Znacie to z Fejsa: scrollujecie wasze tablice, a wśród wczytywanych grafik pojawiają się przynajmniej 3 cytaty z synonimami „nie poddawaj się”. Prosto z wykładów kołczów motywacyjnych albo ze stron poradników dobrego samopoczucia. Obowiązkowo z jakimś akcentem nieba w tle. O tym, że nigdy nie należy odpuszczać, upadać, bo gra się do końca i tak dalej. Po wczorajszym wyjeździe do Gorzowa na bycie grafiką do podobnych zdań zasługują zawodnicy Łukasza Miki. Kiedy zatem następnym razem będziecie zastanawiać się nad jakąś książką motywacyjną, odpuśćcie – przejdźcie się po prostu na mecz Babiej Góry.
To nie był dobry mecz reprezentantów Suchej BeskidzKiej. I paradoksalnie: to on będzie jednym z tych wspominanych po zakończeniu sezonu. Niekoniecznie przez styl, który w Gorzowie przez długie minuty był nieobecny, ale dzięki sile kolektywu, jaki pokazała drużyna. Po zawodnikach było widać niezgodę na podział punktów nawet na moment przed końcowym gwizdkiem sędziego. Gdyby Babia Góra mogła być slajdem z wykładu kołcza motywacyjnego, to rzutem rożnym z doliczonego czasu gry. Z piłką wrzuconą przez Macieja Stróżaka z rogu boiska minęła się część graczy obu drużyn przy pierwszym słupku, a dalej stał już Dawid Drabik, który bardziej nawet fartem, niż w pełni przemyślanym ruchem skierował głową futbolówkę do siatki rywali. Dla 18-letniego defensora, który w Suchej pojawił się na moment przed pandemią, debiutancki gol nie mógł paść w bardziej pamiętnych okolicznościach.
Kornery Babiej w Gorzowie zasługują na osobny akapit. Prawie każdy analityk boiskowych statystyk z miejsca odpowie: rogi nie mają wielkiego sensu w kontekście matematyki. Aż 80 procent takich sytuacji nie kończy się nawet strzałem w światło bramki. Jak jednak mawiał nieodżałowany Leo „For Money” Benhakker: „Futbol to nie matematyka. W tej grze dwa plus dwa prawie nigdy nie daje cztery. Czasem to trzy, a czasem pięć”. W wypadku Babiej dała dwa, a dokładniej dublet w golach. O końcowym rzucie rożnym wspomnieliśmy akapit wyżej, a przecież wynik został otworzony już w 8. minucie właśnie wykończeniem przez Łukasza Gołuszkę dośrodkowania Piotra Pacygi, którego nie zdołali wybić obrońcy Gorzowa. A mógł paść hat-trick z rożnych, bo w ostatnich minutach meczu Pacyga zaliczył bezpośredni, dalszy słupek z kornera! Jak zdradzono za kulisami, ten fragment piłkarskiego rzemiosła nie jest nawet jakimś specjalnym punktem na treningach w tygodniu.
Ostatni akapit poświęćmy na element, który może przynieść jeszcze wiele punktów Babiej Górze. Młodzież nie była statystami. Zwraca uwagę lista strzelców, których wiek jest jeszcze na tyle niski, że chyba każdy z nich wciąż jeszcze będzie proszony o dowód w sklepach. Najstarszym z nich jest Dawid Sumera (rocznik 2000), który w 64. minucie pokazał się Grzegorzowi Taladze i zakończył sprawną akcję zespołową z lewego skrzydła. Takie momenty jakości chciałoby się widzieć w znacznie dłuższych okresach gry podczas każdego starcia. Bo jedność i przysłowiowa „chemia” po stronie atutów wydaje się już utrwalona.
Tomasz Mielczarek
ZOBACZ TAKŻE: Piłkarska środa: Tempo wskakuje na fotel lidera, przełamanie Babiej Góry i gol w doliczonym czasie gry, pechowa końcówka Halniaka
LKS Gorzów - Babia Góra Sucha Beskidzka 2:3 (2:1)
Gole dla Gorzowa: Ząbek, Cichoń.
Gole dla Babiej Góry: Gołuszka, Sumera, Drabik.
Skład Babiej Góry: Kachnic - G. Talaga, Drabik, Chrząszcz (56" Starowicz), J. Talaga, Gołuszka (65" P. Burliga), Kociołek (46" Wójtowicz), Pacyga, Stróżak, Janiczak, Sumera (80" K. Burliga).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze