Pod koniec listopada Natalia Leśniak poleci do ośrodka przygotowawczego w Korei Południowej, gdzie być może będzie przebywała z przerwami na starty w zawodach aż do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku.
Dofinansowanie z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego dla Leśniak to wspaniałe ukoronowanie roku 2014 roku w jej wykonaniu, w którym wywalczyła drużynowo brązowy medal w halowych MŚ, srebro drużynowo podczas ME i wicemistrzostwo Europy seniorek indywidualnie. – Chciałabym wrócić z Korei bardziej pewna siebie – to jest najważniejsze. Wiem, że wyniki idą z pewnością siebie w parze – mówi Natalia Leśniak.
Maciej Krzyśków/Sucha24.pl: Spakowana?
Natalia Leśniak: - Jeszcze nie. Dopiero wstępne zakupy za mną i czekam na potwierdzenie terminu wyjazdu.
Gdzie dokładnie lecisz?
- Do Korei do ośrodka przygotowawczego Goesan-gun. Będę tam trenować rok albo półtorej, a jeżeli zdobędę kwalifikację olimpijską do Rio, to sądzę, że do igrzysk.
Po koreańsku coś umiesz już coś powiedzieć?
- (śmiech) Jeszcze nie. Mam nadzieję, że się nauczę.
Może trzeba zacząć od słów – jak zdobyć medal w Rio?
- (śmiech) Nie mam pojęcia jak to powiedzieć. Wszystkiego w swoim czasie się tam nauczę.
Kiedy dowiedziałaś się, że będziesz miała możliwość przygotowań właśnie w Korei?
- Nieoficjalnie w lipcu jeszcze przed mistrzostwami Europy w Armenii. Był to dla mnie mały szok.
Jesteś jednym z piętnastu polskich sportowców, który otrzymał fundusze na przygotowania przedolimpijskie.
- Tak i jest to pierwsze stypendium w historii w łucznictwie. Mam nadzieję, że skorzystam z tego jak najwięcej.
Brzmi to wszystko jak piękny sen. Rok 2014 chyba najlepiej, żeby się dla ciebie nie kończył.
- (śmiech) Nie spodziewałam się, że tak dobrze się to wszystko potoczy. Wywalczyłam drużynowo brązowy medal w halowych MŚ, do tego medal drużynowy i indywidualny w ME. Teraz doszła okazja do przygotowania się do igrzysk. Jest super. Gdyby ktoś mi powiedział, że tak będą wyglądały moje starty w 2014 roku to pomyślałabym, że oszalał. Wiadomo, że gdzieś tam marzy się o jak najwyższych lokatach, ale nic łatwo i samo nie przychodzi.
Tegoroczne święta wielkanocne spędziłaś w Szanghaju, gdzie po raz pierwszy w historii zapunktowałaś w klasyfikacji generalnej PŚ. w roku 2015 zapowiada się na dłuższą rozłąkę.
- Na Boże Narodzenie będę w domu w Stryszawie. Kalendarz naszych startów w poprzednich latach był tak ustawiony, że w Wielkanoc i tak byłam na zawodach. Jestem już do tego przyzwyczajona (śmiech). Co do startu w Szanghaju, to nawet ja sama nie sądziłam, pójdzie mi tam tak dobrze i zapunktuję w generalce. Szkoda, że nie udało się awansować do pierwszej ósemki, ale nic straconego. Wierzę, że w przyszłym roku będą ku temu kolejne okazje.
Po zawodach w Szanghaju powiedziałaś – wow. A pierwsze słowa po dwóch medalach w ME?
- Wielkie wow (śmiech). Ostatni medal dla Polski w łucznictwie zdobyła w 2004 roku Iwona Dzięcioł-Marcinkiewicz (złoto w Brukseli – przyp. red.). Po dziesięciu latach mamy co prawda srebrny, ale medal to medal.
Niezwykle zacięty był pojedynek z 17-letnią Hiszpanką Alicią Marin o wejście do finału
- Walczyłyśmy łeb w łeb, wszystko było bardzo na styku i potrzebny był baraż. Obie trafiłyśmy w dziewiątkę. Wygrałam na milimetry, bo moja strzała była bliżej środka. Szczęście było po mojej stronie.
W finałowym meczu z Rosjanką Tatianą Seginą emocje skończyły się bardzo szybko
- Tatiana wyszła na prowadzenie 6:0. Zaczęłam potem odrabiać straty, ale nie starczyło już czasu, bo strzelałyśmy po trzy sety. Gdyby nie jednodniowa przerwa między spotkaniem z Hiszpanką i Rosjanką, to może byłoby inaczej? Wtedy byłam w takim ciągu startów. Przez ten jeden dzień, który dzieliły oba pojedynki, miałam lekki trening, a w grupie nie poruszaliśmy tematu, że czeka mnie pojedynek o złoto. Niestety docierały do mnie informacje też z zewnątrz, że jestem w finale i mam minimum już srebro.
Doświadczenie zebrane w takim spotkaniu z pewnością było nieocenione. I w przypadku, gdy staniesz ponownie przed meczem o ponową stawkę, będziesz już o wiele bardziej mądrzejsza.
- Nauka na przyszłość na pewno jest. Nie zawsze się wygrywa. Liczę, że z zawodów na zawody, gdy będę znajdowała się w czołówce, będzie łatwiej.
Zapytam wprost – skąd się wzięły te wyniki w 2014 roku?
- Przede wszystkim z ciężkiej pracy. Jak każdy sportowiec czuję, czy jestem w formie. Przed ME nic na to nie wskazywało na to, że mogę zdobyć medal. Podczas obozu w Żywcu skupialiśmy się bardziej nad drużyną, żeby osiągnąć zespołowo sukces. W drużynie mamy większe szanse na zdobycie kwalifikacji olimpijskiej, indywidualnie zawsze jest to loteria. W drużynie jest siła – jadąc na ME chcieliśmy coś fajnego razem osiągnąć, indywidualnie nikt nie spodziewał się sukcesu. To był mój dzień – byłam w totalnym amoku i nawet nie wiem, jak znalazłam się w finale (śmiech). Po prostu wychodziłam i strzelałam z uśmiechem na twarzy, nie patrząc gdzie jestem i jaka jest stawka zawodów. Nic innego mnie nie interesowało.
W przyszłym roku pewnie będziesz się spotykała już tylko z zagranicznymi rywalkami.
- „Polskie tory” znam bardzo dobrze. Łatwiej się rywalizuje z zawodnikami, których się zna. Za granicą reprezentuje się także Polskę w starciu z zawodniczkami z innych krajów, pojawia się większy stres i chce się dobrze wypaść. Nie można jednak powiedzieć, że do zawodów w Polsce podchodzę na większym „lajcie”. Zawody to zawody i obojętnie czy mówimy o mistrzostwach Polski, Pucharze Polski czy zawodach kwalifikacyjnych.
W Korei będziesz trenować, trenować, trenować?
- Dokładnie. Wiem, że mam braki w technice i chciałabym znaleźć najlepszą, która będzie powtarzalna. Chcę też zobaczyć, jak trenują w Azji i porównać z tym, jak się szkolimy w Polsce.
Jaka Natalia Leśniak chciałaby wrócić z tego pobytu w Korei?
- Bardziej pewna siebie – to jest najważniejsze. Wiem, że wyniki idą z pewnością siebie w parze. Zdobycie medalu ME było krokiem do przodu, chciałabym kolejne wykonywać. Jeżdżąc na zawody międzynarodowe chciałabym mieć przeświadczenie, że coś mogę tam osiągnąć.
Gdzie cię w takim razie będzie można zobaczyć?
- Sezon zimowy, który zaraz się zaczyna w Polsce, odpuszczam całkowicie. Chciałabym wystartować w zawodach PŚ, podczas europejskich igrzysk w Baku czy w MŚ w Danii. Nie jestem pewna, czy wystartuję w ogóle w Polsce, raczej skupimy się na tych międzynarodowych zawodach. Chociaż na trzy dni przed wylotem wystartuję jeszcze w zawodach w Prudniku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze