Reklama


Ostre strzelanie w ALPS

05/05/2025 21:40

Aż 44 gole padły w pięciu spotkaniach 2. kolejki wiosennej edycji Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego. Najwięcej bo aż 11 obejrzeli kibice, którzy wybrali się na spotkania BVB Budzów z Twardymi Mecenasami oraz Montera Kurów z Woodicą Juszczyn.

Piłkarski rollercoaster nowicjuszy

W pierwszym niedzielnym spotkaniu spotkało się dwóch debiutantów. W tym meczu nikt nie kalkulował. W efekcie BVB Budzów z Twardymi Mecenasami stworzyli wspaniałe widowisko, a wydarzenia na suskim orliku zmieniały się jak w kalejdoskopie.

Wynik otworzył Jakub Hyciek, wyprowadzając Twardych Mecenasów na prowadzenie. Straty odrobił Wiktor Warchoł, a jego kolega Krystian Nowak sprawił, że szala zwycięstwa wychyliła się w drugą stronę. Tyle, że był to dopiero początek emocji.

Reklama

Za sprawą Dominika Polki spotkanie zaczęło się jakby od nowa. Wtedy przypomniał o sobie Krystian Nowak i budzowska Borussia ponownie była na prowadzeniu. Odebrał im je Polka, kompletując dublet, a po chwili Jakub Hyciek po raz drugi tego dnia dał swojej ekipie prowadzenie.

Twarde Mecenasy nie tylko nie zdołały pójść za ciosem. Wręcz przeciwnie dwa gole Wiktora Warchoła i trafienie na dokładkę Przemysława Pieczary spowodowały, że BVB była już o krok od wygranej. Sławomir Hanusiak zdobył jeszcze gola kontaktowego, ale na więcej „Mecenasom” nie starczył pomysłu i czasu. - Mimo przewagi jednego gola, mecz był niezwykle wyrównany. Nasz bramkarz zaprezentował dziś znakomitą formę, broniąc wiele trudnych strzałów i zapewne byłby MVP spotkania. Twarde Mecenasy mieli więcej okazji, ale nasza drużyna wykazała się determinacją i skutecznością. Obie ekipy zaprezentowały zbliżony poziom, co tylko dodawało meczowi dramaturgii. Cieszymy się ze zwycięstwa, ale wiemy, że przed nami jeszcze ciężka praca, by zdobyć więcej punktów w tym sezonie! – komentuje spotkanie i realnie ocenia możliwości własnej ekipy Dawid Polak, kapitan BVB Budzów, który z uwagi na kontuzję na razie poczynania kolegów śledzi z ławki rezerwowych.

Reklama

- Mimo porażki 5:6, nasz zespół zaprezentował się z naprawdę dobrej strony, o niebo lepiej niż w zeszłym tygodniu. Od pierwszych minut tworzyliśmy groźne sytuacje. Niestety, w pierwszej połowie zabrakło skuteczności i zmarnowaliśmy kilka stuprocentowych okazji. Druga część spotkania to pokaz charakteru i walki do samego końca. Nie odpuszczaliśmy, mimo niekorzystnego wyniku, a każdy gol był wynikiem zaangażowania i ambicji całego zespołu. Choć końcowy rezultat nie jest po naszej stronie, to z pewnością możemy być dumni z postawy drużyny. Gratulujemy BVB Budzów wygranej i czekamy z niecierpliwością na kolejne mecze – podsumowuje niedzielne spotkanie Dawid Cyboroń, kapitan Twardych Mecenasów.

BVB Budzów – Twarde Mecenasy 6:5
Bramki: Warchoł (3), Nowak (2), Pieczara – Hyciek (2), Polka (2), Hanusiak

Reklama

* * * * * * *

Los Asfaltos zaskoczeni przez Nadwagasspor. Sensacja wisiała w powietrzu

W drugim niedzielnym spotkaniu trzeci z debiutantów – Nadwagasspor zmierzył się z najbardziej utytułowaną ekipą ligi – suskimi Los Asfaltos. Rzecz jasna lachowiczanie nie byli faworytami. Tymczasem…

Co prawda spotkanie zaczęło się zgodnie z planem, czyli od ataków suszan. Jednak tym brakowało skuteczności, a zawodnicy Nadwagassporu zademonstrowali jak wyprowadza się kontrataki. Pierwszy na bramkę zamienił Kamil Ponikwia, a drugi Kacper Staszel i lachowiczanie sensacyjnie wyszli na dwubramkowe prowadzenie. - W drugim meczu rozluźnienie od początku wkradło się w nasze szeregi i zamiast strzelić pierwsi bramkę, bo okazję z boku miał Piotr Stawowy to nadzialiśmy się na dwie kontry i po 15 minutach przegrywaliśmy 0:2. Chłopaki z Nadwaggasporu zagrały od początku bez kompleksów i dwa razy Bartek Karlak był bezradny – mówi Rafał Pietrusa z Los Asfaltos. Nie ukrywa, że taki obrót sprawy spowodował, że wraz z kolegami powiedzieli sobie kilka mocnych słów.

Reklama

Męskie Los Asfaltosów rozmowy zaowocowały golem Pawła Cieślewicza. Dalsza mobilizacja nastąpiła w przerwie, po której suszanie wyszli na plac gry z jeszcze większym animuszem. Dwukrotnie Krystian Krzeszowiak z rzutów rożnych zagrał ciesteczka i Piotr Stawowy nie mógł zmarnować takich podań. W efekcie z wyniki 2:0 dla Nadwagassporu „zrobiło się” 3:2 dla Los Asfaltos. - Trzeba było ostrożnie zagrać w obronie, bo nasz obrońca dwukrotnie powędrował na dwuminutowe kary. Niemniej oboje strzelcy zdobyli jeszcze po jednej bramce, a obrona zagrała na zero z tyłu i mogliśmy podnieść z murawy pierwsze 3 punkty w tej rundzie – komentuje drugą część zawodów Rafał Pietrusa.

Co oczywiste, po meczu duży niedosyt czuli i ten stan trwa nadal zawodnicy Nadwagassporu. - Niestety, niewykorzystane sytuacje okazały się kluczowe. Były chwile, w których brakowało odrobiny skuteczności lub szczęścia, a przeciwnik potrafił to bezlitośnie wykorzystać. Mimo to możemy być dumni z postawy drużyny. Pokazaliśmy charakter, nieustępliwość i ambicję. Każdy taki mecz to cenne doświadczenie, które pozwala wyciągać wnioski i pracować nad tym, co jeszcze można poprawić. Nie poddajemy się i idziemy dalej – kolejne spotkania to nowe szanse, by udowodnić swoją wartość na boisku! – dzieli się przemyślanami Kamil Ponikwia, kapitan Nadwagassporu.

Reklama

Los Asfaltos Sucha Beskidzka – Nadwagasspor Lachowice 5:2
Bramki: Stawowy (3), Cieślewicz (2) – Ponikwia, Staszel

* * * * * *

Wynik prawdy nie powie

W trzecim niedzielnym spotkaniu Black Shadows odnieśli stosunkowo wysokie i jak się wydaje pewne zwycięstwo nad Relaxem. Wbrew wynikowi nie była to aż tak przekonująca wygrana.

- Szczerze mówiąc mam wrażenie, że nasze ostatnie słabe wyniki nie do końca odzwierciedlają naszych możliwości. Patrząc z mojej perspektywy, naprawdę gramy całkiem dobre spotkania – walczymy i tworzymy sytuacje. Niestety, w każdym meczu czegoś brakuje. Czasem to odrobina szczęścia, czasem składu, czasem skuteczności pod bramką, a czasem – jak dzisiaj – decyzji sędziego. Nieuznana bramka na 1:1 w tym meczu źle na nas zadziałała, bo mogła odmienić jego losy. Walczymy w następnych spotkaniach o swoje punkty, choć jak mawia klasyk, „słabych drużyn już nie ma” – komentuje spotkanie z Black Shadows Michał Bargiel, kapitan Relaxu.

Reklama

I trudno z nim się nie zgodzić. Dość powiedzieć, że do przerwy żadnej z drużyn nie udało się zaskoczyć rywala, co na orliku jest rzeczą dość rzadką. Po zmianie stron hat-trickiem popisał się Mateusz Bienias, co w praktyce przesądziło o wygranej Black Shadows. A kropkę nad „i” postawił Grzegorz Bartyzel. Honor białczan uratował ich kapitan.

- Niby z przyjaciółmi z podwórka, ale zaczynamy drugi mecz. Trzeba przyznać że goście postawili się nam jak nikt. Z neutralnego punktu widzenia przeważaliśmy, ale Relax nie odpuszczał. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:0. Wiedzieliśmy, że kto strzeli bramkę, będzie stawiał warunki. I ta sztuka udała się nam. „Beny” wyprowadził nas na prowadzenie, a bramka dala nam wiatr w skrzydła. Beny się nie zatrzymywał i do spółki z Grzegorzem Bartyzelem dali bezpieczną przewagę. W obronie graliśmy jak lwy. Zwłaszcza Dawid Bartyzel, który jak nie zagrał meczu życia, to na pewno jeden z życiowych. Weryfikujemy kolejny zespół i czekamy na mocniejszych rywali. W tym roku Black Shadows będzie rozdawał karty, a nie czekał na złe rozdania – prorokuje Michał Ficek, rzecznik Black Shadows.

Reklama

Black Shadows Zawoja – Relax Białka 4:1
Bramki: Bienias (3), G. Bartyzel – Bargiel

* * * * * * *

Woodica nie miała litości dla Montera

W zapowiadanym jako hit kolejki starciu Woodici z Monterem padło aż 11 bramek. Zdecydowaną większość z nich zdobyli juszczynianie. Nie oznacza to jednak, że kurowianie byli dla nich tłem.

Pierwsi z bramki cieszyli się juszczynianie, którym prowadzenie dał Maciej Job. Wyrównał Sebastian Starowicz. Zanim jednak zespoły zeszły na przerwę po raz drugi piłkę w siatce umieścił Job, a po nim dubletem popisał się Arkadiusz Piątek.

Reklama

Druga połowa zaczęła się od dubletu Kamila Lenika, a po nim po golu zdobyli jeszcze Adrian Bury i Jarosław Madziała. W tej sytuacji gol Macieja Świerkosza nie mógł już niczego zmienić. Tym bardziej, że wynik ustalił Arkadiusz Piątek, po raz drugi z rzędu kończąc spotkanie z hat-trickiem. - Mecz na początku był bardzo wyrównany. Jednak to my wykorzystaliśmy swoje okazje. Nasza obrona była nie do przejścia, dzięki temu po pierwszej połowie zbudowaliśmy przewagę i w drugiej mogliśmy już grać spokojnie – komentuje Mateusz Surmiak, kapitan Woodici.

- Nie podoba mi się wynik. Można przegrać. Wiele razy nam się to zdarzało, ale wynik nie jest do końca moim zdaniem odzwierciedleniem tego, co działo się na boisku. Do stanu 1:1 spotkanie było bardzo wyrównane. Potem chcieliśmy strzelić kolejne bramki i za bardzo się odkryliśmy. I zamiast zdobywać gole, traciliśmy je. I choć do przerwy przegrywaliśmy 1:4, to nic nie wskazywało, że doznamy tak bolesnej porażki – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera. Dodaje, że w drugiej połowie jego ekipa chciała odrabiać straty, wychodziła wysoko i nadziewała się na kontry, które były wynikiem indywidualnych błędów, ale też niekiedy brakiem sił i tym samym „niewracaniem” do obrony. – Cóż, walczymy dalej. To był dopiero drugi mecz i jeszcze wszystko przed nami – patrzy z optymizmem w przyszłość kapitan kurowskiej ekipy. Ma przy tym nadzieję, że w kolejnym spotkaniu w kadrze Montera znajdzie się jeden z dwóch podstawowych bramkarzy, których tym razem zabrakło.

Reklama

Woodica Juszczyn – Monter Kurów 9:2
Bramki: Piątek (3), Lenik (2), Job (2), Bury, Madziała – Starowicz, Świerkosz

* * * * * *

Wicemistrz pokazał doświadczenie. Arkadiusz Szwed to za mało

Na zakończenie kolejki kibice dostali znakomity deser w postaci konfrontacji Mucharz Team z Golden Street. To nie tylko dziesięć bramek, ale też sporo emocji, na które początkowo się nie zanosiło.

Po dwóch golach Dawida Sumery oraz golach Pawła Wajdzika i Sebastiana Tłoka (zdobył pięknej urody bramkę bezpośrednio z rzutu wolnego) broniący tytułu wicemistrzowskiego Mucharz Team prowadził już 4:0. Dopiero wówczas swój licznik za sprawą Arkadiusza Szweda otworzyła Golden Street. Tyle, tylko, że wówczas po raz trzeci przymierzył Sumera, a po nim jeszcze Jarosław Basiura. Było zatem 6:1 dla „Jeziorowców” i jak się wydawało po zabawie. Wtedy popis dał Szwed, który zanotował klasycznego hat-tricka. Jednak więcej bramek już nie padło i suszanie nie zdołali odwrócić meczu. - Gdybyśmy zagrali całe spotkanie tak, jak drugą połowę, myślę że wynik mógł być dla nas korzystny. Niestety, pierwsza połowa to masa błędów z naszej strony, brak pomysłu na grę i rywale to wykorzystali. Kubeł zimnej wody po pierwszej połowie pomógł i zaczęliśmy grać swoje, ale niestety strat nie udało się nam odrobić. Lekki niedosyt jest, ale też trzeba przyznać, że Mucharz nigdy nam nie leżał – komentuje porażkę Paweł Gołuszka, kapitan Golden Street.

Reklama

- Golden Street to bardzo dobra drużyna. Niezwykle wybiegana, bo w swoich szeregach ma wielu bardzo młodych zawodników. Uważam, że o naszej wygranej zdecydowało doświadczenie – mówi Dominik Gajda, kapitan Mucharz Team.

Mucharz Team – Golden Street Sucha Beskidzka 6:4
Bramki: Sumera (3), Se. Tłok, Wajdzik, Basiura – Szwed (4)

Poz Zespół M Pkt Bramki+ Bramki-
1 Woodica 9 27 78 16
2 Mucharz Team 9 24 61 28
3 Black Shadows 9 17 59 25
4 Golden Street 9 16 46 25
5 Monter 9 13 38 42
6 A.K.P RELAX 9 12 46 39
7 Los Asfaltos 9 10 44 33
8 BVB Budzów 9 6 27 104
9 Nadwagasspor 9 4 28 70
10 Twarde Mecenasy 9 3 19 64


 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama