Pierwszy start w 2016 roku w rajdach samochodowych ma za sobą Michał Kuśnierz. Pochodzący ze Śleszowic pilot wystartował w 84. edycji Rajdu Monte Carlo. Tym razem za kierownicą siedział Tomasz Gryc, z którym Kuśnierz w 2011 roku wyjeździł mistrzostwo Polski w kategorii samochodów przednionapędowych.
Rajd Monte Carlo był pierwszą rundą mistrzostw świata. To najstarszy i jednocześnie jeden z najtrudniejszych rajdów. Najlepiej świadczy o tym fakt, że wiele ekip fabrycznych nie ukończyło go w tym roku. - Nigdzie nie ma tak zmiennej nawierzchni. Na jednym oesie można jechać po suchym asfalcie, za chwilę po mokrym, następnie po lodzie i śniegu - wylicza Michał Kuśnierz.
Właśnie z powodu zmiennych warunków atmosferycznych, ogromną rolę w rajdzie Monte Carlo odgrywają tzw. szpiedzy pogodowi. Dla duetu Tomasz Gryc/Kuśnierz takim szpiegiem był Xavier Panseri. - Baliśmy się, że nie dojedzie z powodów problemów zdrowotnych. Xavier był w Rajdzie Dakar pilotem Adama Małysza. Wykonał kawał dobrej roboty - dodaje.
Szpiedzy pogodowi nanoszą poprawki na opis trasy przygotowany przez załogę - informują, na którym zakręcie jest lód, stoi woda czy jest ślisko. Następnie dany team dobiera opony. - Naszym celem było dojechać do mety. Z tego powodu wybieraliśmy bezpieczne opony - głównie zimowe i okolcowe, żeby nie popełnić błędu na śniegu czy lodzie. Z drugiej strony traci się wtedy na szybkości na odcinku asfaltowym. Kto lepiej kalkuluje i lepiej potrafi wybrnąć z kryzysowej sytuacji, ten wygrywa. Rajd Monte Carlo jest zatem jak wizyta w kasynie, jak ruletka (śmiech) - przyznaje Kuśnierz.
Pierwszy start duet Gryc/Kuśnierz zaliczył w czwartek 21. stycznia około 20. - Etap rozpoczął się o 19. Ruszyliśmy na trasę godzinę później i czekały nas 2 odcinki po 20 km. Wszystko to na wysokości 1500 m w Alpach. Do serwisu dotarłem o 2 w nocy, godzinę później byłem w hotelu, a już o 7 rano trzeba było się stawić na starcie drugiego etapu – wylicza.
Ostatecznie Gryc/Kuśnierz zajęli 41. miejsce w klasyfikacji generalnej, a w swojej klasie RC4 znaleźli się na 6. miejscu. - Sukcesem jest ukończenie tego rajdu. Tomek wrócił po rocznej przerwie do rajdów. Na 3 oesach zajęliśmy czwarte miejsce! Było trzech kierowców, którzy byli absolutnie poza naszym zasięgiem (m.in. Max Vatanen, syn słynnego fińskiego kierowcy Ari Vatanena - mistrza świata z 1981 roku). Z resztą mogliśmy spokojnie konkurować - wyjaśnia Kuśnierz.
Osobną sprawą na rajdzie Monte Carlo byli kibice. - Zawsze sądziłem, że w rajdzie polskim jest ich dużo, ale to, co zobaczyłem w Monte Carlo było niewyobrażalne. Nieraz musieli iść 6 km na piechotę do danego odcinka, bo droga była zamknięta i nie można było wjechać samochodem. Jechaliśmy z Tomkiem jako jedni z ostatnich i sądziliśmy, że kibice będą już schodzili z trasy i niewielu ich zostanie. Mimo to było ich tysiące. Widzieliśmy bardzo dużo polskich kibiców z flagami - dodaje.
- Jeżeli Tomek będzie chciał startować w mistrzostwach Polski, to raczej z nim nie pojadę. W tym roku będę dalej pilotem Maćka Oleksowicza w MP. Wiem jednak, że ma w planach starty w mistrzostwach Europy czy świata i wtedy istnieje duże prawdopodobieństwo, że pojedziemy znowu razem - mówi Michał Kuśnierz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze