Reklama


Piłkarska niedziela: Lider padł w Białce, niesmak po derbach Lachy-Żuraw

19/04/2015 18:38

Trwa kapitalna passa Tempo Białka. W niedzielę podopieczni Macieja Melzera wygrali po raz czwarty z rzędu w tym roku i to nie byle z kim, bo z liderem okręgówki KS Chełmek 1:0! Jordan Jordanów przegrał drugie z rzędu spotkanie - tym razem lepsze okazały się Wierchy Rabka, które dzięki temu zwycięstwu awansowały na fotel lidera podhalańskiej A-klasy. Zawodzi Naroże - w niedzielę przegrało po karnym w doliczonym czasie gry, ale jak podsumował mecz trener Naroża Dariusz Klimasara "można i trzeba było zdobyć gola wcześniej". W Narożu zadebiutował Ukrainiec Luvka (rocznik 1997). Drugą wygraną w sezonie, a pierwszą na wyjeździe, zanotował Grom Grzechynia. Podopieczni Stanisława Klimali wygrali z Leńczanką Leńcze 2:1. Relaks Wysoka skorzystał z dwóch prezentów po przerwie od defensorów Strzelca Budzów i mecz został rozstrzygnięty. Potem goście jeszcze powiększyli przewagę do czterech trafień. Gospodarzy stać było tylko na honorowe trafienie z rzutu karnego w końcówce spotkania. - Jesteśmy wściekli, czujemy się oszukani - nie pozostawił suchej nitki na sędziach bocznych niedzielnych derbów gminy Stryszawa trener Żurawia Krzeszów Jacek Kudzia. Lachy Lachowice wygrały 3:2, ale niesmak pozostał i to jaki! Drugie zwycięstwo na swoim stadionie, drugie w stosunku 3:0 odniosła Warta Zawoja. Trafienia numer dwa i trzy w 2015 roku zanotował Patryk Mika. Po bramce Kamila Wojtyczki w debiucie przed publicznością w Skawicy w roli trenera Huraganu zwyciężył Tomasz Czarny. - Zwycięstwo mogło być bardziej okazałe. Gości ratowały słupki i poprzeczki - wylicza nowy trener Huraganu. Z kompletem punktów z wyjazdów wracają Dąb Sidzina i Unia Naprawa. Wystartowała też C-klasa - na dzień doby Bieńkówka rozbiła Jałowca II Stryszawę. Wygrana Świtu Osielec w Lanckoronie i właśnie porażka Jałowca sprawiły, że Świt awansował na drugie miejsce w tabeli C-klasy.

Coraz bliżej czołówki

Nie mógł się lepiej rozpocząć mecz dla Tempo Białka z KS Chełmek. W 12. minucie po wznowieniu gry z autu piłka trafia do Grzegorza Pacygi, który wyłożył ją jak na tacy Łukaszowi Kryjakowi. Sprowadzony z Sosnowianki Stanisław Dolny zawodnik przymierzył po lewym długim rogu i gospodarze objęli prowadzenie. Goście pozbawieni braku m.in. najlepszego napastnika Grzegorza Bąka sta rali się odrobić straty. - To w dalszym ciągu była niebezpieczna drużyna - powiedział Maciej Melzer, opiekun Tempo.

Reklama

W drugiej połowie Bartłomiej Goryl wrzucił piłkę w pole karne do Sebastiana Młynarczyka, ale piłka po jego strzale głową poszybowała tuż nad poprzeczką. - Okazje mieli jeszcze Goryl, którego strzał pięknie sparował bramkarz Chełmka czy Michał Puzik, który został zablokowany - wylicza Maciej Melzer.

W końcówce akcja dwójki rezerwowych gospodarzy Dariusza Owsiaka i Łukasza Raczka mogła przynieść drugiego gola. O jedno tempo za późno ruszył jednak do piłki Raczek i skończyło się na strachu dla przyjezdnych.

Reklama

Po raz kolejny trener Maciej Melzer nie dokonał zmian w wyjściowej jedenastce. - Byłoby to krzywdzące dla pozostałych powiedzieć, że grają najlepsi. Jak nam dobrze idzie, to po co wprowadzać zmiany? Oczywiście, że mogą się zdarzyć w przyszłości kartki, kontuzje to wówczas możemy uzupełnić skład, bo zawodników odpowiednich do tego mam na ławce rezerwowych - wyjaśnia Maciej Melzer.

Tempo wygrało czwarty mecz z rzędu i ma już tylko cztery pun kty straty do prowadzących Unii Oświęcim i właśnie Chełmka.

Reklama

Tempo Białka - KS Chełmek 1:0 (1:0)

Gol dla Tempo: Kryjak

Skład Tempo: Kłapyta - Woźny, Bielarz, Sz. Marek, M. Marek, Pacyga (80" Owsiak), Motor, Puzik , Kryjak, Młynarczyk, Goryl (85" Raczek).

 {gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/bialkachelmek{/gallery}

Bez fajerwerków, ale z jednym golem

- Wierchy były lepsze o jedną bramkę - podsumował spotkanie z drużyną z Rabki trener Jordana Jordanów Zdzisław Gacek. Faworytem spotkania byli goście, co najlepiej pokazywała tabela podhalańskiej A-klasy - Wierchy walczą o awans (po wygranej z Jordanem zajmują pierwsze miejsce), Jordan o utrzymanie. Na boisku nie było jednak widać różnicy między zespołami.

Reklama

- Nie było fajerwerków. Było dużo walki, ambicji, biegania zwłaszcza w środkowej części pola, z której niewiele wynikało - dodaje Gacek.


Zaczęło się obiecująco dla gospodarzy - z rzutu wolnego wrzucał piłkę Filip Tyrpa, ale Dominik Kulak nie przeciął toru jej lotu. W odpowiedzi Łukasz Majerski ładnie zagrał piłkę wzdłuż pola karnego Jordana, lecz spóźniony wślizg wykonał Łukasz Sularz. - Nie umiemy wyprowadzić piłki - dodając jeszcze słowo na k piłkarz Wierchów Wojciech Zachara celnie podsumował postawę swojej drużyny, ale też Jordana w 20. minucie. Słyszeli wszyscy - trudno było nie słyszeć. W 35. minucie fatalny błąd popełnił Marek Hodana (inna sprawa, że jedyny poważniejszy w meczu, w pozostałych sytuacjach spisywał się niemal wzorcowo) przy wyprowadzaniu piłki i ta trafiła do Bartosza Mrożka. Napastnik Wierchów chciał jeszcze podać do lepiej ustawionego Sularza - w porę wrócił jednak jeden z obrońców Jordana i zażegnał niebezpieczeństwo.

Reklama

Najgroźniejszą akcję Jordan stworzył w 40. minucie - po zamieszaniu w polu karnym Wierchów piłka trafiła na 20. metr do Roberta Sewioło. Pomocnik gospodarzy nie namyślając się długo zdecydował się na strzał z dystansu (brawo za decyzję) zakończony jednak niecelnym uderzeniem (minus za wykonanie).

Najwięcej oklasków w pierwszej połowie zebrał Marcin Sochacki - w doliczonym czasie gry do pierwszej połowy Jordan mógł wyprowadzić kontrę, ale kapitan gospodarzy widząc leżącego na ziemi jednego z piłkarzy z Rabki wybił piłkę na aut. Brawo.

Reklama

- Każda z drużyn stworzyła po jednej akcji do przerwy - powiedział Zdzisław Gacek.

W drugiej połowie więcej się działo zarówno na boisku jak i poza nim. Obudzili się kibice obu drużyn, największym bohaterem spotkania chciał zostać sędzia główny, a na murawie coraz śmielej poczynał sobie Jordan. A propos sędziego - był to typowy arbiter na krzyk. Co kto krzyknął - tak było. Faul, wznowienie gry - nieważne co. Raz nie popisał się wręczając Piotrowi Kołodziejczykowi żółtą kartkę za nic, ale potem dwukrotnie ratował grającego z numerem 7 na koszulce zawodnika Jordana przed dalszymi żółtkami. - Mylił się w obie strony, krzywdy nikomu nie zrobił - przyznał Gacek.

Reklama

Pierwsze groźne okazje po przerwie stworzył Jordan - najpierw w 56. minucie Paweł Romaniak zagrał ze środka pola na lewo do Sewioło, ten pociągnął kilka metrów i strzałem w krótki słupek. Bramkarz gości był na posterunku. Za chwilę niemal kopia tej sytuacji, tyle, że z drugiej strony pola karnego - tym razem strzela Kulak, piłka przełamuje ręce Tomaszowi Potaczkowi, ale na jego szczęście wychodzi na rzut rożny. Po dośrodkowaniu z kornera z woleja uderza Michał Ryś - nad poprzeczką.

W 72. minucie na solową akcję zdecydował się Romaniak - wpadł w pole karne i kiedy wydawało się, że za chwilę odda strzał, wówczas padł na murawę. Pomógł mu w tym obrońca gości Krzysztof Pędzimąż. Pewnie teraz piłkarze z Jordana plują sobie w brodę, że nie krzyknęli karny! Pewnie sędzia by posłuchał i podyktował jedenastkę.

Reklama

Tymczasem goście zaatakowali i od razu przyniosło im to efekt bramkowy. Piłkę wrzucał Bartłomiej Traczyk, a z bliskiej odległości głową do bramki trafił Mrożek. Piłka jeszcze odbiła się od wewnętrznej strony słupka i zatrzepotała w bramce.

Gospodarze kończyli mecz w 10-tkę, bo w totalnie bezsensowny sposób czerwoną kartkę zobaczył Sewioło. Pomocnik Jordana dał się sprowokować jednemu z obrońców Wierchów i go odepchnął. Ten leżał na murawie, jakby otrzymał cios od Tysona. Chwilę później, gdy Sewioło opuszczał boisko, wstał i z uśmiechem na ustach kontynuował grę. - Bardzo głupi faul i nierozsądne zachowanie. Robert na jesieni już dostał karę pięciu meczów za uderzenie przeciwnika z Ochotnicy. Wtedy dostał pięć meczów kary i miał pół rundy z głowy. Teraz będzie podobnie. Szkoda, bo Robert to nasz bardzo ważny zawodnik - dodał Zdzisław Gacek.

Reklama

Jordan Jordanów - Wierchy Rabka 0:1 (0:0)

Gol dla Wierchów: Mrożek.

Składy:

Jordan: Rypel - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, G. Tyrpa, Kowalcze, Sewioło, Romaniak, Sochacki, Ryś, Kulak (78" Kołodziej).

Wierchy: Potaczek - Zając, Pędzimąż, Traczyk, Wróbel, Majerski, Zachara, Świder, Jańczy (80" Białoński), Mrożek, Sularz (85" Gacoł).
 {gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/jordan{/gallery}

Zemściło się...

Jeżeli nie wykorzystuje się takich okazji, jakie w spotkaniu ze Stanisławianką Stanisław Dolny mieli Wojciech Tomczak czy Marcin Kryjak to trudno myśleć o wygranej. A jeżeli dodatkowo w doliczonym czasie gry zagrywa się piłkę ręką w polu karnym, to jeżeli nie skuteczna obrona bramkarza, można przegrać mecz. Tak właśnie było w niedzielne popołudnie w Juszczynie.

Reklama

- Ręka była ewidentna, karny zasłużony - powiedział Dariusz Klimasara, grający trener Naroża. Grający i mający także niezłą okazję do wpisania się na listę strzelców. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Klimasara niecelnie główkował.

Piłkę meczową miał Tomczak - w drugiej połowie pognał na spotkanie z bramkarzem Stanisławianki, ale ten pojedynek młody napastnik gospodarzy przegrał.

W składzie Naroża zadebiutował Ukrainiec Ihor Luvka. - To młody chłopak, rocznik 1997. Dopiero teraz wrócił po świętach i po raz pierwszy zagrał. Występował w lidze juniorów na Ukrainie i to w jednych z wyższych lig. Może grać na pozycji obrońcy lub defensywnego pomocnika. To silny chłopak i warto na niego stawiać - powiedział Dariusz Klimasara.

Naroże Juszczyn - Stanisławianka Stanisław Dolny 0:1 (0:0)

Skład Naroża: Fidelus - Gąstała, Kwaśniewski, Baziński, Harynek (72" Lyvka), Ferek, Chorąży, Klimasara, Trybała (46" Lipka), Tomczak, Kryjak.


Skorzystali z gościnności

- Straciliśmy dwa gole z głupoty na początku drugiej połowy. Za pierwszym razem błąd środkowego obrońcy, który podał piłkę w poprzek. Zawodnik Relaksu przejął piłkę i przegrywamy. Druga sytuacja to z kolei złe zagranie ze środka pola i zawodnik gości idzie sam na sam z naszym bramkarzem. Przy wyniku 2:0 było już po zawodach - powiedział Sławomir Bączek, trener Strzelca Budzów.

Łatwą wygraną Relaksu nie zapowiadała pierwsza połowa. - To był wyrównany mecz. Może goście bardziej zagrażali nam po stałych fragmentach gry, ale bez stuprocentowych sytuacji - dodał Bączek.

Gospodarzy stać było tylko na honorowe trafienie w 88. minucie autorstwa Rafała Grygiela z rzutu karnego. W tym momencie nie zrobiło się jednak 2:1, ale 4:1, bo goście nie zadowolili się tylko dwubramkowym prowadzeniem po prezentach od wyjątkowo gościnnych w niedzielne popołudnie zawodnikach Strzelca.

Strzelec Budzów - Relaks Wysoka 1:4 (0:0)

Gol dla Strzelca: Grygiel (karny).

Skład Strzelca: Kozak - Patryk Burliga (83" Reciak), Kąkol, Pawlica (75" Radosław Burliga), Marek Daniel, Przemysław Burliga, Biela (60" Rzadek), Grygiel, Gałuszka, Gielata, Polak.


RELACJA Z MECZU GROMU WE WTOREK!

Leńczanka Leńcze - Grom Grzechynia 1:2

Sędzia spuścił głowę...


Z problemami na mecz do Lachowic przyjechali zawodnicy Żurawia Krzeszów. - Czekaliśmy na spóźnialskich, trochę za późno dotarliśmy na to spotkanie - mówi szkoleniowiec gości Jacek Kudzia.

Jakby kłopotów było mało, już pierwsza akcja gospodarzy przyniosła im gola. Po trójkowej akcji Daniel Kachel-Dominik Kachel-Szymon Stachnik wynik otworzył ten drugi. - Moi podopieczni byli chyba też przytłumieni dopingiem, jaki zorganizowali kibice Lachów - dodaje Kudzia. Faktycznie, takiej oprawy nie było od dawien dawna na żadnym meczu w naszym powiecie. Po pół godzinie gry wynik brzmiał 2:0 - ponownie do bramki trafił Stachnik. Tu warto dodać, że w drużynie gospodarzy zabrakło kontuzjowanego kapitana i jednocześnie najskuteczniejszego strzelca Pawła Gacha. Od tego momentu do głosu doszli gości, czego efektem były dwa trafienia niezawodnego Krzysztofa Ćwiertni.

Boisko w Lachowicach nie sprzyja składnej grze, stąd receptą na pokonanie lidera była wg piłkarzy z Krzeszowa gra długimi podaniami na szybkich napastników. - I pewnie przyniosłaby ona nam trzy punkty, gdyby nie sędziowie boczni. Nie winię za to, co się stało sędziego głównego. Zresztą po zakończeniu spotkania spuścił głowę i nie chciał rozmawiać - dodaje Jacek Kudzia. Gospodarze wyszli na prowadzenie w 55. minucie - w polu karnym faulowany był Stachnik, jedenastkę wykorzystał Dawid Kachel. - Przez sekundę mój zawodnik mógł trzymać za rękę przeciwnika. Jak to boczny widział, jak to zinterpretował? - nie dowierzał Jacek Kudzia.

Apogeum wściekłości opiekuna Żurawia miało miejsce w doliczonym czasie gry. Wojciech Nowak strzałem głową doprowadził do wyrównania, a... kilka sekund po tym, jak piłka znalazła się w siatce, sędzia boczny podniósł chorągiewkę do góry sygnalizując pozycję spaloną!

Niestety nie udało się nam dwukrotnie dodzwonić do szkoleniowca Lachów Lachowice Krzysztofa Chorążego - niedługo po meczu i we wtorek, więc w relacji są tylko wypowiedzi trenera Żurawia Krzeszów. A szkoda, bo nie dość, że było to spotkanie na szczycie w B-klasie, gminne derby to jeszcze kontrowersyjnych decyzji nie brakowało...

 

Lachy Lachowice - Żuraw Krzeszów 3:2 (2:2)

Gole dla Lachów: Stachnik (dwa), Kachel (karny).

Gole dla Żurawia: Ćwiertnia (dwa).

Składy:

Lachy: Pająk - Kąkol, Chorąży, Gach, Kubieniec, Banaś, Daniel Kachel, Dawid Kachel, Małysiak, Dominik Kachel, Stachnik (89" Urbanek).

Żuraw: Mika - Zawora, Talaga, G. Kawończyk (46" Nowak), Fidelus, Łuczak (80" Korczak), Wójcik, Targosz (46" Piątek, 80" Skrzypek), Wajdzik, Ćwiertnia, M. Kawończyk.

Udokumentowana przewaga

Złoty gol autorstwa Kamila Wojtyczki zapewnił Huraganowi wygraną z Tarnawianką Tarnawą Dolną 1:0. W drugiej połowie piłka została dośrodkowana w kierunku pola bramkowego gości, gapiostwo defensora z Tarnawianki wykorzystał Wojtyczko, przejął futbolówkę i strzałem po długim rogu zapewnił gospodarzom prowadzenie.

- Mecz toczył się pod nasze dyktando. Zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie, byliśmy lepszą drużyną - powiedział Tomasz Czarny, trener Huraganu Skawica. - Mieliśmy jeszcze trzy stuprocentowe okazje do zdobycia goli, ostemplowaliśmy słupek i poprzeczkę bramki gości - dodał.

Goście przebudzili się w końcowym fragmencie gry. - Na szczęście udało się nam przetrzymać ten chwilowy napór Tarnawianki - przyznał Tomasz Czarny.

Huragan Skawica - Tarnawianka Tarnawa 1:0 (0:0)

Gol dla Huraganu: K. Wojtyczko.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/skawicat{/gallery}

Emocje dopiero po przerwie

Jeżeli ktoś opuścił pierwszą połowę spotkania Watry Zawoi z Błyskawicą Marcówką to niewiele stracił. - Mecz bez historii, dominowała walka w środku pola, mało sytuacji podbramkowych - wylicza opiekun Watry Łukasz Stopka. No, stracił możliwość zobaczenia, jak jeden z zawodników gości nie trafia czysto w piłkę znajdując się na piątym metrze!

O wiele ciekawiej było po przerwie. Dwa gole zdobył Patryk Mika - najpierw głową, potem nogą. Oba gole napastnika Watry przedzielił trafieniem Piotr Basiura. - To była zdecydowanie lepsza połówka w naszym wykonaniu i nie tylko dlatego, że zdobyliśmy dwa gole. Oddaliśmy jeszcze kilka strzałów z dystansu - dodaje Stopka.

Watra Zawoja - Błyskawica Marcówka 3:0 (0:0)

Gole dla Watry: Mika (dwa), Basiura.

Skład Watry: Wolski - Zięba, Basiura, Stopka, Zguda, Stopka, R. Warmuz, Dyrcz, Hutniczak (60" Zeman), Listwan, Mika, B. Warmuz.
 {gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/zawojamarcowka{/gallery}

Lipa razy trzy

Zanim rozpoczął się mecz Filkówka Barwałd Średni-Dąb Sidzina trzeba było znaleźć… drugiego sędziego bocznego. – Na meczu pojawiło się dwóch sędziów, zrobiono losowanie i wypadło na naszego kierownika – mówi trener Dębu Adam Wójtowicz. To wyjaśnienie na wypadek tego, gdyby ktoś się dziwił, w jakim stroju na jednym ze zdjęć paraduje sędzia boczny.

Skoro jeszcze przed spotkaniem szczęście uśmiechnęło się do gości to sidzinanie mogli to odbierać jako dobry prognostyk. I tak było. Filkówka jeszcze w tym sezonie nie wygrała i nieuchronnie zmierza do C-klasy. Myliłby się jednak ten kto sądził, że Dąb czekał w niedzielne popołudnie spacerek. – Do 25. minuty gospodarze dzielnie się bronili, spotkanie było ciężkie i dominowała w nim walka w środku pola. Do końca pierwszej połowy posiadaliśmy już przewagę, zaczęliśmy szybciej wymieniać piłkę i stworzyliśmy dwie stuprocentowe okazje – dodał Wójtowicz. Jedna z nich zakończyła się sukcesem. W 35. minucie po szybkim rozegraniu piłka trafiła na skrzydło do Szymona Maja, który dośrodkował w pole karne. Celnym strzałem głową akcje wykończył Mariusz Lipa.

W drugiej połowie Lipa jeszcze dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Przy drugim trafieniu ponownie asystował Szymon Maj, który wykorzystał błąd stoperów gospodarzy, podciągnął z piłką do linii końcowej i dograł do Lipy. Napastnik Dębu skierował piłkę do pustej bramki. Na osiem minut przed zakończeniem spotkania na indywidualną akcję zdecydował się Tomasz Jaromin. Pomocnik Dębu dośrodkował w pole karne, a tam strzałem głową trzeciego gola w tym spotkaniu zdobył Mariusz Lipa.

Koniec meczu i wywieszenie białej chorągiewki przez gospodarzy? Nic z tych rzeczy. – Od tego momentu to Filkówka ruszyła do ataku. Zrobiło się trochę nerwowo pod naszą bramką – przyznał Adam Wójtowicz.

Jeden z takich „nerwów” zakończył się samobójczym trafieniem Szymona Pelcela. Gospodarze niczym więcej już nie odpowiedzieli.

Filkówka Barwałd - Dąb Sidzina 1:3 (0:1)

Skład Dębu: Sitarz - Polowski, Pelcel, Korbel - Jaromin, K. Kostka, P. Kostka, Ł. Kolaniak - Handzel (60" Chorąży), Lipa, Pastwa (35" Maj).
 {gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/dob{/gallery}

Grom Morawczyna - Unia Naprawa 0:3 (0:0)

Krok (taki duży) do B-klasy


Bardzo wysokim wynikiem, a mógł być jeszcze wyższy (!) zakończył się mecz LKS Bieńkówki z rezerwami Jałowca Stryszawa. Inauguracyjne spotkanie między dwoma najlepszymi drużynami na jesieni pokazało, że Bieńkówka powinna  w cuglach awansować do B-klasy. Po dwa gole zdobyli: Tomasz Knapczyk, Grzegorz Sałapat i Tomasz Chromy. I tylko szkoda grającego trenera Bieńkówki Jarosława Gąstały, który opuścił boisko z powodu złamanego obojczyka opuścił plac gry jeszcze w pierwszej połowie.

LKS Bieńkówka - Jałowiec II Stryszawa 6:0 (3:0)

Gole dla Bieńkówki: Knapczyk, Sałapat, Chromy (wszyscy po dwa gole).

Skład Bieńkówki: Gąstała (43" Ciuś), Wojterski, Pęcek, Mruc, Sarna, Knapczyk, A. Sałapat (70" Szczurek), Burliga, Klimowski, Chromy (80" Jończyk), Sałapat.

Konsekwencja, konsekwencja, konsekwencja

Nie miała większych problemów z wywiezieniem kompletu trzech punktów z boiska ostatniego w tabeli C-klasy Zrywu Lanckorony drużyna Świtu Osielec. – Tabela nie odzwierciedla poziomu Zrywu Lanckorony, a do momentu zdobycia pierwszego gola chłopaki grali nerwowo – mówi Witold Romanowski, trener drużyny z Osielca.

Wynik otworzył strzałem z dystansu Gabriel Traczyk, następnie celnie głową trafił Kamil Kalemba. Na 3:0 wynik ustalił po indywidualnej akcji Wojciech Suski.

- Od początku spotkania realizowaliśmy założenia taktyczne i przyniosło to efekt. Uczulałem zawodników, żeby grali konsekwentnie, że przyniesie to efekt i tak się stało. Na pochwałę zasłużyła cała drużyna – podsumował Romanowski.

Zryw Lanckorona - Świt Osielec 0:3 (0:1)

Gole dla Świtu: G. Traczyk, Kalemba, Suski.

Skład Świtu: W. Traczyk - Herman (75" Kubiński), Guzik, Sobinek, Bachul, Babik (46" Drobny) , Kopacz, Oleksa, Kalemba, G. Traczyk, Suski (85" Motor).

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama