Gminę Stryszawa opanowała plaga dzików. Zwierzęta niszczą pola uprawne, ogródki a także zagrażają dzieciom. Myśliwi obiecują, że postarają się zwiększyć limity odstrzałów.
Sytuacja w gminie stała się na tyle poważna, że miejscowi radni postanowili spotkać się z Michałem Jordanem z Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego. Nie brakowało gorzkich słów pod adresem myśliwych. Michał Jordan przyznał, że zwierzyny, która utrudnia życie gospodarzom - przede wszystkim dzików - jest coraz więcej. Co gorsza, schodzi ona z gór w doliny, w okolice domostw. Ma to związek z suszą i zmniejszeniem ilości pożywienia w górach a także z liczebnością wilków, która wypłasza m.in. dziki z lasów. Niestety, wilki nie podlegają regulacji ilościowej. Takiej regulacji podlegają jednak dziki, które spędzają sen z powiek mieszkańcom stryszawskich miejscowości. Jak skarżą się, bywa tak, że pod ich domami żerują gromady liczące nawet 60 sztuk. Niszczą pola, ogródki, płoty - ludzie boją się wychodzić z domostw. Michał Jordan zaznaczył, że każde Koło Łowieckie ma wyznaczony limit odstrzału. Nie zawsze jednak można strzelać ze względów bezpieczeństwa. - To kwestia specyficznego, pofałdowanego terenu, rozproszonej zabudowy. Ludzie często nawet nocą spacerują po lasach, uprawią jogging – tłumaczy myśliwy. - Zapewniam, że robimy co możemy, by odstrzał był jak największy. Pozostaje mi jedynie przeprosić za te trudności i obiecać, że będziemy się również starać się o zwiększenie limitu odstrzału. Zwiększony odstrzał to – rzec by można – tylko połowa sukcesu, który tego „dzikiego” problemu w pełni nie rozwiąże. Zwierzyna zawsze będzie niszczyła trud ludzkiej pracy. Dlatego poszkodowani rolnicy powinni ubiegać się o odszkodowania do kół łowieckich, które mają obowiązek w ciągu siedmiu dni od zgłoszenia oszacować straty (temat odszkodowań poruszaliśmy TUTAJ ) Z tym jednak, jak zaznaczali radni z gminy Stryszawa, jest co najmniej różnie. Okazuje się bowiem, że szefowie niektórych kół mówią wprost, że nie wypłacą odszkodowań lub odrzucają zgłoszenia. A jak już się uda coś uzyskać, to kwoty są drastycznie niskie. Przedstawiciel Zarządu Okręgowego PZŁ zapowiedział więc interwencję w tej sprawie. - Każde zgłoszenie powinno być wysłane na piśmie, nie telefonicznie, najlepiej listem poleconym – radzi. - Jeśli dane koło łowieckie nie oszacuje strat, nie będzie się wywiązywać ze swoich obowiązków, będziemy to brali pod uwagę przy opiniowaniu dzierżawy terenów łowieckich, co będzie miało miejsce za dwa lata. Będę rozmawiał na ten temat z poszczególnymi kołami. Jordan dodał, że jeżeli ktoś z poszkodowanych przez zwierzynę nie zgadza się z wysokością odszkodowania, to nie musi podpisywać protokołu tylko na piśmie zaznaczyć, że nie przyjmuje dokumentu. Wtedy można prosić o mediację przedstawicieli miejscowych Izb Rolniczych lub wójta. Jeśli to nie pomoże, pozostaje droga sądowa. - Ważne jednak, aby pamiętać o tym, by wszystko odbywało się zgodnie z procedurą – zaznaczył Michał Jordan. Zasugerował też, by zorganizować spotkania mieszkańców gminy z myśliwymi z odpowiednich kół łowieckich. Takie odbędą się prawdopodobnie w najbliższym czasie.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze