Trwa kapitalna passa Tempo Białka. W niedzielę podopieczni Macieja Melzera wygrali po raz czwarty z rzędu w tym roku i to nie byle z kim, bo z liderem okręgówki KS Chełmek 1:0! Jordan Jordanów przegrał drugie z rzędu spotkanie - tym razem lepsze okazały się Wierchy Rabka, które dzięki temu zwycięstwu awansowały na fotel lidera podhalańskiej A-klasy. Zawodzi Naroże - w niedzielę przegrało po karnym w doliczonym czasie gry, ale jak podsumował mecz trener Naroża Dariusz Klimasara "można i trzeba było zdobyć gola wcześniej". W Narożu zadebiutował Ukrainiec Luvka (rocznik 1997). Drugą wygraną w sezonie, a pierwszą na wyjeździe, zanotował Grom Grzechynia. Podopieczni Stanisława Klimali wygrali z Leńczanką Leńcze 2:1. Relaks Wysoka skorzystał z dwóch prezentów po przerwie od defensorów Strzelca Budzów i mecz został rozstrzygnięty. Potem goście jeszcze powiększyli przewagę do czterech trafień. Gospodarzy stać było tylko na honorowe trafienie z rzutu karnego w końcówce spotkania. - Jesteśmy wściekli, czujemy się oszukani - nie pozostawił suchej nitki na sędziach bocznych niedzielnych derbów gminy Stryszawa trener Żurawia Krzeszów Jacek Kudzia. Lachy Lachowice wygrały 3:2, ale niesmak pozostał i to jaki! Drugie zwycięstwo na swoim stadionie, drugie w stosunku 3:0 odniosła Warta Zawoja. Trafienia numer dwa i trzy w 2015 roku zanotował Patryk Mika. Po bramce Kamila Wojtyczki w debiucie przed publicznością w Skawicy w roli trenera Huraganu zwyciężył Tomasz Czarny. - Zwycięstwo mogło być bardziej okazałe. Gości ratowały słupki i poprzeczki - wylicza nowy trener Huraganu. Z kompletem punktów z wyjazdów wracają Dąb Sidzina i Unia Naprawa. Wystartowała też C-klasa - na dzień doby Bieńkówka rozbiła Jałowca II Stryszawę. Wygrana Świtu Osielec w Lanckoronie i właśnie porażka Jałowca sprawiły, że Świt awansował na drugie miejsce w tabeli C-klasy.
Coraz bliżej czołówki
Nie mógł się lepiej rozpocząć mecz dla Tempo Białka z KS Chełmek. W 12. minucie po wznowieniu gry z autu piłka trafia do Grzegorza Pacygi, który wyłożył ją jak na tacy Łukaszowi Kryjakowi. Sprowadzony z Sosnowianki Stanisław Dolny zawodnik przymierzył po lewym długim rogu i gospodarze objęli prowadzenie. Goście pozbawieni braku m.in. najlepszego napastnika Grzegorza Bąka sta rali się odrobić straty. - To w dalszym ciągu była niebezpieczna drużyna - powiedział Maciej Melzer, opiekun Tempo.
W drugiej połowie Bartłomiej Goryl wrzucił piłkę w pole karne do Sebastiana Młynarczyka, ale piłka po jego strzale głową poszybowała tuż nad poprzeczką. - Okazje mieli jeszcze Goryl, którego strzał pięknie sparował bramkarz Chełmka czy Michał Puzik, który został zablokowany - wylicza Maciej Melzer.
W końcówce akcja dwójki rezerwowych gospodarzy Dariusza Owsiaka i Łukasza Raczka mogła przynieść drugiego gola. O jedno tempo za późno ruszył jednak do piłki Raczek i skończyło się na strachu dla przyjezdnych.
Po raz kolejny trener Maciej Melzer nie dokonał zmian w wyjściowej jedenastce. - Byłoby to krzywdzące dla pozostałych powiedzieć, że grają najlepsi. Jak nam dobrze idzie, to po co wprowadzać zmiany? Oczywiście, że mogą się zdarzyć w przyszłości kartki, kontuzje to wówczas możemy uzupełnić skład, bo zawodników odpowiednich do tego mam na ławce rezerwowych - wyjaśnia Maciej Melzer.
Tempo wygrało czwarty mecz z rzędu i ma już tylko cztery pun kty straty do prowadzących Unii Oświęcim i właśnie Chełmka.
Tempo Białka - KS Chełmek 1:0 (1:0)
Gol dla Tempo: Kryjak
Skład Tempo: Kłapyta - Woźny, Bielarz, Sz. Marek, M. Marek, Pacyga (80" Owsiak), Motor, Puzik , Kryjak, Młynarczyk, Goryl (85" Raczek).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/bialkachelmek{/gallery}
Bez fajerwerków, ale z jednym golem
- Wierchy były lepsze o jedną bramkę - podsumował spotkanie z drużyną z Rabki trener Jordana Jordanów Zdzisław Gacek. Faworytem spotkania byli goście, co najlepiej pokazywała tabela podhalańskiej A-klasy - Wierchy walczą o awans (po wygranej z Jordanem zajmują pierwsze miejsce), Jordan o utrzymanie. Na boisku nie było jednak widać różnicy między zespołami.
- Nie było fajerwerków. Było dużo walki, ambicji, biegania zwłaszcza w środkowej części pola, z której niewiele wynikało - dodaje Gacek.
Zaczęło się obiecująco dla gospodarzy - z rzutu wolnego wrzucał piłkę Filip Tyrpa, ale Dominik Kulak nie przeciął toru jej lotu. W odpowiedzi Łukasz Majerski ładnie zagrał piłkę wzdłuż pola karnego Jordana, lecz spóźniony wślizg wykonał Łukasz Sularz. - Nie umiemy wyprowadzić piłki - dodając jeszcze słowo na k piłkarz Wierchów Wojciech Zachara celnie podsumował postawę swojej drużyny, ale też Jordana w 20. minucie. Słyszeli wszyscy - trudno było nie słyszeć. W 35. minucie fatalny błąd popełnił Marek Hodana (inna sprawa, że jedyny poważniejszy w meczu, w pozostałych sytuacjach spisywał się niemal wzorcowo) przy wyprowadzaniu piłki i ta trafiła do Bartosza Mrożka. Napastnik Wierchów chciał jeszcze podać do lepiej ustawionego Sularza - w porę wrócił jednak jeden z obrońców Jordana i zażegnał niebezpieczeństwo.
Najgroźniejszą akcję Jordan stworzył w 40. minucie - po zamieszaniu w polu karnym Wierchów piłka trafiła na 20. metr do Roberta Sewioło. Pomocnik gospodarzy nie namyślając się długo zdecydował się na strzał z dystansu (brawo za decyzję) zakończony jednak niecelnym uderzeniem (minus za wykonanie).
Najwięcej oklasków w pierwszej połowie zebrał Marcin Sochacki - w doliczonym czasie gry do pierwszej połowy Jordan mógł wyprowadzić kontrę, ale kapitan gospodarzy widząc leżącego na ziemi jednego z piłkarzy z Rabki wybił piłkę na aut. Brawo.
- Każda z drużyn stworzyła po jednej akcji do przerwy - powiedział Zdzisław Gacek.
W drugiej połowie więcej się działo zarówno na boisku jak i poza nim. Obudzili się kibice obu drużyn, największym bohaterem spotkania chciał zostać sędzia główny, a na murawie coraz śmielej poczynał sobie Jordan. A propos sędziego - był to typowy arbiter na krzyk. Co kto krzyknął - tak było. Faul, wznowienie gry - nieważne co. Raz nie popisał się wręczając Piotrowi Kołodziejczykowi żółtą kartkę za nic, ale potem dwukrotnie ratował grającego z numerem 7 na koszulce zawodnika Jordana przed dalszymi żółtkami. - Mylił się w obie strony, krzywdy nikomu nie zrobił - przyznał Gacek.
Pierwsze groźne okazje po przerwie stworzył Jordan - najpierw w 56. minucie Paweł Romaniak zagrał ze środka pola na lewo do Sewioło, ten pociągnął kilka metrów i strzałem w krótki słupek. Bramkarz gości był na posterunku. Za chwilę niemal kopia tej sytuacji, tyle, że z drugiej strony pola karnego - tym razem strzela Kulak, piłka przełamuje ręce Tomaszowi Potaczkowi, ale na jego szczęście wychodzi na rzut rożny. Po dośrodkowaniu z kornera z woleja uderza Michał Ryś - nad poprzeczką.
W 72. minucie na solową akcję zdecydował się Romaniak - wpadł w pole karne i kiedy wydawało się, że za chwilę odda strzał, wówczas padł na murawę. Pomógł mu w tym obrońca gości Krzysztof Pędzimąż. Pewnie teraz piłkarze z Jordana plują sobie w brodę, że nie krzyknęli karny! Pewnie sędzia by posłuchał i podyktował jedenastkę.
Tymczasem goście zaatakowali i od razu przyniosło im to efekt bramkowy. Piłkę wrzucał Bartłomiej Traczyk, a z bliskiej odległości głową do bramki trafił Mrożek. Piłka jeszcze odbiła się od wewnętrznej strony słupka i zatrzepotała w bramce.
Gospodarze kończyli mecz w 10-tkę, bo w totalnie bezsensowny sposób czerwoną kartkę zobaczył Sewioło. Pomocnik Jordana dał się sprowokować jednemu z obrońców Wierchów i go odepchnął. Ten leżał na murawie, jakby otrzymał cios od Tysona. Chwilę później, gdy Sewioło opuszczał boisko, wstał i z uśmiechem na ustach kontynuował grę. - Bardzo głupi faul i nierozsądne zachowanie. Robert na jesieni już dostał karę pięciu meczów za uderzenie przeciwnika z Ochotnicy. Wtedy dostał pięć meczów kary i miał pół rundy z głowy. Teraz będzie podobnie. Szkoda, bo Robert to nasz bardzo ważny zawodnik - dodał Zdzisław Gacek.
Jordan Jordanów - Wierchy Rabka 0:1 (0:0)
Gol dla Wierchów: Mrożek.
Składy:
Jordan: Rypel - Kołodziejczyk, Hodana, F. Tyrpa, G. Tyrpa, Kowalcze, Sewioło, Romaniak, Sochacki, Ryś, Kulak (78" Kołodziej).
Wierchy: Potaczek - Zając, Pędzimąż, Traczyk, Wróbel, Majerski, Zachara, Świder, Jańczy (80" Białoński), Mrożek, Sularz (85" Gacoł).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/jordan{/gallery}
Zemściło się...
Jeżeli nie wykorzystuje się takich okazji, jakie w spotkaniu ze Stanisławianką Stanisław Dolny mieli Wojciech Tomczak czy Marcin Kryjak to trudno myśleć o wygranej. A jeżeli dodatkowo w doliczonym czasie gry zagrywa się piłkę ręką w polu karnym, to jeżeli nie skuteczna obrona bramkarza, można przegrać mecz. Tak właśnie było w niedzielne popołudnie w Juszczynie.
- Ręka była ewidentna, karny zasłużony - powiedział Dariusz Klimasara, grający trener Naroża. Grający i mający także niezłą okazję do wpisania się na listę strzelców. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Klimasara niecelnie główkował.
Piłkę meczową miał Tomczak - w drugiej połowie pognał na spotkanie z bramkarzem Stanisławianki, ale ten pojedynek młody napastnik gospodarzy przegrał.
W składzie Naroża zadebiutował Ukrainiec Ihor Luvka. - To młody chłopak, rocznik 1997. Dopiero teraz wrócił po świętach i po raz pierwszy zagrał. Występował w lidze juniorów na Ukrainie i to w jednych z wyższych lig. Może grać na pozycji obrońcy lub defensywnego pomocnika. To silny chłopak i warto na niego stawiać - powiedział Dariusz Klimasara.
Naroże Juszczyn - Stanisławianka Stanisław Dolny 0:1 (0:0)
Skład Naroża: Fidelus - Gąstała, Kwaśniewski, Baziński, Harynek (72" Lyvka), Ferek, Chorąży, Klimasara, Trybała (46" Lipka), Tomczak, Kryjak.
Skorzystali z gościnności
- Straciliśmy dwa gole z głupoty na początku drugiej połowy. Za pierwszym razem błąd środkowego obrońcy, który podał piłkę w poprzek. Zawodnik Relaksu przejął piłkę i przegrywamy. Druga sytuacja to z kolei złe zagranie ze środka pola i zawodnik gości idzie sam na sam z naszym bramkarzem. Przy wyniku 2:0 było już po zawodach - powiedział Sławomir Bączek, trener Strzelca Budzów.
Łatwą wygraną Relaksu nie zapowiadała pierwsza połowa. - To był wyrównany mecz. Może goście bardziej zagrażali nam po stałych fragmentach gry, ale bez stuprocentowych sytuacji - dodał Bączek.
Gospodarzy stać było tylko na honorowe trafienie w 88. minucie autorstwa Rafała Grygiela z rzutu karnego. W tym momencie nie zrobiło się jednak 2:1, ale 4:1, bo goście nie zadowolili się tylko dwubramkowym prowadzeniem po prezentach od wyjątkowo gościnnych w niedzielne popołudnie zawodnikach Strzelca.
Strzelec Budzów - Relaks Wysoka 1:4 (0:0)
Gol dla Strzelca: Grygiel (karny).
Skład Strzelca: Kozak - Patryk Burliga (83" Reciak), Kąkol, Pawlica (75" Radosław Burliga), Marek Daniel, Przemysław Burliga, Biela (60" Rzadek), Grygiel, Gałuszka, Gielata, Polak.
RELACJA Z MECZU GROMU WE WTOREK!
Leńczanka Leńcze - Grom Grzechynia 1:2
Sędzia spuścił głowę...
Z problemami na mecz do Lachowic przyjechali zawodnicy Żurawia Krzeszów. - Czekaliśmy na spóźnialskich, trochę za późno dotarliśmy na to spotkanie - mówi szkoleniowiec gości Jacek Kudzia.
Jakby kłopotów było mało, już pierwsza akcja gospodarzy przyniosła im gola. Po trójkowej akcji Daniel Kachel-Dominik Kachel-Szymon Stachnik wynik otworzył ten drugi. - Moi podopieczni byli chyba też przytłumieni dopingiem, jaki zorganizowali kibice Lachów - dodaje Kudzia. Faktycznie, takiej oprawy nie było od dawien dawna na żadnym meczu w naszym powiecie. Po pół godzinie gry wynik brzmiał 2:0 - ponownie do bramki trafił Stachnik. Tu warto dodać, że w drużynie gospodarzy zabrakło kontuzjowanego kapitana i jednocześnie najskuteczniejszego strzelca Pawła Gacha. Od tego momentu do głosu doszli gości, czego efektem były dwa trafienia niezawodnego Krzysztofa Ćwiertni.
Boisko w Lachowicach nie sprzyja składnej grze, stąd receptą na pokonanie lidera była wg piłkarzy z Krzeszowa gra długimi podaniami na szybkich napastników. - I pewnie przyniosłaby ona nam trzy punkty, gdyby nie sędziowie boczni. Nie winię za to, co się stało sędziego głównego. Zresztą po zakończeniu spotkania spuścił głowę i nie chciał rozmawiać - dodaje Jacek Kudzia. Gospodarze wyszli na prowadzenie w 55. minucie - w polu karnym faulowany był Stachnik, jedenastkę wykorzystał Dawid Kachel. - Przez sekundę mój zawodnik mógł trzymać za rękę przeciwnika. Jak to boczny widział, jak to zinterpretował? - nie dowierzał Jacek Kudzia.
Apogeum wściekłości opiekuna Żurawia miało miejsce w doliczonym czasie gry. Wojciech Nowak strzałem głową doprowadził do wyrównania, a... kilka sekund po tym, jak piłka znalazła się w siatce, sędzia boczny podniósł chorągiewkę do góry sygnalizując pozycję spaloną!
Niestety nie udało się nam dwukrotnie dodzwonić do szkoleniowca Lachów Lachowice Krzysztofa Chorążego - niedługo po meczu i we wtorek, więc w relacji są tylko wypowiedzi trenera Żurawia Krzeszów. A szkoda, bo nie dość, że było to spotkanie na szczycie w B-klasie, gminne derby to jeszcze kontrowersyjnych decyzji nie brakowało...
Lachy Lachowice - Żuraw Krzeszów 3:2 (2:2)
Gole dla Lachów: Stachnik (dwa), Kachel (karny).
Gole dla Żurawia: Ćwiertnia (dwa).
Składy:
Lachy: Pająk - Kąkol, Chorąży, Gach, Kubieniec, Banaś, Daniel Kachel, Dawid Kachel, Małysiak, Dominik Kachel, Stachnik (89" Urbanek).
Żuraw: Mika - Zawora, Talaga, G. Kawończyk (46" Nowak), Fidelus, Łuczak (80" Korczak), Wójcik, Targosz (46" Piątek, 80" Skrzypek), Wajdzik, Ćwiertnia, M. Kawończyk.
Udokumentowana przewaga
Złoty gol autorstwa Kamila Wojtyczki zapewnił Huraganowi wygraną z Tarnawianką Tarnawą Dolną 1:0. W drugiej połowie piłka została dośrodkowana w kierunku pola bramkowego gości, gapiostwo defensora z Tarnawianki wykorzystał Wojtyczko, przejął futbolówkę i strzałem po długim rogu zapewnił gospodarzom prowadzenie.
- Mecz toczył się pod nasze dyktando. Zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie, byliśmy lepszą drużyną - powiedział Tomasz Czarny, trener Huraganu Skawica. - Mieliśmy jeszcze trzy stuprocentowe okazje do zdobycia goli, ostemplowaliśmy słupek i poprzeczkę bramki gości - dodał.
Goście przebudzili się w końcowym fragmencie gry. - Na szczęście udało się nam przetrzymać ten chwilowy napór Tarnawianki - przyznał Tomasz Czarny.
Huragan Skawica - Tarnawianka Tarnawa 1:0 (0:0)
Gol dla Huraganu: K. Wojtyczko.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/skawicat{/gallery}
Emocje dopiero po przerwie
Jeżeli ktoś opuścił pierwszą połowę spotkania Watry Zawoi z Błyskawicą Marcówką to niewiele stracił. - Mecz bez historii, dominowała walka w środku pola, mało sytuacji podbramkowych - wylicza opiekun Watry Łukasz Stopka. No, stracił możliwość zobaczenia, jak jeden z zawodników gości nie trafia czysto w piłkę znajdując się na piątym metrze!
O wiele ciekawiej było po przerwie. Dwa gole zdobył Patryk Mika - najpierw głową, potem nogą. Oba gole napastnika Watry przedzielił trafieniem Piotr Basiura. - To była zdecydowanie lepsza połówka w naszym wykonaniu i nie tylko dlatego, że zdobyliśmy dwa gole. Oddaliśmy jeszcze kilka strzałów z dystansu - dodaje Stopka.
Watra Zawoja - Błyskawica Marcówka 3:0 (0:0)
Gole dla Watry: Mika (dwa), Basiura.
Skład Watry: Wolski - Zięba, Basiura, Stopka, Zguda, Stopka, R. Warmuz, Dyrcz, Hutniczak (60" Zeman), Listwan, Mika, B. Warmuz.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/zawojamarcowka{/gallery}
Lipa razy trzy
Zanim rozpoczął się mecz Filkówka Barwałd Średni-Dąb Sidzina trzeba było znaleźć… drugiego sędziego bocznego. – Na meczu pojawiło się dwóch sędziów, zrobiono losowanie i wypadło na naszego kierownika – mówi trener Dębu Adam Wójtowicz. To wyjaśnienie na wypadek tego, gdyby ktoś się dziwił, w jakim stroju na jednym ze zdjęć paraduje sędzia boczny.
Skoro jeszcze przed spotkaniem szczęście uśmiechnęło się do gości to sidzinanie mogli to odbierać jako dobry prognostyk. I tak było. Filkówka jeszcze w tym sezonie nie wygrała i nieuchronnie zmierza do C-klasy. Myliłby się jednak ten kto sądził, że Dąb czekał w niedzielne popołudnie spacerek. – Do 25. minuty gospodarze dzielnie się bronili, spotkanie było ciężkie i dominowała w nim walka w środku pola. Do końca pierwszej połowy posiadaliśmy już przewagę, zaczęliśmy szybciej wymieniać piłkę i stworzyliśmy dwie stuprocentowe okazje – dodał Wójtowicz. Jedna z nich zakończyła się sukcesem. W 35. minucie po szybkim rozegraniu piłka trafiła na skrzydło do Szymona Maja, który dośrodkował w pole karne. Celnym strzałem głową akcje wykończył Mariusz Lipa.
W drugiej połowie Lipa jeszcze dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Przy drugim trafieniu ponownie asystował Szymon Maj, który wykorzystał błąd stoperów gospodarzy, podciągnął z piłką do linii końcowej i dograł do Lipy. Napastnik Dębu skierował piłkę do pustej bramki. Na osiem minut przed zakończeniem spotkania na indywidualną akcję zdecydował się Tomasz Jaromin. Pomocnik Dębu dośrodkował w pole karne, a tam strzałem głową trzeciego gola w tym spotkaniu zdobył Mariusz Lipa.
Koniec meczu i wywieszenie białej chorągiewki przez gospodarzy? Nic z tych rzeczy. – Od tego momentu to Filkówka ruszyła do ataku. Zrobiło się trochę nerwowo pod naszą bramką – przyznał Adam Wójtowicz.
Jeden z takich „nerwów” zakończył się samobójczym trafieniem Szymona Pelcela. Gospodarze niczym więcej już nie odpowiedzieli.
Filkówka Barwałd - Dąb Sidzina 1:3 (0:1)
Skład Dębu: Sitarz - Polowski, Pelcel, Korbel - Jaromin, K. Kostka, P. Kostka, Ł. Kolaniak - Handzel (60" Chorąży), Lipa, Pastwa (35" Maj).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/kwiecien/dob{/gallery}
Grom Morawczyna - Unia Naprawa 0:3 (0:0)
Krok (taki duży) do B-klasy
Bardzo wysokim wynikiem, a mógł być jeszcze wyższy (!) zakończył się mecz LKS Bieńkówki z rezerwami Jałowca Stryszawa. Inauguracyjne spotkanie między dwoma najlepszymi drużynami na jesieni pokazało, że Bieńkówka powinna w cuglach awansować do B-klasy. Po dwa gole zdobyli: Tomasz Knapczyk, Grzegorz Sałapat i Tomasz Chromy. I tylko szkoda grającego trenera Bieńkówki Jarosława Gąstały, który opuścił boisko z powodu złamanego obojczyka opuścił plac gry jeszcze w pierwszej połowie.
LKS Bieńkówka - Jałowiec II Stryszawa 6:0 (3:0)
Gole dla Bieńkówki: Knapczyk, Sałapat, Chromy (wszyscy po dwa gole).
Skład Bieńkówki: Gąstała (43" Ciuś), Wojterski, Pęcek, Mruc, Sarna, Knapczyk, A. Sałapat (70" Szczurek), Burliga, Klimowski, Chromy (80" Jończyk), Sałapat.
Konsekwencja, konsekwencja, konsekwencja
Nie miała większych problemów z wywiezieniem kompletu trzech punktów z boiska ostatniego w tabeli C-klasy Zrywu Lanckorony drużyna Świtu Osielec. – Tabela nie odzwierciedla poziomu Zrywu Lanckorony, a do momentu zdobycia pierwszego gola chłopaki grali nerwowo – mówi Witold Romanowski, trener drużyny z Osielca.
Wynik otworzył strzałem z dystansu Gabriel Traczyk, następnie celnie głową trafił Kamil Kalemba. Na 3:0 wynik ustalił po indywidualnej akcji Wojciech Suski.
- Od początku spotkania realizowaliśmy założenia taktyczne i przyniosło to efekt. Uczulałem zawodników, żeby grali konsekwentnie, że przyniesie to efekt i tak się stało. Na pochwałę zasłużyła cała drużyna – podsumował Romanowski.
Zryw Lanckorona - Świt Osielec 0:3 (0:1)
Gole dla Świtu: G. Traczyk, Kalemba, Suski.
Skład Świtu: W. Traczyk - Herman (75" Kubiński), Guzik, Sobinek, Bachul, Babik (46" Drobny) , Kopacz, Oleksa, Kalemba, G. Traczyk, Suski (85" Motor).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze