W niejednej suskiej piwnicy czy garażu stoi dziś obok siebie naprawdę osobliwy zestaw: kosa spalinowa i profesjonalne kijki trekkingowe, ostry sekator oraz para nart. W mieście, z którego w zaledwie 5 minut można wyjść na malowniczy szlak prowadzący choćby na Magurkę, sprzęty ogrodowe i ekwipunek turystyczny często muszą dzielić ze sobą miejsce w garażu, piwnicy lub innym schowku. Jeśli tego miejsca jest mało, oba rodzaje wyposażenia regularnie zawadzają i gubią się w bałagania akurat kiedy są najbardziej potrzebne. To specyficzny, lokalny problem, który na szczęście ma jedno, bardzo konkretne rozwiązanie.
Sucha Beskidzka ma tę rzadką i piękną cechę, że codzienne obowiązki domowe i górska turystyka nachodzą na siebie dosłownie, bez żadnego wyraźnego przejścia. Mieszkaniec, który rano sumiennie przycina żywopłot, już po południu wędruje w stronę Jasienia czy Mioduszyna.
To niesamowicie wygodne, ale w realiach domowych oznacza jedno: w gospodarstwie gromadzą się 2 równoległe zestawy sprzętu. Rzadko są one używane w tym samym czasie, a mimo to przez bite 12 miesięcy w roku zajmują dokładnie to samo miejsce.
Podczas ciepłych miesięcy w schowkach dominują grabie, sekatory, węże ogrodowe i kosiarki. Gdy nadchodzi zima, ich miejsce błyskawicznie zajmują narty, kijki, raki czy sanki, a letni sprzęt ląduje gdzieś z tyłu, najczęściej w kompletnym nieładzie. Efekt? Garaż lub piwnica przez okrągły rok wyglądają jak pole bitwy między 2 sezonami, z których żaden nigdy nie zamierza ostatecznie ustąpić miejsca drugiemu.
Skutecznym antidotum na ten podwójny, sezonowy chaos jest stworzenie jednej, doskonale zorganizowanej strefy przechowywania. Powinna ona bez problemu obsłużyć zarówno lato, jak i zimę.
Taka zmiana pozwoli raz na zawsze zapomnieć o prowizorycznym przerzucaniu ciężkich gratów między garażem, piwnicą a ciasnym przedpokojem w zależności od wskazań termometru. Przemyślana przestrzeń pozwala trzymać narzędzia ogrodowe i sprzęt trekkingowy blisko siebie, ale w logicznym, stałym porządku. Dzięki temu to, co aktualnie potrzebne, zawsze jest pod ręką, a rzeczy odłożone na inny sezon nie zawadzają w codziennym życiu.
Dobrze zaprojektowany domek narzędziowy ustawiony w ogrodzie rozwiązuje ten problem w najprostszy z możliwych sposobów. Daje nam jedno stałe miejsce, w pełni niezależne od kaprysów górskiej pogody czy ograniczonej pojemności domowej piwnicy. Co ważne, pozwala na wygodne dojście z każdej części działki – niezależnie od tego, czy akurat znajduje się ona wyżej, czy niżej w stosunku do samego domu.
Gdy dysponujemy pochyłym terenem, wybór odpowiedniego punktu na mapie działki liczy się podwójnie. Warto wziąć pod uwagę kilka kluczowych czynników:
Ukształtowanie podłoża: Najlepiej szukać miejsca na naturalnie płaskim fragmencie działki lub tam, gdzie wystarczy minimalne wyrównanie gruntu. Kopanie głębokich, kosztownych tarasów ziemnych wyłącznie pod mały schowek rzadko bywa opłacalne.
Gospodarka wodna: Kluczowe jest poprawne odprowadzenie wody. Domek ustawiony w obniżeniu terenu, do którego naturalnie spływa cała deszczówka ze zbocza, prędzej czy później zacznie niszczeć od wilgoci – i to niezależnie od tego, jak wysokiej jakości materiały wybierzemy do jego budowy.
Skoro wewnątrz jednej konstrukcji mają zgodnie współistnieć narzędzia ogrodnicze oraz sprzęt zimowo-turystyczny, wnętrze musimy podzielić na dwie odrębne strefy, unikając tworzenia bezładnej sterty.
Jak zaleca polski producent wyposażenia do ogrodów i tarasów Focus Garden: wszelkie długie przedmioty, takie jak grabie, szpadle, ale też narty czy kijki trekkingowe, najlepiej montować pionowo na ścianach przy użyciu dedykowanych uchwytów. Opieranie ich o siebie na podłodze to gwarancja, że szybko się przewrócą i zablokują dostęp do reszty pomieszczenia. Z kolei drobniejszy ekwipunek, jak rękawice, sekatory, czołówki czy raki, warto poukładać na stabilnych półkach lub w transparentnych pojemnikach. Dzięki temu unikniemy irytującego przeszukiwania całego domku w pogoni za jedną rzeczą.
Dobrze jest też wyraźnie oddzielić strefę na rzeczy posezonowe. Chodzi o to, by zimą sprzęt letni nie przeszkadzał w wyciąganiu nart, a latem – by zimowy asortyment nie utrudniał dostępu do kosiarki. Nawet mały domek potrafi pomieścić zaskakująco dużo, pod warunkiem, że maksymalnie wykorzystamy potencjał ścian i sufitu, zamiast traktować podłogę jako jedną wielką skrzynię zrzutową.
Klimat w kotlinie otoczonej górskimi zboczami bywa kapryśny. Zimą śniegu bywa tu znacznie więcej i potrafi zalegać zdecydowanie dłużej niż w miastach na nizinach. Dlatego przy wyborze domku narzędziowego kluczowymi parametrami stają się bezkompromisowa odporność na wilgoć, obciążenie śniegiem oraz skrajne wahania temperatur. Solidna, wzmocniona konstrukcja dachu oraz sprawny system wentylacji zapobiegający skraplaniu się pary wodnej to w Suchej Beskidzkiej absolutna konieczność, a nie opcjonalny luksus.
Mądrze zaplanowany domek narzędziowy na pochyłej, suskiej posesji to w praktyce definitywny koniec corocznej, uciążliwej wędrówki sprzętu między piwnicą a garażem. To jedno bezpieczne, stałe miejsce, które genialnie radzi sobie latem z kosiarką, a zimą z nartami i to bez względu na to, w którą stronę akurat nachyla się Wasz trawnik
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze