Reklama


Łukasz Jagoda: Zawodnicy Babiej Góry muszą wiedzieć, że jestem obok i cały czas z nimi gram

19/10/2021 21:39

Od wygranej 2:1 z MKS Libiąż zaczął trenerski rozdział w klubie MKS Babia Góra Sucha Beskidzka trener Łukasz Jagoda.

Maciej Krzyśków/Sucha24.pl: Debiut w domu. Nie często się to zdarza.

Łukasz Jagoda: - Jestem i byłem związany z klubem z Libiąża ładnych parę lat temu. Reprezentowałem barwy Górnika Libiąż, MKS Libiąż i gdzieś w serduszku nostalgia, sentyment oczywiście  pozostał. Życie toczy się jednak tak, a nie inaczej i w tej chwili jestem w Babiej Górze, z czego jestem dumny i szczęśliwy.

Jak do tego doszło?

- Tak jak się to w życiu trenerskim normalnie zdarza. Otrzymałem zapytanie, zaczęły się konkretne rozmowy i tak od słowa do słowa zostałem poproszony o spotkanie po meczu Babiej Góry z Kalwarianką. Wymieniliśmy kilka spostrzeżeń, padło parę konkretnych zdań i doszliśmy do wniosku, że mamy podobne, spójne wizje. Wyznaczyliśmy sobie cele i tak zawitałem do Suchej Beskidzkiej. Nie był to pierwszy kontakt Babiej Góry ze mną, bo po tym, jak Grzegorz Kmiecik przestał być jej trenerem, również byliśmy w kontakcie.

Reklama

Zna pan ligę bardzo dobrze. To ogromny plus.

- W poprzednim sezonie byłem trenerem Zgody Byczyna. Pamiętam mecz w Suchej Beskidzkiej, w którym do przerwy przegrywaliśmy 0:1, żeby ostatecznie zwyciężyć 3:1. Wprowadziłem wtedy od początku drugiej połowy trzech nowych, doświadczonych zawodników. Od tego jest trener, żeby podejmować w odpowiednim czasie decyzje i reagować na wydarzenia na boisku. Zmysł trenerski jest potrzebny i tego się trzymajmy.

Babia Góra ma zatem trenera, który nie boi się ryzyka. Co zatem pojawiło się w głowie trenera Jagody po pierwsze połowie meczu z Libiążem, którą pana nowi podopieczni przegrywali 0:1 tracąc gola zdobytego przez zawodnika, na którego kazał pan zwrócić szczególną uwagę jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego?

Reklama

- Kilka ładnych minut spędziliśmy na analizie gry zespołu z Libiąża. Na odprawie starałem się uczulić zawodników na styl gry przeciwnika, który wykorzystuje właśnie długim podaniem zawodnika z numerem dziewięć. Nie stało się inaczej, że to właśnie on zdobył gola... Co jednak myślałem? Patrzyłem na całość tej części gry, a tam pierwsza połowa należała zdecydowanie do nas. Mieliśmy wiele rzutów rożnych, był strzał w poprzeczkę, parę rzutów wolnych. Musiałem w szatni odpowiednio zareagować, obrać odpowiedni kurs i przede wszystkim spowodować, by zawodnicy jeszcze bardziej podkręcili tempo. Dwa strzelone przez nas gole to była minimalna zdobycz po przerwie. Posiadaliśmy olbrzymią przewagę i zdobycie goli było tylko kwestią czas. Widziałem to już podczas treningów i w pierwszej połowie, że ta drużyna ma potencjał. Przed meczem z Libiążem mogłem jednak tylko popracować nad mentalnością zawodników, nad ich psychiką i nad tym, żeby wyczyścili głowy.

Zmian w składzie trudno było oczekiwać, bo też i kadra Babiej Góry nie należy do największych. Do tego doszły też kontuzje.

Reklama

- Pan czy kibice możecie ocenić, czy było już teraz widać różnicą w grze zawodników w porównaniu do spotkań sprzed tygodnia czy dwóch. Oczywiście wykonuję i analizuję swoją pracę, ale jeżeli już ktoś z zewnątrz zauważa, że w tak krótkim czasie pojawiły się pierwsze symptomy, które trzeba zapisać na plus, to oznacza to, że idziemy w dobrym kierunku.

Na pewno zmianą było to, że Babia Góra ma tak żywiołowo reagującego na wydarzenia na boisku trenera.

- Rozumiem, że świadczy o tym również mój głos (śmiech). Prawda jednak jest, że bardzo emocjonalnie, oczywiście w ramach kulturalnego nazewnictwa, reaguję na to, co dzieje się na murawie. Żyję każdym meczem i każdą sytuacją. Taki mam styl pracy. Grałem w piłkę i wiem, że zawodnicy widzą i czują, że jest z nimi ktoś, kto praktycznie gra cały czas z nimi. Nie robię niczego na pokaz, wykonuję swoją robotę. Mam zaplanowany cel, który chcę osiągnąć w Suchej Beskidzkiej i wiem, jakie będą moje metody pracy. Ktoś inny osądzi mnie z tego, jak to wszystko będzie funkcjonować.

Reklama

Patrząc na tabelę, co główny cel sam się nasuwa. Są jednak inne rzeczy, które chce pan wprowadzić w życie czy zostaje slogan - wynik ponad wszystko?

- W mecz z Libiążem można było zaobserwować coś ,co będę się starał zaszczepić zawodnikom suskiej drużyny. Chodzi o długie utrzymywanie się przy piłce, zdecydowaną, ofensywną grę z wieloma ilościami podań, o małe gierki czy wreszcie narzucenie swojego stylu, zdominowanie przeciwnika. Mam to wszystko w podświadomości i będę chciał do tego przekonywać zawodników Babiej Góry. To jednak przyszłość, bo zależy to wszystko od zgrania i przyzwyczajenia do moich metod pracy. Zawodnicy muszą mi zaufać i to zaakceptować. Muszą myśleć tak ja i być przedłużeniem na boisku mojego sposobu gry i myślenia. Doskonale wiem, że na to potrzeba czasu, pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Praca jest podstawą  bez niej ciężko jest myśleć o sukcesach. Dla mnie największym sukcesem była teraz wygrana z Libiążem. Powiedziałem to zarządowi i zawodnikom, że ten mecz był kluczem do dalszej pracy. Zależało mi tylko na wygranej, bez względu na styl. Okazało się jednak, że w tak trudnym pod względem mentalnym spotkaniu, zawodnicy pokazali kilka fajnych, pierwszorzędnych akcji. Zabrakło jednak wykończenia i chcę zaznaczyć, że to pierwsza rzecz, nad którą chcę popracować.

Reklama

Wiadomo, o co chodzi.

- Zdaję sobie sprawę, że w Babiej Górze potrzebne jest jedno czy drugie wzmocnienie. Typowa dziewiątka jest niezbędna na już.

Typowa dziewiątka, czyli Robert Starowicz, jest obecnie kontuzjowana. Kojarzy go pan?

- Tak. Robert pojawił się na boisku w majowym spotkaniu Zgody z Babią. Liczę, że wróci do pełni sił i będzie do mojej dyspozycji.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama