Kiedy ostatnia drużyna w tabeli wygrywa z liderem i na dodatek w stosunku 6:4, to zawsze jest to wydarzenie numer jeden w każdej lidze. Taki właśnie wynik padł w środowym spotkaniu Gromu Grzechynia z Relaksem Wysoka. - Wychodziło nam wszystko, mieliśmy dzień konia - mówi szczęśliwy Stanisław Klimala. Trzy bramki zdobył Bartłomiej Kudzia. Jałowiec prowadził z Nową Proszowianką w pewnym momencie już 2:0, ale nie zgarnął kompletu punktów. - Prowadziliśmy przez godzinę grę, lecz nie byliśmy robić tego przez cały mecz - powiedział opiekun Jałowca Krzysztof Jodłowiec. Trzy gole ze stałych fragmentów gry załatwiły Halniaka Maków Podhalański w wyjazdowym spotkaniu z Wiślanami Jaśkowice. I liczne kontuzje w drużynie także. - Skończyło się na 3:0. Nie graliśmy jednak tak miękko jak pokazuje to wynik - zastrzega Piotr Balonek. W barwach Naroża Juszczyn zagrał znany z występów w Babiej Górze, Halniaku Maków i Jałowcu Stryszawa Jan Pietrusa i był jednym z architektów pierwszej wygranej w tym roku - 3:0 z Burzą Roczyny - Brakowało nam takiego zawodnika z przodu, który potrafi przytrzymać piłkę - przyznał grający trener Dariusz Klimasara, który zdradził, że w klubie rozważano jego dymisję po słabym początku Naroża w rundzie wiosennej. Straconych punktów ze Stanisławianką Stanisław Dolny żałował za to trener Strzelca Budzów Sławomir Bączek. - Gdybyśmy grali tak w poprzednich meczach, to mielibyśmy 5-6 punktów więcej - powiedział Bączek.
Te stałe fragmenty gry...
Z uzasadnionymi, jak się później okazało, obawami jechali zawodnicy Halniaka Maków Podhalański na mecz do Jaśkowic. W składzie zabrakło kontuzjowanego od dłuższego czasu Dariusza Szymoniaka, a po derbowym starciu z Jałowcem listę niezdolnych do gry uzupełnili Krzysztof Zając i Piotr Balonek. - Mam nadzieję, że będę gotowy na najbliższe spotkanie w Zembrzycach. Krzysiek miał ściągany płyn z kolana. Bardzo chciałby wrócić do gry, ale nie zanosi się na to w ten weekend - powiedział Piotr Balonek.
O złej sytuacji kadrowej Halniaka najlepiej świadczy fakt, że w drużynie zadebiutował nowo pozyskany zawodnik - kolejny Ukrainiec Ivan Skydan.
Trzy stałe fragmenty gry - dokładniej jeden rzut rożny i dwa rzuty wolne przesądziły o trzy bramkowym zwycięstwie Wiślan. - 3:0 to za miękki wynik, bo do utraty pierwszego gola to my byliśmy stroną przeważaliśmy. Przy pierwszym trafieniu źle obliczył tor lotu piłki jeden z naszych obrońców, w sumie to gol samobójczy. Po gapiostwie przy drugim goli z eszło z nas powietrze, czego efektem był gol na 3:0.
Wiślanie Jaśkowice - Halniak Maków Podhalański 3:0 (1:0)
Skład Halniaka: Talaga – Lozniak, Panuś, Kaczmarczyk, Furman (75" Kuszyk), Skydan, Sukhetskyi (70" Gruca), Ryszawy (85. Bobek), Kozieł, Wojtan, Borowczyk.
Od 2:0 do 2:2
Po porażce z Halniakiem Maków Podhalański piłkarze Jałowca Stryszawy chcieli poprawić humory zwyciężając z Nową Proszowianką. Obecność trzech nieobecnych w derbowym starciu zawodników w składzie - Arkadiusza Bacha w obronie, Krzysztofa Jodłowca w pomocy i Tomasza Świerkosza w ataku dawała ku temu uzasadnione podstawy. Trwały one jednak nie dziewięćdziesiąt minut, ale niestety dla Jałowca pięćdziesiąt pięć minut. - Zaczęło się idealnie, bo po podaniu od Sebastiana Starowicza głową strzelił Grzegorz Jodłowiec. W drugiej połowie po moim podaniu do siatki trafił Piotr Pindel - wylicza grający trener Jałowca Krzysztof Jodłowiec.
- Prowadziliśmy do tego momentu grę, ale nie byliśmy tego w stanie robić przez cały mecz. Goście zdobyli kontaktową bramkę po stałym fragmencie gry i błędu w kryciu. Wyrównujący gol to nieudana pułapka ofsajdowa jednego z naszych obrońców i wykorzystanie okazji sam na sam z Adamem Pająkiem - dodaje Jodłowiec.
Wynik 2:2 nie zadowalał żadnej ze stron - w końcówce kibice w Stryszawie byli zatem świadkami kilku niezłych okazji po obu stronach. - Szanse były, zabrakło szczęścia. Trzeba pamiętać, że Nowa Proszowianka to niezła drużyna. Szkoda... - przyznał Krzysztof Jodłowiec.
Jałowiec Stryszawa - Nowa Proszowianka 2:2 (1:0)
Gole dla Jałowca: G. Jodłowiec, P. Pindel.
Skład Jałowca: Pająk – Bach, Brytan, Starowicz, Iciek, P. Bachorczyk (75" Szklarczyk), Pindel, K. Jodłowiec, Gazurek, G. Jodłowiec (60" Głuszek), Świerkosz.
Na kłopoty najlepsze są wzmocnienia!
Może nie jeszcze nie czarne chmury zbierały się nad drużyną Naroża Juszczyn po pierwszych czterech kolejkach rundy wiosennej, ale na pewno wesoło w klubie nie było. Potwierdził to trener Naroża Dariusz Klimasara już po wygranym spotkaniu 3:0 z wiceliderem tabeli Burzą Roczyny. - Rozważaliśmy różne warianty jak wstrząsnąć zespołem. Pod uwagę brana była zmiana na stanowisku trenera. Początek rundy mieliśmy słaby, a kolejne porażki tylko podcinały nam skrzydła. Mieliśmy problem ze zdobywaniem goli - wylicza Klimasara.
Receptą okazały się wzmocnienia. W składzie Naroża pojawił się doskonale znany z występów w Babiej Górze Sucha Beskidzka, Halniaku Maków Podhalański czy Jałowcu Stryszawa 32-letni Jan Pietrusa. - Potrzebowaliśmy tak doświadczonego zawodnika, który potrafi się "położyć" na obrońcy, przytrzymać piłkę z przodu - mówi Klimasara. W drugiej połowie na murawie pojawił się Jarosław Bielarz, który przypieczętował zwycięstwo Naroża 3:0. - Jarek grał w ligach orlikowych i dzięki temu utrzymywał odpowiednią formę fizyczną. Cieszymy się, że znowu jest z nami - mówi Dariusz Klimasara.
Mecz nie mógł się lepiej rozpocząć dla gospodarzy - po wrzutce w pole karne Pietrusa walczył o piłkę, ta rykoszetem trafiła do Kamila Roczniaka, który skierował piłkę do pustej bramki. - Zamiast iść za ciosem, zaczęliśmy grać bardzo bojaźliwie. Pierwszą połowę można podsumować - jedna wrzutka i gol. W przerwie padło kilka mocnych słów w szatni, musiałem chłopakami wstrząsnąć. Zaczęliśmy szanować piłkę, grać wyżej - wylicza Klimasara.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Czterdziesto metrowy rajd Marcina Ferka zakończył się nieprzepisowym faulem jednego z zawodników gości. Sytuacja miała miejsce w polu karnym, więc jedynym wyjściem z sytuacji było podyktowanie rzutu karnego. Na gola zamienił go sam poszkodowany.
Burza chciała doprowadzić do wyrównania (najlepsza to strzał głową z 5. metrów jednego z jej piłkarzy po którym piłka poszybowała metr nad poprzeczką), dzięki czemu stwarzała okazje do kontr dla gospodarzy. Umiejętnie piłki na połowie przeciwnika przejmował Pietrusa (czy to zagrane wysoko, nisko, mocno, słabo - nie miało to wielkiego dla niego znaczenia) i podawał do kolegów z drużyny. W ostatnich minutach podanie z lewej strony wykorzystał Bielarz i trafił do bramki. Akcja wydawała się już zakończona, ale Bielarz uprzedził wślizgiem bramkarza - piłka odbiła się od wewnętrznej strony słupka i zatrzepotała w bramce. Szczęście sprzyja lepszym, prawda?
- Pokazaliśmy charakter. Roczyny były lepsze piłkarsko, to najlepszy zespół, z jakim do tej pory graliśmy. Tym bardziej cieszy nas wreszcie upragnione i do tego wysokie zwycięstwo - dodaje Klimasara
W niedzielę do Juszczyna przyjedzie Relaks Wysoka, a za dwa tygodnie Naroże czeka wyjazdowe spotkanie z Gromem Grzechynia. - Zobaczymy jak wypadniemy w starciu z kolejną czołową drużyną. Co do Gromu to będzie to na pewno zacięty mecz, a jeżeli obie drużyny zakończą mecz w pełnych składach to uznam to z sukces (śmiech) - powiedział Dariusz Klimasara.
Naroże Juszczyn - Burza Roczyny 3:0 (1:0)
Gole dla Naroża: Roczniak, Ferek (karny), Bielarz.
Skład Naroża: Fidelus – Gąstała, Baziński, Kwaśniewski (57" Trybała), Ceremuga, Lyvka, Ferek, Chorąży (88" Harynek), Kryjak (71" Lipka), Pietrusa, Roczniak (77" Bielarz).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/juszczynroczyny{/gallery}
Coraz lepiej, coraz wyżej
Słowo szalony nie w pełni oddaje to, co wydarzyło się w środę na stadionie w Grzechyni. Grom podejmował lidera Relaks Wysoką - do wizyty w Grzechyni goście mieli statystykę 13:2 w tej rundzie. Pierwszą rubrykę poprawili w środowe popołudnie o cztery trafienia, ale w drugiej się skompromitowali tracąc sześć goli.
- Ciężkie treningi w zimie po 2 godziny dają teraz efekt. Do tego chłopaki pokazują ogromną ambicję. Mecz z Relaksem był świętem konia - wszystko nam wychodziło, byliśmy szybsi od przeciwnika o ułamki sekund, które decydowały o naszych golach - nie ukrywał radości ze zwycięstwa z liderem z Wysokiej opiekun Gromu Grzechynia Stanisław Klimala.
Jakby tego było mało - Grom przegrywał 1:0 i 2:1, ale zdołał przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść! - Goście nastawili się na grę dalekimi podaniami do napastnika Rafała Kobyłeckiego. Wiedzieliśmy, że jak ich przyciśniemy, to będą popełniać błędy - mówi Klimala.
Do przerwy było 3:2, a pięknymi golami popisali Bartłomiej Kudzia po stronie Gromu i Dawid Traczyk z Wysokiej. - Strzał Traczyka był z 16. metrów i trafił w samo okno. Bartek Kudzia przedryblował dwóch obrońców gości i zdjął pajęczynę! - mówi Klimala.
Trafienie Kudzi, pierwsze w tym spotkaniu, bo koniec końców ustrzeli hattricka, było na 2:2. Na 3:2 trafił głową Tomasz Czubin - więcej goli do przerwy nie padło. O zwycięstwie Gromu przesądziły dwa trafienia po przerwie - na 4:2 i 5:2. Najpierw po rzucie rożnym Dawid Zguda z wysokości pół metra nad murawą efektownym szczupakiem podwyższył prowadzenie. Kolejny gol to wykorzystany przez Bartłomieja Kudzię rzut karny podyktowany za faul na nim samym. - Nie jestem zwolennikiem tego, żeby poszkodowany podchodził do jedenastki... - mówi Klimala.
Nadzieję na chociaż punkt odżyły w obozie Relaksu po fenomenalnym trafieniu z dystansu Marcina Pyrka. Zapędy te skutecznie ostudził Kudzia - po wznowieniu gry z autu przez Grzegorza Ceremugę piłka trafiła do napastnika Gromu, który trafił z sześciu metrów. W końcówce goście odpowiedzieli - jakże by inaczej - kapitalnym strzałem z dystansu, po którym Sebastian Krupczak musiał po raz czwarty tego popołudnia wyjmować piłkę z bramki. Cóż jednak z tego, skoro jego vis a vis musiał to czynić sześciokrotnie.
- Mogliśmy wygrać 3-4 bramkami więcej! Awansowaliśmy na czwarte miejsce od końca. Teraz przed nami mecz w Stroniu, potem czekamy na Naroże - mówi Stanisław Klimala i w ciekawy sposób puentuje zwycięstwo nad Relaksem: - Grający trener Relaksu Roman Skowronek chyba do tej pory ma zawroty głowy po tym, jak kręcił go Bartek Kudzia (śmiech).
Grom Grzechynia - Relaks Wysoka 6:4 (3:2)
Gole dla Gromu: Kudzia (trzy), Piotr Surmiak, Czubin, Zguda.
Skład Gromu: S. Krupczak – M. Surmiak, Paweł Surmiak, Białończyk, Urbański, Kudzia, Ceremuga, Ł. Krupczak, Zguda (60" Pieróg), Czubin, Piotr Surmiak.
Zły początek + złe zakończenie
Zaczęło się źle, bardzo źle dla Strzelca. W piątej minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Stanisławianka wyszła na prowadzenie. - Gol został zdobyty barkiem albo plecami - powiedział trener Strzelca Budzów Sławomir Bączek. Po prostu goście prowadzili 1:0 po szczęśliwym trafieniu.
Gospodarze doprowadzili do wyrównania w 32. minucie - strzelał Przemysław Burliga, tor lotu piłki zmienił Mateusz Daniel i było 1:1. - Gdyby tego nie zrobił, gol by nie padł - zaznacza Bączek.
- W pierwszej połowie mecz był wyrównany. Mieliśmy jeszcze dwie dobre okazje do zdobycia gola. Po jednej z nich strzał Mateusza Daniela na linii bramkowej zatrzymał jeden z zawodników gości - żałował Bączek.
Strzał w drugiej połowie Bogdana Gałuszki został zatrzymany ręką w polu karnym, więc Strzelec miał rzut karny. Na gola zamienił go Rafał Grygiel.
W końcówce Stanisławianka doprowadziła do wyrównania - po rzucie wolnym w polu karnym Strzelca gola zdobył zdecydowanie najwyższy zawodnik na boisku (patrząc na obie drużyny). Na nieszczęście dla Strzelca był on z przeciwnej drużyny. - Trudno jest upilnować takiego dwumetrowca - przyznał Sławomir Bączek i dodał: - Byliśmy lepszym zespołem i uważam, że powinniśmy zwyciężyć. Gdybyśmy grali tak w poprzednich meczach, to mielibyśmy 5-6 punktów więcej
Strzelec Budzów - Stanisławianka Stanisław Dolny 2:2 (1:1)
Gole dla Strzelca: M. Daniel, Grygiel (karny).
Skład Strzelca: J. Gielata – Patryk Burliga, Kąkol, Pawlica, Marek Daniel, P. Gielata, Gałuszka (80" R. Burliga), Grygiel, Mateusz Daniel (65" Trzop), Boczkaja, Przemysław Burliga (85" Polak).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze