Reklama


Leśniak będzie się przygotowywała w Korei do igrzysk w Rio!

13/11/2014 21:17

Pod koniec listopada Natalia Leśniak poleci do ośrodka przygotowawczego w Korei Południowej, gdzie być może będzie przebywała z przerwami na starty w zawodach aż do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku.

Dofinansowanie z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego dla Leśniak to wspaniałe ukoronowanie roku 2014 roku w jej wykonaniu, w którym wywalczyła drużynowo brązowy medal w halowych MŚ, srebro drużynowo podczas ME i wicemistrzostwo Europy seniorek indywidualnie. – Chciałabym wrócić z Korei bardziej pewna siebie – to jest najważniejsze. Wiem, że wyniki idą z pewnością siebie w parze – mówi Natalia Leśniak.

Maciej Krzyśków/Sucha24.pl: Spakowana?

Natalia Leśniak: - Jeszcze nie. Dopiero wstępne zakupy za mną i czekam na potwierdzenie terminu wyjazdu.

Reklama

Gdzie dokładnie lecisz?

 - Do Korei do ośrodka przygotowawczego Goesan-gun. Będę tam trenować rok albo półtorej, a jeżeli zdobędę kwalifikację olimpijską do Rio, to sądzę, że do igrzysk.

Po koreańsku coś umiesz już coś powiedzieć?

- (śmiech) Jeszcze nie. Mam nadzieję, że się nauczę.

Może trzeba zacząć od słów – jak zdobyć medal w Rio?

- (śmiech) Nie mam pojęcia jak to powiedzieć. Wszystkiego w swoim czasie się tam nauczę.

Kiedy dowiedziałaś się, że będziesz miała możliwość przygotowań właśnie w Korei?

Reklama

- Nieoficjalnie w lipcu jeszcze przed mistrzostwami Europy w Armenii. Był to dla mnie mały szok.

Jesteś jednym z piętnastu polskich sportowców, który otrzymał fundusze na przygotowania przedolimpijskie.

- Tak i jest to pierwsze stypendium w historii w łucznictwie. Mam nadzieję, że skorzystam z tego jak najwięcej.

Brzmi to wszystko jak piękny sen. Rok 2014 chyba najlepiej, żeby się dla ciebie nie kończył.

- (śmiech) Nie spodziewałam się, że tak dobrze się to wszystko potoczy. Wywalczyłam drużynowo brązowy medal w halowych MŚ, do tego medal drużynowy i indywidualny w ME. Teraz doszła okazja do przygotowania się do igrzysk. Jest super. Gdyby ktoś mi powiedział, że tak będą wyglądały moje starty w 2014 roku to pomyślałabym, że oszalał. Wiadomo, że gdzieś tam marzy się o jak najwyższych lokatach, ale nic łatwo i samo nie przychodzi.

Reklama

Tegoroczne święta wielkanocne spędziłaś w Szanghaju, gdzie po raz pierwszy w historii zapunktowałaś w klasyfikacji generalnej PŚ. w roku 2015 zapowiada się na dłuższą rozłąkę.

- Na Boże Narodzenie będę w domu w Stryszawie. Kalendarz naszych startów w poprzednich latach był tak ustawiony, że w Wielkanoc i tak byłam na zawodach. Jestem już do tego przyzwyczajona (śmiech). Co do startu w Szanghaju, to nawet ja sama nie sądziłam, pójdzie mi tam tak dobrze i zapunktuję w generalce. Szkoda, że nie udało się awansować do pierwszej ósemki, ale nic straconego. Wierzę, że w przyszłym roku będą ku temu kolejne okazje.

Reklama

Po zawodach w Szanghaju powiedziałaś – wow. A pierwsze słowa po dwóch medalach w ME?

- Wielkie wow (śmiech). Ostatni medal dla Polski w łucznictwie zdobyła w 2004 roku Iwona Dzięcioł-Marcinkiewicz (złoto w Brukseli – przyp. red.). Po dziesięciu latach mamy co prawda srebrny, ale medal to medal.

Niezwykle zacięty był pojedynek z 17-letnią Hiszpanką  Alicią Marin o wejście do finału

- Walczyłyśmy łeb w łeb, wszystko było bardzo na styku i potrzebny był baraż. Obie trafiłyśmy w dziewiątkę. Wygrałam na milimetry, bo moja strzała była bliżej środka. Szczęście było po mojej stronie.

Reklama

W finałowym meczu z Rosjanką Tatianą Seginą emocje skończyły się bardzo szybko

- Tatiana wyszła na prowadzenie 6:0. Zaczęłam potem odrabiać straty, ale nie starczyło już czasu, bo strzelałyśmy po trzy sety. Gdyby nie jednodniowa przerwa między spotkaniem z Hiszpanką i Rosjanką, to może byłoby inaczej? Wtedy byłam w takim ciągu startów. Przez ten jeden dzień, który dzieliły oba pojedynki, miałam lekki trening, a w grupie nie poruszaliśmy tematu, że czeka mnie pojedynek o złoto. Niestety docierały do mnie informacje też z zewnątrz, że jestem w finale i mam minimum już srebro. 

Reklama

Doświadczenie zebrane w takim spotkaniu z pewnością było nieocenione. I w przypadku, gdy staniesz ponownie przed meczem o ponową stawkę, będziesz już o wiele bardziej mądrzejsza.

- Nauka na przyszłość na pewno jest. Nie zawsze się wygrywa. Liczę, że z zawodów na zawody, gdy będę znajdowała się w czołówce, będzie łatwiej.

Zapytam wprost – skąd się wzięły te wyniki w 2014 roku?

- Przede wszystkim z ciężkiej pracy. Jak każdy sportowiec czuję, czy jestem w formie. Przed ME nic na to nie wskazywało na to, że mogę zdobyć medal. Podczas obozu w Żywcu skupialiśmy się bardziej nad drużyną, żeby osiągnąć zespołowo sukces. W drużynie mamy większe szanse na zdobycie kwalifikacji olimpijskiej, indywidualnie zawsze jest to loteria. W drużynie jest siła – jadąc na ME chcieliśmy coś fajnego razem osiągnąć, indywidualnie nikt nie spodziewał się sukcesu. To był mój dzień – byłam w totalnym amoku i nawet nie wiem, jak znalazłam się w finale (śmiech). Po prostu wychodziłam i strzelałam z uśmiechem na twarzy, nie patrząc gdzie jestem i jaka jest stawka zawodów. Nic innego mnie nie interesowało.

Reklama

W przyszłym roku pewnie będziesz się spotykała już tylko z zagranicznymi rywalkami.

- „Polskie tory” znam bardzo dobrze. Łatwiej się rywalizuje z zawodnikami, których się zna. Za granicą reprezentuje się także Polskę w starciu z zawodniczkami z innych krajów, pojawia się większy stres i chce się dobrze wypaść. Nie można jednak powiedzieć, że do zawodów w Polsce podchodzę na większym „lajcie”. Zawody to zawody i obojętnie czy mówimy o mistrzostwach Polski, Pucharze Polski czy zawodach kwalifikacyjnych.

Reklama

W Korei będziesz trenować, trenować, trenować?

- Dokładnie. Wiem, że mam braki w technice i chciałabym znaleźć najlepszą, która będzie powtarzalna. Chcę też zobaczyć, jak trenują w Azji i porównać z tym, jak się szkolimy w Polsce.

Jaka Natalia Leśniak chciałaby wrócić z tego pobytu w Korei?

- Bardziej pewna siebie – to jest najważniejsze. Wiem, że wyniki idą z pewnością siebie w parze. Zdobycie medalu ME było krokiem do przodu, chciałabym kolejne wykonywać. Jeżdżąc na zawody międzynarodowe chciałabym mieć przeświadczenie, że coś mogę tam osiągnąć.

Reklama

Gdzie cię w takim razie będzie można zobaczyć?

- Sezon zimowy, który zaraz się zaczyna w Polsce,  odpuszczam  całkowicie. Chciałabym wystartować w zawodach PŚ, podczas europejskich igrzysk w Baku czy w MŚ w Danii. Nie jestem pewna, czy wystartuję w ogóle w Polsce, raczej skupimy się na tych międzynarodowych zawodach. Chociaż na trzy dni przed wylotem wystartuję jeszcze w zawodach w Prudniku.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama