Joanna Pająk i Mateusz Pochopień opowiedzieli o swojej tanecznej pasji i związkach z regionem.
Joannę Pająk i Mateusza Pochopnia – taneczną parę na scenie i w życiu zna dziś niemal cały powiat suski, dzięki temu, że reprezentują region w turniejach tanecznych w całej Polsce, a nawet za granicą. Mateusz jest znanym i utytułowanym tancerzem, a także instruktorem tańca, za sprawą, którego dzieciaki z Makowa, Zawoi i Stryszawy, ale nie tylko pokochały właśnie tę aktywność ruchową. Dzięki Mateuszowi mieszkańcy powiatu mają także okazję uczestniczyć w imprezach tanecznych, zrzeszających amatorów i profesjonalnych tancerzy. Joanna od lat reprezentuje z sukcesami rodzinną Białkę w konkursach piękności. Próbuje także swoich sił w modelingu. Dziś opowiedzieli nam o swoich pasjach, związkach z ziemią suską, dzieciństwie i latach szkolnych, a także o swoich planach na najbliższy czas.
Joanna Zegarlicka: Pani Joanno, dzieciństwo spędziła Pani w Białce, ale związana jest Pani z Makowem. Jak długi jest ten związek?
Joanna Pająk: Właściwie to gdzieś od 3 lat kiedy wygrałam wybory i zaczęłam chodzić na zajęcia taneczne do Domu Kultury. Dzięki wygranej mogłam się pokazywać na terenie powiatu podczas ważniejszych wydarzeń, a z czasem, gdy zaczęłam przygodę z turniejowym tańcem towarzyskim coraz częściej występowałam na różnych imprezach w Makowie i powiecie. Oczywiście Maków jest mi bliski również ze względu na szkołę - zaraz po ukończeniu gimnazjum poszłam to technikum usług fryzjerskich w Makowie.
JZ: Czyli fascynacja tańcem przyszła dopiero po zakończeniu szkoły.
JP: W połowie technikum, a dokładnie po wyborach miss, na których miałam styczność z nauką układów tanecznych na galę. W szkole podstawowej i gimnazjum tańczyłam w szkolnych zespołach i również jeździłam na pokazy. Jednak taniec towarzyski pojawił się w moim życiu jako pasja dopiero trzy lata temu.
JZ: Jak to się stało, że trafiła Pani na zajęcia do makowskiego Domu Kultury?
JP: Podczas przygotowań do gali Miss Powiatu Suskiego miałyśmy zajęcia z Mateuszem (Pochopniem – przyp. red) który uczył nas choreografii. Poprzez znajomość z nim dowiedziałam się o zajęciach w domu kultury, na które zaczęłam chodzić.
JZ: Kiedy i od czego zaczęła się Pani przygoda z konkursami piękności?
JP: W sierpniu 2013 roku wzięłam udział w wyborach Miss Club Poland w klubie Dragon w Czarnym Dunajcu. Zostałam wtedy II vicemiss. Miesiąc później odbył się casting do wyborów Miss Powiatu Suskiego.
JZ: Ktoś Panią zdopingował do tego, czy to był Pani własny pomysł, chęć sprawdzenia się?
JP: Wybory klubowe miały być tylko czystą zabawą. Do startu w wyborach Miss Powiatu nakłonili mnie znajomi i rodzina. Nie widziałam siebie w roli odpowiedniej kandydatki.
JZ: Rozumiem, że atmosfera była na tyle dobra, no i to miejsce zdopingowało Panią do kolejnych startów. I zapewne wsparcie Pani bliskich.
JP: Tak to było niesamowite przeżycie i teraz nie żałuję tego. Przygoda i wspomnienia na całe życie i niesamowite zaskoczenie podczas wygranej. Kibicowała mi cała rodzina, przyjaciele i ogrom znajomych, również tych ze szkoły czy klasy którzy z resztą nakłonili mnie do startu. Cieszę się również z tego, że szkoła stała za mną murem, w tym kadra nauczycielska, co nie zdarza się często wobec uczennic biorących udział w tego typu konkursach. Było bardzo duże wsparcie z strony pedagogów i moich kolegów, koleżanek. Ludzie mają straszne uprzedzenia do tego typu konkursów czy pracy w modelingu, uznają, że jest coś niepoważnego, powierzchownego. Niestety, takie osoby nie mają świadomości, ile ciężkiej pracy trzeba w to włożyć.
JZ: Może Pani opowiedzieć, jak wyglądają kulisy wyborów miss – jak się je organizuje, jak się Pani do nich przygotowuje?
JP: To zależy od rodzaju konkursu. Przed wyborami powiatowymi przez 1,5 miesiąca miałyśmy próby raz w tygodniu, podczas których uczyliśmy się układów tanecznych oraz poszczególnych wyjść w danych kolekcjach do prezentacji konkursowych. Natomiast ostatnie przygotowania do wojewódzkiego konkursu Miss World Poland w Zakopanem to zupełnie inna historia - zgrupowanie w hotelu przez 5 dni, całodniowe próby z przerwą na obiad, a także przymiarki ubrań i sesje zdjęciowe.
JZ: Pani Joanno, jak duży jest stres w trakcie takich konkursów? Czy rywalizacja zawsze jest oparta o zasadę fair play? Zdarzyło się, że dziewczyny nie zachowywały się wobec siebie w porządku?
JP: Jeśli chodzi o pierwszy start to stres jest ogromny, przede wszystkim dlatego, że każda z dziewczyn chce wypaść jak najlepiej. Z czasem jednak stres mija a kolejne starty stają się czystą przyjemnością. Co do stereotypu kłócących się kandydatek do tytułu… to tylko podbijane przez amerykańskie filmy mity. Ja podczas kolejnych wyborów nigdy nie spotkałam się z czymś takim. Wybory to raczej niesamowita przygoda, a także nowe znajomości i przyjaźnie. Dziewczyny pomagają sobie i świetnie się bawią. Historie na temat tych konkursów są straszne, natomiast prawda zupełnie inna. Moje doświadczenie jest całkowicie pozytywne, miałam kilkakrotnie możliwość przeżycia tego. Dziewczyny są dla siebie jak przyjaciółki – podnoszą się na duchu, za kulisami wyborów poprawiają wzajemnie makijaż, fryzurę, doradzają w czym poszczególna dziewczyna będzie lepiej wyglądać, zwłaszcza podczas przymiarek kolekcji pokazowych.
JZ: Jak wspomina Pani ostatni konkurs? Startowała Pani we wrześniu w Miss World Poland Małopolski. To już skala wojewódzka, więc pewnie większy stres, bo większy prestiż.
JP: Spory stres, choć nie tak duży jak na pierwszych konkursach. Głównym czynnikiem, który stresował naszych wszystkie byli dziennikarze prasowi i telewizyjni, którzy pojawili się tam ze względu na prestiż konkursu i zasięg. Wspominam te wybory bardzo pozytywnie, pomimo nerwów związanych ze świadomością rangi konkursu i natężenia prób oraz pracy związanej z przygotowaniem do gali. Było to najwspanialsze doświadczenie w moim życiu, ponieważ mogłam nauczyć się nowych rzeczy, ale i zawarłam nowe znajomości. Z dziewczynami zgrałyśmy się od pierwszego spotkania, co spowodowało, że zarówno podczas prób, jak i w czasie wolnym świetnie się bawiłyśmy.
JZ: Czy udało się Pani zawiązać przyjaźnie ze startującymi w konkursach dziewczynami?
JP: Oczywiście, że tak. Mamy taki miss team, który wspiera się nie tylko podczas konkursów piękności. Trudno jest się nie zapoznać, spędzając ze sobą tydzień 24h na dobę lub jak na innych wyborach cyklicznie spotykając się raz w tygodniu przez 1,5 miesiąca. Później te znajomości zostają.
JZ: W porządku, wróćmy zatem do kwestii tańca. Udała się Pani za namową Pana Mateusza na lekcje tańca do makowskiego MOK-u i zakochała się w tańcu ze wzajemnością. Kiedy rozpoczęła Pani starty w turniejach tanecznych?
JP: Jakieś 2,5 roku temu poprzez krakowska szkołę tańca.
JZ: Panie Mateuszu, kiedy zaczęła się Pana przygoda z tańcem i w jakich okolicznościach?
Mateusz Pochopień: Wszystko zaczęło się u mnie w klasie maturalnej, kiedy postanowiłem złożyć zespół taneczny, po usłyszeniu opowieści mojej wychowawczyni (pani E. Malinowskiej) z poprzedniej szkoły o zdobyciu ważnej nagrody w tańcu. Po zajęciach natchniony tym złożyłem ponad 40-osobowy zespół, którego pani Malinowska była oficjalnym opiekunem. Z czasem z 40 zostało nas 10. Grupa nosiła nazwę Follow Me. Tańczyliśmy wspólnie 6 lat i do dziś jesteśmy najbardziej utytułowaną formacją taneczną w historii powiatu suskiego.
JZ: Pani Joanno, jak Pani wspomina swój pierwszy start turniejowy? Które to było miejsce? Jak wyglądała rywalizacja? Co skłoniło Panią do kontynuowania swojej przygody z tańcem?
JP: Mój pierwszy start w turnieju organizowanym przez Elita Dance Center pod nazwą Cracow Open był bardzo trudny, ponieważ nie byłam przekonana jeszcze do tańca turniejowego i swoich możliwości, zajęliśmy wtedy 3 miejsce. Towarzyszył nam ogromny stres i obawy w to czy damy radę i udało się pomimo ogromnych emocji przeżyłam wtedy niesamowita przygodę i zakochałam się w tańcu towarzyskim. Patrząc na inne pary poczułam, że to jest coś, co chciałabym robić, a w przyszłości być taka jak oni. Właśnie to zmobilizowało mnie do dużo większej pracy i częstszych treningów. Dotychczas wzięłam udział w 6 turniejach tańca towarzyskiego, w tym jednym na Słowacji i ogólnopolskim w DiscoFoxie.
JZ: Co oprócz rywalizacji jest tak ekscytującego w startach turniejowych?
JP: Turnieje dają możliwość poznania gwiazd tanecznych znanych z telewizji, ponieważ pomiędzy rywalizacją konkursową organizowane są pokazy taneczne. Udało się nam z Mateuszem podziwiać Annę Głogowską, czy też Janie Lesar w pokazie z Krzysztofem Hulbojem. Mieliśmy nawet możliwość uczestniczenia w szkoleniu z Krzysztofem, a podczas ostatniego turnieju był naszym sędzią.
JZ: Jaki jest Pani ulubiony taniec? W czym czuje się Pani najpewniej, najlepiej? Od jakiego tańca zaczynała Pani swoje zmagania z tą sztuką?
JP: Uwielbiam wszystkie tańce latynoamerykańskie, można pokazać energię i radość. Natomiast w tańcach standardowych można poczuć się jak prawdziwa księżniczka na balu. Choć zawsze uwielbiałam tańce latynoamerykańskie to stosunkowo niedawno zakochałam się również w tańcach standardowych i nie potrafiłabym teraz określić, który styl taneczny jest lepszy. A moim pierwszym tańcem towarzyskim był walc angielski.
JZ: Jakie mają Państwo plany zawodowe na najbliższy czas? W jakich turniejach będziecie startować? Jak wygląda współpraca z krakowskim studiem tańca?
JP: Ciągle staramy się brać udział w różnych turniejach, oczywiście nie każdy ma naszą kategorię wiekową i klasową. Aktualnie kończy się rok, a zatem turnieje. Nowy kalendarz wydarzeń tanecznych będzie dostępny od stycznia, więc na chwilę obecną ciężko stwierdzić, kiedy będziemy mieli kolejną możliwość startu. Z pewnością pewno szykujemy się już na Cracow Open, organizowany na przełomie maja i czerwca przez szkołę tańca Elita Dance Center, do której należymy i jest to nasz główny cel każdego roku.
MP: Prawdopodobnie będziemy chcieli jechać także na jakiś turniej na Słowację, podobnie jak w tym roku i mamy nadzieję, że się uda. Krakowska szkoła tańca Elita Dance Center tak naprawdę dała nam możliwość startów w turniejach i klasyfikacji sportowej FTS. To właśnie dzięki nim tańczymy, reprezentując ich klub tańca. Zapewniono nam możliwość szkoleń na wysokim poziomie z najbardziej znanymi trenerami i mistrzami tańca towarzyskiego, w tym założycielami klubu tańca Elita, a zarazem tancerzami-instruktorami i sędziami turniejów: Jakubem Krzakiem i Eweliną Bernaszewską-Krzak.
JP: Również z wielokrotnymi finalistami mistrzostw Polski Klaudią Grabowską i Maciejem Baranem, którzy aktualnie przygotowują nas na turnieje.
JZ: Z którego z dokonań są Państwo szczególnie dumni, co uważacie za najważniejszy punkt w swojej karierze tanecznej?
JP: We wrześniu tego roku zdobyliśmy w końcu wymarzone złoto w turnieju o Puchar Przewodniczącego Rady m. Krakowa, które bardzo nas usatysfakcjonowało. Myślę, że każdy start jest dla nas bardzo ważny i wnosi w nasze życie coś pozytywnego. Oboje kochamy taniec i to jest dla nas najważniejsze.
JZ: Pani Joanno i Panie Mateuszu, są Państwo parą w tańcu i w życiu. Czy prywatna relacja pomaga, czy przeszkadza we wspólnych treningach i startach w turniejach?
JP: Zdecydowanie przeszkadza i powie to każda para, która tańczy razem zawodowo, ale jest i parą życiową... Niestety, często dochodzi do niezgody i kłótni, przez co bardzo ciężko jest trenować. Po prostu trzeba starać się odciąć wtedy życie prywatne od zawodowego i słuchać, co partnerowi nie odpowiada w naszej postawie na treningu i pogodzić się z daną krytyką. Wiadomo, że oboje walczymy o wspólny sukces i często słowa drugiej osoby padające na treningach ranią, ale nie można tego przekładać na życie osobiste. Trzeba żyć w dwóch odrębnych światach - tylko wtedy jest możliwość osiągnięcia czegokolwiek w takiej parze życiowo-zawodowej. Na początku jest ciężko, ale można do tego dojść z upływem czasu.
JZ: Pani Joasiu, a modeling? Czy jest to zajęcie, z którym chce się Pani związać na stałe?
JP: To raczej zajęcie dodatkowe i pasja, z którą nie chciałabym się na razie rozstawać, ale zobaczymy, co przyniesie przyszłość.
JZ: Panie Mateuszu, jak mocny czuje Pan związek z powiatem suskiem, szczególnie zawodowy? Pochodzi Pan ze Stryszawy, pracuje w makowskim Dom Kultury, zawodowo związany jest Pan także z Krakowem. Jak układa się współpraca z makowskim Domem Kultury?
MP: Aktualnie zawodowo z powiatem suskim wiele mnie łączy, gdyż prowadzę zajęcia również w BCK Zawoja i DK Stryszawa. Współpraca z Domek Kultury w Makowie oceniam śpiewająco. Jestem niezwykle usatysfakcjonowany, ponieważ mam możliwość prowadzenia wielu grup i możliwości się rozwijania dzięki uczeniu innych ludzi tańca. To zawsze działa w dwie strony. 10 grudnia zorganizowaliśmy turniej taneczny, na którym wystąpiło ponad 120 uczestników. To była wspaniała okazja, by pokazać, czym tak naprawdę jest taniec.
JZ: Z którego z osiągnięć własnych jest Pan najbardziej dumny?
MP: Dumny jestem ze wszystkich moich osiągnięć – nieważne, czy to było Mistrzostwo Polski w Tańcu Towarzyskim, podium na Mistrzostwach Międzynarodowych czy Mistrzostwo Małopolski w hip-hopie... z wszystkiego cieszę się tak samo.
JZ: Serdecznie dziękuję za rozmowę.
Foto: Adam Góra/Adam P. Foto/Victor H/Paweł Piątek/Klub Dragon/Para/Adam Wróbel/Fashion&Design Wild Style Of Life
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze