Po niespodziewanym odejściu Damiana Pawlikowiego z funkcji trenera Jałowca Stryszawa, działacze IV-ligowca nie musieli daleko szukać jego następcy. – Lubię wyzwania – skomentował objęcie funkcji trenera Jałowca Krzysztof Jodłowiec.
Maciej Krzyśków/Sucha24.pl: Pierwsza praca w roli trenera seniorów?
Krzysztof Jodłowiec: - Oficjalnie tak, ale nieoficjalnie byłem już trenerem i to nawet w wyższej lidze (śmiech)
Odejście Damiana Pawlikowskiego było dla was zaskoczeniem i to, że to właśnie panu zaproponowano przejęcie po nim schedy?
- Damian coś wspominał, że w przyszłości może zostać Kalwarianki (jest także członkiem zarządu klubu z Kalwarii Zebrzydowskiej – przyp. red.). Może został postawiony tam w niezręcznej sytuacji, że już teraz został jej trenerem?
Patrząc z perspektywy powiatu suskiego - funkcja grającego-trenera to ciężki kawałek chleba.
- W niższych ligach niż IV taki model można często spotkać i jakoś to wygląda. W IV-lidze trzeba się na tym bardziej skupić i mieć wszystko na uwadze. Na pewno będzie trudniej niż w niższej lidze, a ja mam wiele do wykonania jako zawodnik i trener. Lubię jednak wyzwania i sądzę, że nie będę miał żadnego problemu z połączeniem tych funkcji.
Przykładowo - trwa mecz, Krzysztof Jodłowiec traci piłkę i ktoś z drużyny krzyknie „trener k…. co jest”
- Powiem tak - na boisku dla kolegów jestem zawodnikiem i każdy może zwrócić mi uwagę. Tak samo na treningu. W pewnych sytuacjach jednak to ja decyduję o wszystkim.
Pozycja Jałowca (14. miejsce i dwanaście zdobytych punktów, brak zwycięstwa w Stryszawie) w IV-lidze pokazuje, jak wiele dzieli okręgówkę od tej klasy rozgrywkowej?
- Różnica jest widoczna. Bez treningów i pracy nie da się tam grać.
W związku z tym planujecie trenować cztery razy tygodniowo?
- Trzy razy. Każdy by chciał cztery razy, ale proszę pamiętać, że Jałowiec Stryszawa to klub z małej miejscowość, a nie z większego miasta. Gra w IV-lidze to duży zaszczyt dla Stryszawy i miejscowych zawodników. Mało jest takich klubów, gdzie grają swoimi zawodnikami.
Cel na rundę jesienną jest wiadomy
- Nie do ukrycia (śmiech). Każdy wie, o co gramy. Sądzę, że wszystko się dobrze skończy, podołamy zadaniu i utrzymamy się w IV-lidze.
Jak skomentował brat Tomek (zawodnik Legii Warszawa, reprezentant Polski) objęcie przez pana funkcji trenera?
- Zawsze się z bratem konsultujemy. On się mnie pyta pewnych rzeczy, ja jego. Prowadzimy dialog sportowy. W pewnych kwestiach np. prowadzenia treningu może mi podpowiedzieć. To nie jest też tak, że jak nie trenowałem, to czegoś nie wiem. Pracowałem z wieloma trenerami na różnych poziomach i może jeszcze nie warsztat, ale teorię i wizję prowadzenia drużyny mam.
Ciągniemy za język
- (śmiech) Chodziłem przez cztery lata do SMS w Bielsku-Białej. Trenowałem tam w Podbeskidziu, które grało wówczas w 2. lidze (to było przed reformą rozgrywek i nie było podziału ekstraklasa, pierwsza i druga liga, ale pierwsza i druga liga – przyp. red.). Miło wspominam współpracę np. z trenerem Goreckim. Grałem też w IV-lidze śląskiej, która przed reformą była mocniejsza od obecnej. Trochę już gram w piłkę, trwa to 15 lat – zebrałem doświadczenie i sądzę, że będę mógł przeprowadzać treningi i pokazywać młodzieży, jak to robić.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze