Burego, ale ten zbyt długo zwlekał z podaniem w kierunku Rysia i Jordan miał tylko rzut rożny.

Chwilę później po raz pierwszy groźniej zrobiło się pod bramką Mariusza Rypla. Najpierw zablokowany został Łukasz Wontorczyk , a parę sekund później już celnie, z dystansu przymierzył Paweł Lach . Rypel świetnie sparował to uderzenie do boku.

Tymczasem na 4:0 podwyższył wynik Wróbel, który otrzymał prostopadłe podanie od Gawła Tyrpy . Trudno w to uwierzyć, ale Jordan w pierwszej połowie miał jeszcze dwie sytuacje stuprocentowe – okazji sam na sam z Lichosytem nie wykorzystał Korbel.

- Za pierwszą połowę mogłem chłopakom bić brawo. W sumie za cały mecz to im się należało, chociaż takich błędów, jakie popełniliśmy w drugiej połowie, musimy się wystrzegać. W pewnym momencie Babia Góra mogła złapać kontakt i wynik brzmiałby 4:3…  Chciałem, żebyśmy dobili Babią Górę i odebrali jej zawodnikom ochoty do gry – powiedział Gacek.

Druga połowa zaczęła się nieźle dla Jordana – za głęboko dośrodkował z lewej strony w pole karne Kulak. Goście pierwsze ostrzeżenie wysłali w 51. minucie – po dośrodkowaniu od Daniela Węgrzyna piłka po strzale Tomasza Lacha trafiła w poprzeczkę i wyszła na aut bramkowy.  Cztery minuty później Babia Góra zdobyła już gola – kolejna centra w pole karne Jordana, tym razem od Grzegorza Skoczyka kończy swój lot na głowie Wontorczyka. Następnie znajduje się w bramce Jordana.

Gospodarze grali mniej zadziornie niż  w pierwszej połowie – co prawda na 5:1 mógł trafić Korbel, lecz piłka po jego nieczystym strzale odbiła się od nóg bramkarza z Lipnicy Wielkiej i wyszła na rzut rożny – ale była to jedna z nielicznych dobrych akcji gospodarzy w tej części gry. – Nie zagraliśmy na 60 procent tego, co w pierwszej połowie. Tyle by wystarczyło na mniej nerwową końcówkę – nie ma wątpliwości Gacek.

Po godzinie gry mocny strzał zza pola karnego oddał Tomasz Lach, lecz Rypel świetnie interweniował. W kolejnej akcji w ostatniej chwili zostaje zablokowany Grzegorz Dziadoń. Napór Babiej Góry trwał w najlepsze – ponownie główkował Tomasz Lach i ponownie lepszy był Rypel przerzucając piłkę nad poprzeczką. Niebawem po podaniu od Sławomira Skoczyka w sytuacji sam na sam z Ryplem znalazł się Wontorczyk. Napastnika Babiej Góry w ostatniej chwili uprzedził, bardzo ryzykownym, ale jak się później okazało skutecznym, wślizgiem Piotr Kołodziejczyk . To nie koniec groźnych akcji w polu karnym Jordana – kolejny mocny strzał Wontorczyka na róg wybija Rypel.

Niewykorzystane okazje mogły się na zespole z Lipnicy Wielkiej zemścić. Korbel nie trafił jednak do pustej bramki! Tymczasem w 80. minucie Tomasz Lach wreszcie wpisuje  się do protokołu meczowego jako strzelec – po centrze z okolic środka pola Węgrzyna, celnie trafia głową do bramki Jordana.

Dwie minuty później z dwóch metrów do bramki nie trafia Tomasz Lach. Strzelec pierwszej bramki dla Lipnicy Wielkiej w kolejnej akcji trafił w poprzeczkę!

I kiedy wydawało się, że odgryzanie paznokci będzie dominującą konkurencją wśród kibiców Jordana, w „sukurs” przyszedł im bramkarz gości. Po akcji Romaniaka piłka odbiła się od jednego z zawodników Babiej Góry i leciała w kierunku bramki Lichosyta. Bramkarz Babiej Góry chciał ją przerzucić nad poprzeczką, ale… wrzucił ją sobie do bramki!

Jordan poszedł za ciosem, a w zasadzie zrobił to Romaniak. Nie wykorzystał jednak sytuacji sam na sam z Lichosytem. W tej samej akcji tuż przed polem karnym był faulowany przez piłkarza Babiej Góry – pewnie w 9 na 10 przypadkach takie wejście rywala mogło zakończyć się poważną kontuzją zawodnika atakującego. Nie wytrzymał tej sytuacji Gacek, który chwilę później został odesłany na trybuny. – Zwróciłem uwagę sędziemu i teraz będę musiał za to zapłacić karę. Przypomniało mi się w tym momencie wiele sytuacji z przeszłości, też moja kontuzja, której doznałem w Skomielnej, gdy rywala po prostu interesowało tylko zrobienie mi krzywdy, a nie atak na piłkę. Dwa tygodnie temu w Klikuszowej gospodarze polowali na nasze nogi, mecz powinni kończyć  w siódemkę czy ósemkę. W trakcie spotkania sędzia się nawet pytał moich zawodników, „co ma robić”. Odpowiedź jest krótka – reagować, bo wcześniejsze reakcje w takich meczach mogą uchronić od ciężkiej kontuzji. W wielu przypadkach sędziów nie interesuje jednak zdrowie zawodników – najważniejsze to przyjechać, skasować kasę i jechać dalej – emocjonalnie skomentował Gacek swoją „karę”.

Babia Góra chciała godnie pożegnać się ze stadionem w Jordanowie. Nogami strzał Grzegorza Skoczyka wybił Mariusz Rypel – bez wątpienia bohater Jordana w drugich czterdziestu pięciu minutach.

- Niewiele zabrakło, a sami byśmy się oszukali w tym meczu. Ważne, że po takim meczu jak z Orawą potrafiliśmy się podnieść  i zwyciężyliśmy. Gole z Babiej Górą zdobywaliśmy po akcjach, które ćwiczymy na treningach – rozciąganie skrzydeł, prostopadłe zagrania. Wiele pozytywnego do naszej gry wnieśli nowi zawodnicy, którzy przyszli w przerwie zimowej. Zwiększyła się rywalizacja, na treningach mamy dobrą frekwencję. Teraz do końca sezonu pozostały nam już tylko cztery spotkanie. Chcemy dobrze zaprezentować się w każdym z nich i punktować – dodał Zdzisław Gacek.

Jordan Jordanów - Babia Góra Lipnica Wielka5:2 (4:0)

Gole dla Jordana: Korbel, Romaniak, Bury, Wróbel, samobójczy.

Gole dla Babiej Góry: Wontorczyk, T. Lach.

Składy:

Jordan: Rypel - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, Kulak, Romaniak, G. Tyrpa, Wróbel, Bury (75" Wójtowicz), Korbel (80" Kalemba), Ryś (65" Dudek). Rezerwowi: Teper, Kalemba.

Babia Góra: M. Lichosyt - Węgrzyn, Dziadoń, S. Skoczyk, Dyrda, Kudzia (46" Moniak), Jazowski, G. Skoczyk, P. Lach, T. Lach, Wontorczyk. Rezerwowi: P. Lichosyt, Piosek.

 

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama