Zanim nastała era dmuchanych basenów, chlorowanych pływalni i kolorowych aquaparków z palmami na dachu, wakacyjną atrakcją numer jeden na małopolskich wsiach były… rzeki. A właściwie wszelkie potoki, które płynęły czysto, chłodno i wystarczająco głęboko, by można było się w nich zanurzyć.
W powiecie suskim, zwłaszcza w Zawoi, Stryszawie czy Lachowicach, letnie dni upływały pod znakiem kąpieli „w plenerze”. Dzieciaki - często całymi grupkami, ruszały nad wodę uzbrojone w ręcznik, mydło i sporo wyobraźni. Bo żeby stworzyć wiejski „basen”, trzeba było się trochę napracować. Kamienie służyły za tamy, gałęzie do umacniania brzegów, a z płytkich strumyków robiło się prawdziwe kąpieliska.
Niektóre fragmenty potoków miały wśród dzieci niemal legendarny status. Woda była czysta, chłodna i zaskakująco energiczna - idealna na wakacyjne upały.
Potoki służyły nie tylko do zabawy, ale też… do higieny. W czasach, gdy łazienka w domu nie była oczywistością, a bieżąca woda pojawiała się w kranach nieco później, naturalna kąpiel była rozwiązaniem praktycznym i przyjemnym. Mycie głowy w lodowatym strumieniu? Była to nie lada próba charakteru - ale za to jaka odświeżająca!
Starsze pokolenie wspomina ten czas z uśmiechem. Nad rzeką spędzało się całe popołudnia. Były skoki z brzegów, łapanie kijanek, budowanie tratw i niekończące się chlapanie. Czuwały nad tym mamy i babcie – z brzegu, z wiaderkiem albo okrzykiem z okna: „Dość już tej wody! Kolacja czeka!”.
Niektóre potoki miały swoje naturalne „atrakcje” – kamienie ustawione w nurcie stawały się zjeżdżalnią, płaskie głazy – miejscem do wygrzewania się, a drewniane kładki - platformą do skoków (na własne ryzyko). Nikt wtedy nie potrzebował zjeżdżalni z trzech pięter – wystarczył zakręt rzeki i trochę wyobraźni.
Dziś wiele z tych miejsc wygląda inaczej. Potoki są uregulowane, brzegi umocnione, a nad wodą można częściej spotkać znak „Zakaz kąpieli” niż dzieci z ręcznikami. Ale dla tych, którzy pamiętają wakacje nad Skawicą czy Stryszawką, to wciąż najprawdziwsze lato. Bez chloru, bez biletów, bez pośpiechu, za to z szumem wody, śmiechem i uczuciem absolutnej wolności.
Może warto czasem wrócić nad ten sam potok i pokazać dzieciom, jak wyglądały „wiejskie wakacje” sprzed TikToka?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze