Aż 44 gole padły w pięciu spotkaniach 2. kolejki wiosennej edycji Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego. Najwięcej bo aż 11 obejrzeli kibice, którzy wybrali się na spotkania BVB Budzów z Twardymi Mecenasami oraz Montera Kurów z Woodicą Juszczyn.
Piłkarski rollercoaster nowicjuszy
W pierwszym niedzielnym spotkaniu spotkało się dwóch debiutantów. W tym meczu nikt nie kalkulował. W efekcie BVB Budzów z Twardymi Mecenasami stworzyli wspaniałe widowisko, a wydarzenia na suskim orliku zmieniały się jak w kalejdoskopie.
Wynik otworzył Jakub Hyciek, wyprowadzając Twardych Mecenasów na prowadzenie. Straty odrobił Wiktor Warchoł, a jego kolega Krystian Nowak sprawił, że szala zwycięstwa wychyliła się w drugą stronę. Tyle, że był to dopiero początek emocji.
Za sprawą Dominika Polki spotkanie zaczęło się jakby od nowa. Wtedy przypomniał o sobie Krystian Nowak i budzowska Borussia ponownie była na prowadzeniu. Odebrał im je Polka, kompletując dublet, a po chwili Jakub Hyciek po raz drugi tego dnia dał swojej ekipie prowadzenie.
Twarde Mecenasy nie tylko nie zdołały pójść za ciosem. Wręcz przeciwnie dwa gole Wiktora Warchoła i trafienie na dokładkę Przemysława Pieczary spowodowały, że BVB była już o krok od wygranej. Sławomir Hanusiak zdobył jeszcze gola kontaktowego, ale na więcej „Mecenasom” nie starczył pomysłu i czasu. - Mimo przewagi jednego gola, mecz był niezwykle wyrównany. Nasz bramkarz zaprezentował dziś znakomitą formę, broniąc wiele trudnych strzałów i zapewne byłby MVP spotkania. Twarde Mecenasy mieli więcej okazji, ale nasza drużyna wykazała się determinacją i skutecznością. Obie ekipy zaprezentowały zbliżony poziom, co tylko dodawało meczowi dramaturgii. Cieszymy się ze zwycięstwa, ale wiemy, że przed nami jeszcze ciężka praca, by zdobyć więcej punktów w tym sezonie! – komentuje spotkanie i realnie ocenia możliwości własnej ekipy Dawid Polak, kapitan BVB Budzów, który z uwagi na kontuzję na razie poczynania kolegów śledzi z ławki rezerwowych.
- Mimo porażki 5:6, nasz zespół zaprezentował się z naprawdę dobrej strony, o niebo lepiej niż w zeszłym tygodniu. Od pierwszych minut tworzyliśmy groźne sytuacje. Niestety, w pierwszej połowie zabrakło skuteczności i zmarnowaliśmy kilka stuprocentowych okazji. Druga część spotkania to pokaz charakteru i walki do samego końca. Nie odpuszczaliśmy, mimo niekorzystnego wyniku, a każdy gol był wynikiem zaangażowania i ambicji całego zespołu. Choć końcowy rezultat nie jest po naszej stronie, to z pewnością możemy być dumni z postawy drużyny. Gratulujemy BVB Budzów wygranej i czekamy z niecierpliwością na kolejne mecze – podsumowuje niedzielne spotkanie Dawid Cyboroń, kapitan Twardych Mecenasów.
BVB Budzów – Twarde Mecenasy 6:5
Bramki: Warchoł (3), Nowak (2), Pieczara – Hyciek (2), Polka (2), Hanusiak
* * * * * * *
Los Asfaltos zaskoczeni przez Nadwagasspor. Sensacja wisiała w powietrzu
W drugim niedzielnym spotkaniu trzeci z debiutantów – Nadwagasspor zmierzył się z najbardziej utytułowaną ekipą ligi – suskimi Los Asfaltos. Rzecz jasna lachowiczanie nie byli faworytami. Tymczasem…
Co prawda spotkanie zaczęło się zgodnie z planem, czyli od ataków suszan. Jednak tym brakowało skuteczności, a zawodnicy Nadwagassporu zademonstrowali jak wyprowadza się kontrataki. Pierwszy na bramkę zamienił Kamil Ponikwia, a drugi Kacper Staszel i lachowiczanie sensacyjnie wyszli na dwubramkowe prowadzenie. - W drugim meczu rozluźnienie od początku wkradło się w nasze szeregi i zamiast strzelić pierwsi bramkę, bo okazję z boku miał Piotr Stawowy to nadzialiśmy się na dwie kontry i po 15 minutach przegrywaliśmy 0:2. Chłopaki z Nadwaggasporu zagrały od początku bez kompleksów i dwa razy Bartek Karlak był bezradny – mówi Rafał Pietrusa z Los Asfaltos. Nie ukrywa, że taki obrót sprawy spowodował, że wraz z kolegami powiedzieli sobie kilka mocnych słów.
Męskie Los Asfaltosów rozmowy zaowocowały golem Pawła Cieślewicza. Dalsza mobilizacja nastąpiła w przerwie, po której suszanie wyszli na plac gry z jeszcze większym animuszem. Dwukrotnie Krystian Krzeszowiak z rzutów rożnych zagrał ciesteczka i Piotr Stawowy nie mógł zmarnować takich podań. W efekcie z wyniki 2:0 dla Nadwagassporu „zrobiło się” 3:2 dla Los Asfaltos. - Trzeba było ostrożnie zagrać w obronie, bo nasz obrońca dwukrotnie powędrował na dwuminutowe kary. Niemniej oboje strzelcy zdobyli jeszcze po jednej bramce, a obrona zagrała na zero z tyłu i mogliśmy podnieść z murawy pierwsze 3 punkty w tej rundzie – komentuje drugą część zawodów Rafał Pietrusa.
Co oczywiste, po meczu duży niedosyt czuli i ten stan trwa nadal zawodnicy Nadwagassporu. - Niestety, niewykorzystane sytuacje okazały się kluczowe. Były chwile, w których brakowało odrobiny skuteczności lub szczęścia, a przeciwnik potrafił to bezlitośnie wykorzystać. Mimo to możemy być dumni z postawy drużyny. Pokazaliśmy charakter, nieustępliwość i ambicję. Każdy taki mecz to cenne doświadczenie, które pozwala wyciągać wnioski i pracować nad tym, co jeszcze można poprawić. Nie poddajemy się i idziemy dalej – kolejne spotkania to nowe szanse, by udowodnić swoją wartość na boisku! – dzieli się przemyślanami Kamil Ponikwia, kapitan Nadwagassporu.
Los Asfaltos Sucha Beskidzka – Nadwagasspor Lachowice 5:2
Bramki: Stawowy (3), Cieślewicz (2) – Ponikwia, Staszel
* * * * * *
Wynik prawdy nie powie
W trzecim niedzielnym spotkaniu Black Shadows odnieśli stosunkowo wysokie i jak się wydaje pewne zwycięstwo nad Relaxem. Wbrew wynikowi nie była to aż tak przekonująca wygrana.
- Szczerze mówiąc mam wrażenie, że nasze ostatnie słabe wyniki nie do końca odzwierciedlają naszych możliwości. Patrząc z mojej perspektywy, naprawdę gramy całkiem dobre spotkania – walczymy i tworzymy sytuacje. Niestety, w każdym meczu czegoś brakuje. Czasem to odrobina szczęścia, czasem składu, czasem skuteczności pod bramką, a czasem – jak dzisiaj – decyzji sędziego. Nieuznana bramka na 1:1 w tym meczu źle na nas zadziałała, bo mogła odmienić jego losy. Walczymy w następnych spotkaniach o swoje punkty, choć jak mawia klasyk, „słabych drużyn już nie ma” – komentuje spotkanie z Black Shadows Michał Bargiel, kapitan Relaxu.
I trudno z nim się nie zgodzić. Dość powiedzieć, że do przerwy żadnej z drużyn nie udało się zaskoczyć rywala, co na orliku jest rzeczą dość rzadką. Po zmianie stron hat-trickiem popisał się Mateusz Bienias, co w praktyce przesądziło o wygranej Black Shadows. A kropkę nad „i” postawił Grzegorz Bartyzel. Honor białczan uratował ich kapitan.
- Niby z przyjaciółmi z podwórka, ale zaczynamy drugi mecz. Trzeba przyznać że goście postawili się nam jak nikt. Z neutralnego punktu widzenia przeważaliśmy, ale Relax nie odpuszczał. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:0. Wiedzieliśmy, że kto strzeli bramkę, będzie stawiał warunki. I ta sztuka udała się nam. „Beny” wyprowadził nas na prowadzenie, a bramka dala nam wiatr w skrzydła. Beny się nie zatrzymywał i do spółki z Grzegorzem Bartyzelem dali bezpieczną przewagę. W obronie graliśmy jak lwy. Zwłaszcza Dawid Bartyzel, który jak nie zagrał meczu życia, to na pewno jeden z życiowych. Weryfikujemy kolejny zespół i czekamy na mocniejszych rywali. W tym roku Black Shadows będzie rozdawał karty, a nie czekał na złe rozdania – prorokuje Michał Ficek, rzecznik Black Shadows.
Black Shadows Zawoja – Relax Białka 4:1
Bramki: Bienias (3), G. Bartyzel – Bargiel
* * * * * * *
Woodica nie miała litości dla Montera
W zapowiadanym jako hit kolejki starciu Woodici z Monterem padło aż 11 bramek. Zdecydowaną większość z nich zdobyli juszczynianie. Nie oznacza to jednak, że kurowianie byli dla nich tłem.
Pierwsi z bramki cieszyli się juszczynianie, którym prowadzenie dał Maciej Job. Wyrównał Sebastian Starowicz. Zanim jednak zespoły zeszły na przerwę po raz drugi piłkę w siatce umieścił Job, a po nim dubletem popisał się Arkadiusz Piątek.
Druga połowa zaczęła się od dubletu Kamila Lenika, a po nim po golu zdobyli jeszcze Adrian Bury i Jarosław Madziała. W tej sytuacji gol Macieja Świerkosza nie mógł już niczego zmienić. Tym bardziej, że wynik ustalił Arkadiusz Piątek, po raz drugi z rzędu kończąc spotkanie z hat-trickiem. - Mecz na początku był bardzo wyrównany. Jednak to my wykorzystaliśmy swoje okazje. Nasza obrona była nie do przejścia, dzięki temu po pierwszej połowie zbudowaliśmy przewagę i w drugiej mogliśmy już grać spokojnie – komentuje Mateusz Surmiak, kapitan Woodici.
- Nie podoba mi się wynik. Można przegrać. Wiele razy nam się to zdarzało, ale wynik nie jest do końca moim zdaniem odzwierciedleniem tego, co działo się na boisku. Do stanu 1:1 spotkanie było bardzo wyrównane. Potem chcieliśmy strzelić kolejne bramki i za bardzo się odkryliśmy. I zamiast zdobywać gole, traciliśmy je. I choć do przerwy przegrywaliśmy 1:4, to nic nie wskazywało, że doznamy tak bolesnej porażki – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera. Dodaje, że w drugiej połowie jego ekipa chciała odrabiać straty, wychodziła wysoko i nadziewała się na kontry, które były wynikiem indywidualnych błędów, ale też niekiedy brakiem sił i tym samym „niewracaniem” do obrony. – Cóż, walczymy dalej. To był dopiero drugi mecz i jeszcze wszystko przed nami – patrzy z optymizmem w przyszłość kapitan kurowskiej ekipy. Ma przy tym nadzieję, że w kolejnym spotkaniu w kadrze Montera znajdzie się jeden z dwóch podstawowych bramkarzy, których tym razem zabrakło.
Woodica Juszczyn – Monter Kurów 9:2
Bramki: Piątek (3), Lenik (2), Job (2), Bury, Madziała – Starowicz, Świerkosz
* * * * * *
Wicemistrz pokazał doświadczenie. Arkadiusz Szwed to za mało
Na zakończenie kolejki kibice dostali znakomity deser w postaci konfrontacji Mucharz Team z Golden Street. To nie tylko dziesięć bramek, ale też sporo emocji, na które początkowo się nie zanosiło.
Po dwóch golach Dawida Sumery oraz golach Pawła Wajdzika i Sebastiana Tłoka (zdobył pięknej urody bramkę bezpośrednio z rzutu wolnego) broniący tytułu wicemistrzowskiego Mucharz Team prowadził już 4:0. Dopiero wówczas swój licznik za sprawą Arkadiusza Szweda otworzyła Golden Street. Tyle, tylko, że wówczas po raz trzeci przymierzył Sumera, a po nim jeszcze Jarosław Basiura. Było zatem 6:1 dla „Jeziorowców” i jak się wydawało po zabawie. Wtedy popis dał Szwed, który zanotował klasycznego hat-tricka. Jednak więcej bramek już nie padło i suszanie nie zdołali odwrócić meczu. - Gdybyśmy zagrali całe spotkanie tak, jak drugą połowę, myślę że wynik mógł być dla nas korzystny. Niestety, pierwsza połowa to masa błędów z naszej strony, brak pomysłu na grę i rywale to wykorzystali. Kubeł zimnej wody po pierwszej połowie pomógł i zaczęliśmy grać swoje, ale niestety strat nie udało się nam odrobić. Lekki niedosyt jest, ale też trzeba przyznać, że Mucharz nigdy nam nie leżał – komentuje porażkę Paweł Gołuszka, kapitan Golden Street.
- Golden Street to bardzo dobra drużyna. Niezwykle wybiegana, bo w swoich szeregach ma wielu bardzo młodych zawodników. Uważam, że o naszej wygranej zdecydowało doświadczenie – mówi Dominik Gajda, kapitan Mucharz Team.
Mucharz Team – Golden Street Sucha Beskidzka 6:4
Bramki: Sumera (3), Se. Tłok, Wajdzik, Basiura – Szwed (4)
| Poz | Zespół | M | Pkt | Bramki+ | Bramki- |
|---|---|---|---|---|---|
| 1 | Woodica | 9 | 27 | 78 | 16 |
| 2 | Mucharz Team | 9 | 24 | 61 | 28 |
| 3 | Black Shadows | 9 | 17 | 59 | 25 |
| 4 | Golden Street | 9 | 16 | 46 | 25 |
| 5 | Monter | 9 | 13 | 38 | 42 |
| 6 | A.K.P RELAX | 9 | 12 | 46 | 39 |
| 7 | Los Asfaltos | 9 | 10 | 44 | 33 |
| 8 | BVB Budzów | 9 | 6 | 27 | 104 |
| 9 | Nadwagasspor | 9 | 4 | 28 | 70 |
| 10 | Twarde Mecenasy | 9 | 3 | 19 | 64 |
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze